Wysłany: 2007-01-25, 20:55 Głosy Przeszłości (Kroniki Valandil'a - Wprowadzenie)
Głosy przeszłości Kroniki Valandil'a
Srebrnego Elfa, Maga
Wszyscy mamy jakieś wspomnienia. Każdy z nas ma przeszłość, mniej lub bardziej ukrywaną przez jego samego. Rzadko kiedy znamy każdy detal, właściwie takie przypadki, gdy znamy dokładnie opis życiorysu naszego towarzysza, czy nawet przyjaciela to rzadkość.
Nastał kolejny dzień, miasteczko Athalina położone na terenie srebrnych elfów tętniło życiem. Była to mała mieścina, aczkolwiek handel kwitł bardzo sprawnie.
Na jednej z drewnianych ławek otoczających główny plac można było dostrzec maga, Valandil'a. Dopiero co przybył do tego miejsca, które było jego przystankiem w podroży. Czy na pewno?
Tego dnia słońce świeciło wyjątkowo silnie. Do maga podszedł lepiej ubrany jegomość i zapytał
- Przepraszam, czy rozmawiam z magiem?
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valandil lekko zaskoczony spojrzał na dziwnego jegomościa. Nie znał go lecz jak nakazywała mu jego kultura uprzejmie odpowiedział:
Tak. Zaiste rozmawiasz z magiem!
Po chwili zapytał:
-Mogę Ci jakoś pomóc??
Ostatnio zmieniony przez Lukas 2007-01-25, 22:07, w całości zmieniany 1 raz
- Rzadko widujemy w naszej skromnej mieścinie magów - powiedział - Proszę, czy mófłbyś coś dla mnie zrobić? - spytał z nadzieją w głosie, wyglądał na poczciwego i nieco zagubionego.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valandil popatrzył na człowieka przenikliwym wzrokiem. Zastanawiał się co mu odpowiedzieć. Z jednej strony potrzebował pieniędzy na dalsza podróż a jegomość wyglądał na raczej zamożnego a z drugiej nie miał ochoty zadawać się z nieznajomym człowiekiem. Po chwili namysłu odpowiedział:
Myślę że możemy się dogadać lecz najpierw musisz mi wyjawić co mogę dla Ciebie zrobić.
_________________ Valandil „Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
- Potrzebujemy kogoś o zdolnościach magicznych do rozwikłania pewnej zagadki. - zawahał się - bardzo ciężko mi to wytłumaczyć, musiałbyś ze mną pójść na ziemie mojego pana - dodał.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valandil wstał, i spokojnie podszedł do jegomościa. Popatrzył nań chwilę i odpowiedział:
-Nie jestem jedynym magiem w tym mieście!!. Są inni może znacznie bieglejsi niż ja.Wiem o tym. Jednak z jakiegoś powodu nie poszedłeś do nich, lecz przyszedłeś do mnie. Może to czysty przypadek lub.... z reszta to nie moja sprawa. Zgadzam się podejmę każde wyzwanie. Prowadza mnie.
Ostatnio zmieniony przez Lukas 2007-01-28, 21:59, w całości zmieniany 1 raz
Valandil o nic juz nie pytając poszedł za nieznajomym poczym wsiadł do wozu. Po krótkiej chwili odjechali a Valandil postanowił uciąć sobie drzemkę do czasu, kiedy nie będą na miejscu.
Droga mijała raczej spokojnie, był krótka, zaś już po chwili Valandil znalazł się po za miastem i dotarł do willi. Nie było rozmowy w trakcie.
Willa była mała, aczkolwiek bardzo okazała, z wieloma zdobieniami i małym, zadbanym ogródkiem. Przed bramą stało dwóch strażników w płytowych zbrojach. Gdy przejechali wozem koło nich oni tylko skinęli głową.
- To tutaj - oznajmił jegomość.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valadnil powoli zaczął się rozglądać. Miejsce wydało mu się przyjemne i bezpieczne. Po chwili zwrócił się do swojego przewodnika.
-Bardzo przyjemne miejsce. Podoba mi się tutaj. Ale już dość, zaprowadź mnie do swego pana może dowiem się, o co tutaj w końcu chodzi.
_________________ Valandil „Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
Willa wewnątrz zdawała się być jeszcze piękniejszą. Mag został zaprowadzony do małego pomieszczenia. Przy oknie, przez które wpadało światło dzienne stał dość niski jegomosc z ramionami załozonymi z tyłu. Gdy zorientował się, że Valandil jest już w środku gwałtownie się odwrócił, po czym podał rękę i powiedział
- Ahh, w końcu jakiś mag, usiądź proszę - powiedział wysuwając krzesło - jestem hrabia Torthon. Jesteś magiem prawda? - upewnił się
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valandil uprzejmie podał rękę hrabiemu. I powoli usiadł na pięknie zdobionym krześle, z krwisto-czerwonym obiciem.
-Owszem, jestem magiem. Jednak w dalszym ciągu nie mam pojęcia w jaki sposób mógłbym pomóc. Słyszałem coś o pewnej zagadce... jeżeli mam pomóc to muszę poznać szczegóły.
Torthon przytaknął, jakby ze smutkiem, jednak chwilowym.
- Cóż, potrzebuje ludzi do wykonania pewnej misji, dla mnie. Nie wiem czy jesteś zainteresowany nagrodą, i nie wiem czy nie jesteś zbyt chciwy. - wyjaśniał - Otóż jest pewien klejnot, bardzo cenny, ktory jest mi niezbędnie potrzebny do mojej kolekcji kamieni szlachetnych. Sęk w tym, ze nie jestem wojownikiem ani magiem. Ponadto nawet gdybym był ... w owej misji potrzeba druida, rycerza, łowcy i maga. Zgromadziłem już pierwszych trzech i długo szukałem czwartego. W końcu znalazłem. Piszesz się na to? - zapytał z nadzieją, widać było błysk w jego oku - wiedz, że jeżeli nie uciekniesz z klejnotem, za co i tak grozi ci śmierć, zostaniesz hojnie wynagrodzony. - dodał
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valandil wstał i zrobił kilka kółek po pokoju. Zastanawiał się czy warto poświęcać czas takiemu przedsięwzięciu. Ponadto nie spodobał mu się zbytnio jego pracodawca, który już na początku oświadczył mu ze jest gotów wydać na niego wyrok śmierci, jeżeli ten przywłaszczy kamień. Widocznie jest on bardzo ważny dla tego jegomościa. Valandil bił się chwile ze swymi myślami. po chwili odrzekł.
-Dobrze, więc. Zgadzam się. Jestem młody i potrzebuje zdobyć doświadczenie. Mam nadzieje ze nagroda będzie odpowiednio proporcjonalna do powierzonego zadania..
Gdy skończył usiadł powrotem na krzesło i oczekiwał reakcji Torthona.
- Doskonale - twarz Torthona do razu rozpromieniała - Jutro przybędzie reszta twojej drużyny. Są już dobrani i to z nimi będziesz dalej dzierżyć swój los. Niech mój sługa zaprowadzi cie do sypialni, teraz mam bardzo ważne sprawy - powiedział i po chwili Valandil znalazł się już swoim pokoju. Mag nigdy nie zaświadczył takich luksusów jakie tutaj panowały.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valandil przechadzał się po pokoju. Podziwiał piękne obrazy zdobiące go. Wszystko w pomieszczeniu było najlepszej jakości. Wielkie łoże, otoczone kotarami, przepiękne kolorowe dywany. Valandil coraz bardziej odczuwał zmęczenie, postanowił więc porządnie się wyspać co od pewnego czasu nie było łatwe z powodu ciągłej podróży. Położył się więc na łóżko i w jednej chwili zasnął.
_________________ Valandil „Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
Valandil przeciągnął się i przetarł oczy. Jego oczom znów ukazało się przepiękne pomieszczenie. Sen bardzo dobrze mu zrobił. Jego umysł i ciało były w pełni wypoczęte i gotowe do działania. Valandil zabrał swoje rzeczy i wyszedł spotkać się ze swoimi nowymi towarzyszami podróży. Dziś zacznie się jego pierwsza przygoda. Szybko rozejrzał się po pokoju czy zabrał ,,cały swój dobytek" i wyszedł.
_________________ Valandil „Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
Przed drzwiami zastał faktycznie druida, wojownika i łowcę. Pierwszy przedstawił się jako Bronix, był to leśny elf, raczej niski i niezbyt masywny, wyglądał na poczciwego. Dzierżący miecz wojownik powiedział, że jego imię to Dranar i podał przyjaźnie rękę magowi. Był chyba najbardziej doświadczony i najstarszy z nich. Ostatni, ponoć łowca, choc z wyglądu bardzej opryszek rasy ludzkiej przedstawił się jako Styg.
Pojawił się też gospodarz
- No, cała czwórka! - powiedział zadowolony, jednocześnie klasnął w dłonie, zapewne z zadowolenia - macie jakieś pytania przed wyruszeniem? Prowiant jest już gotowy.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valandil spojrzał na Torthona i rzekł.
-Widzę, że bardzo Ci śpieszno -powiedział ściszonym głosem, po czym ciągnął dalej.
-Przed wyruszeniem w drogę chciałbym ustalić jeszcze kilka rzeczy. Po pierwsze nasza grupa powinna mieć dowódcę, którego ty wskażesz. Po drugie powinieneś nam w końcu wskazać miejsce gdzie znajduje się obiekt naszych poszukiwań - powiedział stanowczym głosem. Po chwili nieco spokojniej dodał.
-Podziwiam cię za twoja ostrożność. Nie zdradziłeś położenia kamienia wcześniej... pewnie ze względu na twoje obawy by któryś z nas sam go nie odnalazł. Rozumiem cię i nie naciskałem wcześniej, lecz teraz musimy wiedzieć gdzie się udać- powiedział z uśmiechem Valandil.
- Ah tak - odrzekł przytakując - Tutaj jest mapa, proszę cztery sztuki dla każdego. Sądzę, że powinniście się dogadać i dowództwo nie będzie potrzebne, a nawet jeśli to wyjdzie samo.
Dranar podszedł do maga i powiedział
- Powinniśmy się nawzajem wspierać, nie wydawać sobie rozkazy
Torthon zapytał z uśmiechem na twarzy
- Czy jest coś jeszcze dzielna czwórko?
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
-Nie to wszystko- odrzekł z uśmiechem Valandil po czym otworzył masywne drzwi i opuścił wille razem ze swoimi nowymi kompanami. Mag nie wiedział co ma myśleć o swoich nowych towarzyszach, jednak najbardziej odpowiedzialny i godny zaufania wydał mu się Dranar.
_________________ Valandil „Ten który walczy z potworami powinien zadbać by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy się w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”
Opuścili także bramy posiadłosći i po kilku minutach znaleźli się w typowym dla tych terenów, lesie, niezbyt gestym, lecz też niezbyt pustym.
Dranar zapytał czwórki
- A więc? Skąd jesteście towarzysze? Chyba połączyła nas misja - powiedział donośnym głosem uśmiechając się.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Valandil nie słysząc reakcji pozostałych towarzyszy zaczął rozmowę. Opowiedział jak przybył do miasta z klasztoru magów. Nie wspominał co działo się z nim wcześniej. Nie miał ochoty otwierać się przed nieznajomym mu człowiekiem. Po wypowiedzi Valandila nastała niezręczna cisza. Mag więc zapytał
-A ty Dranarze ? Co możesz o sobie powiedzieć? Skąd pochodzisz? Jak się tu znalazłeś?
- Ja? Cóż jestem zwykłym wojownikiem jakich wielu, właściwie zarabiam jako najemnik. Mam nadzieje w koncu na stabilizacje, juz za duzo przelałem niepotrzebnej krwi. A ty Bronixie?
Druid powiedział, że jest elfem i pochodzi z południowych kresów, powiedział, ze idzie na misje z powodów osobistych nie podał.
Styg milczał.
Droga niewiele sie zmieniła wciągu tych kilkunastu minut.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum