TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Legenda] Odporność Duszy
Autor Wiadomość
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 15:42   [Legenda] Odporność Duszy

Gracz: Khazarid

Bohater: Kaeril Maaren
Zbrojny
Typ: Humanoid // Rodzaj: Elf // Rasa: Czarny

Opis:
Kaeril to niski (170 cm) Drow, wchodzący w wiek dorosły (100 lat), o niemal całkowicie czarnej skórze i długich śnieżnobiałych włosach. Na jego ciele prawie nie ma znaków spędzenia całego życia w Mroczej Puszczy. Sporadyczne szramy, głównie na nogach i torsie, spowodowane ciągłą walką z morderczymi roślinami i drapieżnikami o przeżycie, są niemal niezauważalne. Jedyny szczegół na twarzy elfa to ślady pazurów przechodzące przez lewy polik, pamiątka z dzieciństwa. Kaeril posiada rzadsze u tej rasy ciemne tęczówki.

Kaeril Maaren, Czystej krwi Mroczny elf, urodził się 20 roku 1409. Od tego dnia szkolony był na wojownika. Przez rodzinę, przez życie a głównie przez Mroczną Puszczę. Mimo czystości krwi był bardzo nisko położony w społeczeństwie. Nigdy nie należał do żadnej organizacji czy klanu. Zawsze sam, zawsze przeciwko panującym opiniom. Żyjąc daleko od stolicy nauczył się żyć po swojemu. Każdy był jego wrogiem, jedni mniejszymi, drudzy większymi (tymi z pewnością były leśne elfy). Kaeril nigdy nie uczył się czegoś innego niż walczyć i jak przetrwać, natomiast pisania nauczył się przypadkiem. Jako młody elf nie miał za wielu przyjaciół, zresztą tak jak i w życiu dorosłym. W rzeczywistości tylko jednego. Często zadawał sobie pytanie „Czy może już czas opuścić Mroczną puszczę?”. I stało się. Wyruszył ze swoim przyjacielem, który został zasztyletowany po pijanemu. Od tej pory każda wizyta w tawernie mu to przypomina...



DOŚWIADCZENIE
Aktualne: 50
Otrzymane: 1050
Ogólne: 5050


ATRYBUTY
Nazwa / Wartość / Stopień Pół stopnia
Kondycja:......: 14 / 7 4
Refleks:.........: 16 / 8 4
Siła:...............: 15 / 8 4
Zręczność:.....: 20 / 10 5
Charyzma:.....: 14 / 7 4
Inteligencja:..: 11 / 6 3
Percepcja:.....: 12 / 6 3
Wola.............: 13 / 7 4

WSPÓŁCZYNNIKI
Życie: 52
- 20%: 10
- 10%: 5

Mana: 43

Karma: 50
- Kość karmy: k8

Inicjatywa: 26 + 2 = 28
Zbroja: 32

Obrona: 26
- Unik: 26
- Zbroja: 26

Pancerz: 0
Próg ran: 7 + 1 = 8

Odporność magiczna: 23
Roztropność: 22
Wytrwałość: 24

Szybkość: 12

Udźwig:
Lekki / Średni / Duży / Maks.: 30 / 60 / 90 / 150
Aktualny: 5 kg

CECHY
Czarowanie
Czuły słuch
Czuły wzrok
Doskonałość
Drow
Nieśmiertelność
Odnowa duchowa
Odporność na trucizny (+10)
Odporność na uroki
Szybkość (+2)
Ukrycie
Widzenie w ciemności
Widzenie w mroku
Znajomość kierunku

Biegłość w zbroi lekkiej
Biegłość w zbroi średniej
Biegłość w zbroi ciężkiej
Styl walki: Cios Wiązany
Styl walki: Unik

Wady:
-

ZDOLNOŚCI
Talent: Miecz półtora ręczny
Talent: Unik

Cios wiązany II
Półtora ręki (Miecz półtoraręczny)




UMIEJĘTNOŚCI
Biegłości:
τ Unik Poziom 4 - Test = k20 + Zr:20 + Poz.4 + 5 = k20 + 29
τ Władanie Bronią: Miecz półtora ręczny Poziom 4 - Test = k20 + Zr:20 + Poz.4 + 5 = k20 + 29

Współczynnik: Inicjatywa Poziom 2


EKWIPUNEK
(Razem: 0 kg)



SESJE:
I W poszukiwaniu pogody - prolog
II W poszukiwaniu pogody - Akt 1




Odporność Duszy


Płomień wypalającej się powoli świecy zadrżał, gdy drzwi do ciemnego pomieszczenia otworzyły się, skrzypiąc przeraźliwie. Jednak nikomu, kto znajdował się w środku to nie przeszkadzało, na ich gładkich twarzach, nie widać było ani cienia skrzywienia, spowodowanego wysokim dźwiękiem. Nie odzywali się do siebie, a była ich trójka. Siedzieli wokół okrągłego stołu, na którym stała ta pojedyncza świeca. Zamknięte oczy świadczyły o głębokim skupieniu, które zupełnie nie uwidaczniało się na licach. Po otwarciu drzwi do pokoju weszła postać. Chude, kościste ręce wystawały z obwisłych rękawów, na palcu serdecznym lewej dłoni lśnił sygnet z czarnym kamieniem w środku. Czarny diament, w którym lśniło światło, ledwo uwidocznione zza ciemnej mgiełki, wirującej w środku. Zbliżył się powoli do stołu, stawiając krótkie kroki. Okrążył siedzących i położył na środku stołu pierścień, ściągnięty z palca. Zza poły szat wyciągnął sztylet. Twarz nie zdradzała uczyć w nim drzemiących. Wyciągnął rękę ze sztyletem nad stół i wyrył w nim linie, tworzące trójkąt, łączące trzech siedzących ludzi. Szata załopotała, gdy przeszedł jeszcze raz wokół stołu. Cichy szept wydawał się krzykiem, w zupełnie cichym pokoju.

Nadeszła pora

-Czas zaczynać - echo rozniosło się po ciemnościach, gdy wbił sztylet w serce pierwszego mężczyzny.

*

Pamiętał dobrze. Siedział w namiocie, rozmawiając z mroczną elfką. Był niewolnikiem, który był na drodze do wolności, dogadując się ze swoją panią. Siedział, gdy Elfka czekała na cokolwiek z jego strony. Siedział, siedział, siedział, myśli ucichły, jakby wyssane przez tajemniczą siłę. Owa siła chyba zainteresowała się nim bardziej, ponieważ chwilę później poczuł nagłe osłabienie, jakby jego ciało było zgniatane przez wielkie dłonie, chcące wycisnąć z niego resztki bytu. Ból w klatce piersiowej nasilał się, mgła zaszła jego oczy, przestał widzieć, postrzegał świat jedynie za pomocą myśli, czuł kobietę koło siebie, jakby łączyła ich więź emocjonalna, jakby wiązało się z nią jego przeznaczenie, które nagle zostawił gdzieś w tyle, by zepsuć przeznaczenie kogoś innego. Jeszcze tu wróci, czuł to, ale kiedy? Cały jego świat zawalił się, został wyciśnięty z siebie, stracił więź z kobietą, zapanowała pustka, którą przebijał tylko czarny punkt. Czerń otoczona przez biel. Zimno, płatki śniegu spadające na jego ciało, czuł je, jakby go zamrażały, ujmowały mu ciała. Panowało zimno, coraz bardziej ogarniające go, czerń stawała się coraz mniejsza, jakby gubił ją w sobie, jakby była połączeniem ze światem, z sorią, z całym jego życiem. Minął kolejny czarny punkt, którego próbował dotknąć, ale nie miał czucia własnego ciała, nie potrafił się poruszyć, leżał w zimnie nie mogąc nic zrobić, był tylko widzem, który nie może wpływac na przebieg akcji. Kolejne czarne plamy pojawiały się obok niego, a on szybował poprzez nie, jakby był przyciągany. Jego dusza. Ciało zostało, zwykła powłoka, mięso, kości. To już nie jest on. Biel była coraz bardziej otaczana przez czarne kule, krążące eliptycznie. A on był w środku. I nagle wszystko zgasło.

Ciemność ogarnęła go chwilę później, jednak była to ciemność umysłu, przestał myśleć, zgasł, zniknął, jego dusza umarła, by odrodzić się na nowo, w objęciach nowej siły, zabierającej zimno, przeszedł przez bramę, znajdował się w niebycie, w istnej poczekalni. Słyszał legendy. Chciał umrzeć, umrzeć całym sobą, żeby tylko tego nie przeżywać. Nie przeżywać własnej śmierci.

Krzyk Kaerila rozniósł się, choć nie był słyszany przez nikogo, znajdował się gdzieś, gdzie nie można było dotrzeć, był czymś, czym nie można się stać, był w miejscu, które nie miało prawa istnieć. A jednak tam był, jedyny, który mógł tam być. Każdy z żyjących ma swój osobisty obszar cierpień pośmiertnych.

A To było jego Piekło.

Wolałby tego nie pamiętać, wieczności tortur, wywoływanych nie tylko bólem. Nie, do bólu można się przyzwyczaić, można przywyknąć. Widział najgorsze rzeczy, był pożerany psychicznie i wypluwany, zostawiony przerzuty w środku światła i ciemności, w środku nieskończoności. Widział krążącą czarną mgłę, przez którą docierał do niego złoty blask. Utopia. Świat bogów, do którego chciał się dostać, do którego z utęsknieniem wołał, by ten go przyjął. A z drugiej strony krążyła biała kula. I pewnego dnia został w nią wepchnięty.

Siedział w białej szacie. Na niewidocznym krześle, które powoli materializowało się pod nim wyciągnięte spod przykrycia jego wspomnień. Przed nim stanął prosty okrągły stół z płaskorzeźbą w kształcie trójkąta, wokół którego krążył wąż, zjadający własny ogon. A w centrum okręgu tworzonego przez ciało Uruborosa znajdował się lśniący punkt. Po drugiej stronie stołu stało takie samo krzesło, najwyraźniej czekające na drugiego zmarłego. Co się wydarzy?

Dezorientacja ogarnęła go. To było jak życie, brak tortur, zabijania i ozdrawiania jego duszy. Nagła cisza, nie przerywana krzykiem. Biel, w którą był odziany, nie zepsuta przez czerwień krwi, ani plamy łez. Był czysty, wolny.

Nie widział ścian, nie widział nic poza bielą która go otaczała. Był w nieskończonej pustce. I musiał być ku temu jakiś cel.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 16:24   

Biel. Jak on nie lubił bieli. Z pewnością na świecie jest wystarczająco dużo innych neutralnych kolorów, by wybrać sobie z nich jeden na pomalowanie piekła. Błękitna pustka na pewno prezentowała by się o wiele lepiej. Niebo jest tego świetnym przykładem. Ktoś, kto zawiaduje takimi piekłami powinien wziąć to pod uwagę. Zapewne gdyby udostępnił możliwość wyboru własnego deseniu pustki zmarli czuli by się nieco bardziej komfortowo. Mieli by nawet co robić, eksperymentując z barwami tworząc niepowtarzalne piekła.

Ale nie. Jakiś idiota musiał wybrać biały.

Do tego ta pustka. Osoba, która wykonuje takie piekła mogła się bardziej postarać. Dwa krzesła i stół. Niesamowity luksus.

To piekło jednak było o wiele lepsze od poprzedniego. Koniec tortur, koniec mąk. Koniec. Teraz zostało mu siedzieć tu i kontemplować wieczność.

Zajebiście.

Krzesło po drugiej stronie stołu natomiast było intrygujące. Czyżby miał do niego dołączyć kompan? A może było tylko po to, by elf przesiadł się na nie i zorientował się, że jest mniej wygodne, kiedy to poprzednie akurat będzie znikać? Być może to jakiś nowy rodzaj tortury. Wieczność, nieskończoność. Na twardym krześle. Okropieństwo.

Kaeril postanowił jednak czekać na ewentualnego kompana, mimo, iż wszystko mu podpowiadało, że trochę sobie poczeka. Mówiła mu to nieskończoność przestrzeni, mówiła mu to perspektywa istnienia na krześle przez wieczność i mówił mu to pieprzony wąż. Już nie lubił tego zwierza.

Elf spędził więc czas oczekiwania na kontemplowaniu przestrzeni, wymyślaniu tego, w jaki sposób można zabić węża, zadając mu jak najwięcej bólu przed śmiercią, oraz na innych aktywnościach myślowych, te fizyczne zawężając jedynie do siedzenia w coraz to innej pozycji.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 17:12   

Kaeril siedząc na krześle zastanawiał się nad przesłaniem i celem tego, że siedział tak sam w nicości. Krzesło było nową torturą wymyśloną przez demony zasiadające w centrum piekieł. W którym z kręgów był? Tym od demonów, bogów, aniołów? Czy może był w świecie przejścia, zawieszony między wszystkimi planami, w oczekiwaniu na przydzielenie go do konkretnego z kręgów niebytu, czy też piekła. Czy jego czas się spełnił, czy będzie tu siedział przez wieczność, czekając na cud, jakim jest brak świadomości? Śmierć duszy byłaby bardziej humanitarnym rozwiązaniem w tym przypadku. Straciłby biel sprzed oczu. Pomyślał, jak bardzo nienawidzi tego koloru. Biel była oznaką czystości od dawna, alegoria boskości. Czy oznaczało to, że będzie on oczyszczony? Że trafi do kręgu anielskiego? Wszystko zaczęło wirować, chociaż on stał w miejscu, kręciła się wokół niego biel. Widział to dzięki plamom czerwieni, przebijającym się jak przez tkaninę. Kręciło się wszystko, był środkiem obrotu, osią, wokół wszystko zawraca. Biel zmieniła się w czerwień. Czerwień zamieniała się w szkarłat. Szkarłat zawisł w niebycie, tworząc przesłonę, zza której jeszcze ledwo widoczna była biel, i zawieszone w niej galaktyki czarnych kul, krążących wokół innych - białych i jednej złotej. Gdzie on był? Nic oprócz koloru się nie zmieniło. Patrzył na mitycznego węża, połykającego własny ogon, gdy zauważył coś. Na stole trójkąt zaczął wypełniać się czerwonym płynem. Owy płyn wyglądał jak krew, chociaż Kaeril bez głębszego zbadania nie mógł stwierdzić, czy jest to na pewno ona. Co się działo? Płyn wypłynął z wierzchołka trójkąta, spływając w dół, gdy dotknął obu kątów podstawy, zaczął syczeć i bulgotać. Do nozdrzy drowa dostała się przykra, metaliczna woń. Płyn zaczął parować. Strużki z obu stron spotkały się. Płyn stwardniał, tworząc ciemny rysunek na tle jasnego drewna.

Coś się zmieniało.

Na czerwonej przesłonie zaczęła się tworzyć jasna plama bieli.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 18:01   

Coś się zmieniało.

A jednak.

Kaeril uznał, że skoro wszystko się zmieniało, to i on powinien się ruszyć. Tak dla zasady. Wstał więc i zaczął wpatrywać w stół. Cóż mógł znaczyć powstały rysunek? Z braku sensownej odpowiedzi zainteresował się otoczeniem. Cóż mogła znaczyć zmiana koloru? Czyżby ktoś wysłuchał myśli elfa i odpuścił kontemplowanie bieli? Nie, raczej nie. Rozwiązania zapewne należało szukać w innych sferach, jeśli nie w tajemniczym rysunku na stole. Czarne kule krążące wokół białych i złotej. Czyżby to znaczyło, że z poziomu czarnych przeszedł na białą? Czyżby następnym etapem miała być złota kula? Czyżby to znaczyło, że jednak będą czekały go kolejne tortury?

Zajebiście.

Ale co ze zmianą koloru? Próbował znaleźć czerwone sfery w układzie kul. Zmiana koloru mogła oznaczać, że zaczęła się jego tortura, mimo, że jeszcze tego nie wiedział. Kolejna próba, której musiał sprostać. Pieprzona próba na pieprzonej drodze przez pieprzone sfery tortur do pieprzonej złotej kuli.

"Hmm... Zajebiście!"

A więc Kaeril czekał na kolejne zmiany, a przede wszystkim na to, co działo się z "obrazkiem" na stole.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 18:42   

Zmiany nie poprzestały na kolorach. Ale tylko one były zauważalne oczyma. Wstał, by natychmiast krzesło zmieniło się w ciemny kształt, jakby straciło swój deseń, nie mając połączenia z umysłem Kaerila. Mebel po drugiej stronie stołu również zmienił się w ten sposób. Mroczny elf przeszedł parę kroków, parę w tamtą, stwierdzając, że nie widział podłoża, po którym chodzi, ponieważ nie różniło się ono od nieskończoności wokół niego, nie widział swojego cienia, ponieważ był oświetlony zewsząd, a raczej znikąd. Nie widział żadnego źródła światła. Wszystko było identycznie jasne. Zauważył również inną właściwość. Gdy oddalał się od stołu na więcej niż dziesięć, piętnaście kroków, stół przesuwał się za nim, jakby był przywiązany niewidzialną nicią. Jakby ktoś, kto stworzył ten świat nie chciał by Kaeril odszedł od mebla, który najwyraźniej miał jakieś głębsze znaczenie. Tak czy inaczej, oddalić się nie mógł, a narzędzie tortur nie zdradziło jeszcze swych mocy. Okrągły blat stał, jak stał i nic się w nim nie zmieniło, oprócz czerwonego konturu kontrastującego z resztą mebla. Co więcej, jeden z wierzchołków tego równobocznego wskazywał na coraz jaśniejszą białą plamę w czerwonym całunie okrywającym jego krąg piekielny. Biała brama, jedyne przejście do innych kręgów rozszerzała się wciąż, wybijając się swym kolorem pośród bezkresnej czerwieni. Zwiększała swoją powierzchnię, jakby kumulowała się w niej wchłaniana z otoczenia energia, by w pewnym momencie pęknąć i zalać złotym blaskiem całą szkarłatną kulę. Oczy Kaerila odmówiły posłuszeństwa, zalane nieznośnym światłem. Mimowolnie odwrócił się od źródła tego blasku, chociaż już go nie widział, był porażony, na jego powiekach pojawiała się złota mgła powidoku. Otworzył oczy. Nic się nie zmieniło, nic nie widział. Złoty blask był zbyt jasny. Po sekundzie, która wydawała się wiecznością, albo wieczności, która trwała jak sekunda, otworzył znów oczy. Biały punkt stał się mniejszy, a na jego środku był jeszcze mniejszy, czarny, który stopniowo się zwiększał. Stół z osobliwymi rzeźbami stał, tak jak wtedy, gdy ostatnio na niego spojrzał.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 18:55   

"Co jest, cholera..." odbiło się echem w umyśle drowa.

Wyglądało na to, że jego tortura właśnie miała nadejść. Oczy już go bolały, a czarny punkt nie przywodził mu na myśl nic dobrego. Ale to się jeszcze miało okazać, a skoro nie wyglądało na to, żeby mógł z tym cokolwiek zrobić na razie zostawił to.

"Co ja tu kurwa robię. Chcecie mi zrobić próbę? Dajcie mi miecz i przeciwnika. O tak..."

Stół zaczął go irytować. I to bardzo. Kwestia zachowania krzesła była bardzo ciekawa, jednak na tę chwilę wydała się elfowi mało istotna. Nadszedł czas zrobić coś z rysunkiem. Przeszkadzał. Ramię wskazujące na czarnobiały twór też. Spróbował najpierw obrócić stół, tak by rysunek nie wskazywał nadchodzącej tortury.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 19:17   

Czarny punkt zwiększał się coraz bardziej, wydłużając się. Sprawiało to wrażenie, że biała plama jest okiem jakiegoś drapieżnego kota, który coraz bliżej przygląda się poczynaniom mrocznego elfa. Krzesło nie zmieniało się już bardziej, nie mając z niczym kontaktu, stół stał jak stał, a ciemna, wydłużona plama zwiększała się z każdą chwilą. Trójkąt wskazujący białe koło z czarną "źrenicą" zaczynał Kaerila wkurwiać. Po prostu, stwierdził, że psuje harmonię, którą osiągnął po śmierci, trójkąty, węże i wypełniająca rowki krew jest najwyraźniej za bardzo psychodeliczna dla biednego umysłu młodego elfa. I właśnie dlatego zdecydował się to zmienić. Podszedł energicznym krokiem w jego stronę i złapał za krawędź. Teraz spotkał pierwszy problem, nie miał się o co zaprzeć. Oparł nogę o drewno i pchnął stół, sprawiając że się obrócił.

W tym właśnie momencie wypadałoby napomknąć, że stało się parę rzeczy jednocześnie, które nie zdarzały się zbyt często. W momencie, kiedy stopa Kaerila dotknęła krzesła, przybrało ono kształt i kolory krzesła, które miało, gdy się tu znalazł. Gdy zaczął obracać stół, wyskoczyło ono jakby z zapadki, i nie potrzebował już punktu podparcia, zabrał więc stopę z krzesła, by mogło ono powrócić do poprzedniego stanu bezkoloru i bezkształtu. Wraz z obrotem dziwnego blatu stała się rzecz niezwykła, nogi podpierające go zniknęły. Całe otoczenie nagle zaczęło gasnąć, szkarłat zmienił się w głęboko wchodzącą w czerń czerwień. Tylko białe "oko" pozostało tak jasne jak wcześniej, co więcej, wraz z przesuwaniem się stołu, punkt podążał za czubkiem trójkąta. Prace Kaerila, poza wyłączeniem światła, nie dały żadnego porządnego skutku.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 19:30   

Zajebiście!

Tym razem już na prawdę miał dosyć. Zaczął wierzyć, że to stół miał być jego torturą. Stół urósł w jego umyśle do rangi wroga numer jeden. Musi ustąpić. Musi, choćby elf miał sczeznąć, zostać tu na zawsze, czy nawet wrócić do poprzedniej sfery. Żaden pierdolony przedmiot nie będzie mu podskakiwać. Nawet stół z pierdolonego piekła. Nawet z drugiego poziomu pierdolonego piekła. Nawet, jeśli jakieś pierdolone oko się na niego patrzy. Wyjebać ten stół, wyjebać...

Kaeril zebrał w sobie całą siłę i złość i łapiąc za krawędź blatu wyrzucił beznogi stół tak daleko jak tylko mógł. "Wyjebać w kosmos, kurwa!"

I niezależnie od wyniku starań usiadł na krześle, mając nadzieję, że bezkształtna masa zamieni się znów pod dotykiem w drewno. Patrzył się w ok... pierdolone oko. Zrezygnowany, bądź z poczuciem wyższości, zależnie od tego, co się stało ze stołem.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-14, 01:12   

Ręce Kaerila oparły się na krawędzi, próbując go unieść, jednak gdy, tylko podniósł go, zobaczył jak jego ciało unosi się obok, jakby ciągle utrzymywał poziom względem stołu. Podłożę i stół było ściśle ze sobą związane, a co więcej, było ściśle związane z Kaerilem. Ciemny płyn znów zaczął się gotować, bulgocząc wypuszczał kłęby śmierdzącej, metalicznej pary. Oczy drowa, osłabione wybuchem światła zaczęły łzawić. Gdy tylko puścił stół, para przestała się wytwarzać, a zapach niknął. Czym był ten stół, czemu wybrał akurat tego bohatera? Nie dane mu było się dowiedzieć. Zapewne szukałby odpowiedzi na to głębokie pytanie, niczym mędrzec, jednak z zadumy wyciągnęła go jedna, zajebiście ważna sprawa. Usłyszał coś. Krzyk. Ktoś wrzeszczał, tak jak kiedyś on. Kiedyś, a jednocześnie przed chwilą. W nieskończoności czas się nie liczył. Nie takie odstępy jak godziny, dni czy miesiące. Liczyły się tu tysiące milionów lat. A raczej liczyłyby się, gdyby gdyby był jakiś sposób, aby ten czas zmienić. A sam fakt, że czasu nie dało się zmierzyć, sprawiał, że nie miał on tu znaczenia. Nie miało znaczenia, jak szybko przesuwa się słońce po nieboskłonie, ponieważ nie było tu ani słońca, ani nieba. Zagadka magii niebytu, dziwnych anomalii spotykanych tylko tutaj. Czym to jest?
Krzyk.
Dobiegał na pewno ze strony "oka". Siedział na krześle, patrząc się w oko, jakby czekając na osobę która krzyczała. Ale ona nie nadchodziła. Tortury się nie kończyły. Nie dla tego kogoś.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-14, 10:36   

Krzyk. Krzyk drugiej, torturowanej jak on kiedyś sam, osoby. Osoby która, być może za niedługo, miała przejść od jednej tortury do drugiej. Tortury bezradności, końcowego złamania psychicznego.

Ale nie, on się nie złamie.

Przetarł jeszcze bolące oczy i z nienawiścią spojrzał na stół. Wciąż tam był, stał wyzywająco i bezczelnie wskazywał domniemane źródło krzyku. Oko. Czym mogło być to oko? Czyżby to miała być droga, która przedostanie się drugi skazany? Czy pośród tych wszystkich kul trafi on akurat do tej? Czy właśnie to oznacza to oko, skierowane na niego? A może wszystkie sfery patrzą się teraz na torturowanego, chcąc zabrać go do siebie, stosować na nim swoje własne męczarnie.

Sfery jako byty myślące, umilające sobie czas torturowaniem zmarłych?

Zajebiście.

Ale to bzdura. To oko to tylko.. "oko". Nie prawdziwe oko, jedynie takie wyobrażenie. Porównanie do znanych elfowi rzeczy, żeby tylko mógł sobie to jakoś wyobrazić, nazwać w myślach. "To nie jest oko'' powtórzył stanowczo, a te słowa odbiły się echem w jego umyśle. Jednak wpatrywał się nadal w czarną kreskę. Być może drogę, którą miał przybyć skazany. Oderwał wreszcie wzrok i spojrzał tym razem na krzesło po drugiej stronie stołu. Jeśli gość miał przybyć, siedzenie znajdzie się i dla niego.

A więc czekał, patrząc znów na złowieszcze oko. Czekał na gościa.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-14, 17:58   

Oko było wszystkim, stół był wszystkim. Te dwie rzeczy urosły do rangi wszechświata w umyśle elfa. w nieskończonej pustce były dwie rzeczy, które wybijały się poza schemat pustki. Było tam oko, zwiększające się, przybliżające do Kaerila i stół, który swoją dziwnością również przyciągał uwagę. Oko wydawało coraz to nowe dźwięki, znane drowowi z autopsji, gdyż sam przechodził to już wielokrotnie. Cóż się stanie wkrótce? Co mogłoby zmienić piekło, co mogło go tu spotkać? Siedział, wpatrując się w oko, które nie było okiem, ale okiem było nazwane. Nic się w nim nie zmieniało, ciągle było takie samo, ciągle wydobywały się z niego krzyki agonii. Czekał. Czekał na cokolwiek, co mogłoby się stać, a nie zdarzyło się nic. Stół ciągle unosił się nad powierzchnią, przytrzymywany magiczną, dziwną siłą. Nic się nie zmieniało, Uruboros pożerał własny ogon, nie przejmując się torturą psychiczną mrocznego elfa.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-15, 11:49   

Monotonia. Ciągle to samo.

Czyżby piekło reagowało tylko na jego działania? Może musiał ustawić stół w odpowiednią stronę, na przykład dokładniej w kierunku torturowanej osoby?

Kaeril wstał. Najpierw próbował kręcić stołem lekko w lewo i w prawo, sprawdzając, czy po zmianie pozycji coś się stanie. Ewentualnie, w którą stronę odgłosy kaźni będą głośniejsze. Potem zaczął kręcić stołem w tę stronę, powoli, czekając na to, by coś się stało. Cokolwiek.

Stół nadal był wrogiem drowa. Ale elf już ochłonął, jego stosunek do mebla zmienił się nieco. Teraz był on wrogiem, którego trzeba przechytrzyć, obejść, zwyciężyć na jego własnym terenie. A potem zniszczyć.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-15, 18:42   

Nic nie zmieniało się podczas poczynań młodego, nowego i martwego bohatera. Cóż mogłoby się dziać, gdy ten obracał stół, jak szalony, myśląc, że to jednak coś zmieni. Może powinien pomyśleć nad pójściem do specjalisty? Gdyby nawet zastanowił się nad tym głębiej i doszedł do znaczących wniosków, nie mógłby nic na to poradzić, gdyż znajdował się w, jakby to powiedzieć, słabej sytuacji, nie pozwalającej na spotkanie się ze swoim psychoanalitykiem. Co mógłby on mu jednak poradzić? Elf mógł sobie przypomnieć, co młody gnom, usadowiony w wielkim czerwonym fotelu mówił do niego zza różowego zeszyciku z uwagami na temat pacjentów.

*

Gnom założył monokl na prawe oko, spoglądając na pergamin oprawiony w zabarwioną na różowo skórę. "Widzi pan" powiedział z iście profesjonalną chrypką. "Ma pan pewien problem. Dostrzega pan ukryte znaczenia w rzeczach martwych. Niech pan spojrzy na ten o to stół..." Wyciągnął kościsty palec w stronę stolika stojącego w rogu pokoju. Znajdował się na nim wazon z pięknymi, białymi liliami. Obok wazonu stało pudełko czekoladek i koperta z wysypującymi się złotymi krążkami. "Jest to tylko mebel. Stoją na nim zwykłe rzeczy. Pana podświadomość informuje pana, że to niemożliwe, że jest to tajne przejście do burdelu, którego jestem założycielem." Uśmiechnął się lekko do elfa, leżącego na kozetce. "Chociaż taka sytuacja w ogóle nie ma miejsca, a mebel pozostaje zwykłym meblem. Próbuje się pan doszukać niezwykłości w zwykłości." Odłożył powoli pergamin na biurko, stojące za czerwonym fotelem. "Mój kolega, Freudowich, doszukiwałby się w tym podtekstów seksualnych, jednak uważam iż jego sposoby są zbytnio ogólnikowe i traktują mężczyzn jako szowinistyczne świnie. Może jest to po części prawda, ale ja wolę nie wkładać wszystkich do tej samej szufladki." Złączył palce obu rąk i podsunął je sobie pod brodę. "Kontynuując..." Westchnął. "Powinien pan odpocząć. Porzucić wojaczkę, zająć się kochaniem kobiet. Przez ostatnie dwie godziny rozmowy z panem, usłyszałem o jednej kobiecie. Porównując, usłyszałem również o czterystu trzydziestu dwóch pokonanych przeciwnikach, dwunastu bójkach w karczmie, stu osiemdziesięciu siedmiu litrach piwa, trzydziestu dwóch melanżach, dziewięciu utratach przytomności. Co więcej, wspominał pan o długich wędrówkach, wyczerpujących podróżach, w których nie jadł pan zróżnicowanego pożywienia. Może pan cierpieć na wymęczenie organizmu, co odbija się również na stanie zdrowia pana umysłu." Poprawił monokl na swym oku, zerkając z ukosa na zegar słoneczny, znajdujący się za oknem. "Musi pan wypocząć."
*


Stół patrzył się na niego circupunctem stworzonym przez mitycznego węża i kropki w jego centrum. Patrzył się na niego wyzywająco. Obracał go już tyle, ile tylko się dało, dwa razy w prawo, dwa w lewo, raz w prawo, dwa razy w lewo. Nic się nie działo. Krzyki zawsze dochodziły z oka, które kręciło się wokół osi utworzonej ze stołu, utrzymując się w miejscu wyznaczanym przez krwawy trójkąt.

Trwało to parę chwil. A raczej wieczność, trwającą w umyśle parę chwil. zadawał sobie pytanie, czy tylko tak miała wyglądać jego tortura. Aż nadeszła odpowiedź. Była o tyle przerażająca, że taka prosta. Torturom był człowiek. Człowiek kierujący się w jego stronę. Nadchodzący, wyznaczany przez trójkąt. Wychodzący z oka. A źrenicą punkty był cień nieznajomego. Torturom było widzieć innego człowieka. Inną duszę, która cierpiała tak samo jak on sam. Odkryta do cna przez ciemne moce.

Jego tortura nadchodziła, zbliżała się, tak samo jak on, ubrana w białą szatę.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-16, 22:21   

"Pieprzony stół, za nic nie chce współpracować, do dupy z nim, taka jego mać!"

Elf znów zrezygnowany usiadł na krześle. Wspomnienie gnoma nieco go rozbawiło. Jednak nagle coś wpadło do jego głowy, coś, co nie dawało mu spokoju. Mianowicie - skąd do cholery w jego głowie wspomnienie spotkania z gnomim specjalistą, kiedy ni cholery nic takiego nie miało miejsca. Czyżby to miejsce mieszało mu w głowie? Pamiętał, iż przed śmiercią miał amnezję, więc być może taki nagły powrót wszelkich wspomnień, związany ze śmiercią, spowodował jakieś przeciążenie umysłu, albo inne dziwne skutki? Kto wie? Być może musiał by się spotkać ze specjalistą, by się tego dowiedzieć? Ale to później, teraz stół, teraz piekło. No, i jeszcze jego tortura, bo niegrzecznie było by o niej tu zapomnieć.

Właśnie. Jego tortura, zbliżająca się teraz powoli. Nadchodząca z znienawidzonego oka, które nie było okiem. Nadchodząca po identycznych męczarniach, jakie on sam przechodził. "Y, ale zaraz..."

Jego torturą miała być... inna istota? "No bez jaj..." Tego elf nie spodziewał się zupełnie. Jego męczarnią miało być zobaczyć osobę, torturowaną jak on kiedyś? Czy może miał stoczyć z nim pojedynek, by trafić poziom wyżej? A może zagrać z nim w grę planszową?

"O co tu chodzi?"

Czekał.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-20, 12:29   

Zaiste wspomnienia elfa uciekły zaraz po tym jak został zaatakowany przez orczych strażników, przez co n ie mógł jednoznacznie stwierdzić, czy cała sytuacja z gnomem się wydarzyła, czy nie. Jednakowoż wspomnienia o spotkaniu pozostały, tak samo jak wnioski, które owy specjalista wysnuł ze spotkania z Kaerilem. Odpoczynek mu się przyda. Bardzo. Jego wykończony umysł widział największego wroga w kawałku kamienia z rzeźbami nań wyrytymi. Jego wróg nie zdradzał po sobie żadnych wrogich zamiarów, mimo to drow wpatrywał się na stół z groźbą w oczach. Zmieniało się, wszystko. Czerwień wokół niego zaczynała wirować i zmieniać się w róż, przechodzący w biel. Czarny punkt wychodził w jego stronę. Ale nie był już czarnym punktem, tylko wysokim smukłym człowiekiem, idącym z gracją w jego stronę. Coś było nie tak. Człowiek nie wyglądał, jakby przed chwilą był torturowany. ale przecież mogła minąć już cała wieczność od kiedy był torturowany. Czas się nie liczył. Biel znów go otaczała, czerwień całkowicie zniknęła, a jasność znów oślepiała Kaerila. Jego specjalista zapewne poradziłby mu zakupić odymione binokle, które nie przepuszczałyby do jego oczu światła. Gnomowy specjalista został w świecie rzeczywistym, a on musiał się pierdolić z jakimiś ludźmi w bieli. Co to w ogóle kurwa za pomysł? Gdzie się znajdował? Niby odpowiedź była prosta. Piekło. tak ono wygląda, tak się zmienia, tak nie liczy się nic.

Człowiek stanął przed nim, rozpościerając ręce w przyjacielskim geście. Sam jednak on nie był przyjacielski, ani wrogi. Twarz miał bez wyrazu patrzącą się w Twarz Kaerila, jak na zwykły obraz. Jego głos był bardzo uspokajający, czuł, że nie mógłby go w żaden sposób skrzywdzić. Po prostu nie byłby w stanie.

- Witaj.

Uniósł lekko brwi i uśmiechnął się.

- Chciałem z Tobą chwilę porozmawiać.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-20, 20:19   

Biel. Znowu cholera jasna biel. A już zaczął się przyzwyczajać do czerwieni i wyciętego w niej oka. Ale przynajmniej coś zaczęło się dziać.

No, zajebiście.

Mimo uspokajającego głosu i uśmiechu na twarzy człowiek budził w elfie niepokój. Coś z nim było nie tak, nie było po nim widać żadnego zmęczenia wiecznymi torturami. Wyglądał, jakby nie był stąd. Jak by nie należał tu tak, jak Kaeril. I wiedział o nim. Czyżby wiedział także co się tu dzieje?

Elf zasiadł na krześle naprzeciwko przybysza. Nie odpowiedział na powitanie, ani na kolejne zdanie. Rozsiadł się z szeroko rozstawionymi nogami zaplatając ręce na piersi. Przyglądał się człowiekowi jakiś czas - chwilę, czy długo, nawet nie był w stanie sprawdzić, nie miało to znaczenia. Zastanawiał się nad pierwszym pytaniem, które mógłby zadać. Zastanawiał się, czy mężczyzna by mu odpowiedział, czy sam nie zaczął by go wypytywać. Mógłby się zapytać, czy to on był torturowanym, czy być może wszedł tu jego kosztem. Mógłby się zapytać czy są w piekle, a jeśli nie to gdzie. Co tu robi, i kim człowiek jest, że zna odpowiedzi.

A może on chciałby zadać podobne pytania, a jego spokój jest tylko pozorny? "Chuj wie" skwitował swoje przemyślenia w końcu i pierwszy raz od dłuższego czasu postanowił się odezwać. Pierwszy raz od... wieczności miał wydać z siebie inne dźwięki niż dzikie wrzaski wyrażające ból spowodowany torturami. W końcu po jakimś czasie, lecz kto by się już czasem przejmował, spróbował.

"Czego chcesz, kurwa?"

Nie wyszło. Żeby rozmawiać z kimś więcej, niż ze samym sobą, trzeba z siebie na pewno wydać z siebie jakieś dźwięki. To elfowi nie wyszło. Ponowił więc próbę.

- O czym chcesz porozmawiać? - Kaeril postanowił jednak zmienić także treść pytania. Na wszelki wypadek, bo jeśli osobnik jest w piekle kimś ważnym, lepiej go nie drażnić.

I robił to, w czym ostatnio został już chyba mistrzem - czekał. Czekał na odpowiedź człowieka.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-21, 21:21   

Ostatnimi czasy Kaeril nauczył się czekać. Czekać na wybawienie od tortur. Trwało to wieczność, w mękach uczył się czekać. Wieczność spędzona na czekaniu może zmienić osobowość. Czyżby uspokoił się, ochłonął, przestał być porywczym? Siedział przed postacią, która wydawła się mu dziwna. Wydawał się spoonym, chociaż przed częścią wieczności która tutaj nie miała znaczenia przetrwał straszne tortury, które wykraczały poza jakiekolwiek wyobrażenia. Sedział przy stole, który swym spokojem prowokował drowa do walki. A on ciągle siedział. I czekał a cokolwiek, co byłoby skierowane w jego stronę. Samotność. Człowiek stojący przed nim jej nie niwelował. Ktoś mądry powiedział mu kiedyś, że możemy żyć między tłumem ludzi, ale bez osoby, która Cię rozumie, będziemy samotni. Kaeril zrozumiał te słowa teraz. Odziany w biel mężczyzna był osobą. Jestestwem takim jak on. Ale co oprócz tego? Mógł do niego mówić, owszem. Ale co poza tym? Nie zaangażują się emocjonalnie w tę kolidację interpersonalną.

Obaj będą samotni.

Jego nowy towarzysz jednak radził soie jakoś z tą samotnością, gdyż na jego twarzy po jakimś czasie zagościł uśmiech. Stało się to, gdy przechodził koło stołu. Ruszył powoli, sokojnym krokiem, stawiając stopy opatrznie na podłode jakby była z cienkiego szkła. Biała szata lekko łopotała mu przy bosych stopach. Doszedł do pustego krzesła, gdy usłyszał pytanie zadane przez Drowa. Spojrzał ukosem na stół. Uśmiechnął się. Pobłażliwie, jakby patrzył na cieszące się z błachostki dziecko. Uśmiechnął się w piekle.

- Chcę porozmawiać... Normalnie, po prostu. Jak mężczyzna z mężczyzną. Jak przy kuflu piwa. - Usmiechnął się jeszcze raz. Machnął ręką i otoczyły ich kształty i zapachy karczmy. Kamienny stół zmienił się w drewnianą ławę, krzesła stały się bardziej toporne. Za ławą pojawiła się sala, która nie była może pełnowymiarowa, ale przynajmniej lekko zacieniona i przytulna. Oprócz ich dwójki niebyło tam nikogo. Naprzeciwko nich był kominek, przy którym stała harfa, sama brzdąkająca na sobie powolną, ale pokrzepiającą melodię.

Mężczyzna usiadł na przeciwko niego trzymając w rękach kufle pełne złocistego, spienionego płynu. Wyglądało i pachniało jak piwo. To dobry znak.

- Może i się tym nie upijesz, ale smakuje jak prawdziwe. - Uśmiechnął się kolejny raz.

Przez ławę został popchnęty kufel, za którym powędrowała wyciągnięta ręka.

- Jestem J'yshima. Nie poplącz sobie języka. Mów mi Josh. Prościej.

Pociągnął łyk piwa oblizując wargi z piany. Muzyka zagrała trochę głośniej.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-23, 18:08   

Popatrzył na niego, jak na cieszące się z błahostki dziecko... Mimo, że na jego twarzy nie zagościł nawet cień uśmiechu. Mimo, że mógłby być jego pradziadkiem, jak zresztą większości napotkanych ludzi. I to wzbudziło w elfie niepokój.

Karczma. Skąd do cholery wzięła się tu karczma?! Teraz elf był już niemal pewien - człowiek nie był stąd. Nie trafił tu przynajmniej w ten sam sposób. Czyżby trafił tu już przygotowany na to, co go czeka? Tak czy inaczej, potrafił zmieniać to piekło, a przynajmniej stwarzał taką iluzję, zgodnie ze swoją wolą. To było jeszcze bardziej niepokojące.

Piwo. To natomiast nieco uspokoiło drowa. Przybysz raczej nie próbował go otruć, bo i jaki miał by w tym interes? Okazał jakby gościnność. To musi znaczyć... że jednak to Kaeril był jego gościem. W głowie elfa zaczęło się już formować pewne zrozumienie, co do sytuacji, w jakiej się znalazł. Być może błędne, być może to wszystko było tylko urojeniem, jednak przynajmniej dawało mu to rodzaj oparcia psychicznego - wydawało mu się, że wiedział, co się dzieje. I to uspokoiło go jeszcze bardziej.

Wziął łyk piwa. Potem jeszcze drugi i następny. Jak dawno nie wykonywał tak zwykłych czynności jak jedzenie, picie czy spanie! Chyba od... wieczności. Zanim drow skupił się na czymś innym wypił już całe piwo. Nie robił tego zresztą za szybko, przyzwyczaił się już także, że wszystko trwa długo, toteż nie wydawało mu się to niczym dziwnym. Zdawał sobie jednak sprawę, że może w ten sposób wystawiać cierpliwość przybysza na próbę. I dobrze.

- Josh... - wypowiedział drow, jakby zastanawiał się nad tym, co wcześniej usłyszał - byłeś tam? W tej... czarnej mgle? To byłeś ty? - zapytał z naciskiem na ostatnie pytanie. Chciał być pewien, czy przypadkiem jego towarzysz nie dostał się tu kosztem czyjegoś cierpienia. Co się stało z tamtym? Przecież elfa mógł spotkać ten sam los...
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-23, 20:27   

Miłe chwile, spędzane przed ciepłym kominkiem. Dywan ze skóry niedźwiedzia przyjemnie grzał gołe stopy. Poustawiane na stołach przedmioty dawały długie, szarawe cienie. Gdzieś w rogu pokoju pisnęła mysz. A raczej stamtąd wydobył się dźwięk, jednak żadnej myszy nie było. Byli tylko oni. Nikt im nie przeszkodzi. Nikt nie przerwie w ich rozmowie. A rozmowa mogła zacząć się jakkolwiek. 'Co słychać?". Mógł powiedzieć jeden z nich. Było normalnie, prawie jak za życia, prawie jakby lekko podchmielał się piwem, jakby rozwijał mu się język. Jakby... Ale nie działo się to naprawdę. A raczej działo się, ale w piekle. Karczma była wyobrażeniem.

Piwo smakowało jak piwo, ogień dawał takie samo ciepło.
Jeżeli nie widać różnicy, to po co przepłacać?

Pił powoli złoty napój, nie zwracając na nic uwagi, delektując się smakiem zapomnianym przez wieczność. Pił, jednak w kuflu ciągle było tyle samo płynu. Do jego gardła wlewały się kolejne fale, jednak z kufla nie ulewała się ani kropla. Nawet piana się odnawiała, gdy odstawiał piwo na stół przed sobą. Pił dalej, delektując się. Rozmarzył się, wspominając czas, gdy ostatni raz pił piwo w karczmie. Była ona pełna ludzi, jednak był to mały szczegół. Kolejnym szczegółem jaki zauważył, to brak czynności fizjologicznych własnego ciała, mógł pić, pić i pić, a nie chciało mu się sikać, jego pęcherz nie napełniał się. Może dlatego, że był tylko duszą? Że to jak wyglądał, było jej wierzchnią powłoką?

Nie wiedział. Pił.

Raj dla alkoholików.

Kiedy minęło już sporo czasu, Jego rozmówca wstał na chwilę i podszedł do kominka, stół przysunął się wraz z nim i krzesłem na którym siedział Kaeril, oraz ze ścianą, która była za nim. Mimo to pokój nie wydawał się ani trochę mniejszy, tylko kominek był trochę bliżej, a tylne ściany trochę dalej. J'yshima wyciągnął ręce do ognia, jakby naprawdę mogły mu tu zmarznąć. Kaeril zauważył nawet ośnieżony płaszcz na wieszaku przy drzwiach zbitych z dębowych desek. Zauważył własny plecak leżący pod nim, a na tym wszystkim leżał jego miecz.

Minęło sporo czasu. Czas ten w rzeczywistości pozwoliłby na wypicie nawet czterech, może trzech i pół kufli piwa. Kaeril postanowił już przerwać milczenie i zadał dziwne pytanie do człowieka. On odwrócił się od ognia i spojrzał z poważną miną na drowa. Ręce ogrzewane przed chwilą przez ogień schował za plecami, niczym wędrowiec zwiedzający miasto. Jego twarz znów nie wyrażała uczuć. Spojrzał się w okno. Drow mógł przysiąc, że jeszcze przed chwilą go tam nie było. Za oknem szalała nocna śnieżyca, płatki zbite prawie w grad uderzały w szyby, które były luksusem w jego rodzinnych stronach.

- Czarna mgła. Najpierw wytłumaczmy sobie, czym ona w ogóle jest, oraz to, gdzie się znajdujesz. - Przechadzał się po skórze niedźwiedzia, zawracając, gdy zahaczał o granicę kręgu światła, jakie dawał kominek. - Jesteśmy w świecie przejścia, w których każdy doświadcza kary. Kary za to, co uczynił za życia, oraz za to, co by uczynił, gdyby jego dusza nie opuściła ciała. Jest to oczywiście kara niesprawiedliwa, gdyż jest nieskończona ilość możliwości Twoich czynów. W każdej z tych możliwości kryje się cząstka zła, a chociażby była bardzo mała, i tak w nieskończoności tworzy ona nieskończone zło. - uniósł brwi, jakby bawiła go ta gra. - Trafia tu każda dusza, która nie ulotniła się i nie rozpłynęła. Nie mogę Ci powiedzieć, od czego zależne jest to, czyja dusza ma przetrwać przejście do tego planu. Nawet gdybym mógł, bałbym się to zrobić, gdyż ta wiedza ciągnie za sobą straszną odpowiedzialność. Tylko czterech ludzi we wszystkich planach ją posiada. - Rozłożył ręce i połączył palce obu dłoni. - Tak jak już mówiłem, każda z dusz, która przetrwa podróż, trafia tutaj. Kara za winy jest tak okrutna, że dusza szuka ucieczki. Wyrywa się z okowów planu i wędruje pomiędzy nimi, czekając aż jakaś siła wciągnie ją do jednego z nich i przytwierdzi bardziej permanentnie. Może to brzmi dziwnie, ale nie chodzi tu o to, byś to w zupełności zrozumiał, a o to, byś miał ogólne pojęcie na temat całej złożoności zaświatów.

Odwrócił się w stronę ogniska, zostawiając drowa samemu sobie, znów wyciągnął ręce w stronę ognia. Zaczął nucić wraz z harfą jakąś skoczną melodyjkę. Po chwili zaczął znów mówić.

- Jesteśmy w stanie podróży. Twoja dusza zmienia otaczające ją plany, stąd są kolory. Biel oznacza neutralność, czerwień diabły, czyli dalszych potomków demonów. Żółty oznacza cherubiny, czyli to samo ze strony aniołów. Ciemną czerwień, czyli szkarłat, oznacza się plany opanowane w większym stopniu przez demony, a im ciemniejszy jest to odcień, tym czystszej krwi są to demony. Kolorem wysokich aniołów jest złoto. Im szlachetniejszy odcień, tym wyższa 'kasta'. Żaden z tych planów nigdy nie osiąga odcienia czerni. Czerń jest zarezerwowana dla istot potężniejszych i straszniejszych niż demony. Tak samo srebro, w przypadku planów anielskich. Owe plany zamieszkują Bogowie, oraz ich potomkowie spłodzeni między nimi, bądź między nimi a najwyższymi z demonów. Owe pomioty mają wielką, niewyobrażalną wręcz moc. - Uśmiechnął się, zupełnie nieadekwatnie do sytuacji, patrząc przez ramię na drowa popijającego piwo. - Nie robi to może na Tobie wrażenia, jednak gdybyś widział tutaj tyle co ja, bałbyś się ich, wierz mi. Słowa nie potrafią opisać straszności tych istot. Powracając do głównego nurtu naszej rozmowy... Nie, nie przebywałem w żadnej mgle, są to miliardy planów, w których podróżują dusze, szukając siły, która przytwierdzi je gdzieś na stałe. - Znów odwrócił się w jego stronę i złożył ręce za plecami. Zachowywał się nienaturalnie, nienagannie, z gracją. - Podróżujemy, Kaerilu. Twoja dusza szuka miejsca, gdzie mogłaby osiąść, jednak nie znajdzie go. Jeszcze nie, jeszcze przez jakiś czas.

Wykrzywił usta w dziwnym uśmiechu.

- I ja o to zadbam.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-23, 21:15   

- Zło... zło to bardzo szerokie pojęcie. Czy wielkość tego zła odpowiada długości kary? Jeśli tak, dopuścił bym się cholernie złych czynów... - drow zaśmiał się. Sytuacja stała się już klarowna - miotał się między światami będąc w jakiejś podróży. Więc to nie kolejna tortura, to po prostu etap przejściowy do innego świata, w którym będzie żył wśród dziwnych istot, aniołów, może demonów, a może bogów, w których istnienie nigdy nie wierzył.

Zajebiście.

- A więc, jesteśmy w podróży. Między pieprzonymi torturami, a światem demonów, bogów, aniołów bądź czymkolwiek innym, tak? No to nieźle - skwitował elf, po czym uśmiechnął się szeroko i zapytał - a dało by radę wyczarować mi tu jakieś jedzenie? Dawno nie czułem już rozkoszy płynącej z jedzenia.

Kaeril rozsiadł się nieco wygodniej na ławie i znów zdrowo pociągnął piwa z kufla. Bo cóż było tu innego do roboty? Czasu na rozmowę było wiele, piwa do wypicia nie ubywało, więc żałować go też nie było trzeba. W pewnym momencie wypowiedzi człowieka zwrócił jednak uwagę na pewne słowo.

- "Czas"? - zdziwił się niepomiernie, bowiem słowo to od dawna straciło dla niego znaczenie. - Pewien... "czas" powiadasz? Cóż znaczy kolejny bezkres czasu w tym miejscu, gdzie jego poczucie już dawno zanikło? Choćbyś kazał mi czekać wieczność, nie sądzę, żebym odczuł wielką różnicę. Ciekawi mnie jednak, jeśli można zapytać, czemu nie chcesz mnie puścić wcześniej? Czyżbym był ci do czegoś potrzebny?

Elf jednak nie oczekiwał odpowiedzi, choć jeśli takowa padła, chętnie jej by posłuchał. Wstał z ławy i podniósł miecz leżący na plecaku. Och... jak on dawno nie trzymał miecza! Na krótką chwilę wrócił wspomnieniami do swego pierwszego zabitego człowieka, do przygód, które przeżył zanim trafił do ludzkiego królestwa, a potem do wcześniejszych czasów, kiedy uczył się fechtunku. Machnął parę razy mieczem w powietrzu jedną ręką, potem złapał go w obie. Czuł się niemal, jakby odzyskał starego przyjaciela. Ale ten miecz nie był prawdziwy. Był tylko iluzją, tak jak to miejsce, jak piwo i świat za oknem. Gdy to sobie uświadomił wbił miecz w drewnianą podłogę i usiadł z powrotem na miejscu.

- Kim ty w ogóle jesteś? - elf był tego bardzo ciekaw. Nie z samej woli poznania jego towarzysza, a raczej ciekawiło go skąd człowiek wiedział tak wiele o tym miejscu i czemu opowiedział o tym drowowi, mimo, że nie pytał.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-23, 22:07   J'yshima

Gdy człowiek usłyszał pierwsze słowa Kaerila, wykrzywił swą twarz, jakby temat, który poruszył był zbyt nudny. Jakby nie chciało mu się o tym opowiadać, znudzone oczy, zamknięte usta.
- Zło. Tak, zło. Wiesz, można to potraktować jako prawa moralne ludzi, elfów, krasnoludów, Rahów i Jorów. Mimo, że w otoczeniu drowów zabójstwo jest inaczej traktowane, niż w kręgu ludzi, są rzeczy, które dla wszystkich ras są złe. Po prostu. Nawet jeżeli coś jest w jednym kręgu złe, to osoba pokrzywdzona odbiera to źle. Dobrze, przepraszam, to bełkot, spróbuję to wytłumaczyć inaczej. Zabijasz kogoś, ponieważ zrobił coś wbrew religii, czy tam zwyczajów obowiązujących na terenie puszczy wiecznej nocy. Zabiłeś go, by bronić tych wartości, więc nie jest to rzecz zła. Złą się staje dopiero, gdy robisz to, mając w tym własny interes. Kiedy cierpi jedna osoba, niekoniecznie fizycznie, a ty na tym zyskujesz, lub robisz to dla jakichkolwiek innych korzyści, nie walcząc w imię praw czy wyższych wartości moralnych, jest to czyn zły. Tortury tym wywołane trwają nieskończenie długo, a dusza ucieka stamtąd tylko dzięki pragnieniu, by tak się stało. Kiedy czegoś chce, potrafi to zrobić, nie zważając na koszta jakie poniesie. Im szybciej zdecyduje się odejść z planu tortur, do tym gorszego planu dojdzie. W planach czarnych życie duszy jest krótkie, potrafi trwać jedno uderzenie serca, zanim nie zostanie pożarta przez Obudzonych Bogów Zła. Jeżeli Dusza wykaże się wyjątkową cierpliwością i samokontrolą, trafi do błogiego planu, a po naprawdę długiej wieczności, do planu Bogów dobra. Jeszcze żadnej się nie udało. I wątpię, by którejkolwiek, kiedykolwiek się udało. Kontynuując odpowiedzi na pytania. Nie, jedzenia nie dostaniesz. Nie jesteś tu dla przyjemności, a mnie takie iluzje kosztują wyrzeczeń. Nie potrafię obsługiwać tak dużej ilości danych. - W tej chwili Kaeril wstał by pójść po swój miecz. Zauważył, że podłoga karczmy skrzypi jak prawdziwa, od podłogi unosił się zapach wysuszonego drewna. Drzwiami wstrząsały wiatry śnieżnej wichury, nie przepuszczały jednak ani trochę wiatru, bądź śniegu, były dobrze zrobione, oprawione w metalowe okucia, z potężną mosiężną klamką i wieloma zamkami, które przytrzymywały nawet zawiasy, by te nie oderwały się od drewna drzwi. Iluzyjna karczma była mała, miała co najwyżej pięć metrów szerokości na siedem-osiem głębokości i dwa wysokości. Pod niskim sufitem wisiał żyrandol z trzema świecami, które teraz były zgaszone. Miecz leżał na kupie ubrań, plecaku, zbroi, i innych rzeczach, które towarzyszyły mu za życia. Były przesiąknięte nim, jego bytnością. Schylił się, by sięgnąć po miecz, by móc znów dostać w ręce swoją dumę, część jego samego. Jego palce wyprostowały się, by szybciej dotknąć utęsknionego przedmiotu, gdy... Zniknął, pod jego palcami nic się nie znajdowało, widział przed sobą deski podłogi, znajdujące się na niej sęki. To nie był miecz, to nie były jego rzeczy. Zniknęły.

- Czas. Tak, odnośnie czasu także niewiele wiesz. Czas tak naprawdę jest tu złudzeniem. Nie upływa, a jak wkraczasz do jakiegoś planu, nie potrafisz stwierdzić, jak dłużo go minęło, od kiedy trafiłeś do planu przejścia. Mogą minąć setki, tysiące, miliony lat. Wyobraź sobie, że wracasz do domu, wkraczasz do swego planu, a widzisz tam tylko pustkowia i bezkresne pustynie, ponieważ Twoja cywilizacja dawno już wymarła. Może się to stać. Tutaj czas nie mija, to miejsce znajduje się poza nim i niezależnie od niego bytuje. To, że chce Cię przetrzymać tu trochę czasu, oznacza, że jeśli dasz radę wrócić do swego świata, będzie trwało to dokładnie pięć lat, czyli tysiąc osiemset dwadzieścia cztery dni i tysiąc osiemset dwadzieścia pięć nocy. Tysiąc osiemset dwudziestego poranka od momentu Twej śmierci, będziesz mógł zjawić się w sorii po raz wtóry. O ile przeżyjesz wieczność w planie, do którego przydzieli cię Twa dusza. Odpowiadając na Twoje kolejne pytanie, jestem przewodnikiem. I tyle powinieneś wiedzieć.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-25, 19:03   

- Aha - przytaknął mało inteligentnie elf siadając z powrotem na ławie. - Trochę mi jednak twoje rozumowanie nie pasi. Jak jedna wieczność może być dłuższa od drugiej? I co to ma za znaczenie, skoro czas jest tu złudzeniem? Skoro nie ma on znaczenia co przeszkadza duszy poczekać trochę dłużej, by dostać się do planu Bogów? Czemu im się to nie udaje?

Kaeril za wszelką cenę musiał się przekonać, czy człowiek rzeczywiście wie tak wiele, jak twierdzi. Coś mu w nim nie pasowało, szczególnie to, że w tym piekle jest, jak twierdził, ogromna liczba dusz, a on jako przewodnik przyszedł akurat do niego. Przecież nie możliwym jest, by każda z tych dusz miała swojego, ludzkiego na dodatek, przewodnika. Takowych osobników nie może być zbyt wiele, chyba że umiejętność poruszania się pomiędzy sferami, oraz kontrolowanie ich w takim stopniu nie jest czymś nadzwyczajnym i każdy może się tu tego nauczyć. Ale wtedy... co do cholery by ci przewodnicy tu robili, zamiast przedostawać się samemu do lepszych sfer? Czemuż więc J'yshima przyszedł akurat do niego?

Chciał coś od niego. Potrzebował drowa, by to zdobyć, bądź chciał mu coś odebrać. Albo miał jakiekolwiek inne zamiary. "I tyle powinieneś wiedzieć." Tak. Na pewno coś ukrywa.

Elf siedział wciąż na ławie, zrezygnowawszy z dalszych aktywności w karczmie po nieudanej próbie z mieczem. Czekał na kolejną odpowiedź jego towarzysza.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-25, 20:55   

Przewodnik. Każdy go miał, czy to Kaeril był wybrany przez niego? Prawdopodobieństwo było tak małe dla każdego, że aż duże dla wszystkich innych. Co robiło go takim świetnym? Wybranym? Usiadł na ławie, zrezygnowany po nieudanej próbie z mieczem. Rzeczy niby istniały, a nie mógł z nich skorzystać. Były tylko ułudą, iluzją. Wiedział to, gdyż tamten, jak siebie nazwał, "Przewodnik", przed chwilą sam mu to powiedział. Jednak Piwo ciągle stało na stole przed nim. Mimowolnie wziął kufel do ręki i pociągnął jednego łyka. Patrzył na postać stojącą przed nim. Zadał pytanie, a gdy skończył, zobaczył złość na twarzy człowieka. Jego oczy rozbłysnęły żywym ogniem, z głowy wyrwało się dwoje potężnych rogów, rozrywając skórę, ręce zamieniły się w szpony, klatka piersiowa podwoiła swój obwód, tak samo ramiona i nogi. Skóra stała się ciemniejsza, bardziej szara, zaczynając przypominać skórę mrocznego elfa. Harfa przestała grać, kominek trzaskał tylko, jak niemy obserwator bezgłośnego zjawiska. Bestia. Bestia budziła się, zdenerwowana niewiarą robaka, którego zaszczyciła swą obecnością.
- Mogę Być Każdym, Rozumiesz?! - Wrzasnął - Jeszcze potrzebujesz dowodów? Jeszcze Ci mało? - Złapał wielką łapą szatę Kaerila, rozrywając ją na piersi, raniąc go, natychmiast szata zabarwiła się na czerwono krwią lejącą się z piersi drowa. Bestia uderzyła nim o ścianę, usłyszał trzask łamanych żeber. Krew jeszcze szybciej zaczęła się wylewać z ran, powstałych przez pazury potężnej postaci. - Będziesz mieć dowody! - Rzut został wykonany w iście atletyckim stylu, jakby był trenowany przez miesiące. Ciało Kaerila powędrowała po pięknej paraboli przez całą salę, lecąc na zawieszoną nad kominkiem głowę smoka. Paszcza stwora rozwarła się, gdy drow zbliżał się do niej. Zęby szybko uporały się z jego ciałem, nie szczędząc mu bólu.

*


Josh stał spokojnie, wpatrując się w oczy Kaerila, wypowiadającego pytanie. Wykrzywił znów twarz, unosząc brwi.

- Otóż to. - rzekł. - Dobre pytanie. Słuszne uwagi. Czas nie jest porównywalny. Każda tortura trwa wieczność, a wieczność wieczności nie jest równa, im dłużej owa wieczność trwa, tym lepiej po jej opuszczeniu dla duszy. Jednak jest pewien problem. Podczas tortur, wytrzymałość dusz zostaje zachwiana, każda jest w stanie wytrzymać ograniczoną ilość cierpienia. Następnie wyrywa się z okowów i ucieka przed kolejną wiecznością. Trzeba nabyć niemożliwą wytrzymałość, by dojść chociaż do planu aniołów, a co dopiero bogów. Druga sprawa, czas jaki chcę Cię tu zatrzymać. Nie będzie dla Ciebie różnicy, czy spędzisz w tym miejscu wieczność, czy wieczność i godzinę. Albo dwie wieczności, będziesz to odczuwać w ten sam sposób. W końcu dostaniesz się do jednego z planów, ale ja Ci w tym nie pomogę, przyszedłem do Ciebie, ponieważ jestem zainteresowany jednym z aspektów, jaki wydarzył się przed oraz po Twojej śmierci.

Uśmiechnął się znów nieznacznie, wyczekując kolejnego nawału pytań.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-27, 23:24   

Drow siedział przez chwilę w osłupieniu. Próbował dojść do tego, co było prawdziwe, a przede wszystkim co właśnie się stało. Zauważył, że jednak jest cały i nikt nie rzucił nim o ścianę, więc za pewnik przyjął opcję z grzeczną odpowiedzią człowieka. Jednak w tej wizji coś było. Zawarta w niej była niechęć człowieka do elfa, coś co utwierdzało Kaerila w przekonaniu, że tylko chciał czegoś od niego. Jeszcze bardziej zacementowały to przekonanie słowa Josha. "Chciałbyś mnie zabić? Masz mnie dosyć? Hah! Najwyraźniej masz problem" zaśmiał się w duchu elf.

- Na moment przed moją śmiercią? A cóż mogło być tak interesującego? Ja nawet nie wiem czemu umarłem. Takie "pyk" i już odlatuję w niebyt - drow rozmarzył się na myśl o misji, na którą miał wyruszyć z ponętną elfką. Cóż mogło się wtedy wydarzyć? Eh, tego się już nikt nie dowie...
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-28, 13:18   

Ogień pożarł całe polano, które znajdowało się w kominku. Mężczyzna odwrócił się od drowa, gdy ten mówił o swej śmierci. Obok paleniska pojawił się stos drewien. Mimo zmęczenia, które podobno ogarniało Josha przez iluzje, które stwarzał, nie zaprzestawał gry w rozmowę dorosłych mężczyzn przy kuflu piwa w karczie. Dorzucił dwa polana do ognia, i odwrócił się do Kaerila. Usiadł naprzeciwko niego, rokładając ręce na stole, obracając palcami kufel. Opuścił uniesione lekko brwi. Wyglądał, jakby głęboko zastanawiał się nad słowami, które za chwilę wypowie. Wziął wreszcie kufel w dłoń i pociągnął małego łyka, długo trzymając płyn w ustach.

Spojrzał wreszcie na drowa. Wyglądał, jakby na chwile pogrążając się w swyc myślach zapomniał o całej zaistniałej sytuacji.

- Nie mówię tutaj koniecznieo momencie przed Twoją śmiercią. - Wlał w sienbie jeszcze jeden łyk alkholu, milknąc na chwilę - A o tym, co się wydarzyło, że Twa dusza nie zginęła i nie zawędrowała do planu Pustki. - Wskazał palcem na sylwetkę mrocznego elfa. - Opowiedz mi coś o sobie. - Uśmiechnął się lekko. Uniósł kufel. - Zdrowie Twej duszy.

I wychylił największego z wypitych dziś łyków. Nie było to aż tle, ile wlać w siebie jednym chaustem potrafi doświadzony krasnolud, ale i tak wystarczająco, by po brodzie człowieka polało się parę strumyków złocistego płynu. Opuścił kufel i odepchnął go na długość ręki. Wytarł twarz białym rękawem, chociaż nie pozostawił na nim ani jednej plamy.

W pokoju było już słychać tylko dźwięki harfy, która znów zaczęła grać jakąś skoczną melodię, oraz trzask drewna w kominku.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group