Nie ma dymu bez ognia
Kroniki Fallena - Wprowadzenie
Lasy przy zapomnianym, zapuszczonym trakcie prowadzącym pomiędzy Broln a Learstett zawsze słynęły wśród łowców z obfitości zwierzyny. Czy to z powodu nikłego kontaktu z ludźmi, czy też niskiej przystępności gęstwiny, polowanie na zwierzynę w tamtym obszarze w celach większego zarobku mijało się z celem. W ramach jednak źródła pożywienia i pieniędzy do życia, nadawało się dla samotnego łowcy jak znalazł.
Dlatego też Fallen, łowca wędrujący samotnie przez ziemie ludzkiego Imperium, ostatecznie również musiał tam zawitać.
Pora dnia była wczesna, słońce jeszcze nie zdążyło stanąć w najwyższym punkcie na niebie. Dzień ten zaś był chłodny, jak na porę roku. Choć święto ognia było już niemal przed trzema miesiącami, w środkowej części Imperium wciąż należałoby spodziewać się raczej upałów i burz, niż chłodnych poranków. Powietrze również było bardzo wilgotne, co zrzucić można było na obfite deszcze sprzed dwóch dni.
Fallenowi jednak pogoda w niczym nie przeszkadzała, mimo iż w cieniu lasu było jeszcze chłodniej. Siedząc na skraju polany, był gotów do rozpoczęcia polowania. Wkrótce zwierzęta leśne musiały udać się do wodopoju, łowca zaś musiał jeszcze znaleźć odpowiednie miejsce do obserwacji zwierzyny. Miał jeszcze dość jedzenia, by przeżyć dwa dni, więc nie musiał się zbytnio obawiać porażki w dzisiejszym polowaniu. Jak szybko jednak mogły minąć dwie doby? Zbyt szybko, zdecydowanie.
Choć polana była pusta, zaś w zasięgu wzroku łowca nie mógł dostrzec żadnego zwierzęcia, pewnym było, ze las jest pełen życia. Zewsząd dobiegały bohatera śpiewy ptaków, a znalezienie w runie leśnym świeżych śladów licznych zwierząt nie wymagało zbytniego wysiłku.
Zadanie stojące przed bohaterem zdawało się więc być całkiem proste.
„Pora rozpocząć łowy” – pomyślał – „Mam jeszcze trochę zapasów, ale jak chcę przeżyć to muszę już dziś coś upolować”. Zdjął kaptur z głowy i łuk z pleców, po czym nałożył jedną strzałę na cięciwę.
Rozejrzał się w okolicy w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów. Gdyby udało mu się coś znaleźć rusza ich śladem rozglądając się przy okazji dookoła w poszukiwaniu zwierzyny. W przypadku braku szczęścia po prostu idzie przed siebie krocząc bacznie i rozglądając się po lesie.
„Piękny dziś dzień. W sam raz, aby coś upolować.” – momentalnie w jego głowie pojawiła się pewna myśl - „Muszę coś wymyśleć, bo nie wiem czy uda mi się wyżyć tylko ze zwierzyny. Poza tym robi się to trochę nudne”.
Zaciągnął się świeżym leśnym powietrzem. Kochał naturę i obcowanie z nią. Sprawiało mu to tyle radości co krasnoludowi piwo, bardowi oklaski, a chłopu kobiece tyłki.
Kalen liczył, że upoluje dziś parę sztuk i będzie miał okazję zabrać dla siebie trochę mięsa, a resztę łącznie ze skórą i ewentualnym porożem sprzeda w mieście, a pieniądze wymieni na treściwe jadło, piwo i dobry nocleg. „Na razie muszę się skupić na polowaniu, później pomyślę o mojej przyszłości”.
Wśród wielu śladów wyrytych w runie leśnym wiele było starszych niż sprzed nocy. Znak, że las pełen był zwierzyny. Nie wszystkie jednak tropy były zimne. Sądząc po śladach w błocie, które były jeszcze głębokie, ze stojącą w środku wodą, przy błocie nie zaschłym, ani jeszcze nie rozpłyniętym, co najmniej pięć większych zwierząt przechodziło w okolicy nie dawniej niż przed pół godziny. Ścieżka ich drogi widoczna była dobrze w rozdeptanym mchu. Kształty śladów mówiły łowcy jednoznacznie - stado dzików, które przebiegało na wschód i jedna samotna sarna, idąca w przeciwnym kierunku - w stronę wodopoju.
To ślady sarny przykuły uwagę łowcy, podążył więc za nimi bezzwłocznie. Stojące gdzieniegdzie kałuże, błoto prześwitujące przez runo leśne i resztki deszczu, spadające jeszcze na głowę z liści drzew, nie przeszkadzały łowcy tak, jak innym, mniej obytym z lasem ludziom. Wciąż jednak stanowiły znaczną niedogodność. Z drugiej strony, rozmokła po deszczach ziemia nosiła ślady zwierząt w idealny sposób. Fallen ani razu nie musiał się pochylić nad ziemią, by dojrzeć ścieżki sarny.
I tak idąc, rozmyślając o obcowaniu z naturą, o piwie, krasnoludach, bardach i obcowaniu z kobiecą naturą, czy upolowaniu paru sztuk, bohater dotarł na miejsce. Miejscem zaś była kupka krzaków, zza których słychać już było szum strumienia. Ślady sarny zaś dalej biegły w tamtym kierunku.
Niestety, ślady sarny okazały się być fałszywym tropem. Pułapką właściwie. Na głowę łowcy spadła grubo pleciona siatka z pajęczego jedwabiu i w chwilę na ścieżkę wyskoczyło dziesięciu mrocznych elfów. Byli to łowcy niewolników, którzy bardzo słabo wybrali miejsce na łowy. Zdawszy sobie z tego sprawę, postanowili pozbyć się niepotrzebnego ciężaru, bowiem jeden niewolnik to zbyt mało dla takiej grupy, i wyruszyć w bardziej zaludnione tereny. Fallena więc zabili.
[...]Sesja zakończona śmiercią bohatera
Bez doświadczenia, bo i po co
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum