TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2007-12-08, 18:28
Cena poświęcenia
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-17, 23:21   

- Leili? - pytanie starca rozbrzmiało w jaskini głucho, odbijając się od ścian bez odpowiedzi.

Ciekawe, czy on naprawdę potrafił rozmawiać z tą bestią?

Na to pytanie również nie było odpowiedzi. Gdy tylko stopa starca dotknęła ziemi, Nathian zerwał się ze swojego miejsca w kącie i - nie zważając na rwący ból, jaki odezwał się w boku po tym gwałtownym ruchu - ruszył biegiem w stronę dziadka.

Ten w porę usłyszał nadciągające zagrożenie, zdołał się odwrócić....

(k20: 20 + k20: 13 + 4 = 37) ST: 12 / - / 16
(k10: 10 + 9 = 19)


...i jego otwierające się do krzyku usta były ostatnią rzeczą, jaką zauważył Nathian. Potem cały widok przesłoniła mu fontanna krwi, buchająca przebitego gardła starca. Pchnięcie było zaiste, śmiercionośne i morderczo skuteczne. Zupełnie zaskoczony staruch nie miał żadnych szans na skuteczne sparowanie tego ciosu.

Teraz leżał u stóp Nathiana, a krew z rozprutej tętnicy uchodziła z niego wraz z ostatnimi sekundami życia, wsiąkając w suche podłoże i barwiąc je na rudo karminowo.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-18, 08:52   

Taki przebieg akcji trochę zaskoczył Nathiana. Zdziwił się, że z taką łatwością zabił człowieka... Zombi to potwór, który chciał go zabić. A człowiek... Na pocieszenie powtarzał sobie, że ten starzec był niegodziwy i przez niego teraz jest ranny, ale to było trochę za mało. Jednak jak by się wydostał z tej dziury inaczej niż zabijając dziadka?

Nathian przeszukał ciało starucha, nigdy nie wiadomo co on tam miał. Teraz korzystając ze światła dziennego postanowił obejrzeć całą komnatę. Smród i ból nie były w stanie stłumić przeogromnej ciekawości, która urosła na widok jasnego pomieszczenia. Przeszedł dokładnie całą dziurę oglądając ściany i żwirowatą podłogę. Miał nadzieję, że może uda mu się znaleźć coś ciekawego w tym dziwnym miejscu. Jeśli nic go nie zainteresuje wychodzi przez drabinę na powierzchnię.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-18, 11:58   

Staruch chwilę jeszcze rzucał się na ziemi, łapczywie starając się uchwycić tej odrobinki życia, która ciągle jeszcze w nim kołatała. Na próżno. Wreszcie poddał się, westchnął cichutko, acz okropnie i wyzionął ostatnie tchnienie.

Przeszukiwanie pomieszczenia przyniosło jedynie potwierdzenie tego, co do tej pory Nathian zdołał zauważyć. Było to legowisko nieumarłego. I tylko to. Kupa szmat, na której bytował zombi w istocie była stertą odpadków po jego wcześniejszych ofiarach - starannie jednak "ogryzioną" przez niego i "przebraną" z kosztowności przez dziadka. Nathian zadrżał, gdyż sterta pozostałości po poprzednich ofiarach niezwykłej "bandy" była dość spora. Ilu ludzi musiało - tak jak - dać się zwabić do tej jamy? To pytanie pozostało bez odpowiedzi.

Znacznie ciekawsze było przejrzenie rzeczy należących do starucha. Miał przy sobie niewielką sakieweczkę, w której znajdowało się 10 złotych monet, niewielki sztylet, oraz zwiniętą w rulon kartkę papieru, której w tym - nadal dość ubogim - świetle nie dało się dokładniej obejrzeć.

Zaktualizowano

Uznawszy, że to już wszystko, Nathian z pewnym trudem wyszedłna zewnątrz jaskini. Światło dnia i świeżość powietrza upajały wręcz. Wciąż jednak miał wrażenie, że czuć od jego ubrań stęchlizną. Koń stał w tym miejscu, gdzie go pozostawiono.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-18, 14:58   

Nathiana bardzo zaciekawiła karteczka którą miał dziadek. Zabrał wszystkie przedmioty jakie znalazł przy staruchu. Od razu gnany ciekawością przejżał kartke od góry do dołu. Jak bardzo żałował, że nie umie czytać i pisać. Pierwsze co zrobi po powrocie do domu to właśnie nauczy sie tej podstawowej sztuki.

Zastanawiał się czy kontynuować podróż do miasta i tam poszukać opieki czy zawrócić do rodzinnego domu. Nie bardzo mu się uśmiechało tam jechać, przeczuwał jaka będzie reakcja rodziców. Jednak to wydawało mu się najrozsądniejsze. Skurpulatnie zapakował znalezione skarby do kulbak konia i powoli aby się nie uszkodzić usiadł wygodnie w siodle.

Skierował konia w stronę posiadłości ojca, po drodze myśląc gorliwie nad wytłumaczeniem całej tej przygody. Zastanawiał się czy powiedzieć rodzicom całą prawdę...
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-18, 22:00   

Czytanie i pisanie. Wydawałoby się, prosta i podstawowa niemal umiejętność dla każdego w choć lekkim stopniu wykształconego człowieka. Ojciec Nathiana na pewno nie byłby zadowolony, że lekcje, jakie opłacał swego czasu synowi poszły na marne. Zawartość kartki, jaką znalazł bohater równie dobrze mogłaby być napisana po Lurtiańsku. Kartka z grubsza przypominała... cóż, nic nawet nie przychodziło młodzieńcowi do głowy. Jej centralnym elementem był duży i koślawo narysowany obrazek przedstawiający garbatego człowieczka i długą brodą, krzywych kończynach, kosturem w jednej i okrwawionym sztyletem w drugiej ręce. U stóp owej postaci leżał pchnięty zdradziecko w plecy człowiek. Ponadto karta pełna byłą tekstu pisanego dość drobnym drukiem, lecz tego Nathian nie był w stanie odczytać.

Młodzieniec zgodnie z planem - starając się zachować ostrożność - spakował znalezione rzeczy i przygotował konia do drogi. Przy wsiadaniu nań bok znów odezwał się bólem, lecz koniec końców jakoś udało mu się to dokonać. Skrzywił się, gdy poczuł, jak koszula, której użył za opatrunek zaczyna być coraz bardziej mokra. Z pewnością zacznie tę ranę odczuwać, jeśli wkrótce się nią nie zajmie.

Gdy tylko opuścił las i wyjechał na drogę gościńca, jego uwagę przykuły dwie konne sylwetki zmierzające raźnym tempem w jego stronę od Dorienburga.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-19, 15:03   

"Dość kłopotów na dziś" - pomyślał młodzieniec kierując Płomienia w stronę gospodarstwa - "Ja już chcę wrócić do normalności. Po brony pojadę jak mnie dobrze opatrzą i rana choć częściowo się zagoi. Nie mogę ryzykować, że podczas podróży otworzy się ponownie ...

Spiął konia do szybkich podskoków, chciał dostać się do domu szybko lecz nie chciał pogorszyć swoich obrazeń zanadto. Nie chodziło tu o cenę przeżycia, chłopak miał jeszcze dużo sił. Pragnął jedynie żeby leczenie nie było zbyt trudnym zadaniem. Nathian bardzo chciał niezawieść ojca i wyruszyć do Dorienburga jak najszybciej.

Przeklinał się w duchu, że nie kupił nic na drogę. Ile teraz by dał za bandarze lub inne środki pomocy. Postanowił sobie, że kupi je w mieście przy najbliższej okazji. Przytulił się bardziej do grzywy konia stękając z bólu, chciał żeby podróż zakończyła się jak najszybciej.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-19, 16:29   

Spięcie konia do szybszego truchtu było dość bolesnym i - powiedzmy sobie szczerze - niefortunnym pomysłem. Nie dość, że podskakiwanie wierzchowca odezwało się naprawdę uciążliwym bólem w boku (rana, która ledwo co zdołała nieco skrzepnąć pod prowizorycznym opatrunkiem znowu się otworzyła), to jeszcze dwójka jeźdźców jadąca z tyłu wyraźnie przyspieszyła, starając się dogonić Nathiana.

Nawet łatwo było to zrozumieć.

Jeźdźcy okazali się być ubranymi w lekkie pancerze strażnikami.

- Hola! Zatrzymaj się! - jeden z nich, jadący najbliżej młodzieńca, bo jakieś kilkadziesiąt metrów za nim krzyknął, machając znacząco ręką.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-19, 16:42   

-Niech to! - zgrzytnął zębami Nathian.

Co miał zrobić? Zatrzymał swojego konia czekając na strażników. Piekący ból bardzo go zaniepokoił, chciałby już być w domu a tu jeszcze zatrzymują go strażnicy...
Jego rana wymaga opatrzenia inaczej może być z nim źle.
Ciekawe co chcą od niego ci ludzie. Splunął z niesmakiem na ziemię. Śmierdział zgnilizną a jego ubranie było częściowo we krwi dziadka, częsciowo w jego własnej. Nie będzie wyglądał uczciwie w oczach strażników...
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-19, 16:51   

Cóż, jak łatwo było się przekonać, domysły Nathiana co do reakcji strażników na jego widok był całkiem trafne. Ci, gdy tylko podjechali bliżej (na odległość umożliwiającą ocenę sytuacji), dobyli broni. Nathian nie miał wątpliwości, że ranny nie miałby żadnych szans w walce z dwoma dobrze wyekwipowanymi - i wyszkolonymi - mężczyznami.

- Zsiadaj z konia! - krzyknął jeden z nich - Ręce trzymaj tak, byśmy cały czas je widzieli!

Widać po nich było zdenerwowanie, ale również profesjonalizm. Jeden strażnik podjechał całkiem blisko, na jakieś pięć metrów, zaś drugi nieco z tył€ asekurował sytuację, trzymając w jednej ręce miecz, a drugą trzymając na rękojeści malutkiej, podręcznej kuszy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-19, 16:58   

- Dobrze, dobrze, tylko spokojnie...

Sycząc z bólu powoli zsiadł z konia. Gdy już po jakimś czasie udała mu się ta sztuka. Stanął naprzeciwko strażników uniósł ręce do góry, mimiką wzkazując na to, że potrzebna mu pomoc i wcale nie ma złych zamiarów. Prawdę mówiąc Nathian był zły, że tak to się złożyło... Najpierw pech, że dziadek go okantował, teraz grozi mu więzienie. Poprostu świetny dzień...

- Potrzebuję pomocy, jestem ranny - stęknął ze złością.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-19, 17:07   

- Co ty, kurwa, nie powiesz? - odparł ten trzymający się z tyłu.

Tymczasem strażnik będący bliżej zszedł ze swojego konia i podszedł na odległość ciosu mieczem do Nathiana.

- Odrzuć na bok swoją broń - rozkazał tonem nie znoszącym sprzeciwu - i lepiej już teraz przyznaj się, co żeś zrobił..

Nathian chyba przeceniał swoją wytrzymałość. Owszem, był dobrze zbudowany, lecz jego ciało nie było przyzwyczajone do tego typu obrażeń. Co tu dużo kryć - czuł się słabo, a przed oczami zaczynały mu pojawiać się mroczki.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-19, 19:11   

"Świetnie! Byłoby dla mnie dobrze jeślibym zemdlał.." - pomyślał Nathian kołysząc się z lekka.

Wyjął miecz i nożyk zdobyty na dziadzie i odrzucił je na bok. Zachwiał się teatralnie, delikatnie opierając się o konia...
Zaczął powoli rozpinać rzemyki zbroji. Miał nadzieję, że widok jego rany zmieni zdanie strażników.

- Zostałem napadnięty, krwawię... - jęknął przekonująco - uwierzcie mi!

Podczas wypowiedzi wskazał na swoją ranę na głowie i brzuch. Jeśli strażnicy nie wyrażą sprzeciwu Nathian zdejmuje zbroję i pokazuje im swoje obrażenia od ciosów na boku.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-19, 21:50   

Strażnik nogą odsunął rzucone na ziemię bronie nieco w bok. Rzecz jasna, pozwolili Nathianowi zdjąć zbroję, by udowodnić swoją wersję wydarzeń. Nie było to łatwe. Posykując z bólu i odrywając przy okazji niezbyt umiejętnie założony opatrunek, młodzieniec miał wrażenie, że faktycznie za chwilę naprawdę zemdleje.

- Zostałeś napadnięty przez dzikie zwierzęta? - spytał, przyglądając się bliżej ranie na boku.

Ten drugi, siedzący wciąż na koniu dodał.

- Dlaczego na nasz widok na gościńcu zacząłeś przyspieszać? Co ukrywasz? Opowiedz wszystko, co się wydarzyło, albo stryczek cię nie minie!
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-20, 14:54   

- Spokojnie panowie, zacząłem przyśpieszać ponieważ potrzebowałem pomocy, ta rana nie wygląda najlepiej. Znalazłem dziurę w lesie... Nie wiedziałem co tam jest, a wiecie jak to młodzi, goni ich ciekawość... A w środku było leże zombi... Z trudem go pokonałem a on mnie ranił tak jak widać. Potrzebuję pomocy, do rany nie może wdać się zakażenie bo inaczej moje dni będą policzone. Pozwólcie mi jechać do domu. Jeśli mi nie wierzycie to jedźcie ze mną. Mój ojciec wam to potwierdzi. Jechałem na początku do Dorienburga... -
Nathian powoli cedził słowa, był coraz bardziej osłabiony. Teraz już naprawdę opierał się o swojego konia nie zamierzał udawać - muszę dostać się na farmę mojego ojca - stęknął coraz bardziej napastliwym głosem.
"Co za idioci z tych strażników - pomyślał - przecież widzą, że jestem ranny, czemu mi nie pomogą?!"
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-20, 22:56   

- Znalazłeś dziurę w lesie, co ty nie powiesz... - "konny strażnik" wykrzywił usta w jakiejś dziwacznej parodii uśmiechu - to mało dziur kręci się na farmie tego ojca?

Stojący bliżej mężczyzna położył rękę na ramieniu Nathiana, badając jednocześnie ranę.

- W jednym nie kłamie, to cios po pazurach. Nie ruszaj się przez chwilę.

Podszedł do swojego wierzchowca i przez kilka sekund grzebał w jukach. Gdy wrócił, w ręku trzymał niewielki flakonik z czerwoną substancją.

- Weź to. Część wylej na ranę, resztę wypij...

- ...i zbieraj się. Chcemy zobaczyć to miejsce. Bardzo ciekawi nas, co to za dziury pełne nieumarłych są w okolicy, obywatelu - wpadł mu w słowo drugi ze strażników.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-21, 15:53   

- Dobrze! Jeśli to mi pomoże to chętnie was tam zaprowadzę. Opowiem całą historię od początku do końca tak jak to było... - zagadnął Nathian, strażnik stojący z tyłu strasznie go wnerwiał i miał ochotę mu przyłożyć.

Zrobił jak mu kazali, część napoju wylał na ranę na brzuchu, która była bardziej dokuczająca jak obrażenia na głowie, resztę wypił. Potem wskoczył na konia szykując się do jazdy.

- Prosiłbym o tymczasowe przechowanie mojej broni, nie chciałbym żeby tutaj tak została...

W myślach korygował swoje błędy jakie popełnił po drodze i w rozmowie z dziadkiem zastanawiając się jaka wersja będzie najlepsza dla niego i strażników. Pierwsze co mu wpadło do głowy to, to, że tak łatwo dał się namówić na tą przejażdżkę. Trzeba będzie to jakoś sprytnie zakamuflować...
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-23, 15:02   

- Ty się o swoją broń nie martw. Już my się nią zaopiekujemy.. - kpiąco dodał "konny" strażnik.

Nathian w momencie, gdy wylał odrobinkę mikstury na ranę na brzuchu (jak zauważył, ta zaczęła w międzyczasie solidnie spuchnąć - najwyraźniej źle założony opatrunek i jazda konna solidnie ją podrażniły) poczuł gwałtowne pieczenie. Napój zaczął intensywnie się pienić i swędzieć, lecz uczucie to nie trwało dłużej niż kilka sekund. Gdy proces zakończył się, a Nathian wypił resztę zawartości flakonika, rana na boku stała się tylko grubą, zaczerwienioną "plamą", której tylko cztery zgrubiałe pręgi świadczyły, że przed chwilą była to rana niemal otwarta.

Sądząc na oko, zabliźnienie powinno w ciągu paru dni zniknąć bezpowrotnie. Nathian od razu poczuł się lepiej, a zawroty głowy ustały. Mikstura naprawdę była silna.

- Prowadź - rzucił drugi strażnik, zbierając broń chłopaka z ziemi.

Do miejsca w którym Nathian został oszukany nie było daleko, dlatego wkrótce cała trójka znalazła się w lesie bardzo blisko wejścia do jamy w ziemi.

- To tutaj? - zapytał ten milszy strażnik, zsiadając z konia.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-24, 15:58   

Sam również zsiadł z konia, gdy dojechali na miejsce. Zwrócił się do strażników

- Tak, to tutaj. W środku był zombi, który mi to zrobił. Muszę wam powiedzieć również o człowieku, który mnie tu sprowadził... Zaufałem mu i to był mój błąd. Byłem głodny, a on jadł chleb i kiełbasę i kiedy przejeżdżałem obok niego zaprosił mnie do jadła - Nathian łgał próbując w delikatny sposób zamaskować swój błąd - i wtedy opowiedział mi bajkę, w której to niby on był kiedyś członkiem bandy starego Okulika, a tu miał się znajdować jego skarbiec.
Ja zaufałem mu, z pozoru dobry dziadyga zaprowadził mnie tu i wszedłem do dziury. Wtedy on zamknął za mną klapę - tu wskazał na leżące drewno nieopodal - jednak udało mi się jakimś cudem pokonać potwora, a wtedy już bez skrupułów musiałem zabić i jego bo zamierzył się na mnie tym nożem - wskazał na strażnika, który przechowywał jego ekwipunek.

Po chwili zastanowienie zdecydował się również pokazać się im dziwną kartkę którą miał przy sobie starzec :

- Nie umiem niestety czytać - powiedział zafrasowany i trochę zawstydzony - może mógłbym się od was dowiedzieć co znaczą te znaki i malunek? Może to mi w czymś pomoże w wyjaśnieniu tej sprawy...

Nathian podszedł do dziury pośród gęstwiny i zajrzał do środka sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-24, 16:07   

- Martwy starzec i zombi, co? Przysięgam, twoja historia robi się coraz bardziej zajmująca, młody - rzucił dość wrogo "konny" - odejdź od dziury! - rozkazał, dobywając broni i podchodząc kilka kroków w stronę Nathiana.

- Spokojnie, Gerg - rzekł milczący do tej pory drugi strażnik - daj mi to sprawdzić.

W istocie, wszystko było tutaj tak, jak to zostawił Nathian. Mężczyzna na chwilę zszedł do dziury. Nie było go może trzy minuty, gdy wyszedł, zakrywając usta i nos dłonią.

- Wszystko pasuje do tej opowieści - wykrztusił, gdy złapał kilka głębszych oddechów - poszatkowany nieumarły i pchnięty sztychem w gardło starzec plus sterta częściowo pożartych i ograbionych z kosztowności ciał... paskudztwo, cholera! - zakasłał.

Tymczasem konny strażnik wziął od młodzieńca tajemniczą kartkę. Na jego ustach pojawił się dziwaczny uśmiech.

- W takim razie wychodzi na to, że jesteśmy na swój sposób twoimi dłużnikami, młody - rzekł wreszcie nie od razu - przypadkowo natrafiłeś na kogoś, kogo straż Dorienburga poszukuje już od dawna.

Pomachał kartką, podając ją swemu towarzyszowi. Ten rzucił okiem na jej treść i roześmiał się niewesoło.

- Zarr? Staruch Zarr? To on? Cholera, na to wychodzi... poszukiwany jeszcze w Broln za jakieś spory z tamtejszą gildią dotarł aż tutaj i zajął pospolitym rozbojem... kurwa, niby mądry facet, mag... kto by pomyślał, że taki kretyn zarazem - parsknął pod nosem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-24, 16:13   

Nathian z wyraźną ulgą i zadowoleniem zwrócił się do strażników:

- Mówiłem wam od razu panie władzo! Jednak nie mam do was żalu, przecież dobry strażnik nie zaufałby człowiekowi, który ubroczony od góry do dołu krwią galopuje po głównym trakcie! - prawie krzyknął ze szczęścia, że tak wspaniale mu się udało pozbyć wszystkich zmartwień za jednym zamachem. Teraz kiedy napój od strażników poprawił stan jego rany na brzuchu może spokojnie jechać do miasta załatwić sprawę bron dla ojca. W tej chwili to wydawało mu się tak odległe, jakby wracał na ziemię po bardzo długim śnie, wracał do rzeczywistości...

- Nie chciałbym się za bardzo narzucać, ale pewnie za takiego zbira przewidywana jest jakaś niemała nagroda! - zagadnął tryumfalnie do gwardzistów.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-24, 16:19   

Gerg, "konny strażnik" parsknął ponownie pod nosem na wzmiankę o nagrodzie.

- Taa... list gończy opiewa na małą sumkę. Zbyt małą, jeśli w tej dziurze przybyło trupów i pojawił się jeden nie do końca martwy trupek - splunął na ziemię z obrzydzeniem - ale w sumie gdy wystawiano ten list, Zarr nie był zbyt znany. Teraz nagroda powinna wzrosnąć, choć jest już po sprawie właściwie...

Drugi strażnik podał Nathianowi jego miecz i sztylet.

- Weź to - rzekł - zaś co do nagrody.. owszem, dostaniesz ją zgodnie z prawem. Musisz jednak z nami pojechać do Dorienburga na posterunek straży. Nie nosimy pieniędzy ze sobą, prawda? - dodał uprzejmie uśmiechnięty.

Obaj wsiedli na konie.

- To jak, zainteresowany? - spytał kompan Gerga - Możemy pojechać razem z tobą, by potwierdzić twoje zeznania przed kapitanem straży. Chyba że wolisz wracać do domu? Sam oceń, czy dla dwudziestu monet nagrody opłaca ci się jechać.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-24, 16:25   

- Tak, pojadę z wami od razu na posterunek. Częściowo dla nagrody, a pozatym mam w mieście do załatwienia sprawę dla ojca. - bardzo uradowała go ta myśl, bo pierwsze co pomyślał to, że będzie musiał wieść ciało starca aż do stolicy. - Zatem w drogę panowie.

Wsiadł szybko na Płomienia i ruszył za strażnikami.

Od czasu gdy powrócił na miejsce zbrodni szczęscie do niego powróciło. Widok strażników wtedy na gościńcu nie bardzo go pocieszył, był ranny i zmęczony. A teraz? Jedzie w pełni sił do miasta po dodatkowe pieniądze, załątwi sprawę dla ojca i na dodatek przywiezie dodatkowo 30 złotych monet. Wiedział, że brzmi to trochę zbyt materialnie, ale kogo nie cieszą pieniądze w tych czasach?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-25, 18:17   

Dorienburg. Stolica Królestwa. Największe miasto Imperium, z którym tylko Broln i Essendia mogły się równać.

Imponujące mury otaczające całą aglomerację oraz wznoszący się wysoko ponad ich poziom zamek królewski widoczne był już z bardzo daleka. Podobnie, jak doskonale widoczna była kolejka wozów i podróżnych, którzy czekali u bramy na kontrolę i pozwolenie wjazdu. Strażnicy uwijali się jak tylko mogli, lecz i tak nie nadążali z kontrolą wszystkich napływających ludzi.

Tym wygodniej, że Nathian w towarzystwie dwóch strażników wjechał do miasta właściwie bez żadnych formalności. Oszczędził na tym dwie złote monety myta, które były normalnie pobierane. Mała rzecz, a cieszy.

- Uważaj, by się nie zagubić w tłumie - rzucił jeden z towarzyszących mu mężczyzn.

Zwinnie pokonywali kolejne uliczki, lawirując pomiędzy ogromnym tłumem wielokolorowych przechodniów. Nathian bywał już wcześniej w Dorienburgu, lecz zawsze widok ten wywoływał na nim niesamowite wrażenie.

Po kilkunastu minutach dotarli na dziedziniec budynku straży.

- Zaczekaj tu na nas - strażnicy weszli do środka garnizonu, zostawiając Nathiana na piaszczystym bruku pośród ćwiczących fechtunek mężczyzn.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2007-11-26, 18:55   

Nathian z radością oglądał dobytek kultury człowieka zarówno z daleka jak i wśród gęstych zabudowań miasta. Nieprzyzwyczajony do takiej ilości ludzi na raz, wychowany raczej w ciszy wiejskiego popołudnia ze zdumieniem i zafascynowaniem wpatrywał się w ogromne masy ludności napływające i wyjeżdżające ze stolicy. W milczeniu podróżował za strażnikami zastanawiając się, w którą stronę ma się udać najpierw do kuźni złożyć zamówienie na nieszczęsne brony, które odeszły na plan dalszy a teraz przybliżyły mu się na widok miasta. Potem miał zamiar udać się na targowisko i zakupić niezbędny inwentarz, tak bardzo żałował, że nie miał go przy sobie potczas potyczki. Opatrzona bandażem wcześnie rana nie była by tak dolegliwa jak teraz. Oprócz tego miał nadzieję, że uda mu się dostać do medyka, który opatrzy mu ranę na głowie. Narazie nie dawał mu się we znaki zanadto, lecz wolał jej nie lekcewarzyć. Wolał się zabezpieczyć przed najgorzym wypadkiem - gangreną.

Tak jak mu nakazali strażnicy posłusznie zatrzymał konia przed garnizonem. Patrząc na ćwiczących strażników. Kiedyś myślał o zawodzie strażnika miasta, lecz, gdy rozważył wszystkie plusy i minusy jednak odrzucił tą myśl. Wiedział, że już niedługo nastąpi nieubłagane rozstanie się z rodziną lub kontynuowanie pracy po ojcu. Wiedział jedno...
Może pracować jakkolwiek, byleby nie zostać na farmie. Jego marzeniem byłoby zostać najemnikiem, który na zlecenie chroniłby ludzi przed zagrożeniami różnego pokroju. Ta przygoda umocniła go w tym przekonaniu i dała wiele do myślenia. Trzydzieści złotych monet drogą nie chodzi. Wielu musi harować godzinami żeby tyle zarobić. On zarobił tylko parę guzów, które przy większym doświadczeniu i szczęściu można było uniknąć...
Rozwiał myśli i skupił się ponownie na obserwacji przyszłych stróży prawa.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2007-11-26, 21:34   

Minęło może kilka minut. Strażnicy ćwiczący na placu zaczęli coraz ciekawiej zerkać na Nathiana, gdy wreszcie jego dwaj towarzysze wyszli z budynku w towarzystwie jeszcze jednej osoby, zakutej w łuskowa zbroję.

- To on? - spytała postać, a strażnicy potwierdzili.

Mężczyzna podszedł do wciąż siedzącego na koniu Nathiana. Był ogorzały na twarzy i solidnie zbudowany. Mimo to jego ogólna aparycja wzbudzała zaufanie.

- Nieźle, chłopcze - rzekł, wyciągając w stronę Nathiana mały worek - Zasłużyłeś sobie na to. Dwadzieścia monet nagrody, minus dwie monety podatku. Sporo, jak za parę siniaków, co? Szukaliśmy tego skurwiela już od dawna.. - wykrzywił się w uśmiechu, po czym ruszył z powrotem do koszar.

Zaktualizowano.

Nathian pozostał sam na dziedzińcu budynku. Mógł stąd ruszyć w dowolnym kierunku. Jako że bywał już w Dorienbugru, znalezienie drogi nie powinno mu przysporzyć problemów.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez DaMi 2007-11-30, 09:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group