Pierwszy cios, jaki wyprowadził Dreghun okazał się ponownie niecelnym. Owszem, był znacznie lepszym od tego poprzedniego, ale summa sumarum sprowadził się do jednego - goblin nieznacznie balansując ciałem zdołał minąć się z ostrzem toporu dosłownie o centymetr.
Krok do tyłu. Nie dać się otoczyć - wycofać się!
Drobnymi kroczkami? A pogoń co - tiptopami będzie mnie gonić?
Dwa gobliny zaatakowały niemal równocześnie swoimi krótkimi, niedokładnie i topornie wykonanymi pałkami. Pierwszy spudłował sromotnie, niemal się wywracając, zaś drugi trafił, lecz prosto w pancerz - Dreghun niemal nie odczuł tego ciosu.
Krzyki z wnętrza jaskini stawały się coraz głośniejsze. Ilu goblinów mogło tam być? Czterech? Pięciu?
Za dużo.
Drugi cios, jaki zadał Dreghun był już zupełnie inny od dwóch poprzednich. Topór zawył w powietrzu. Po chwili wył również goblin. Krasnolud odciął mu dzierżącą pałkę prawą rękę w barku. Ta odleciała na bok, kreśląc w powietrzu krwiste, niesamowite znaki. Goblin wył. Wyli jego towarzysze. Dreghun klął.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Oczy zwęziły mu się gniewnie, czuł w swoich żyłach tętniącą krew, adrenalina zaczęła działać..
Ale zaczął też działać umysł, szybkie oceny sytuacji były tu jak najbardziej na miejscu. Skoro pierwszy z goblinów miał problemy z ręką, to można było się postarać o to, by drugiemu z nich też coś sie stało.
Szybka seria płaskich ciosów w brzuch - to może być skuteczne!
Postanowił tak to zrobić, reszta wyjdzie w praniu.
Dreghun mógł być pewien że po tej walce ktoś zaśpiewa o nim pieśń. Albo skrajnego bohaterstwa.. albo pogrzebową. Na jedno wychodzi.
Na razie śpiewał topór. Dreghun zrezygnował z dalszego wycofywania się - które i tak było mierne, raptem na odległość kroku - na rzecz wyprowadzenia dwóch kolejnych ataków w stronę drugiego goblina. Pierwszy cios chybił celu. Drugi pozbawił goblina głowy. Czysto, właściwie bez krzyku i bólu.
Za to z masą krwi, bluzgającej z pozbawionego głowy korpusu.
I w tym momencie go dostali.
W sumie powinien to przewidzieć. Wybiegali z jaskini już od jakiegoś czasu. Powinien to przewidzieć. A stał w miejscu jak ta dupa wołowa. No i go dostali.
*stuk*
Pierwsza strzała z głuchym stuknięciem wbiła się w drzewo paręnaście metrów od plaży. Druga zatopiła się niezwykle boleśnie w jego udzie, poniżej linii chroniącego go pancerza. Aż Dreghun zawył z bólu.
Tak jak można się było spodziewać - trzech goblinów, dwóch z łukami, jeden z pałką w dłoni stały w wejściu do jaskini, jakieś 10 metrów od niego. I wcale nie wyglądały na zadowolone widokiem dwóch martwych towarzyszy. Ba, wręcz przeciwnie, przygotowywały kolejny atak.
Ucieczka z przebitą nogą? Niemal niewykonywalna. Frontalny atak? Z pewnością niewykonywalny. Dreghun właśnie płacił cenę za swój brak wyobraźni.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Szybki odwrót i ucieczka w stronę lasu, tak jak to możliwe. Oczywiście bieg w linii prostej odpadał, więc uciekał szerokim zygzakiem. Cała nadzieja jedynie w szczęściu..
Chociaż to wydawało mu się dziwne, to nie żałował tych posunięć.. Wiedział, że polegnie gdzieś w walce z tymi plugawymi zielonoskórymi.
Zero odpoczynku. Zero leczenia. Brak towarzysza. Brak strategii, zwykłe wbiegnięcie w środek obozu wroga.
A teraz rozpaczliwa ucieczka.
Co on sobie, do cholery ciężkiej myślał?
O, jestem bohaterem i byle gobliny mnie nie zabiją? Mszczę ojca i on mnie obroni? Co tam rany, ważne, że wpadam w środek wrogów i macham toporem?
Głupie takie myślenie. Tu są tereny krasnoludów. Tu przetrwa tylko drużyna. Tylko klan. Bohaterowie walczący samotnie tutaj giną już za następnym zakrętem.
*świst nadlatującej strzały* *stuk*
Dreghun mimo bólu, który targał całą jego nogą ruszył do biegu. W głębi ust czuł metaliczny, mdląco słodki posmak krwi. Dlaczego czuł krew na języku? Dlaczego? Przecież był ranny w nogę, w rękę, plecy....
*trzask*
Siła uderzenia powaliła go na ziemię. To był doskonały strzał. Tuż poniżej linii pancerza, w nerki. Strzała ze słyszalnym trzaskiem wbiła się w jego ciało jak dzika bestia. Ryk bólu krasnoluda zmieszał się z tryumfalnym rykiem goblinów.
Dreghun leżał w szybko rosnącej kałuży krwi. Zdołał dobiec do linii drzew... tylko co z tego? Teraz ledwo mógł się ruszyć. Może wstać. Może utrzymać topór. Ale z pewnością nie biec czy skutecznie walczyć.
A gobliny się zbliżały. Tak, jak niegdyś po jego ojca.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Jakiś tępy, pulsujący ból odezwał się w tyle głowy Dreghuna. Gdy wstawał, mroczki zatańczył wściekle mu przed oczami. Przez chwilę myślał, że zemdleje... ale nie zrobił tego. Dał radę. Chwytając rozpaczliwie topór w dłoń, wstał i schował się za pierwszym drzewem.
*stuk*
W samą porę. Strzały jedna za drugą uderzyły w jego schronienie. Gobliny z łukami stały w pewnej odległości na plaży. Ostatni, trzeci goblin biegł w stronę krasnoluda. Dreghun mimo ran doskonale słyszał, jak stwór zbliża się z lewej strony drzewa, wcale nie wysilając na zachowanie ciszy. Najwyraźniej był bardzo pewny siebie i chciał po prostu dobić rannego krasnoluda.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Uważając, by nie wychylić się na zbyt długo i by nie odsłaniać się za mocno, oczekiwał aż ten podejdzie blisko.
Nie mógł wybiegać na spotkanie mu, nawet by nie zdołał zapewne.
Gdy tylko goblin przybliżył się na bliską odległość, postanowił wyjść zza drzewa w ten sposób, by był on na linii strzału jego dwóch pozostałych pobratymców.
Nie nastawiał się na mocne, męczące i powolne ciosy, wolał chociaż zranić swojego prawdopodobnie ostatniego przeciwnika i starał się stosować krótkie, szybsze ciosy, po których mógł szybko odzyskiwać równowagę i być gotowym do ewentualnego parowania.
Zwierze, będące przyciśnięte do ściany i osaczone, broni się do samego końca. On był właśnie tym zwierzęciem..
Na wszystkich bogów, dlaczego każdy jego oddech tak bolał? Dlaczego musiał nabierać powietrza w płuca potężnymi, rozpaczliwymi łykami, jakby na szyi miał nie kołnierz pancerza, ale duszącą, stalową strunę, miażdżącą tchawicę? Ach, no tak. Oczywiście.
Przecież go dostali.
Gdy tak trwał, czekając na wroga, strzały wciąż tkwiące w jego udzie i nisko w plecach drgały niespokojnie brzechwami, w rytm spazmatycznych, chrapliwych oddechów. Dreghun czuł wyraźnie, jak ich ostrza tną wciąż jego tkankę. Jak oplatają mięśnie. Jak stają się nienaturalną częścią jego własnego ciała.
Tkwiły w nim. Niemy, lecz bolesny znak, że wrogowie wciąż są blisko.
Goblin, sapiąc i prychając gniewnie podchodził do drzewa. Gdy był już zupełnie blisko, Dreghunowi wystarczyło wykonać zaledwie jeden, delikatny i oszczędny krok, by znaleźć się na upatrzonej pozycji tak, by sylwetka goblina dzieliła linię strzału jego kompanów od krasnoluda. Razem z tym jednym krokiem szedł zamaszysty, szeroki cios toporem.
Niecelny. Dreghun był zmęczony. Krwawił. Bolał go każdy mięsień. Nie było nawet mowy o oszczędnych ciosach, o odzyskiwaniu równowagi, o parowaniu... Dreghun walczył o życie. Lecz życie to uciekało z jego żył z każdą przemijającą sekundą starcia.
*stuk* *stuk*
Dwie strzały z głuchymi stuknięciami zaryły o drzewo, za którym do tej pory schowany był krasnolud. Gobliny z łukami stały na plaży. Niedaleko. Ale wciąż za blisko. Gdyby nie ich kompan, który utrudniał strzał, Dreghun zapewne byłby już w tym momencie martwy.
Dreghun nie miał sił, by zadać drugi cios toporem. Plus sytuacji był taki, że goblin był zbyt zaskoczony, by kontratakować. Minus... cóż, minusem była cała reszta.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Długi i głośny ryk rozległ się w okolicy, niosąc daleko po powierzchni jeziora. Ryczał Dreghun. Ryczały gobliny, pewne swej wygranej.
Ryczał Bromir.
Pieprzona kawaleria, zawsze nadciąga ostatnia w najgorszym momencie.
Z chwilą, gdy Dreghun uderzył po raz ostatni, rozpaczliwy dzierżonym toporem, niemal przepoławiając goblina w oślepiającej fontannie krwi i wnętrzności, pewien był, że dwójka łuczników weń mierzących tym razem na pewno trafi. Był tego pewien.
Ale gobliny nie wystrzeliły.
Bełt z głuchym szczęknięciem zwalnianego mechanizmu kuszy przeszył powietrze. JEden z łuczników stęknął potwornie, skulając się i osuwając na piasek plaży, kurczowo ściskając się za podbrzusze. Jego kompan widząc nagły obrót sprawy i drugiego krasnoluda, który z kuszą pojawił się jakieś 20 metrów od nich zawył boleśnie. Strzała przez niego wystrzelona ukąsiła Bromira w bark tak, że nieoczekiwany sprzymierzeniec aż wrzasnął z bólu.
Nie miał na sobie żadnego pancerza.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Dreghun był rannym, powolnym i niezdolnym w zasadzie do dalszej walki celem. Choćby rozebrał się do golasa, pomalował tyłek niebieską farbką i zaczął udawać kandelabr i tak nie przykułby na sobie uwagi goblina.
Toteż jego krzyki i machania nie odniosły żadnego rozsądnego rezultatu.
Nierozsądny rezultat był taki, że stracił kilka cennych sekund.
Tymczasem Bromir nie zamierzał się kryć. Drżącymi rękoma starał się przeładować kuszę. Szło mu to bardzo topornie. Goblinia strzała tkwiąca w jego barku bardzo mu w tym dziele przeszkadzała.
Zaś goblin nie próżnował. Szybko i zręcznie nałożył na cięciwę kolejny pocisk, wymierzył i strzelił. Tym razem chybiając dosłownie o włos nieruchomego Bromira.
- Dreghun! - wydarł się krasnolud - Uratowałeś mi dupsko, cholero! Nie będę, kurwa, gorszy!
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Trzeba było się wycofać. Łatwo było to powiedzieć wprawdzie, a gorzej z wykonaniem, ale to była konieczność.
Starając się zmusić do współpracy każdy mięsień, krasnolud starał się wycofywać na bezpieczniejszą stronę, starając się nie wystawiać się na pewny odstrzał.
"Bromir, chociaż za drzewo kurwa!" - krzyknął, sapiąc z bólu, który nie dawał mu zbytnio myśleć.
Piekło to piekący, nieznośny, nieustanny ból, wypełniający płynnym ogniem całe ciało. Nie pozwalający oddychać. Nie pozwalający ruszać się. Tkwiący metalowymi zadziorami w mięsie i nie pozwalający się skupić na niczym innym, niż na bólu i cierpieniu. To widok umierających najbliższych. To świadomość niespełnienia największych marzeń. To świadomość nadchodzącej śmierci, która mimo całej udręki, jaka człowiekiem ogarnia - nie nadchodzi. To pragnienie, pożądanie śmierci, które nie może być spełnione.
Dreghun był w piekle. Czuł jego bliskość całym sobą.
Dwie strzały wciąż w nim tkwiące przy próbie ruchu wywołały falę tak porażającego bólu, że tylko wrodzona wytrzymałość krasnoluda utrzymała go na nogach.
Potem było tylko gorzej.
Bromir nadal starał się przy pomocy właściwie jednej ręki przeładować kuszę. Zbyt wolno. Goblin trafił go perfekcyjnie, tuż poniżej tchawicy, w splot słoneczny. Pomimo odległości, Dreghun wyraźnie usłyszał trzask pękającej kości i ostatni, przedśmiertelny wrzask krasnoluda.
Wojownik zdołał oddalić się na pewną odległość od plaży i zagrożenia. Klucząc - a właściwie odbijając się od jednego do drugiego drzewa - i unikając linii strzału.
Bromir nie żył. A goblin na pewno będzie go ścigał. Nawet jeśli jakimś niewiarygodnym cudem uda mu się go pokonać, wykończy go upływ sił i krwi. Co do tego nie miał wątpliwości.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Liczyć na pomoc w miejscu takim jak to, było niemożliwością. I tak fakt, że Bromir zdecydował się z iście dramatycznym wyczuciem czasu pomóc Dreghunowi było sporym zaskoczeniem. Co nim kierowało? Tego bohater prawdopodobnie nigdy się nie dowie. Bromir nie żył.
Zaś cenny czas, jaki swoim życiem kupił Dreghunowi, wojownik zmarnował. Zamiast ukryć się, zakopać w ściółce, schować za drzewem i atakować z ukrycia - ten zwyczajnie biegł.
No, powiedzmy "na wpół pełznął, to ruszał do przodu praktycznie w pozycji półstojącej.
Strzały tkwiące zadziorami w ciele utrudniały właściwie każdy ruch. Z kolei na wyjmowanie ich mogło być już za późno. Dreghun - ruszając się dość intensywnie - zdołał zapewne już ułamać im ich groty.
Brak wyobraźni się mści.
*stuk*
Zdrowy i pełen chęci mordu goblin był blisko. Wystrzelił w biegu i chyba tylko to sprawiło, że nie trafił w taki łatwy cel, jakim stał się Dreghun.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Chyba ból musiał osłabić myślenie Dreghuna. Biegnąc przez las miał całe dziesiątki drzew, za którymi mógłby ewentualnie się ukryć, urządzić zasadzkę, odejść z tego świata, pokonawszy wszystkie gobliny ze znienawidzonej bandy. Mógł nawet paść na ziemię i udawać, że jest martwy. Mógł improwizować na wiele sposobów.
On jednak wolał skoczyć w krzaki.
W krzaki, ha! Nie dość, że goblin cały czas go widział. Nie dość, że krzaki nie dawały żadnej ochrony przed jego wzrokiem (może, gdyby Dreghun zrobił to przy innej okazji, wtedy miałby wystarczającą ochronę, ale nie teraz, gdy cały czas był widziany). Nie dość, że krzaki jako takie nie dawały absolutnie żadnej ochrony przed strzałami.
To jeszcze Dreghun zwyczajnie liczył najwyraźniej, że goblin tak po prostu będzie się patrzył w drugą stronę, gdy krasnolud będzie się "chował".
Brak wyobraźni. Od samego początku tego ataku. Brak wyobraźni.
Dreghun rzucił się w stronę krzaków. Były tak blisko. Wydawały się dawać tak doskonałą ochronę.
I wtedy oberwał.
Zupełnie, jakby ktoś kopnął go z całej siły w okolice nerek, blisko ostatniego trafienia. Trzask łamanego grotu w chwili trafienie brzmiał jak okrzyk. Dreghun nie krzyczał. Był zbyt zdumiony i zaskoczony siłą i precyzją ciosu. Co zrobiłem źle? Tysiące myśli w jednej setnej sekundy przeskoczyły przez jego głowę.
Kontakt z potwornie stabilną, nieruchomą ziemią.
Czym jest to ciepłe coś, co spływa po moich plecach? Krew? Dlaczego? Przecież nic mnie nie boli... aż chciałoby się powiedzieć "nie martwcie się o mnie. Chwilę poleżę i wszystko będzie dobrze. Czuję się całkiem dobrze. Tylko... chwilkę.... poleżę...."
Świat przed oczami Dreghuna stał się wściekle czerwony.
A potem przyszedł spokój.
Sesja zakończona.
Dreghun umiera... lądując w innym, niekoniecznie lepszym świecie.
Dreghun za sesję otrzymuje 50 exp.
Copyrigth by DaMi
Sesja no.5
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum