Wysłany: 2006-10-02, 09:51 Dalsza Droga (Kroniki Lipki)
Promienie słońca przebijały się korony wielkich drzew, co dawało efekt pięknych przebłysków. Widok ten zachwycał prawie każdego kto trafił w te strony. Teraz jednak oglądanie go dane było gogowi, który wychowany przez mroczne elfy, nie zrodził w sobie upodobania do słońca i tworzonych przezeń efektów.
Lipka, zaledwie kilka dni temu wyruszył z Krag'Sur wraz z Talethem, dopiero co poznanym ludzkim magiem. Gdy opuszczali owe miasto, przeżywało one swe ostatnie chwile. Bohaterowie o tym jednak wtedy nie wiedzieli. Gog, jednakże zdążył się już z człowiekiem rozdzielić. Teraz wędrował sam po Źródłach Natury w sobie tylko znanym celu.
Wtem, zza drzew oczom maga ukazały się elfickie budynki. Najwyraźniej natrafił na Elfickie miasto, do tego całkiem pokaźne. Nie był w stanie objąć wzrokiem całego, ba, nawet ćwierci.
Dziesiątki elfów wędrowały pomiędzy budynkami zbudowanymi przy drzewach, zazwyczaj z materiałów, które każdy mógł napotkać na leśnej ściółce. Nie budowali domów z drewna, chyba, że drzewo do którego ono należało dawno już umarło.
Mimo tak kruchej na pozór architektury, budynki wydawały się dziwnie solidne.
Prze większość drogi Lipka zadawał sobie jedno zasadnicze pytanie „ jaki jestem?”. Pytanie to było powodowane podsumowaniem ostatnich wydarzeń w jego życiu. ”Jestem dobry czy zły?” zadawał sam sobie pytanie Gog ale nie potrafił odpowiedzieć. Dogłębnie analizował swoje poczynania wspominając każdą chwile i stwierdził ze potrzebuje zmian choć nie wiedział jeszcze jakich zrozumiał że musi opowiedzieć się po którejś ze stron dobro albo zło, a może neutralność, obojętność na krzywdy innych i egoizm byłby odpowiednim stylem życia dla niezdecydowanej istoty bez celów do realizowania. Pogłębiając się w rozmyślaniach dążył wprost przed siebie ogarniając wzrokiem całe swoje otoczenie. Przebijające słońce coraz bardziej działało mu na nerwy dlatego też zaciągnął swój kaptur tak daleko aby cała jego twarz spowił cień.
Elfickie miasto zrobiło na gogu całkiem spore wrażenie, czuł jednak do niego pewną wrodzoną i wyuczoną od małego niechęć. Gra świateł na dachach budynków oraz wielkie kolorowe rośliny, którymi były przystrojone budziły w nim jednakże pewnego rodzaju zachwyt.
Od pierwszych zabudowań dzieliło go około 100 metrów. Miasto o dziwo nie było osłonione jakimkolwiek murem, nie widać było również nigdzie straży.
-Najpierw mroczne elfy potem krasnoludy teraz tylko ich brakowało- szeptał pod nosem Gog wypatrując przechodnia który wyglądałby na dobrze poinformowanego, a następnie zapytał go – Gdzie tu można znaleźć gildie magów?- w planach miał powrót w środowisko magów, może oni mieli by dla niego jakieś ciekawe zadanie.
Elfy ze zdziwieniej i niejakim podejrzenieem przyglądały się wkraczającemu do miasta Lipce. Czuł on na sobie wzrok niemal wszystkich przechodniów w okolicy. Spowodowane było to zapewne jego strojem, zasłaniającym ciało i twarz Bohatera.
Zaczepiony przechodzień, ubrany w lekkie zwiewne szaty zmrużył lekko oczy po czym odparł wyniosłym tonem:
"Gildię magów ? W Lithitii mamy jedynie szkołę magów oraz dom mędrców. Gildii jako takiej raczej nie posiadamy. Pierwsze znajdziesz na zachodzie miasta, drugie, znajduje się pod Lithir, Drzewem Życia w centrum." Elf wyraźnie chciał jak najszybciej skończyć tą rozmowę.
"Rozsiane są po całym Mieście, z pewnością jakąś znajdziesz." odparł zniecierpliwiony Elf "Nie mam niestety więcej czasu więc żegnam." zakończył po czym począł oddalać się od Lipki. Bohater, gdy przyjrzał sięotoczeniu, zdołał stwierdzić, że całkiem niedaleko znajduje się jedna karczma, w szyldzie posiadająca fioletowy kwiat.
Lipka udał się do karczmy którą ujrzał a gdy tylko minął próg zdjął kaptur, rozejrzał się wokoło i podszedł do karczmarza mówiąc:
- Poprószę jakaś starawe i napitek- po czym usiadł przy ladzie i czekał na reakcje karczmarza.
W izbie również spotkał się z ciekawskim wzrokiem Elfów. Stał się tym bardziej natarczywy, gdy Bohater zdjął kaptur. Zapewne nieczęsto widywano tu goga.
Karczmarz jednak zachował się jak na profesjonalistę przystało.
"Zapewme znajdzie się jakieś mięsiwo, jednak za dodatkową opłatą, gdyż raczej tego tu nie jadamy. Mogę zaproponować również chleb elficki i owoce z naszych lasów. Z napitków mamy jedynie miód pitny oraz piwo korzenne. Co zatem podać ?" wydawał się dziwnie sympatyczny, choć pewnie przemawiała przez niego jedynie chęć zarobku.
- Czy bywają w twoim życiu chwile w których nie wiesz co masz ze sobą zrobić? – zadał pytanie karczmarzowi Gog ale nawet nie oczekując na odpowiedz odpowiedział na pytanie karczmarza- Niech będzie to co tu się najczęściej jada i pije, ale mam nadzieje ze niezbyt drogo tu jest?- mówił bez chęci do życia – a może się coś tu ciekawego ostatnio wydarzyło?- Lipka mówił tak jakby chciał nawiązać jakiś kontakt z karczmarzem. Szukał kogoś komu mógłby się wyżalić i opowiedzieć o wszystkim.
Kaczmarz uśmiechnąl się.
"Zatem owoce z chlebem oraz miód pitny, razem 14 ZM." odparł coś po elficku w stronę drzwi za nim, po czym wrócił do Bohatera.
"Nie, ostatnio raczej nic ciekawego się u nas nie działo. Krążą tylko różne plotki na temat Ethelini i jej dziwnych planów. Słyszałem także, iż jedno z krasnoludzkich miast przy granicy, zostało doszczętnie zrójnowane, przez jakąś bliżej nieokreśloną siłę. W Domu Mędrców aż od tego huczało."
Oprócz Lipki przy ladzie siedział jeden, trochę obskurnie ubrany Elf. Co chwil krzywo spozierał na Goga z niekrytym niesmakiem.
- Chodzi ci o Krag'Sur przechodziłem tamtędy niedawno z jednym magiem i oboje wyczuwaliśmy silną magiczną moc, a dzień wcześniej doszły nas wieści ze przywieziono tam jakąś potężną istotę, nazywaną ją chyba jakoś na „l” ale już nie pamiętam, wiesz pamięć dobra ale krótka- uśmiechnął się Gog pod nosem trochę zapominał już o złym humorze – Ale ten stwór podobno był podobny do jaszczura ale osobiście go nie widziałem. A kim jest Ethelini? – spytał zaciekawiony, lecz na chwile spuścił wzrok z karczmarza aby rzucić szybkie spojrzenie postaci siedzącej obok.
"Haha, nie słyszałeś o Jasnej Pani ? Ethelini to zapewne najpotężnijsza czarodziejka jaka miała okazję stąpać po Sorii. Żyje w domu mędrców, tam też prowadzi różne badania, korzystając z mocy Lithir. To ona własnie zarządza całym domem oraz szkołą magii. Lithirią rządzi teoretycznie rada, jednak to Ethelini ma największy wpływ na losy naszego miasta."
Elf siedzący obok podchwycił wzrok Goga i niczym rażony piorunem natychmiast zareagował.
"Co się patrzysz demoni bękarcie !?" warknął wybałuszając lekko oczy. U jego pasa Gog zauważył krótki miecz.
Zza Karczmarza wynurzyła się elfka z tacą, na której znajdował się talerz z kilkoma kolorowymi owocami, o których Lipka nie wiedział zbyt wiele, dwiema kromkami jasnego chleba i kuflem złotego płynu. Postawiła wszytko przed Lipką i zniknęła w dzwiach za ladą.
"14 ZM się należy." odparł Karczmarz wyciągając ręke.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2006-10-03, 20:36, w całości zmieniany 1 raz
Lipka zignorował zaczepnika ponieważ już zdobył odpowiednie doświadczenia na ten temat dlatego kontynuował do karczmarza jednocześnie podając mu zapłate za usługe.
-Nie słyszałem o niej.-Gog zaczął się dziwnie denerwować i cały czas nasłuchiwał ruchów Elfa ale starając się tego zbytnio nie okazywać powoli jadł swój posiłek dalej mówiąc do karczmarza- A może Zniszczenie tego krasnoludzkiego miasta miało coś związek z konfliktami rasowymi? Podobnież ktoś miał sprowadzić jakaś istotę w te strony, wiesz cos o tym?
"Nic mi o tym nie wiadomo. Jeśli natomiast zniszczenie tego miasta, byłoby naszą robotą, z pewnością byśmy o tym wiedzieli." zaśmiał się krótko po czym ciągnął dalej:
"Wiem jedynie, że Ethiel, brat Ethelini ostatnio sporo podróżował, znosił podobno dla siostry mnóstwo dziwnych rzeczy. Niektórzy twierdzili, że były to jakieś potężne magiczne przedmioty. Pewien czas temu, razem z nim, do miasta wrócił konwój Jorowy z wozami pełnymi jakiś ksiąg."
Elf obok Lipki nadal łypał na Goga, czasem także mruczał coś pod nosem.
Lipka chciał być neutralny ale nie wiedział jak wychodzić z takich sytuacji obronna ręką dlatego dalej nie reagował na zaczepnego elfa.
- A jak wygląda ten Thiel? – Gog obawiał się ze już miał z nim styczność i to w zbyt bliskim kontakcie gdyby przypuszczenia okazały się słuszne nie czekał by zbyt długo na tych terenach gdzie tak rzadko się widzi Gogów.
"Ethiel ? Wysoki elf o długich jasnych włosach, na policzku ma sporą bliznę. Z oczu zawsze mu tak dziwnie patrzy." odparł karczmarz po chwili zastanowienia.
Posiłek nie smakował zbytnio Gogowi. Owoce i chleb nie były tym, co jego rasa lubiła najbardziej. Miód pitny był za to całkiem dobry, choć dla Bohatera, nieco za słaby.
Lipka rozejrzał się dookoła po karczmie ale zrobił to tak aby nie spoglądać na Elfa który próbował go zaczepiać. Starał sobie przypomnieć twarz tego elfa który trzymał już ostrze przy jego szyi. Myślał i małymi łyczkami popijał miód, lecz po chwili bezwładnie zapytał:
- czy dostane tu jakiś bukłak na wodę?- W jego głosie było tylko zamyślenie i żadnych uczuć.
"Bukłak ? Teoretycznie mógłbym sprzedać jeden. Kosztować będzie 8 ZM i nawet napełnię go wodą." odparł z lekkim uśmiechem na twarzy.
Izba nie była szczególnie przepełniona. Jedynie trzy spośród ośmiu stołów były zajęte przez, kolejno: trzy, dwie i cztery Elfy. Niektórzy spoglądali ukradkiem na Goga inni byli pochłonięci swoimi sprawami.
-Ahh cóż wydaje mi się ze ta cena jest trochę wygórowana.- stwierdził Gog- Są tu miejsca godne jakiejś szczególnej uwagi? Lub takie których raczej taki Gog jak ja powinien unikać?- Lipka pytał o rady karczmarza ponieważ w mieście krasnoludów zdobył odpowiednią nauczkę, w prawdzie to była jego wina ale jednak wolał dmuchać na zimne.
"Unikać żadnych miejsc raczej nie musisz, my Elfy nie napadamy na gości jak Krasnoludy, ani też nie bierzemy ich do niewoli jak Mroczne Elfy. Złodzieji raczej nie powinieneś napotkać. Co do miejsc wartych odwiedzenia... Zależy co cię interesuje. Chlubą naszego miasta jest Lithir, Drzewo Życia znajdujące się w jego centrum. Z pewnością warto jest je zobaczyć, jest zaiste imponujące. Nie wiem cóż innego ci poradzić, gdyż nie wiem co może cię zainteresować."
-Więc dziękuje i do zobaczenia- Pożegnał się z karczmarzem z uśmiechem na twarzy ale wychodząc rzucił szczere ostatnie spojrzenie w oczy elfowi którego z pewnością nie będzie miło wspominał. Po wyjściu z karczmy udał się do centrum do ów drzewa które jeszcze nie wiedział jakie ma zadanie ale sądząc po nazwie ma dużo wspólnego z magią.
Wyszedł Bohater na zewnątrz, gdzie promienie opadającego słońca oświetliły mu twarz.
Droga do centrum Lithiri była raczej prosta, szczególnie, że po przejściu kilkudziesięciu kroków ujrzał w oddali koronę wielkiego drzewa. Złote liście nadawały jej zaiste imponujący wygląd. Im dalej szedł, tym więcej odsłaniało się przed nim owego widoku.
Wokół niesamowicie grubego pnia drzewa, wybudowana była imponująca budowla. Przyzdobiona świecącymi krzewami, kolorowymi kwiatami. Jej atchitektura była zadziwiająca, wyglądała jak zbudowana z liści. To musiał być owy Dom Mędrców.
Bohatera dzieliło od niego jeszcze około 200 metrów.
Idąc ku drzewu podziwiał i zachwycał się jego wyglądem lecz powoli zaczynał szukać jakiś napisów lub znaków prowadzących do gildii gdzie mógłby się dowiedzieć o wydarzeniach z krasnoludzkiego miasta.
Gdy szedł dalej w stronę drzewa, ujrzał coś, co spowodowało, iż jego półdemoniczne serce podskoczyło niemal do gardła.
Na lewo, przy sklepie z magicznymi akcesoriami stał nikt inny jak Elf, którego spotkał Lipka w drodze powrotnej do Krag'Sur. Gdy teraz mu się przyjrzał, pasował on idealnie do opisu Karczmarza. Rozmawiał o czymś z elfim magiem, najrawdopodobniej właścicielem owego sklepu. Bohater był jednak zbyt daleko by cokolwiek usłyszeć.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum