Gavrm nie odpowiedział, jeno przeniósł wzrok na przechodzącego przez ścieżkę żuka.
Grupka krasnoludów licząca sobie sześciu członków pochowała bronie i stanęła w zwartym szeregu.
"A nie nic, wzięliśmy was za kogo innego. Nie widzieliście może w okolicy kilku krasnoludów o wyjątkowo paskudnych mordach ? Zapewne przynajmniej jeden miał takie szare gówno przypominające odwróconą górę na piersi."
Gavrm jeno kiwnął głową.
Nagle z krzaków po przeciwnej stronie dało się słyszeć gromkie "Acha !"
Zaraz po tym wyskoczyła z nich grupka krasnoludów, którą bohaterowie mijali nie tak dawno temu.
"Wiedziałem, że z nimi współpracujecie !" rzucił pewnym siebie głosem główny z Granitowych Podbródków. W tym samym momencie jeden z dopiero co spotkanych kransoludów rzekł:
"Doprowadzili ich do nas, są w zmowie z Granitami !"
Takim oto sposobem bohaterowie znaleźli się pomiędzy dwoma zwaśnionymi stronami, z czego każda z nich miała najwyraźniej zarówno Durhama jak i Gavrma za wspólnika przeciwnego klanu.
Gavrm miał niewiele do powiedzenia, jak zwykle zresztą.
Durham natomiast nie posiadał na tyle wysokiej mocy psychicznej, by samą myślą przezwyciężyć śmierć. Ta zaś mogła niedługo nadejść.
"Do walki bracia !"
"Zabić ścierwojady !"
W tym momencie rozpoczęło się istne piekło, przy którym karczemna bójka była jedynie dziecinną zabawą.
Krasnoludy z klanu Żelaznego Kolana ruszyły do ataku z podniesionymi toporami, Granitowe Podbródki natomiast już zamachiwały się by ukrucić bohaterów o głowę.
Durham powtórnie rzekł do Gavrna " Co robimy? Włanczamy się do walki czy może uciekamy?! " po czym chwycił topór w obie ręce i niecierpliwie czekał na to aby uniknąć pierwszego ciosu.
Gavrm jednym zwinnym ruchem wyrwał atakującemu go krasnoludowi topór i powalił oponenta na ziemię. Nie odzywał się, twarz miał spokojną, jakby pogrążoną w transie.
Durham nie miał jednak czasu go obserwować, gdyż sam stał się celem dla kilku toporów. Dwa ataki bohater zdołał uniknąć, jednak to nie wystarczyło. Kolejne dwa ciosy ozdobiły pierś i plecy Durhama głębokimi, bolącymi ranami.
Duhram czuł że nadchodzi jego pierwsza poważna bitwa w której może polec. Lecz niechciał już na samym początku dać za wygraną i zamachną Toporem z całej siły w kierunku syji jednego z przeciwników. Następny cios zadał w nogi 2 kolejnych.
Ostrze jednoręcznego topora przejechało po prawej ręce bohatera jeszcze nim zadał swój cios. Nie przeszkodziło mu to jednak w wyprowadzeniu ataku na szyję przeciwnika. Trafił w pierś, lekko tnąc skórę. Większych obrażeń jednak nie wyrządził.
Durham o dziwo zdołał uniknąć podłużnego cięcia krasnoluda z klanu Granitowych podbródków, jednak nie miał już tyle samo szczęścia z jego kamratem, który dwuręcznym toporem pozostawił nieprzyjemne rozcięcie na prawym przedramieniu bohatera. Jego ręka była już bardzo osłabiona, tak jak on sam. Władanie toporem w tym stanie było znacznie utrudnione, Durham zdołał jednak wbić swój oręż w nogę jednego z oponentów. Ten padł na kolano, jednak daleko mu było do śmierci.
Kolejny dwuręczny topór opadł bezlitośnie na prawą rękę bohatera. Wojownik poczuł złamana kość przebija biceps. Życie zaczynało już uchodzić z jego ciała, jednak jak przystało na krasnoluda nadal trzymał się na nogach.
Durham widząc to co dzeje się do okoła niego nie zważał na złamaną rękę choć ból był nie do zniesienia uniusł ostatkiem sił topór mierząc nim w stronę Krasnoluda który klęczał i zamachem z zagłowy aróbował go zabić wrzeszcząc przy tym do Gavrna " Pomocy Gavrn!! pomocy!!"
W głowie kotłowała się mu myśl o chęci przeżycia takiego cięzkiego starcia z kilkoma Toporami.
Cios topora Durhama opadł ciężko na ramię klęczącego krasnoluda, wbijając się na kilka centymetrów. Twarz przeciwnika wykrzywiła się w bólu. Odtrącił jednak broń bohatera i uniósł się na nogi ponownie.
Ostrza śmigały wokół wojownika, żadne jednak nie zdołało zanurzyć się w jego ciele.
Słowa Durhama rozbrzmiały pośród szczęku broni i jęków rannych. Zamieszanie było jednak zbyt duże by bohater zdołał ocenić jak zareagował na krzyk Gavrm.
Gdy Duhram zobaczył determinację przeciwnika zapragną być równie bohaterski po otrzymaniu takiego ciosu. wiedział jednak , że jego ręka nie wytrzyma zbyt długo więc korzystał z niej jak najwięcej potrafił. urzywacąc silnych ramion bił na oślep aby zadać komuś obrażenia. a w szczególności najbardziej rannej osobie.
Liczył na pomoc od towarzysza do którego zwrócił się o pomoc.
Ręka nie była już kompletnie zdatna do użytku. Dwuręczny topór Durhama nie stanowił już zagrożenia dla jego przeciwników. Bohater był może w stanie zadać cios jedynie jedną ręką, jednak był to cios o niezwykle małej skuteczności. Dodatkowe nadwyrężanie złamanej ręki tylko przysparzało bólu i cierpienia.
Kolejna porcja przeraźliwego bólu uderzyła w okolicach miednicy. Ostrze topora wbiło w bok bohatera, przewracając go na bok impentem uderzenia. Krew wyciekała z rany, nawilżając leśną ścieżkę. Wojownik umierał. Ciało było już nadto uszkodzone, krwi zaś nadto ubyło. Ciemność zasnuła wzrok, zaś cisza okryła całą okolicę. Ból ustępował, wszystko przemijało...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum