Wysłany: 2006-07-14, 09:18 Czas Zemsty cz.2 (Kroniki Mor Gasha - Wprowadzenie)
Mor Gash wkroczył na tereny paladynów. W oddali widział twierdzę bractwa. Najprawdopodobnhiej tam znajdzie ludzi, którzy zlecili atak na jego nekropolię, lecz napewno twierdza jest bardzo dobrze broniona i tylko naprawdę potężna armia byłaby w stanie ją zdobyć. Licz widział też w oddali ludzi podrózujących po drogach. Blisko znajdowała się granica Królestwa Ludzi. Zauważył, też, że okolice patrolują oddzialy paladynów i lada moment może zostać zauważony. Tymbardziej, że zaczynało się przejaśniać.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Licz nie widział w okolicy żadnego wejścia do kanałów, lecz zdawał sobie sprawę, że najprawdopodobniej jest gdzieś ukryte. Kanały mogą się ciągnąć, daleko poza twierdzę, dlatego wejście tam może być wszędzie.
Mor Gash poczuł na sobie czyjś wzrok. To jeden z oddziałów paladynów go wypatrzył. Jeszcze nie wiedzą, że nie jest on człowiekiem, ale mają obowiązek wypytywać wszystkich podróżnych. Powoli zbliżają się do niego.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
W oddziale było pięciu paladynów. Zaraz byli już kilka metrów od licza. Błyskawicznie poznali, że jest nieumarłym i dobyli mieczy.
- Jak śmiesz plugawić święte ziemie Aesira potworze! - krzyknął fanatycznie jeden z nich.
- Zginiesz w imieniu Aesira! - krzyknął inny, ale najwyraźniej, żaden nie był skory do walki. Żaden z nich nie chciał zrobić pierwszego kroku i oglądał się na innego.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Nowicjusze!"- domyślił się Mor Gash. "W tym jest moja szansa", pomyślał i natychmiast zaczął przywołanie szkieletów licząc na to, że zaskoczy paladynów...
Carestin zaczyna przywoływać szkielety. (trwa to 2 tury : ) Jego umysł przywołuje magiczną energię śmierci, a z palców licza zaczyna wypływać magiczna energia. Paladyni widząc, że licz czaruje, choć powinni teraz zaatakować, to przestraszyli się, bo nie wiedzieli jak potężny może być czar. Odruchowo każdy z nich zrobił krok w tył. Jeden z nich, który najwyraźniej nabrał odwagi, uniósł miecz w górę.
- Za Aesira! - krzyknął i ruszył w stronę licza.
Carestin choć miał przewagę psychiczną nad przeciwnikiem, miał małe szanse na zwycięstwo. Zbyt wielu paladynów chciało z nim walczyć.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Przed Mor Gashem pojawiły się cztery szkielety, które sprawiły, że pędzący paladyn natychmiast zaczął się wycofywać. Licz jednak zdał sobie sprawę, że szkielety bardzo szybko się rozsypią, bo przywołanie szkieletów poza jego nekropolią, utrzymuje szkielety na krótki okres czasu i musi zacząć ponownie rzucać czar.
Wszystkie szkielety miały długie miecze i od razu ruszyły na paladyna na przodzie.
Przed ostrzem pierwszego, paladyn zdołał uskoczyć do tyłu. Drugi szkielet sięgnął go jednak tnąc paladyna po prawym ręku. Cięcie jednak nie było głębokie, ponieważ paladyn nosił na sobie zbroje. Trzeci szkielet również ciął po drugiej ręce, lecz spowodował on swym mieczem jeszcze mniejsze szkody. Czwarty jednak zatopił swoje ostrze głęboko w brzuchu paladyna. Mężczyzna jęknął. Wtedy do walki ruszyło dwóch jego kompanów. Ostro i brutalnie uderzyli na szkielety, jednak te były nadzwyczaj zręczne i bez problemu uniknęły śmiertelnego cięcia.
- Milcz bluźnierco! Niech Aesir nas prowadzi!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Moje sługi nie powstrzymają ich zbyt długo, a na przywołanie następnych nie mam już sił" -pomyślał licz i korzystając z zamieszania walką szybko zaczął biec w strone, jak mu się zdawało, pobliskich zarośli. "Ukryje się, a potem poszukam włazu do kanałów".
Mor Gash szybko odwrócił się i biegł w stronę jakiegoś lasu, który był niedaleko. Nie widział walczących, ale słyszał za sobą trzask łamanych kości i wiedział, że jeden paladyn chyba stracił kończynę, bo darł się niemiłosiernie. Mor Gash zdał sobie sprawę, że licz biegnący do lasu musi wyglądać trochę dziwnie, ale czego się nie robi by przetrwać.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mor Gash wpadł do lasu. Potknął się o korzeń wystający z ziemi i z ledwością utrzymał równowagę. Wiedział, że walka już się skończyła, ponieważ właśnie w tej chwili czar ożywienia szkieletów prysł i paladyni zapewne zastanawiają się gdzie jest. Las Liczowi wyglądał na duży i czuł obecność wielu zwierząt mieszkających w lesie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mor Gash ruszył w głąb lasu. Paladyni najwyraźniej go nie ścigali, pewnie wydawało im się to mało opłacalne. Ważne, że go przepędzili. Licz szybko znalazł jakąś ścieżkę w lesie. Ciekawe dokąd mogła prowadzić. Zaczynało już świtać i promienie słońca zaczynały zaglądać poprzez konary.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Lich nie zastanawiajac się długo ruszył napotkaną ścieżką.
-Po co mam wyjaśniać tą zagadke ze znikaniem mocy, skoro już wróciła. Lepiej wkraść się do klasztor i wykraść cenne artefakty paladynom- Mor Gash odrazu zapałał nie wizją bogactwa, tylko zwiększenia swojej potęgi...
Licz zdawał sobię sprawę, że w twierdzy paladynów roi się od bogatych świątyń, pełnych różnych świętych relikwii. Gdyby wykradł takie świętości i zaniósł na swoją nekropolię, byłoby to naprawdę wielkim wyczynem, który odbiłby się echem na całym świecie. To byłaby doskonała zemsta, za próbę wykradzenia jego cennej książki. Niestety Mor Gash musiał wpierw znależć tajne wejście do twierdzy, pozatym napewno roiło się tam od paladynów którzy natychmiast by go zabili i wyegzorcymowali. Jednak gra była warta świeczki.
Przeszukiwał las w pobliżu twierdzy idąc ścieżką i rozglądając się. Niestety takie przejścia najczęściej są bardzo dobrze skrywane i samemu zapewne nie uda mu się go znależć.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-Trzeba by było pomyśleć o jakims jeńcu, który wprowadzi mnie w obręb murów twierdzy, ale nie może to być paladyn. Ci fanatycy nie złamią się. Najlepiej będzie uwięzić kogoś kto tam pracuje i wychodzi do lasu np. drwala- rozkminiał Mor Gash.
Był poranek i jeżeli jest gdzieś w pobliżu jakiś tartak, to napewno drwale pójdą z rana rąbać drzewo. W takim miejscu zapewne jest tartak, paladyni i zakonnicy zapewne zaopatrują się w drewno właśnie w tym lesie. Mor Gash musiał właśnie teraz rozejrzeć się za tym.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Licz ruszył przez las, by uniknąć wzroku patrolujących okolice paladynów. Trzymał się jednak obrzeży by odnaleźć pracujących drwali. Po chwili jego wyczulony słuch licza usłyszał charakterystyczny dźwięk. Dźwięk siekiery walącej w drzewo. To napewno drwale. Po chwili Mor Gash dostrzegł trzech pracujących drwali. Byli młodzi i silni, więc schwytanie ich może być trudne. Tymbardziej, że jest ich trzech.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"To tylko ludzie, najprawdopodobniej na sam mój widok sparaliżuje ich strach. To nie są paladyni od dziecka przygotowywani do walki z nieumarłymi"- powiedział w duchu.
Mor Gash po chwili został dostrzeżony przez jednego z drwali.
- Tu jest jakiś stwór! - krzyknął do kompana i pokazał palcem w strone ukrytego między drzewami licza.
- Co to jest, czego on szuka? - zapytał jeden z drwali. Wszyscy odstawili swoją pracę i zamieżali przepędzić przybysza.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mor Gash rozpoczął wypowiadanie słów czaru. Zaczął koncentrować swoją energię. Drwale popatrzyli na siebie przerażeni.
- To! To jakaś upadła istota! - krzyknął jeden z nich przerażony i zaczął uciekać, ale jego kompan go powtrzymał.
- To tylko durny szkielet. Mój starszy brat zabił takich mnóstwo. - rzekł bez strachu w głosie. Najwyraźniej ten mężczyzna był bardzo odważny... albo bardzo głupi. - Precz koścista pokrako! - krzyknął i ruszył z siekierą w stronę Mor Gasha.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum