"Czy wiesz kim są gogi?" - zapytał stary jaszczur wiedźmy tej samej rasy. "Aleź oczywiśśśście, że wiem." Ta zasyczała. "Sssą oni pół krwi demonami o dośśść sssporej mocy i złym charakterze. Wiem także dlaczego pytasz..."
Lipka, gog którego życie zakończyło się z powodu niewykonania powierzonej mu misji, wiedział, że demoniczna krew, która płynie w jego żyłach sprawi, że odrodzi się on w Królestwie Demonów i będzie mógł kontynuować swe niedokończone sprawy. Czas odrodzenia nastąpił, lecz nie tak jakby sobie Bohater tego życzył.
Światło błysneło i Bohater usłyszał olbrzymi huk, który zatrząsł jego ciałem. Po chwili poczuł chłód na ciele i dym unoszący się w mniejscu gdzie był. "Cholera, cośś nie zadziałało." Usłyszał Bohater jakiś głos i zdał sobie sprawę, że znów żyje. "Ale był przynajmniej wybuch... chwila." Drugi, syczący głos się odezwał.
„Co się dzieje?” powiedział w myślach Gog wzrokiem próbował przeniknąć mgłę.
Z barku pewności siebie wyciągnął ręce przed siebie i powoli stawiając kroki próbował przejść przez w miejsce w którym nie czuł się zbyt pewnie.
Lipka uczynił wpier krok, potem następny i wyszedł z gęstego szarawego dymu. Jego oczom ukazało się małe pomieszczenie, możliwe że pokój, o ścianach zrobionych z gliny i korzeni drzew. Z boku pomieszczenia paliła mała czara, która dawała żółto-czerwone światło. Między Czarą, a Bohaterem stało w lekkim dymie dwóch jaszczuroludzi i z wielkim zdziwieniem patrzyło się na Goga. "Demon!!!" Krzyknął jeden z nich, a drugi zaczął wrzeszczeć "AAAAA." Lipka w pierwszej chwili nie wiedział co się stało, lecz nim krzyczący reptilion upadł z przerażenia, zrozumiał, że wystraszył te istoty swą osobą.
„Gdzie ja jestem?” zadał sobie kolejne pytanie w myślach. W tej niezręcznej sytuacji milczał, a na twarzy widoczne było ogromne zdziwienie. Gog starał się jakoś wyjaśnić pojawienie się w tym pomieszczeniu.
-Gdzie jestem?- zapytał w języku ojczystym Gogów, zrobił to celowo ponieważ tylko wtedy mógłby się przekonać ze jednak jest w swojej Ojczyźnie.
Jaszczuroludzie nie odpowiadali, widać było że nie znają języka gogów. Jeden z nich wstał i rzucił się gdzieś w dym, Lipka stracił go z oczu. Drugi natomiast powoli odetchnął kilka razy i zapytał w języku wspólnym: "Czy ty jesteśśś pradawny demon Baltak, pan ognia i zaśśświatów?" Widać było w jego gadzich oczach strach, który mimo tego iż tłumiony mógłby spowodować atak serca.
- Nie, nie jestem nim, a kim on jest?- zszokowany i zaciekawiony dalej mówił- Nie musisz się mnie bać nie mam złych zamiarów- Te słowa wypowiedział już w języku wspólnym.
Przypomniał sobie że tuż po wskrzeszeniu chyba nie ma nic na sobie dlatego w jednej chwili zasłonił to czego raczej nie powinien odsłaniać publicznie. Rozejrzał się dookoła za kawałkiem jakiegoś ubrania lub materiału którym mógłby się osłonić.
"Nie?" Zdziwił się jaszczur. "Wiedziałem, że cośś pójdzie nie tak." Popatrzył on na goga. "W takim razie kim jessteśśś?" Zapytał. Dym powoli opadł odsłaniając jakieś spore pomieszczenie gdzieś w korzeniach jakiegoś wielkiego drzewa. Podłoże było zbitką desek, które lekko przeciekały gdy się na nie stawało. Były tu drzwi gdzieś na zewnątrz, ale nie było żadnego okna. Bohater zauważył, że w pomieszczeniu tym był jeden mebel - szafka na ścianie. Po drugim jaszczurze nie było śladu.
-Kim ja jestem? To raczej kim wy jesteście i po co mnie tu sprowadziliście!- Krzyknął z oburzeniem- Zakłócacie mój spokój, narażając się na poważne niebezpieczeństwo- Na twarzy pojawiło Goga pojawiło się uczucie złości lecz cały czas nad nią panował. Przeszedł w stronę drzwi a następnie wyjrzał przez nie i powrócił do jaszczura.
Jaszczur popatrzył ze zdziwieniem na Goga. "Czy ty aby nie masz zamiaru nas zabic, ssspalić, zabrać do piekła lub coś w tym ssstylu?" Pytanie było proste, wypowiedziane w dość spokojny sposób, choć nadal było czuć, od rozmówcy zdenerwowanie całą sytuacją. Do pomieszczenia zajrzał jaszur, który uprzednio uciekł. "Ssaha'sh?" Popatrzył na jaszczuroczłeka rozmawiającego z gogiem. "To nie Baltak Trah." - To niemożliwe, przyzwaliśmy demona... prawdziwego!" Kontynuował Trah, wchodząc do pomieszczenia.
-Raczej nie powinienem tego robić, ale gdy sytuacja nakażę uciec do takich środków zrobię to bez wahania przywołując hordy nieumarłych wprost z samych piekieł! Chyba że…. Chyba ze dacie sensowny powód zakłócania mojego spokoju.- mówiąc to złość nie znikała z twarzy Goga.
Trah stanął obok Ssaha'shta. "Widzisz mośści demonie, najssilniejszy z ssilnych. Faktem może nie jessteśś oczekiwanym Baltakiem, lecz zapewne masz odpowiednią ssiłę..." - Ssiłę do walki!" Wtrącił się Trah do mowy Ssaha. "Potrzebujemy pomocy i to natychmiast." Powiedział w końcu Ssah i padł na kolano, a za nim na kolano padł Trah. "Czy zechcesz nam pomóc?"
-Nie klękajcie, lecz bezzwłocznie mówcie na czym polega wasz problem, a ja zrobię tyle ile mogę.- Gniewu w Gogu było coraz mniej, zamieniał się on powoli na współczucie bezradnym istotą.
"Widzisz potężny panie, lud nasz zdony jest do przyzywania potworów z otchłani i zakamarków świata astralnego. Przyzwanie potężnego demona miałobyć dla nas ratunkiem od..." Ssah zamilczał na chwilę wstając, tak jak to uczynił chwilę wcześniej drugi jaszur. "Od kilku dni jeden z twego ludu, demon. Issshal jego imię. Pusstoszy wiosski w poszukiwaniu czegośś, czego nie mamy. Pomimo tego iż upiera ssię on, iż musssimy to mieć, nie jessteśśmy w sstanie ssprosstać jego oczekiwaniom. Zniszczył on już dwie wiosski, nasza będzie nasstępna. Pomożesz nam go pokonać? W ofierze damy ci to, czego sssobie zażyczysz. Dziessięcina będzie na miarę twych zassługo o potężny."
-EEE- Gog wpadł w małe zakłopotanie – widzicie każdy demon jest potężny ale to nie znaczy ze są sobie równi. Obawiam się że sam nie dam sobie rady będę potrzebował waszej pomocy, jesteście gotowi na śmierć w imię swojej wolności?
Jaszczuroludzie popatrzyli na siebie: "No i w tym problem o poteżny, że nie. Dlatego właśśnie przyzwaliśmy ciebie, abyśś może użyczył nam sswej mocy lub ssam rozprawił się z Ishalem." - Nie chodzi tu nawet o naszą wolność." Przerwał Trah. "Ishal niewielu z nass zabija, lecz niszczy to na co pracowaliśmy wiele lat, na co pracowali nassi ojcowie i dziadowie." Trah oparł się o ścianę pomieszczenia. "Jeżeli nie jessteśś na tyle potężny to znaczy, że popełnilismy błąd marnując czasssss na przywanie cię tu."
-A gdzie się obecnie znajduje ten Demon?- jeśli wskażecie mi jego ja zrobię to co w mojej mocy i pewnie uda mi się zbawić was- Na twarzy Goga pojawił się delikatny uśmieszek.- ale zanim wyruszę musze się w coś ubrać. Zaproponujcie coś.
Jaszczuroludzie rozpromienieli się uśmiechami, a przynajmniej tak podejrzewał Gog. Trah dodszedł do szafy na ścianie i wyciągnął z niej ubranie podobne dotego w jakim sam był. Brązowe płucienne spodnie do kolan, z wyjściem na ogon, zapinana ciemna koszula i ciemno-zielony płaszcz. Lipka zauważył, że ubranie to może nie będzie na niego pasowało zbyt dobrze, ale na dobry początek powinno wystarczyć. "Demon ten tego poranka był w wiosssce Zihsss i po wypędzeniu z niej mieszkańców zniszczył ją ogniem. Pewnie z sssamego śświtu przybędzie do naszej wiossski by żadać tego sssamego, co we wszysstkich innych. Z twą pomocą potęzny panie.." Lipka usłyszał kroki i do pomieszczenia wskoczyła jakaś stara jaszczurzyca z szarym turbanem na głowie. "Co ssię tu dzieje?" Zasyczała gniewnie patrząc na goga i dwa jaszczury. "Wybacz Rassiel, ale sskoro ty nie chciałaśś przywołać demona, my to uczyniliśśmy wedługo twej kssięgi..." - Głupcy! To nie jest demon, to zwykły gog. Salis ha la ssa!" Wykrzyczała coś w niezrozumiałym dla Bohatera języku, po czym dwaj jaszczuroludzie wyszli z tego pomieszczenia.
-Czy oni SA twoimi uczniami?- Zapytał Gog- Ani nie są zbyt bystrzy ani odważni. Nie chce się plątać w wasze sprawy ale jeżeli już tu jestem może mógłbym wam pomóc? Oczywiście za drobnym wynagrodzeniem-dodał po cichu.
"Ni ja, ni mej myśśli cię tu przyzwała pokrako, od tego zacznijmy. Co oni ci naobiecywali, no co?" Jaszczurzyca podeszła do szafki i rzuciła jeszcze nie ubranego Gogowi jakąś brązową szatę. "W tym będzie ci lepiej." powiedziała. "Prosstym myśśmy ludem i prosste są nasze potrzby. Trza nam spokoju, tylko tego. "Kim ty jessteśś? w ogole, że raczy cię tu przyzwać byli?" Na ssłabowitego wyglądasz, choć pozory zwykły mylić." Z hukiem zatrzasneła szafkę. "Ishal, gog nass męczy i trza nam pomocy. Poświęcisz się? - Nie, bo to nie w twej naturze..."
-To prawda nie poświecę się, nie będę wam na siłę wciskał mojej pomocy – zakładając na siebie szatę kontynuował –którędy stąd do królestwa Jorów?- nie czekając na odpowiedź wyszedł z chatki i określał kierunek dalszej podróży.
Lipka nie wyczekał, aż jaszurzyca mu odpowiedziała. Wyszedł i nagle zdał sobie sprawę z tego, że jest na jakiejś wysepce, gdzie rosną trzy takie podobne drzewa, a w każdym z nich było wydrążenie. Dwa drzewa z tych miały ponadto wydrążenia wyżej, niż na poziomie lądu. Paliły się tam nawet jakieś światła, które widać było przez wydrążone okna. Z boku stały trzy podłóżne łódki, w których było od jednego do trzech wioseł, w zależności od wielkości ów łodki. Niebo było czarne, gdyż nastała tu noc, która musiała być zaiste głęboka, gdyż nie widać było gwiazd, ani księżyca. "Dokąd ssię wybierasz?" Zapytał Bohatera jaszczur. Gog obejrzał się i zauważył Traha i Ssaha, którzy się do niego zbliżyli.
„któredy na północ?” zadał sobie pytanie Gog, i rozglądając się próbował określić kierunki świata. Przez chwile zupełnie udawał że nie ma koło niego nikogo ale gdy popatrzył na siebie zdał sobie sprawę ze „demon” którego tak się boją może być zagrożeniem także dla Goga:
-Macie tu jakąś broń?- zapytał dwójki Jaszczurów
Po zadaniu pytania nasłuchiwał uważnie całego otoczenia i dźwięków takich jak odgłosy owadów lub głośne rozmowy dochodzące z drzew.
Owady latały do okoła, a były ich dosłownie chmary. Głównie komary i muchy, które w naturalny sposób były złączone z tymi bagnami dłużej niż jaszczuroludzie. Odgłosów rozmów słychać nie było, nie licząc rozmowy Bohatera z jaszczuroludźmi...
"Tędy na północ." Wskazał drogę jaszczur, a drugi powiedział "Mamy tylko broń ossobisstą, nic co moglibyśśmy wydać komuśś, ale w osstatnio zniszczonej wiossssce był kupiec imieniem Yssa. Miał on broń, nawet dobrej roboty, a jeżeli go znajdziesz, może cośś ci wydać lub zhandolować."
Gog na przysiadł pod jednym drzewem, nie czekał na nic nie miał żadnego planu choć w jego głowie pojawiła się myśl „skradnę łódź i odpłynę jak najdalej”. Lecz nie kontynuując myśli o kradzieży spytał jednego z jaszczurów:
-Macie tu jakąś karczme?
"Karczme?" zdziwił się jaszczur "Kiedyśś ssłyszałem o takim czymśś, lecz nigdy na oczy nie widziałem. Na bagnach nie ma wielu podróżników, a jak już ssą to trzymają ssię zdala od wiosssek i pływających miasst. Nie wiem jednak dlaczego." Jaszczur wzruszając ramionami zakończył swą mowę. "Jeżeli jednak chcesz przeczekać noc i zmierzyć się z Isshalem o poranku, to chętnie ugoszczę cię w swych progach. Tak jako zapłatę za stracony tu czass." Mówił Ssah.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum