Wysłany: 2006-06-09, 21:45 Przybysz z innego świata (Kroniki Pudziana - wprowadzenie)
Gdzieś na Gadzich Bagnach, tam gdzie prócz Jaszczuroludów nie było innych postaci, a słońce nie odbijało się w ciemnej wodzie, była osada. Osada nieduża, bo mieszkało w niej tylko trzydziestu kilku jaszczuroludów i niezbyt rozległa, gdyż było w niej tylko 8 domostw, zbudowanych w korzeniach wysokich, starych drzew. W osadzie tej mieszkał od jakiegoś czasu Pudzian, Jaszczurolud. Nie pochodził on jednak z tych stron i nic go tu nie trzymało na dłużej. Lecz z powodu braku zajęć i gościnności Ssahat'ravassa - swego przyjaciela od dawna, przebywał właśnie w tej osadzie i czekał na cud...
Któregoś dnia, który zapowiadał się na kolejny nudny dzień. Bohater tej opowieści wstał o swej normalnej porze i oczom ukazało mu się niemałe zamieszanie. Dom Ssahat'raverassa, tak jak wszystkie inne domy w tej osadzie, składał się tylko z jednego pomieszczenia, które było jednoczśnie sypialną dla wszystkich mieszkańców, kuchnią i jadalnią. Rodzina Ssahat'raverassa, jego syn Assalisah, mający tylko mniej więcej trzy lata i żona Saesilias'ver głośno rozmawiali. Pudzian otworzył oczy, leżąc na swym posłaniu i mimowolnie spojrzał na nich. W pokoju tym były 4 posłania, każde należące do innego domownika, ława przy której się jadło i meble po prawej stronie od wejścia na zewnątrz. "O Pudzian się obudził." zauważył niezwykle bystry Assalisah. "Nie uwierzysz co się stało!" Wykrzyczał nie ukrywając podniecenia i emocji. [/scroll]
Assalisah na chwilę zaniemówił, co wykozystała jego matka: "śniadanie będzie póżniej, gdy pozbieram jagody do ryb." Powiedziała wychylając się przez drzwi. W tym czasie Assalisah podskoczył z radości "Do Hassalah przywitała tratwa z ludzmi!" Powiedział szczęśliwy, tak jakby ich wcześniej nie widział. Pudzian również nigdy w zyciu nie spotkał ludzi, ale gdy był na południu słyszał, że budują oni wielkie miasta na równinach i wytwarzają przednią broń. "Ludzie w naszej osadzie!" Powtórzy rozradowany Assalisah. "Mój ojciec wraz z Tes'ssem poszedł z nimi konwersować. Podobno szukają przewodnika po tych okolicach, czegoś szukają..." Młodzieniec mówiłby dalej, gdyby nie Ssahat'raverass, który właśnie wszedł do izby. Natychmiast głowa tego domostwa podszedł do Pudziana i przywitał się z nim gestem ręki. "Czego oni szukają?" Zapytał syn swego ojca. Ssahat'raverass popatrzył na niego, lecz uwagę swą supił na Pudzianie. "Czy nadal interesuje cię praca?" zapytał z lekkim uśmiechem, jeżeli takowy mógł znaleźć się na jego pysku. "Dotarła do wioski tratwa z dwójką ludzi, Tehitalerem i Ishalem. Chcą oni przeprawić się do Cessasal'lessa." Cessasal'lessa, było miejscem znanym Pudzianowi, gdyż był tam swego czasu i znał drogę do tego miejsca. Była w tym miejscu świątynia lub krypta, a raczej przegniłe zgliszcza nie mające potrzeby bytu. Z tego co wiedział Bohater miejsce to było nawiedzone przez złe duchy lub koszmary, choć to zapewne tylko plotki. "Zgodzisz się dla nich pracować?" Zapytał kiwającą głową Ssahat.[/scroll]
Pudzian muwi zapraowadze waz ale co bende mial zamian poniewasz my jaszczuroludzie jakos musimy zarabiać .Ale Pujde spróbuje przyokazji odnaleśc swego brata bo zostaliśmy brutalnie roździeleni
Ssahat spojrzał na Pudziana troche zdyzorientowany "eee... poczekaj aż Cię do nich zaprowadzę najpierw" powiedział "później z nimi ustalisz szczegóły. Pan domu wstał od posłania Bohatera i zaprowadził go na zewnątrz. Świeże poranne powietrze pobudziło Bohatera, który był już tylko lekko zaspany. Obok sąsiedniego drzewa, gdzie mieściła się izba Tes'ssa, była przycumowana nieduża tratwa, podobna do tych prawie wszystkich, które kursują po tych bagnach. Na tratwie tej stało dwóch niejaszczuroludów. "To Tehitaler i Ishal" wskazał na nich Ssahat. Podszedł do nich wraz z Pudzianem, a wyższy człowiek, mający na plecach długi miecz i tarczę otworzył swe usta. "A więc to on będzie naszym przewodnikiem?" Zapytał dośćotwarcie. "Ile za niego chcecie... znaczy, za ile sztuk złotych monet gotów byłbyś stworze zaprowadzić nas..." - Cicho!" Przerwał mu gwałtownie drugi człowiek. "Jestem Tehitaler i potrzebuję przewodnika po tych surowych, ale nadwyraz pięknych bagnach. Czy zechciałbyś zaprowadzić nas Cessasal'less za odpowiednią opłatą?"
Pudzian się zatanawia i pyta a czego tam waz szanownych ludzi niesie przecie to bagna
pełne niebespieczeńst ale moge waz zaprowadzić za pewną połatą ile dacie szanowni goście
wiedząć że droga moze być bardzo niebespieczna jak to nabagnach
Tehitaler przez chwilę gładził swą krótką rudawną brodę i bystrymi brązowymi oczami wpatrywał się w Pudziana. "No cóż" powiedział po chwili "Mogę ofiarować ci 300 sztuk złotych monet bitych przez krasnoludy i ludzi, lecz całą sumę gotów będę wypłacić dopiero po zakończonym twoim zadaniu. Nie zwykliśmy ufać nowopoznanym i płacić im z góry, gdyż o uczyciwych ludzi... a raczej jaszczuroludzi" poprawił się szybko "jest zdaje się trudno. Nie smiem oskarżać cię o nieuczciwość, lecz sam wiesz, że o zaufanie należy zabiegać długo i można je stracić w mgnieniu oka." Tehitaler mówił tak, gdy drugi człek milczał i przyglądał się tylko z uwagą mieszkańcom osady, którzy wyszli ze swych domost "oglądać" niecodziennych przybyszów z zdaje się innego świata. "Więc jak?" reasumował Tehitaler "Zgadzasz się wyruszyć jako nasz przewodnik?"
Ishal popatrzył z wielkim oburzeniem na Pudziana, lecz nim coś powiedział przemówił Tehitaler: "A więc tak stawiasz sprawę." uczynił ruch brwiami "Na zaliczkę musi Ci wystarczyć 50 monet ze złota. Resztę dostaniesz kędy zaprowadzisz nas na miejsce. Chyba wiesz, że to bardzo duża suma jak na tak proste zadanie, a w razie walki z mieszkańcami tego bagna nie będziesz musiał nas bronić, ponieważ sami potrafimi o siebie zadbać. Prawda Isztal?" - Oczywiście" - A więc, czy na takie zasady umowy jesteś w stanie się zgodzić?" Tehitaler podrapał korę drzewa w którym był dom Tes'ssa. "Pudzianie" zaszeptał mu cicho Ssahat "To chyba dobra oferta, choć nie przeczę iż jakbyśmy i my trochę zyskali na tej transakcji to byłoby całkiem dobrze. Mówię tu o moim domu. Podaruj nam kwotę zaliczki w ramach pokrycia wydatków jakie nas czekają. Będziesz za to u nas zawsze miłym gościem." Przyjaciel Pudziana mówił jak kupiec, co raczej nie zdziwiło Bohatera, gdyż słyszał o tym, jak niegdyś Ssahat prowadził handel w Mieście Trzcin.
Pudzian muwi dobrze zgadam sie dajcie te 50 zl monet Ssahatowi a ja waz zaprowadze
a jak dojdziemy mam waz spowrotem zabrać czy nie czy bende mugł wrucić bez waz
"To tylko podróż w jedną stronę." Powiedział Ishal "Dokładnie." Potwierdział Tehitaler. "Gdy będziemy na miejscu, twoje zadanie dobiegnie końca i będziesz mógł wrócić do tej osady, lub gdziekolwiek indziej." rudobrody człowiek wyciągnął pękatą sakiewkę i odliczył z niej 50 monet z symbolami młota, które dostał Ssahat. "Miło się z wami załatwia interesy panowie." Stwierdził Ssahat chowając zawartość swych dłoni do kieszeni przy pasie. "Możemy teraz już wyruszać? Zależy nam na szybkim dotarciu do tego miejsca." Stwierdził Ishal wyglądając na wielce niecierpliwego.[/scroll]
Pudzian muwi mi równiez fajnie załatwia interesy i prosi Ssahata by sprawdził czy są te monety prawdziwe a jak nie są to niech imje odda i niech wypchaja sie nimi
Ssahat posłusznie bierze pierwszą monetę i próbuje ją zgryźć. Ogląda ją i bierze następną, którą również gryzie. Kiwa do Pudziana głową na znak iż monety są prawdziwe i można za nie kupić towary w królestwie krasnoludów, bądź też ludzi. Tehitaler już zmęczony, z pozoru prostą umową ogląda swe paznokcie na lewej dłoni i patrząc na nie mówi do Pudziana: "Czy możemy już wyruszać? Nie możemy sobie pozwolić na kolejny dzień zwłoki, a jak tam nie dotrzemy przed końcem dnia, to będzie problem." Faktem było, że do Cessasal'less podróżowało się mniej więcej pół dnia, o czym wiedział Pudzian. Droga wydawała się dość prosta dla Bohatera, ale ludzie, którzy nie byli w stanie odróżnić dwóch drzew, czy zoriętować się w kilku rozlewach, z pewnością podróżowaliby kilka dni do tego skrawku suchego lądu na tych bagnach.
I takim oto sposobem Bohater wyruszył w wyprawę, której nie znał zakończenia. Pierwsza godzina marszu zleciała w milczeniu. Drużyna podróżowała tratwą, którą przyprowadzili Tehitaler i Ishal. Podróż ta nie należała do najwygodniejszych, lecz warunki jak dla Jaszczuroczłeka były znośne, a nawet bardzo dobre. Pudzian wiedział, że podróż zajmie co najmniej 2 dni, czyli o świcie za dwa księżyce powinni być na miejscu. "Jak dobrze znasz drogę?" Zapytał Ishal Pudziana "Zdajesz sobie sprawę, że jakiekolwiek opuźnienia odbiją się na tobie." Powiedział z nutką arogancji, manewrując tratwą, między wielkimi, przegniłymi drzewami, wokół których była mętna, lekko zielonkawa woda, na którą wielkie konary rzucały cień.
Ishal ziewnął i ściął swym długim mieczem przewodnika, gdy tylko ten doprowadził go i Tehitalera do celu. Śmiałek nawet nie zorientował się jak wielce jego osoba zrobiła dla świata. Na szczęście lub pech, jego legenda na pewno będzie wiecznie żywa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum