Krazzel stał na murach oblężonego Seilaru. W jego dłoniach pierwiastki magii formowały kolejny sopel lodu którym miał on cisnąć w przeciwnika. Obok niego pojawił się szczyt kolejnej drabiny przeciwnika. Magia powoli wykreowała sopel a na drewnianej konstrukcji pojawił się czubek zielonej łysiny wroga. Niemal w ostatniej chwili elficki wojownik zdołał odepchnąć drabinę posyłając napastników z hukiem powrotem pod mury miasta. Sopel opuścił ręce wprawnego maga rozbijając katapultę która miała właśnie wystrzelić kolejny głaz w ich kierunku. Siła pocisku uszkodziła ją lecz to tylko kwestia czasu by orkowie ponownie ją odbudowali. Znów wytną parenaście drzew wspaniałego elfickiego lasu. Dźwięk orczego rogu brzmiał niemal zbawiennie dla obrońców. Po raz kolejny udało im się przerwać oblężenie jednak jak długo jeszcze tak pociągną? Mury były już poważnie naruszone. Budynki wewnątrz miasta na których wylądowały głazy z katapulty przypominały bardziej ruiny. Zielonoskórzy ponownie się wycofywali. Powrócą już niedługo. Krazzel opuścił mury. zszedł kamiennymi schodami i kroczył drogą obsypaną gruzami. Zatrzymał się przy jednym z budynków. Wszedł do środka. Znajdowało się tam kilku magów nieustanie naprzemiennie rzucając czary.
- Są już w zasięgu naszej magii? - spytał mag nerwowo potrzepując kurz zaległy na jego szacie
W odpowiedzi jeden z nich pokiwał przecząco głową.
Krazzel oparł się o stół.
- Zdążą - powiedział. Powtarzał to nieustannie od czasu ich wyjazdu - Podajcie mi miksturę many!
***
Kompania po długiej i niezbyt komfortowej drodze dotarła wreszcie do celu. Zatrzymali się w dość brutalny sposób gdyż hamowanie wózka pędzącego z dość dużą prędkością nie było zbyt dopracowaną częścią mechanizmów Ragfera.
- No to jesteśmy u celu. - powiedział dumnie krasnolud - Ten tunel zaprowadzi nas ku powierzchni a później czeka nas jedynie piesza wędrówka do waszego miasta.
Łowca zeskoczył z ujstrojstwa, przklnął dość siarczyście i splunął, otrzepał się poprawił torbę podróżną na ramieniu skrócił pas kołczanu aby łatwiej wyciągac można było strzały i wziął łuk w rękę.
-To chodźmy. Prowadx mości krasnoludzie-
Humor podczas przejażdżki poprawił mu się, choć jego wygląd na to nie wskazywał.
Kiedy to ja się ostatni raz kąpałem? Cholera wie, jak tylko wrócimy do Seilaru musze się udac do porządnej łaźni
-Wszyscy cali?-spytał rozglądając się. Nie czekając odpowiedzi podszedł do Ellainy
-Wiem że to może nienajlepsza pora lecz czy możesz zindentyfikowac mi ten płaszcz i hełm? Byc może się nam przyda.-
Altharis wygramolił się z pojazdu. Oparł się rękami o ścianę tunelu i odczekał chwilę, jako że cholernie kręciło mu się w głowie od jazdy tym krasnoludzkim ustrojstwem.
-Tak więc chodźmy- rzekł po krótkiej chwili, dając znać że jest gotowy do dalszej, teraz już pieszej części wędrówki. Kroczył w milczeniu za Ragferem. Nie miał jakoś ochoty na żadną rozmowę. I nie miał pojęcia dla czego.
Ellaina przyjrzała się uważniej podanym jej przedmiotom w postaci hełmu i płaszcza. Po chwili oddała je łowcy.
- Wyczuwam że zaklęta w nich jest silna stworzona przez druidów magia z zakresu najprawdopodobniej transfiguracji lecz... przykro mi Tulianie nie jestem w stanie powiedzieć ci na chwilę obecną jak ona działa a czasu na to byś pozostawił to u mnie na dłużej chyba nie mamy - uśmiechnęła się delikatnie - Kiedy tylko to wszystko sie skończy obiecuję że zajmę się tym jak najszybciej.
- Chodźcie - ponaglił ich Ragfer prowadząc do tunelu biegnącego w górę.
Po drodze napotkali kilka rozgałęzień lecz stary krasnolud zdawał się doskonale pamiętać drogę prowadzącą ku powierzchni. Wkrótce znaleźli się na oświetlonym przez promienie słońca wzgórzu gdzie spoglądając na zachód mogli dostrzec wznoszące się Księżycowe Lasy.
Łowca w czasie drogi postękiwał i sapał, nienawidził podziemnych korytarzy ze względu na złe doświadczenia. Gdy tylko wyszli na zewnątrz odetchnął świeżym powietrzem spojrzał na miejsce gdzie się znajdywali i sięgnął do bukłaku z wodą aby się troszke orzeźwić.
-To daleko jeszcze Altharisie? Spójrz na mapęi oceń mniej więcej chyba że pan krasnolud będzie wiedział-
W głosie łowcy można było wyczuc lekki sarkazm, koniec końców wychowany był przez elfy które nie przepadają za krasnoludami.
Altharis biegł w milczeniu ciemnym tunelem mającym wyprowadzić ich na powierzchnie. I tak też sie stało. Kiedy tylko wyszli na powierzchnie, mimowolnie zmrużył oczy chroniąc się przed oślepieniem przez światło słoneczne. Spojrzał na widoczne w oddali Księżycowe Lasy...
Słysząc pytanie Tuliana odrzekł:
-Nie zbyt orientuje się w gdzie teraz jesteśmy. Całkowicie straciłem orientację w tych tunelach, ale to chyba już niedaleko-
Biegł dalej w milczeniu. Serce maga trawiła niepewność i strach przed tym co ma nastąpić. Okaże się czy zdołali na czas wypełnić powierzone im zadanie czy jednak zawiedli...
Ragfer rozejrzał się wokół a następnie spojrzał na trzymany za pasem zwitek papieru który był jego mapą. Po krótkim przestudiowaniu go ustalił ich położenie. Włożył mapę spowrotem za pas.
- "Pan krasnolud" Zna się na podróżowaniu znacznie lepiej niż ty chłopcze - odpowiedział na sarkazm łowcy z równie wyraźnym zawzięciem podkreślając jednocześnie swą rangę i wiek z którym Tulian w żadnym wypadku nie mógł się mierzyć. - Chodźcie za mną. Jeśli się sprężymy to przed zmrokiem przekroczymy granicę lasu.
Tulian prychnął, chciał obalic krasnoluda szybkim złapaniem za rękę a natępnie wybicie mu wszytskich zębów głowicą miecza. Powstrzymał się myśląc o nagrodzie jaka może go czekac jak uda im się odeprzeć Ataki orków. Ruszył ze wszystkimi szybkim tępem
-Jakbyśmy mieli konie to by nie szło nam tak wolno- myślał o swoim wierzchowcu i nie wiedział czy zobaczy go kiedykolwiek.
Altharis spojrzał na łowcę z wyraźnym politowaniem. Zdawałoby się, że to on jako Srebrny Elf czystej krwi powinien gardzić krasnoludem lecz kiedy miało się zaszczyt podróżować z tak wybitną postacią, różnice rasowe przestawały mieć znaczenie. Liczyła sie za to wiedza i doświadczenia Ragfera. Mimo takiego zdania młody elf nie wtrącał sie do rozmowy. Nie chciał wywoływać niepotrzebnej zwady.
Ragfer poprowadził drużynę starając się iść szybkim pewnym krokiem do celu. Nie zwracał uwagi na narzekania łowcy tym samym nie odzywając sie do niego czy nawet nie spoglądając w jego stronę traktując go tym samym jako niechciane obowiązkowe towarzystwo. Późnym popołudniem znaleźli się już wokół drzew Księżycowych Lasów krocząc wprost przed siebie. Nie zaszli jednak zbyt daleko gdyż nagle wszyscy towarzysze podróży poczuli dziwne szarpnięcie od wewnątrz. Obraz przez nimi zdawał się zamazywać. Następnie ogarnęła ich ciemność. Po dłuższej chwili poczuli że leżą na białej kamiennej podłodze.
- Udało się - usłyszeli nagle głos - Wezwij magów!
Tulian stara się zerwac z podłogi wyjmując łuk i napinając go. Co jest do cholery, kurwa ja pierdole?
-W czyim ręku jesteśmy?- rzekł łowca ale domyślał się mniej wiecej gdzie są oraz co moze się stac. Choć pytanie brzmiało dośc głupio to byłą jedyna rzecz która naszła Tuliana.
Altharis z początku miał zamiar się bronić. Wyglądało na to że zostali porwani za pomocą czaru teleportującego. Porwani albo błyskawicznie przeniesioni ? Mag rozejrzał się po otoczeniu w którym się znależli
Kiedy towarzysze podnieśli się z ziemui ujrzeli owalny pokój w którym znajdowało się niezbyt wiele rzeczy poza kilkoma większymi szafkami oraz małym stołem położonym przy ścianie na którym leżało kilka opróżnionych flakonów. Przy drzwiach stała dwójka młodych mężczyzn w biało-zielonych szatach. Kiedy Tulian napiął łuk poczuł jak jego dłonie ogarnia paraliżujące uczucie które zmusiło go wypuścić broń z rąk.
- Spokojnie - krzyknął jeden z nich - Jesteśmy magami Seilaru. Kazano nam was sprowadzić gdy tylko wkroczycie w zasięg naszej magii.
Ragfer sklinał siarczyście.
- Przeklęta elficka magia - Warknął podnosząc się wraz z całym swoim ekwipunkiem co z pewnością nie było prostym zadaniem kiedy się leżało brzuchem na ziemi a rynsztunek swoje ważył. - Jakby nie można było inaczej
Nagle coś huknęło całkiem niedaleko nich jakby jakichś olbrzymi obiekt zderzył sie z kamiennym podłożem.
Tulian wziął łuk, charknął splunął na ścianę i zawstydził sie może nie było to zbyt uporzejme ale nie chciał przeklinać Nigdy więcej...
Podniósł łuk z ziemi strzałę włożył do kołczanu. Po usłyszeniu odgłosu zapytał poważnym głosem:
-Co tu się dzieje do kurwy nędzy?- Miałem nie przeklinać, a chuj, trduno!
Elfowie o srebrnych włosach z pewnością w innej sytuacji co najmniej skarciły by zachowanie łowcy jednak teraz wydawało się być ono co najmniej nieistotne.
- Mistrz Krazzel wkrótce powinien sie tutaj zjawić. Oblęże... - zaczął mag lecz nie dane mu było skończyć gdyż do pokoju wbiegł właśnie Krazzel wraz z trzema innymi elfami. jeden z nich wydawał się nie być magiem choć to nie szata świadczyła o umiejętnościach to jednak ten miał na sobie jedynie żółtą koszule oraz brązowe skórzane spodnie, na jego nadgarstkach zaś znajdywały się ćwiekowane klamry.
- Dzięki bogom!! - krzyknął Krazzel - Żyjecie - podszedł w kierunku Altharisa i uścisnął swojego ucznia klepiąc go po plecach. Następnie odstąpił i spojrzał na Ragfera - Ty zapewne jesteś kowalem o którym tak wiele słyszałem. Dasz radę skuć tak potężny artefakt którym jest pięść - powiedział skłaniając się mu w wyrazie szacunku.
-No dobra dośc tych cnotliwych bzdur- łowca powiedział to bardzo wdzięcznym tonem, zrobił krótką efektywną pauzę zaczerpnął powietrza i mówił dalej.
-Jeżeli oblęzenie się już zaczeło a z tego co słyszymy to na wielką skalę to orkowie mogą przebić się przez mury własnie dziś. myśle że rozsądnie by było aby mistrz Krazell i Altharis zabrali krasnoluda w miejsce gdzie będzie mógł złożyć pięść a ja, Effael i Urius udamy się na mury, wcześniej zachodząc do zbrojowni bo sądze że przyda nam się lepsze wyposażenie. To jak godzicie się na mój pomysł? Ahh, wybacz Ellaino myślez że powinnaś udać się do Lazaretu, a i jeszcze jedno mistrzu, powiedz mi jakie cechy mają ten hełm ze skóry wilka i ten płaszcz, bom wielcem ciekaw.-
Altharis czule uściskał swego mistrza. Nie widział go już ładny kawał czasu a podczas wojny nigdy nic nie wiadomo...
-Mistrzu, również miło cię widzieć. Mam nadzieje że bez trudu zebraliście pozostałe kryształy- nie czekając na odpowiedź dodał pospiesznie- Co najważniejsze, musimy wpierw porozmawiać na osobności. Tylko ja, ty i Ragfer- wskazał na kowala. To bardzo ważne-rzekł po czym wlepił swój wzrok w twarz mentora
- Czy dam radę wykóć pięść? - spytał krasnolud - Oczywiście. Byłem jednym z kowali którzy ją kuli. Dajcie tylko kowadło i rozgrzany piec - powiedział dumnie
- A więc jednak - powiedział Krazzel po czym spojrzał na Altharisa - Nie wiem czy... - zaczął lecz zamilkł kiedy rozległ się donośny dźwięk rogu. Na twarzy magów zagościł wyraz ulgi - Udało się nam -wyjaśnił - To już trzecie natarcie tego dnia. Znów się wycofują żeby zaatakować ponownie. Nasze mury są już wystarczająco uszkodzone. Wkrótce padną... Nasi żołnierze mówią już między sobą że orkowie kończą budować wykonany z naszych cennych drzew ogromny taran który z pewnością da radę rozbić nasze bramy mimo najsilniejszego oporu w tamtym miejscu. - Krazzel spojrzał na łowcę - Dziękuję ci za zaoferowanie pomocy. Z chęcią powitałbym was jak bohaterów i zaproponował odpoczynek po trudach podróży lecz nie mamy takiego komfortu gdyż nie wiemy czy dotrwiemy jutrzejszego poranka. Nasze zbrojownie są już niemal opustoszałe. Każdy nawet niewyszkolony mieszkaniec tego miasta dostał w rękę broń by walczyć o własne życie. Możesz liczyć na zapas strzał gdyż nasi fleczerzy ciągle produkują nowe. Udajcie się z Geravelem do koszar. Tam dowiecie się co i jak. Tam też z pewnością powiedzą ci o magicznych właściwościach tego przedmiotu. Reszta prócz Ragfera i Altharisa niech opuści ten pokój i poczeka na nas - powiedział stanowczo do pozostałych magów.
Kiedy wszycy wyszli z pokoju Kazzel spojrzał na pozostałą dwójką
- O co chodzi Altharisie?
Tulian, Urius, Effael oraz Ellaina kroiczyli za magiem. Kiedy opuścili bydynek ujrzeli ogrom zniszczenia. Domy rozgromione przez pociski z katapult, martwi ludzie którzy zginęli w bardziej lub mniej drastyczny sposób. Z oddali widać także było bramę miasta która była już strasznie zniszczona a żołnierze przybijali do niej kolejną warstwę belek pochodzących zapewne z dachu jednego z zniszczonych budynków. Dotarli pod dość duży budynek z którego nieustannie wchodzili bądź wychodzili strażnicy. Mag zawołał kapitana a następnie zwrócił się do łowcy.
- Pokaż mi ten hełm i płaszcz. Zaraz powiem ci jaka magia jest w nim zaklęta.
Mag odetchnął głęboko po czym począł mówić. Przygotowywał się do tej chwili od dawna.
-Krazzelu, ten tu krasnolud był obecny przy tworzeniu Pięści Żywiołów pięćset lat temu. Jednak później stało się coś o czym doskonale wiesz. Pieść zostało wykorzystana w złym celu, zginęła masa niewinnych ludzi. Zresztą znasz tą historie o wiele lepiej niż ja. Chciałem ci powiedzieć tylko to, że Ragfer zgodził sie odtworzyć ten potężny artefakt pod pewnym warunkiem- ma on zostać zniszczony zaraz po ostatecznym pokonaniu orków. Przysięgłem, że zrobię wszystko aby tak się stało, nie szczędząc przy tym życia. W związku z tym pojawia się tutaj moja prośba, aby nikt prócz ciebie, kiedy Pieść Żywiołów już powstanie, nie miał do niej dostępu i byś tylko ty, gdyż tylko tobie ufam bezgranicznie nią władał. Każdy inny z nas jest potencjalnym zagrożeniem... nie możemy dopuścić do tego by historia się powtórzyła. To wszystko co mam w tej sprawie do powiedzenia. Mam nadzieję, że zgodzisz się na te warunki gdyż inaczej... właściwie to nie masz wyboru. Chcę jednak usłyszeć że się zgadzasz z twoich ust- zakończył mowę Altharis po czym porozumiewawczo spojrzał na kowala
Ragfer słysząc mowę Altharisa skinął jedynie dumnie głową a kiedy ten zakończył krasnolud położył mu rękę na ramieniu.
- Rad jestem że ci zaufałem przyjacielu - powiedział z pełną powagą - Tak więc Krazzelu to jest mój jedyny warunek. Bez jego przyjęcia nie wykuje tego artefaktu. Zgadzasz się wziąć na siebie brzemię Pięści a następnie zniszczyć ją?
Krazzel milczał na chwilę dokładnie rozważając to co właśnie usłyszał.
- Możesz być pewien Ragferze że Pięść zostanie osobiście przezemnie zniszczona kiedy tylko odeprzemy oblężenie i już nikt nigdy nie posłuży się jej niszczycielską mocą.
- Co się zaś tyczy ciebie Altharisie, jesteś wielkim człowiekiem i jestem pewien że rodzice byliby dumnie wiedząc jak szlachetnego mają syna.
- Niestety nie posiadamy łuków gdyż wszystkie zostały wydane mieszkańcom miasta, strzały rozdają fleczerzy - odpowiedział łowcy kapitan wskazując w kierunku kilku mężczyzn przy koszarach. jeden z nich ciosał właśnie gałązkę inny zaś przyznawał kołczan kolejnemu łucznikowi który się tam zgłosił. pozostali byli na różnych etapach wyrobu strzał. - Kiedy odbierzesz od nich kołczan wejdź na mury od strony bramy miasta. Przyda nam się tam człek o wprawnym oku
Następnie zwrócił się do pozostałych wydając im polecenia i przydzielając w różne miejsca podczas następnego natarcia orków.
-Moi rodzice... Dziękuję mistrzu - Altharis nie wiedział co powiedzieć w takiej chwili. Nie lubił kiedy wspominano przy nim o jego rodzicach gdyż wtedy przypominał sobie o tym, że jest sierotą, że tak naprawdę pozostał sam.... Oczywiście obraz jego rodziców, choć dawny i nieco zamazany przez długie lata pozostał wyryty w jego pamięci. Młody elf zastanawiał się jeszcze chwilę nad tym czy w w głębi serca jest taki szlachetny jak mówił Krazzel. To prawda, czasami zdarzały mu się chwile patosu lecz często było też tak, że niewiele obchodził go los innych, nawet współbraci. W takich chwilach myślał tylko o sobie. Zaiste dziwnym i zmiennym charakter obdarzony został ten srebrny elf.
-Kiedy już wszystko wyjaśniliśmy, proponuję jak najszybciej przystąpić do odtwarzania Pięści. Niem muszę chyba wspominać, że pragnąłbym być obecny przy tym procesie. Nie na co dzień ma się przecież zaszczyt oglądać takie zjawisko-
Krazzel skinął głową spoglądając na dwójkę przed sobą.
- Wszystko jest już przygotowane do odtworzenia artefaktu. Najlepszy z naszych kowali jest gotów aby pomagać ci w odtwarzaniu różdżki a ogień w kuźni pali sie nieustannie. - zwrócił się do Ragfera po czym przeniósł wzrok na swego ucznia - Cóż oprócz głównych magów którzy przygotowywali swą moc do tego procesu będą także ci którzy posiadają zasoby energii. Przyznam że każda jej cząstka by się przydała w odtwarzaniu mocy tego przedmiotu jednak ostrzegam że proces ten nie jest prosty i pochłonie całą twoją energię. Decyzja należy do Ciebie. Jeśli chcesz tego choć za mną. - Krazzel otworzył drzwi gdzie czekał już przyodziany w skórę elf. Mag skinął mu głową i wszyscy ruszyli wąskim korytarzem do drzwi które go kończyły.
- Cóż najlepsze to dość płynne określenie zwłaszcza że trzeba je produkować nieustannie - powiedział fleczer wyraźnie zmęczony swoją pracą. Pod jego głową spływały wolno kropelki potu. Sięgnął po kołczan znajdujący się za nim i podał go łowcy - Te powinny być odpowiednie dla wyszkolonego łucznika.
Kiedy Tulian wrócił do maga ten poinformował go o właściwościach jego "znaleziska". Następnie Łowca udał się na mury tuż obok bramy. Naciąganie strzały na łuk mogło okazać się bezcelowe gdyż ogniska orków paliły się zbyt daleko by łowca mógł oddać celny strzał. Wokół niego znajdowało się wielu łuczników. Jedni należeli do tych z straży miasta inni byli zwykłymi cywilami. Tuż obok łowcy siedział oparty o kamień tworzący "koronę" muru młody chłopiec z łukiem położonym na na udach. Gładził jego drzewiec wpatrując się nieruchomo w obrany przez siebie punkt na niebie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum