„…Cóż z tego,
Że z pola trzeba było zejść? Nie wszystko
Jeszcze stracone; wola nie skruszona,
Wieczna nienawiść, myśl o zemście, także
Śmiałość, co każe, by się nie poddawać
Nigdy i nigdy nie korzyć, na koniec
Nie dać się zdeptać.”
„Raj utracony”, John Milton
Wiał delikatny wiatr od wschodu rozwiewając włosy wojownika stojącego na wieży gildii magów. Odkąd wrócił z komnaty świątynnej męczyły go koszmary, a i za dnia wracały myśli o Elzaddarze. Był już tak blisko pomszczenia śmierci ojca. Zaledwie kilka minut wystarczyłoby mu by dokonać dzieła. Jednak los zdecydował inaczej.
Podczas pobytu w gildii mag Erraxus nauczył Reggirta sztuki pisania i czytania, podczas kiedy większość pozostałych zajmowała się przeszukiwaniem za pomocą magii kryjówki magów na usługach Xervona. Każdego dnia kiedy wojownik pytał o efekty dostawał jedynie negatywną odpowiedź.
Magom udało się także wspólnie ustalić czym był ów tajemniczy czerwony promień który wniknął w mrocznego nekromantę. Po przewertowaniu starych ksiąg z zakresu demonologii odkryli że za dawnych czasów starożytni zmagali się z niezwykle potężnym bękartem piekieł zwanym Sathaar. Jako że posiadał on wielką moc zwycięstwo z nim graniczyło z cudem. Jednak znalazło się siedmiu starożytnych arcymagów - najpotężniejszych w sztuce magii - którym udało się powstrzymać demona. Aby zapobiec jego ponownemu odrodzeniu każdy z nich użył całej swojej mocy by zamknąć każdą część jego ducha osobno. Potężne części pogrzebano w siedmiu grobowcach, obłożono je potężną magią i wzniesiono w tamtych miejscach świątynie aby jej członkowie za wszelką cenę ich strzegli. Minęły stulecia a o demonie zapomniano. Aż do tej pory...
Do wojownika podszedł Aloxer i stając oboki niego wpatrywał się w poranne niebo.
- Wydaje nam się że nasze poszukiwania przyniosły owoc - powiedział po chwili zawieszając wzrok na jednym miejscu na horyzoncie.
Podczas dwutygodniowego pobytu w Broln, Reggirt nieco się zmienił. Oprócz tego, że przyciął sobie nieco włosy, stał się spokojniejszy oraz bardziej opanowany. Przebywanie wśród magów zmieniło również podejście wojownika do magii. Wcześniej nie zauważał, że oprócz niszczycielskiej mocy, umysł ludzki opanował również twórcze aspekty magii. Był wdzięczny Aloxerowi za to, że zapewnił mu małą komnatę na czas poszukiwania znaków o Elzaddarze.
Tego dnia kolejny raz spoglądał z wieży gildii na panoramę miasta. Wycie wiatru zagłuszyło kroki Aloxera, tak więc wojownik nieco się wystraszył gdy usłyszał za sobą głos maga. Jego słowa obudziły nadzieję.
- Mianowicie? - zapytał Reggirt, chcąc poznać więcej szczegółów.
- Kilka dni temu na zachód stąd miał miejsce napad na małą wioskę. Jedyny żywy świadek z którym udało nam się porozmawiać mówił o magu w czarnych szatach w opisie przypominającym szaty nekromantów. Ponoć szukał tam magicznego zwoju, a kiedy nie odnalazł go obrócił całą wioskę w popiół paląc wszystko na swojej drodze. Kiedy tylko się o tym dowiedzieliśmy wysłaliśmy w tamtą okolicę grupkę młodych magów. Odnaleziono całkiem niedaleko od miejsca ich pobytu ruiny od których aż promieniowało od magii śmierci. Nic więcej nie udało nam się ustalić gdyż szkielety które pojawiły sie z znikąd zmusiły magów do odwrotu. Pomyślałem że byłbyś zainteresowany wyprawieniem się tam. Możliwe że kryje się tam Elzaddar. Więc jak Reggircie?
Wojownik z zaciekawieniem słuchał Aloxera. Gdy mag tylko skończył mówić rzekł:
- Spopielona doszczętnie wioska może być dziełem Elzaddara. Możliwe również, że to nie był on, jednak trzeba mi sprawdzić każdą poszlakę która może mnie do niego doprowadzić.
Reggirt odwrócił się ponownie w stronę panoramy Broln o wschodzie słońca. Widząc piękno poranka na jego twarzy zagościł uśmiech, w którym zawierała się radość z dnia jak i nowej przygody.
- Droga którą zmierzam musi zaprowadzić mnie do Elzaddara. Jednak wiedz Aloxerze, że jeśli podczas niej usłyszę o Sathaarze, będę gotowy pomóc tobie i twoim kompanom.
Po krótkiej chwili ciszy dodał:
- Idę zebrać swoje rzeczy. Trzeba ruszyć póki dzień jeszcze młody. Czy mógłbym dostać mapę Sorii z zaznaczonym miejscem? Zawsze to lepsze niż wyłącznie wskazany kierunek.
- Cieszę się że chcesz nam pomóc Reggircie, lecz mam nadzieję że nie będziemy musieli mieć kontaktu z tym pradawnym demonem. Póki co musimy nadłożyć wszelkich starań aby pieczęć która została przełamana była ostatnią. Mapa? Cóż faktycznie mogłaby się przydać. Spytaj o nią Erraxusa. Trzyma ich pełno choć nie wiadomo po co.
Słońce kolorowało niebo barwami poranka a delikatny wiatr ponownie oplatał wieżę magów.
- Zobaczymy się jeszcze zanim wyruszę - powiedział Reggirt po czym odszedł od Aloxera.
Wojownik udał się do swojej pokoju, w której sypiał będąc gościem gildii magów. Cały swój ekwipunek załadował do podróżnego plecaka, w którym ostatnio umocnił szycia. Naręczne ostrza, które dwa tygodnie leżały w spokoju przy łóżku, zamocował ponownie do kabur na udach. W pokoju opłukał twarz i nabrał wody do bukłaka. Następnie zarzucił plecak na ramię i udał się w kierunku komnaty Erraxusa
Zapukał do drzwi, po czym wszedł nie oczekując na odpowiedź. Otwierając drzwi rzekł tylko:
- Mam nadzieję że nie przeszkadzam...
Wojownik przygotował swój ekwipunek do zbliżającej się podróży. Wyszedł z swego pokoju i ruszył długim korytarzem przy którego końcu znajdowała się komnata Erraxusa. Mag stał przy stole laboratoryjnym podgrzewając właśnie jakąś miksturę która powoli zmieniała swój kolor z seledynowego na szmaragdową zieleń.
- Ależ skąd przyjacielu. Wejdź... Już prawie skończyłem. Co sprawia że witasz w me progi o tak wczesnej porze?
- Gdzie tam wcześnie - odparł z uśmiechem wojownik - odkąd tutaj jestem jeszcze nie spotkałem cię podczas ludzkich czynności takich jak sen, czy odżywianie się. Dziwne jest że jeszcze mrugasz i oddychasz. Co tam mieszasz tym razem?
Reggirt nie oczekując na odpowiedź dodał szybko poprawiając przy tym ramiączka plecaka:
- Jak pewne wiesz doszły do gildii informacje jako tako haczące o Elzaddara. Jako że moje uszy usłyszały je dziś, stoję tutaj przygotowany do podróży, oraz z zapytaniem czy niemiałbyś czasem na swoich półkach jakiej zbędnej mapy Sorii? Wszakże lepiej podróżować mając pojęcie gdzie znajduje się cel wędrówki.
- Pewnie gdyby nie ta miksturka jeszcze bym był w łóżku ale.. nie mogę spać spokojnie wiedząc że jestem tak blisko rozwiązania. Widzisz w tej menzurce - pomachał szklanym przyrządem znajduje się zioło o niezwykłych właściwościach. Wyczytałem że odpowiednio przyrządzone może wzmacniać naturalne zdolności ciała. Gdybym tylko wiedział co robię nie tak. Choć wiem że jestem już coraz bliżej...
- Taa... Słyszałem. A ty pewnie masz zamiar wziąć udział w tej wyprawie. Zgadłem? Cóż nie żebym uważał że jesteś słaby ale sądzę że z dobrym magiem może stanąć w szranki tylko inny dobry mag. - westchnął - Mam nadzieję że wrócisz w jednym kawałku.Mapy leżą tam na półce - wskazał na regał - Weź sobie jedną.
Reggirt podszedł do wskazanego regału. Przez chwile grzebał między mapami szukając jakiejś podręcznych rozmiarów. Podszedł po tym do Erraxusa i kłądąc otwartą mapę przed nim rzekł:
- Zaznacz proszę gdzie znajduje się ta spopielona wioska.
Gdy tylko mag zrobił to o co poprosił go wojownik. Reggirt schował mapę za pas.
- Może i nie mam szans z Elzaddarem, ale gdybym nie spróbował oznaczało by to tyle, że pogodziłem się z porażką - wojownik podszedł do drzwi, odwrócił się jeszcze raz do maga, po czym z uśmiechem podniósł ręke i rzekł:
- Do zobaczenia przyjacielu, mam nadzieję że jeszcze się spotkamy. Długich dni i przyjemnych nocy...
- Z tego co mi wiadomo, miejsce do którego wyruszacie znajduje się - włożył białe pióro do atramentu i zaczął nim błądzić po mapie - Tutaj - postawił mały krzyżyk w miejscu na mapie.
Kiedy wojownik podszedł do drzwi i wspomniało swoim przeciwniku mag spojrzał na niego.
- Masz ducha młodzieńcze. Muszę wierzyć że dzięki niemu uda ci się osiągnąć swój cel. Bywaj i powodzenia.
Wojownik znalazł się ponownie w długim korytarzu budynku gildii magów.
Aloxer powinien czekać z pożegnaniem przy głownym wyjściu - pomyślał Reggirt po czym ruszył w tym kierunku.
Idąc korytarzem zastanawiał się nad słowami Erraxusa " ...z dobrym magiem może stanąć w szranki tylko inny dobry mag". Jak zwykły człowiek ma pokonać kogoś kto włada żywiołami oraz rozkazuje energii według własnych upodobań? Czy to wogole jest możliwe? Reggirt przez chwilę zwątpił, jednak gdy tylko spuścił głowę zauważył swoje jury. Przypomniał sobie słowa usłyszane dawno temu od chłopaka imieniem Ssorc : "Nieśmiertelność nie istnieje, nawet bogowie umierają. Wystarczy tylko znaleźć odpowiednią broń"
Kiedy Reggirt zszedł na parter gildii ujrzał Aloxara zmierzającego w jego stronę. Mag zatrzymał się przed nim i rzucił ciepłym uśmiechem.
- Widzę że jesteś już gotowy do drogi przyjacielu - powiedział - Ale wyprawa wyrusza dopiero w południe. Wszyscy którzy tam się wybierają powinni być w sali na parterze. Póki co możesz zjeść porządne śniadanie w którejś z karczm lub załatwić jeszcze coś na mieście. A teraz wybacz ale mam ważne spotkanie z magiem z Dornostu. - rzucił ruszając po chwili dalej.
- Do południa jeszcze dobre cztery godziny - rzekł do maga - za ten czas dam radę przebyć jakiś kawałek drogi. I tak z waszymi magicznymi sztuczkami prędko mnie dogonicie, więc nie patrz na mnie takim wzrokiem Aloxerze... Trzebabyło powiedzieć mi o tej poszlace na pięć minut przed wyruszeniem a nie tak z rana.
Wojownik obrócił głowę by nie patrzeć na wzrok starca
- Głodny za bardzo też nie jestem bo przed wyruszeniem na wieżę zerknąłem do gildyjnej kuchni... Ale wybiorę się jeszcze do sklepu. Jak będzie kolejka to zostanę do południa - zażartował
Następnie Reggirt udał się do drzwi wyjściowych.
- Nie powiem ci 'żegnaj', powiem 'do zobaczenia'
Po wyjsciu z budynku skierował swe kroki do najbliższego sklepu z miksturami.
- Twój zapał nigdy nie stygnie. Bywaj więc i wracaj zdrów.
Reggirt wyszedł z budynku gildii. Nie musiał daleko szukać mikstur gdyż naprzeciw gildii znajdywał się rynek a na nim między innymi kram z miksturami przy którym stał starszy mężczyzna w strojnych szatach. Gdy wojownik tylko podszedł do tamtego stoiska kupiec spojrzał na niego.
- Witaj. Nie chciałbyś może jednej z moich wspaniałych mikstur. Mam w zapasie przywracające siły witalne, energię magiczną oraz... specjalne za które trzeba jednak nieco dopłacić - rzucił tajemniczym uśmiechem.
- Nie potrzeba mi żadnych specjalnych wywarów - powiedział - wystarczą dwie miksturki leczenia lekkich ran. Ceny chyba u ciebie podobne jak u konkurencji... nie masz nic przeciwko zapłacie w srebrnych?
Reggirt wyciągnał czterdzieści monet, po czym schował miksturki.
- Dzięki i do widzenia - rzekł do kupca.
Następnie popatrzał na mapę i oszacował jak daleko znajduje się miejsce zaznaczone przez Erraxusa.
Wyruszam w kolejną podróż. Ciekawe, czy zbliży mnie ona do mojego celu...
Z uśmiechem na ustach Reggirt ochoczo zmierzał w stronę bram miasta
Reggirt spoglądając na mapę uznał że cel jego podróży znajduje się nie dalej jak kilka godzin drogi z Broln i powinien dotrzeć na miejsce w okolicach popołudnia. Minął więc bramy miasta by ponownie znaleźć się na otwartych przestrzeniach. Dzień był ciepły choć słońce co jakiś czas skrywało swe oblicze za mniejszymi bądź większymi obłokami. Wojownik wkrótce ujrzał pierwsze oznaki zbliżania się do swojego celu. Drzewa wzdłuż których kroczył powoli zaczynały być wątłe i bezlistne a trawa jakby pożółkła w przeciwieństwie do wcześniejszej soczyście zielonej. Przez cały ten czas Reggirt nie natrafił na żadnego z magów Broln.
Wojownik zdziwił się, że tak szybko znalazł się w tym miejscu. Na chwilę zatrzymał się usiadł na drodze, po czym wypił nieco wody z bukłaka by zaspokoić pragnienie.
- Ładnie to tu nie jest - pomyślał patrząc na wątłą roślinność.
Po dziesięciominutowym postoju Reggirt wstał i ruszył dalej. Obserwował on okolicę i szukał czegoś interesującego...
Idąc dalej wszystko stawało się coraz mniej przyjemne. Trawa stawała się coraz rzadsza ukazując poszarzałą barwę ziemi. Kora drzew również przybierała ten kolor zaś ich gałęzie zaczynały być powyginane w makabryczne, mroczne kształty. Choć być może to tylko wyobraźnia Reggirta płatała mu figla. Wojownikowi zdawało się że nad samą powierzchnią ziemi zaczyna się unosić delikatna niezbyt gęsta mgła. Po chwili w oddali dało się zauważyć fragment kamiennej budowli.
Widząc fragment budynku wojownik starał się ocenić jego stan. Idąc w jego kierunku spokojnie rozglądał się po splugawionej okolicy. Szukał innych spalonych i zniszczonych domów.
Tutaj była wioska? - zapytał sam siebie - To nie mogłobyć dzieło jednego człowieka
Im dalej Reggirt szedł tym więcej zabudowań - o ile można je było jeszcze tak nazwać - widział. Można było powiedzieć że żaden budynek się nie ostał. Większość była strawiona przez ogień, część murów była poważnie naruszona jakby uderzał w nie potężny obiekt. W powietrzu unosił się wciąż swąd spalonych ciał pomimo tego że tragedia miała miejsce poprzedniego dnia. Jednym słowem nazwanie tego miasta ruiną było by zbyt mało opisowe i dosadne. Mijając kolejne metry swojej drogi wojownik ujrzał kruki żywiące się nie strawionym przez ogień ciałem mężczyzny przez którego klatkę piersiową przechodziły ślady wielkich szponów.
Reggirt widząc rozszarpane zwłoki odruchowo wyciągnął jury. I obejrzał się dookoła siebie. Smród spopielonej wioski i gnijących ciał drażnił jego nozdrza. Powoli podszedł do ciała i przegonił kruki...
Chciał z bliska przyjrzeć się śladom tych ogromnych szponów. Wojownik starał się oszacować głębokość ran po czym od razu przyszedł mu na myśl demon podobny temu z którym walczył w laboratorium Erraxusa. Cieszył się, że wtedy w walce pomógł mu mag, tym razem jednak był sam...
Wątpił czy martwy mężczyzna miał coś przy sobie jednak Reggirt mimochodem sprawdził to. W końcu martwemu nic się już nie przyda...
- Jest tu kto! - krzyknął Reggirt w kierunku zgliszczy. Nie wierzył aby ktoś przeżył tę masakrę, bardziej prawdopodobne było, że zwróci na siebie uwagę tego 'czegoś z wielkimi szponami'. Nadzieja jednak nie umiera nigdy...
Kruki choć niezadowolone z zaistniałej sytuacji i przerwania im posiłku odleciały. Kiedy Reggirt przyjrzał się bliżej szponom pozostawionym na klatce piersiowej martwego mężczyzna mógł być niemal pewien że są sprawką jednego z pomiotów piekieł. Szramy wskazywały że cios był płynny i szybki. Profesjonalny. Człowiek pewnie nawet nie zdążył stawić jakiegokolwiek oporu. Miał on przy sobie chudą sakiewkę a w niej zaledwie cztery srebrne monety. Kiedy wykrzyczał swoje pytanie z początku zadawało się że powróciło do niego głuchym echem bez odpowiedzi. Po chwili jednak ujrzał jak zza ruin jednego z budynków nadchodzą postacie w szatach o przeważających białych kolorach.
Reggirt nie wiedział kim są ci 'biali' spoglądał jak zbliżają się w jego kierunku. Czy to wrogowie czy przyjaciele? Ostrza miał cały czas przygotowane w razie niespodziewanego ataku. Wojownik uważnie przyglądał się twarzom ludzi z grupy. Chciał doszukać się tam ich emocji, bądź kogoś znajomego. Nie odzywał się, czekał aż rozmowę zacznie któryś z 'białych'...
Mężczyźni w białych szatach zbliżali się do wojownika. Przez długi czas nie potrafił odnaleźć znajomej twarzy dopóki nie rozpoznał w jednym z nich Valta który brał udział w ostatnim pojedynku Reggirta. Później skojarzył również twarze dwóch innych magów których widział przelotnie w gildii kiedy tam przebywał. To właśnie Valt on wpierw odezwał się do niego.
- Witaj ponownie wojowniku. Powiedziano mi żeś sam ruszył w drogę. My dostaliśmy się w te okolice za pomocą magii. W prawdzie trochę nas porozrzucało bo w interakcji czaru nie mogliśmy podać dokładnej lokalizacji ale w końcu wszyscy wraz z tobą się odnaleźli. - Mag rozejrzał się po ruinach wioski - Trzeba być prawdziwym szaleńcem by dokonać takiego zniszczenia. - westchnął - Gotów do niebezpiecznej drogi?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum