TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2012-03-27, 19:29
Historię piszą zwycięzcy
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-01-16, 15:24   Historię piszą zwycięzcy

Jest cechą głupoty dostrzegać błędy innych, a zapominać o swoich. - Cyceron



Historię piszą zwycięzcy
Kroniki Lothora Krótkowłosego - Wprowadzenie

Ostatni tydzień był dla młodego krasnoluda istną udręką. Jeszcze wcześniej, gdy uciekł z domu wraz z Doranem, pamiątką rodzinną ukradzioną ojcu, jedynym problemem było zdecydowanie się, na co wydać pieniądze tego wieczora. Jednak wszystko co dobre, nie trwa przecież wiecznie. Pieniędzy zabrakło, a topór skradziono. Nagle wielce oczekiwana wolność przestała być marzeniem krasnoluda. Cały ostatni tydzień spędził na poszukiwaniach. Wypytywał każdą osobę którą napotkał, zaglądał w każdy najciemniejszy kąt. Wszystko na nic. Musiał zmienić taktykę. Jeśli chciał odnaleźć złodzieja, powinien myśleć jak on. Powinien zachowywać się jak on. Powinien... sam być złodziejem. Pomysł absurdalny, jednak gdyby zdobył szacunek i dostęp do lokalnego podziemia, może zasłyszałby wreszcie coś o drogocennym i nieporównywalnym toporze, którego tak gorąco poszukiwał?

Rozmyślał nad tym długo. Siedział, wpatrzony w ognisko, które co jakiś czas strzelało jaskrawymi iskierkami we wszystkie strony. Słońce zaszło już dobre dwie godziny temu, pozostawiając jedynie drobne, odległe gwiazdy i niewyraźny, mleczny półksiężyc. Minęło siedem dni, a on nie posunął się do przodu ani o cal. Równie dobrze mógłby nie wychodzić z tamtej karczmy, obecnie oddalonej o kilkanaście kilometrów. Tamto miasto przejrzał już wzdłuż i wszerz, nie miał praktycznie powodu, by do niego wracać.

Tak właściwie to jedyne, co udało mu się osiągnąć, to spotkanie trójki kompanów o podobnych, tułaczych zajęciach. Spotkał ich niedawno, jeszcze przed zachodem słońca, i do tej pory wymienili ze sobą zaledwie parę zdań. Byli to: Yurdin, najstarszy krasnolud, naznaczony już licznymi zmarszczkami na twarzy i srebrnymi nitkami siwych włosów w brodzie, zawodowy traper i łowca, który zawsze wiedział, gdzie znajdzie się zwierzyna na kolację; Dangrim, energiczny, odważny wojownik, lubiący pograć w kości i wypić, doświadczony we władaniu dwuręcznym toporem, który wyjmuje praktycznie tylko po to, by zaimponować pozostałym członkom drużyny; Badnar Murdisten, lodowy krasnolud z bladą cerą i szarawymi włosami, co w połączeniu z bladymi kolorami ubrań tworzyło jednolitą całość. Wyróżniał się natomiast inteligencją, wyniesioną z domu oraz, co za tym szło, częstym przechwalaniem się. Był on oficjalnym przywódcą tej grupki, mając tak zwane "gadane", co przydawało się nie raz.

Właśnie kończyli pieczyste, upolowane i przyrządzone przez Yurdina. Wóz stał nieopodal, konie skubały gęstą trawę, a noc była ciepła i przyjemna.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-01-16, 19:30   

Lothor był bardzo smutny z powodu tego że nawet śladu po rodzinnej pamiątce nie ma... Miał on ochotę dorwać tego nicponia i powyrywać mu wszystkie kudły z głowy i tam gdzie tylko rosły.

Krótkowłosy był tak bardzo zadumany że zjadł dopiero gdy wszystko było już zimne.

Postanowił że następnego ranka o wschodzie słońca ruszy na dalsze poszukiwania Topora.

Postanowił on że opowie całą historię zguby Dorana. Miał on nadzieję że ów towarzysze pomogą mu szukać jakże cennego Topora.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-01-17, 22:19   

Wokół ogniska siedziała cała ich czwórka. Każdy zajęty był swoim posiłkiem, nikt nic nie mówił. Jedynie Lothor nie jadł. Myślami był daleko, kontemplował nad ostatnimi dniami, nad całą przygodą z zaginionym toporem. Nie pamiętał, kto kto zabrał, czy krasnolud, czy człowiek, czy mężczyzna, czy może kobieta. Spirytusu tego dnia było definitywnie zbyt dużo, nawet jak dla niego. A kac, jaki potem miał, dawał o sobie znać przez bite dwa dni. Krasnolud pragnął podzielić się tą nieszczęśliwą historią ze współtowarzyszami. Zjadł zimną pieczeń, popatrzył się na każdego po kolei.

Ciszę przerwał Dangrim, odzywając się donośnym burknięciem, co w tym przypadku mogło być uznane za niezbyt wyszukany komplement dla kucharza.

- Lothor, opowiedziałbyś coś w końcu o sobie, cholerka. My tu ciągle strzępimy języki, a ty jakby siedzisz tylko cicho i nic nie mówisz. Masz w ogóle jakiś cel podróży, że tak się wałęsasz?

- Och, nie naciskaj już tak. - Yurdin wyjął nożyk i jakiś misternie wykrzywiony, nieukończony kawałek drewna, po czym zaczął rytmicznie jechać ostrzem po krawędziach, nadając tej bryle dalszy, jednak nadal trudny do zidentyfikowania kształt.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-01-18, 17:44   

Lothor patrząc na Dangrima pokiwał głową i począł opowiadać co pamięta z tego pechowego dnia. Wiedział bowiem ze przez czas jaki będzie potrzebował nie tknie ani krzty alkoholu choć zaczynał już mu doskwierać brak alkoholu.

Gdy zakończył swą opowieść zapytał towarzyszy " To jest dla mnie najważniejsza sprawa!! i chciałbym aby przy moim boku stanęli tacy właśnie towarzysze!! Do licha chodźcie ze mną będziemy szukać Dorana a jak go znajdziemy to was suto wynagrodzę!!" (w duchu pomyślał że jak wróci z Toporem do domu to ojciec da mu pieniądze na to aby zapłacił towarzyszom za pomoc w odzyskaniu cennego rodzinnego artefaktu)
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-01-18, 21:20   

Ciepły wiatr cicho gwizdał w koronach drzew, nadając opowieści Lothora odpowiedni, pasujący charakter. Krasnolud opowiedział wszystko, co wydało mu się ważne. Nie skąpił żadnego szczegółu, nie przesadzał z opisywaniem: mówił to, co zaszło, a nie to, co chciałby, żeby było. Jak poważny historyk, relacjonujący historię, nie bawiący się w upiększanie, koloryzowanie, jak jakiś podrzędny, tawernowy bard przy kuflu piwa, skutecznie wymuszonym od oberżysty.

Gdy tylko zakończył swoją gawędę, gorąco zaproponował towarzyszom dołączenie się do poszukiwań Dorana, odpowiednio motywując ich sowitą zapłatą. W tym momencie oczy dwójki krasnoludów rozszerzyły się. Jedynie Yurdin nie zareagował, dalej skrobiąc ostrzem drewniany klocek.

- Serio masz kasę? - spytał Dangrim.

- Nawet jeśli, to odnalezienie tego... topora Dorana stanowić będzie niebagatelną zagwozdkę dla całej naszej trupy - Badnar po raz pierwszy tego wieczora odezwał się, wykazując negatywne uczucia co do propozycji wystawionej przez nowego znajomego. - Nie mamy nawet idei, gdzie i kogo mamy szukać, toteż nasza eskapada spisana byłaby na klęski, przyjacielu.

- Ech, dajcie sobie siana, lodowy - miarowe skrobanie ucichło. - nie mów, że mu się nie uda, skoro jest taki zdeterminowany. Tylko wiesz, Lothor, nie możesz tak po prostu łazić po Górach Środka Świata i pytać każdego spotkanego krasnoluda. Musisz znaleźć jakiś, nie wiem, punkt zaczepienia, miejsce, z którego będziesz mógł zacząć poszukiwania. Wiesz, o co mi chodzi?

Badnar parsknął.

- Z twojej relacji wynika, że szalbierz ma już tydzień przewagi. Mógł wynieść oręż już poza nasze rejony, a po całym świecie już raczej nie będziesz peregrynować, nieprawdaż? Nie, żeby coś, ale szanse, że odnajdziesz tego złodzieja, są znikome.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-01-19, 10:24   

"Może i tak szanse są znikome ale i tak będę szukał Dorana!!!" oburzył się Lothor dodając "Wiem gdzie powinienem zacząć ide do Karczmy w której po raz ostatni ktoś widział mnie z Toporem Może dowiem sie tam czegoś ciekawego!!"

Po tym powoli zaczął wstawać i zbierać cały swój ekwipunek który miał.

Gdy Krótkowłosy miał już wszystkie rzeczy zapytał po raz kolejny towarzyszy " Może i zajmie mi to całe życie ale i tak bedę go szukał a wiem o tym że przy tym wszystkim czeka mnie mnóstwo ciekawych przygód mam nadzieję że w końcu odnajdę to co mi skradziono!" Po wypowiedzeniu tych słów popatrzył na Przywódce ów bandy i czekał co odpowie. Miał on bowiem wielką nadzieję żę przyłączą się oni i że przeżyje przygodę życia zapoczątkowaną może niezbyt fortunnie ale za to jakże ciekawie.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-01-20, 23:30   

Lothor zignorował ostatni komentarz lodowego krasnoluda. Wiedział, że musi dalej szukać, nawet, jeśli szanse są bliskie zeru. Po tygodniu rodzinny topór mógł przebyć naprawdę spory kawał drogi, wychodząc, jak to trafnie zostało określone, "poza nasze rejony". Ostrze mogło już wisieć na ścianie jakiegoś bogatego człowieka, czy może nawet i elfa. Sama nieszczęsna karczma, do której zamierzał pójść, została przez niego przejrzana już wzdłuż i wszerz. Nie znalazł wtedy ani jednej poszlaki, a wypytywani ludzie, w tym też oberżysta, nie wiedzieli nic, co mogło być choć w drobnym stopniu pomocne. Czuł, że powrót w tamto miejsce będzie mijać się z celem. Co najwyżej straci czas i jeszcze bardziej oddali się od Dorana.

Wstał i udał się do wozu, na którym leżał cały jego ekwipunek. Zawinięty był w prowizoryczną szmatę, dzięki czemu całość jako tako trzymała się kupy, jednak zabranie się z takowym pakunkiem mogłoby poskutkować rozsypaniem się całej konstrukcji. Lothor zapomniał o najważniejszej rzeczy podczas ucieczki z domu: o dużym, wygodnym plecaku, w którym mógłby te wszystkie toboły pomieścić.

- Mnóstwo ciekawych przygód... - skwitował Yurdin. - Wiesz, młody, swoje przeżyłem i powiem ci, że rozczarowałbyś się. Mało która przygoda... kończy się tak, jakby się chciało.

- Poza tym nie chcesz chyba tak teraz iść? - wtrącił się najmłodszy członek drużyny, Dangrim. - Tak po prostu, w noc? Jak już chcesz se iść, to przynajmniej rano, ze świtem.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-01-24, 14:03   

Lothor po tym co usłyszał od Dangrima postanowił jednak zostać i wyruszyć rano do miasta aby zakupić sobie jeszcze plaecak który bedzie mu potrzebny do dalszego podróżowania.

- Może jdenak macie rację- powiedział do pozostałych krasnoludów połzożył ię koło ogniska i rozmyślał co ma dalej począć.

Gdy zmożył go sen śnił o chcili kiedy znów bedzie miał w swoich rękach Dorana. Była to dla niego ważna sprawa.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-01-24, 20:05   

- I bardzo dobrze. A teraz chodźcie spać, kompania - skwitował Badnar, rozpościerając przed sobą gruby, wełniany koc, pod który wskoczył, zwijając się w kulkę.

Noce, nawet w tych lepszych rejonach Gór Środka Świata bywają zimne. Podobnie też uczyniła pozostała dwójka, zgrabnie opierając się o stojący nieopodal wóz, którym podróżowali. Lothor nie posiadał niestety żadnej narzuty, którą mógłby osłonić się od wiatru, musiał więc liczyć na sprzyjające tej nocy warunki. Na szczęście sen przyszedł szybko.




Obudziło go silne szturchnięcie w bark. Był wczesny ranek, słońce wisiało jeszcze nisko nad horyzontem. Krasnolud przez zaklejone oczy spojrzał na postać będącą powodem jego przebudzenia.

- Ej, wy!

Był to jeździec na koniu, krasnolud, dzierżący długą kopię, ozdobioną proporcem z jakimś malowniczym herbem. Stał od niego oddalony na odległość trzech metrów, wraz z trzema innymi, identycznie wyekwipowanymi postaciami. Każdy z nich, prócz broni drzewcowej, miał przy boku także długi miecz oraz pełną zbroję płytową nie licząc samego hełmu, który wisiał u każdego z tyłu na zadzie konia, jak jeden mąż.

- Wstawać, wstawać! - kolejne, lekkie ukłucie kopią wyrwało Lothora kompletnie ze snu. Wszystko, co miał, było na swoim miejscu, łącznie z jego toporem, który leżał zaraz przy nim, gotowy do użycia w razie nagłej potrzeby.

- Co wy tu robicie, na ziemiach hrabstwa?

Pozostali członkowie drużyny również obudzili się. Dangrim zaklął siarczyście.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-01-25, 09:21   

Krótkowłosy był gotowy aby walczyć z ów jeźdźcami lecz pierwsze popatrzył na towarzyszy i postanowił zrobić to co oni. Był on raczej bojaźliwy lecz jeśli przełamywał on pierwszy strach już nic nie mogło go powstrzymać a szczególnie jak czuł się pewnie za towarzyszy. O tym towarzystwie nie potrafił określic czy staną po jego straonie czy też uciekną w popłochu cjoć na takich nie wyglądali postanowił że nie bedzie wybijał się przed szereg i zobaczy jak sie sprawa potoczy więc powoli sięgał po Topór mówiąć

- I co teraz chłopaki? Badnar pogadaj z nimi może dowiesz się czegoś więcej o co im chodzi.- mówił przechylając lekko głowę w kierunku towarzyszy nie odwracają wzroku od nowo napotkanych krasnoludów.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-01-28, 12:28   

- A co ci do tego? - prychnął Dangrim na pytanie jeźdźca.

Czwórka konnych uniosła swe drzewce do góry, bacznym spojrzeniem lustrując każdego krasnoluda po kolei. Ich twarze nie ukazywały żadnych emocji. Były zimne, neutralne i jakby... puste.

Badnar podniósł się, kątem oka patrząc na swój miecz, leżący zaraz obok niego.

- Jesteśmy zwykłymi podróżnikami. Nie wiem, co wam do tego, waszmościowie.

Topór Lothora leżał oparty o koło wozu, może metr, dwa od krasnoluda, przez co ewentualne pochwycenie go i zaatakowanie nie byłoby aż tak problematyczne. Tym bardziej, że jeźdźcy stali po drugiej stronie, za wypalonym, lekko tylko tlącym się ogniskiem, toteż byłoby im trudno manewrować w walce, niż gdyby byli na otwartym powietrzu.

- Podróżnicy, tak? - drugi z konnych wyszczerzył żółte, krzywe zęby. - My już znamy was, "podróżników". Wiemy, jakie to z was jest plugastwo, imając się przyziemnych zajęć, pod kontrolą wielmożnego hrabiego.

- Jesteście na ziemiach hrabstwa - odezwał się inny - a tutaj obowiązuje prawo nadane przez Najświętszego. Obawiam się, że jedno z nich właśnie złamaliście, co nakazuje nam was aresztować.

Dangrim wstał na równe nogi, a jego twarz przybrała czerwonawy kolor.

- Że co?
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-01-30, 12:55   

Lothor zbliżył się w kierunku topora by mieć go jak najbliżej.

Po tym jak Dangrim się oburzył Lothor powiedział do tych jeźców!

- Do ciasnej Anielki ciekawe który to prawo złamaliśmy. My nic nie robimy no chyba że spędzenie nocy w blasku ogniska jest czymś zbrodniczym!

Następnie spokojnie czekał aż sytuacja się rozkręci na dobre by zaatakować lub też poddać sie łaskawie losowi.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-01, 15:28   

Broń znalazła się w zasięgu ręki, dokładnie za plecami Lothora. Zaraz obok leżały także inne rzeczy, które należały do dobytku krasnoluda. Wszystko skryła drobna rosa, leżąca i na materiale owijającym dobytek, i na ostrzu broni opartej o wóz.

- Do ciasnej Anielki ciekawe który to prawo złamaliśmy. My nic nie robimy no chyba że spędzenie nocy w blasku ogniska jest czymś zbrodniczym! - zaprotestował.

- Po pierwsze - powiedział jeden - na terenie hrabstwa obowiązuje absolutny zakaz kłusownictwa, a z tego, co widzę, walają się wam tam z tyłu resztki ustrzelonego zwierzęcia - tu wskazał na martwego, na wpół "wyeksploatowanego" młodego jagnięcia, leżącego nieopodal ogniska.

- A po drugie - tu odezwał się inny - wtargnęliście bezprawnie na objęte ochroną tereny, na które konieczne jest zezwolenie na piśmie. Czy ktoś z was takowe ma?
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-02-01, 19:04   

Lothor uśmiechnoł się szyderczo i czekał na to co bedzie dalej przypuszczał on bowiem że żaden z towarzyszy nie posiada ów zezwolenia więc nie reagował by nie wzbudzić podejrzeń co do swych zamiarów.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-01, 23:26   

Wojownik stał tylko z boku i czekał na rozwój wydarzeń. Nie miał zamiaru póki co dołączać się do rozmowy, licząc na towarzyszy.

- Zezwolenie? Jakie znowu zezwolenie? - oburzył się Yurdin. - I jakie tereny objęte zakazem kłusownictwa? Od wieków natura była dobrem wspólnym, a fauna i flora...

- Nie pieprzcie mi tu - do głosu doszedł najdalszy, do tej pory cichy krasnolud. - Prawo to prawo, my je tylko kontrolujemy. Skoro nie macie żadnego pisma potwierdzającego wasz legalny pobyt na ziemiach hrabiego, to...

- Tak, jesteście aresztowani. Nie radzę stawiać oporu. Staniecie wszyscy przez najświętszym, on was już osądzi. Wsiadajcie na swój wóz i jedźcie za mną - dokończył ten stojący najbliżej, dumnie wypinając pierś. Sprawiał wrażenie bycia dowódcą drużyny, chociaż żadnym elementem ekwipunku się nie wyróżniał.

- Cholera, i co teraz? - odezwał się Dangrim, gniewnie zaciskając zęby.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-02-03, 19:10   

Stojąc prawie w bezruchu Lothor patrzył co sie wydarzy dalej jak potoczy się akcja a w szczególności w razie przewagi ów wojów gdzie spierdzielać. obejrzał on dokładnie wszystko do okoła aby być pewnym i w razie walki udać się w najlepsze do tej walki miejsce by mieć (jeśli się da) przewagę nad rywalem.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-18, 00:12   

Grupka obudzonych rozglądała się niepewnie dookoła, oglądając swoją pozycję. Odgrodzeni byli od jeźdźców dogaszającym, ledwo tlącym się ogniskiem, natomiast za ich plecami stał wóz, którym podróżowali. Na lewo jedynym godnym uwagi przedmiotem był zwalony pień, o który można było się oprzeć, za to po prawej stronie spokojnie pasła się dwójka uwolnionych od brzemienia wozu koni, leniwie kąsając trawę i mając za nic problemy ich właścicieli. Dalej, poza tym prowizorycznym kręgiem rozpościerały się nieśmiałe, rzadkie lasy, w większości opanowane przez zielone, karłowate drzewa. Jedynie droga, na której stali konni, była miejscem, gdzie można było bezproblemowo podróżować, nie ryzykując urwania osi w kole wozu.

- Lothor? - cichy szept wydostał się z ust Badnara. Krasnolud spojrzał na trójkę kompanów. Ich pytające miny wyrażały tylko jedno. By to on zabrał głos w tej sprawie.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-02-19, 17:36   

-" Dajcie nam spokojnie odejść i będzie po sprawie!! Ani my ani wy na tym nie ucierpicie! " po czym złapał za Topór i powiedział do towarzyszy -" Przygotujcie się na wszystko!! "

Trzymając kurczowo topór gotowy do walki patrzył co ma na twarzy wymalowany wojownik na koniu.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-20, 19:15   

- Radzę ci uważać, żywiołowy chłopcze. I sugerowałbym opuszczenie tego topora, jeśli ci życie miłe. Porównaj sobie nasze a wasze siły i jeszcze raz się zastanów nad tym, co mówisz. Mamy pancerze i konie oraz miecze, wykute przez najlepszych krasnoludzkich kowali!

Lothor nie wiedział, ile jest w tym fałszu, a ile prawdy, niemniej jednak ubiór całej czwórki mógł robić wrażenie.

Zbrojny kiwnął głową ku pozostałym jeźdźcom. Głośny, nieprzyjemny dźwięk mieczy wyciąganych z pochew dostał się do uszu Lothora. Wszyscy trzymali broń blisko siebie, jednak póki co była ona opuszczona w dół. Nikt nie wpatrywał się złowrogim spojrzeniem, nikt nawet nie drgnął. Wszyscy jednakowo równo, sztywno trzymali ostrza, niczym posąg, powielony kilkakrotnie zaawansowaną magią iluzji.

- Macie ostatnią szansę. Idziecie z nami dobrowolnie, albo... użyjemy siły.

Trójka obozowych towarzyszy póki co nie odzywała się. Po ich minach można było przypuszczać, że oni sami nie wiedzieli, co powinni zrobić.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-02-22, 08:38   

-"Ja nie podniosłem Toporu aby atakować kogoś podniosłem go po to aby w razie czego sie nim bronić!!" Powiedział Krótkowłosy powoli opuszczając oręż.

-" Chłopaki co wy na to na propozycję ów jego mościa idziemy za nimi? czy co robimy?"
Zapytał ze spokojem towarzyszy z którymi spędził noc.

Był on gotów do walki lecz jednak sam rady by nie dał pokonać 3 świetnie uzbrojonych konnych.

Gdzieś przez myśl przemkneła mu myśl że jeśli udało by sie wygrać walkę z tymi 3 wojami to zyskał by całkiem przyzwoity ekwipunek.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-23, 20:10   

- Nigdzie z nimi nie pójdę - pisnął cicho Dangrim, by tylko obozowi towarzysze mogli go usłyszeć. Ubrany był w lekką skórzaną kamizelkę, a jego gęsta czupryna wystawała znad skórzanej, "długouchej" czapeczki.

Sięgnął gdzieś w miejsce za sobą, próbując namacać jakiś przedmiot. Drobny, nagły błysk od słońca potwierdził przypuszczenia, że sięgał po broń. Pozostała dwójka zareagowała nieco inaczej. Najstarszy krasnolud kiwnął przecząco głową, splatając ręce na piersi, schowanej pod prowizorycznym, własnoręcznie stworzonym skórzanym pancerzem.

- Ja bym z nimi poszedł, czegokolwiek by nie chcieli. Rozumiem, jakby musiała wywołać się walka, to walczyłbym z wami ramię w ramię, jednak wolę odpuścić sobie rozlewu krwi.

Badnar Murdisten poszedł nieco do przodu, chowając ostrze pod pazuchą swoich długich, szarych szat.

- Zajmę ich rozmową, a wy zdecydujcie, co zrobić.

Cokolwiek by nie chciał zrobić Lothor, powinien zdecydować się szybko. Jeźdźcy tracili cierpliwość, a wyciągnięte miecze nie miały zamiaru schować się ani na cal. Z drugiej jednak strony i banda obozowiczów nie próżnowała z ulokowaniem swojego własnego oręża w dogodnym miejscu. Krasnoludzki traper trzymał naciągniętą kuszę zaraz za sobą, gotową do użytku. Widać było, że jakby walka się rozpoczęła, to nie zostawiliby bohatera samego sobie.

- Wtrącą nas do lochu pewnie! I tam zgnijemy! - zasyczał najmłodszy krasnolud.

- Lepsze to niż śmierć na pustkowiu! - odpowiedział traper.

- Ej no, Lothor, powiedz coś!

- Właśnie, po czyjej jesteś stronie?
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-02-24, 13:57   

"Jestem za tym aby upuścić krwi tym zuchwałym krasnoludom którzy myślą że są jacyś arcy ważni!!! Każdy ma prawo nocować gdzie tylko zapragnie więc uważam że dobrze by było zaatakować ich byle by z zaskoczenia ich wziąć i najlepiej zrzucić z koni... a resztę pozostawiam losowi co wy na to towarzysze?" odparł nie zastanawiając się już nawet na chwilę.

Po czym trzymając mocno Topór w jednej ręce powoli zaczął obracać się w kierunku jednego z jeźdźców i z dyskretnym uśmiechem czekał aż jeden z towarzyszy dokona ataku na rywali.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-25, 21:43   

- Dobra, skoro tak uważasz... mam nadzieję, że w bitce jesteś nie gorszy niż w gębie - mruknał Yurdin, przybliżając się do broni.

Dudis powolnym, okrężnym ruchem podszedł do najbliższego jeźdźca. Chwycił pewniej topór, które świerzbiał już od pewnego czasu, byleby tylko nakarmić ostrze krwią. Analogicznie postąpił Dangrim, zachodząc od drugiej strony. Na środku, za ogniskiem, stał lodowy krasnolud, próbujący kupić jak najwięcej czasu. Prowadził szybką rozmowę, wymyślając na poczekaniu argumenty.

- A skąd ja mam w ogóle wiedzieć, że wy macie prawo do tego? Że nie wymyśliliście sobie tego wszystkiego na poczekaniu?

Cała czwórka konnych wpatrzona była tępo w wykłócającego się osobnika. Wydawało się, że nie w ogóle nie zwracali uwagi na dwójkę krasnoludów z wyciągniętą bronią, niebezpiecznie zbliżających się do nich. Najmłodszy z nich kiwnął porozumiewawczo ku Lothorowi. Wiedział, o co mu chodziło. By to on wykonał pierwszy atak. Położenie, w jakim się znajdował, dawało lepsze szanse na atak z zaskoczenia niźli te, w którym był Dangrim, co mogło być kluczowe w całej walce.
 
 
     
Dudis 
Włóczykij
PIWOOO!!!!



Wiek: 36
Dołączył: 28 Mar 2007
Posty: 98
Wysłany: 2012-02-26, 16:08   

Lothor z jak największą precyzją wymierzył sobie wzrokiem punkt w który postanowił uderzyć a była to klatka piersiowa zastanawiał sie on tylko czy da rady trafić na taką wysokość. wię postanowił odczekać jeszcze malutką chwilkę i sprawdzić czy da razy zadać pewny cios w tłów woja.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-28, 19:34   

[...]Inicjatywa:
Dangrim: 21
Konni: 20 (19 w rzucie o pierwszeństwo)
Yurdin: 20 (7 w rzucie o pierwszeństwo)
Lothor: 20 (6 w rzucie o pierwszeństwo)
Bednar: 18

Lothor: Władanie: Broń biała: Topór Poziom 5 - Test = k20(6) + Zr:13 + Poz.5 - 7 - 2(cel na koniu) = 15 // ST = 13 (obrona: nieprzygotowany - trafienie w zbroję)
Obrażenia: 8k8 + 22 = 56 - 36(pancerz) = 20
Dangrim: Władanie: Broń biała: Topór 2h Poziom 4 - Test = k20(8) + Zr:12 + Poz.4 - 7 = 17 // ST = 20
Yurdin: Władanie: Broń strzelecka: Kusza Poziom 4 - Test = k20(13) + Pe:17 + Poz.5 - 5(bliskość celu) = 29 // ST = 20 (trafienie w zbroję)
Obrażenia: 4k12(38) + 2 = 40 - 36 = 4


Jeździec siedział na koniu, a miecz bezwładnie zwisał ostrzem ku dołowi. Wpatrzony był w Badnara, podobnie jak pozostała trójka. Dodatkowa wysokość, na której znajdował się przeciwnik, nie był na tyle wielkim problemem, by celny cios toporem nie powalił go na ziemię. Oczywiście, było nieco trudniej, ale nie aż tak, że było to niewykonalne. Wziął szeroki zamach i trafił dowódcę konnych prosto w pancerz na klatce piersiowej, przebijając się i zagłębiając w ciele, jednak nie na tyle głęboko, jak zamierzał. Solidna zbroja zablokowała większość impetu, zostawiając tylko drobne jego resztki.

Chwilę później zaatakował Dangrim, wznosząc topór nad głowę. Zbyt późno. Ranny zdołał go zauważyć, pewnie wykręcając się w siodle i przygotowując miecz do parowania, której jednak nie nastąpiło. Atak był niecelny, nieprecyzyjny. Sekundę później Yurdin wyciągnął kuszę i po kolejnej sekundzie wystrzelił. Trafił celnie, w ramię krasnoluda, jednak ten jedynie skrzywił się lekko, miast charczeć w spazmach bólu. Zbroja zatrzymała pęd pocisku niemal w całości.

- Brać ich, bracia! - wykrzyknął ranny.

Bednar sięgnął za pazuchę i wyjął długi, solidny miecz, ale nie zdążył już unieść go i zaatakować przeciwnika. Jednakże, zaskoczeni jeźdźcy również nie zdołali jeszcze wyprowadzić ciosu. Niemniej jednak zdążyli się rozproszyć, a każdy z osobna leciał na własnego przeciwnika. Trafiony dowódca pozostał przy Lothorze, celując mieczem w jego stronę.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group