Wysłany: 2006-04-29, 11:40 Święta Wojna (Sesja Pitera i Morantha)
Devin już długo podróżował bez celu. Czuł się strasznie, zabił swojego brata, uwolnił wampira Herlosa... Nie wiedział co z sobą po tym począć. Elfia Pani nie wyznaczyła mu narazie żadnej misji, lecz powiedziała, że gdy będzie potrzebny wezwie go. Przebywał teraz w swoim pokoju, w tawernie "Pod zajebistym cycem" w wielkim mieście Dorgath. Spał zmęczony, załamany po długiej podrózy.
I wtedy miał objawienie.
Zdawało mu się, że zbudził się, a w jego pokoju stała świetlista postać.
Mój wierny sługo. Jestem twoim panem, Aesirem. Od dawna obserwuje cię mój sługo i powiadam ci, byś nie zamarwiał się. Dzielnie walczysz za moje imię, choć nieumyślnie powodujesz wiele złego. Wiedz, że wybaczam ci to i czas byś to wszystko zadośćuczynił mój sługo. zwróciła się telepatycznie postać do zaskoczonego devina.
Zaprawdę powiadam ci... nie szukaj zła w nieumarłch. Zło szerzy się tutaj, w ludzkm królestwie. Rozpusta, korupcja, chciwość, brat zabija własnego brata. Czas to wszystko naprawić. Wybrałem cię. Oddaj mi pokłon!
Czy będziesz w stanie zabijać za moje imię ludzi pogrążonych w rozpuście i złu? Nadchodzi czas rewolucji. Ludzie zeszli z moich dróg. Nawet kapłani mnie zdradzili. Czas nawrócić śmiertelników. Jeśli będzie trzeba, nawet krwią. Czas zakończyć dominację silniejszych nad słabszymi. Mówił telepatycznie do Devina.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Devin w dalszym ciągu leżąc na ziemi z zamkniętymi oczami i zaciśniętymi rękami odrzekł: Twoja wola jest moją wolą, spełnię wszystko, to czego ode mnie oczekujesz o Najjaśniejszy. Powiedz mi tylko o Wszechmocny, jak mam przekonać ludzi do tego, że moje czyny będą podyktowane twoją wolą? Przecież jestem tylko maluczkim paladynem, który nic nie znaczy w porównaniu do rządzących, którzy po stokroć bardziej dopuszczają się rozpusty niż zwykli ludzie.
_________________ "Nawet kiedy trzeba będzie krwią zapłacić za idee!"
Zuzia, lalka nieduża i na dodatek caaaała ze szmatek
Devinie, sługo mój. To nie ty czynisz zło. Walczysz w imię sprawiedliwości, za moje imię, lecz ludzie często tobą manipulują i to przez nich czynisz źle. Ty jednak jestes w głębi duszy mi wierny i żałujesz szczerze wszystkich swoich czynów i ja wybaczę ci je jeśli będziesz mi wiernie służył. Ludzie przekonają się do ciebie, tylko wierz w to, wiara czyni cuda. Wybrałem już kilku ludzi podobnych do ciebie, którzy również chcą naprawić świat w moje imię. mówiła postać wysyłając telepatycznie myśli do Devina.
Teraz musisz zrobić kilka rzeczy w moje imię. Musisz odnaleźć maga Monartha. Wiem, że przebywa w tym mieście. Obecnie jest w gospodzie w południowej części miasta. Musisz się tam udać i przekonać go by poszedł z tobą. Bądź pewien, że ci się to uda, bo ja jestem z tobą, lecz gdyby zło opanowało jego duszę i nie uwierzyłby ci, zabij go w moim imieniu. Później powiem ci więcej.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dreszcz przeszedł po ciele młodego paladyna, gdy usłyszał, że znowu będzie miał do czynienia z magią.
-Dobrze, niech się stanie wola Twoja Panie- odrzekł po chwili paladyn.
_________________ "Nawet kiedy trzeba będzie krwią zapłacić za idee!"
Zuzia, lalka nieduża i na dodatek caaaała ze szmatek
Devin obudził się w swoim pokoju w gospodzie. Cały obraz okazał się snem, lecz jego mózg i serce był pewien, że wizja była prawdziwa. Miał teraz wyraźne cele. Musiał oczywiście się ubrać i jak najszybciej odnaleźć jakąś tawernę na południu miasta. Tam właśnie podobno przebywa Monarth, o którym mówił jego bóg. Przez okno Devin widział, że jest jeszcze ciemno, a z dołu dochodziła głośna, pijacka zabawa. Można powiedzieć - rozpusta.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Paladyn ubrał się, zebrał ekwipunek i postawił go przy łóżku, po czym uklękł i zmówił krótką modlitwę do Aesira. Kiedy skończył, postanowił nie czekać z poszukiwaniami maga, toteż zabrał wszystkie swoje rzeczy i zszedł na dół.
_________________ "Nawet kiedy trzeba będzie krwią zapłacić za idee!"
Zuzia, lalka nieduża i na dodatek caaaała ze szmatek
Devin zszedł na dół do głownej izby. Klienci byli spici i zabawiali się pod stołami z dziewkami służebnymi. Niektórzy spali i rzygali na podłogę. Ta gospoda, była raczej dla biednych ludzi... którzy przychodzą po pracy, piją, a potem wracają na role. Karczmarz za to stał uśmiechnięty za ladą i pił piwo. Dziś miał niezły zysk. Devin wiedział, ze powinien opuścić to miejsce.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Paladyn czuł, że krew się w nim gotuje. Wiedział jednak, że nie powinien, póki co się ujawniać, gdyż musi odnaleźć jakiegoś maga, który został mu wskazany przez Aesira.
Wyszedł więc czym prędzej z tej jaskini rozpusty i skierował się ku gospodzie, w której miał się znajdować owy mag.
_________________ "Nawet kiedy trzeba będzie krwią zapłacić za idee!"
Zuzia, lalka nieduża i na dodatek caaaała ze szmatek
Devin wyszedł z tawerny i szedł na południe, ciemnymi ulicami miasta. Choć była noc, to ulice były dość zatłoczone. Devin widział wielu pijaków, prostytutki czy róznych oprychów czekających tylko by na kogoś napaść. Devin trochę błądził w mieście, ale wkońcu znalazł. To na pewno chodziło o tą tawernę. Devin stał przed drzwiami gospody "Pod kaszanką i kiełbasą"
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Devin wszedł do środka. Tawerna była prawie pusta, w przeciwieństwie do tej w której niedawno przebywał. Tylko kilku pijaków popijających piwo, rozmawiających o poważnich sprawach świata i o polityce. Za ladą stał karczmarz myjący ścierką ladę nucąc pod nosem jakąś żałosną piosenkę. W pomieszczeniu Devin nie widział żadnego maga, którego podobno ma tu znaleźć. Możliwe, że jest gdzieś w pokojach na górze, lub opuścił tą tawernę.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Wódeczki? Piwka? - zapytał, po czym roześmiał się - Mam też kilka milutkich dziewek służebnych. Czegoś potrzebujesz?
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Paladyn przybrał groźniejszą minę i rzekł: Nie, dziękuję! Zamiast tego chciałbym uzyskać pewną informację (Devin wyjął w tym momencie z sakwy 2 złote monety i rzucił je na ladę). Czy w twojej karczmie zatrzymał się dzisiaj jakiś mag?
_________________ "Nawet kiedy trzeba będzie krwią zapłacić za idee!"
Zuzia, lalka nieduża i na dodatek caaaała ze szmatek
- Tak był. Zatrzymał się u nas na noc, choć z tego co mi wiadomo, wyrusza dziś w dalszą podróz. W czymś mógłbym pomóc - zapytał, licząc na to, że może zarobi więcej. Tymczasem jakiś pijak, pijący z drugim pijakiem, zaliczył "zgon". Najprawdopodobniej, był to jakiś konkurs, w stylu "kto, więcej wypije".
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Na twarzy karczmarza pojawił się bardzo szeroki uśmiech.
- A jak myślisz? Jest w pokojach na górze, pewnie śpi. - rzekł, wskazując schody. - Chcesz go obudzić? - zapytał
Devin tak naprawdę sam nie wiedział co chce i wogóle po co mu ten mag, ale pan mu kazał...
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Karczmarz zgarnął pieniążek i pokazał palcem na schody. Schodził po nim jakiś mężczyzna i Devin zrozumiał, że to mag, którego szukał. Mag wstał dziś wcześnie, ponieważ paliło mu się do podrózy. Musiał wkońcu dopaść jorów.
Tymczasem w tawernie wszyscy już byli zalani i spali pod stołem. Tylko jeden mężczyzna siedzący przy stole jeszcze kontaktował. Uśmiechnął się on, wstał z ledwością i krzyknął.
Moranth był najwyraźniej zdziwiony, a Devin trochę zakłopotany. Miał nakłonić maga by "poszedł z nim", chociaż sam tak naprawdę nie wiedział gdzie ma isć. Devin jednak wiedział, że Aesir był z nim i najwyraźniej chce by otworzyć oczy temu magowi na prawdę.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Jestem Devin de Molay, paladyn Najjaśniejszego Boga Aesira - rzekł dumnie paladyn.
Mój bóg polecił mi odnależć ciebie i nakłonić do wyruszenia ze mną - doadał po chwili.
_________________ "Nawet kiedy trzeba będzie krwią zapłacić za idee!"
Zuzia, lalka nieduża i na dodatek caaaała ze szmatek
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum