Wysłany: 2006-07-21, 11:42 Tajemniczy list (Sesja Artle Maksimusa cz.1)
Kilirias wszedł do pokoju w którym spał Artle. Jak zwykle przyłożył rękę do czoła śpiącego. Artle poczuł ten okropny, ból, którego nienawidził przeszywający ciało. On znów to zrobił. On zawsze go tak budzi. To od razu psuło Artlemu humor. Tymbardziej, że stary przerwał mu całkiem ciekawy sen, z mrocznymi elfkami w roli głownej.
- Wstawaj leniu. Starszyzna ma dla ciebie jakieś zadanie. - powiedział krótko i usiadł na krześle.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mistrz zmarszczył brwi. Popatrzył z dezaprobatą na drowa.
- Nie wiem. Starszyzna chce cię widzieć. Doprowadź się do porządku, załóż coś porządnego, zjedz coś. Okaż im szacunek. Słyszalem o twoim ostatnim zachowaniu. Kazali mi cię nauczyć, że tak zachowywać się nie wolno. - powiedział mistrz, jakoś różnie zmieniając głos. Raz mówiąc szybko, raz bardzo wolno. - I skup się Artle. Jesteś zbyt żywy i beztroski jak na maga.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Artle nawet nie zastanawiał się nad smakiem śniadania. Zjadł je szybko, w locie. Nie obchodziło go to, że jego mistrz zawsze mówił, że jedzenie w pośpiechu jest nie zdrowe. Szybko opuścił dom i poczuł na twarzy zimny, orzeźwiający po śnie wiatr. Bez żadnych emocji jednak szedł do budynku, w którym urzędowała starszyzna. Przed wejściem zatrzymali go strarznicy.
- Jak się nazywasz? W jakiej sprawie? - zapytali rutynowo choć dobrze znali elfa.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Strażnicy popatrzyli na siebie i po chwili kiwnęli pozytywnie głowami. Jeden szybko otworzył drzwi i droga do budynku stała otworem. Artle po chwili znalazł się na przedsionku, przed następnymi drzwiami, gdzie zasiadała starszyzna. Na drzwiach wisiała informacja, by okazać starszym szacunek.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Było czterech starszych, jak zwykle. Byli chyba nawet w takiej samej pozycji.
- Tak mamy dla ciebie zadanie.
- Przeżyłeś tylko po to, by przysłużyć się naszemu miastu i całej Puszczy Wiecnej Nocy.
- Dlatego czas by coś wykonał dla naszej całej społeczności.
- Chcemy byś dostarczył pewien list... daleko stąd
Mówili pokolei.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-Jaki list mam dostarczyć i gdzie?Jeszcze raz ponawiam pytanie odnośnie zapłaty.Zdaje sobie sprawe z tego że misja ta będzie niebezpieczna jednak przyjme ją,jeśli zapłata będzie wystarczająca.
Od strony starszych można było poczuć nagły gniew.
- Czy nie wystarczającą zapłatą jest służba ojczyźnie?
- To zadanie jest dla dobra całej społeczności, więc i dla ciebie!
- Nie chciałeś poświęcić życia, to swoim życiem przydaj się żywym!
- Dostarcz ten oto list. - czwarty starszy, trochę niechętnie podchodzi do Artla i wręcza mu list zapakowany w czarną kopertę. Takich kopert używają mroczne elfy. - List będziesz musiał dostarczyć, aż do Królestwa Ludzi...
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Koperta była zaadresowana do hrabiego Severa, mieszkającego w mieście Dodentull. To był ogromny kawał drogi. W dodatku najkrótsza droga wiedzie przez las elfów.
- Zaopatrzą cię strażnicy przy bramie.
- Możesz wziąść wszystko co zdobędziesz w czasie podrózy, lecz musisz wykonać swe zadanie. To bardzo poważna sprawa.
- Uważaj na siebie, cała społeczność na ciebie liczy.
- I nie ufaj nikomu. Na podróżnych czekają różni oszuści i bandyci. Modlimy się za ciebie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Artle opuscił budynek rady starszych. Miał udać się do bramy, gdzie dostanie zaopatrzenie i będzie mógł wyruszyć w podróz. Jednak drow nie wiedział w którą stronę ma się udać i jaką drogę wybrać, jak i co go czeka podczas wędrówki. Powinien poprosić o pomoc swego mistrza i się z nim pożegnać. Podróż zapewne będzie bardzo długa.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Kilirias spokojnie jadł śniadanie, gdy Artle wszedł do domu. Oczekiwał swojego ucznia z niecierpliwością, ale nie okazywał tego.
- I co powiedzieli ci starsi? Czego chcieli? - zapytał
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Droga do Królestwa Ludzi jest bardzo długa i niebezpieczna... Krótszą drogą jest znienawidzony elfi las. Niestety bardzo ciężko byłoby ci przez niego przejść. Elfy czają się w koronach drzew i reguralnie patrolują okolice. Dłuższą drogą jest droga przez bezludne pustkowia. Roi się tam niestety od róznych bestii i ciężko jest tam znależć jakąś wodę i żywność. Ciężko na nich przeżyć... - Kilirias pokręcił głową - Musisz zdecydować. Droga będzie bardzo trudna, ale jak wykorzystasz wszystko to czego cię nauczyłem, uda ci się. Którą drogą się udasz?
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Kilirias pokiwał głową. Wyraźnie był czymś zmartwiony.
- Droga będzie długa i wyczerpująca. Staraj się chować w dzień przed słońcem i za dnia odpoczywać. Nocą podrózuj. Noc jest chłodniejsza i mniej niebezpiecza, ponieważ większość potworów kryje się w mroku. Choć napewno trafią się i takie, które w mroku polują. - ostrzegał mistrz - Musisz uważać też na orków i tamtejsze dzikie ludy... Tamtejsze tereny są bardzo niebezpieczne, lecz myślę, że jeżeli będziesz ostrożny to dasz sobie radę.
Kilirias przerwał i po chwili wstał, i podszedł do regału z książkami. Poszperał trochę między książkami i po chwili wyciągnął niewielki podniszczony zwój.
- Weź tą mapę. Niech ona cię prowadzi - rzekł i wręczył Artlowi mapę.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Artle wziął mapę do ręki i przech chwilę popatrzył na miastrza po czym wstał i bez słowa wyszedł.Udał się w kierunku bramy gdzie miał dostać swój prowiant.
Artle bez zbędnych pożegnań opuścił dom swojego mistrza. Kilirias zastanawiał się czy kiedyś zobaczy swojego ucznia. Miał co do tego duże wątpliwości.
Przy bramie czekali strażnicy. Jeden z nich uśmiechnął się, jakoś tak irytująco do mrocznego elfa.
- Gdzie to się wybieramy?
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Jeden ze strażników pokiwał głową i skinął na swojego dłubiącego w nosie kompana.
- To chyba tego mamy zaopatrzyć.
Drugi strażnik przestał dłubać w nosie i popatrzył przez chwilę na Artla.
- Tak, to napewno on. Przynieś mu ten plecak.
- Dlaczego ja? Ja mam otwierać bramę, ja mam wszystko przynosić, a ty tu sterczysz cały dzień i nic nie robisz. - odpowiedział pierwszy strażnik. Dialog wyglądał na bardzo głupawy, ale w stylu straży.
- Właśnie, a ty możesz sobie trochę pochodzić i nie bolą cię tak nogi jak mnie.
- Mnie za to bolą ręce...
- Od czego?
- Od otwierania bramy i noszenia plecaków.... Dobra już idę. - Skończył pierwszy strażnik i udał się do strażnicy obok. Nie wracał od pięciu minut i Artle zaczął się niepokoić.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum