TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2011-12-29, 23:51
Płaszcz i Szpada
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-02, 22:24   Płaszcz i Szpada

Płaszcz i Szpada
- kroniki Busajny


Kaeril wkroczył do pomieszczenia, wyraźnie zaskoczony i zmieszany. Busajna, stojąc w rogu pokoju karczmy z trudem powstrzymała się od wydania z siebie chociażby cichego odgłosu zaskoczenia. Jej niegdysiejszy kompan był zmęczony. Oddychał ciężko, jego ubranie znaczyły ślady krwi i niedawnej walki, których nie miał na sobie w chwili gdy się po raz ostatni widzieli. Właściwie nie miała nawet pojęcia jakim cudem udało mu się wyjść cało z karczmy. Ostatnim razem gdy opuszczała jej progi widziała kilku mężczyzn kierujących do niej swoje kroki. Mimo to Kaeril zdołał jakoś im umknąć. Obecnie zaś czubkiem miecza starał się podnieść mieszek z kartką, jaką na łóżku położył Berion jeszcze kilka sekund temu. "Się chujki zdziwią, jak tu trafią. A trafią nieomylnie, zobaczysz. Mam wrażenie, że są już nawet w tym budynku", powiedział bard pisząc na kartce szereg gryzmołów, zupełnie jej nie znanych, na sekundę przed tym, gdy podarował jej malutki flakonik z miksturą, którą skapliwie wypiła. Oddawszy mu tubę ze zwojami po raz pierwszy tego dnia wywołała na twarzy Beriona przypływ prawdziwego uśmiechu. Uśmiechu szczerego na tyle, by uznać, iż jest on gotów uratować Busajnie życie. Mikstura, którą jej ofiarował, a którą sam również wypił, była miksturą niewidzialności. Wyłącznie jej efekt pozwolił drowce oraz drowowi najpierw z ukrycia w rogu pokoju obserwować Kaerila, a chwilę później, wśród nagłego błysku oślepiającego światła akcję jego pojmania. Do malutkiego pokoiku karczmy w impetem wpadł dobrze zbudowany, rosły drow z mieczem. Potrzebował zaledwie dwóch ciosów, by posłać Kaerila na deski, zakładając mu profesjonalną dźwignię, wyginając do tyłu ramię. Busajna nieomal słyszała, jak napinane do granic wytrzymałości ścięgna jej kompana wołają o litość.

- Mamy cię, gnojku…

- …zasrany, chędożony, gnojku, zwykły śmieciu uliczny, morderco i rabusiu.

Mężczyzna mówił spokojnie, ale dysząc zauważalnie po błyskawicznej akcji. W jego głosie nie było słychać większych emocji. Tylko wyraźną satysfakcję z dominacji nad pokonanym drowem.

- Gdzie ona jest? Gdzie kobieta? Gdzie tuba z papierami? Kto wam powiedział, gdzie ją znaleźć? Komu mieliście ją przynieść? Gadaj, albo zarżnę jak prosiaka!

Berion Luthien dotknął delikatnie jej ramienia, nakazując ciszę. Wiedziała doskonale, iż właśnie to miał on na myśli, nie musiała nawet odwracać się w jego stronę. Ona sama, niewidzialna, dostrzegała jedynie jego delikatną, rozmazaną w powietrzu sylwetkę. Pozostała trójka drowów nie zdawała sobie sprawy z ich obecności w pomieszczeniu.

- Wyruchali mnie oboje! - zawył Kaeril, w jego głosie słyszalne były doskonale nuty bólu - Bard, czy chuj go wie, przedstawił się Berion Luthien. Raczej się tak nie nazywa... Wszystko, to wszystko.

Busajna poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej. Berion Luthien ich wystawił. Kazał im skraść coś niezwykle cennego. Coś, co wywołało natychmiastową i bezlitośnie celną reakcję strony przeciwnej. Zapłacił jej uczciwie i obecnie uratował jej życie, pozwalając na parę minut stać się niewidzialną. Jego motywy pozostawały jednak dla niej całkowitą tajemnicą.

- On nie kłamie. Jest głęboko przekonany o tym, iż jego słowa są prawdą.

Towarzyszka rosłego drowa, niewysoka drowka dotknęła głowy Kaerila. Busajna widziała ze swojej perspektywy, jak jej usta poruszają się w cichutkiej inkantacji zaklęcia. Kobieta była magiczką.

- Berion Luthien…

W głosie mężczyzny brzmiała nuta szczerego, tym razem nie skrywanego zaskoczenia.

- Czy to możliwe? Skurwiel nawet nie wysilił się na fałszywą tożsamość? Jest aż tak pewny siebie.

- Przecież udało mu się – zimno podsumowała kobieta.

- Co z nim?

- Idzie z nami. Ten nieszczęsny amator bądź co bądź zdołał zabić Tirimona. Kto wie, co jeszcze będzie w stanie nam powiedzieć jeśli oddamy go w ręce Mistrza Serafa? Poza tym może Matka będzie chciała z nim porozmawiać, wysondować go dokładniej niż ja.

Rosły drow poderwał Kaerila ku górze, wciąż trzymając ostrze sztyletu na jego krtani.

- Gratuluję, śmieciu – warknął – Zdajesz sobie chociaż sprawę z tego, co ty i twoja cycata pomocnica zrobiliście? Rzuciliście wyzwanie Domowi Cichej Pieśni. Okradliście Cichą Pieśń, idioto. Zabiliście zaufanego doradcę i negocjatora występującego w imieniu Domu w pertraktacjach z resztą Rady. Skradliście bezcenną dokumentację, którą ze sobą transportował. Po takim numerze spierdala się daleko poza Puszczę i modli do wszystkich bogów o ratunek, nie idzie się spacerkiem do karczmy. Teraz, kolego, pójdziesz z nami.

Po chwili cała trójka opuściła pokój. Busajna poczuła zaś po raz pierwszy od bardzo dawna falę autentycznego strachu. Okradli Cichą Pieśń. Okradli jeden z największych Domów w całej Puszczy. W ciągu minut będzie miała na sobie całe stado najlepszych łowców nagród i psów gończych całego drowiego rodu. I po co? Dla jakiejś nic nie wartej tuby zabranej na zlecenie kurewskiego barda.

- Dobra, chyba mamy chwilę spokoju... - nieśmiało rzekł kurewski bard, poruszając się.

W tej samej chwili otulająca go mniejsza niewidzialność, pod wpływem ruchu, rozwiała się.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2011-10-03, 00:01   

Busajna od zawsze uważała się za osobę poniekąd inteligentną. Biorąc poprawkę na jej zuchwały egocentryzm osobiście swój intelekt oceniała na ponad przeciętny, by nie nazwać go wy6bitnym. Co by jednak sama o sobie nie myślała i nie mówiła, potrzebowała ładnych kilku chwil, żeby w ogóle zareagować na to co przed chwilą zaszło w tym pokoju.
Słowa rzekomego barda doszły do niej z dziwnym opóźnieniem na co jej brwi, początkowo wysoko uniesione, zmarszczyły się, a lekko rozchylone, pełne usta, zacisnęły się w wąską kreskę.
Powoli podniosła prawą dłoń do góry, a palce w dziwnym skurczu wygięły się jak szpony, po czym odwróciła się w kierunku swojego zakłamanego towarzysza.

Obecnie przelewały się w niej emocje tak różne, że bogactwo własnych możliwości aż zaparło jej dech w piersiach. Z jednej strony chciała drowa wypatroszyć za to w co ją wmanewrował, bo zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że właśnie podsunął jej zacne, słodkie gardło pod ostrze sztyletu sprawiedliwości, która dopada szuje takie jak ona (i niewątpliwie on). Z drugiej strony nagle wybuchła w niej ogromna fascynacja samcem. Jego przebiegłość i przewrotna gra zrobiła na niej niemałe wrażenie. Inna kwestia, że podziw ten i złość ustępowały najzwyklejszemu i najbardziej naturalnemu strachowi o własną dupę. Przy okazji też troche bawiła ją obecna sytuacja i ta kołomyja zdarzeń.

Zamrugała wpatrując się w jego twarz, a rozcapierzone palce zacisnęły się w pięść i jedynie oskarżycielski wskazujący został wycelowany w niego niczym niebywale niebezpieczna broń. Bardzo by w tej chwili chciała, żeby groźna mina była w stanie sprawiać ból. Chciała mieć z tej okazji najgroźniejszą minę na jaką kiedykolwiek byłoby stać drowią twarz.
Zamiast tego wydała z siebie krótkie, dość ciche sapnięcie.
- Ty skurwielu. - i... pogroziła mu palcem jak dziecku. Zabrzmiało to nie do końca jak przepełniona furią obraza, a raczej coś w stylu "niezły numer, serio". Przeczesała palcami włosy i potarła dłońmi twarz, starając się uspokoić emocjonalne fajerwerki, do których nie była przyzwyczajona i które w tym świecie i w jej życiu nigdy nie przynosiły nic dobrego.

- Zakładam, że taki z Ciebie bard jak ze mnie wróżbitka. - powiedziała w końcu, świdrując go wzrokiem i ponownie unosząc cienkie brwi. Nie miała w zwyczaju, jak każdy chyba szanujący się złodziej, wypytywać pracodawcę o to co, gdzie, z kim, po co i ile, ale.. nie byłaby kobietą, nie byłaby Busajną, gdyby ta ciekawość nie wyżerała w niej właśnie dziury, jak robak w gnijącym mięsie. Znów pokiwała głową z sobie tylko znanego powodu, choć zapewne z podziwu dla jego sprytu- Nieźle. Dzięki.

Co by jednak jej nie wyjaśnił, gdyby w ogóle zamierzał coś wyjaśniać - fakty były faktami.
Jesteśmy w dupie maleńka. W głębokiej, śmierdzącej dupie.
_________________
Jestem rusałką, mam wyjebane.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-04, 16:34   

Drow błysnął bielą zębów, kłaniając się w jej stronę komicznie. Humor w sposób oczywisty mu dopisywał. Busajna, gdy tylko poruszyła w jego stronę dłonią, grożąc Berionowi palcem poczuła, jak jej ciało na powrót staje się widzialne. Działanie słabej magicznej mikstury uległo końcu.

- Dziękuję.

Drow odparł na słowo "nieźle" z ust kobiety i Busajna była całkowicie pewna, iż jest on w tej chwili niezwykle dumny z faktu, iż jego sukces miał choć tę mierną, jednoosobową publiczność. Kto wie? Może to właśnie było powodem, że pozwolił jej stać się niewidzialną, by się popisać?

- Wyjaśnianie, kim dokładnie jestem i co dokładnie przed chwilą pomogłaś mi uczynić to temat na dłuższą, jak zapewne widziałaś, historię...

Berion przewiesił sobie przez plecy, korzystając z załączonego paska, tubę ze zwojami. Delikatnym, nieomal pieczołowitym gestem poprawił jej położenie.

- ...mam wobec ciebie propozycję, mehri. Tym razem znacznie bardziej szczerą i pozbawioną ukrytego dna, niż poprzednia, za którą upraszam wybaczenia.

Drowka nie musiała w żaden sposób się wysilać, by wiedzieć, że drow, urodzony kłamca, zapewniający solennie, że żarty się skończyły i że od dziś dnia będzie on już szczery i rześki jak jętka majowa, to wciąż jeden i ten sam oszust oraz mistrz przekrętów. Wszelako, z drugiej strony na sprawę spojrzawszy, Berion był kłamcą który został już oficjalnie zdemaskowany. Jego argumenty toteż musiały również doznać analogicznej przemiany. Tym bardziej, że potrzebował zaledwie paru chwil, by przybrać w stosunku do niej szarmancki i miły, nieomal kokieteryjny ton, tak znacząco różny od tego, którym raczył ją jeszcze tego dnia rano.

- Jak wyraźnie było widać, a jak nasz przyjaciel - Berion bardzo wymownym gestem podbródka wskazał miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą do podłogi dociskany był Kaeril - na własnej skórze się przekona, pomogliście mi dziś wyjątkowo wkurwić Cichą Pieśń. Pomóż mi, Busajno, a ja pomogę tobie. Jeden wspólny przekręt, po którym zagwarantuję ci, że bezpiecznie opuścisz miasto i udasz się dokąd zechcesz, daleko od siepaczy tego Domu. Okazji do zdobycia paru monet również ci nie braknie przy mnie, przecież wiesz, mehari. Wolisz uciekać przed nimi sama? Ich oczy szukają nas już w cały mieście, sama widziałaś.

Niedbałym gestem zatknął kciuki za pas ze sztyletem, niczym mały chłopiec, proponujący koleżance wspólną wyprawę do sadu sąsiada. Chodź, zachęcał. Ukradniemy kilka jabłek, porzucamy gałązkami w tego nielubianego psa, który zawsze na nas szczeka, a potem wśród śmiechu i zabawy pomogę ci przeskoczyć przez płot, korzystając z okazji, by zajrzeć ci pod sukienkę. Chodź, będzie fajnie.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2011-10-06, 11:29   

Intensywnie analizowała zaistniałą sytuację, utrzymując na ustach niewiele mówiący krzywy uśmiech. Coś racjonalnego i logicznego przekonywało ją, że powinna wyjść z tego pokoju jeszcze zanim w ogóle ten kłamca pomyślał o tym, żeby się odezwać.
Nie miała żadnych podstaw do zaufania, poza faktem wypłacenia przez niego obiecanej kwoty za tę durną tubę, której wartości drowka i tak nie znała - i co dziwne: nawet nie chciała znać. Jej zarozumiała, egocentryczna jaźń przekonywała ją uparcie, że zdoła opuścić miasto niezauważona, jeśli tylko się postara, bo przecież jest fantastyczna i doskonała. Przekonywała ją, że dalsze wchodzenie w jakiekolwiek interesy z tym przypadkiem nie skończą się dla niej niczym dobrym, że nic nie jest warte jej cennego ży...
Jak to niczym dobrym?!
Busajna poza megalomanią posiadała jedną, bardzo silną i grzeszną cechę.
Chciwość.

Na jej ustach pojawił się nieco szerszy, bardziej przewrotny uśmieszek urwisa. Uśmieszek koleżanki mówiącej "Byle szybko, zanim mama zobaczy, że nie ma mnie w domu". Uśmiech, który nie mówi nic i mówi wszystko, uśmiech zgody, zaprzeczenia, pychy i uległości.

- Dobrze. - powiedziała niedbałym tonem, chociaż w oczach tańczyły jej nieznane iskierki. Mrugnęła do Beriona, by nie myślał, że w odpowiedzi na jego szarmancki ton zrobiła się obojętna, jednak i tak zdawała sobie sprawę z tego, że finalnie zapragnie obwiesić jego szyję i ramiona jeszcze ciepłymi wnętrznościami, które wydobędzie własnoręcznie z jego brzucha.

Trzeba było to tylko dobrze zagrać, dobrze patrzeć, poruszać się. Odpowiednio reagować i odpowiadać. Dawać mu odrobinę uwielbienia jego dokonaniami, ale maskować go na tyle umiejętnie, by się nie domyślał prawdziwych intencji ukrytych pod nim.
Czy potrzebowała coś więcej niż "dobrze"? Nie. Rzadko zadawała pytania odnośnie pracy, a w obecnej sytuacji w ogóle uznała, że powinna odzywać się rzadziej niż częściej.
Co w jej przypadku będzie niewątpliwie trudne...
_________________
Jestem rusałką, mam wyjebane.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-06, 15:16   

- Znakomicie.

Berion pozwolił sobie na kolejny, szerszy nawet niż poprzednie, uśmiech. Lapidarność Busajny nie zbiła go z tropu. Wręcz przeciwnie, zdawał się sobie cenić, iż kobieta nie zasypała go lawiną pytań, nie spowalniała rozmowy i że bez dodatkowych zastrzeżeń zgodziła się na to, co proponował. Taktyka postępowania z mężczyzną jaką obrała złodziejka jak do tej pory zdawała się odnosić zamierzone rezultaty. Busajna wiedziała doskonale, iż ma przed sobą bardzo niebezpiecznego drowa, który poświęcił Kaerila bez mrugnięcia okiem na męki ze strony Domu Cichej Pieśni. Intelekt bohaterki podpowiadał jej, iż jeżeli sytuacja stanie się nieciekawa, wszystkie uśmiechy i kokieteria pójdą u Beriona w stosunku do niej w odstawkę równie szybko i równie bez skrupułów.

- Chodźmy więc. Spokojnie, bez pośpiechu, bez nerwów. Zwyczajnie wychodzimy, jak gdyby nigdy nic. Karczma nie jest po ich obserwacją, myślą zapewne że ulotniłem się stąd w chwili, gdy dostałem towar. To daje nam możliwość dobrego startu.

Berion postanowił sprawę rozegrać zimno. Brzmiało to jak dobry początek planu. W miastach drowów nic nie przyciąga uwagi nieżyczliwych oczu, jak widok osoby która za kapturem ukrywa własną twarz. Wykradanie się z karczmy tylnimi drzwiami dla służby równałoby się dla Busajny i Beriona z wywieszeniem ogromnego napisu ponad ich głowami brzmiącego "bardzo chcemy się przed kimś ukryć, nikt nie może nas zauważyć, proszę wydajcie nas za dwa miedziaki każdemu kto zapyta o parę podejrzanie wyglądających drowów".

- Idziemy do jednego z moich mieszkań na średnim poziomie miasta. Tam będziemy mieli przynajmniej kilka godzin zagwarantowanego spokoju. Miej oczy dookoła głowy i bądź sobą, mehri, a wszystko będzie dobrze.

Po czym spokojnym krokiem ruszył ku wyjściu z pokoju.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2011-10-14, 11:59   

"Bądź sobą, mehri." To tak, jak powiedzieć w tej sytuacji "Wodo, bądź sucha". Ostatnim co Busajna uważała za sensowne to być sobą. Znała jednak wersję siebie odpowiednią na tę okazję. Zmrużyła lekko oczy, przyglądając się Berionowi i podążyła dwa kroki za nim w stronę wyjścia z pokoju.
Jakaś irracjonalna rzecz, jakiś chaos, bałagan, może by tak skoczyć, złapać, wziąć. Może objąć, wgryźć się w jego szyję...
Jej dłoń powędrowała ku rączce sztyletu, który zwyczajnie ukradła, jak na złodziejkę przystało, tamtemu parchatemu, zafajdanemu bardowi - który właściwie też nie wiadomo, czy był rzeczywiście bardem? - wpatrując się w szary skrawek szyi tuż nad kołnierzem koszulki jej nieszczęsnego towarzysza.
Spróbuj, to tylko chwila! Skocz i tnij, kłuj, pchnij! Spróbuj! TERAZ!

Wyszła za nim na korytarz i przybierając minę 'mam świat absolutnie w dupie bo jestem chodzącą boginią' skierowała się tam, gdzie prowadził ją jej nowy kompan.
Przez tę długą chwilę milczenia zastanawiała się trochę co się stanie z Kaerilem i czy bogowie dadzą mu okazję odrąbania jej głowy w zadośćuczynieniu za to w co go wpakowała. Ta głupia myśl, nie wiedzieć czemu, wywołała na jej ustach niezwykle paskudny uśmieszek.
Oblizała końcem języka wargi i przeczesawszy włosy palcami po prostu pożąd... podążała za Berionem.
_________________
Jestem rusałką, mam wyjebane.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-15, 14:05   

Berion nie sprawiał wrażenia osoby, która zdaje sobie sprawę z tego, co w tej chwili działo się wewnątrz głowy i duszy elfki. Wręcz przeciwnie, nieświadom nagłego zagrożenia, które urosło wokół jego tętnicy szyjnej i krtani swobodnym, nonszalanckim krokiem wyszedł z pokoju. Busajna podążała tuż za nim. Już po chwili pomieszczenie, w którym cała ich wspólna historia się rozpoczęła, a z którego nie dalej jak kwadrans temu wyciągnięto półprzytomnego Kaerila miało pozostać daleko za nimi. Drzwi zamknęły się bezpowrotnie, a dwójka drowów opuściła karczmę. Ulice Luriel, po raz kolejny tego dnia, przyjęły Busajnę niczym czuła matka swoją dawno zagubioną córkę. Póki co wszystko szło po ich myśli. Nikt nie zwracał na nich szczególnej uwagi. Ot, kolejna para jakich wiele. Może szlachcianka ze swoim ochroniarzem? Może bogaty mężczyzna z luksusową towarzyszką? Busajna nie wiedziała, w jaki sposób mogliby być postrzegani przez obce osoby. Najlepiej w ich obopólnym interesie było wszak, by nie byli postrzegani wcale. Berion póki co kierował ich krokami w dół, szeroką, główną ulicą Luriel, która wwiercała się w serce ziemi niczym gwint gigantycznej śruby. Ulica była brukowana, niezwykle szeroka. Mogły się na niej swobodnie mijać cztery wozy wyładowane po brzegi towarami a jeszcze byłoby dość miejsca, by pomiędzy nimi mogli przeciskać się piesi. Po prawej stronie ulicy rzędami mieniły się drzwi i okiennice domostw wykutych wprost w ziemi i skale. Po lewej, tuż za sięgającą nieco ponad wysokość pasa barierką ziała zaś przepaść Czarciego Kotła. Tam, nisko, blisko dna Luriel znajdował się główny rynek miasta, jego centrum kulturalne i społeczno – religijne. Tam też mieściły się pałace najbogatszych Domów w mieście. W tym, Cichej Pieśni. Gdyby tylko być odpowiednio potężnym magiem i wywołać chociażby ogromną burzę nad tym miastem, gdyby choćby skierować swą mocą bieg pobliskiej rzeki… wszystkie problemy związane z Cichą Pieśnią, zwojami i wszystkim innym zostałyby rozwiązane nieomal od ręki. Wszystkie brudy miasta wymyte, jak gdyby nigdy nie istniały. Berion uśmiechał się krzywo, przebijając się przez tłum. Busajna zaś nabrała nagle pewności, iż niby-bard myśli w tym momencie dokładnie o tym samym. Zeszli może trzy, cztery piętra niżej, okrążając lej miasta spiralnie parokrotnie. Owszem, nie musieli tego robić. Pomiędzy poziomami istniały zgrabne, krągłe klatki schodowe jak również sieć najprostszych na świecie drabinek używanych przez biedotę. Mimo to, nadrobili drogi, chcąc zarówno rozejrzeć się po okolicy jak i upewnić, że nie są śledzeni. Berion nie odzywał się całą drogę. Czasami tylko zatrzymywał wpół kroku, niby to odwracając w stronę Busajny, nachylając ku niej, czy też obejmując delikatnie w pasie. Zachowywał się swobodnie i nonszalancko, lecz uwadze złodziejki nie uszło, iż w rzeczywistości wykorzystywał jedynie jej osobę do badania okolicy. Drzwi przed którymi się zatrzymali nie wyróżniały się niczym szczególnym od reszty. Na tej wysokości miasta pełno było kamienic mieszkalnych zasiedlonych przez tę średnio zamożną część mieszczan, drobnych rzemieślników i „specjalistów” od usług różnorakich. Berion przekręcił klucz w zamku, odczekał trzy sekundy, po czym przekręcił go jeszcze raz. Gestem głowy nakazał wejście do środka Busajnie, rozglądając się po okolicy po raz ostatni.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2011-10-18, 13:18   

Drow nie mógłby być drowem, gdyby nie był ostrożny. Samo życie na tym świecie oczekiwało od czarnych elfów bycia niebywale ostrożnymi, inaczej czekała na nich jedynie śmierć. Busajna więc, wchodząc do domu Beriona, spodziewała się wszystkiego; z napiętymi nerwami, dłonią przy sztylecie i mięśniami gotowymi do uniku przekroczyła przez próg starając się zobaczyć w środku dokładnie wszystko, co tylko zarejestrują jej oczy.
O ile nie będzie to bomba błyskowa - bo wtedy logicznie raczej nie zarejestrują nic.

- Masz jakiś plan? - zadała pytanie, kiedy wszedł do środka i zamknął drzwi. Jej intuicja podpowiadała, żeby postąpić zgodnie z przewidywaniami typów, którzy porwali Kaerila i dać szybkiego, sprawnego, cichego dyla do innego upiornego miasta drowów.
Przecież nie tylko tu można być tym, kim przez całe życie była. Nie tylko tu słodkie piersi matki fortuny pozwolą jej wyssać z głupich i nieostrożnych ich piękne skarby, które tak bardzo kochała. Nie tylko tu znajdzie samców na tyle pustych, próżnych i głupich, by zdołała ich wykorzystać.

Próżnych i głupich samców, Busajna. Samców. A Ty, Ty jesteś drowką. Tyle, że Berion nie wydawał się być aż tak głupi. I co w związku z tym. Na prawdę nie jest głupi? Nie spróbujesz? Masz zły dzień, czy może zrobiłaś się słaba i naiwna?
Podświadomość mało delikatnie popychała ją w kierunku działań, których podjęcia się nigdy nie miała wątpliwości. Znaleźć, podpuścić, dać uwierzyć w siebie, omamić, wykorzystać, uciec. Szablon działania tak prosty i wielokrotnie wykorzystywany, że aż głupi, gdy o nim myślała. Dlaczego więc nawet nie próbowała tego zrobić w tym przypadku?
No właśnie. Dlaczego? Smukłymi palcami musnęła się po szyi odgarniając włosy, zmrużyła oczy i dotknęła ust, jakby w lekkim zamyśleniu.

- Nie zdziwiłabym się gdybyś już nie czuł się wygrany. - subtelnie, delikatnie, nic na siłę- Hm? - zapytała nie patrząc na niego. W pewnym stopniu był przecież zwycięzcą. Osiągnął to czego chciał, a zachowywał się tak, jakby prawie wcale nie obawiał się nadchodzącej z wolna zemsty Domu Cichej Pieśni. A ona tylko troszkę zaczynała swój godowy taniec. Niby wcale, niby nic. Ukradkowe spojrzenia, gesty, starając się wyczuć, czy odkrył już jakie ma karty, czy może jest choć troche podatny na takie zabawy.
Zawsze mógł być oporny i woleć kutasy zamiast cipek.
_________________
Jestem rusałką, mam wyjebane.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-19, 00:21   

Do środka wchodziła w oczekiwaniu najgorszego. Spięta, przygotowana do uniku, do nagłego zasłonięcia oczu, do silnego wyrzucenia uzbrojonej w sztylet dłoni przed siebie... niepotrzebnie. Dom Beriona okazał się być zupełnie pusty oraz pogrążony w ciszy, jakże miłej w porównaniu z szumem i gwarem ulicy, którą właśnie opuścili. Bezpośrednio z drzwi wejściowych wchodziło się tu do sporego salonu - jadalni, zbudowanej na planie koła o średnicy dobrych sześciu metrów. Nie brakowało tu ani szaf, ani kredensów zastawionych szkłem i butelkami, oraz okrągłego stołu, wygodnej kanapy, czy fotela. Z sali tej wychodziło jeszcze dwoje innych drzwi, póki co jednak dla Busajny zamkniętych. Drow sprawiał wrażenie, jakby z tego niedużego bądź co bądź mieszkanka zdołał urządzić całkiem wygodne miejsce do życia. W sam raz dla mężczyzny będącego samodzielnym urzędnikiem, lub też rzemieślnikiem średniej klasy. Ani zbyt drogie, by kusić potencjalnych rabusiów przepychem, ale wystarczająco gustowne, by nie musieć się wstydzić niczego przed przyprowadzanymi tu od czasu do czasu kobietami. Berion wszedł do środka natychmiast po niej, pieczołowicie zamykając za sobą drzwi.

- Kości wciąż się toczą, mehri - rzekł spokojnie niby bard, rzucają niedbałym gestem skórzaną kurtkę na poręcz kanapy - kości wciąż się toczą. Na moją korzyść póki co wypadły oczka tylko na jednej z nich.

Podszedł do kredensu, odkorkowując jedną z butelek, napełnioną bursztynowym płynem. Powąchał. Nalał. Napił się. Dopiero po tym zwrócił się w jej stronę z pytającym gestem wzruszenia ramion i skinienia głową zachęcając do podejścia i wybrania sobie jednej szklanki. Uwadze Busajny nie uszło, iż Berion pijał z prawdziwego szkła a nie, jak biedota, z drewnianych czy glinianych kubków. Mimo iż starał się ukryć posiadane finanse nie mogło ujść jej uwadze, iż drow cenił sobie proste przyjemności codziennego życia. Przyjemności, które kosztowały. Busajna wiedziała doskonale, iż wyciągnięcie choćby minimum informacji z tej osoby będzie nad zwyczaj trudnym zadaniem, które osiągnąć będzie mogła jedynie ogromną dawką własnego wdzięku, cierpliwości i ostrożności.

- Zwoje są zabezpieczone magią - rzekł nie od razu - Jedynie ściśle wskazane w treści czaru osoby mogą je przeczytać. Każda inna osoba zobaczy jedynie pusty pergamin. Pytasz o mój plan? Zamierzam ten stan zmienić.



_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group