Słońce. Wielka złota kula unosząca się wysoko na niebie. Było południe. Cohen i Asard wzięli udział w turnieju, którego stawką było życie, dobre imię, honor. Może w oczach ich lśniły nagrody, bądź sama chęć sprawdzenia siebie. Nie było to istotne, ważne było to, aby wygrać.
Obaj Bohaterowie tej walki widzieli przed sobą dziwną konstrukcję, która zwana jest piramidą. Każdy miał do niej po kilka kroków, które należało wykonać po gorącym piasku. Sama budowla nie była wysoka, kilku poziomowa. Gdzieś tam niedaleko musiał być przeciwnik.
Cohen uśmiechnął się krzywo. W jego zbroi było mu tutaj wyjątkowo gorąco. Czuł, jak tkanina włożona pod hełm zamienia się w mokrą ścierkę do zmywania naczyń.
"Trzeba łyknąć coś na ochłodę" pomyślał, odkorkowując i osuszając do dna miksturę lisiej zwinności.
Osuszając, ha! Słowo pasowało do tego miejsca jak mało które.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Asard uchwycił mocniej miecz. Wreszcie nadszedł długo wyczekiwany czas sprawdzenia własnych umiejętności w boju. To był czas próby. Ruszył kierując się na szczyt budowli zwanej piramidą. Po drodze wziął jedną z zakupionych wcześniej flaszek z płynem poprawiającym jego koordynację ruchową i opróżnił ją do dna. Następnie zaś sięgnął po kryształ zwiększający jego potencjał magiczny. Spojrzał na swe ostrze i uśmiechnął się nieco. "No, dzisiaj się będziesz mogło wykazać" rzucił wesoło w myślach.
Dwie puste buteleczki po miksturach spadły na rozgrzany piach, jedna po jednej stronie, a druga po drugiej stronie piramidy. Asard kierował się już w kierunku pierwszego stopnia budowli, kiedy jego przeciwnik wciąż stał w swym miejscu. Niestety Asard pijąc i idąc nie był w stanie na razie sięgnąć po kryształ.
Westchnął, chwilę patrząc na pustą buteleczkę. Już czuł jej błogosławione działanie.
"Przyda się" skwitował krótko, ruszając spokojnym marszem w stronę szczytu piramidy. Gdziekolwiek był jego przeciwnik, właśnie tam będzie w stanie go dostrzec.
Krzywy uśmiech na twarzy paladyna rozszerzył się jeszcze bardziej, gdy pomyślał, jak jest mu cholernie gorąco. Nadchodząca walka pewnie wcale go nie schłodzi, myślał, pokonując kolejne stopnie.
Ręka Cohena sama skoczyła za pasek po miksturę szybkości.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Asard kroczył wciąż przed siebie. Kiedy tylko kryształ znalazł się w jego dłoni ten skruszył go między palcami pozwalając magicznym fluidom wypełnić jego ciało. Rozglądał się uważnie wokół w poszukiwaniu napastnika. Wiedział że każda nawet najdrobniejsza chwila nieuwagi może być przesądzającym efektem klęski.
Mikstury magiczne zaczęły swe działanie. Cohen, paladyn szlachetny poczuł w swych nogach istne wulkany. Czuł, że każdy jego krok jest niczym skok. Żadnych oporów ciepłego powietrza. Asard natomiast poczuł jak magiczna moc rozchodzi się po jego ciele. Uczucie miłe i dające nadzieje.
Niczego więcej nie potrzebował. Czuł w sobie taką siłę, że mógłby stanąć do walki z całą armią. Ciesząc się uczuciem, jakie dawały mu krążące w żyłach mikstury ruszył żwawo na szczyt budowli. Żwawo, ale tak, by się nie przemęczyć.
Miał czas.
Póki nikt nie miota w niego zaklęć, tudzież pocisków, nic go nie goniło..
Idąc spokojnie poprawia uchwyt na tarczy demona i dobywa miecza. Nigdy nic nie wiadomo, kogo spotka na szczycie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Asard kontynuował swój marsz na szczyt piramidy. Wyciągnął jedynie swój kryształ siły. Zgniecie go w odpowiednim momencie. Momencie który będzie istotnym dla całego pojedynku. Na razie nawet nie wiedział kim jest jego oponent. Miał jednak nadzieje że już niedługo się dowie.
Obaj szybko przedostawali się na kolejne stopnie piramidy. Asard słyszał już jak jego wróg się zbliża, echa odbić ciężkich butów o suche cegły z których była zrobiona piramida. Cohen niemal chwilę po wypiciu mikstury znalazł się na szczycie piramidy, a przynajmniej na najwyższym jej stopniu. Wyżej było już tylko zwieńczenie. Gdy był na górze usłyszał jak ktoś się tutaj zbliża, ze strony przeciwnej. Rozsądek mówił już kto to może być, lecz oczy jeszcze milczały. Widać przeciwnik nie jest tak szybki, jak Paladyn obecnie.
Cohen westchnął, spoglądając tęsknie w niebo. Ani jednej chmurki. Idealnie błękitne. Nawet jednego, malutkiego strzępka obłoczków... poruszał lekko barkami, rozluźniając mięśnie. Nienawidził tego uczucia.
Oczekiwania na walkę.
Na śmierć.
Schował miecz do pochwy. W razie czego i tak był w stanie błyskawicznie go dobyć. Przekrzywił lekko głowę w bok i prawą rękę oparł o biodro w oczekującym geście.
- I tak cię słychać! - rzekł na tyle głośno, by ów "ktoś" go usłyszał.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Asard słysząc ciężkie kroki przeciwniki spróbował ocenić w jakiej teoretycznie odległości od niego może się znajdywać napastnik. Zaszął wyostrzać swoje zmysły aby ocenić sytuację. jednego mógł być pewien. Jego przeciwnik nie skorzysta już z elementu zaskoczenia.
...
Dźwięk słów oponenta sprawił że na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Nie głośniej niż Ciebie! - rzucił próbując wypatrzeć przeciwnika wolno kierując się na sam szczyt.
A ujrzeć przeciwnika to radość wielka, no chyba, że ten mając schowaną broń czeka już na szczycie piramidy. Cohen widział wpierw głowę i tors swego oponenta, a później jego całego, gdy ten tylko wspiął się na ostatni stopień. Obaj uczestnicy turnieju ujrzeli się w pełnej krasie. Asard trzymający w dłoni miecz i coś w drugiej dłoni, a na przeciw niego Cohen, który jeszcze nie przygotował uzbrojenia do starcia. Wydawali się być obaj spokojni, albo to pewni zwycięstwa, albo pewni swej przegranej. Opcje były dwie, zawodnicy byli dwaj, a szczyt piramidy był tylko jeden i w konsekwencji tylko jeden z nich mógł tutaj pozostać.
Cohen zmrużył oczy, przyglądając się nieznajomemu uważnie. Cóż, obaj znali reguł tego turnieju. Tylko jeden z nich miał prawo zejść ze szczytu tej piramidy żywym. Coś w paladynie krzyczało z rozpaczy na samą myśl o tak bezrozumnym mordzie, ku uciesze niewidocznej publiki....
Chwilę milczał, lustrując uważnie swojego oponenta.
[wykrywanie zła poziom 2]
Jeśli aura mężczyzny była "dobra", Cohen mówi:
- Wiem, że zabrzmi dziwnie, ale zanim zaczniemy chcę, byśmy wyjawili sobie swoje imiona i podali honorowo dłonie. Bez urazy dla drugiego, gdy ten pierwszy wygra. Co ty na to?
Jeśli aura mężczyzny była "zła", Cohen zwyczajnie dobywa miecza i zamiera w pozycji obronnej.
- Dalej więc - cedzi przez zaciśnięte zęby.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kiedy Asard ujrzał swojego przeciwnika zdziwił się nieco. Mógł spodziewać się możliwie każdego rodzaju oponenta jednak człek który stał przednim wyglądał raczej na pogromcę zła a głównie demonów gdyby bliżej przyjrzeć się tarczy. Toż kiedy jego przeciwnik zaproponował honorowe rozwiązanie Asard z uśmiechem skłonił lekko głowę chowając miecz do pochwy.
- W moich uszach bynajmniej nie brzmi to dziwnie. Asard... - powiedział podając wyciągając dłoń - Asard Nesilva. I wiedz że zaszczytem będzie mi stoczyć bój z kimś takim jak ty, nie zależnie od jego wyniku.
Cohen nie wyczuł od tego człowieka zła. Nie oznaczało to jednak, że postać ta jest dobra i szlachetna, choć nic nie wskazywało, aby miało być inaczej.
Obaj Bohaterowie zbliżyli się do siebie. Schowane miecze, a jednak zaciśnięte pięści. Podali sobie dłonie. Zagranie to było honorowe. Pojedynek na szczycie piramidy, dwóch pełnych sił Zbrojnych w świetle południowego słońca. Walka w taki upał musi być męcząca, ale wygrana stanowi wystarczającą odpłatę za utracone siły.
Zaraz po tym, oddalił się trzy kroki do tyłu i dobył miecza. Płomienie oplotły klingę niemal w tym samym momencie, bezwiednie, właściwie bez udziału woli paladyna. Tarcza nieco wyżej niż normalnie, zasłaniając tors i szyję.
Przeciwnik nie miał tarczy. Ale wyglądał na takiego, któremu była ona potrzebna.
- Do dzieła więc - rzuca, zamierając w pozycji obronnej.
Im szybciej to się skończy, tym szybciej opuści to potwornie gorące miejsce.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Wystarczy Asardzie - uśmiechnął się po czym dobył miecza - Powodzenia.
Wojownik przyznał że ogarnęło go nie lada zdziwienie kiedy miecz nagle zapłonął ale wiedział że jego przeciwnikiem nie jest byle jaka osoba a szlachetny rycerz który niewątpliwie swoje w życiu musiał przejść. Widząc ze tamten przyjmuje pozycję obronną zrozumiał że to on powinien zacząć. Tak też się stało. Nie potrzebowali zbędnych ceregieli i nawoływań aby rozpocząć. Sami się na to pisali i wiedzieli jakie będą tego konsekwencje. Wyprowadził dwa szybkie cięcia w kierunku przeciwnika bardziej jednak po to aby sprawdzić jego szybkość i refleks aniżeli by naprawdę zaatakować. Jego nogi były gotowe do odskoku w tył w razie zbyt niebezpiecznej sytuacji on sam zaś tarał się zapamiętać ile miejsca pozostało mu na najwyższym poziomie piramidy.
Cohen odsunął się na bezpieczną odległość, a chwilę później Asard ruszył z natarciem. Wojownik chciał zaatakować dwukrotnie, lecz zdążył wykonać tylko jeden atak.
Atak 1: 14 + 8 = 22 // ST 16 / 21 / 35
Trafienie w zbroję: 6 + 11 = 17 // 17 - 8 = 9 pkt obrażeń
A atak ten był skuteczny na tyle, aby ujrzeć krew przeciwnika. Trafiony w zbroję Cohen zaczął krwawić, lecz obrażenia te nijak się miały do jego ogólnego stanu sił witalnych. Wciąż był pełen życia i siły do walki.
Ostatnio zmieniony przez Pythonius 2007-12-13, 19:39, w całości zmieniany 1 raz
"Szybki jest!" przemknęła mu rozpaczliwa myśl przez głowę. Przeciwnik był szybki. Znacznie szybszy, niż początkowo Cohen go oceniał.
Cohen również był.
Trzy szybkie jak błysk ciosy ognistego miecza pomknęły w stronę wojownika. Nawet jeśli zginąć, to nie sprzedać skóry tanio!
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Asard sam zaskoczył się skutecznością pierwszego ataku ale wiedział że zapewne teraz nie pójdzie już tak łatwo. Jego przeciwnik był niewątpliwie wymagający i pozwolenie sobie na zbytnie chełpienie się nieznaczną wprawdzie raną mogło być nadzwyczaj groźnie. "Nigdy nie lekceważ przeciwnika" Jak powtarzał wuj. Będąc gotowy do zadania następnego ciosu uwolnił połowę swojej energii magicznej i natarł na przeciwnika. Jeśli szanse na trafienie były naprawdę zadowalające skruszył w tracie ataku również kryształ trzymany w ręce. Nie poprzestawał jednak na jednym cięciu wkrótce zadając następne.
Asard atakował jako pierwszy. Skruszył szybko już wyciągnięty kamień i obserwował jak wypełnione mocą ostrze mknie w kierunku przeciwnika.
Atak 1: 5 + 8 = 13 // ST 15 / 20 / 34 - pudło
Atak 2: 1 + 8 = 9 // ST 15 / 20 / 34 - pudło, szansa na upuszczenie broni
Zw. 16 + 7 = 23 // ST = 10 - broń utrzymana.
Moc nie odeszła z ciała Bohatera, wciąż ostrze i ramiona były przepełnione mocą, nawet po nieudanych dwóch atakach. Efektem ich niemalże Bohater stracił z rąk swą broń, ale jakoś zwinność jego pozwoliła złapać ją, gdy jeszcze spadała. W międzyczasie jednak kontratakował Cohen.
Atak 1: 5 + 6 = 11 // ST 21 /- / 37
Atak 2: 8 + 6 = 14 // ST 21 /- / 37
Atak 3: 11 + 6 = 17 // ST 21 /- / 37
Trzy sparowane ataki. Asard zdawał się być dobrym wojownikiem, mimo tego, że początek walki nie był po jego stronie. Jego miecz lśnił magią, a w oczach iskry zdawały się tworzyć pożar. Ogień z miecza Cohena. Jeżeliby tylko te ostrza się spotkały teraz, na pewno nastąpiłby wybuch.
Gdyby zdjął teraz hełm, pot ściekałby z niego zapewne wartkim strumieniem. Słońce prażyło niemiłosiernie, lecz wydawało się być niczym w porównaniu z gorącem walki.
Skrzywił się z niesmakiem, gdy ostrze trzy razy minęło się ze swoim celem. Trzy razy!
Przeciwnik ewidnentnie bił na głowę Cohena swoją szybkością i precyzją ruchów. Tym dziwniejsze było, że w pewnym momencie niemal wypuścił miecz z dłoni. Wypadki chadzają po ludziach, jak widać.
Cohen nawet na chwilę nie zwalnia tempa. Pomiędzy trzema kolejnymi ciosami wykonuje jeden delikatny krok w lewo (patrząc na mapę) chcąc oddalić się od niebezpiecznej krawędzi szczytu piramidy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Asard skarcił się w duchu za tak nieudolne ataki i niemal wypuszczenie miecza. Sytuacja była nieciekawa jednak magia miecza wciąż w nim tkwiła. Wciąż czekała na uwolnienie swej ogromnej mocy. Nie można było ją po prostu nie wykorzystać. Trzy niezwykle szybkie ataki Cohena zaskoczyły go. Nie sądził że można być tak szybkim... chyba że... Magia. Jego przeciwnik rzeczywiście był niezwykle sumiennym. Wojownik zaś miał to szczęście że na czas zauważył nadlatujące ostrza i uchylił się przed nimi. Nadeszła pora aby ponownie spróbować wyzwolić moc. Kolejne dwa cięcia cięły powietrze.
Pierwszy atak nie okazał się zbyt udany. Cohen najzwyczajniej uniknął tego ataku, następny jednak atak był z goła inny. W końcu Bohater pokazał na co go stać, aczkolwiek nie do końca, chociaż....
Paladyn jednak wciąż żył, acz z takimi ranami jego stan można było sklasyfikować jako poważny. Bohater ten stracił wiele swej energii i jego stan obecnie można by określić jako 'wyczerpanie wskutek obrażeń'. Mimo tego atakował. A może nie.
Cohen po otrzymaniu trafienia przewrócił się na sąsiednie pole, a chwilę potem po schodach piramidy zaczęła spływać jego szlachetna krew.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum