Pierwszy raz Alia odzyskała świadomość jeszcze na schodach banku. Zdawała sobie sprawę dokładnie ze swojego położenia, bowiem zanim oczy ponownie zaszły jej mgłą, zobaczyła ogromne metalowe okręgi, które wcześniej widziała wiszące na drzwiach banku. Czuła, jakby jej głowa rozłupana została na pół, i nie pomyliła się wiele. Gdyby ją ktoś zapytał o zdanie, wolałaby się nie budzić w tej chwili. Na jej sczęście nie trwało to długo. Potworny ból nie znikał i świadomość uciekła z jej ciała ponownie.
Drugi raz oczy otworzyła znacznie później. Nie widziała nic, oczy całkiem zaszły jej mgłą. Ból pozostał, choć Alia czuła go jakby z daleka, jakby to nie jej zadano rany. Była świadoma, że została zdradzona, że to ludzie z jej bandy zrobili jej krzywdę. Chęć mordu była nie do zmożenia i Alia chciała na głos przysięgnąć zemstę na trzech pokoleniach wprzód. Usłyszała wpierw jakieś bredzenie, niewyraźne i całkiem nie mające sensu słowa kobiety, zmęczonej i niemal bez tchu. „Jak myślisz, będzie coś z niej?” usłyszała gdzieś ponad sobą. Potem drugi głos odpowiedział: „Nie padła na wznak, będzie żywieć.” Alia nie wiedziała, o kim to mowa. Zanim jednak mogłą podewziąć jakieś działania na tle wstawania i odszukiwania ludzi do zabicia, znów straciła przytomność.
Za trzecim razem ból znów wrócił. Alia chciała płakać, drzeć z siebie ubranie, umrzeć już chociaż, byle tylko nie musiała czuć, jak jej czaszka rozrywana jest wciąż i wciąż, mocniej i mocniej, a choć ból pozostawał wciąż identyczny, zdawał się narastać z każdą sekundą. Ale Alia nie mogła ni płakać, ni drzeć ubrania. Nie mogła też umrzeć, choć bardzo chciała. Nic też nie widziała, i nie słyszała, zbyt zajęta była sobą. Mogła krzyczeć... i pewnie krzyczała, choć nawet tego nie była w stanie usłyszeć.
Pamiętała to wszystko jak zły koszmar. Bez szczegółów, bez konkretów. Widmo potwornego bólu wciąż wisiało gdzieś w jej świadomości. Ale gdy obudziła się w celi czuła tylko, jakby dzień wcześniej sama wypiła beczkę samogonu. I popiła nastawem stojącym obok. A właściciel beczki wyjebał ją w uszy.
Czuła się o niebo lepiej.
Pierwszym faktem, który dotarł do niej gdy już dowiedziała się, że nie ma czym szczać z bólu, było to, że rzeczywiście znajduje się w celi. Łóżko na którym leżała było co prawda całkiem miękkie i wygodne, ale wystarczyło raz rzucić mętrym wzrokiem po kratach, kamiennych ścianach, całkowitej pustce pomieszczenia i mikrych rozmiarach izdebki, by nie można było pomylić miejsca z żadnym innym.
Alia mogła jedynie cieszyć się, że znajduje się w lochu w Erxene. Miała celę dla siebie samej, nie musiała dzielić jej z gwałcicielami, mordercami, oszustami podatkowymi i złodziejami. Ściany nie cieknęły moczem ludzi zamkniętych piętro wyżej, nie były wręcz nawet wilgotne. No i dziwnym trafem miała łóżko, miast leżeć na gołych kamieniach, czy kupie zgniłego siana. Moczu i zgnilizny jednak nie brakowało, ale co by nie mówić o stanie bohaterki, nietrzymanie moczu nie było najgorszym z jego aspektów.
Alia mogła nacieszyć się bólem w samotności jeszcze przez chwilę, dochodząc do zmysłów, które jak na złość nie chciały wracać. Po tej chwili jednak jakaś postać stanęła za kratami, brzęcząc ostrogami, zasłaniając większość światła i ogólnie wyglądając groźnie. Bohaterka nie była na tyle przytomna, by się bać.
- Dobrze, wygląda na to, że będziesz żyć – odezwał się mężczyzna grubym głosem. Stał wciąż na tle światła, rysy jego niewidoczne, postura dla ledwie przytomnej bohaterki nie do odgadnięcia. – Gorączka cię nie opuszcza, ale medyk zapewnia mnie, że to tylko kwestia czasu. Ranę schować będziesz mogła pod włosami... żeby nie wyglądać brzydko na egzekucji.
Drow po raz kolejny spowodował jej ból i zadał cierpienie. Po pierwszym razie, pomimo tego, że pilnowała się - nie potrafiła skutecznie się od niego obronić. Ludzka szarańcza nie była w stanie nic jej zrobić. Robactwo tego świata rozgniatała butem, bądź dziurawiła Kłami. Drowy natomiast... Wszystkie były takie same... Wszystkie... Zawsze były o krok szybsze, zawsze były o krok dalej. Żyła, choć chciała umrzeć, by przynajmniej na chwile nie czuć potwornego bólu. Wiedziała, że jeśli trzeci raz sytuacja powtórzy się... ~Trzeba ich unikać. Za wszelką cenę. Ale to później, dopiero po tym jak wyrżnie ich wszystkich. Wszystkich z tej przeklętej karczmy.
Nie potrafiła sobie radzić z bólem, mimo twardego nastawienia na innych wystarczyło uderzenie, by ją wybić ze skupienia, czy równowagi. Ból z którym miała do czynienia przerósł jej wszelkie wyobrażenia. Gdy się obudziła cała drżała, łapała nieregularnie oddech walcząc zapadającymi się samoistnie płucami. Była wyczerpana do cna, nie miała siły się podnieść, nie miała siły na nic. Ledwie była w stanie utrzymać otwarte powieki, ledwie była w stanie układać myśli. Była pół przytomna i otępiała. Świadomość męczyła ją jeszcze bardziej jednak nie była w stanie jej kontrolować w żaden sposób.
Po pojawieniu się tajemniczego osobnika uniosła zamglony wzrok do góry. Pomimo leżenia kręciło jej się w głowie na tyle, by przyjąć jego słowa z tym samym poziomem zaangażowania, co usłyszenie "śniadanie jest gotowe". Nie była w stanie długo utrzymać oczu w takiej pozycji. Zacisnęła powieki i zacisnęła palce u rąk nie mogąc nawet zadbać nad tym, gdzie są. Resztkami sił zaczęła się lekko ruszać, jakby wiercąc się z bólu, czy psychicznego wyczerpania. Chciała po raz kolejny stracić przytomność, by obudzić się zdrowa. Z całą głową, z dala od tego z czym się zmagała. Nie była w stanie zrobić niczego innego.
- No, proszę, proszę - odezwał się znowu mężczyzna. - Widać, że medyk nie przesadzał, że nie ma szans na kontakt jeszcze przez parę dni. Trudno. Nie mamy zamiaru wydawać na ciebie na magiczne usługi, skoro i tak będziesz żywieć. A nam się nie śpieszy, oj, nie śpieszy.
Czy mężczyzna jeszcze coś mówił, bohaterka nie wiedziała. Ponownie odpłynęła do świata, gdzie nie czuła bólu.
Jak na złość, gdy powróciła do świata żywych, jej obecne lokum nie zmieniło się ani trochę. Kraty, kamienie, łóżko. Głowa wciąż nie przestawała jej boleć, było jej strasznie gorąco i cała była spocona. Ale gorączka musiała już nieco ustąpić, bowiem myślało jej się nieco jaśniej.
Dalej miała ochotę skrócić sobie cierpienie, jednak okazało się, że nie ma czym. Bez podnoszenia się mogła ocenić, że swoich naręcznych ostrzy ze sobą nie ma. Zresztą, kto zostawiłby jej w więzieniu broń?
Jedyna różnica była taka, że za kratami nie było już tego samego mężczyzny, co poprzednio.
Obudziła się nagle nabierając duży haust powietrza, jakby miała wybić się nad taflę wody po zbyt długim nurkowaniu. Z początku zdezorientowana obleciała wzrokiem pomieszczenie nie wiedząc, co się dzieje. Pamięć szybko wróciła razem z pękającym bólem głowy, mdłościami i osłabionym całym ciałem. Dyszała ciężko i rękoma łapała się łóżka, by się nie stracić pionu i się nie przewrócić - nawet leżąc. Gdy ruszała głową było jeszcze gorzej. Błędnik tak samo nie panował nad sobą jak ona. Gdy w końcu przestała się ruszać zrobiło jej się lepiej, choć daleko było to od tego, co chciała. Czucie po trochu wróciło do jej zmysłów. Była w stanie określić z zamkniętymi oczyma, że leży. Że jej dłonie coś czują, że nogi ma wyprostowane.
Straszne gorąco jakie również mogła poczuć chciała schłodzić głębokim oddechem. Nie pomagało to wcale, więc ledwie skoordynowanie ruszyła rękoma ledwo je kontrolując. Złapała za kołnierz swojego ubrania, nawet nie miała pojęcia, co miała na sobie. Chciała ściągnąć z siebie ubranie, by choć trochę zmniejszyć gorąc. Jednak nie miała na tyle siły, by je rozszarpać. Nie próbowała dalej. Przeleciała oczami pomieszczenie raz jeszcze dysząc cały czas. Usta pomału zaczęły się ruszać jakby chciały coś powiedzieć, jednak nie zrobiły nic więcej. Przełamując ból ruszyła głowę do góry, by spojrzeć w kierunku krat. Również spięła swoje wszystkie mętne mięśnie, by z pleców przewrócić się na bok, co wymagało wiele wysiłku, jęków i stękania.
Całą twarz miała bledszą niż zwykle, wysuszoną na wiór a z ust miała spróchniałą korę martwego drzewa. Tak bardzo potrzebowała wody a tak bardzo nie była w stanie wstać i o nią zawołać. Zaczęła piszczeć jak mały szczeniak, modląc się prawie by została przez kogoś usłyszana.
Plany Alii spełzły na niczym. Samo podniesienie głowy wywołało tak okropne zawroty i tak powiększyło ból, że pomysł obrócenia się na bok wydawał się nie tylko nieprawdopodobnym w wykonaniu, ale wręcz samobójczym. I piszczenie, którego się podjęła w ramach zwrócenia na siebie uwagi kosztowało ją wiele wysiłku. Tym razem przynajmniej nie na darmo.
Za kratą pojawił się niski człowieczek, ubrany w łachmany, z krzywymi nogami. Gdy ludzie mijali go czasem na ulicy, rzadko, bo rzadko opuszczał podziemia, mówili, że śmierdzi lochem. Teraz Alia nie czuła tego zapachu. Sama śmierdziała lochem. Była w lochu.
Chwilę zajęło bohaterce zrozumienie, czemu ten człowieczek jest tak niski, i gdzie do cholery jest jego głowa? Potrzebowała też chwili przy zmianie oświetlenia. Okazało się, że mężczyzna nie jest wcale taki niski, był garbaty. Spoglądał na Alię z głową utkwioną w wiecznym przekrzywieniu, nosząc na plecach gruby garb, niczym ogromny ciężar.
- O, suka się obudziła - stwierdził cichym głosem i zagwizdał cichutko, jakby chciał zawołać psa, ale jednocześnie bał się, że ktoś go usłyszy. - Cóż to się psu chce?
Przy próbie większego ruszenia się przeszyły ją paraliżujące dreszcze. Zadrżała z bólu i z przerażenia ukrytego za wielkimi cierpiącymi oczami. Ile razy odzyskała świadomość była zmęczona bardziej. Ile w końcu człowiek może konać? Kiedy do cholery wreszcie zemrze? Dopiero wtedy będzie miał spokój. Alia miała już dość czekania na to jak jej żywot zostanie ukrócony. Miała już dość. Nie chciała więcej...
Z zewnątrz jednak wpatrywała się ślepo w kraty, rozpaczliwą miną malującą ból, którego już nie chciała znosić. Drżała, dyszała szybko i nieregularnie. Gdyby ciało mogło jej na to pozwolić płakałaby a tak, tylko dziwnie łkała piszcząc cicho. Twarz wilgotna od powoli zbierających się łez lśniła nie mniej niż reszta spoconego ciała. Jej usta na przemian otwierały się bardziej, by spić wodę z powietrza i na zmianę nabierając płytkiego drżącego oddechu. Prawie jak ryba, która zamiast powietrza potrzebowała wody, tak Alia zamiast tlenu bardziej potrzebowała płynów.
- Aaa... - mruknął człowieczek, choć Alia nie miała pojęcia co miał przez to na myśli.
Wkrótce jednak zamek szczęknął, krata zatrzeszczała i garbus wszedł do celi, niosąc w ręce cynowy dzbanek.
- Wody, co?
Człowiek złapał żelaznym chwytem gdzieś koło żuchwy kobiety, tak, że nawet gdyby bardzo chciała nie mogłaby teraz zamknąć ust. Ale nie to było najgorsze. Garbus chlusnął jej wodą prosto do gardła.
Kaszel targał Alią jeszcze dobre pięć minut po tym, jak garbus z ohydnym śmiechem wyszedł z celi. Przed oczyma robiło jej się ciemno, oskrzela bolały, jakby chciały raz na zawsze rozstać się z płucami. Długo jeszcze każdy oddech miał być dla niej męką, i chyba człowiekowi właśnie o to chodziło. Na dokładkę kaszel nie odbył się bez wielkiego wysiłku dla organizmu bohaterki, a za każdym odkrztuszeniem rana na głowie odzywała się z jeszcze większą mocą.
Choć niewątpliwie całkiem dużo wody trafiło do żołądka Alii, gdy ta jeszcze nie zdążyła z wrażenia nabrać powietrza razem z wodą do oskrzeli, to w ustach dalej miała suszę, usta domagały się nawilżenia.
Nagły atak lodowatej wody, jak dla rozpalonego ciała, był czymś nie przewidzianym. Starając się cały czas załagodzić ból, ciągle było gorzej. Dreszcz i mocne zakrztuszenie się wyraźnie zasygnalizowały, dla ponownie otępionej świadomości, że nie należy się odzywać, ani starać zaradzić na ból. Będąc jeszcze bardziej zadręczona nie miała innego wyboru jak czekać. Albo aż umrze, albo aż straci przytomność ponownie. Nie pomyślała nawet, że rana mogłaby przestać boleć, tego nie oczekiwała.
Skręcała się raz z bólu, raz z ciągłego odkrztuszania i bólu z tego wynikającego. Ciało mając już nieco więcej płynów mogło łzawić oczy, których krople odchodziły na boli zwilżając mocno ścieżkę po której się przemykały. Cały czas cicho piszczała, czy łkała zamęczana. Nogi wierzgały, na tyle, ile miały siły. Dłonie zaciskały się chaotycznie, nie mogąc nic poradzić.
Musiała w udrękach czekać, choć na przekór nie miała nawet czasu znienawidzić karła za to, co zrobił.
Jak na złość gdy było to najbardziej potrzebne, przytomność nie chciała opuścić Alii. Wredna bestia.
Ale i Alia była taką wredną bestią, że dużo wytrzymać mimo wszystko mogła. W końcu kaszel odpuścił i pozostał po nim tylko ból głowy i oskrzeli.
Dobrym efektem tego było przynajmniej, że Alia nie była głodna. Nie było też żadną niedogodnością, że nie mogła się ruszyć - i tak nie chciała. W końcu zasnęła.
Obudziła się w znajomym już otoczeniu. Jej stan też nie przedstawiał sobą większych zmian. Ból nie ustępował, pragnienie nie zmalało. Garbusa nigdzie w polu widzenia Alii nie było, nie było też człowieka, który wcześniej ją odwiedził. Tym razem jednak żołądek bohaterki zaczynał dopominać się o pożywienie.
A może by tak... Zacisnąć szpiczaste zęby, zamknąć oczy, spiąć mięśnie, ruszyć się i spadając z łóżka rozbić sobie głowę? Ale tak raz a dobrze. Porządnie i nieodwracalnie.
"GENIALNE" Rozeszło się po jej głowie, by po chwili pierwsze drgnięcia palców mogły się pojawić. Wyczerpana, łapiąc płytki oddech, starała ruszyć wszystkim, tylko nie głową. Mogła lekko podkulić nogi, zgiąć ramiona, by opuszkami tępo poczuć swoją szyję, mogła również ledwie zacisnąć na czymś dłonie. Nie można zrobić wiele mając unieruchomioną głowę. W sumie niczego nie można zrobić. Już i tak wystarczyło jej bólu, który przy okazji musiała znosić. Z wielką chęcią rozbiłaby swoją głowę o grunt. Gdyby tylko ruszenie łba tak nie bolało... Choć nie wiadomo po jakich staraniach, nie była w stanie tego zrobić. Nie mogła przecież zrobić tego sama. Potrzebowała kogoś do pomocy. Nie ważne kogo, byle kto. Nawet karzeł, którego w dalszym ciągu jeszcze nie była w stanie znienawidzić.
Z zewnątrz jednak raz jeszcze wyglądało to nieco inaczej. Zatarta granica między świadomością, snem, otumanieniem a przytomnością, robiły swoje w jej głowie. Olana po całości, wrzucona do lochu i poważnie ranna osoba potrzebowała w końcu jakieś opieki. Nawet jak była groźnym przestępcą ...do cholery! Czyż nie tak zachowują się szczury? Gdzie ich wielka hipokryzja i wiara we własnych siebie? ...Chyba, że w tym państwie do lochów już nie dochodziła. Nie mniej, z zewnątrz kobieta potrzebowała choć odrobiny uwagi. Błądząc oczami w ciągłej gorączce udało się jej ponownie unieść głowę do krat. Nie miała innego wyboru jak piszczenie.
Same próby ruszenia całą masą ciała zmęczyły bohaterkę powyżej oczekiwań. Wciąż pozostawała więc spragniona i głodna, do tego jednak jeszcze przed oczyma robiło jej się ciemno, a głowa bolała, jakby ktoś kuł w nią kilofem. Jak na złość nie mogła jednak osunąć się w niebyt - czy miała by to być nieświadomość, czy śmierć.
Piszczenie przywołało w końcu tego samego garbusa.
- Co tam, psie nasienie napiłoby się znowu, co?
Krata znów szczęknęła, garbus wszedł do celi i znów złapał mocnym chwytem szczękę bohaterki. Nawet, jeśli wiedziała, co się teraz stanie, nie mogła się w żaden sposób przygotować. Wkrótce garbus zamknął za sobą celę, zostawiając duszącą się Alię na łóżku. Stał jeszcze chwilę, spoglądając na Alię, jakby napawając się jej męczarniami. A potem odszedł, w nieznanym bohaterce kierunku i celu.
Czaszka bohaterki pozostawała w całości.
Sen jednak nie mógł zmorzyć kobiety. Czuła się słabo, ledwie co kojarzyła, ale wiedziała jedno. Z tak pustym żołądkiem zbyt szybko nie zaśnie.
"Gdzie leziesz garbaty tępaku! Rozwal głowę a nie dawaj wody!" Gdyby była w stanie trzeźwo myśleć z pewnością polecałyby w kierunku grubasa takie słowa.
Druga fala, na siłę wrzuconego do gardła, lodowatego haustu pociągnęła za sobą poważniejsze powikłania. Kaszel, który męczył z początku, nie chciał opuścić jej po paru minutach jak zrobił to poprzednio. Ciągłe krztuszenie się spowodowało też dodatkowy ból płuc, który potęgował z coraz to następnymi odkrztuszeniami. Ze wszystkim wręcz gardło z płucami wypadało przy każdym odkaszlnięciu.
Do listy dolegliwości można było dopisywać kolejne pozycje. Nie było również sygnałów, by lista w końcu miała się zapełnić, bądź przestać puchnąć. Piszczenie, które wcześniej wywoływała, by zwrócić na siebie uwagę, teraz rozchodziło się po pomieszczeniu lochu bez większej kontroli. Ból był tak dolegliwy, że robiła to samoistnie pod zmasowanym i niesprawiedliwym atakiem na jej ciało. Ledwie będąc zdolna utrzymać odchylone powieki, wiła się, również bez większej kontroli. Pusty żołądek jak wredny chochlik dźgał ją od środka ostrym końcem swoich widełek. Dłonie kierowały się w jego stronę jakby chcąc go uchwycić i wyrzucić z siebie. Nie było to oczywiście możliwe, więc instynkt skierował ją w inną stronę. Pochłonięcie posiłku możliwe również nie było, więc pozostało z tego wszystkiego pochłonięcie czegokolwiek... a przy tym stanie świadomości przynajmniej gryzienie. Nie mogąc się ruszyć zapasy były ograniczone. Jedyne co mogło dobrnąć do jej kłów to kawałek rękawa, który zatykając między nie starała się pożreć. Choć ciężko tego dokonać będąc zdrowym, tym bardziej w takim stanie...
Alia podniosła rękę do ust, choć nie bez małego wysiłku, i łapczywie wpiła zęby w rękaw. Ślina napłynęła jej do ust tak mocno, że co chwilę musiała ją przełykać, by się nie zadławić. Sama czynność zajmowała ją dłuższą chwilę, ale sam głód nie ustępował. Wkrótce Alia opadła z sił, i przestała się poruszać, z mokrym od śliny rękawem na twarzy i potwornie pustym żołądkiem.
Wtedy, kątem oka dostrzegła znajomą sylwetkę za kratami, jedną z dwóch, które do tej pory w lochu ujrzała. I nie był to garbus. Ale nie zdążyła nawet zwrócić wzroku w dobrą stronę, nim mężczyzna nie odwrócił się i nie odszedł.
- Jeszcze jeden dzień, Bol, utrzymaj mi ją przy życiu - usłyszała gruby głos dochodzący z głębi lochu.
- Damy radę, szefie - odpowiedziały mu słowa garbusa. - Dzień na pewno wytrzyma.
Po tym Alia długo jeszcze leżała bez ruchu, by w końcu zasnąć.
Obudził ją szczęk otwieranego szybko zamka i drzwi kraty uderzające o mur. Człowiek o grubym głosie powrócił, tym razem nie sam. Garbus stał obok, w dłoni trzymając klucze. Było z nim jeszcze dwóch ludzi, ale w nikłym świetle lochu i ze słabnącym wzrokiem Alia nie mogła dostrzec szczegółów ich wyglądu. Na krótki rozkaz weszli do celi i gwałtownie porwali Alię z łóżka za ramiona, powodując tym nagły udar bólu głowy, zawroty i krótki epizod nudności. Na szczęście bohaterka nie miała czym wymiotować.
Drogę, którą ją prowadzili, a właściwie ciągnęli, widziała jak prze mgłę. Zarejestrowała wyjście z lochu i zmianę podłogi z kamiennej na drewnianą. Potem rzucili ją na krzesło, przykuli masywnymi kajdanami nogi do podłogi, i ręce do stojącego przed nią stołu. Potem, kiedy okazało się, że Alia niezbyt jest w stanie utrzymać pion, przywiązali ją jeszcze w pasie do oparcia krzesła zwykłą liną. Łańcuchy u rąk były dość długie, by podnieść je na dziesięć centymetrów, ale krzesło było na tyle blisko a lina tak zawiązana, że Alia mogłaby się podrapać po czubku głowy, gdyby miała tylko na to ochotę.
Za stołem, długim na metr, z drugiej strony zasiadł mężczyzna o grubym głosie. W sali również było ciemno, a Alia dalej miała problem ze skupieniem wzroku. Widziała jednak już, że miał krótką brodę, zakręcone wąsy i twarz o skórze grubej, wyschniętej, pokrytej zmarszczkami. Ubrany był w płaszcz z niskim kołnierzem, postawionym do góry. Resztę ubrania skrytą miał w cieniu. Na stole położył ręce, jakby chciał pokazać, że nie ma nic do ukrycia. Na dłoniach miał rękawice, bardziej pasujące do wojownika czy szermierza, niż szlachcica.
Przed Alią pojawiła się miska z przyjemnie pachnącym jedzeniem, choć kobieta nie zarejestrowała momentu, gdy to się stało. Mięso, kluski, gęsty sos. Żołądek skurczył się jej boleśnie na sam zapach. Łyżka leżała gotowa obok miski.
- Ostatni posiłek - stwierdził mężczyzna neutralnym tonem.
Wystarczyło popatrzeć na kulące się zbite i zmaltretowane dziecko, by wiedzieć, że dawno tak gównianie nie wyglądała. Nie mając już sił nie była w stanie piszczeć, gdy wyszarpywano ją z celi. Jedynie niemrawe krzywienie się i nieme jęki pokazywały, że dalej jest przytomna. W innym pomieszczeniu okazało się, że było z nią jeszcze gorzej. Przywiązanie jej do krzesła, by w ogóle była w stanie na nim siedzieć, pokazywało w jak tragicznym stanie była. Granica świadomości była tak nikła, że następnym razem po jej utracie mogła już jej sama nie odzyskać. Obawy Grubego Głosu były jak najbardziej na miejscu. Możliwe też, że był jedynym, który w ogóle zwrócił na nią uwagę i się zastanowił. Wygląd faktycznie wskazywał jakby miała zejść jeszcze do nocy, a zapewnienia, że "damy radę" były równoznaczne ze stwierdzeniem "ciepła to jutro jeszcze będzie".
Wszystkie rzeczy, których doświadczała nie była w stanie udźwignąć sama. Jej kondycja już sama z siebie prezentowała, że półżywa kruszyna bez poważnej pomocy zemrze tak, czy siak.
Percepcja w jej głowie nie kontaktowała i nie była w stanie odpowiednio informować o otoczeniu. Słyszała jakieś głosy, żadem z nich nie był wyraźny, widziała jakiegoś człowieka, nie mogąc wyraźnie dostrzec jego twarzy. Czuła, tak, ten zmysł zdecydowanie zadziałał najsprawniej. Czuła jedzenie, ślina napłynęła tak samo jak poprzednio, a zapach pożywienia ją nieco rozbudził a jej oczy zaświeciły się. Potrzebowała chwili by powiązać źródło zapachu z miską, która pojawiła się przed nią. Z wysiłkiem, zwiększonym dość przez okucia rąk, podniosła dłonie wyciągając je do miski. Łyżkę olała całkowicie. Wyciągnęła się do jedzenia otwierając usta i w prosty sposób przechyleniem pochłaniając wszystko. Nie miała sił na pogryzienie, trzeba było wcisnąć wszystko, póki była taka szansa a po wszystkim zatkać siłą usta, by żołądek w zawrotach niczego nie zwrócił. Po wykonaniu tego zadania chciała odstawić miskę, jednak nie będąc w stanie wycelować, spowodowała, że zahaczając ta spadła na podłogę. Sama Alia natomiast zajęła się trzymaniem ust dłońmi, by w konwulsjach zachować w sobie ten niezwykle potrzebny posiłek.
Patrząc na nią raz jeszcze, nie trzeba było być nawet mądrym, by stwierdzić, że skazana ledwie ogarnia samą siebie co dopiero otoczenie, a w szczególności sensowne rozmowy.
Alia długo czekała z pełnym żołądkiem i ręką przy ustach, pilnując, by żadne pożywienie nie opuściło teraz jej organizmu. Czekała jednak i czekała, a ciepły posiłek, pochłonięty tak łapczywie, nie zdradzał żadnej ochoty opuszczania ciała bohaterki. Wkrótce kobieta zauważyła, że mężczyzna na przeciwko cały czas się jej przygląda. W końcu odezwał się, głosem lekko rozbawionym.
- Nie martw się, jeżeli potrawka ma nagle uciec z twojego ciała, zrobi to raczej drugą stroną. - Zaśmiał się po tym lekko i odchylił od stołu. - Światła! - zawołał gromkim głosem.
Bohaterka usłyszała, jak za jej plecami otwierają się drzwi. Jakiś osobnik przysłonił sobą część jej widoku, również światła. Dostawił na stół świecę o grubym knocie i spokojnie, bez pośpiechu, rozpalił ją za pomocą hubki i krzesiwa. W nowym świetle Alia dostrzegła więcej z wyglądu mężczyzny na przeciwko niej. Miał na przykład włosy, które jeszcze zakwalifikować można by jako krótkie, ale zakrywające mu uszy. Po odgniatane, niechlujnie ułożone, ale czyste. Widziała też, że jeden czubek ucha wystawał mu z pod tych włosów, dalej, niż powinno jakiekolwiek ludzkie ucho. Po drugim jednak nie było nawet śladu. Gdzieś w głębi płaszcza błysnęła stal głowicy broni.
Dopiero gdy za kobietą ponownie zamknęły się drzwi, mężczyzna odezwał się ponownie.
Dłuższe unieruchomienie wynagrodziło ją mniejszymi zawrotami głowy. Posiłek rozszedł się po żołądku a wredny chochlik przestał dźgać ją od środka. Było jej o wiele lepiej, lecz nie aż tak jakby chciała... Jeśli w ogóle w takim stanie mogła operować takimi abstrakcjami jak pragnienia.
Gruby Głos możliwe, że przez swoją nadgorliwość, terminy, czy ułożony przez siebie plan drążył wątek i mówił do niej słowami, które do niej nie dochodziły. Nie było na to odpowiedniej reakcji. Słyszała, ale nie była na tyle przytomna by zrozumieć.
Przyniesione światło kłuło ją w oczy, słupek płomyka był na tyle jasny, żeby powodować ból, którego już i tak było w nadmiarze. Jedynie z początku, gdy nie był tak dotkliwy spojrzała na osobę przed sobą, po chwili jednak zamykając oczy uciekała głową od światła. Zawroty i mdłości znowu wróciły a pozycja w jakiej siedziała w niczym nie pomagała. Przywiązana do krzesła i przykuta do niego oraz do stołu nie mogła odprężyć mięśni a latająca głowa tym bardziej nie przynosiła niczego dobrego. Nieprzytomnie palcami próbowała chwycić za sznur, choć nie potrafiła go nawet ruszyć. Potrzebowała się położyć i dojść do siebie a nie jak chcieli inni - prowadzić dyskusje filozoficzne.
Do sznura jednak Alia nie miała szans sięgnąć - łańcuchy kajdan były na to zbyt krótkie. Jedyne, co Alii pozostało, to apatyczne bujanie się w krześle.
Gruby Głos jednak i na to postanowił znaleźć rozwiązanie.
- Wody! - krzyknął ponownie, i znów drzwi za Alią otworzyły się z wyraźnym skrzypieniem zawiasów.
Jeśli jednak słowa, które dotarły do uszu bohaterki, wzbudziły w niej jakiekolwiek nadzieje co do możliwości popicia posiłku, była w błędzie. Mężczyzna siedział wciąż wyprostowany na krześle, wpatrując się uważnie w Alię. Kobieta mogła słyszeć kroki za sobą, tak jak wtedy, gdy ktoś przyniósł światło.
Potem cały świat zabłysnął, jakby ktoś zapalił nagle tysiące świec prosto przed oczyma Alii. Po chwili dotarło do niej wspomnienie nagłego uderzenia w czubek głowy, ataku zimna i wody wciągniętej przez nos i usta do płuc. Potem była tylko świadomość tego, że jest całkiem przemoczona. I ból. Ból głowy nasilił się wielokrotnie. Alia nie miała ochoty otwierać oczu, nie wiadomo kiedy zamkniętych. Wtedy kolejny strumień wody uderzył ją, tym razem prosto w twarz.
Nie można powiedzieć, by Alia odzyskała większą świadomość, czy też bardziej się rozbudziła. Do jej świadomości coraz bardziej docierał jednak fakt, że brak interakcji z mężczyzną będzie skutkował większą ilością lodowatej wody wylewanej na jej głowę. A kto wie, czy na tym miało się skończyć?
Spływająca woda po czubku głowy otumaniła ją. Pogubiła się i z początku nie łapała, co się dzieje. Zjeżyła się z przeszywającego zimna a powietrze uciekło z płuc mimowolnie. Niemy krzyk, czy otwarte usta niemogące nabrać oddechu przy skurczonej klatce piersiowej, zagościły na twarzy z zaciśniętymi oczami. Już miała zebrać się na jęknięcie, gdy na uniesioną twarz oberwała kolejnym wiadrem lodowatej wody. Szarpnęła łańcuchami, którymi była przypięta, jak poparzona kuląc się najciaśniej jak mogła. Broniła się oddaloną świadomością od swojego ciała. Po paru chwilach cała już drżała. Trzęsła się tak, że nie byłaby w stanie postawić prostego krzyżyka na papierze, który mogli jej podsunąć pod nos.
- Wypuśćcie, wypuśćcie go... - było słychać między ledwie przytomnym szczękaniem zębów - Zrobiłam, co chcieliście... Wypuśćcie...
Na twarzy pojawiła się się bezradność i panika, choć kto by na to zwracał uwagę... Przecież nie te bydlaki znęcający się nad młodą dziewczyną...
Na słowa bohaterki mężczyzna zmarszczył brwi w wyrazie wielkiej chęci zrozumienia. Wkrótce jednak widocznie uznał, że kobieta siedząca przed nim nie odzyskała jeszcze swoich zmysłów po szoku wywołanym przez zimną wodę. Więc czekał. Poczekał całkiem długą chwilę, co było całkiem w kontraście z brakiem cierpliwości sprzed chwili. Nawet jeśli Alia byłaby w stanie rozumować logicznie (pomijając całkiem wpływ, jaki miała na to jej płeć) to nie byłaby w stanie znaleźć jakiegokolwiek powodu dla zmiany zachowania mężczyzny. Gdy już Alia uspokoiła się dostatecznie, Gruby Głos zapytał.
Na pytanie Alia zareagowała z panicznym zdziwieniem. Jej twarz kipiała od kumulujących się emocji i drżała na zmianę z zimna. Trzęsąc się wtulała ręce w samą siebie, by zamarznąć na dobre.
- Powiedzieliście, że go wypuścicie, gdy tam wejdę... - wyduszała z siebie niemal błagalnie i prawie nie łkając - Powiedzieliście, że wypuścicie mojego Jaspisa, gdy tam wejdę...
Blada cera przy twarzy zaczęła delikatnie czerwienić się ze strachu i emocji a pomimo tego, że była cała mokra w kancikach oczu zbierały się powoli łzy.
- Jaspis - powtórzył Gruby Głos, smakując słowo. - Jaspis... kim jest Jaspis?
Mężczyzna nie zadawał więcej żadnych pytań, czekając na odpowiedzi. Widocznie doszedł do wniosku, słusznie, że gorączka jeszcze zbyt znacznie przeszkadza więźniowi w logicznym myśleniu. To miało swoje złe strony, ale miało też i dobre. W końcu niezbyt przytomny przestępca może nie być świadom, iż wydaje swoich towarzyszy. Jedno więc pytanie na raz.
Zziębnięta dziewczyna również do końca nie rozumiała słów rozmówcy. Prostolinijnie kontynuowała swój wywód.
- Zabraliście mi go... - wyciskała załamującym się głosem - Mieliście go nie krzywdzić... Obiecaliście, że go nie zabijecie... - zadygotała - Weszłam do tego banku, tak jak chcieliście... Wypuśćcie go... Błagam... Możecie zrobić ze mną, co chcecie, ale wypuśćcie go...
Kuliła się coraz mocniej powoli zanosząc się na płacz, choć nie była wstanie zacząć płakać.
- Pomóżmy więc! - zawołał głośniej, i zanim Alia zdążyła zrozumieć, co może to oznaczać, ostry ból głowy znów powrócił, z jeszcze większą siłą.
Tysiące noży wbijało się w głowę Alii, demony rozrywały jej czaszkę, a kolcozwierze z dalekiego wschodu składały swe naszpikowane igłami jaja. A potem zanim fale bólu przestały się przelewać przez ciało bohaterki, żelazny uchwyt ludzkich rąk rozwarł jej szczękę i ktoś wlał jej coś do gardła. Przed oczyma całkiem jej pociemniało i utrata przytomności była już tuż, tuż.
A potem, zanim jeszcze wrócił jej wzrok ból głowy minął. Myśli zaczęły płynąć w jej głowie zwykłym rytmem. Przytomność przestała wisieć na jednej ręce nad Otchłanią i wciągnęła się nieco wyżej. Jeszcze nie była bezpiecznie na twardym gruncie, jeszcze nie całkiem z dala od przepaści...
I nagle Alia zdała sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje. Zdała sobie sprawę, że jest przywiązana, w lochach Erxene, złapana, po napadzie na bank. Ze po drugiej stronie stołu siedzi mężczyzna, który mówi jej o karze śmierci, a mimo to prowadzi z nią tę rozmowę. Widziała, że jest pół-elfem, ale brakowało mu jednego ucha. Czuła, że spożyty przed chwilą posiłek chce opuścić jej organizm jak najszybciej, drogą normalnie właściwą każdemu przetrawionemu posiłkowi. Widziała, że mężczyzna się uśmiecha.
Jęknęła półprzytomnie z załzawionymi oczami czując kolejną dawkę przeszywającego bólu. Miała już zemdleć gdy okazało się, że zamiast jej odpływania jej świadomości spływał ból. Z wrażenia rozwarła usta delektując się niemal kolejnymi chwilami tak cudownego stanu jakim był jego brak. Wielkie rozszerzone oczy i bardzo ciężki, głęboki jak studnia oddech, wskazywał jej powrót do świata istot trzeźwo myślących. Jej oczy zaczęły obserwować wyraźnie okolicę.
- Nie jesteś od nich... - powiedziała jakby wyciągając na głos swoją pierwszą myśl. Następnie można było na jej twarzy, która wciąż drżała od skostniałego z zimna ciała, zobaczyć ulgę i odrobinę radości w niezwykle zmęczonym ciele. Prawdopodobnie dopiero teraz dane jej było zorientować się w faktycznej sytuacji.
- Podróżowaliśmy razem. Napadli na nas w nocy na trakcie. Zmusili mnie do wejścia tam - opowiedziała w paru słowach zarys zdarzeń - Złapaliście ich prawda...? Powiedz, że ich złapaliście... - spojrzała na półelfa skruszonym i pełnym naiwnej nadziei wzrokiem.
Gruby Głos na chaotyczną odpowiedź Alii zmrużył oczy i pokręcił głową. Wyprostował się na krześle, a na krawędzi stołu położył obie dłonie, odległe od siebie na szerokość jego barków. Patrzył bohaterce prosto w oczy. W całej jego postaci kobieta zaczęła dostrzegać więcej szczegółów: widziała, że jego elfia część widoczna była praktycznie tylko i wyłącznie w jednym spiczastym uchu; że nawet pod warstwą ubrań widać było, że zbudowany jest na prawdę potężnie jak na pół-elfa, a nawet jak na człowieka pełnej krwi; że jego rękawice nosiły znaki ciężkiego używania, dokładnie w miejscach, gdzie najwięcej pracuje w dłoni rękojeść miecza czy stylisko topora; że patrzył na nią z obrzydzeniem.
- Zacznijmy więc całkiem od początku - zabrzmiał mocno jego głos. - Czy wiesz czego jesteś winna?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum