Gog opuścił Esendię. Czemu to zrobił? Nie raczył nikomu się zwierzyć. Zebrał tylko wszystkie swoje manatki po czym począł szukać jakiegoś transportu. Najwyraźniej planował niezbyt krótką podróż, gdyż rozglądał się głównie za kupieckimi karawanami. W efekcie już pod koniec dnia dogadał się z dość nietypową grupą kupiecką. Grupą kupiecką była ona jednak tylko z nazwy, gdyż w karawanie jechał tylko jeden kupiec. Był to miły grubasek, przedstawiciel rasy ludzkiej, o prostym imieniu Ted. Przejeżdżał on tylko przez Esendię i podobno jechał aż od Haliery. Z tego co jednak orientował się gog w tej pustynnej mieścinie można było znaleźć tylko piach. Mimo to wóz Teda był równo zastawiony drewnianymi beczkami, w których to podobno było piwo oraz całą masę worków, wypełnionych podobno mąką. Prócz tego do kompanii należało jeszcze dwóch niezbyt rozgarniętych orków, służących kupcowi za przednią straż. Kupił on im dwa tęgie konie i równie tęgie topory i kazał jechać zawsze przed karawaną. Póki co zdawało to egzamin. Podobno całą drogę z Haliery nikt nie raczył nawet źle spojrzeć na handlarza. Następnym i ostatnim uczestnikiem karawany był jor o długim i skomplikowanym imieniu oraz rozbieganych oczach. Miał on wybitne problemy z koncentracją co stawiało go na ostatnim miejscu jeśli chodzi o rozmowę. Świetnie jednak sprawdzał się jako czujka, zachowywał się przynajmniej tak jakby oczy miał w dupie. A poza tym jeszcze w uszach, pod pachami, na udach i przedramionach. Kręcił się jakby siedział na rozżarzonych węglach, ale jeśli coś uszło jego uwadze to musiało być małe i w jego futrze.
Ted gdy tylko usłyszał o planowanej przez goga podróży od ręki zaproponował mu swoją karawanę. Gog miał pomóc przy pracy orkom, albo po prostu wraz z jorem zajmować się końmi. Gdy jednak obrażony orzekł, że magom tak się nie godzi Ted skamieniał. Wyglądał na człowieka, który nie mógł uwierzyć, że to akurat jego do tego stopnia upodobali sobie bogowie. Jęknął tylko coś o zapłacie po dojeździe do granicy i pchnął w stronę wozu. Gog został wtedy pewnie czymś na styl nadwornego maga. Pana, do którego przychodzi się tylko gdy sytuacja wymaga cudu. Dodatkowo takim panom płaciło się nawet gdy się do niech nie przychodziło. Lipka wiedział o tym wszystkim i nieszczególnie przeszkadzało mu to, że jego zdolności niezbyt mogą przydać się karawaniarzom.
Wyruszyli z rana.
Gog spodziewał się, że w bramie dopadną go potężni "obrońcy szeroko pojętej ludzkości" na chmurkach i rzekną, że nie ma on prawa opuszczać miasta. Ku jednak jego zdziwieniu nawet strażnik przy bramie nie zwrócił nań uwagi. Pogadał tylko chwilę z Tedem po czym otworzył dla nich całą bramę. Odbyło się to nawet bez dzisiaj już wręcz przysłowiowej wymiany sakiewki. Po prostu spokojnie opuścili miasto i ruszyli na północ.
Podobnie było z podróżą. Przez cały czas spokojna. Orki działały świetnie, wystarczyło, że szły przodem, a po krzakach dało się słyszeć przekleństwa i paniczne okrzyki ucieczki. Ted zaśmiewał się z tego do rozpuku popijać piwo w drewnianym kubku. Gog zazwyczaj siedział obok i również pił. Okazało się, że posada karawanowego maga ma jeszcze wiele innych zalet.
Podróż trwałą około tygodnia i wcale nie planowała się szczególnie skracać. Ile można przecież żreć suchary i popijać je piwem?! Z tego co zdołał dowiedzieć się gog dojeżdżali do granicy Królestwa. Skąd horyzonty otwierały się na elfie lasy (o których Lipka miał niemiłe zdanie) oraz krasnoludzkie góry (o których nie zdążył wyrobić sobie jeszcze zdania).
- Niedługo wjeżdżamy na tereny niezależne, a tam dalej na północ w elfie lasy i krasnoludzkie góry. Na granicy jest taka jedna wieś - Avsluta. Wychodząc z osady można się o granice wypierdolić to i wieś niewielka. Mimo to jest tam nawet przyzwoita karczma. Zostawiam tam trochę piwa. - rzekł w końcu Ted i począł przyglądać gogowi swoimi bystrymi, brązowymi oczami - Mogą zostawić również Ciebie, choć przyznam, że wolałbym nie. - handlarz znów dał gogowi jak i sobie chwilę na zastanowienie - To jak? - zapytał po chwili.
- Jedź z nami, albo... zostań! - dało się usłyszeć z miejsca gdzie powoził jor.
Orki nie wypowiedziały się wcale, najwyraźniej były za daleko aby w ogóle usłyszeć rozmowę. Zresztą oni i tak rzadko cokolwiek mówili, gog więc nie wymagał od nich jakichś szczególnych rad w tej sprawie.
-A ta wioska jest ludzi,Krasnoludów czy Elfów?- Zapytał Kalif. "Albo wkurwiające Niziołki, albo pierdolone drzewołazy więc nie mam nic do stracenia heh ale gdyby byli to ludzie to w miarę monotonna rasa więc było by najlepiej." zaśmiał się w głębi ducha Gog. Sam chyba nie wiedział jaką rasę woli bardziej Elfy czy Krasnoludy. Elfki w sumie piękne ale wszystkie drzewołazy są zbyt wyniosłe zaś krasnoludy (i żeńskie i męskie) brzydkie i zaczepne. Dlatego ciężko było powiedzieć co lepsze. Krótkowieczni ludzie byli nawet w porządku w domniemaniu Goga oczywiście niezważając na ich kruchość życia którą gog potępiał.
- Wherothwar! Kto mieszka w Avsluta? - krzyknął Ted w stronę swego woźnicy.
- Ludzie, ale mają karczmarza półelfa. A może na odwrót? Nie, chyba tak. Widziałem tam raz orka, albo goga. A nie goga to w Esendii widziałem. Tak to był ork, ork niewolnik chyba. Albo pojmany na froncie. - odrzekł szybko jor od koni.
- No więc reasumując: wioska jest ludzka z półelfim karczmarzem. Albo na odwrót. Zresztą ja osobiście nie widzę między nimi różnicy. Można tam czasami wpaść na orka ale to raczej jeńca z frontu. A skoro można wpaść na jeńca to oznacza tyle, że czasami spotka się tam na jakichś zbrojnych. Czego jednak spodziewać się od wsi 15 mil od granicy? Granica jest raczej formalna, bo za nią są tereny niekontrolowane przez nikogo. A dalej to tylko elfy i ich długouche dupeczki. Właśnie! Podejrzewam, że spokojnie możesz wpaść tam na jakichś elfich "bohaterów" - ostatnie słowo wypowiedział z przesadną ironią i roześmiał się tak jak to umieją tylko otyli handlarze - Z tego co wiem, mimo bliskości granicy mieścina jest jednak spokojna. Uprawiają ziemię, więc są raczej pewni bezpieczeństwa. Nie wiem tylko kto tam rządzi... - tu zamyślił się na chwilę - Wherothwar! Kto rządzi w Avsluta? - krzyknął po chwili.
- Nie wiem. Ale chyba jakiś półelf. Ale chyba nie. Nie wiem. - odrzekł jor, tak jak to miał w zwyczaju - szybko.
-Wiec dobrze. Ile to jeszcze drogi?-zapytał gog- i w jakim kierunku?-dodał. Jakoś stęsknił sie za użyciem swojego nowego "cacka". Użycia legalnego i bez zgody jakiś tam magów.
- Wieczorem powinniśmy już być - rzekł Ted - Prawda Wherothwar? - z tego co zdołał ustalić Lipka było południe.
- Tak... Albo nie... Nie wiem. - odrzekł woźnica.
- A sama wioska jest na północy od Esendii. Jak to się ma do naszego aktualnego położenia? Muszę Ci przyznać, że chuj raczy wiedzieć - odpowiedział Ted po czym wstał. Rozejrzał sie po nieco ograniczonym polu swego ruchu po czym podszedł do jednej z otwartych już beczek piwa. Obok stały dwa kubki. - Napijesz się? - zapytał kupiec po czym schylił się aby nabrać napoju dla siebie.
Nie, nie, już wystarczająco nadużywam twojej gościny- uśmiechnął się Gog- Mam plan pozostać w tamtej wiosce czy byłbyś w stanie zapewnić mi tam jakieś stałe zajęcie? Na przykład w pomocy przy prowadzeniu karczmy? Potrafię czytać i pisać a chciałbym tylko miejsca do snu i miski jedzenia.- Kalif miał nadzieje że kupiec z którym podróżuje jest dość wpływowy jeśli ma dwóch orków i jora w drużynie. Jeśli potrafił sobie zjednać dwie tak różniące się od siebie rasy to czemu nie miałby zjednać sobie paru karczmarzy?
Kupiec wzruszył ramionami i usiadł tak jak wcześniej na workach mąki. Teraz jednak w jego dłoni spoczywał spory, drewniany kufel wypełniony piwem.
- Hej Wherothwar znasz tamtego karczmarza? - wydobyło się spod piwnych wąsów Teda
- Nie, to jakiś nowy! W ogóle to nowa osada na miejscu starej. Albo na odwrót. Nie wiem. - odrzekł jor - Dałbyś się napić! - krzyknął po chwili.
Kupiec nie oponował, powstał po czym nabrał kolejny kufel piwa. Swój odstawił na bok. Potem położył się po pakach i wystawił rękę przed siebie. Po chwili z okienka na froncie wozu wychyliła pazurzasta łapa i chwyciła drewniany kubek.
- Dzięki! - krzyknął jor, a następnie najwyraźniej zajął się piciem.
- Nie ma za co Wherothwar! - rzekł w odpowiedzi Ted po czym odwrócił się do goga - No ale kontynuując. Będziemy w Avsluta po raz pierwszy, nikogo tam nie znam. - wychylił kufel i napił się trochę - Wybacz.
-Wherothwar jak to nowa osada na miejscu starej? co się stało ze starą?- zadał pytanie jorowi. Gog zaniepokoił się ze coś strasznego mogło się stać ze starą osadą. Chyba sie jeszcze raz zastanowi zanim spróbuje tam się osiedlić.
- Nie znamy się! Nie mów do mnie po imieniu! - warknął jor w odpowiedzi.
- Daj spokój Wherothwar! - podjął za to Ted - Powiedz o co chodzi z tą nową osadą!
Jor najwyraźniej chwile zastanawiał się nad czymś albo brał wybitnie dużego łyka.
- Wioska jest graniczną więc była wcześniej atakowana. No więc koledzy orkowie... - zniżył głos najwyraźniej po to żeby nie słyszała go "przednia straż " - Koledzy orkowie, albo elfy. Nie chyba orkowie. Tak orkowie, bo elfy to krasnoludy biły. To koledzy orkowie atakowali często. A przecież to wieś była... Wieś? Czy osada? Nie, wieś. No to orkowie wpadli, zrobili burdel jakich mało i z tych kilku bud powstał obóz. Ludzie... Ludzie? Ano tak ludzie, bo to przecież Królestwo. No to ludzie nie kazali długo czekać i wpierdolili im się w te budy i wyjebali tych orków. Orków? Tak, tak o orkach mówiłem. No to wyjebali orków i ponieśli znów oświatę na północ. Swoją drogą niezły tekst. No ale chuj, że wioska była oswobodzona jak nikt nie chciał tam przyleźć? No ale znalazł się jakiś kiep, co pomyślał, że skoro stoi to osamotnione i nikt się o to nie prosi to można by sobie zabrać. No i polazł tam z kilkoma idiotami i odbudowali to co tam jeszcze stało. Facet... Facet? A tak facet. Facet z racji, że to wymyślił ogłosił się panem na włości, a nikt nie oponował. No i od jakiegoś czasu stoi tam ta wieś... - jor miał wciąż opowiadać ale przerwał mu Ted.
- Tyle chcieliśmy wiedzieć! - prawie krzyknął handlarz
- Dobra! - odrzekł jor i znów zabrał się za piwo.
- Nie wiem jak Ciebie, ale ja jak go zbyt długo słucham to mnie łeb napierdala. - szepnął po chwili do Lipki handlarz i wziął łyka ze swojego kufla.
-Przepraszam- powiedział do jora gdy ten na niego nakrzyczał, a gdy tragarz szepnął do niego ten odszeptał - Jorowie tak mają, muszą jakoś pożytkować energie, a ten tu tak cały czas powozi. Znam jednego jora, ale on strasznie kurwował ale to chyba od zbyt ekstremalnego trybu życia- podsumował Kalif.
- W sumie powinien robić coś ciekawszego... - kontynuował szeptem Ted - Ale co ja mam mu do cholery kazać robić? Wiem, ja mógłbym powozić, ale on wtedy siedziałby bezczynnie. Zresztą on się tam chyba najlepiej czuje... - orzekł po czym zamyślił się - Aa... Bo ja Ci jeszcze nie mówiłem! Domyśliłbyś się, że on jest łowcą? Kurwa mać! W życiu chuja z łukiem nie widziałem, a on się zarzeka, że jest łowcą. Ale jak z nim trochę posiedzieć to to da się zobaczyć. Zwierzęta go inaczej traktują. Zresztą, tak samo on. Ktoś by mu te konie zabił to on by zapierdolił. Jakby musiał to by zatłukł go własną, odciętą nogą. Strasznie jest cięty na te zwierzaki - pociągnął łyka z kufla - A Twój znajomy to kim był? Alfonsem? Hehe! - zarechotał po czym znów napił się piwa - Na pewno nie chcesz kufla?
-No dobra daj- skusił się Kalif a gdy wręczono mu kufel(o ile mu go wręczono) pociągnął łyka i kontynuował- Heh raz był przywódcą raz był ratownikiem spod walącego się szałasu, raz był łowcą wampirów, raz był złodziejem zabytków a teraz? teraz pewnie kogoś morduje hahaha- zaśmiał się- ogólnie był tym "pieprzonym Jorem" którego niewielu chciało by spotkać w ciemnym zaułku- ostatnie zdanie wypowiedział tak poważnie jakby chodziło o sprawy śmierci jego długowiecznej duszy.-Ale miałem tez znajomego drowa i człowieka, słyszałeś może kiedyś o Ethelini? Taka Elficka królowa-magiini. Mogę cię zapewnić że teraz pewnie wiele się zmieni. Niedawno otrzymała ogromną magiczną moc i pewnie jakby tylko chciała rozniosła by całe państwo krasnoludów bądź drowów jednym gestem. Nie wierzysz? Byłeś może w Krag'Sur? Jeśli tak to dodam że to co tam zrobiło takie pobojowisko jest ułamkiem mocy Eli.
Ted wstał i pozwolił sobie odwrócić się tyłem do mówiącego do niego goga i odstawił na najbliższą beczkę swój kufel. Potem zaś dopadł jednego z tych worków, które służyły tu jako "worki do wszystkiego" po czym zaczął w nim grzebać przytakując co jakiś czas z wnętrza.
- Kurwa, gdzie ten pieprzony kufel?! - skomentował koniec poszukiwań, a jednocześnie koniec opowieści Ted. Orientując się jednak jakby w czas o tym, że gog mógłby się poczuć urażony wyjął głowę z wora i rzekł:
- A słyszałem, że jakaś elfia dupka ostatnio odkopała jakieś badziewie - popatrzył na goga - O to Ci chodzi? - zapytał i znów zagłębił się w odmęty worka.
- A o Krag'Sur też słyszałem. - rzekł głucho z wora - Zajebisty rynek poszedł się jebać. Teraz żeby coś sprzedać to trzeba w pizdu po tych górach jeździć. Ehh... - jęknął ze środka. Gog siedział chwilę w zupełnej ciszy przerywanej tylko stukotem kopyt, gdy nagle dało się usłyszeć kolejny odgłos z wora - Jest! Kurwa jest! - zawył Ted po czym wychylił się rozpromieniony. W ręku miał drewniany kufel. Podszedł w kilku krokach do otwartej beczki i nabrał pełny kubek złocistego trunku. W kilku krokach doszedł do goga biorąc przy okazji swoje piwo. - Masz i na zdrowie! - rzekł po czym pociągnął zdrowego łyka.
-Dziękuję- rzekł po czym pił powoli piwo rozkoszując się podróżą. Po chwili ciszy dodał:
-Ta elfia dupka ma klucz do takich skarbów co sie pewnie tobie nawet nie śniły. Nikomu pewnie sie nie śniły. Gdybym tylko mógł się dostać do tego skarbu hmmm wszystko prawie tam jest magiczne, oczywiście mówię o mieście pradawnych Lurtaian. Potężne magiczne istoty- zamyślając sie popił łyk piwa.
Tym razem Ted słuchał goga w pełni popijając co chwilę piwo. Dał sobie i chwilę do namysłu po czym wypalił.
- Lu... Lur... Kurwa! Magicznych Istot? - zapytał - O czym Ty do cholery mówisz?
- Lu... Kurwa! Lurtianie - jęknął jor z przodu - To pierwotne, chociaż... one chyba były drugie. Albo nie. Chuj, no grunt, że były to magiczne istoty co miały wybitnie dużą moc. Mówisz o tej... Lu... Kurwa! Lurtii gogu? - rzekł jor z przodu.
Piwo było tak jak wcześniej, raczej średniej jakości marnego smaku. Dodatkowo teraz wystawionego od jakiegoś czasu na działanie powietrza zwietrzało i straciło swój główny walor - bąbelki. Jakby na zaprzeczenie tego wszystkiego pieniło się jak jasna cholera - Ted pewnie dodawał do tego jakiegoś cholerstwa. Pozostałym pijącym jednak nie przeszkadzało to. Handlarz po chwili wychylił kufel do końca i otarł przedramieniem usta. Jor najwyraźniej też pełen zadowolenia dokończył swój kufel i po chwili w okienku pojawiła się jego szponiasta dłoń, która odłożyła kufel na leżące tam pudełka.
-tak mówię o tej Lurtii- powiedział odpowiedział jorowi. Nie chciał już o tym rozmawiać dlatego uciął ten wątek, a przynajmniej miał taką nadzieje.
Nie chciał przypadkiem powiedzieć słowa za dużo, ponieważ bał się reakcji obydwóch postaci.
Widząc ze Ted dopił swoje piwo Kalif także podpił parę łyków po czym dopił sie do dna i odstawiając kufel odpowiedział krótkie "dziękuje".
- Nie pierdol głupot. Lu... Lurtię niby znalazła? Nie ma chuja. Nie jestem taki głupi - odrzekł jor po czym zapanowała cisza sponsorowana w pełni przez Lipkę. Ten najwyraźniej zamiast przekomarzać się z jorem na temat prawdziwości swoich słów wolał dopić piwo. Wychylił wręcz zręcznie kufel i upił kilka łyków. Smak rozgazowanego piwa nie zachęcał szczególnie do dalszego picia. Gog jednak nie zraził się i wychylił kufel na raz. Spodziewał się sensacji żołądkowych spowodowanych faktem, że wypił zbyt dużą ilość złocistego trunku. Dopiero po chwili przygotowania na wybitnie beknięcie zorientował się, że w napoju nie było gazu.
- Nie ma za co. - odpowiedział Ted patrząc z pewnym zdziwieniem na towarzysza. Wstał po chwili i zebrał wszystkie kubki po czym odstawił je koło otwartej beczki. Nie nabierał piwa do żadnego. - Kurwa - orzekł fachowo.
- Ano kurwa - stwierdził jor.
Gog oddał sie chwilowemu zamyśleniu i przemyślał całą rozmowę po chwili powiedział:
-Opowiem wam historię a czy wy w nią uwierzycie to wasza sprawa. Pewnego dnia los zabłąkał cztery istoty całkowicie odmiennych ras wprost do magicznego miasta Brolm.
Wśród nich byli następująco: Sirion Mroczny Elf, Jor Infernus, Człowiek Asard i Gog Kalif. Każdy z nich był indywidualistą oraz poszukiwaczem przygód. Wcale się nie znali poza Kalifem i Infernusem, którzy znali sie za młodu, choć wcale nie wiedzieli ze aktualnie znajdowali sie w tym samym mieście.
Do Jora podeszła Elfka oferująca mu zarobek, a Jor jak każdy nie pogardzał pieniędzmi. Zadanie było proste miał odebrać szkatułkę co zresztą bez problemu zrobił, ale gdy już wrócił Elfka ta nie żyła. Wcześniej zaś nad nią pochylił się mężny wojownik Asard. Odganiając gapiów zorientował się ze elfka została pchnięta nożem szybko umierała. Jedynie zdążyła mu wręczyć pergamin oraz poleciła znaleźć Jora i mu to pokazać.
Wojownik pośpiesznie poszedł na targ gdzie ów Jor miał przebywać a przypadek chciał żeby podczas odbierania szkatułki spotkał Siriona tak więc Asard Spotkał ich obydwu wręczając pergamin Jorowi który jako jedyny umiał czytać dowiedzieli się że mają iść do Haliery.
Mieli razem udać się na odpoczynek a rano wyruszyć.
Zanim doszli do karczmy zaczepił ich Gog Kalif który rozpoznał dawnego znajomego. Gog jeszcze nie zdradzał zamiaru dołączenia do drużyny lecz obserwował Bohaterów. Gdy ci po naradzie w karczmie udali się do bram aby opuścić miasto ten poszedł za nimi i oficjalnie dołączył do nich przy południowej bramie.
Udali sie w podróż do Haliery. Podczas pierwszej nocy zaatakowali ich bandyci ci który nie zginęli podczas ataku zostali zabici w ich kryjówce którą później odnaleźli. W nocy którą spędzili w kryjówce bandytów zaatakował ich prawdopodobnie wampir chcąc odebrać szkatułkę, Ci z lekkim bólem głowy odparli atak i przepędzili wampira.
Rankiem budynek w którym spali zawalił się, pomógł im wtedy strażnik lasu który dziękował za pozbycie się złych ludzi którzy niszczyli drzewa. W swojej wdzięczności ofiarował im przelot na gryfach wprost do Haliery. Bohaterowie to wykorzystali.
Karczma "pod zatrutym żmijem" w Halierze tam zatrzymali sie na parę dni aby poczekać na Gah'Feleta także Jora który miał nimi dalej pokierować. Gah'Felet nawet w Jorzych gustach był po prostu brzydki i nawet charakterem nie należał do uprzejmych, a miał nimi dowodzić. Drużynie wcale się to nie podobało i nawet spiskowali przeciwko niemu niestety ich plany zawiodły ale o tym później. Musieli wyruszyć po jakieś...jakieś...jakieś rzeczy.
Wiec wyruszyli jedna z nich znajdowała się w obozie orków do którego wkradł sie Gah'Felet kolejna w wielkim pustynnym leju gdzie podczas ucieczki z niego Gah’Feleta i Infernusa zaatakował ich wielki pustynny stwór z ogromnymi mackami przed którymi z ledwością uciekli. Byli już niedaleko samej Lurtii gdy na ogonie pojawił im się Herlos jeden z najpotężniejszych wampirów wraz ze swoim podnóżkiem.
Byli już przy wejściu już otworzyli Lurtie gdy ten ich dopadł. Gah’Felet w obronie chciał przyzwać Ethelini lecz gdy wyrzucił kostkę otwierającą portal Herlos ją podniósł i proceder otwierania portalu nie mógł dość do finalnego skutku. Musieli walczyć. Starali się podstępem, siłą, magią i szybkością lecz żaden z tych sposobów w pojedynkę nie skutkował. Herlos przekształcił się w potężne fizycznie monstrum. Gah’Felet raz prawie poległ lecz szybko Kalif podał mu miksturę leczniczą. Infernusa tymczasem pozbył się podnóżka wampira, podczas gdy Sirion z Asardem zajęli się Herlosem nie czyniąc mu większych krzywd. Niestety pomoc Kalifa nie na długo wystarczyła Gah’Feletowi ten podczas walki został złapany jedna łapą Herlosa za głowę i uniesiony w powietrze nie miał szans a sam wampir sprawnie wgryzł się w szyje Jora oddzielając ciało od tułowia.
Wtedy Infernusa okazał się prawdziwym Bohaterem z poświęceniem wskoczył na kark wampira przebijając jego szyje sztyletem ten zaś wbił mu kolce na plecach z których potem Infernus się śmiał że byli niewidoczne. To poświecenie życia Infernusa zostało właściwie wykorzystane przez towarzyszy. Odzyskując kość teleportu mogli przyzwać Etelini lecz niestety były dwie kości jedna prawdopodobnie należała prowadziła do znajomych Herlosa a druga do Ethelini.
Człowiek wyrzucił obydwie otwierając dwa portale. Z jednego wyszła Ethelini do drugiego wskoczył Herlos. Gdy Ethelini już była razem z Bohaterami. Wskrzesiła Infernusa i wszyscy weszli do podziemnego zaginionego miasta-przepięknej Lurtii. Architektura była tam cudowna ozdabiana bogato wszystkim co najcenniejsze. Ethelini nie o bogactwa chodziło a o moc Lurtian którą zdobyła dzięki rytuałowi.
Gdy rytuał był już w końcowej fazie przybyli Lurtianie którzy byli niezbędni do zakończenia i przejęcia mocy przez Elfkę. Podstępem Lurtianin dał się dotknąć przez białogłową automatycznie kończąc rytuał.
Ethelini z potężną mocą nie musiała się trudzić żeby pokonać Lurtian. Zabijała ich praktycznie gestem lecz nie chciała ich zabijać dlatego też uciekła czym prędzej razem z trójką bohaterów. Kalif pozostał w środku przez swoją chciwość. Uwagę jego przykuła kula Dalekiego Widzenia czyli Lurtiański przedmiot w świecie sorii powszechnie uważany za artefakt.
Dzięki naleganiom towarzyszy Ethelini ponownie otworzyła portal aby wyciągnąć Kalifa. Ten wybiegł czym prędzej i po chwili był już na zewnątrz, bezpieczny i zdrowy. Na koniec Ethelini teleportowała wszystkich powrotem do Brolm. Bohaterowie jak to prawdziwi awanturnicy nie mogli długo być razem dlatego się rozeszli po świecie.
Mieli pełne sakiewki i doskonałe humory po udanej przygodzie na stałe zapisującej się w historii Sorii. Może kiedyś ich drogi znów się zejdą i znów będą walczyć razem jak za dawnych lat- Gdy Kalif skończył tą wyczerpującą wypowiedź westchnął głęboko po czym znów zamyślił się.
- Dobre... W jakiej karczmie to słyszałeś? - rzucił Ted
- Jorowie zawsze byli najodważniejsi! - rzekł za to woźnica. - Pewnie to drowie łajno stało obok i patrzyło jak tamten sę wykrwawia nie? Jorowie zawsze są kurwa najlepsi, mówię Ci. A gog to pewnie padł ze śmiechu i go musiała ta elfia panna też wskrzeszać? Jakbyś kiedyś planował podróżować to tylko z jorem. A ten Asrard wył coś do tych swoich bóstw nie? Nie z jakimiś zasranymi serpensami, nie z pedałkowatymi elfami, a z jorami podróżuj. Z nikim innym!
Ted zwinął się na swoim siedzeniu i począł tłumić śmiech.
- Miałem takiego kumpla. Co się za mojego psa podłożył. I kim on kurwa był? Jorem! Nie z jakimiś zasranymi serpensami, nie z pedałkowatymi elfami!
- No kurwa nie mogę! - jęknął handlarz z załzawionymi oczami.
- O! O! Albo ten... kurwa... jak on miał? Jh'thus! Mag kurwa, niby cwaniaczek, niby taki kurwa szlachcic. A potrafił mi chłop stanąć i pomóc ze spłoszonymi końmi. Mówie Ci! Jorowie najlepsi! - skończył wywód jor, a człek spadł ze swoich worów na ziemię.
- Pierdolony... - zdołał jeszcze wyjęczeć kupiec dławiąc śmiech.
- Czego się tak tłuczecie? - krzyknął za to jor.
-Ja tego nie słyszałem -odpowiedział ze spokojem- ja to po prostu wiem- dopowiedział a następnie słuchał z lekkim uśmieszkiem Chaotycznych wypowiedzi Jora, których raczej za bardzo nie zrozumiał ale niezbyt się tym przejmował.
Wcale nie zdziwił się że handlarz mu nie uwierzył ponieważ jak to opowiadał samemu mu sie nie chciało wierzyć i gdyby nie pamięć o śniakach i ranach pewnie pomyślałby ze to był tylko kolejny głupi sen.
- Taaa... Przyleciał mały ptaszek i Ci napisał na kartce nie? - zapytał człek.
- To był jor, mówię Ci! - jęknął za to woźnica najwyraźniej wybitnie poza tematem.
Ted prychnął i momentalnie zasłonił usta dłonią. Najwyraźniej pite przez całą drogę piwo raczyło uderzyć mu do głowy swymi promilami.
- A tak naprawdę... Znałeś któregoś z tych "dzielnych wojów"? - zapytał po chwili szaleńczego dławienia własnego śmiechu kupiec.
- Ano pewnie jora! - krzyknął woźnica.
-Szczerze mówiąc znalem wszystkich trzech-Odpowiedział pełną powagą zastanawiał się czy dobrze robi ale w końcu w razie napadu mógłby sie obronić.
Westchnął głęboko- cóż ja wam nie mogę niczego udowadniać. Jak myślicie jak długo jeszcze będziemy podróżować do dej wioski?-zapytał z lekką niecierpliwością.
Handlarz wyciągnął przed siebie dłoń i odginając kolejne palce mamrotał coś pod nosem. Gdy skończył powtórzył tę czynność od drugiej strony i popadł w głębokie zastanowienie.
- Przecież było ich czterech do kurwy nędzy! - krzyknął nagle jor ze swojego 'siedziska' z przodu.
- W pełni popieram kolegę! - odrzekł Ted.
Handlarz wstał z worów po czym podszedł do przysłoniętego skórami zakończenia. Odchylił je z jednej strony i wyjrzał na zewnątrz. Pomyślał chwilkę, przekalkulował coś.
- Myślę, że będziemy za jakieś dwie godziny - orzekł po chwili podchodząc już do swoich worków i siadając na nich. - Trzeba zacząć wyglądać na porządnego handlarza, hehe - odrzekł gdy już siadł. Obrzucił całe "pomieszczenie" wzrokiem. Zastanowił się głęboko nad czymś. Znów wstał i podszedł do brzegu wozu
- Może jeszcze chwilkę bądźmy nieodpowiedni - orzekł po czym wyciągnął swój interes i począł szczać na trakt, po którym jechali. Goga zadziwiała niesamowita umiejętność utrzymywania się w pionie na kołyszącym wozie i po spożyciu pokaźnej ilości alkoholu i dodatkowo bez żadnej podpory. To chyba umiejętność zarezerwowana tylko dla wędrownych kupców.
-Hehe uważaj na spodnie-szczerze zaśmiał się Gog. Posiadał wiele powodów do radości. Podróżował bezpiecznie, Ted pokazywał mu "sztuczki" a i pogoda dopisywała. Gog czuł się znakomicie.
- Rozmawiasz z mistrzem lania z wozu! - orzekł Ted - I nie hańb mnie wspominaniem o olaniu sobie spodni! - dokończył po czym roześmiał się w głos. Po chwili znów zabrał się za sznurowanie swoich spodni. Jak na swoje gabaryty robił to równie zręcznie jak lał z wozu.
Doszedł do wora po czym usiadł bez słowa. Popatrzył poważnym wzrokiem na goga, po czym obrzucił cały wóz okiem krytyka.
- No panowie... pełne powaga, tu się handluje, a nie leje z wozu! - orzekł po chwili pewnym głosem. Nie minęło kilka chwil, a już zginął się w opętańczym śmiechu. Zaraz potem do jego jęków dołączył się jor-woźnica. Atmosfera rozluźniła się jeszcze bardziej.
- No. To o co chodzi z tym brakującym czwartym? - rzekł po powstaniu Ted. Na ustach wciąż pozostał mu błogi uśmiech, a co kilka sekund chichotał pod nosem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum