TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Pythonius
2007-08-19, 16:07
Wieczny Ogień
Autor Wiadomość
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-26, 00:25   Wieczny Ogień

Po rozstaniu ze swymi towarzyszami Bohater tej opowieści nie mając innego zajęcia wyruszył na południowe krańce Księżycowego Lasu. Ponoć nastały ciężkie dni, w których nie raz i nie dwa przelano krew elfów. Ziemie zostały najechane przez barbarzyńców z równin, a ziomkowie Valandila musieli uciekać w głąb lasu do ukrytych dzięki magii miastom.
Na południu pozostało jednak coś ważnego dla całej rasy, coś o co warto było ryzykować swe życie, by później dać się poznać jako Heros nad Herosami. W jednej ze świątyń płoną wieczny ogień, źródło pamięć o historii całej rasy. Świątynia była ukryta dzięki magii, nie gorzej jak elfie miasta, ale terytorium, gdzie ją postawiono było odcięte od reszty cywilizacji srebrnych elfów przez orki, które zajmowały las i wycinały wiekowe drzewa.
Na południe więc ściągali Bohaterowie, ci młodzi i ci doświadczeni w sprawach. Niektórzy liczyli na sławę, inni na nagrodę, a jeszcze inni chcieli zrobić po prostu coś dla swej nacji. Informacji było jednak niewiele na temat wiecznego ognia i stanu świątyni. Przynajmniej na razie...

Valandil od dwóch dni podróżował na południe ścieżką zwaną 'Opadającym Cieniem'. Trakt ten prowadził na południowy kraniec lasu, gdzie była świątynia, zbudowana ponoć przez pierwsze zamieszkały w tym lesie srebrne elfy. Droga była spokojna. Wysokie na kilkaset metrów drzewa, otulały cieniem okolicę. Było tu spokojnie, może trochę zbyt spokojnie. Celem tej wyprawy Maga Ognia, był obóz jego braci ustawiony niecałe 3 godziny drogi od miejsca gdzie obecnie szedł Śmiałek. Ponoć tam można było zająć się wyprawą na tyły wroga, lub załatwić jakieś inne zadania dla tych, którzy nie chcieli zbytnio ryzykować.
Bohater szedł sobie spokojnie, gdy nagle...

Bohater poczuł lekki wstrząs ziemi. Czuć było to tak, jakby na ziemie spadło coś wielkiego. Epicentrum wstrząsu zdaje się, że dochodziło gdzieś ze wschodu i było całkiem niedaleko.
Gdy tylko wstrząs ustał Bohater usłyszał jakiś potężny ryk potwora, którego nie był w stanie zidentyfikować.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-26, 00:43   

Elf naturalnym odruchem odwrócił się w stronę od której dochodził głos. Valandil był lekko zaskoczony. Ten jakże potężny i przeszywający ryk zwiastował zapewne coś złego.
Ach kłopoty i kłopoty.-powiedział do siebie szeptem mag. Valandil był bardzo głodny wiedzy, ciekawy świata i wszystkiego co się na nim znajdowało, więc bez większego zastanowienia ruszył w stronę hałasu. Ciekawość maga znów zwyciężyła jego strach.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-26, 14:12   

Epicentrum wstrząsu nie było daleko, podobnie jak potwór, który niemiłosiernie ryczał. Bohater w ciągu zaledwie kilku minut dotarł na miejsce biegnąc między wysokimi drzewami. Las w tym miejscu nie był zbyt gęsty, przez co przemieszczanie się od drogi do wybranego celu nie było niczym trudnym.
Valandil był już blisko, czuł nawet w powietrzu zapach unoszącego się pyłu, co mogło świadczyć o tym, że coś dużego uderzyło w ziemię.
Nagle Bohater zatrzymał się, gdyż ujrzał kilka metrów przed sobą na środku wybranej przez siebie drogi 3 postacie w zbrojach. Leżały one na ziemi w bezruchu. Wokół każdej z nich Mag widział ślady krwi, a po kilku sekundach uświadomił sobie, że ciała te zostały wbite z ogromną siłą w ziemię. Każde ciało było do połowy pod ziemią, lub zostało spłaszczone tak, że niewielka jego część wystawała ponad nią.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-26, 15:32   

Widok zmasakrowanych ciał przyprawił maga o mdłości. Powoli zrobił kilka kroków w tył z zamiarem ucieczki jednak nogi odmówiły mu posłuszeństwa.Tak, teraz bał się naprawdę. Po plecach przeszły mu ciarki niczym fala lodowatej wody . Czuł łomotanie serca a krew z niewyobrażalną wściekłością pulsowała mu w tętnicach doprowadzających krew do jego mózgu. Miał uczucie ,że zaraz eksploduje mu głowa.
Valandil stał przez kilka chwil wryty i niezdolny do jakiejkolwiek reakcji.
Musze zobaczyć co to jest. To może zagrażać innym elfom. Ja muszę...-powiedział do siebie półgłosem. Bardzo powoli mimo olbrzymiego strachu, przełamał się i powoli zaczął posuwać się do przodu aby zobaczyć czym jest to wielkie monstrum wgniatające zbrojnych rycerzy w ziemię.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-26, 18:48   

Przechodząc dygoczący się Srebrny Elf zauważył, że odziani w zbroje rycerze to w istocie orki, które najechały jego ziemię. Widać było przy jednym z nich całkiem dobrą kuszą i kołczan bełtów, a przy dwóch topory i tarcze. Tarcze były zniszczone, podobnie jak jeden topór, ale drugi nadawał się wizualnie do użytku.
W oddali widać było leżące wielkie drzewo z rozłożystymi liściastymi gałęziami. Leżało ono, widać świeżo ścięte i zasłaniało to co się za nim znajdywało. Było ono grube na 6 metrów średnicy, a gałęzie po jednej stronie tego drzewa, po prawej patrząc z perspektywy Bohatera, dawały zasłonę z liści i pnączy na wysokość do 15 metrów, przez co maskowało to co z nim było. Zza drzewa słychać było jakiś ruch, kroki masywnego stwora, jakieś słowa jakby od rzucania czarów i krzyki przerażenia jakichś istot.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-26, 19:10   

Mag uważnie przypatrzył się zdruzgotanym ciałom orków.
Macie to na co zasłużyliście-powiedział z widoczną w jego głosie pogardą. Jak każdy księżycowy elf gardził rasa orków uważając ją za gorszą od swojej.
Valandil jeszcze chwile wpatrywał się w ciała po czym podszedł do olbrzymiego drzewa. Jego dusze przeszył gniew i niewyobrażalny smutek.
To drzewo rosło tu tysiące lat a jakaś mizerna istotka żyjąca zaledwie zaledwie kilka chwil ośmieliła sie go pozbawić życia.
-powiedział ze smutkiem mag. Jego strach ustąpił jak mgła rozmieciona żwawym powiewem południowego wiatru
Elf podszedł do ściętego drzewa. Uważnie je obejrzał i postanowił wspiąć sie po jego konarach na pień. W razie czego miał line więc nie powinno być problemu.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-26, 20:57   

Gdy tylko Valandil zbliżał się do drzewa miał pewność, że za nim dzieje się coś interesującego. Z bliska wyglądało na to, jakby drzewo gdzieś na wysokości 3 - 4 metrów zostało przełamane jakąś gigantyczną siłą. Po swej lewej stronie Bohater widział jeszcze zakorzenioną część tego drzewa. Wyglądało to tak, jakby kilka potężnych uderzeń powaliło drzewo, ale do kogo należały?
Bohater wspinał się na drzewo, gdy w pewnej chwili poczuł uderzenie i spadł. Przez chwilę nie wiedział co się stało, lecz po sekundzie uświadomił sobie, że coś uderzyło w drzewo po drugiej stronie z taką siłą, że te przesunęło się o kilkanaście centymetrów. Nie było to wiele, ale wystarczyło, aby zrzucić skutecznie wspinającego się po drzewie Bohatera. Ten nie odniósł żadnych obrażeń, lecz gdy jego wzrok powędrował w górę zauważył on przelatującego kilka metrów nad tym drzewem orka zakutego w pancerz. Wzrok powędrował za lecącym ciałem, które uderzyło w inne drzewo i nabiło się na gałęzie. Ciało zostało przebite i zawisło 2, może 3 metry na ziemią. Z ciała zaczęły sączyć się krople krwi.
"To chyba już wszyscy." Usłyszał Valandil mowę we własnym języku.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-26, 22:14   

Moja ... no nie ważne , trzeba spróbować inaczej.-powiedział do siebie mag.
Ciekawość Valandila osiągnęła zenit. Ponadto kiedy usłyszał słowa w swoim ojczystym języku ogarnęło go dziwne przekonanie że nic mu tu nie grozi. Mógł się jednak mylić.
Mag zdecydował że obejdzie wielkie drzewo od strony korzenia. Dość szybkim truchtem kierował się w jego stronę gdy nagle:
Istoto władająca najświętszą mową rasy księżycowych elfów ukaż się i ujawnij swe zamiary. Wzywa cię Valandil, mag i księżycowy elf w służbie swojej ojczyźnie. -krzyknął mag dumnym i władczym głosem. Po chwili jednak zaczął żałować swojej decyzji.
Tak zna twoja mowę walczy z orkami więc na pewno będzie twoim przyjacielem. Valandil ty głupcze!-pomyślał mag. Na jego skroniach i czole pojawiły sie kropelki potu. Nastała cisza. Niepewna cisza.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-27, 22:42   

Valandil przemówił, nim jeszcze ujrzał to co znajduje się za drzewem.
Bohater wyszedł zza powalonego drzewa i wtedy ujrzał wielkiego na 12 metrów stwora o skórze koloru granitu. Jego długi język niczym u węża i złote świecące oczy w liczbie trzech par budziły grozę. Na pewno byłby on w stanie w ciągu chwili rozszarpać swymi pazurami Bohatera. Valandil przyjrzał się istocie. Nie był to mieszkaniec lasu, a jakiś przyzwany stwór nie wiadomo z jakiego świata. Bohater spuścił wzrok i ujrzał 2 srebrne elfy w białych szatach. Jeden z nich miał ręce wolne, a drugi trzymał jakiś dziwny obiekt, któremu Bohater nie był w stanie się przyjrzeć.
Nim któryś z elfów przemówił Bohater dostrzegł jak zza drzewa w ich kierunku jakiś ork kieruje swą kuszą. Oni skupili wzrok na Bohaterze, stwór także, a napastnik z kuszą stał poza polem widzenia. W takich chwilach można albo działać, albo stać i patrzeć. Srebrny Elf wiedział, że coś się za chwilę stanie.

Magiczne Bestia.jpg
Plik ściągnięto 14541 raz(y) 4,52 KB

 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-27, 22:53   

Ach znowu te ohydne orki.Trzeba szybko działać. -pomyślał mag.
Valandil szybko wymówił formułę zaklęcia Flara i cisnął nim w celującego orka.
Kryć się! Kusznik!-zawołał w ułamek sekundy potem.
Obym nie spudłował -szepnął do siebie elf.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-27, 23:11   

Zaklęcie zostało rzucone. Ognisty pocisk wpierw jakby uśpiony przeszył powietrze lecąc w kierunku orka. Gdy tylko się do niego zbliżył delikatnie się rozszerzył. Valandil miał wprawę w rzucaniu czarów, ale nie udało mu się tym zaklęciem trafić we wroga. Pocisk uderzył w drzewo obok którego stał ork i natychmiast po uderzeniu rozprysł się na wiele iskier.
Pocisk z kuszy właśnie w tym momencie wyleciał w kierunku Srebrnych Elfów... ale czy dokładnie? Valandil widział, jak przeszył on powietrze i przeleciał on gdzieś ponad Elfami, nie dotykając ich, ani ich potwora. Wnet jeden z elfów, ten który nie trzymał przedmiotu w dłoniach, skrzyżował ręce i nie wypowiadając żadnego słowa rzucił jakiś czar. Rzucał on czary tak szybko jak Valandil, widać miał taki sam talent w tym jak Bohater. Ciało orka zostało przebite dziesiątkami cierni, które wyrosły z jego skóry. Stwór zaczął krzyczeć, a gdy skończył był już martwy...

"Ha! O mały włos." Powiedział pierwszy z elfów. "Dzięki ci Valandilu za pomoc." Dodał po chwili.
Nim się Bohater obejrzał w jego kierunku szedł elf, który rzucił przed chwilą zaklęcie.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-27, 23:21   

Mag poczuł lekkie zawstydzenie i niedosyt za sprawą chybionego celu.
Musze nad tym popracować!! -powtarzał w myślach mag.
Valandil porzucił jednak rozczulania i postanowił grzecznie przywitać sie z przedstawicielem swojej rasy:
Niech będą pochwalone przenajświętsze i wieczne lasy księżycowych elfów. Chwała walczącym z orczym najeźdźcą.-powiedział i lekko skłonił głowę.Po chwili wyprostował kark i czekał na idącego elfa.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-27, 23:38   

"Niech srebrny blask księżyca rozjaśni twe serce w tych ciężkich dniach Valandilu. Jestem Aerchon Eleamaris, a ten oto brat nasz to Serion Nah'Aelias." Przedstawił siebie i swego towarzysza Elf. "Jesteśmy kapłanami księżyca ze świątyni, która to znalazła się za linią wroga. Czy mogę znać Twe zamiary panie?" Zapytał niespodziewanie elf. "Jesteśmy kapłanami, a nie wędrowcami, obce są nam podróże, a ochrona na szlaku, którym kroczymy jest solidna, choć niezbyt bystra." Elf wskazał na stwora. "Czy może twe usługi są do wynajęcia?"
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-27, 23:51   

Podążam do naszego obozu który ponoć znajduje się niedaleko -powiedział spokojnie Valandil po czym zaczął ponownie:
Serce raduje mi sie na widok przyjaciół. Jestem niezmiernie zaszczycony mogąc rozmawiać z kapłanami księżyca. Moim zamiarem było dotarcie do obozu i zgłoszenie sie do ekspedycji mającej na celu uratowanie naszego najświętszego wiecznego ognia. Zawsze pragnąłem służyć naszej nacji i dbać o jej potęgę. W chwili tak wielkiego zagrożenia jakim są Ci przeklęci barbarzyńcy pragnę oddać się do waszych usług.-powiedział elf.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-28, 00:02   

"Oferta sama padła widzę." Powiedział Serion, a stojący obok Valandila Aerchon lekko się ukłonił. "Tak się składa, iż sami otrzymaliśmy zadanie, które obecnie wykonujemy. Czy zechciałbyś towarzyszyć nam w drodze do miasta Sallenael?" Zapytał elf, a Valandil poczuł jakby śnił. To trochę odbiegało od normy. Właśnie co spotkał dwóch elfów podających się za kapłanów, którym towarzyszył wielki stwór, którego imię pewnie znane było w jakimś innym wymiarze. Od pierwszego słowa już zaczęli oni ufać nieznajomemu, jakim był dla nich Valandil. Teraz zaś kapłani ci oferują Bohaterowi, aby towarzyszył im w podroży do miasta oddalonego o kilka dni drogi.
"Odbędzie się tam wiec, na którym nie może zabraknąć... tego." Wskazał na przedmiot trzymany przez Seriona. Teraz Bohater przyjrzał się temu. Była to zamknięta lampa wysoka na 50 centymetrów i szeroka na dwadzieścia, może trochę więcej centymetrów. Miała ona cylindryczny kształt. Wykonana z niebieskiego szkła, była u swego spodu i szczytu zwieńczona w sumie sześcioma ślimakami, które stanowiły coś w rodzaju podstawy jak w klepsydrze. W środku tego przedmiotu coś się paliło. Gdy tylko Valandil uświadomił sobie, że jest to ogień, wiedział już cóż to jest za płomień i jakie jest jego znaczenie.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-28, 00:11   

Mag długo sie nie zastanawiał.Oczywiście.Zrobię co w mojej mocy aby ogień dotarł bezpiecznie do Sallenael -powiedział stanowczym głosem. Valandil czuł się jak superbohater, wielki heros znany na całym świecie. Wielki zaszczyt który spotkał młodego czarodzieja był dla niego jedna z piękniejszych chwil w jego jakże marnym żywocie.
Możemy ruszać. Nie traćmy czasu!!-powiedział ciesząc sie niczym małe dziecko które dostało od mamy słodkiego cukierka.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-28, 00:24   

"Cieszy mnie twój zapał bracie, zaiste nie będziemy marnowali czasu, ruszymy od razu. Serion." Elf zawołał na swego towarzysza i ruszył gdzieś na północ z wolna. Na twarzy tego elfa pojawił się dziwny uśmiech, gdy się odwrócił. Valandil widział w tym uśmiechu radość, taką jakby Aerchon spadł z serca wielki ciężar. "Selene'he." Powiedział w nieznanym Valandilowi języku, a wielki stwór niczym tresowany ruszył śladem za Aerchonem. Stwór ten musiał był potężny, gdyż to zapewne on powalił drzewo.
Bohater nie będąc teraz skupionym na swych braciach rozejrzał się i dojrzał, że pod drzewem leżą zmiażdżone ciała orków. Na pewno można byłoby wziąć od nich jakieś łupy, ale nie było na to czasu. Serion podszedł do Valandila i rzekł skromie: "Przynajmniej będziesz jakimś towarzystwem." Uśmiechnął się sympatycznie. Oba elfy były ubrane w niemalże takie same szaty. Długie zaczynające się na ramionach, a kończące w połowie piszczeli. Srebrno-zielone z bielą. Nie były to najlepsze stroje do podróży zdaniem Bohatera. Elfy nie posiadały także żadnych bagaży, ani plecaków podróżnych, a jedynie bukłaki z wodą.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-07-28, 00:34   

Mag szedł powoli rozmyślając o całym zajściu.Czuł się wspaniale. Nawet widmo długiej podróży nie zmniejszyło zapału elfa. W momencie kiedy Valandil pomyślał o dalekiej podróży nasunęła mu sie pewna myśl. Dlaczego kapłani nie mają ekwipunku. Bez jedzenia ciepłych kocy podróż wydaje sie prawie niemożliwa.
Przepraszam że pytam ale pewna myśl nie daje mi spokoju. Udając się w daleką podróż zapewne trzeba coś jeść, a noce o tej porze roku są dość zimne więc przydałby się ciepły koc chroniący przed chłodem. Jednak nie widzę abyście posiadali podobny ekwipunek-powiedział niepewnie mag.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-07-28, 00:44   

Uwaga Bohatera była słuszna, gdy tylko Aerchon ją usłyszał powiedział "Ha!" I podniósł prawą dłoń w geście jakby był jakimś nauczycielem w gildii. "Słuszna uwaga Valandilu." Przznał rację Bohaterowi. "Rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste. Jeżeli jest się magiem i zna się odpowiednie zaklęcia, nie trzeba ze sobą dźwigać ekwipunku. Można go mieć ukrytego w przestrzeni astralnej w specjalnych sakwach, lub co nieraz wygodniejsze wyczarować go. Jeżeli poczekasz do wieczora, chętnie wyczaruję dla ciebie wygodnie miejsce do spania, a Serion zajmie się dla nas kolacją." - Oczywiście." Dodał Serion. "Tylko weź pod uwagę Aerchonie, że nie każdemu smakuje to co sam wyczaruję. Faktem jest, iż zaklęcie jakie znam pozwala stworzyć takie samo jadło jakie ja sam jadłem w ciągu roku i jednego dnia od chwili, kiedy to rzucam zaklęcie." Powiedział bez przechwałek Serion.
Aerchon szedł na przedzie, a Serion i Valandil kilka kroków za nim. Za całą gromadką podążał wielki stwór, którego Bohater nawet nie umiał nazwać.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-08-01, 09:41   

Przez chwile czuł sie głupio że poruszył temat ekwipunku. Widocznie jego towarzysze byli bardzo potężni co ogromnie fascynowało maga. Ponadto wyróżniali się skromnością i życzliwością więc Valandil szybko ich polubił.
Podróż mijała spokojnie więc było dużo czasu na rozmowę:
Ten stwór... to bardzo niebezpieczne stworzenie. Czy możecie mi powiedzieć o nim coś więcej. Jestem dopiero początkującym czarodziejem więc takie dziwy nie są mi jeszcze znane.-powiedział powoli i z uśmiechem Valkandil .
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-08-01, 14:27   

Na rozmowę było dużo czasu, nie zapowiadało się, aby postój nastąpił szybko. Pytanie jednak o stwora jednak nie było chyba zbyt oczekiwane przez Aerchona, ani przez Serion. Ten ostatni przemówił jednak. "Ten stwór to nasz siłowy ochroniarz. Czy jest niebezpieczny? Raczej nie. Jeżeli się go kontroluje, co nie jest takie trudne, to nie ma szans, aby zrobił cokolwiek złego." Serion zastanowił się przez chwilę. "Myślę, że minie trochę czasu, nim uda ci się przywołać takiego stwora. Wiedza o nim więc nie będzie ci na razie potrzebna. Poprzestańmy na tym, że jest to gerrefawar, który nie posiada własnego imienia."
Valandil znał się trochę na magicznych potworach, znał prawdopodobnie nazwy większości bestii, lecz takiej nie słyszał.
"Ha! I oto droga." Powiedział Aerchon wychodząc zza krzaków na drogę, którą jakiś czas temu szedł Bohater. Drużyna wyszła na nią jednak w miejscu znacznie oddalonym na północ, od miejsca gdzie Bohater z niej zszedł. "A teraz mała sztuczka." Powiedział Eleamaris i zaczął tkać jakieś zaklęcie. Nucił inkantację i wykonywał skomplikowane ruchy dłońmi. Gdy skończył drobne iskierki otoczyły gerrefawara, który zniknął.
"Tak nie będzie nas widać z daleka." Powiedział on i ruszył na północ.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-08-01, 15:59   

Valandil postanowił o nic już nie pytać. Widocznie kapłani nie życzyli sobie aby zadawano im pytania.
Otoczenie w jakim znajdował sie Valandil dobrze na niego wpływało. W szczególny zachwyt wprowadzały go wielkie drzewa które otaczały go ze wszystkich stron. Młody mag był wesoły i miał wyśmienite samopoczucie. Nie czuł się tak od dawna. Był szczęśliwy i do tego miał ważne zadanie które pozwoli mu zasłużyć się dla rasy księżycowych elfów.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-08-01, 20:39   

Po chwili ruszyli dalej, a Valandil zdał sobie sprawę, że gerrefawar nie zniknął w dokładnym tego słowa znaczeniu, a jedynie stał się niewidzialny. Bohater słyszał jego kroki i widział jakie ślady pozostawiają po nim jego wielkie stopy.
Drużyna wędrowała przez dwie godziny, albo dwie i pół godziny, rachuba czasu nie była ważna wtedy. Przez cały czas padały jakieś zdanie, które mogłyby wyglądać na jakąś rozmowę, lecz ciągle przybywające wątki i kończące się wątki, sprawiły, że były to raczej rzucane na wiatr spostrzeżenia, które niewiele wnosiły do znajomości.
Po upływie mniej więcej dwóch godzin Aerchon zatrzymał się i wskazał miejsce postoju. Leżące drzewo z boku drogi. Tam zatrzymała się grupa Elfów.
"Odpocznijmy tutaj, już pora aby nogi nasze doznały spokoju. Serionie możesz wyczarować coś dobrego do jedzenia?" - Mogę, ale wolę nie marnować swej energii magicznej w nadmiarze, wieczorem będę zajmować się czarowaniem na większą skalę. Ee... Valandilu, jakiej to szkoły magii jesteś magiem? Znasz się może na przyzywaniu? Gdybym nauczył cię jak wyczarować żywność, nie musiałbyś dźwigać posiłków." Rzekł Serion. "Odnowię twą manę zaklęciem, wyczaruj obfity posiłek, aby było w czym wybierać." Powiedział Aerchon.
 
 
     
Lukas 
Łowca Skarbów
Lukas



Wiek: 36
Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 409
Skąd: Kielce
Wysłany: 2007-08-01, 20:50   

No cóż moją specjalizacja jest ogień ale gdybyś nauczył mnie tego zaklęcia to z chęcią spróbuję. Może mi sie uda......w każdym razie zawsze warto jest spróbować. To nic nie kosztuje poza moja energia magiczna rzecz jasna.-powiedział mag niepewnym głosem i spojrzał na swoich towarzyszy.
_________________
Valandil
„Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2007-08-01, 23:04   

"Musiałbyś mieć już jakiś bagaż mocy magicznej w zakresie przyzwań. Przynajmniej na średni kręgu wtajemniczeń." - Serionie... czaruj." Ponaglił Seriona Aerchon, a ten wręczył mu przedmiot ognia i odszedł na kilka kroków i zaczął wykreślać na ziemi krąg. "Jak chcesz to przyjrzyj się temu, może zapamiętasz co nieco i..." Uśmiechnął się Serion.
"Valandil spojrzał trochę mimowolnie na Maga, lecz gdy tylko odwrócił wzrok ujrzał jak w odległości 100 - 120 metrów ktoś wychylił się zza drzewa, po czym szybko się za nie schował. Bohater nie wiedział co to za postać, czy to ork, czy elf, ani nie mógł powiedzieć wiele o wyglądzie tej postaci. W każdym razie miał pewność, że coś tam było.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group