Nagle coś dotarło do Torgina. Skoro są w piekle, to być może natrafi na swych starych kompanów z Krwawego Szczytu. Krasnolud jednak wolał ich nie spotykać. Najprawdopodobniej będą chcieli zemścić się za to co zrobił, wraz z Amokiem.
- Powiedz mi starcze... wiesz gdzie mogę natrafić na którąś z działających tutaj band? Albo możesz mi coś o nich opowiedzieć... - zapytał krasnolud i uśmiechnął się złowrogo. - Która z nich ma największe wpływy?
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Cóż. Sławniejszymi bandami są na pewno ludzie Krwawego Willa albo szajka Quineza lecz niewiele mogę o nich powiedzieć. Cóż może prócz tego że raz spotkałem człowieka Willa. Wtedy to straciłem głowę. Dosłownie. Od tej pory wolę ich raczej unikać. A gdzie ich znaleźć? Cóż jeśli nawet ja mógłbym to wiedzieć z pewnością nie byli by już oni najlepsi. Bandy polują na siebie wzajemnie. Każda chce wyeliminować drugą dlatego nie mają nigdy stałego miejsca pobytu.
Torginowi podobało się tutaj. To było idealne miejsce dla kogoś takiego jak on. Wkrótce zrobi tutaj porządek według własnych reguł. Piekło, paradoksalnie mogłoby stać się dla niego rajem. Miał jednak pewne obawy co do jednego...
- Powiedz mi starcze, czy w tych skrzynkach, można znaleźć czasem wódkę? - zapytał z nadzieją.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- A gdybyś miał wybór. Dać wódkę swojemu psu czy wypić ją co byś wybrał? Tak więc jak myślisz. Piekielne istoty wyżej postawione dostarczą nam kilka flaszek wódki - powiedział szczerząc swoje wpół szczerbate zęby.
Krasnolud musiał obmyślić plan, jak "zabezpieczyć" wódkę w okolicznych skrzynkach. Gdy zdobędzie wódkę, będzie bardzo zadowolony, ze swojego nowego życia. Wpierw jednak potrzebował ubrania. Nie może chodzić z gołym fiutem w poszukiwaniu skrzyń z wódką. Jeśli trafiłby na bandę, godną jego zaufania, ci nie potraktowaliby go poważnie.
A Torgin nienawidził, gdy nie traktowano go poważnie. On zawsze jest śmiertelnie poważny.
- Dobrze stara gnido. - rzekł krasnolud. - Wielkie dzięki za informację. Teraz skrócę twe cierpienia, zamiast śmierci głodowej, zmiażdżę cię jak robaka.
Torgin odrzuca nóż, który trzymał w ręku do tyłu. Błyskawicznie jego obie ręce zaciskają się na szyi starca i krasnolud zaczyna go dusić.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Co... ? - powiedział zaskoczony nagłą reakcją krasnoluda. Nie zdążył jednak dokończyć pytania gdyż z jego ust dobiegał jedynie gardłowy szmer kiedy na jego szyi zacisnęły się potężne ręce krasnoluda. Sekundy desperackiego ratunku upływały powoli. W końcu z gardła starca przestał się wydobywać jakikolwiek odgłos, jego ręce opadły bezwładnie w dół. Jego ciało opadło martwe na ziemię.
Torgin nie przejmował się tym co zrobił przed chwilą. Szybko zaczął ściągać ze starca ubranie, a raczej łachmany jakie miał na sobie. Zawsze zakryją, co nie co. Torgin miał jednak pewne wątpliwości co do tego, czy starzec powiedział mu już wszystko co wiedział. Może było coś jeszcze co powinien wiedzieć...
Tak czy siak, Torgin rozbiera starca i zakłada na siebie jego ubranie. Podnosi też nóż, który wyrzucił przed chwilą. Może mu się przydać.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin założył na siebie łachmany starca. Były nieco ciasnawe w klatce piersiowej i zbyt długie by krasnolud mógł się w nich swobodnie poruszać chyba że skrócił by odpowiednio ich rozmiar. Nie miały również żadnej kieszeni co znaczyło że jeśli Torgin weźmie ze sobą nóż będzie musiał nosić go ciągle w ręce lub wymyślić coś gdzie mógłby go włożyć.
Torgin nie zastanawiał się długo. Ubranie nie mogło ograniczać jego ruchów. Mogłoby to się okazać zgubne w walce. Ważne jest jednak to, że wreszcie nie lata z gołym kutasem. Podczas walki, jakiś sztylet lub miecz, zawsze mógł o niego zawadzić... teraz jest dużo bezpieczniejszy.
Krasnolud wziął nóż i starał się skrócić szaty na dole, tak by pasowały mu na długość. Potem jeszcze raz rozgląda się dookoła, zastanawiając się gdzie teraz iść.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Krasnolud chociaż nie zrobił tego najdokładniej skrócił łachy tak by nie ograniczały jego ruchów. Następnie rozejrzał się wokół... I uświadomił sobie że może teraz sobie pluć w brodę że nie spytał starca gdzie mógłby się udać. Nagle przy miejscu gdzie Torgin odrodził się całkiem niedawno, rozległ się huk. Kiedy krasnolud spojrzał w tamte miejsce ujrzał umięśnioną postać człowieka podnoszącego się z ziemi. Był nagi tak jak nie dawano krasnolud.
Krasnolud przyjrzał się uważnie temu człowiekowi. Wielce żałował, że nie trafiła mu się jakaś naga dziewka, która dopiero co przybyła do piekła. Torgin ruszył w stronę mężczyzny, trzymając nóż w pogotowiu, uważnie go obserwował. Obawiał się, że facet zechce pozbawić go ubrania, tak jak on przed chwilą, pozbawił "dobytku" tego starca.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mężczyzna wstał i rozciągnął się po czym ryknął wściekle. Rozejrzał się wokół a kiedy spostrzegł Torgina ruszył w jego stronę. Jego ciało posiadało porządnie wyrzeźbione mięśnie które nie skąpiły ukazywać ich pracy zwłaszcza kiedy używający ich właściciel mógł się nimi w pełni zaprezentować będąc nagim.
- Dawaj łachy krasnoludzie albo skręcę ci kark - rzucił wściekle po czym spojrzał za siebie w kierunku kamiennego łuku. Następnie wrócił wzrokiem spowrotem na Torgina będąc już około sześciu metrów przed nim - I to migiem.
Torgin uśmiechnął się sadystycznie. Mężczyzna mógł okazać się trudnym przeciwnikiem, ale sprawi to krasnoludowi więcej zabawy... i satysfakcji ze zwycięstwa.
- Grozisz mi? - zapytał Torgin. - Chodź tu człowieku! Zrobię sobie naszyjnik z twoich jaj! Dawaj!
Torgin trzymał mocno nóż w ręku i stanął w pozycji bojowej. Pokazał jeszcze "fucka" przeciwnikowi. Gdy ten tylko podchodzi, natychmiast atakuje go nożem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Już ja ci dam karłowaty śmieciu - warknął po czym rzucił się na Torgina.
Zardzewiały nóż wprawdzie nie był najlepszą bronią jednak zrobił poważną szramę na klatce piersiowej mięśniaka... Na chwilę przed jego ciosem który krasnolud poczuł aż zbyt dobrze na swojej twarzy cofając się o kilka kroków. Przez chwilę go zaćmiło lecz tylko przez chwilę. Nie miał już siły ani wytrzymałości jaką dawał mu Amok. Miał jednak charakter i upór krasnoluda którym był. To musiało wystarczyć.
- Zapłacisz mi za to - powiedział mięśniak patrząc na krew spływającą po jego wyrzeźbionym brzuchu.
- No chodź! - krzyknął krasnolud. - Dawaj, dawaj skurwysynku!
Torgin atakuje zdecydowanie swoim nożem, próbując wsadzić swemu przeciwnikowi nóż prosto w serce. To najlepsze wyjście w takiej sytuacji. Nie przejmował się uderzeniem, tylko zdecydowanie i wytrwale parł do przodu atakując raz po raz.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin atakował nieustannie przeciwnika. Za pierwszym razem chybił otrzymując w zamian dwa silne ciosy w klatkę piersiową, za drugim zaś razem udało mu się wbić zardzewiałe ostrze w podbrzusze przeciwnika zmuszając go do ryku bólu.
- Jesteś trupem śmieciu - powiedział nacierając pięścią po raz kolejny tym razem jednak niecelnie.
Torgin nie dawał przeciwnikowi nawet chwili wytchnienia. Ciągle atakował swym nożem swego wroga, z nadzieją, że ten wkrótce nie wytrzyma tempa walki. Poza tym był już ranny, co zapewne go osłabiło.
Krasnolud atakował, dalej celując w serce. Chciał zatopić swój nóż w jego sercu, Torgin odczuwał jakieś dziwne pragnienie, że chciałby by ciepła krew jego przeciwnika trysnęła na niego, niczym woda z prysznica. Krasnolud przeżyłby wtedy swego rodzaju przyjemność. Czułby, że przeciwnik umiera.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin po raz kolejny ciął nożem kolejny raz pudłując. Nie był przyzwyczajony do walki tak krótką bronią która w niczym nie przypominała jego topora. Dodatkowo krasnolud miał tą nieprzyjemność że ręce przeciwnika lądowały zazwyczaj na wysokości jego głowy gdyż było to najdogodniejsze miejsce do ataku. Tak więc kolejne ciosy wylądowały na jego twarzy z czego jeden wybił mu kilka zębów. Drugi cios Torgina był celny. Krew trysnęła kiedy krasnolud uderzył w okolicy lewego płuca jednak i to zdawało się nie osłabiać zapału przeciwnika szaleńczo miotającego pięściami.
Torgin wypluł zęby na ziemię i ze wściekłością atakował dalej.
Ta zniewaga krwi wymaga. Krasnolud rozjebie mu pysk.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Okrwawione zęby upadły na piekielną ziemię. Krasnolud po raz kolejny pchnął swym nożem otrzymując w międzyczasie kolejne uderzenie w oko. Pewnie wkrótce zsinieje i spuchnie lecz teraz nie było to zbyt istotne. Krasnolud wykonał cięcie. Być może był to efekt precyzji choć znacznie bardziej prawdopodobne że zwykłego farta. Nóż ciął wysoko przecinając tętnicę szyjną przeciwnika. Ten chwycił się za gardło próbując rozpaczliwie tamować krwawienie. Lecz było już za późno. Opadł wpierw na kolana. Torgin pogrążony w szale jednak nie przestawał atakować masakrując jego ciało które po chwili upadło bezwiednie na ziemię.
- Skurwysyn. - Skomentował sytuacje krasnolud, gdy mężczyzna padł martwy. Torgin żałował, że tyle się napracował, a mężczyzna nie miał niczego, co mogło mu się przydać. W końcu był nagi, tak jak on jeszcze przed chwilą.
Tak czy siak był zadowolony. Miał ochotę zobaczyć i poczuć krew tryskającą dookoła z przeciwnika.
Splunął na trupa i rozejrzał się dookoła jeszcze raz. Postanowił, że pójdzie w pierwszą lepsza stronę, która mu się bardziej spodoba.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Kolejny huk rozległ sie w okolicy. Krasnolud już wiedział skąd pochodzi ten dźwięk. Słyszał go już wcześniej więc automatycznie spojrzał w stronę łuku. Stał tam teraz szczupły młody elf o długich blond włosach. Rozejrzał sie a kiedy spostrzegł Torgina i ciało leżące pod jego stopami zaczął biec w jego stronę.
Krasnolud wystawił nóż przed siebie, chcąc zagrozić nim elfowi.
- Stój elfie ścierwo, albo pochlastam cię jak tego tutaj! - rzekł groźnie krasnolud.
Nie miał ochoty toczyć kolejnej walki. Była bez celowa. Może tak mordować do usranej śmierci.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Nie ma na to teraz czasu - warknął elf spoglądając na martwe ciało na ziemi - Ty pokonałeś Balorga? - powiedział po czym obejrzał się w stronę łuku. - Nieważne. Pakuj się do tego budynku - wskazał na ruinę obok - Albo zostań czekając na śmierć. Oni zaraz tu będą. - powiedział po raz kolejny nerwowo odwracając sie - I jeszcze jedno. Jeszcze raz mnie obrazisz a załatwię ci najlepsze tortury w okolicy, przykurczu.
Elf nie czekając na odpowiedź wbiegł do zrujnowanego budynku.
Torgin nie zamierzał zwlekać. Wołał usłuchać rad elfa. Nigdy nie wiadomo jakie jeszcze kurewstwo może z tego wyleźć.
Pobiegł za nim do budynku. Nie oglądał się za siebie. Biegł ile miał sił w nogach. Nóż cały czas trzymał pod ręką.
Torgin nie ufał elfom. Wiedział, że prędzej czy później i tak się pozabijają.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum