TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Wspomnienia Lipki/Kalifa
Autor Wiadomość
Lipka 1991 
Epicki Bohater
Wieszcz Zguby



Wiek: 34
Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 1269
Skąd: Kielce
Wysłany: 2006-09-15, 23:15   Wspomnienia Lipki/Kalifa

Siedziałem w swojej chatce a energia mnie rozpierała czasem czułem ze byłbym w stanie stworzyć tak potężne zaklęcie żeby rozwali całą tą ukochaną wioskę, ale nie wiedziałem jak wyczarować tak potężny czar. Udałem się do swego przyjaciela, który był już doświadczony w swoim fachu, ale ten poinformował mnie ze musi wyruszyć w swoją drogę, ale posłał mnie na daleką północ do potężnego maga, który rzekomo miał mnie nauczyć nowych tajników sztuki magicznej. Ponieważ nie mogłem wiedzieć gdzie mieszka, przecież cały czas odkąd pamiętam siedzę w tej zabitej dechami wiosce, Przyjaciel dał mi mapę, na której dokładnie było widać gdzie mam iść a odczytanie jej nie było takie trudne, ponieważ uczyli mnie już tego. Z podniecenia zacząłem zadawać wiele zbędnych pytań, na które nawet znałem odpowiedź. Przyjaciel opowiedział mi o tamtejszych stronach i klimacie, jaki tam panuje, ale ja i tak tego nie mogłem sobie wyobrazić. Zaopatrzony w prowiant wyruszyłem z mieszanymi emocjami a mianowicie ze dużą radością i niepokojem z powodu zagrożeń, jakie niesie Puszcza Wiecznej Nocy. Po drodze spotkałem Drowa z wozem i akurat popsuło mu się koło. Na mój widok bardzo się przeraził a nawet chciał mi dać wszystkie pieniądze, ale błagał abym zostawił mu wóz. Ale ja nawet nie chciałem pieniędzy chciałem jak najszybciej dostać się do tej wioski. Woźnica skłamał mówiąc ze jedzie tam gdzie chciałem, ale to nawet i dobrze, bo podróż bardzo miło minęła miło dla mnie, bo woźnica cały czas się mnie bał, lecz w pewnym momencie spytał czy nie jestem, Gogiem, a wtedy pokazałem mu swoje małe rogi i powiedziałem ze jestem, ale zostałem wychowany przez Mrocznych Elfów. Gdy Puszcza się kończyła po raz pierwszy ujrzałem jasność, choć kiedyś coś podobnego widziałem w swoich wizjach, ale to, co teraz zobaczyłem wywarło na mnie ogromne wrażenie. Woźnica powiedział ze nie może już jechać, ale dał mi prowiantu na 2 dni drogi oraz kosę w zamian za sztylet. Tak wiec z coraz większym ekwipunkiem wyruszyłem w dalsza drogę. Po niedługim czasie zobaczyłem po raz pierwszy odkąd pamiętam zachód słońca też był niesamowity wydawałoby się, że to góry zjadają słońce powoli je połykając. Idąc po śniegu usłyszałem kruszenie się czegoś teraz wiem ze to był lód, który załamał się pod moim ciężarem, ale gdy słyszałem kruszenie się jego widziałem dziwny obraz jakby pająki spadające prosto na mnie nie wiem skąd to się wzięło, bo w tamtych lodowych stronach nie było raczej pająków.
CIEMNOŚĆ
Obudziłem się na zielonej trawie w otoczeniu drzew i latających motyli, a dwie chude i wysokie postacie o długich trochę owalnych głowach i oczach wielkich jak kurze jaja, co najdziwniejsze bez źrenic ani białek oczy te były po prostu niebieskie. Czułem na sobie wzrok tych oczu i czym prędzej zacząłem uciekać w nieznana mi stronę a drogę oświecała mi pochodnia z urwanej gałęzi, lecz nagle moje nogi zamarzły a dwie postacie zbliżyły się do mnie. Chwile rozmawialiśmy powiedzieli mi ze niema stamtąd ucieczki, ale ja byłem uparty, lecz zwątpiłem chciałem wrócić do dwóch postaci, lecz ci mnie ignorowali, ale po czasie usłyszałem nawoływanie z krzaków była to kobieta człowiek, o której opowiadali. Powiedziała mi ze musze stad jak najszybciej uciec i ze ona chce iść ze mną, tak wiec mieliśmy się spotkać po dwóch godzinach pod wodospadem. Idąc do źródła wodospadu wraz ze Skadią, bo tak miała na imię ta kobieta a właściwie dziewczyna, bo miała 15 lat, bracia próbowali nas przekonać do pozostania w ogrodzie, ale nie udało się to im. Doszliśmy do krętych korytarzy i instynktownie podążaliśmy nimi. W pewnym momencie tamta istota dogoniła nas, a ja podjąłem walkę z nią i z niewielkimi komplikacjami udało mi się ją pokonać. Następnie bez większych trosk szliśmy ku upragnionego wyjścia a ja opowiadałem Skadi o życiu poza grotą. A gdy wyszedłem już z groty określiłem swoją pozycje na mapie oraz zaoferowałem dziewczynie dalsza podróż u mego boku, a ta wbrew moim przypuszczeniu się zgodziła. Dalej podróż nam uchodziła bardzo spokojnie. Pogrążeni w wspólnej rozmowie przemierzaliśmy drogę a zatrzymała nas dopiero noc. Wtedy to rozpaliliśmy ognisko i ułożyliśmy do snu. Rankiem od razu wyruszyliśmy w dalszą drogę i po „chwili” byliśmy już w wiosce. Zapytałem się o chatkę maga i otrzymałem dość szybko szczegółową odpowiedz. Gdy już dostałem się do maga opowiedziałem mu, po co przybyłem. Ten kazał mi przynieść wazę z jakiejś rozbitej maszyny łatającej. Potem mag dodał abym nie otwierał tej wazy i wyszedłem z jego chaty we wskazane wcześniej przez maga miejsce. Gdy po długiej wędrówce doszedłem do wskazanego miejsca i znalazłem wazę ujrzałem sztandary po obydwóch stronach czułem się jakby obok mnie rozgrywała się wielka bitwa, ale wszystkie postacie z tej bitwy po prostu przenikały mnie. Przerażony pospiesznym krokiem wracałem do wioski. Mym oczom ukazał się zamek, gdy udało mi się do niego dostać spotkałem tam postać a mianowicie ducha poprosił mnie o coś i ja spełniłem jego prośbę, a zajęło mi to jeden dzień. Znów bez większych kłopotów wróciłem do wioski. Gdy pokazałem starcowi wazę kazał mi ją otworzyć i jej zawartość rozsypać dookoła, a gdy już skończyłem starzec mnie odepchnął i zamienił się w coś dziwnego. Postać ta zaatakowała mnie. Byłem bez szans, ale uratowała mnie osoba, po której najmniej się tego spodziewałem a konkretnie Skadia wypowiadając słowa dziwnego zaklęcia, które w błyskawicznym tempie unicestwiły rycerza. Po wykonaniu czaru Skadia zmieniła się w istotę podobną do tych w grocie. Zaczęła rękami kreślić w powietrzu kręgi, po czym przeniosła mnie do zaśnieżonego lasu a na pożegnanie usłyszałem „Teraz czeka ciebie droga do domu...”. Nie odnalazłem jeszcze domu bo przecież nie mam domu jestem prawie jak sierota nie znająca rodziców. Ze śnieżnego lasu trafiłem do Elfie karczmy gdzie wyruszyłem w następną przygodę.
Ostatnio zmieniony przez Lipka 1991 2007-12-24, 22:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Lipka 1991 
Epicki Bohater
Wieszcz Zguby



Wiek: 34
Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 1269
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-12-24, 22:02   

Pewnego dnia los zabłąkał cztery istoty całkowicie odmiennych ras wprost do magicznego miasta Brolm.
Wśród nich byli następująco: Sirion Mroczny Elf, Jor Infernus, Człowiek Asard i Gog Kalif. Każdy z nich był indywidualistą oraz poszukiwaczem przygód. Wcale się nie znali poza Kalifem i Infernusem, którzy znali sie za młodu, choć wcale nie wiedzieli ze aktualnie znajdowali sie w tym samym mieście.
Do Jora podeszła Elfka oferująca mu zarobek, a Jor jak każdy nie pogardzał pieniędzmi. Zadanie było proste miał odebrać szkatułkę co zresztą bez problemu zrobił, ale gdy już wrócił Elfka ta nie żyła. Wcześniej zaś nad nią pochylił się mężny wojownik Asard. Odganiając gapiów zorientował się ze elfka została pchnięta nożem szybko umierała. Jedynie zdążyła mu wręczyć pergamin oraz poleciła znaleźć Jora i mu to pokazać.
Wojownik pośpiesznie poszedł na targ gdzie ów Jor miał przebywać a przypadek chciał żeby podczas odbierania szkatułki spotkał Siriona tak więc Asard Spotkał ich obydwu wręczając pergamin Jorowi który jako jedyny umiał czytać dowiedzieli się że mają iść do Haliery.
Mieli razem udać się na odpoczynek a rano wyruszyć.
Zanim doszli do karczmy zaczepił ich Gog Kalif który rozpoznał dawnego znajomego. Gog jeszcze nie zdradzał zamiaru dołączenia do drużyny lecz obserwował Bohaterów. Gdy ci po naradzie w karczmie udali się do bram aby opuścić miasto ten poszedł za nimi i oficjalnie dołączył do nich przy południowej bramie.
Udali sie w podróż do Haliery. Podczas pierwszej nocy zaatakowali ich bandyci ci który nie zginęli podczas ataku zostali zabici w ich kryjówce którą później odnaleźli. W nocy którą spędzili w kryjówce bandytów zaatakował ich prawdopodobnie wampir chcąc odebrać szkatułkę, Ci z lekkim bólem głowy odparli atak i przepędzili wampira.
Rankiem budynek w którym spali zawalił się, pomógł im wtedy strażnik lasu który dziękował za pozbycie się złych ludzi którzy niszczyli drzewa. W swojej wdzięczności ofiarował im przelot na gryfach wprost do Haliery. Bohaterowie to wykorzystali.
Karczma "pod zatrutym żmijem" w Halierze tam zatrzymali sie na parę dni aby poczekać na Gah'Feleta także Jora który miał nimi dalej pokierować. Gah'Felet nawet w Jorzych gustach był po prostu brzydki i nawet charakterem nie należał do uprzejmych, a miał nimi dowodzić. Drużynie wcale się to nie podobało i nawet spiskowali przeciwko niemu niestety ich plany zawiodły ale o tym później. Musieli wyruszyć po jakieś...jakieś...jakieś rzeczy.
Wiec wyruszyli jedna z nich znajdowała się w obozie orków do którego wkradł sie Gah'Felet kolejna w wielkim pustynnym leju gdzie podczas ucieczki z niego Gah’Feleta i Infernusa zaatakował ich wielki pustynny stwór z ogromnymi mackami przed którymi z ledwością uciekli. Byli już niedaleko samej Lurtii gdy na ogonie pojawił im się Herlos jeden z najpotężniejszych wampirów wraz ze swoim podnóżkiem.
Byli już przy wejściu już otworzyli Lurtie gdy ten ich dopadł. Gah’Felet w obronie chciał przyzwać Ethelini lecz gdy wyrzucił kostkę otwierającą portal Herlos ją podniósł i proceder otwierania portalu nie mógł dość do finalnego skutku. Musieli walczyć. Starali się podstępem, siłą, magią i szybkością lecz żaden z tych sposobów w pojedynkę nie skutkował. Herlos przekształcił się w potężne fizycznie monstrum. Gah’Felet raz prawie poległ lecz szybko Kalif podał mu miksturę leczniczą. Infernusa tymczasem pozbył się podnóżka wampira, podczas gdy Sirion z Asardem zajęli się Herlosem nie czyniąc mu większych krzywd. Niestety pomoc Kalifa nie na długo wystarczyła Gah’Feletowi ten podczas walki został złapany jedna łapą Herlosa za głowę i uniesiony w powietrze nie miał szans a sam wampir sprawnie wgryzł się w szyje Jora oddzielając ciało od tułowia.
Wtedy Infernusa okazał się prawdziwym Bohaterem z poświęceniem wskoczył na kark wampira przebijając jego szyje sztyletem ten zaś wbił mu kolce na plecach z których potem Infernus się śmiał że byli niewidoczne. To poświecenie życia Infernusa zostało właściwie wykorzystane przez towarzyszy. Odzyskując kość teleportu mogli przyzwać Etelini lecz niestety były dwie kości jedna prawdopodobnie należała prowadziła do znajomych Herlosa a druga do Ethelini.
Człowiek wyrzucił obydwie otwierając dwa portale. Z jednego wyszła Ethelini do drugiego wskoczył Herlos. Gdy Ethelini już była razem z Bohaterami. Wskrzesiła Infernusa i wszyscy weszli do podziemnego zaginionego miasta-przepięknej Lurtii. Architektura była tam cudowna ozdabiana bogato wszystkim co najcenniejsze. Ethelini nie o bogactwa chodziło a o moc Lurtian którą zdobyła dzięki rytuałowi.
Gdy rytuał był już w końcowej fazie przybyli Lurtianie którzy byli niezbędni do zakończenia i przejęcia mocy przez Elfkę. Podstępem Lurtianin dał się dotknąć przez białogłową automatycznie kończąc rytuał.
Ethelini z potężną mocą nie musiała się trudzić żeby pokonać Lurtian. Zabijała ich praktycznie gestem lecz nie chciała ich zabijać dlatego też uciekła czym prędzej razem z trójką bohaterów. Kalif pozostał w środku przez swoją chciwość. Uwagę jego przykuła kula Dalekiego Widzenia czyli Lurtiański przedmiot w świecie sorii powszechnie uważany za artefakt.
Dzięki naleganiom towarzyszy Ethelini ponownie otworzyła portal aby wyciągnąć Kalifa. Ten wybiegł czym prędzej i po chwili był już na zewnątrz, bezpieczny i zdrowy. Na koniec Ethelini teleportowała wszystkich powrotem do Brolm. Bohaterowie jak to prawdziwi awanturnicy nie mogli długo być razem dlatego się rozeszli po świecie.
Mieli pełne sakiewki i doskonałe humory po udanej przygodzie na stałe zapisującej się w historii Sorii. Może kiedyś ich drogi znów się zejdą i znów będą walczyć razem jak za dawnych lat- Gdy Kalif skończył tą wyczerpującą wypowiedź westchnął głęboko po czym znów zamyślił się.
_________________
http://img99.imageshack.u...00067mg2.th.jpg
 
 
     
Lipka 1991 
Epicki Bohater
Wieszcz Zguby



Wiek: 34
Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 1269
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-07-02, 22:26   

Cytat:
Kalif rozpoczął nerwowe rozglądanie, to chyba zmęczenie powodowało że tracił powoli orientacje w terenie. Jeśli potrafił określić z której strony wyruszyli pokazał to ręką (nawet tak orientacyjnie) mówiąc:
-wyruszyliśmy z tamtej strony. To był napad. Jakiś wybuch na ziemi chyba złamał oś jednego z powozów kupa dymu i ranni wtedy ja widząc to przyleciałem w tamto miejsce, a tam spotkałem jego- wskazał głową na istotę obok- jako że jestem także inżynierem chciałem pomóc w zamian oczekując jakiegoś jedzenia lub możliwości wspólnej podróży, ale zanim zdążyłem obaczyć koła jakby znikąd wyskoczyły Drowy. Chcieli nas pojmać i zabrać o siebie pewnie do tego ich miasta bezprawia we południowo-zachodniej części puszczy, ale przecież i tak byśmy skonali, dlatego postanowiliśmy walczyć i każdy raczej odnalazł swoje miejsce. To był totalny chaos zgraja zwinnych skurwysynów wspieranych magiem, no a to było dopiero wyzwanie. stanąłem po stronię karawan, bo ja takich już znam nawet jakbym im pomógł to sprzedali by mnie za niewolnika, a ja potrzebuje przyjaciół. Tak to jest jak się oszczędza na ochronie jednocześnie próbując oszczędzić na czasie. Ci zwykli chłopi walczyli okropnie a tan- kiwnął głową w bok- nawet nie potrafił rozpoznać, że ten magiczny skurwysyn czaruje coś potężnego dlatego musiałem wziąć sprawy w swoje ręce i uderzyłem całym moim magicznym potencjałem- przypomniał sobie o ubezpieczaniu się różdżką którą właśnie w tym momencie uznał za zbędną i schował ją w bezpieczne miejsce- i to wystarczyło żeby unieszkodliwić maga na krótką chwilę. Potem był jeszcze raz chaos każdy walczył z każdym pociski magiczne i niemagiczne dym i innego rodzaju odgłosy walki były wprost niesamowite ale po jakimś czasie wszyscy padli została tylko nasza trójka- ja, on i przeklęty drowi mag. Los mi nie sprzyjał i nie pozwolił na zabicie przeklętego drowa, zaś na jego ironie z lasu wyszły czteronożne istoty idące akurat w naszą stronę. Wysłałem go żeby uciekał już tą karawaną, a sam chciałem ratować kolejną niestety drow był szybszy uderzył meteorem w konie, dlatego ja uciekłem pod postacią kruka do Valandila i po krótkiej podróży spotkaliśmy was. A jeśli chcielibyście wiedzieć jestem Kalif Mag.- dodał na koniec długiej wypowiedzi czując, że to jednak było zbędne.
Tłumaczenia Goga Kalifa po spotkaniu przedstawiciela gildii kupieckie, której to karawaną właśnie uciekał wraz ze Srebrnym Elfem Valandilem z miejsca zaciętego boju z drowami.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group