Opis: [...]Swoje ciemne brązowe oczy o tajemniczym i lekko cwanym spojrzeniu zazwyczaj chowa pod kapturem. Średnio długie kruczoczarne prawie nigdy nie ułożone włosy według Fallina tworzą na głowie prawdziwą burzę chaosu i nie ładu na, jednak prawda jest taka, że kilku krotne poranne przeczesanie ich ręką tworzy znośną, może atrakcyjną kompozycję. Grzywka opada mu do połowy czoła tak jakby komponując się ze śniadą cerą. Nos jeszcze nigdy nie połamany, lecz na początku lekko tylko z bliska zauważalnie zgarbiony. Delikatnie kwadratowa szczęka nadaje tej młodej twarzy prawdziwej męskości zwłaszcza z kilkudniowym zarostem niechętnie golonym z czystego lenistwa.
W porównania do innych Fallin jest wysoki gdyż mierzy sobie 171cm. Chodzi wyprostowany lecz czasem ze zmęczenia garbi się. Jest umięśniony co spowodowane jest faktem iż trenuje walkę dwoma mieczami i korzysta z łuku, jednak nie widać tego przez ubrania. Nie jest gruby, lecz dobrze wie że jakby mu się chciało to wyglądałby znacznie lepiej. Jest praworęczny. Na plecach ma długą bliznę od cięcia mieczem. Od lewego barku, na ukos przez plecy, aż do boku miednicy. Jego tęczówka w lewym oku jest w ¼ koloru czerwonego. Na szyi zawsze nosi drewniany medalion z płaskorzeźbą bezlistnego drzewa.
Obecny strój: Nosi na sobie strój w leśnych kolorach. Skórzaną kamizelkę w odcieniu jasnego brązu z kapturem. Pod spodem ma brązową koszulę z długimi rękawami. Spodnie koloru zgniłej zieleni wykonane są z materiału podobnie jak koszula. Wysokie buty z cholewą wykonane są z utwardzanej skóry. Na rękach nosi rękawiczki sięgające do nadgarstka.
Przy pasie ma nóż którym zazwyczaj służy do dzielenia mięsa lub skórowania.
Na plecach ma dwa skrzyżowane miecze w pochwach, kołczan ze strzałami i plecak, a wszystko to przyczepione za pomocą pasów.
„Mam 21 lat. Urodziłem się w leśnej chatce nieopodal miasteczka Vargblik. Moja matka Fen była myśliwym, a ojciec Leofold drwalem, chyba nadal jest”.
Dzieciństwo nie było ciekawe. Miał jednak okazję poznać wtedy małego chłopca imieniem Daveth , który od tamtej pory pozostał jego prawdziwym przyjacielem… Aż do końca. To on pokazał mu co to przyjaźń, lojalność, honor jednostki i poszanowanie dla innych. Prawdziwe życie zaczęło się w okresie nastoletnim około lat trzynastu. Miał już obowiązki domowe. Oprócz tych oczywistych: posprzątaj, czasem ugotuj i zrób dookoła siebie, pomagał rodzicom w pracy. Z ojcem rąbał drzewo na opał, a jak podrósł ścinał drzewa, nie była to ciekawa robota, jednak ukształtowała w nim pokorę, ale także dała mu siłę tak bardzo potrzebą w późniejszym życiu. Jednak bardziej lubił przebywać z matką. Uwielbiał słychać jej wykładów na temat polowań: jak należy się zachowywać, na co zwracać uwagę. Łowy były kwintesencją tego wszystkiego. Pierwszym wytropionym przez niego zwierzęciem była sarna – on dobrze pamięta tą chwilę – był wtedy tak podekscytowany, że nie sprostał wyzwaniu - nie potrafił skupić się na celnym oddaniu strzału i tylko przepłoszył zwierzynę. Jako dzieciak szybko się uczył. Nie lubił korzystać z pułapek. Uważał że jest to dobry sposób dla osób, które nie potrafią posługiwać się bronią.
Pewnego dnia jego przyjaciel przyszedł z wiadomością, iż został giermkiem rycerza, którego Vargblik jest włością. Wtedy Daveth złożył mu propozycję. Każdego dnia mieli się wspólnie spotykać i trenować to czego uczył go mistrz w tajemnicy. Tak też się stało. Fallen preferował walkę dwoma ostrzami co pozwalało mu na dwukrotnie szybsze wyprowadzanie ataków. Po kryjomu przed innymi ćwiczyli, ale nie tylko fechtunek. Lubili urządzać sobie pogawędki o otaczającym ich świecie, a Daveth opowiadał jakie to normy moralne panują na dworze. Fallen uważał to za abstrakcję jednak parę nauk z tego wyciągną i wszczepił w swoje życie.
Tak właśnie Fallen dorastał kuty między stalą a strzałą, w lesie i na zamku.
Pewnego dnia Fallen obudził się sam w domu. Ojca znalazł nieopodal chaty, jednak mama nigdzie nie było… Odeszła na zawsze. Z nieznanego powodu znikła z jego życia bez słowa. Pozostawiła synowi tylko swój łuk, a na nim zawieszony drewniany amulet z płaskorzeźbią rozgałęzionego drzewa bez liści. Dwie rzeczy, które od tamtego momentu zawsze nosił przy sobie.
Ojciec wkrótce popadł w alkoholizm i rzadko pracował, tylko jak spichlerz świecił pustką, a on wystarczająco odpoczął od alkoholu z powodu jego braku. Fallen musiał teraz znacznie ciężej pracować, najlepiej opłacało się polowanie. Zwierzyny było pełno w lasach, ale nie w tych częściach gdzie polowanie było dozwolone. Musiał zaryzykować. Futra miały swoją cenę , a mięso zapewniłoby im strawę.
Polował przez tydzień, aby podwoić, a nawet potroić zyski zastawiał przynęty i pułapki. Znienawidził te sposoby polowania, gdy doprowadziły go do tego iż lord tych ziem domyślił się co działo się w jego lasach. Przyszedł dzień gdy Fallen spotkał się z lordem oko w oko w lesie. Nie było mowy o ucieczce, hrabia znał już jego twarz, a po za tym dosiadał konia. Wszystko oglądał wierny giermek – Daveth. Chwila przygotowań. Zejście z konia. Odłożenie łuku i pakunku futer pod drzewo. Dobycie broni. Początek walki urzekł Deveth’a parady, finty. Szkoda tylko że nie w wykonaniu Fallena. Zaprawiony w boju rycerz miał olbrzymią przewagę w walce. Młodzieniec jednak się nie poddawał parował, a przynajmniej starał się, tak roztropnie wyprowadzane ataki. Skok, piruet niczym tancerz, zaskoczenie od flanki, cięcie. Fallen padł na kolana. Potężne cieńcie przez plecy na ukos od lewego barku po miednicę. Fallen nie miał sił, żeby się ruszyć. Straszliwie pokaleczony, rozbrojony czekał na dobicie.
-Wiele nauczył cię mój giermek, - rzekł rycerz - lecz ni…
Trzask. Słychać jak kupa żelastwa upada na ziemie. Fallen pada na bok, bo nie miał sił, aby w inny sposób spojrzeć do tyłu, a tam rycerz leży z wielką plamą krwi zamiast twarzy, a nad nim Daveth z maczugą. „Przyjaciele na zawsze” – takie były słowa przysięgi złożonej niegdyś między dwojgiem ludzi, których męstwo i lojalność wykraczały po za prawo i wszystko inne. W krótce opatrzony, spakowany pożegnał się z ojcem i uciekł z domu, podobnie jak Daveth. Kwestią czasu było, aż ktoś domyśliłby się co zaszło w lesie.
Daveth: „W tym miejscu nasze drogi muszą się rozejść przyjacielu, żegnaj”. I ruszyli w dwie różne strony świata, a lat oboje w tedy mieli osiemnaście.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum