Twarz Żelaznego Wilka wyglądała jak wykuta z kamienia.
- Róbcie, co uznacie za stosowne... damy wam chwilę czasu, choćby za cenę życia - powiedział głucho i nieco nienaturalnie.
Saihri spojrzała błagalnie niemal na Anhura. "Zrób coś!" mówiło to spojrzenie.
- Tylko przeciwko czemu stajemy! Co to, do cholery jest? - wykrztusił z siebie Elseminon.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Czuł w sercu pustkę, nie wiedział co ma robić. "Jak mogę uratować Sorię, skoro nawet nie mogę pomóc tej garstce ludzi"
-Nie wiem dokładnie co to jest. Być może to jest lurtianin, ale nie wiem.
Westchnął ciężko
-Raczej już nie uratujemy zwiadowców. Ja z Saihrą musimy uciekać, wy w tym czasie możecie pójść w stronę wschodnią, gdzie uciekły konie.
Saihri skinęła głową, uznając decyzję Anhura za ostateczną i nieodwołalną. Odeszła na kilka kroków od brata i Żelaznego Wilka. Po chwili obaj usłyszeli, jak kobieta zaczyna śpiewną inkantację zaklęcia w nieznanym im języku, żywo, ale płynnie i z gracją gestykulując drobnymi dłońmi. Pomiędzy nimi szybko pojawiła się jasna, purpurowa mgiełka, zaczynająca powoli formować jakiś kształt.
Magia tworzenia. Jedno z największych osiągnięć magicznych.
Elseminon nachylił się w stronę Anhura. W jego dłoni pojawił się mały flakonik niewiadomego bohaterowi przeznaczenia.
- Gdyby stało się naprawdę źle... - szepnął szybko - ...zabierz jej amulet, wypij to i biegnij w stronę lasu. Tylko tyle jestem w stanie zrobić. My zostaniemy tutaj. Skupimy nasze siły i zatrzymamy to bydlę tak długo jak się da. Bywaj, Anhurze. Obyśmy jeszcze kiedyś się spotkali.
To powiedziawszy odbiegł w stronę swoich żołnierzy, nie oglądając sie za siebie i nie czekając na ewentualną odpowiedź łowcy.
Elseminon był żołnierzem. W tej scenie nie było nic, ale to absolutnie nic z pompatyczności czy wzniosłego poświęcenia. Był żołnierzem i zwyczajnie robił to, co do niego należało.
Tylko to.
Srebrne elfy zbiły się w ciasną gromadę, słuchając rozkazów dowódcy. Były one wypowiadane w ich języku, więc Anhur nic z nich nie zrozumiał.
- Anhur! - Saihri machała do niego.
Obok niej stał przepiękny, niematerialny, wykonany jakby z purpurowej mgły wierzchowiec. Czekał, jakby stanie w miejscu go męczyło. Nerwowo przebierał kopytami, tylko czekając na sygnał do ruszenia w galop. Niematerialny i cudowny zarazem.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Spojrzał na miksturę otrzymaną od Elseminiona, po czym schował ją do ekwipunku. "Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie." Żelazny Wilk odszedł, łowca rzucił na niego ostatnie spojrzenie. "Obyśmy jeszcze się spotkali, cali i zdrowi." Odwrócił się do Saihri i zobaczył obok niej pięknego wierzchowca. Podszedł do niej i z podziwem jeszcze raz spojrzał na konia. Kiwnął głową z uznaniem, pomógł siostrze wsiąść na konia, po czym sam wsiadł.
Flakonik nie był ani specjalnie duży ani specjalnie ciężki. Ot, wielkością porównywalny do mikstury leczenia, którą posiadał Anhur. Wypełniał go jednak w przeciwieństwie do tej ostatniej przezroczysty, klarowny płyn. Łowca nie znał się na alchemii w wystarczającym stopniu, by zidentyfikować miksturę, lecz nie to było teraz najważniejsze...
Elfy zebrane w zwartą formację kilkoma szybkimi komendami Elseminona poczęły tkać jedno, wspólne zaklęcie. Łowca miał wręcz wrażenie, że pod siłą ich magii zaczęło lekko drgać powietrze w całej okolicy.
Więcej jednak dojrzeć nie zdołał.
Mglisty rumak ruszył do przodu jak huragan, gnając na złamanie karku na północ.
- Trzymaj się mocno! - wrzasnęła Saihri, skupiając się na drodze.
Ciężko określić, czy koń sam miał własną świadomość, czy Undusianka powoziła nim siłą swej woli... mimo to współpraca szła im całkiem nieźle. Anhur siedząc z tyłu konia miał wrażenie, że za chwilę wytrząsie z siebie żołądek wraz z jelitami.
Rumak nie szczędził sił. Mroźne, nocne powietrze wyciskało z oczu łzy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnie spojrzenie na oddział elfów. Zobaczył jak, wszyscy zaczęli tkać jedno zaklęcie. Był pod podziwem ich umiejętności, skoro on, prosty łowca, czuł tą energię kumuluje się wokół. Niestety nie dojrzał on efektów czaru, ponieważ poczuł efekt pędu wierzchowca Saihri. O mało nie spadł, kiedy koń ruszył, szybko złapał się siostry, by nie spaść. Nie mógł w pełni podziwiać szybkości rumaka, gdyż teraz skupił się na tym, by wnętrzności pozostały na swoim miejscu, czyli w środku.
To, że wierzchowiec, na którym obecnie znajdował się Anhur był magiczny, było oczywistym dla największego nawet idioty. Koń połykał wręcz kolejne metry, płynąc właściwie nad powierzchnią ziemi. Anhur nigdy jeszcze nie pędził z tak ogromną prędkością konno. Gdyby nie to, że kurczowo niemal chwycił wpół Saihri, z pewnością byłby spadł. Mimo to wąska talia siostry dawała jako takie oparcie. Undusianka mimo swej postury utrzymywała się w siodle nad podziw mocno.
Albo przyzwyczajona do tego typu środków lokomocji, albo miała w zanadrzu jeszcze niejeden sekret dotyczący swojej osoby.
Tak czy inaczej Anhur gotów byłby przysiąc, że koń właściwie nie dotyka kopytami ziemi. On nie galopował. On frunął.
Po jakiś piętnastu minutach szaleństwa, Saihri zaklęła we wspólnym dość plugawie. Potem Anhur usłyszał głuchy, dudniący grzmot dochodzący zza niego. Coś, jakby spora burza. Mógł jednak tylko się domyślać, co to było.
- Straciliśmy ochronę, jak sądzę! - krzyknęła Undusianka - Teraz nasza kolej! Trzymaj się, Anhuur!
Koń - rzecz niesamowita - przyspieszył.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Z podziwem patrzył na magiczne zwierze. Ze strachem uświadomił sobie, że koń nie galopuje, lecz leci, a co przy fakcie, że gdyby nie to, że chwycił się Saihri to pewnie teraz poleciał by spotkać się z ziemią. Po jakimś czasie usłyszał przeklęcie siostry, a zaraz za nim inny dźwięk, coś jak jakiś grzmot. Już chciał coś powiedzieć, gdy nagle koń przyśpieszył. Przez chwilę chciał otworzyć buzię by krzyknąć z zaskoczenia, a może z przestrachu, ale po zastanowieniu się zrezygnował, bał się, że jak teraz otworzy buzię, to później, nie będzie mógł zdołać jak je zamknąć. Toteż milczał, tylko w głowie kołatały się myśli dotyczące wydarzeń dziejących się daleko za nimi. "Mam nadzieję, że sobie poradzą..."
Jeśli to, co do tej pory można by określić jako wariacki galop, to obecny stan rzeczy dało się skwitować jedynie jako czyste szaleństwo. Czysty, wariacki lot bez trzymanki. Anhur nie był w stanie zrobić nic, poza kurczowym trzymaniu w pasie Saihri. Przez chwilę miał wrażenie, że słyszy - pomimo szumu wiatru w uszach - jak siostra wypowiada na głos jakieś magiczne formuły, lecz nie był w żaden sposób określić jakie, ani w jakim celu.
Grom nasilił się, przetaczając po niebie, jakby była to prawdziwa burza a nie wyładowania magiczne.
Przez chwilę niebo rozjaśnił potężny błysk, rozświetlając całą okolicę, by po ułamku sekundy zaniknąć, pozostawiając nieprzyjemne uczucie chwilowego oślepienia i powidoku. Dał jednak też nadzieję. Księżycowe Lasy były już w zasięgu wzroku. Tym tempem dzieliło je od dwójki uciekinierów może pół minuty jazdy.
Tym tempem...
Magiczny wierzchowiec nagle, bez żadnego ostrzeżenia wypadł z galopu, przechodząc w kłus. Tylko zaskoczony okrzyk Saihri uświadomił Anhurowi, że wcale tego nie planowała.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Od dzieciństwa polegał na własnych nogach no, może poza nielicznymi wyjątkami, toteż teraz, pędząc tak szybko nie czuł się zbyt komfortowo, ale to szaleństwo dawało nadzieję na to, że wyrwą się z tej burzy. Nagle całe niebo rozświetliła nieodzowny element tej pogody, błyskawica, dzięki której zobaczył kraniec lasów. Na ten widok serce zaczęło się radować, lecz po chwili musiało przerwać swą radosną pracę, gdyż zapanował w niej trwoga. Trwoga, której powodem było nagłe zwolnienie tempa jazdy i okrzyk Sihri, który zwiastował kłopoty. Rzucił przekleństwo pod nosem, po czy się rzekł
-Co się stało? Czemu zwalniamy?
Miał złe przeczucie, i to mu się bardzo nie podobało.
- Nie wiem! - krzyknęła, wyrażając tym krzykiem całą swoją bezradność i gniew wynikający z niepowodzenia - Coś mnie blokuje!
To było faktem.
Koń zwolnił gwałtownie, przechodząc w wolny trucht aż wreszcie zatrzymał się zupełnie. Kolejny grom dość już odległej walki magicznej między istotą o głowie niedźwiedzia a elfami przetoczył się po niebie - zdawało się - rozdzierając je na dwoje. To już nie była burza, tylko walka tytanów dzieląca niebo na części i niszcząca wszystko na swej drodze.
Jakoś widok niskiej, krępej postaci ubrane w długi płaszcz z kapturem, skrzętnie zakrywającej jej ciało niecałe dziesięć metrów od Anhura i Saihri wcale nie dziwił w obecnej sytuacji. Osobnik ów - sądząc z postawy - mógł być krasnoludem... ale wątpliwym się wydawało, by był TYLKO krasnoludem.
- Anhur... - zaczęła Saihri, ale nie skończyła.
- Amulety - jednym słowem podsumowała całą sytuację postać.
Głos miała głęboki, męski, ale zarazem nienaturalny, sztuczny i... suchy. Zupełnie, jakby miała jakieś poważne problemy z narządami mowy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Z drżącym sercem patrzył na wzmacniającą na siłę burzę. Po chwili zobaczył niską, krępą osobę, w pierwszej chwili pomyślał, że jest to krasnolud, ale po chwili uświadomił sobie, że raczej żaden przedstawiciel ich rasy nie zapuszczałby się tak blisko elfich lasów, które już tak wydawały się blisko. Usłyszał nienaturalny głos Saihri. Z przerażeniem spojrzał jeszcze raz na dziwną osobę przed nim, próbując dojrzeć więcej szczegółów.
-Saihra, daj amulet, może uda mi się uciec i uratować amulety- szepnął nienaturalnym głosem do swej siostry, dyskretnie przygotowując miksturę, którą przed chwilą otrzymał od Żelaznego Wilka.
Saihri skinęła ledwo zauważalnie głową. Nie odrywała właściwie wzroku od zakapturzonego krasnoluda. Anhur po chwili poczuł, jak w lewą rękę wkłada mu skórzany woreczek magicznego tłumienia. Bohater mocno zacisnął pięść na doskonale mu znanym materiale. Tymczasem druga ręka dyskretnie spoczęła na chłodnym szkle mikstury otrzymanej od Elseminona.
W chłodzie tym kryła się nadzieja, ale również groźba.
- Amulety - głucho powtórzył krasnolud, który zdawał się w ogóle nie zauważać przygotowań łowcy.
- Precz, demonie! - z trudem wyjąkała z siebie Saihri.
- Od kiedy to boska dziwka, przedstawicielka skarlałej rasy będzie mi rozkazywać? - z wyraźną kpiną w głosie zripostował krasnolud.
Wystawił przed siebie obie dłonie i wypowiedział szybko kilka zdań w nieznanym Anhurowi języku. Łowca poczuł, jak wierzchowiec drga niespokojnie, a potem powoli zaczyna tracić swoją materialność.. na powrót stając się powoli tym, czym był w istocie - powietrzem.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Poczuł ciężar sakiewki, od razu zacisnął pięść na przedmiocie. Drugą ręką przygotował miksturkę. "Mam nadzieję, że to mi pomoże." Nagle poczuł jak wierzchowiec zaczął rozpływać się. Jeszcze zanim się rozpłynął szepnął dla siostry
-Uciekaj na lewą, ja pobiegnę na prawo
Zeskoczył z konia, po czym szybko bez namysłu wypił miksturę, po czym pobiegł w obranym kierunku
Jego głos przeszedł w nienaturalny skrzek. Nie była to postać przyzwyczajona do opieszałego reagowania na jej polecenia. Była to postać niecierpliwa. Pewna siebie. Dążąca do obranego celu. I potężna.
Anhur duszkiem wypił miksturę. Klarowny, lekki płyn szybko i łatwo dało się przełknąć. Smak gorzkich migdałów wypełnił podniebienie łowcy. Chwilę później poczuł, jak krew zaczyna żywiej krążyć w organiźmie, a serce znacznie przyspiesza swoje normalne tempo uderzeń. Anhur nigdy wcześniej tego nie czuł, ale nagle nabrał pewności, że może poruszać się o wiele szybciej niż zwykle.
I tak też było.
Gdy zeskoczył z konia miękko na ziemię od razu uświadomił sobie, jak bardzo jest szybki. Pomknął w prawą stronę, lekko na północ, nie oglądając się za siebie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wypił miksturkę, miała dziwny smak, ale nie pił tego dla smaku, lecz dla efektu, które już zaczynał działać. Nie spodziewał się, że jego serce może jeszcze szybciej bić, a jednak zaczęło, już czuł jak odżywcza krew zaczyna szybciej krążyć w organizmie. Pomknął do przodu jak strzała, nie oglądał się za siebie, bo cóż, już było za późno, a straciłby tylko cenne sekundy. Biegł prosto przed siebie, miał nadzieję, że krasnolud nie ciśnie w niego jakimś zaklęciem. Adrenalina krążyła we krwi wzmacniając efekt miksturki, po przebiegnięciu pewnego odcinka zmienił starał się biec lekkim zygzakiem, by ominąć ewentualne pociski.
Anhur biegł, jakby gonił go demony z najczarniejszych czeluści piekieł. I - na wszystkich martwych bogów - wcale myśl ta nie była daleka od prawdy.
Kolejny błysk. Huk. Grzmot. Drzewa majaczące w mroku nocy coraz bliżej. Krzyk.
Kto krzyczy? Ktoś miota zaklęcie czy właśnie umiera?
Nieważne.
Bieg!
Ziemia nagle zatrzęsła się. Kilka metrów przed Anhurem, dokładnie na jego drodze w ziemi pojawiła się szeroka szczelina długa można nawet na pięćdziesiąt metrów, zaś szeroka na jakieś siedem - osiem. Będąc przyspieszonym Anhur powinien poradzić sobie ze skokiem, lecz - jak to w życiu - zawsze wiązało się to z pewnym ryzykiem. Z kolei okrążenie wyrwy mogło zabrać mu kilka cennych sekund.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Usłyszał krzyk, przez głowę przeleciała mu myśl o bezpieczeństwie Saihri, zastanowił się czy dobrze zrobił zostawiając ją na pastwę tego krasnoluda. Niestety już było za późno podjął już decyzję, a czy słuszną, to jeszcze się zobaczy. Nagle ziemia się zatrzęsła, a przed nim ziemia się rozstąpiła. Teraz już nie myślał o tamtym krzyku, teraz szybko myślał nad sposobem ominięcia dziury. Nie miał czasu, rzucił szybko okiem na przeszkodę oceniając w którym miejscu otchłań jest najwęższa, by móc nad tym miejscem przeszkodzić.
Jeszcze nigdy w życiu nie biegł tak szybko. Czy to efekt połączenia magicznego działania mikstury z adrenaliną wciąż pompowaną z nieludzką siłą do żył i strachem? Efekt ogromnej wyrwy w ziemi, która pojawiła się na jego drodze? Grzmotów walki magicznej, który pozostawił za sobą?
Tego nie wiedział chyba nikt.
Kilka ostatnich, szybkich kroków tuż przed wyrwą przy czym ostatni zakończony został zdecydowanym, mocnym tąpnięciem...
Już był w powietrzu. Mimowolnie odetchnął z ulgą, widząc, że spokojnie da radę znaleźć się po drugiej stronie wyrwy...
..gdy wyrwa zaczęła się rozszerzać.
Brakło mu dosłownie odległości stopy. Z głuchym jękiem wypuszczanego z płuc powietrza uderzył ciężko o ziemię na samym brzegu wyrwy. A po chwili zaczął się zsuwać w dół. Rozpaczliwe trzymanie się kępek trawy mogło go spowolnić, ale na pewno nie utrzymać na tyle, by mógł się podciągnąć. Co gorsza, nogi też nie miały jakiegoś szalenie silnego oparcia. Mówiąc krótko, sytuacja nagle stała się kurewsko zła.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Pobiegł jak nigdy w życiu, by skoczyć nad czeluścią. Już na twarzy gościł uśmiech widząc, że uda mu się znaleźć po drugiej stronie wyrwy, lecz chyba uśmiech nie chciał zbyt długo przebywać w gościnach, gdyż Anhur z przestrachem zauważył, że dziura rozszerza się, by uniemożliwić mu udany skok. W końcu doszło do uderzenia w twardą ścianę szczeliny, do głowy wpadło mu pewne przysłowie "nie mów hop, póki nie przeskoczyć." W tej sytuacji te słowa były jak najprawdziwsze. Zaczął się zsuwać, rozpaczliwie spróbował łapać się każdej kępki trawy, zaczął wymachiwać nogami szukając dla nich jakiegoś oparcia, próbował wszystko by choć na chwilę zatrzymać ten upadek.
Wściekłe machanie nogami przy jednoczesnym szukaniu oparcia i chwytu w trawi dało taki efekt, że Anhur zaczął zjeżdżać coraz bardziej w głąb dziury. Oparcia! Na wszystkich bogów, oparcia!
Noga na ułamek sekundy zatrzymała się na czymś. Tak! Na ułamek sekundy. Potem zbawczy kamień runął w bezdenną, mroczną czeluść, a wraz z nim również łowca.
*wstrząs*
Szarpnął całym ciałem Anhura. Poczuł wyraźnie, jak coś z jego ekwipunku odczepia się i spada, ale nie był w stanie określić, co. Nie zleciał w dół. Co się, cholera, stało? Mocny jak imadło chwyt trzymał go za przedramię, by po chwili wyciągnąć na powierzchnię. Anhur wisiał sekundę w powietrzu oko w oko ze swym wybawicielem. Choć może "oko w oko" nie było najlepszym wyrażeniem.
W ostatniej chwili chwyciła bowiem go sękata łapa czegoś, czo przypominało ulepionego z ziemi i gliny golema. Anhur nigdy czegoś takiego nie widział. Nawet nie wiedział, jak to nazwać. Demon? Żywiołak? Golem? Nieważne. Grunt, że pozytywnie nastawione, położyło go delikatnie na ziemi.
W samą porę.
Błysk i grzmot później tuż przy nim pojawiła się pokraczna sylwetka.. czegoś. Demon w kształcie ogromnego ogara z płonącymi ślepiami i kruczoczarną sierścią, warcząc i sycząc wściekle zajął ziemną bryłę walką.
Aż iskry szły.
Gdzie jest krasnolud? Gdzie Saihri? Czy to ona wezwała żywiołaka? Kolejna masa pytań bez odpowiedzi. Grunt, że Anhur znalazł się po drugiej stronie wyrwy i chwilowo nikt go nie próbował zabić.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Spadał, a wraz se spadaniem tracił nadzieję, że uda mu się zatrzymać. Tylko raz nadzieja zagościła w sercu łowcy, lecz opuściła ona jego wraz ze spadającym odłamkiem kamienia. Nagle poczuł szarpnięcie, czyżby to był koniec? Chwilę później poczuł, że coś z jego ekwipunku spada, a on sam ujrzał powód tego szarpnięcia, otóż zobaczył, jak wielka sękata ręka wyciąga go z tej otchłani, a już wkrótce zobaczył właściciela. Nie wiedział, co przed sobą widział, czy to demon, czy też żywiołak ziemi, nie zastanawiał się dłużej, najważniejsze, że uratował go. Kiedy istota go odstawiła ujrzał, jak pojawia się następna istota, która już nie miała takiego nastawienia, jak golem. Obie istoty zaczęły walczyć, a on sam był jak na razie bezpieczny. Zastanawiał się tylko, co się stało z Saihrą. Obserwując bój, zaczął się wycofywać, sprawdzając szybko co też mogło mu wypaść.
Jedna noga jest, druga jest, ręka lewa, prawa, głowa... chyba jestem cały! Szybkie spojrzenie na ekwipunek zaowocowało jednym wnioskiem - w czeluści swój żywot zakończył elfi miecz bohatera. Na szczęście nic więcej. Pechowy dość skok mógł zakończyć się dużo gorzej niż ostatecznie się to okazało.
W dupę z tym.
Bieg!
Anhur mimo iż starał się rozejrzeć w okolicy nie uzyskał odpowiedzi na nurtujące go pytania. Płomienie z demonicznego psa, który walczył z golemem sprawiły, że przed przyzwyczajonymi do ciemności oczami Anhura pojawiły się plamy i powidoki. Miał wrażenie, że odległa walka elfów dobiegła końca. Krasnoluda i Saihri ani widu ani słychu z kolei.
Bieg!
Las powinien być już na wyciągnięcie reki. Góra pół minuty, może nawet mniej, i Anhur znajdzie się w zasięgu teleportu, a krasnoludowi i istocie z głową niedźwiedzia będzie mógł pokazać zgięty łokieć na "dowidzenia". Sęk w tym, że pół minuty to dość sporo.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
W ekwipunku brakowało mu tylko elfiego miecza, jak na razie mała strata, w końcu jest prawie u celi. Właśnie "prawie" a jak wiadomo, prawie czasem jest bardzo dużą różnicą. Na chwilę został oślepiony płomieniem piekielnego psa, ale do biegu się nadawał. Więc nie zwlekając dłużej pobiegł w stronę lasu. Tylko byle dalej od tej nierównej walce. Żałował tylko jednego, tego, że nie wie co się stało z jego siostrą, którą tak szybko opuścił. Miał tylko nadzieję, że nic jej się nie stanie. Nie zajmował tym zbytnio głowy, gdyż musiał biec i uważać, by znów nie wpaść na kolejną niespodziankę.
Anhur ruszył do ostatniego zrywu. Cel był tak blisko, że można już było poczuć na twarzy chłodne uderzenie powietrza bijącego z rodzinnego domu Srebrnych Elfów. Gdyby nie huki walki za łowcą, dałoby się usłyszeć szum drzew. Majestatyczne, przedwieczne drzewa, obojętne na walki i losy śmiertelników.
- Naprawdę liczyłeś, że zwykła mikstura przyspieszenia pozwoli ci uciec przede mną, śmiertelne ścierwo?!
Pięść magicznego uderzenia mocy uderzyła Anura już w biegu z taką siłą, że wylądował na ziemi z głośnym jękiem wypuszczając całe powietrze z płuc.
- Liczyłeś na to, że suka z Undusu zdoła mnie powstrzymać?
To zakapturzony krasnolud. Tylko, że teraz już bez płaszcza. Te osmalone strzępy materiału który na sobie nosił bowiem na miano ubrania już nie zasługiwały. Anhur miał okazję mu się przyjrzeć. A nie był to miły widok.
W teorii istota o takim wyglądzie nie powinna była żyć.
Krasnolud wyglądał, jakby pieszo przeszedł przez sam środek piekła. Skóra odpadała z niego całymi płatami, ukazując mięśnie i mięso. Brody i włosów właściwie nie miał. Czubek nosa na wół zwęglony, brak prawej powieki, ukazującej białe, nieustannie nerwowo poruszające się oko. Nadpalone wargi, ukazujące krzywe, kołkowate zęby. Wyglądało to, jakby otrzymał centralne uderzenia kilku kul ognistych i... przetrwał.
- Niezła była - syknął - całkiem niezła.. bardzo dobrze z resztą. Znaczy to, że Undus faktycznie jest takim miejscem, jak go opisują...
Podszedł kilka kroków w stronę leżącego, zmaltretowanego Anhura.
- A teraz amulety, śmiertelniku.. - właściwie wydawało się, że męczy łowcę dla czystej przyjemności. Zabić go bowiem mógł w dowolnej chwili.
Do linii drzew było mniej niż trzydzieści metrów. Kilka sekund magicznego biegu. Tylko czy poobijany Anhur zdoła wstać i biec podczas gdy demon będzie dłubał w zębach?
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum