Czy to sen był zaledwie czy jawa niezwykła. Durhamowi przez głowę przeszło kilka dziwnych wspomnień.
Śmierć, las, szczuroczłek, gadające drzewo...
Skoro było to snem to gdzie skończyła się jawa ? Ból śmierci był nazbyt prawdziwy, to musiało być realne. Czy zatem Durham nie żyje ? Czy jest teraz w raju, piekle czy innym rodzaju zaświatów ?
Było miękko i ciepło. Czuł, że leży przykryty czymś po szyję. Łóżko ?
W piekle raczej łóżka by nie dostał. Czyżby niebo ?
Pytania roiły się w głowie bohatera. Przynajmniej na część z nich mógł sobie odpowiedzieć niemal natychmiast. Tak też zatem zrobił. Otworzył oczy.
Rzeczywiście, leżał w łóżku. Na dodatek w przytulnym, małym pokoiku oświetlonym przez lampę oliwną. Ta stała na szafce nocnej po prawej stronie łóżka. Metr za nią znajdowały się drzwi, zaopatrzone w mosiężną, rzeźbioną klamkę. Mógł nieco zastanawiać jej dziwaczny, fikuśny kształt.
Poza tym w pomieszczeniu znajdował się kredens z trzema szerokimi szufladami. W takich miejscach zazwyczaj trzyma się ubrania. Na krześle za łóżkiem leżało zgrabnie ułożone ubranie, pod nim zaś czyste krasnoludzkie buty.
Postanowił więc ubrać się i wyjść rozejrzeć dookoła.
Lecz przede wszystkim nie wiedział gdzie jest i co go tutaj przytaszczyło.Wiedział, że będzie musiał odwdzięczyć sie za pomoc kimkolwiek tylko by nie było to stworzenie.
Leżał sobie zatem krasnolud dalej w miękkim łóżku, postanawiając co zrobi zaraz.
Nigdzie się raczej Durhamowi nie spieszyło, jednak pewna nutka ciekawości podpowiadała by czym prędzej zwlókł się z łóżka i rozejrzał po okolicy.
Wzrok bohatera przykuło niezauważone wcześniej okno, przy ścianie, do której przylegało lewym bokiem łóżko. Znajdywało się mniej więcej półtora metra od nóg krasnoluda, zatem zaledwie pół metra od końca łóżka.
Okno przesłaniały ciężkie czerwone kotary, ściśle przylegające do obramowania. Nie spozierało spod nich żadne światło, na dworze zapewne panowała noc.
Szrobrody stwierdził po chwili, że wokół panuje bardzo wysoka temperatura. Pościel mokra wręcz była od jego potu.
Szarobrody widząc całą ta sytuacje ze zdenerwowaniem wykrzykną "Co sie tu dzieje do jasnej cholery, gdzie ja jestem do huja wafla!!!!!!" po czym zwlókł sie z łózka i miał zamiar wreszcie założyć swoje ubranie.
Po czym zaczął szukać wzrokiem po całym pokoju swojego ekwipunku a w szczególności Topora.Zbliżając sie przy tym w stronę okna w ów pokoju.
Głośny i dość niespodziewany po uprzednim spokojnym zachowaniu Durhama, krzyk słyszalny był zapewne w całym domostwie. O ile nie było one gigantycznym pałacem.
W końcu bohater wygrzebał się z cienkiej, białej pościeli i zabrał za zamierzone ówcześnie ubranie się. Strój przypominał bohaterowi jego dawny strój, był jednak świeży, a wręcz zupełnie nowy. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie.
Gdy ubranie leżało już wygodnie na krasnoludzie, ten zaczął rozglądać się za toporem, którego jak na złość nigdzie nie było widać. Być może leżał w jednej z szuflad kredensu, było to jednak mało prawdopodobne. Do szafki nocnej nawet by się nie zmieścił, zatem tą ewentualność można było odrzucić.
Nie odnalazłszy wzrokiem swej broni, krasnolud dotarł w końcu do okna. Po rozsunięciu kotar, Durham ujrzał coś, co sprawiło, iż naszła go chęć na ponowny krzyk, podobny do poprzedniego.
Na zewnątrz ujrzał martwą, popękaną równinę. Brak drzew specjalnie bohaterowi nie przeszkadzał, jednak brak jakichkolwiek skał czy wzniesień był już nieco niepokojący. W oddali, na horyzoncie rosły jakieś strzeliste góry, z pewnością nie należały jednak do krasnoludów.
Na nocnym niebie wisiały obłoki, nijak nie przypominające zwykłych chmur. Przywodził raczej na myśl pożółkły pergamin.
Komoda nie wyróżniała się niczym specjalnym, ot zwykłe drewno. Leśnego elfa rodzaj drewna zapewne wprawił by w pewne zdziwienie, jednak dla krasnoluda była to po prostu zwykła komoda.
Gładko wysuwane szuflady kryły w sobie...bieliznę. Skarpety oraz gacie w krasnoludzkich rozmiarach wypełniały wszystkie trzy szuflady. Nie było wśród nich topora, ni chociażby sztyletu, co z pewnością zmartwiło Durhama.
Bohater najwyraźniej był bezbronny.
Nieznaczny powiew wiatru wpuścił do pomieszczenia zapach, przypominający zgniłe jaja. Siarka ?
Gdy już bohater skomentował swoją sytuację jak i zapachy, uwagę w końcu skierował na zamknięte drzwi. Na swoje szczęście zwykłe naciśnięcie klamki wystarczyło, by stanęły przed Durhamem otworem.
Wtedy to jego oczom ukazała się ściana. Ozdobiona ozdobną firanką przechodzącą wzdłuż, naprzeciwległa ściana szerokiego na półtora metra korytarza. Rozchodził się w obie strony i z obu kończył się rogiem, za którym mogło znajdować się coś więcej.
W korytarzu, po tej samej stronie znajdowały się jeszcze 2 pary drzwi. Pokój bohatera był umiejscowiony pomiędzy nimi.
Nim Durham zdołał zdecydować co dalej, zza rogu po prawej stronie wyszła ubrana w szatę czarną po stronie wewnętrznej i białą po zewnętrznej. Wielkie naramienne nakładki sprawiały dodatkowe wrażenie masywności i potęgi. Istota miała ciemno czerwoną skórę, białą brodę i długie włosy tego samego koloru. Przymocowany do pleców tkwił długi kostur.
Istota, wstrzymała dość szybki krok na widok bohatera. Twarz, przypominająca ludzką, wykrzywiła się w przyjaznym uśmiechu.
Po chwili zza rogu wyleciały dwie małe skrzydlate istoty, przypominały miniaturki demonów i nie wyglądały zbyt groźnie. Również przystanęły utrzymując się w powietrzu, nad ramionami humanoida. Ten zabrał głos jako pierwszy.
"Ach, mój okazik rozbudził się. Słychać go w całej posiadłości." słowa te wygłoszone we wspólnej mowie, brzmiały jak gdyby były skierowane do dziecka.
"Co do chuja?" wYkrzykną Durham na widok humaoida.
Po chwili dodał " Jaki okazik? Ja nie jestem zadnym przedmiotem! Oddaj mi mój topór i zobaczymy co potrafi twój okazik!" ze zdenerwowaniem dodał " A gdzie ja kurwa mac jestem że jebie tu zgnitym jajaem?"
Humanoid uśmiechnął się ciepło, po czym zbliżając się powolnym, spokojnym krokiem do Durhama, zaczął odpowiadać na zadane pytania:
"Ależ się nasz krasnalek obruszył. Proszę, nie gorączkuj się tak albowiem jesteś tu...gościem."
Imp nad prawym ramieniem istoty zakręcił w powietrzu fikołka.
"Toporu niestety oddać Ci nie mogę, gdyż nie wiem gdzie go zostawiłeś. Zapewne przy swoim poprzednio martwym ciele. Obecnie znajdujesz się już w Sorii, na ziemiach, które wy zwykliście zwać Królestwem Piekieł lub Terenem Gogów. Siarka oraz jej opary jest tu dość powszechna, zapewne dlatego czujesz zapach, który łaskaw byłeś nazwać zgniłym jajem."
Gog, gdyż najpewniej taka była rasa ów humanoida, odpowiadał na pytania Durhama z pewną dozą niezrozumiałej radości.
"Co ja tutaj w ogóle ma robić i jak mam wrócić do dawnego życia" Powiedział Krasnolud do Goga. Po czym dodał ze uczyni wszystko byle tylko mógł ponownie wrócić do swych przygód.
"Wrócić do dawnego życia ?" zdziwił się osobnik "Nigdy nie można wrócić do dawnego życia. Nawet najpotężniejsze czary nie potrafią cofać czasu. To co minęło już nie wróci, każdy krok oddala Cię od czego, a przybliża do czegoś nowego, innego."
Widząc po minie krasnoluda, że odpowiedź go nie usatysfakcjonowała dodał
"Nie wrócisz do dawnego życia. Teraz jesteś moim gościem i pogódź się z tym."
Wyraz jego twarzy stał się nagle znacznie bardziej surowy, głos zaś stanowczy. Imp prychnął na bohatera, jak gdyby grożąc mu czymś.
Durham czuł intencję Impa więc powiedział " Skoro tak to czy masz może dla mnie jakiś ekwipunek? A może nawet jakieś zadanie do wypełnienia? Zrobię co sie da! "
Po czym powiedział w duchu " Może będzie to sposób aby wyrwać się stąd! "
Imp bynajmniej się nie odzywał. Stroił miny, wykonywał dziwaczne powietrzne akrobacje nad ramieniem swego pana, nie miał jednak zamiaru odpowiadać Durhamowi.
Zrobił to gog.
"Ekwipunek ? Chyba się nie rozumiemy drogi krasnoludzie. Jesteś moim gościem, udzieliłem ci schronienia, pokoju, udzielę także pożywienia i wszystkiego czego dusza może zapragnąć. Poza wolnością. Nie jesteś tutaj by mi służyć, czy wykonywać powierzone zadania, jesteś tu bo ja tego chcę i tutaj też zostaniesz."
Durham ze wściekłością w duszy i spokojem w mowie odparł "To chciałbym odwdzięczyć ci się jakoś za pomoc, pożywienie i schronienie?" W głowie bohatera kotłowła się myśl jak zniszczyć teo małego osobnika obok goga.
Gog zaśmiał się nonszalancko, zaś imp nad jego ramieniem jakby wystraszony reakcją swego pana, odleciał do ściany po prawej stronie.
"Nie masz po co mi się odwdzięczać, wystarczy mi, że będziesz mym gościem. Zresztą, nie widzę w jaki sposób mógłbyś mi się odwdzięczyć. Chyba, że masz jakąś interesującą propozycję..." ostatnie słowa wypowiedział dziwnym tonem, jak gdyby sugerował coś...coś co krasnoludowi raczej by się nie spodobało. Jakby na potwierdzenie tych słów, zmierzył go przenikliwym wzrokiem od stóp po czubek głowy.
"Jeśli jednak już pogodziłeś się z zaistniałą sytuację, chciałbym ujrzeć cię w sali jadalnej za kwadrans. Salę ową znajdziesz na samym końcu korytarza, z którego przyszedłem i w którym zaraz zniknę. Do tego czasu radzę powstrzymywać ciekawość i nie szwendać się zbytnio po mej posiadłości, można się bowiem natknąć na coś...nieprzyjemnego."
" Nieprzyjemnego " Powtórzył z uśmiechem Durham po czym udał sie w kierunku owego pokoju zastanawiając sie o co dokładnie chodziło gogowi wypowiadając te słowa.
'Gospodarz' również ruszył z powrotem korytarzem, zapewne kierując swe kroki do jadalni. Tego jednak bohater już nie ujrzał, skupił się bowiem na dotarciu do swego pokoju, choć określenie 'swego' mogło być tu lekkim nadużyciem. Pokój ewidentnie do krasnoluda nie należał, choć to w nim się obudził i jak na razie nikt mu go odebrać nie zamierzał. Durham mógł zatem uznać go, póki co, za własny.
Co prawda z chęcią oddałby tą 'własność' za znalezienie się na bruku jakiegokolwiek krasnoludzkiego miasta.
Gdzie on do cholery był ? To pytanie zadawał sobie już od pewnego czasu. Właściwie zadawał je sobie od śmierci. Najpierw jakiś popieprzony gadający las, teraz posiadłość jakiegoś najwyraźniej jeszcze bardziej popieprzonego goga. Pomyśleć, że jeszcze niedawno siedział w karczmie, jeszcze niedawno ruszył z innym krasnoludem na spotkanie przygodzie. Jeszcze niedawno ostrze topora wbiło się w niego niczym w pień drzewa...
Cóż, chyba powinien dziękować losowi, że miast do tego miejsca, nie trafił do piekła. Tam ponoć trafiały wszystkie dusze, którymi nie chciał zaopiekować się żaden bóg.
A może to właśnie było piekło ? chociaż w piekle chyba nie miałby luksusowego pokoiku.
Po niedługiej chwili dotarł bohater z powrotem do miejsca, z którego rozpoczął swe wewnątrz-posiadłościowe wędrówki. Miał jeszcze kilka minut do wyjścia. O ile zamierzał do jadalnej sali się wybrać.
I o ile nie zamierzał się spóźnić.
Durham przed wyjściem do jadalni postanowił jednak przeszukać calusieńki pokój w poszukiwaniu czegoś naprawdę przydatnego.
W trakcie przeczesywania pokoju myślał sobie jak zrobić dobre wrażenie na tym pieprzonym gogu. Pomyślał również że skoro on tutaj jest to i może inni Kraśni luzie mogą tez być. więc postanowił porzucić poszukiwania i natychmiast udał sie w kierunku owej jadalni.
postanowił że jeśli spotka jakiegoś członka swojej rasy natychmiast zacznie namawiać go do działań które mogły by doprowadzić do tego że znajdą się gdzieś w okolicach górskich miast i powrócą jako zwykli poszukiwacze przygód.
Pokój przeszukiwany już uprzednio i teraz nie zaskoczył bohatera niczym nowym. Durham zresztą nawet poszukiwań nie zakończył, gdyż po około dwóch minutach zdecydował się ruszyć do jadalni.
Wyszedł toteż bohater z pokoju swego i ruszył korytarzem w prawą stronę. Za rogiem skręcił w lewo, tak jak uprzednio zrobił to gog. Ta czynność sprawiła, iż oczom bohatera ukazała się dalsza część korytarza.
Tym razem był on dwukrotnie dłuższy, zawierał dwie pary drzwi po stronie lewej i trzy pary po stronie prawej. Żadne z nich nie wyróżniały się niczym szczególnym. Co więcej wyglądały dokładnie tak jak drzwi od pokoju Durhama.
Korytarz kończył się natomiast istnymi wrotami. Wielkie, zdobione złotem, srebrem i klejnotami drzwi o dwóch skrzydłach, zajmujące całą przestrzeń od sklepienia po podłogę. Były zamknięte, coś jednak podpowiadało bohaterowi, że od ich otwarcia dzieli bohatera jedynie naciśnięcie jednej z dwóch, poskręcanych w finezyjne kształty klamek.
Od spotkania z gogiem nie minęło więcej jak pięć minut.
Durham wiedział ze za tymi drzwiami znajduje sie jadalnia więc pośpiesznym krokiem udał się do drzwi i nacisną klamkę. Miał bowiem nadzieje że jego wcześniejsze przypuszczenia będą słuszne i znajdzie sojuszników do ucieczki.
Głód przeszkadzał w 100% wykorzystaniu świadomości bohatera więc marzył o jego ulubionej potrawie (golonka) oraz o beczułce zimnego piwa po skonsumowaniu dania.
Szarobrody zaraz po wejściu do jadalni bacznie rozglądał się dookoła by niczego nie przegapić.
Drzwi otworzyły się bez najmniejszego oporu czy skrzypnięcia. Przynajmniej jedno ze skrzydeł, Durham bowiem otwierać na oścież drugiego nie musiał.
Jadalnia, jak trafnie przypuszczał bohater, odsłoniła się w całej okazałości. Było zaś co odsłaniać.
Sala wybudowana na planie koła o średnicy około około 20 metrów i sklepieniu zbudowanym na planie sfery, którego najniższe punkty, przy ścianach, znajdowały się na wysokości trzech metrów, zaś najwyższy, na środku, na około 10 metrach.
Na ścianach można było dostrzec kilka ciekawych malowideł, zaś sklepienie ozdobiono płaskorzeźbami oraz czterema wyrastającymi z otaczającego całość parapetu, rzeźbami. Te, niczym strażnicy jadalni, przedstawiali cztery podobne, jednakże różne od siebie stworzenia. Wszystkie miały skrzydła niczym nietoperze, wszystkie paszcze, których łatwo można się przelęknąć. Bohater znał dobre określenie na owe istoty. Gargulce. Czym zaś się różniły ? Jedynie postawami. Każdy stał na parapecie w inny sposób, inaczej również trzymał ręce. Każdy jednak patrzył w jeden punkt. Tym zaś był środek pomieszczenia.
To właśnie tam stał wielki, liczący zapewne 10 metrów długości i 2 szerokości stół, suto zastawiony najróżniejszym jadłem i napitkami.
Wokół stołu stało 11 krzeseł, z czego jedno, największe przy węższej krawędzi stołu. Łatwo zgadnąć do kogo owe krzesło miało należeć.
Oprócz drzwi, które raczył otworzyć bohater, znajdowały się w sali jeszcze trzy pary identycznych. Każde symetrycznie rozłożone niczym na cztery strony świata.
Ostatnim lecz najważniejszym szczegółem w sali był gog. Stał za swoim krzesłem spoglądając z aprobatą na stół, nad którym latały jego oba impy, co raz to coś przestawiając lub poprawiając.
Gog najwyraźniej wyczuł, lub usłyszał Durhama, odwrócił się bowiem gwałtownie w jego kierunku. Mina z aprobaty, natychmiast zmieniła się na wrogą i zdenerwowaną. Bohater najwyraźniej czymś rozgniewał swego gospodarza.
"O japierdole" pomyślał Durcham po czym rzekł do Goga " Czy przewidziane jest gdzieś tutaj dla mnie miejsce?" po czym odruchowo udał się w kierunku stołu.
Z podziwem rozglądał się i z niedowierzaniem rzekł " Czy ja śnię? Czy jestem w niebie? To wszystko jest piękne."
gdy w trakcie rozglądania zobaczył minę Goga przestraszył się i bez odzewu udał sie w jego kierunku by nie rozzłościć gospodarza.
Impy stanęły w miejscu, przyglądając się przemierzającemu salę bohaterowi. Każdy krok Durhama, wydawał się rozbrzmiewać echem po jadalni, w której zapadła nagle grobowa cisza. Atmosfera stała się nagle dziwnie napięta.
W końcu ciszę przerwał pełen gniewu głos goga.
"Czy wiesz Durhamie co oznacza słowo kwadrans !?"
Zadziwiające jak rajski sen, mógł się w mgnieniu oka zmienić w prawdziwy koszmar. Gospodarz zaś wyglądał tak, jak gdyby owy koszmar mógł w każdej chwili rozpętać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum