Wspomnienia Kawalera Zakonu Światłości
sir Cohena ze Świętego Berła
Paladyna Aesira
I. Kartka Papieru
Nie wiem, doprawdy, co też mi strzeliło do głowy, żeby akurat teraz kupić papier i przybory do pisania. Ha, i to w jakim celu! Żeby spisać własne wspomnienia. Nie to, żebym miał ich jakoś szczególnie wiele – nie mam jeszcze kłopotów z pamięcią. Ot, paradoks.
Losy i dokonania zasłużonych rycerzy Zakonu są wspaniale ubierane w słowa przez specjalnie najętych w tym celu skrybów. Ja, nie ukończywszy nawet pełnego szkolenia i bez ostatecznych święceń, będę swym własnym bohaterem i skrybą.
Dlaczego więc piszę? Może dlatego, że ścieżka, którą podążam wymaga ode mnie poświęceń, nie dając możliwości bliższego związania się z kimkolwiek? Paladyn, darzący kogoś uczuciem – czy to przyjaźnią czy to miłością – jest paladynem posiadającym słabość, która może zostać wykorzystana przeciw niemu. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że nikt nam nie zabrania czuć ani kochać. Sami to robimy. Wszyscy bowiem wiemy, jak to się najczęściej kończy. Siły, przeciwko którym występujemy, są bezwzględne i bezlitosne. Nawet przez chwilę nie będą się wahać przed zaatakowaniem najbliższych paladyna, by tylko złamać jego samego. Wiem to.
Ale mam tylko dziewiętnaście lat. I muszę się jakoś wygadać.
Tę kartkę, kupioną nieco z przypadku, zostawiam gdzieś, na dnie plecaka. Tak, na dobry początek.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Każda historia ma swój początek. Ta zapewne też. Zacząć właściwie wypadałoby od stwierdzenia, że Cohen to nie jest moje prawdziwe imię. Owego nie ma w zasadzie potrzeby przypominać, ale fakt pozostaje faktem i należy go odnotować. Cohenem zostałem już po przyjęciu do Zakonu. Zerwawszy z dawnym życiem, zacząłem zupełnie nowe, jako ktoś absolutnie inny. Właściwie z dawnym życiem wiązało mnie tylko imię – nic poza nim już mi nie pozostało. Teraz nie mam nawet jego.
Wychowałem się w małej wiosce, jakich pełno na pograniczu Ziem Niczyich i Królestwa. W towarzystwie ojca, matki, siostry i całej masy rozbrykanych dzieci czas mijał szalenie spokojnie. Teraz, z perspektywy czasu ciężko jest mi powiedzieć cokolwiek o tych pierwszych sześciu latach mojego życia. Bardziej nawet niż konkretne zdarzenia pamiętam poszczególne „obrazy”, dźwięki, zapachy i uczucia.
Czego jednak można się spodziewać po dzieciństwie spędzonym na wsi?
***
Było ciepło. Świerszcze grały swoją symfonię gdzieś, w wysokich trawach. Zapach zieleni, rozgrzanego powietrza i słodkiego lenistwa upajał, kołysał. Słońce zachodziło już, płomienną kulą podpalając wierzchołki drzew. Siedzący nad brzegiem strumienia chłopiec nie ruszał się, zdawał się drzemać, pogrążony w letargu, leniwie burząc patykiem spokojną wodę.
Głos. Najdroższy głos.
- ….! Gdzie jesteś? Miałeś ich pilnować! Znowu świnie zorały nam ogródek! …! Gdzie jesteś?
No tak. Zamyślił się. Jak zwykle.
- Już idę, mamo.
***
Jedyną lokalną atrakcją był targ, organizowany z wielką pompą dwa razy do roku w pobliskim miasteczku. Niestety, z racji wieku nie zabrano mnie na niego ani razu. Przywożono mi za to w ramach rekompensaty różne słodkości, ale zawsze w dniu targowym zaszywałem się gdzieś nad swoim strumieniem, zły na cały świat. Choć bywały takie chwile, kiedy to właśnie cały świat czasami zawitał do mojej wioski.
Od czasu do czasu stary, wędrowny dziad – bajarz zatrzymywał się u nas na dzień lub dwa. Życie dla wszystkich mi podobnych dzieciaków zatrzymywało się wtedy w miejscu. Teraz pusty śmiech mnie ogarnia, jak pomyślę, ile emocji budziły we mnie jego historie. Opowiedziane za talerz zupy i michę byle strawy, za kufel piwa, nie miały nic a nic wspólnego z rzeczywistością. Potężni magowie, wojownicy, potwory i artefakty o niesamowitych właściwościach. Paliły wyobraźnię, nie pozwalały w nocy zasnąć, fascynowały.
I budziły żal, że życie chłopca na wsi jest takie nudne.
***
- Dlaczego żyjemy na wsi?
Mężczyzna przerwał pracę. Podniósł się z wysiłkiem prostując zgarbione plecy, otarł pot z czoła. W jego oczach było coś, czego chłopiec nie potrafił rozgryźć.
- A skąd to pytanie?
- Dziad opowiada o tylu miejscach, postaciach.. jest tyle wspaniałości na świecie, tyle możliwości, przygód, skarbów – padła szczera, dziecięca odpowiedź – więc dlaczego zamieszkałeś na wsi a nie wyruszyłeś na poszukiwanie przygód?
- Uważasz poszukiwanie przygód za rzecz ciekawszą, lepszą od życia na roli?
Chłopiec zmieszał się wyraźnie. Tymczasem mężczyzna wyraźnie oburzył się. Zaczął mówić bardzo szybko, jakby te słowa już od dawna się w nim zbierały. Mówił jednak wyraźnie i czysto, bez tego denerwującego „gwarowania” tak typowego dla mieszkańców wsi. Zawsze wyróżniało w okolicy. Nigdy nie mówił gwarą. Pracował uczciwie za dwóch, był solidnym gospodarzem i ojcem. Ale tego ukryć nie zdołał - od razu dało się poznać, że nie zawsze orał ziemię.
- Powiem ci coś, choć pewnie tego nie zapamiętasz. Jestem pewien, że kiedyś sam to odkryjesz. Życie jest wędrówką, ale nie można wędrować bez końca. Kiedyś przychodzi moment, kiedy trzeba odnaleźć własne miejsce na świecie. Głupcem jest ten, który po prostu idzie przed siebie, bez wyraźnego celu. Przygody? Fascynują, lecz ostatecznie przynoszą wątpliwości i żal. Skarby? Równie łatwo je zyskać, co stracić, a nierzadko cena ich zdobycia jest zbyt wysoka. Sława? Ludzie równie szybko wynoszą na trony, co z nich zrzucają. Towarzysze, przyjaźń, drużyna? Równie trudno znaleźć oddanych ludzi, co diament w wychodku, synu. Weź swoich najlepszych przyjaciół i zamknij ich na tydzień w jednym pomieszczeniu bez jedzenia.. wtedy zobaczysz, kim naprawdę są.
Długa przemowa zmęczyła go wyraźnie, chwile odpoczywał, zanim powiedział więcej.
- Są rzeczy, które są cenniejsze od wszelkich skarbów, zaszczytów i przygód tego świata. I oby dane było ci kiedyś odkryć tę samą prawdę, synu. A teraz do pracy, nie mamy całego dnia!
***
Mama wiecznie zapracowana, pachnąca słońcem, suszonymi warzywami i pracą. Ojciec, ogorzały na twarzy z wielkimi jak u galernika rękoma i barkami. Siostra… hmm, wstyd przyznać, ale teraz nie jestem w stanie nawet przypomnieć sobie jak wyglądała. Nigdy nie miałem z nią dobrego kontaktu. Owszem, opiekowała się mną – jak to starsza siostra – ale niemal nigdy z nią nie rozmawiałem. Teraz tego żałuję.
Podobno oczy mam po matce.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
(w tym miejscu charakter pisma staje się nieco inny, jakby bardziej, nienaturalnie wręcz staranny. Końce każdego niemal wyrazu i zdań są wyraźnie zaakcentowane „kropkami” atramentu, jakby piszący po każdym wyrazie zastanawiał się, co dalej napisać)
Później mi mówiono, że to były niespokojne czasy. Byłem tylko dzieciakiem, niewiele teraz pamiętam z tego okresu. Ale nawet ja musiałem zauważyć, że żyło się gorzej i trudniej niż do tej pory. W wiosce częściej można było zauważyć uzbrojonych ludzi, którzy ciężko bronionymi karawanami wozów wywozili płody rolne w niewiadomym kierunku. Starsi ludzie stali się bardziej mrukliwi małomówni, zasłuchani w swe własne ponure myśli, lęki i obawy. Teraz wiem, że był to okres nieustannych przygranicznych starć między Królestwem a orczymi Hordami. Tak jak teraz orki regularnie walczą ze Srebrnymi Elfami (miałem nawet niedawno okazję rozmawiać z kimś, kto był świadkiem oblężenia Seildaru), tak w czasach mego dzieciństwa, Plemiona podchodziły do bram ludzkich miast.
Wtedy jednak niewiele z tych wieści docierało do mnie i do innych dzieci. Po prostu w naszym świecie nie było miejsca na wojny inne niż te podczas zabaw. Niestety, w prawdziwych wojnach było miejsce dla nas.
Dla mnie ważniejszym był fakt, że nareszcie skończyłem magiczną barierę sześciu lat i powoli przestawano traktować mnie jak zupełnego oseska a zaczęto powierzać nieco bardziej odpowiedzialne zadania na roli. W życiu bym nie pomyślał, że dzień, kiedy po raz pierwszy pójdę na odległe pastwisko pomagać przy naszym stadzie, będzie ostatnim, jaki spędzę w rodzinnej wiosce.
***
Ojciec usiadł ciężko nieopodal. Płomienie trzaskającego ogniska oświetlały sylwetki dwóch mężczyzn i chłopca. Była noc. Cała polana na której obozowali grała symfonią świerszczy i odgłosami stada bydła.
- Do rana powinien być spokój – rzekł – Kilan i Deren powinni dać sobie radę. Wy się zdrzemnijcie.
Chłopiec otulił się szczelniej kocem. Noc była chłodna. Rozmowie dorosłych przysłuchiwał się z wielką uwagą, choć niezbyt rozumiał, o czym tak naprawdę mówią. I tak prawdę mówiąc, więcej uwagi poświęcał słodkiemu jabłku, które podwędził przed wyruszeniem z domu z pobliskiego sadu. Wioska była znana ze znakomitych jabłek i win z nich wyrabianych.
- Widziano całkiem spory oddział przedwczoraj niedaleko Ilmathis – rzekł niepewnie i z wyraźną obawą w głosie drugi z mężczyzn, Bron.
- Nie sądzę, żeby podeszli tak blisko. Od wioski do najbliższego posterunku są zaledwie dwie godziny drogi – spokojnie odparł ojciec.
Ton jego głosu pomagał się uspokoić, zapewniał o własnym bezpieczeństwie. Przy ojcu nic złego nie mogło się stać.
***
Ojciec nie miał racji. Orkowie przyszli tej nocy. Bezczelnie, pod samym okiem straży przygranicznej. Bezczelnie i bezlitośnie. Pewni siebie i pewni swojego celu. Dla nich to była kolejna wioska. Bogata, dobrze prosperująca, słabo broniona. Dla mnie to było całe życie. Nie pisze się o tym przyjemnie teraz, po latach. Przez całe życie utrzymywałem w sobie swego rodzaju 'blokadę', zakazującą mi przywoływania jakichkolwiek wspomnień z tamtego okresu. Tłumiłem w sobie poczucie winy, że przeżyłem, podczas gdy niemal cała moja rodzina, znajomi i mieszkańcy wioski nie mieli tego szczęścia. Wiele razy wydawało mi się, że rozpoznaję jakieś znajome twarze na ulicy... Nie można jednak wiecznie żyć przeszłością. Teraz jestem Cohenem... nie wolno mi zapomnieć o tym, co się działo, ale głupcem jest ten, kto wciąż ogląda się za siebie, nie patrząc w przyszłość. Jestem paladynem.
***
Ręka, którą ktoś położył mu na twarzy, była szorstka, silna i wielka. Obudził się gwałtownie, chcąc się wyrwać. Mocny uścisk powstrzymał go przed krzykiem i ucieczką.
- Zostań tu – szept ojca tonem nie znoszącym absolutnie żadnego sprzeciwu – cokolwiek by się nie działo, cokolwiek byś nie usłyszał, zostań tu. Jeśli tu przyjdą, uciekaj. Zostaw stado i uciekaj.
Ostatni uścisk mocarnych ramion i szorstki pocałunek na czole.
- I pamiętaj, że cię kocham – po chwili wszyscy mężczyźni z polanki biegiem ruszyli w niewiadomym kierunku.
Dłuższą chwilę trwało, zanim chłopiec zrozumiał, że biegli w stronę wioski. Zanim zrozumiał, że to, co początkowo wziął za łunę poranka było łuną pożaru. Zanim usłyszał.
Krzyk. Krzyki. Dziesiątki krzyków. Te wysokie, te piskliwe, te paniczne, te urwane, te szlochające, te kobiece, te dziecięce i te należące do mężczyzn. Te wyrażające bezgraniczny strach, te pełne wściekłości jak i te, jakie ludzie wydają z siebie na chwilę przed śmiercią. Wszystkie, wznoszące się ponad wioskę, rozlewające się po okolicy falą chłodnego, obezwładniającego strachu. Zlewające się w jeden, bezosobowy krzyk.
Chłopiec szlochał. Płakał, zakrywszy się kocem i przycisnąwszy z całych sił zaciśnięte pięści do uszu, również krzyczał, chcąc zagłuszyć tamte krzyki. Nie zdołał.
Trwało to długo. Jak zawsze.
Spłoszone stado uciekło.
Nad ranem wrócił tylko ojciec. Ponury, milczący, osmalony i brudny na twarzy, w ubraniu pokrwawionym w kilku miejscach. Nie odpowiedział na żadne z pytań.
Po południu dotarli do strażnicy. Tam dostali jeść, nieco ubrań i mieszek z drobną sumą. Dowódca strażników z wyraźną troską patrzył na chłopca. Chciałby jeszcze pomóc, mówił. Chciałby coś zrobić, ale nie może. Sam ma ograniczone fundusze, tłumaczył. Nie może zajmować się uchodźcami, nie jest jakimś Zakonem, tylko żołnierzem, usprawiedliwiał się.
Odpowiedziało mu tylko milczenie.
***
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum