TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2015-01-28, 20:56
Kajdany wojny
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-11-16, 19:56   Kajdany wojny

"Qui desiderat pacem, praeparet bellum"

Kajdany wojny
Kroniki Argbusha – wprowadzenie




Dzieciństwo nie było życzliwe dla Argbusha. Pełne ciągłych niedogodności, wyzwisk wobec wyglądu, odmienności. Wśród plemienia krążyły przekonania, że wyrok szamana był błędny, że powinno się dać niemowlakowi sczeznąć tam, gdzie jego miejsce: na zboczu gór, wśród bijącego po oczach śniegu i ostrego jak brzytwa wietrze. Zwłaszcza, gdy ma się w plemieniu osobę, która nie jest w stanie zadbać o jej dalszą ciągłość. Tak, nieszczęśliwy zielony ork był bezpłodny. W świecie zdziesiątkowanym przez wojny, gdzie każda para lędźwi jest konieczna, by kultywować nację, nie była to wielce przyjemna wada, z którą można się było ot tak obejść. Po kilkukrotnym wyjściu z namiotu innych, plemiennych kobiet, bez rezultatu, ktoś musiał w końcu zauważyć, że coś jest nie tak. Nie brakowało też osób uważających Argbusha za demonicznego, mrocznego orka, biorąc pod uwagę anomalia w jego wyglądzie czy, jak się potem okazało, także i ponadprzeciętnej - nawet jak na orka - budowie ciała i sile.

Praktycznie tylko dzięki tym dwóm ostatnim aspektom Argbush zdołał zaskarbić sobie respekt w plemieniu. Czym jest wszak inne pochodzenie i wygląd, kiedy posiada się siłę tura i wygrywa się niemalże wszystkie pojedynki z pobratymcami?

Tak, wyrósł on na zdrowego i mocnego orkowego przedstawiciela. W ciągu kilkunastu lat udało mu się wiele dokonać. Szkolony u wojennego weterana, Grishaka, szybko nabrał wprawy w walce. Swoim dwuręcznym mieczem utorował sobie drogę na wyższy poziom. Stał się szanowany i doceniany w gromadzie. Nadal nie tak, jak inni, ale niemalże na równi.

A teraz? Czasy przeminęły, wojna zakończyła się, a gorycz pozostała. Wystarczająca, by wojownik, zaraz po zjednaniu sobie plemienia, wyznaczył sobie kolejny cel: zemstę. Dla orków wojna nie skończyła się. Zwłaszcza, kiedy nie brało się w niej udziału, a ogień, który palił go od środka, mógł zostać ugaszony tylko jednym jedynym, karminowym płynem.

Szedł przed siebie, z mieczem i podróżną sakwą przerzuconą przez plecy. Noc zaczęła się już jakiś czas temu, a ostatnie promienie słońca bezpowrotnie zniknęły za horyzontem. Po lewej i prawej stronie Argbusha wił się niczym wąż długi łańcuch górski, z którego ten właśnie schodził. Przed sobą miał wydeptaną drogę, będącą jedną z ważniejszych, często użytkowanych szlaków. Przed nim, daleko, rozpościerała się równina pokryta niską trawą i karłowatymi drzewami. Dobrze zapamiętał to miejsce. Jego koczownicze plemię nie raz wracało tędy z łowów, czy z wypraw grabieżczych. Właśnie dla tego drugiego wojownik postanowił wybrać tę, a nie inną drogę prowadzącą na południe.

Noc coraz szczelniej owijała Orcze Szczyty całunem ciemności. Jeśli Argbush dobrze zapamiętał, to za jakieś pół godziny drogi powinien napotkać na stojącą samotnie arendę prowadzoną przez sojusznicze plemię. Mógłby tam zjeść i napić się za pół ceny, a także i wypocząć do świtu na jednym z karczemnych łózek. Póki co jednak - musiał iść dalej.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2012-11-16, 23:46   

Uruk wolnym krokiem szedł przed siebie dobrze znanym sobie szlakiem. Na moment mężczyzna zatrzymał się i spojrzał kątem oka na góry. Widok zimnych i surowych gór zawsze napawał go otuchą. Nie tylko dlatego , że kojarzy mu się z ojczyzną, ale dlatego , iż po prostu lubi górzysty krajobraz. Tak czy siak, ruszył przed siebie. Jeśli go pamięć nie myli powinien wkrótce dostrzec do karczmy, gdzie jak mniema nażre się po przystępnej cenie. Szedł szybkim i ciężkim krokiem jak zawsze nie pozwalając sobie na uśpioną czujność. Ta kraina jest zbyt niegościnna na taki przywilej.
Ahh w głowie już wyobrażał sobie , jak toczy zażarte boje powalając całe stosy elfów, ogrów czy innych stworów. Gdyby Grishak to usłyszał pewnie od razu zostałby zbesztany za fantazjowanie i dostałby mocnego kuksańca. Niema to , jak wspomnienia z dzieciństwa. Uruk westchnął, ale postara się, by każdego elf srał w swoje obcisłe gacie na samą myśl o białowłosym orku, który odzyskał honor swojego plemienia. Jak mawiają, im więcej zabitych tym więcej honoru, ażeby zyskać taką chwałę i jeszcze większą potęgę będzie musiał przelać hektolitry krwi. Oficjalna wojna dawno się skończyła jednak dla Argbusha dopiero się zaczyna. Zielonoskóry od tych fantazji czuł jak krew zaczyna mu wrzeć a ciało ma coraz większa ochotę smakować tryskającej posoki dlatego ork z powrotem powrócił myślami do mozolnego marszu.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-11-17, 22:32   

Mrok nie był żadną przeszkodą dla orka. Niezliczoną ilość razy polował przy świetle księżyca, i to z niebywałą wprawą. Noc nie była mu obca. Wręcz przeciwnie. Usypiała czujność wroga, a jemu samemu pozwalała dokonać tego, co przy bijącym świetle dnia byłoby nie lada wyzwaniem. Walka natomiast odbiegała od tej zasady. Honor u zielonych orków to rzecz święta. Wywołanie nierównego pojedynku, uderzenie z zaskoczenia, stanowiłyby ujmę na honorze i potępienie po wsze czasy. Miecz orka zgromadził rząd dusz, ani jednej przy tym nie tracąc. Wszystko w przeciągu kilku ostatnich lat.

Zszedł ze zbocza po krętej ścieżce, przechodzącej w jeszcze szerszą niż dotychczas, utwardzoną i znaną doskonale mu drogę. Biegła ona aż do skrzyżowania, kierującego w cztery strony świata. Argbush szedł dalej prosto. Wiedział, że z jednej strony rozpościerają się rozległe terytoria łowieckie innego, mało spoufalonego plemienia. Z drugiej natomiast były ich własne tereny, o połowę mniejsze i wyjałowione.

Ścieżka wchodziła dalej w załom skalny, będącym parowem tudzież jarem - wbitą szczeliną pomiędzy dwoma przylegającymi wzgórzami, na które nie sposób się było wspiąć. Stok był zbyt stromy, a teren nie posiadał jakichkolwiek większych drzew, których wyrastające korzenie mogły wspomóc w wysiłku. Z drugiej jednak strony nie było praktycznie żadnego sensu, aby takowy manewr przeprowadzić. Miejsce to było zbyt oddalone od lasów srebrnych elfów i nigdy najazdy spiczastouchych agresorów nie sięgały tak daleko. Karczma, która powinna pojawić się zaraz po skręcie dróżki, stanowiła punkt kluczowy w orkowej misji wojennej. Zawsze można tam było spotkać mężnych wojaków, rannych, opatrzonych orków opowiadających przeżycia na froncie, czy kilka karczemnych dziewek, które za skromną opłatą przypomniałyby, do czego kuśka służy.

Ale przede wszystkim chodziło o pożywienie się, nocleg i ochronę przed zimnem, które w tej okolicy nad wyraz doskwierało. Okolica górska, będąca w sąsiedztwie mroźnych, elfich lasów nawet wytrzymałemu orkowi mogła dać się w końcu we znaki.

Skręt drogi. Wyrównanie zbocza. Ogień pochodni, widoczne z oddali. Duży, drewniany budynek stojący na środku pustki, wśród bujnych traw i połaci pustego terenu, niczym wyspa na nieprzebranym, spokojnym morzu.

Z okien biła łuna światła. Z wewnątrz dochodziły śmiechy bawiących się orków, szczęki kufli i syk lejącego się piwa. Tam, w "Oberży na krańcu świata", trwał nieprzerwany ład i spokój. Konflikty między plemionami nie miały tam miejsca. Wszyscy woleli skakać do gardeł elfom, niż samym sobie. Było to jedno z naprawdę niewielu miejsc, gdzie mógł trwać taki nieprzerwany spokój. U orków zamieszkujących te tereny ranga tej placówki wzrosła niemal do egzaltowanej świętości. I nie sposób im się dziwić.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2012-11-18, 13:20   

Będąc coraz bliżej karczmy ork w chwili spojrzenia na ziemię niezbyt przyjaznego plemienia znów pogrążył się w myślach. Uważał, że tłuczenie się między sobą jak jakieś Orogi jest głupotą. Na szczęście orkowie zieloni są zbyt inteligentni jak mniemał, żeby się zachowywać jak ta szara ciemnota. Wrogów jest dostatecznie dużo, by ich nie szukać na własnym podwórku. Temperatura górka odpowiadała orkowi był typem zimnokrwistym. Poza tym zimno dużo łatwiej się znosi niż upał. Ciągła walka z odwodnieniem, klejące się od potu ubranie i poparzenia coś okropnego. Nic dziwnego, że żadna odmiana orków nie egzystuje w ciepłych regionach. Białowłosy szedł dalej i, kiedy ujrzał przybytek przyspieszył kroku. Głosy bawiących się gości i bijące światło pochodni od razu na myśl przywoływał mu zapach ciepłej strawy. Im szybciej będzie na miejscu tym lepiej. Nie chciał tylko i wyłącznie wypocząć chciał również usłyszeć nowiny z frontu. Warto się zaznajomić z sytuacją, nim się wyruszy dalej. Poza tym zawsze można usłyszeć jakieś plotki o tym i owym. Kto wie może trafi się coś ciekawszego od typowego wypadu na ziemie wroga.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-11-21, 21:20   

Oj tak, dla orka, który od wielu miesięcy nie zasłyszał żadnych nowych, ciekawych ciekawostek z wielkiego świata, wizyta w gospodzie, gdzie bytowali parający się wojaczką z elfami orkowie, była nie lada rozrywką. Tym bardziej, że i sam Argbush planował dołączyć do szeregów najeżdżających Księżycowe Lasy. Sam czy w drużynie - to nie miało znaczenia. Liczył się fakt i chęci. Póki pozostawało się mężnym, silnym i niezachwianym w odwadze orkiem, póki prezentowało się sobą coś więcej, niż worek mięsa i kości, póki potrafiło się odebrać dziesiątki istnień, nim samemu padło się ugodzony śmiertelnym ciosem - można było bez wstydu ukazać się wśród swoich pobratymców.

Osteria była topornie stworzona, jakby tylko na miesiąc, nim rozpadnie się pod wpływem czasu. Nic bardziej mylnego. Grube, horyzontalnie ułożone bele tworzyły ściany tego kwadratowego budynku, pozostawiając jedynie małe okna i szerokie drzwi, gotowe pomieścić jednocześnie dwójkę barczystych orków. Jeśli w ogóle na całych Terenach Niezależnych są tacy, którzy barczyści nie są.

Argbush pchnął drzwi. Uderzyła go fala ciepła, duchota i gorzki zapach najlepszego trunku na świecie.

Wnętrze było wypełnione wszelakiej maści zielonymi orkami z każdego plemienia w okolicy. Wojownik mógł rozpoznać może z dwóch osobników, których oblicza oraz plemienia kojarzył. Oczywiście potrzebował jeszcze dużo czasu, by przekopać się przez tabuny innych zielonych. Karczma leżała tylko dzień drogi od jego wioski, co mogło zdziwić, patrząc po tym, jak dużo obcych, nietutejszych plemion w niej przesiadywało.

Ściany były ozdobione zwierzęcymi trofeami, skórami, porożami, nawet amuletami czy czaszkami humanoidów - ludzi albo elfów. Widać było, że weterani chcieli pochwalić się swoimi bojami przed całym karczemnym towarzystwem. Było tego tak dużo, że już niemal brakowało miejsca na kolejne.

Środek zajmował duży, utworzony na kształt koła kontuar. Stał tam karczmarz, który w pocie czoła raz po raz odbierał kolejne zamówienia, nalewał piwa, podawał jadła. Towarzyszyła mu kelnerka, która przekazywała posiłek do konkretnych osób, sprzątała w wolnych chwilach, oraz dorabiała na boku po godzinach, co nie uszło kiedyś uwadze Argbusha. Niemniej kobieta była brzydka i dość stara, toteż chyba tylko zmarnowani wojownicy wracający z wojny, nie widzący od miesięcy kobiety, mogliby się nią zainteresować.

Wokół rozstawione były stoliki wraz z krzesłami przy nich. Nie było takiego, który byłby pusty, ale i też mało było całkowicie zajętych. Dwójka orków z sąsiedniego plemienia, z którymi jego własne miało neutralne stosunki, siedziała razem, pozostawiając dwa miejsca wolne. Obecnie zajęci byli jedzeniem pieczonego i rozmową. Trudno było dosłyszeć, co mówili: niemal każdy ork starał się przekrzyczeć innych, przez to we wnętrzu arendy trwał nieprzerwany hałas i chaos. Jednak Argbush nie miał co liczyć na nowiny wojenne właśnie od nich - ich plemię nie udzielało się już tak żarliwie w potyczkach ze srebrnymi, przynajmniej nie od czasów, gdy wojna zakończyła się. Oficjalnie, rzecz jasna.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2012-11-22, 19:40   

Budynek nie robił na orku wrażenia. Przeciętna orkowa tawerna jednak nie było co narzekać... Inne odmiany orków w ogóle nie potrafią budować. Wnętrze budynku było już znacznie ciekawsze. Trofea zawsze robiły na, nim wrażenie nie dlatego, bo ktoś tam mu imponował bardziej pod względem wystroju. Zawsze to miło popatrzeć na skóry, ścięte głowy, ręce, nogi czy inne kończyny. Duchota białowłosemu nieco przeszkadzała... Nie widzi nic miłego w braku powietrza a ponad to hałas był szczególnie dokuczliwy dla orka. Aczkolwiek zapach jadła i mocnego orczego piwska rekompensował te niedogodności. Argbush zamykając za sobą drzwi ruszył wolnym krokiem w stronę kontuaru przyglądając się bywalcom. Niewielu znał większość nie była nawet z okolic, ale tak długo , jak wszyscy tutaj obecni walczyli w imię honoru nie było różnicy, kto skąd jest.

Gdy w końcu wielkolud przepchał się przez panujący zgiełk do kontuaru zaczepił karczmarza. - Karczmarzu! Jeden kufel piwa obojętnie jakiego. - Głos orka jak zawsze brzmiał jak głos z czeluści demonicznych odmętów chyba nikt nie miał takiego głosu jak on dlatego, choć nie był zbyt donośny, ale trudno było nie zwrócić na niego uwagi. Białowłosy nie planował obżerać się dzisiaj najpierw chciał zdobyć informacje. Wątpił aby ktoś z obsługi znalazł dla niego czas zważywszy na to , jak byli zapracowani. Dlatego planował przysiąść się do jednego ze stolików i wydobyć to czego potrzebował. W między czasie olbrzym starał się dostrzec jakiegokolwiek stałego wojaka, którego, by znał, chociaż z widzenia. Może była w karczmie jakaś orcza kompania? Każda drużyna musiała mieć proporzec albo coś innego charakterystycznego, jeśli nie szanowali się zbytnio. Starał się wypatrzeć kogokolwiek, kto mógł mu udzielić niezbędnych informacji.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-11-25, 21:38   

Większość orkowych plemion nie miała potrzeby budować wyniosłych, wytrzymałych i długowiecznych budynków. Ustępowały one mniejszym, bardziej uniwersalnym skórzanym namiotom, które dało się łatwo rozstawić i jeszcze łatwiej zdjąć, gdy trzeba było przenieść się na inne tereny, kiedy myśliwi coraz częściej wracali z polowań bez ani jednej zdobyczy. Ilość zwierza przetrzebiała się i nie mogła być tak szybko zregenerowana, jak to ma miejsce u Lus-irk'hai, czyli elfich "pożeraczy warzyw". Czy innych słabych i kruchych ras zamieszkujących Sorię.

- Piwo, tak? - mruknął właściciel oberży, którego Argbush dobrze kojarzył, jednak ten, przynajmniej z widzenia, nie musiał akurat pamiętać białowłosego orka.

Piwo niemniej nalał. Podstawił wielki, półtoralitrowy dzban, wypełnił go złocistym trunkiem i wręczył wojownikowi. O dziwo, zażądał tylko jednej srebrnej monety, co było kwotą niesamowicie wręcz zaniżoną.

Zapłacił i oddalił się od kontuaru. Wzrokiem wyszukał osób, po których widać było, że rozmowa z nimi zagwarantowałaby niezliczoną ilością pożytecznych, wojennych informacji. Usiadł przy pierwszym lepszym stoliku. Już wtedy wypatrzył trzy godne uwagi miejsca.

Przy pierwszym siedziała piątka dorosłych mężczyzn. Wojenne barwy wymalowane na poważnych twarzach, jakieś papiery leżące na stole i długi nóż, wijący się między dwoma palcami jednego z orków. Rozmawiali o wojaczce. O przyszłej, co wychwycił Argbush.

Drugi zajmował weteran nie jednej batalii - mężny, w kwiecie wieku wojownik, którego Arbush znał i mógł nawet szanować za odwagę i kunszt walki. Różnorakie środowiska nazywały go "Drwalem", chociaż on sam tego przydomka nigdy nie zaakceptował. A nadano mu takowy ze względu na to, że do walki z elfami używa swojego wielkiego dwuręcznego topora, którym równie rozcina łby jak i ścina wysokie elfie budowle osadzone na szczytach drzew, które z niemałym hukiem oznajmiają, że Morg, ork z północy, po raz kolejny zawitał w Srebrnych Lasach. Między nim a Argbushem zawiązana była delikatna znajomość, która mogła ograniczać się do znajomości imienia i najważniejszych dokonań życiowych, nic ponad to.

Przy trzecim stoliku siedziała dwójka podpitych orków. Liczne bruzdy na wiekowych już twarzach mogły sugerować o burzliwej przeszłości. Z drugiej strony ich obecna gadatliwość, a także pijackie uśmiechy na twarzy dawały szansę na bardzo łatwe uzyskanie informacji z frontu.

Cóż, wybór pozostawał w rękach orka. Z jego miejsca nie dało się siłą rzeczy objąć wzrokiem całej karczmy, toteż zawsze mógł pominąć kilka innych, nawet bardzo atrakcyjnych opcji spędzenia wieczoru.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2012-11-26, 22:28   

Argbush nie wymagał znajomości swojego imienia baa sam przecież nie ma bladego pojęcia jak nazywa się karczmarz. Zresztą poco zawierać jakiekolwiek znajomości, skoro się widują raz w kwartale... Przypuszczalnie. Ork zapłacił i wziął swój kufel. Dobrze, że orkowie nie są takimi naciągaczami jak Sul'hai-coul. Białowłosy rozejrzał się po lokalu i zaczął wybierać najatrakcyjniejszą możliwość. Orkowie, którzy rozmawiali o wojaczce nie wzbudzili u niego zaufania... Zachowywali się jakby mieli jakiś kontrakt a Argbush wiedział raczej z uwagi na uprzedzenia, że typy, które trudnią się zabójstwami są porównywalnie takie same jak elfy, czyli nic niewartymi śmieciami czymś gorszym nawet od elfa, gdyż odwrócili się od można powiedzieć orczego etosu. Uruk nie zamierzał marnować na nich czasu przynajmniej na razie.
Pijaczyny owszem mogły dostarczyć mu informacji, ale, kto zapewni, że są wiarygodne? Argbush postanowił, więc przysiąść się do lokalnego bohatera Morga, którego poznał w przeszłości i szanował. Nie znał go zbyt dobrze, ale z tego co słyszał to godny uznania wojownik. Wielkolud ruszył w stronę stolika i, gdy był niecałe pół metra przywitał się, jak na orka przystało. - Achogsh douk! - Po przywitaniu się wypił nieco piwa z dzbanka cicho przy tym siorbiąc. - Mogę się dosiąść? - Grzeczność w takich sytuacjach nie jest zbyt często spotykana, acz białowłosy szanował Morga i nie zamierzał się naprzykrzać, jeśli ten nie wyrazi na to zgody. Oczywiście, gdyby Morag był kimś mniej sławnym z mniejszym doświadczeniem to Argbush bez pytania władował, by się na krzesło i darował sobie te wszystkie ceregiele. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć jak mawiał Grishak. Mężczyzna nieco poddenerwowany wyczekiwał odpowiedzi, gdyż nie lubi nawiązywać znajomości z kimś kogo, ledwo zna. Zawsze odczuwa dyskomfort, ale jak mus to mus. Warto też wspomnieć, że po orczemu można się witać tylko z innym orkiem... Inaczej byłby to nietakt dla orka oczywiście .
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-11-29, 19:10   

Ork podniósł się ze swojego dopiero co zajętego miejsca, by dosiąść się do jednego z potencjalnych źródeł informacji. Wybór padł na lokalnego bohatera, który wydawał się być najbardziej obiecującym trafem. Przywitał się, upił gorzkiego piwa.

- Twoja gęba to dopiero paskudnie wygląda - odparł z uśmiechem na ustach Morg. - Siadaj, co będziesz stał.

Usiadł naprzeciwko rozmówcy. Postawił trunek na stole, który stuknął doniośle. "Drwal" prezentował się nienagannie. Jego czarne, długie włosy spięte były z tyłu w jeden długi kuc, chociaż, z tego, co pamiętał Argbush, ten zazwyczaj nosił włosy luźno, chyba, że te przeszkadzały mu w danej czynności, jaką mogło być na przykład wolne sączenie piwa. Trzeciego, jeśli policzyć puste kufle stojące z boku, pod samą ścianą. Ubrany był w skórzany półpancerz, który nosił już ślady użytkowania, a co najważniejsze - walki. Niezliczona ilość cięć, pchnięć, miejsc rozerwanych, zbrudzonych krwią, której nie udało się do końca doczyścić - to wszystko reprezentowało burzliwą przeszłość Morga. Topór oparty o ścianę nadal robił wrażenie. Młody wojownik zapamiętał jego wygląd doskonale. Długi, owinięty czarną skórą uchwyt, perfekcyjnie naostrzone obuchy oraz charakterystyczny znak klanu wymalowany na żelazie: misterne czerwone barwy przecinające się z zielonymi. Klan ów nie był duży, czy nawet znany. Może jedynie przez tamtejszego bohatera zyskał nieco na prestiżu w najbliższej okolicy.

Również czarne oczy, głęboko wbite w czaszkę wyrażały zapytanie albo delikatną konsternację.

- Zaraz, czekaj... - położył dwa palce na brodzie splecionej w warkocze. - My się przypadkiem skądś nie znamy?
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2012-12-07, 16:43   

Cóż wyglądał jak na orkowego weterana przystało nic dodać nic ująć. Dużo większe wrażenie robił topór. Broń jest odzwierciedleniem właściciela, im większa i ostra tym lepiej. Usłyszawszy pytanie (szkoda, że nie napisałeś skąd Argbush go zna...) pokiwał głową. - Owszem, spotkaliśmy się już, ale sam już nie pamiętam, gdzie. - Argbush wypił nieco piwa z kufla i kontynuować nie chcąc drążyć tego tematu. - Ale mniejsza o to przybyłem aby walczyć na froncie z elfami każdej maści i chciałbym się dowiedzieć nieco o sytuacji. - Krótko, bezpośrednio i precyzyjnie najlepsza forma przekazania informacji. Białowłosy nie miał zamiaru nic już mówić wolał poczekać aż Morag się wypowie. Miał nadzieję, że powie mu, chociaż w skrócie, gdzie najlepiej jest atakować. Głupio byłoby zabłądzić w jednym z elfich lasów.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-12-09, 15:16   

- Zaraz, zaraz - ork zmarszczył czoło w zamyśleniu. - W swoim życiu spotkałem tylko jednego białowłosego osobnika, nie licząc parszywych srebrnych elfów, naturalnie. Zaraz...

Upił łyk piwa. Podniósł głowę w kierunku rozmówcy. Nagle otworzył szeroko oczy i dokończył.

- Ar... Arbush, tak? Spotkaliśmy się tu już kiedyś?

Wojownik przypomniał sobie całe wydarzenie. Wraz z innymi członkami plemienia odwiedził karczmę. Był to w święto ziemi lub dzień po, nie pamiętał dokładnie. Około pół roku temu, a pamiętał wystarczająco dobrze, tak, jakby miało to miejsce najwyżej miesiąc temu. Nic dziwnego, wszak poznał miejscowego bohatera, może nawet legendę w niektórych kręgach, który wywarł na nim znaczące wrażenie. Terraria, bo tak owo święto się nazywało, rozpoczynała złote półrocze łowów. Po jak co roku morderczej zimie nastąpiło ocieplenie, śniegi w dolnych partiach gór stopniały, a życie odrodziło się na nowo. Wtedy też organizowane są duże, ceremonialne łowy ku czci bogom, w których sam Argbush brał udział. Zdobyczy było wiele. Na wieczór on wraz z piątką innych rówieśników poszli do oberży. Zastali tam pewną charyzmatyczną postać, która zebrała wokół siebie małą grupkę słuchających. Gdy się przysiedli, udało im się usłyszeć o dokonaniach wojennych "Drwala". O śmierci, krwi i zniszczeniu, jakie zapanowały w elfich lasach.

Później, gdy alkohol zmorzył już większość orków, Argbush, wciąż o trzeźwym umyśle, rozpoczął indywidualną dysputę z lokalnym bohaterem. Dialog nie trwał bardzo długo, bo i też białowłosy ork nie wiedział, o co takiego mógłby zapytać, czego jeszcze nie powiedział. Niemniej powierzchniowo się ze sobą zapoznali.

Minęło pół roku. Rozmówca nie zmienił się, wyglądał identycznie, jak przedtem. Nadal twardy i stanowczy, a przede wszystkim: honorowy.

- Elfy? - uśmiechnął się. - To świetna nowina, że wciąż mamy gorejące dusze w klanach, które nadal, mimo jakichś odgórnych zakazów, pragną walczyć z parszywymi zjadaczami warzyw. Jesteś w idealnym wieku i kondycji, przynajmniej takie sprawiasz wrażenie.

Sięgnął po kufel. Zajrzał do środka, robiąc przy tym bardzo smutną minę. Podniósł kufel do góry i wypił całą pozostałą zawartość, by następnie pusty już dzban odstawić koło pozostałych, stojących przy ścianie.

- Powiem ci, jak obecnie stoimy z wojną. Jest spokojnie, agresja z obu stron osłabiła się. Co bardzo mnie wkurwia, bo co poniektórzy z naszych jakby stracili zapał do walki. Elfy to wiadomo, no ale orkowie? Pięć lat temu to każdy, ale to każdy pragnął zatopić topór w głowie srebrnego. I to robił. A teraz, gdy wojna została teoretycznie zakończona, to w samej mojej wiosce znam spory odsetek takich, którzy przekładają ciepło domowego ogniska ponad walkę. Oczywiście nikt nie przyzna się do tego otwarcie, ale rzeczywistość jest właśnie taka.

Zajrzał do odstawionego przed chwilą kufla. Zaklął cicho pod nosem.

- Dobra, ale dość dywagowania - Morg, mimo tężyzny fizycznej godnej pozazdroszczenia niejednemu potrafił też doskonale się wysławiać, używając słów, które dla zwykłego orka mogły zabrzmieć bardziej prowokacyjnie i butnie, aniżeli inteligentnie i wyraziście. - Jest cicho. Ale jutro, gdy dojdą oddziały z pobliskich plemion, uderzymy. W nocy, z zaskoczenia. Chcesz pójść z nami? Każdy dodatkowy miecz w komando będzie mile widziany.

[...]Argbush, z takimi rzeczami uderzaj do mnie na PW, a nie wypisuj ich w poście, który notabene klimat powinien mieć zachowany.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2012-12-16, 18:30   

Uruk potężnym łykiem wypił resztę piwa woląc już skupić się na rozmowie. Trunek nie był najgorszy, ale nie mógł się równać z ful-birr. Płyn powinno się czuć anie smakować. Nic dziwnego, że tylko orkowie piją alkohol, który nie jest zrobiony z roślin. Inne rasy mają po prostu zbyt delikatne gardziołka. - Argbush... Spotkaliśmy się podczas Terraria mniej więcej pół roku temu. - Grunt to pamięć. Białowłosy nieco się zdziwił, że orkowie tracą zapał wojenny. - Toż to hańba dla rasy! Choć nie twierdzę, iż ta wojna nieco nas wykończyła. - Zdrowy rozsądek nie był przyćmiony przez nienawiść do elfów. Argbush zdawał sobie sprawę z kryzysu wśród orczego ludu.
Co nie zmieniało faktu, że urukowie powinni pielęgnować urazy do elfów. - Gdy uzupełnią się braki wszyscy znów chwycą za topory i miecze możesz być tego pewien, jednakże ujma dla honoru będzie niezmywalna. - Dlatego Argbush nie miał zamiaru znaleźć się w gronie bezczynnych słabeuszy. Nie był oportunistą w życiu są ważniejsze rzeczy od pełnego brzucha. Argbush nie był wstanie ukryć radości z propozycji dołączenia do komando dlatego na jego twarzy zagościł chwilowo uśmiech od ucha do ucha. - Zaszczytem będzie dla mnie walka u boku weteranów. Możesz liczyć na mój miecz... Mamy jakiś konkretny cel? - Miał nadzieję, że nie planują plądrować wsi i mordować wieśniaków... To w stylu elfów i ludzi anie orków zielonych a przynajmniej nie Argbusha. Wysławianie się Morga nie przeszkadzało specjalnie białowłosemu. Sam zresztą mówił nieco ponadprzeciętnie.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-12-19, 22:58   

Dopicie piwa do końca zajęło kilkanaście sekund, z racji tego, że napitku wciąż znajdowało się sporo w wysokim kuflu. Odstawił pusty już dzban na bok, zajmując się rozmową. Na przyzwoitym poziomie, co świadczyło też o tym, że mimo siły w łapach dwójka rozmówców potrafiła być też porządnymi partnerami do wymienienia paru słów. Morg utkwił w pamięci Argbusha także z tego powodu, że nawet, gdy opowiadał historie wojenne w karczmie pół wiosny temu, to robił to ze świetnym efektem, pozwalając mu gromadzić tłumy ilekroć jego usta otworzyły się do rozmowy. Na tle szarzyzny, jaka również przebywała w gospodzie, nie było to nic dziwnego.

- Terraria... - mruknął wojownik, zamyślając się przez chwilę. - Tak, faktycznie, byłem coś koło tego w tych okolicach, pewnie nawet wpadłem do "Krańca świata".

Przerwał na chwilę rozmowę, zatrzymując dłonią kelnerkę przechodzącą obok.

- Piwo - mruknął szybko, na co kobieta skinęła tylko głową, szybko odchodząc od stolika w tylko sobie znanym kierunku.

- Na czym to stanęliśmy? A właśnie - ork położył ręce na stole i objął jedną dłonią drugą. Rozległo się donośne chrupnięcie przeskakujących kości. - Nie ma czasu, by lizać rany. To samo robią i elfy, mimo wszystko. Czekają na granicach i cały czas formują zabezpieczenia, na wypadek, gdybyśmy znowu chcieli zaatakować. Pod tym względem czas działa na naszą niekorzyść. Dlatego siedzę tutaj i nawołuję inne dusze, by razem utworzyć komando i najechać kilka witalnych miejsc w tych ich lasach.

Niecierpliwym, a jednocześnie zmęczonym wzrokiem obserwował powolną kelnerkę krzątającą się przy kontuarze. Na tacy, którą niosła, wciąż nie widać było trunku zamówionego przez Morga. Ten westchnął.

- Mamy plan, i to nie jakiś zwykły, pośledni, by najechać pierwszą lepszą osadę, pozabijać i wrócić z łupem. Nie, to nic nie da. Chwast trzeba wyrwać wraz z korzeniami, bo inaczej i tak się odrodzi na nowo. Widzisz tych gości za mną?

Wskazał palcem grupę orków, których Argbush miał już okazję zaobserwować. Piątka mężczyzn dość głośno kontemplujących nad jakąś sprawą wojenną, z papierami rozrzuconymi po stole.

- Oni też są tutaj właśnie po to. Mają przygotowane mapy od znajomego, lokalnego kartografa, przez co wiemy, gdzie co można znaleźć. Naszym celem jest obóz administracyjny, broniony przez wojsko. To tam znajduje się mózg całego frontu na granicy z nami. Jest dobrze ukryty, wspomagany, tfu, magią, ale nasi wojacy też nie są bezbronni. A zebrało się ich w tej karczmie już z dwudziestu paru póki co. Najlepsi z najlepszych.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2013-01-15, 15:36   

Argbush z biegiem rozmowy zorientował się, że jego rozmówca nie jest tylko wielkim wojownikiem, ale też i strategiem. Z bólem to przyznaje, ale niestety niewielu orków jest dalekowzrocznymi typami co sam białowłosy neguje nie zawsze należy działać pod wpływem impulsu tudzież chwilowej zachęty. - Widzę żeś strateg... Dobrze prawisz należy odciąć łeb hydrze a, wtedy całe ciało runie! - Zacisnął pięść, acz powstrzymał się przed waleniem w stół. Gdy usłyszał pytanie przytaknął.
Uruk dobrze zgadł, że tamci coś kombinuje, choć nie koniecznie to o czym myślał. Wewnętrznie cieszył się, że ich misja będzie wyzwaniem i nie będzie dyshonorem. - Założę się, że elfy nie będą spodziewać się ataku są przyzwyczajone do naszych nieskoordynowanych napadów, więc ten atak ich sparaliżuje i zaskoczy. - Argbush aż wyszczerzył zębiska na myśli o przelewanej krwi wrogich żołnierzy. Jednak przyszła mu kolejna myśl do głowa, która jednak stłumiła rządzę mordu i walki. - Zdajesz sobie, że ten atak może sprowadzić ich eee... Kontratak? - Zmarszczył brwi, gdyż to zdanie nie należało do jego najmądrzejszych. - Wiesz, o co mi chodzi. - Recz jasna chodziło mu oto, że jeśli elfy zareagują zupełnie odwrotnie to, wtedy mogą być kłopoty... Dwudziestu paru ludzi to nie armia, więc ewentualny odwet będzie problematyczny.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-01-20, 01:21   

- Wiele wojowników odzwyczaiło się myśleć podczas walki - kontynuował Morg, jednym okiem uciekając w bok, w poszukiwaniu zamówionego trunku. - Byle zabić, zgrabić, to już jest sukces. Ale jedno militarne miasto jest warte dziesiątek, czy nawet nie setek wiosek, o czym niektórzy zapominają. Inteligencja jest potrzebna, nawet w tak teoretycznie nieodpowiedniej kategorii jaką jest walka zbrojna, wyzuta ze wszelkiej maści mędrców i mentorów. Jedynie ostrze miecza jest tym, co liczy się na polu walki.

Jego głowa podniosła się lekko, gdy tylko zauważył, że kelnerka, którą zagadnął, szła w jego stronę.

- Niemniej to właśnie przez nadmierne myślenie chodzące z wysoko uniesionymi brodami elfy zapomniały o rzeczywistości. Bujają w obłokach, zajmują się jakimiś wyszukanymi, nieistotnymi sprawami, a w obliczu wojny tracą głowy. Dosłownie.

Kobieta podeszła do wojownika. Zgarbiła się przy stoliku, postawiła pienisty kufel dokładnie na wprost Morga. Argbush mógł przyjrzeć się jej bliżej. Była już dość stara i brzydka nawet jak na jej wiek. Jej oczy podkreślone czarną kredą nie miały jednak walorów podkreślających aparycję, przynajmniej nie dla Argbusha.

- A panu coś podać? - zapytała kobieta, kierując tym głowę w stronę jego samego. Jedyny kufel, który miał, opróżniony został w błyskawicznym tempie. Podróż, jaką przebył, spowodowała spore pragnienie, którego nie dało się zaspokoić zwykłą, bukłakową wodą.

- Tak, elfy na pewno nie będą się spodziewać takiego wyszukanego i w pełni zaplanowanego ataku - odpowiedział Morg na spostrzeżenie rozmówcy. - O kontratak się jednak nie boję. Tutaj w okolicy nie mamy nic, co byłoby godne napaści. Nasze obozy stale się przenoszą, przez co zyskujemy ogromną przewagę. Nie mamy jakiegoś "centrum". Ustalamy się w grupy, podróżujemy grupą i grupą wracamy. Nikt z zewnątrz nas nie kontroluje, nie da się uszkodzić naszej siatki.

Zrobił przerwę na długo oczekiwany napitek. Kobieta w tym samym czasie pospiesznie zebrała wszystkie puste dzbany.

- Nie obawiamy się kontrataku. Nie mamy serca, które można przebić włócznią. W arendzie ustalamy plan i z tym planem wyruszamy. A bez ich dowództwa naprawdę mało co będą w stanie zrobić. Prędzej uciekną w popłochu, niż wkroczą na nasze tereny.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2013-01-23, 12:40   

- A mieliśmy kiedyś serce? Nie pamiętam, by jedna osoba kiedykolwiek zdołała skupić całą władzę Chanatów... Nasze rozbicie chyba można nazwać poniekąd zaletą. - Brodate elfy? Argbush dopiero po chwili doszedł do wniosku, że orkowi chodziło o szczękę anie o owłosienie na twarzy. Kelnerka wyglądała jak wyglądała, choć nadal nie była aż tak brzydka, by nie móc na nią patrzeć. Usłyszawszy zapytanie zdecydowanie odparł. - Jeden duży kufel ful-birr... Bo to , co wypiłem przed chwilą miało mniej alkoholu niż woda. - Jeśli czymś przepłukać gardło to tylko idealną konsystencją krwi, przypraw i ewentualnych dodatków wedle uznania piwowara. Białowłosy miał jeszcze jedno pytanie odnośnie politycznej strony. - Czy te lus-irk'hai nadal walczą między sobą? Jak, im tam... - Ork zmarszczył czoło próbując sobie przypomnieć bardziej elfickie nazwy. Jednak bezskutecznie chyba nigdy nie miał głowy do słowotwórstwa elickiego. Już wolał krasnoludzkie trochę podobne do orczego. - Czarne ze srebrnymi zdaje się. - Białowłosy wyróżniał się spośród swojego ludu wieloma aspektami fizycznymi jak i psychicznymi między innymi... Rzadko lekceważył wroga no, chyba że to naprawdę beznadziejny wróg i to w dodatku elf, choć w tysiącach nawet one mogą być groźne dla jednego orka. Dlatego rozważał ewentualne kontrataki nie z tchórzostwa ba za takie osądzenie Argbush rzucił, by się na umbala, który śmiał go tak nazwać, ale raczej z życiowej zaradności i rozwagi.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2013-01-28, 22:10   

Kelnerka skinęła głową na zamówienie Argbusha, po czym pospiesznie udała się w stronę kolejnych stolików. "Drwal" skorzystał z przerwy w rozmowie, wychylając kolejną dość sporą porcję napitku. Skinął z uznaniem.

- Masz rację, to piwo co tu dają to można serwować ludzkim dzieciom. Hej! - krzyknął za kobietą. - Mnie też jednego ful-birr!

Potem skupił uwagę na rozmówcy. Na pytanie elfich wojen zamyślił się. Jego ręka powędrowała na szczękę, druga zaczęła miarowo bębnić po stole.

- Wiesz co, mroczne elfy są cholernie tajemnicze. A raczej ich lasy, które są wylęgarnią wszelakich opowiadań na temat katuszy, jakie przeżywają pojmani orkowi zwiadowcy. Czarne chyba prowadzą wojaczkę z zielonymi raczej, nie wiem jak to jest u srebrnych. Odpowiedzi na to pytanie musiałbyś szukać gdzie indziej.

Wypił w rekordowo szybkim czasie resztkę piwa. Zasłonił usta pięścią i beknął.

- Srebrne elfy to banda tchórzy, którzy tylko zgrywają mężnych i odważnych. Oni potrafią manipulować słowem, ale naprawdę to każdy sra w gacie jak tylko zobaczy orka.

Spojrzał na broń Argbusha, znajdująca się zaraz obok niego. Mruknął z uznaniem, po raz drugi.

- Dobrze, że jeśli chodzi o wojaczkę, to się z nią nie pieprzysz. Solidne, zadbane żelazo, idealne, by ściąć kilka srebrnych główek. Ale nim pozwolę ci się dołączyć, muszę sprawdzić twoje umiejętności w praktyce. Twój miecz kontra mój topór, na tyłach arendy. Wchodzisz w to?

W tym momencie do stolika podeszła kelnerka, stawiając na nim zamówiony trunek, po jednym dzbanie dla każdego. Skinęła głową i odeszła, wspominając coś o "uregulowaniu płatności przy kontuarze".
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2014-07-20, 18:04   

- Powiedziałbym, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, ale ku naszemu nieszczęściu wszystkie elfy są naszymi wrogami... - Stwierdził cicho drapiąc się po białej brodzie. Po chwili namysłu dodał.
- Wszyscy spiczastousi są tchórzami i słabeuszami... Ich siła tkwi jednak w liczbie, czyli w czymś czego nam brakowało i brakuje bardziej niż kiedykolwiek. Ostatnia wojna doprowadziła prawie do wyrżnięcie wszystkich Uruków. Po prawdzie nigdy już z się z tego nie podniesiemy a elfy, jeśli zechcą wytną nas w pień... - Wycedził ponuro po krótkich rozważaniach o prowokacji swojego towarzysza. Białowłosy pragnął walczyć z elfami jak nikt inny, ale nie chciał wywołać wojny, która skończy się ludobójstwem... Humor mu się nieco poprawił, gdy zobaczył dzban upragnionego napoju, który od razu po podaniu zaczął łapczywie żłopać opróżniając go tym samym do połowy. Słodkawy smak przypraw i chmielu w połączeniu z żelaznym posmakiem krwi był prawdziwym nektarem bogów dla drągala.
- Niech będzie... Rozprostuje sobie gnaty. - Rzekł stanowczo wycierając brodę ręką z karmazynowej cieczy i wstając ociężale.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-07-24, 20:42   

- Póki mogą, chowają się w lasach.

Sięgnął po podany mu kufel i zawtórował Argbushowi. Pił zachłannie, odstawiając napitek dopiero wtedy, gdy dobrnął, podobnie jak siwowłosy ork, do połowy. Potem beknął głośno, tak, że aż zdołał się przebić przez gwar karczemnej ludności.

- Ale do czasu. Drzewa rosną wolno, a nasze siekiery ścinają je w oka mgnieniu. Dzień po dniu, drzewo po drzewie. Ciągle do przodu. To my zmuszamy ich do wycofywania się, bo my nie mamy czego stracić.

Wstał od stołu, grzebiąc gdzieś w sakwie przy pasie. Wyciągnął z niej kilka srebrnych monet.

- Mylisz się jednak mówiąc, że elfy wytną nas w pień, jakby miały na to ochotę, a tej nigdy mieć nie będą. Zielone tylko wspierały srebrnych w wojnie, ale same nie wyjdą z ofensywą. Srebrne natomiast nie mają kogo na nas wysłać. Ponoć co czwarty z nich zginął na wojnie z nami, ha!

Sięgnął po swój topór i przejechał po nim dłonią.

- Tak... To były dobre czasy. A potem... - machnął ręką. - Szkoda gadać.

Podszedł do kontuaru i wyłożył na nie pieniądze, które nie zdołały jeszcze skończyć wirować po blacie, a już zostały zgarnięte przez karczmarza jednym, wyuczonym ruchem dłoni. Morg następnie powrócił do stolika, wolną od monet ręką pochwycił kufel z resztą alkoholu i skinął na towarzysza.

- Dobra, to bierz swoje i chodź. Ful-birr to trzy srebrne, nie zapomnij zapłacić przed wyjściem.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2014-07-25, 22:22   

- Nigdy nie lekceważ wroga... Zaszczuty wilk zapędzony w kozi róg jest groźniejszy niż Ci się wydaje. - Wypowiadał te słowa iście po mędrszemu. Wprawdzie do mędrca wiele mu brakowało, ale swe mądrości skrupulatnie stosował. Mamy więcej do stracenia niż możesz to sobie wyobrazić - pomyślał, ale nie zamierzał się dzielić swymi przemyśleniami z weteranem. Kiwnął głową i z wolna dopił resztę zawartości kufla, po czym wstał ociężale jak to miał w zwyczaju i podszedł do kontuaru wyjmując z sakiewki oczekiwaną należność. Monety rzucił niedbale, toteż zakręciły się one na swych spodach błyskawicznie omiatając powietrze.
- Idę idę... Nie pali się. - Wycedził do towarzysza zabierając miecz i ruszając ciężkim krokiem za, nim.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-07-28, 10:43   

Ork dopił resztę, wstał bez wyraźnego animuszu i sięgnął do sakiewki. Monety podobnie jak jego poprzednika, w jedno mrugnięcie okiem zniknęły w objęciu karczmarza. I nie przeszkadzało mu to, że w tym czasie zajęty był nalewaniem piwa, wystawianiem półmisków z żarciem i opieprzaniem jakiegoś spitego orka, który, wierząc słowom, załatwił swe potrzeby w miejscu do tego nie wskazanym.

Argbush sięgnął po miecz i ruszył za Drwalem. Wyszli z arendy, skręcili w prawo i udali się na tyły gospody. Tam, w towarzystwie jednej, ochoczo wirującej od okazjonalnych podmuchów wiatru półtorametrowej pochodni zatwierdzonej pionowo w ziemi, znajdowało się dużych rozmiarów koło z usypanego piachu. Koło miało średnicę ośmiu metrów i było oczywiste, do czego mogło służyć.

Obok stały również dwie duże beczki wypełnione jakimś drewnem. Morg podszedł do jednej z nich, oparł swój topór o ścianę budynku a kufel postawił na jednej z beczek i wyciągnął z drugiej długi, drewniany miecz, o gabarytach licujących z tymi, jakimi dysponowała broń Argbusha.

W drugiej ręce ściskał jakiś gruby kawał skóry o dziwacznym kształcie, z którego zwisało kilka luźnych pasków, również skórzanych. Morg westchnął i wyciągnął miecz w kierunku jasnowłosego.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2014-07-29, 02:20   

Uruk przyjrzał się beczkom z drewnianą bronią... A już myślałem, że pochlastam go ostrą bronią. Nieco zawiedziony zaczął macać i szukać odpowiedniego dla siebie drewniaka aż w końcu wyjął drewniany miecz dwuręczny z długim jelcem i rękojeścią. Palcami delikatnie przebierał po drewnianym trzonie przyglądając się tej ladze symulującej wyglądem miecz. Białowłosy z wolna obrócił się w stronę przeciwnika przeszywając go swymi świetlistymi oczami.
- Daj mi dobrą lekcje. - Rzekł pokornie i ukłonił się iście po rycersku. Dobrze wiedział, że nie wygra z weteranem i nawet na to nie liczył - nie był głupcem jakich pełno w jego tępym ludzie. Nie zamierzał jednak ustępować pola Morgowi. Toteż ugiął kolana, chwycił rękojeść obiema rękoma i uniósł go nad prawym ramieniem. Na początku zbliżył się, by przeciwnik znalazł się w zasięgu broni i, gdy to się stało zaatakował z impetem jego głowę i wciąż wykorzystując prędkość zniósł ostrze ku jego lewej nodze, by następnie zawrócić ostrze i z rykiem zaatakować prawe udo. Atakował agresywnie zamierzając ograniczyć jego mobilność, a zmyślnymi atakami uniemożliwić mu sprawne parowanie. Argbush przez całą sekwencję ciosów napiera i zbliża się w stronę przeciwnika chcąc skrócić dystans i uniemożliwić mu uniki i tego typu banały.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-07-29, 22:09   

- Pewnie w standardowych warunkach walczylibyśmy żelazem - Morg mruknął, widząc rozczarowanie na twarzy kompana - ale w walce z elfami nie mogę sobie pozwolić na uszczerbki w komando.

Argbush wyminął podawany mu miecz i sam postanowił pogrzebać w beczce. Na szczęście znalazł się tam jeszcze jeden, licujący z tym dzierżonym przez Morga. Sięgnął po niego, zważył w dłoni i sprawdził, jak się trzyma. Był w miarę wyważony, lżejszy od zwykłego miecza, tracąc za to na jakości, co przekładało się na w miarę wyrównaną zdolność władania nią. Na pewno na tej wymianie ork stratny nie będzie, nie licząc oczywiście siły obrażeń.

Morg odrzucił swój miecz i wyciągnął dostrzeżony już jakiś czas temu topór oburęczny. Chwycił go pewnie, po czym wraz z przeciwnikiem udali się do usypanego piachem kręgu.

- Postaram się. Gotowy?

Oddalili się od siebie. A potem nastała walka. Morg oddał Argbushowi inicjatywę, czekając na jego atak.

[...]
Inicjatywa:

Morg: 36
Argbush: 21

Morg: Unik
Argbush: Walka agresywna
Argbush: Atak: k20(6) + 13 + 5 (walka agresywna) = 24 // ST = 35
Porażka
Morg: Atak: k20(6) + 34 = 40 // ST = 11
Sukces
Argbush: Atak: k20(17) + 13 + 5 (walka agresywna) = 35 // ST = 35
Sukces
Morg: Unik: k20(12) + 25 = 37 // ST = 35
Sukces
Morg: Przewracanie: k20(10) + 34 = 44 // ST = 11
Argbush: Zachowanie równowagi: k20(15) + 23 = 38 // ST = 44
Porażka, Argbush pada


Argbush zaatakował agresywnie, ignorując własną obronę. Wyprowadził cięcie z góry, by następnie skręcić mieczem i ugodzić oponenta na wysokości uda. Niestety, atak ten okazał się zbyt wolny dla zaskakująco zwinnego adwersarza, który bez większych trudności wyminął cios i samemu wyprowadził kontratak. Ten trafił doskonale prosto w odsłoniętą klatkę piersiową. Mimo tego, że broń była w całości drewniana, a cios zadany był płaską częścią obucha, to Argbush stracił przez chwilę dech w piersi, a impet odrzucił go na krok, pozwalając Morgowi na odzyskanie terenu do poruszania się.

Następny cios, zadany podobnie, z lewej strony, był wyjątkowo celny, ale i tutaj Morg wykazał się wyjątkowym kunsztem walki, zwinnym piruetem wykręcił się poza zasięg miecza. Jasnowłosy wojownik nie zdołał jeszcze wycofać miecza, a topór znów na niego poszybował, tym razem na lewą, wysuniętą nogę. Topór podciął ją, a Argbush poleciał prawym bokiem na piach. Ten rozprysł się radośnie na wszystkie strony świata, nie szczędząc też półotwartych ust orka.
 
 
     
Argbush 
Nowicjusz



Dołączył: 30 Paź 2012
Posty: 20
Wysłany: 2014-07-29, 22:30   

Czyta w myślach? Zastanowił się przez moment podirytowany. Jak sądził tak też się stało... W zasadzie już od początku nie widział sensu tej walki, a i podobnie przewidział jej wynik. To tak jakby niedźwiedź chciał sprawdzać umiejętności zająca. Parsknął podnosząc się leniwie z powrotem na nogi. Zdecydował się na jeszcze jedną próbę, choć i tak wiedział, że w prawdziwej walce byłoby już po, nim. Milczący olbrzym wziąwszy zamach zaatakował z nad głowy bark, a następne lewy bok orka, by ostatecznie kilkoma żwawymi krokami zbliżyć się i uderzyć z całej siły zaciśniętą pięścią jego paskudną mordę. W jego głowie poza gniewem i agresją tliła się też myśl, która rzucała całkiem nowy snop światła na plan weterana.
_________________
* Głos Argbusha
* Argbush OST
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-07-31, 20:50   

Drwal owiany był niejedną legendą, tak więc i czytanie w myślach nie wydawało się tak absurdalnym wyjaśnieniem jego ponadprzeciętnych umiejętności walki. Argbush doskonale wiedział, że nie wygra z weteranem niejednej wojny i że ten nawet bez przesadnego starania się rozłożyłby go na łopatki w kilka chwil. Jednakże Morg nie czerpał przyjemności z dawania przysłowiowego łupnia jasnowłosemu przeciwnikowi. Wręcz przeciwnie, nawet tę walkę brał na poważnie, nie lekceważył adwersarza i nie dawał mu ulg. Pozwolił za to na powstanie. I znów ustawił się po drugiej stronie kręgu, czekając na atak.

[...]
Morg: Parowanie
Argbush: Atak: k20(18) + 13 = 31 // ST = 35
Porażka
Morg: Atak: k20(18) + 34 = 42 // ST = 21
Sukces, trafienie krytyczne x2
Argbush: Atak: k20(8) + 13 = 21 // ST = 35
Porażka
Argbush: Uderzenie wręcz: k20(1) + 25 = 25 - 2 = 23 // ST = 35
Porażka


Następny atak przeprowadzony był wyśmienicie. Argbush doskonale wiedział, że gdyby miał do czynienia z przeciwnikiem o słabszym refleksie, a w dłoniach spoczywało żelazo, to miecz wbiłby się głęboko w ramię, aż do kości. Krew by trysnęła i oślepiła zaskoczonego przeciwnika, a drugi cios nieco niżej, w bok, byłby czystą formalnością.

Niestety, oponent Argbusha nie był kimś, komu można by było zarzucić problemy z reakcją. Co prawda mieczowi brakowało naprawdę niewiele, by sięgnąć, ale nawet jeśli, to wzniesiony topór do parady był gotowy do zmienienia toru lotu broni.

Morg następnie wyprowadził swój atak. Argbush nie zachowywał się tak agresywnie, jak chwilę przedtem, tracąc może na ataku, ale wielce zyskując na obronie. Niestety, to nie wystarczyło, a topór, choć drewniany, ugodził orka prosto w czerep, aż ten przez ułamek sekundy stracił obraz przed oczami. Może to właśnie przez to zaplanowany atak pięścią wyszedł wyjątkowo niepomyślnie, przecinając powietrze daleko od odsuniętej w uniku głowy uruka.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group