Coraz bardziej ciekawiły go słowa człowieka. Coraz mniej natomiast rozumiał czego od niego chciał. Może... może jednak nie miał zamiaru go wykorzystać, a jedynie zbierał informacje na temat dusz dostających się do tego planu? "Naukowiec jakiś, pieprzony" pomyślał pociągając piwo z kufla. Kolejne przyjacielskie gesty, toast. Czyżby Josh chciał zatrzeć wrażenie po niekontrolowanym przekazaniu swoich myśli? Tak, o ile rzeczywiście były jego, nie były one zbyt przyjacielskie.
- Opowiedzieć coś o sobie... - elf zamyślił się nieco, zastanawiając się, czy opowiedzieć nieznajomemu prawdę o swoim życiu. W końcu stwierdził, że przecież i tak jest martwy, więc kontynuował - cóż, moja historia nie jest z tych najciekawszych, najstraszniejszych bądź naj-jakichś-tam-jeszcze. Niemal całe swoje życie spędziłem w Puszczy Wiecznej Nocy. Zapewne choć słyszałeś jak tam jest, więc nie będę szczególnie się nad tym rozwodzić. Wystarczy, że napomknę, iż nie miałem łatwego życia. W końcu postanowiłem zwiedzić trochę świat. W pierwszym ludzkim mieście do którego trafiłem zostałem pozbawiony mego... towarzysza podróży, został zasztyletowany po pijaku przez bandę leśnych pedałów. Tułałem się potem między mieścinami szukając zarobku. Próbowałem przeżyć.
Kaeril zrobił przerwę by napić się piwa. Zapanowała nad nim lekka nostalgia, przypomniał sobie śmierć jedynego, prawdziwego czy nie, przyjaciela, poszukiwania zarobku, a w końcu ostatnie wydarzenia z jego życia. Westchnął ciężko i wziął kolejny łyk złocistego płynu, przygotowując się do dalszego podjęcia opowieści.
- Później już było tylko gorzej. W pewnej karczmie natknąłem się na jakąś kobietę, magiczkę, członkini bractwa... jakiegoś tam, w sumie chyba nie ważne. Wysłała mnie na dość specyficzną misję. Miałem wykraść jakąś misę wiatrów czy inny talerz z pewnego miasta przy granicy Puszczy Wiecznej Nocy i lasu leśnych elfów. Obiecała mi za to grubą kasę, sama zaliczka zresztą była spora, więc bez pomyślunku zgodziłem się na to - łyk piwa, krótka przerwa, duży łyk. - No i wyruszyłem. Już pierwszego dnia wędrówki wpadłem na ogromne obozowisko orków. Nie udało mi się podkraść zbyt blisko, od razu mnie usłyszeli. Dwie rozwścieczone góry zielonego mięsa rzuciły się na mnie i po paru sekundach było po wszystkim - elf zrobił przerwę, mając nadzieję na pytanie typu "umarłeś?". W ten sposób mógłby się dowiedzieć, czy człowiek wie coś o jego historii, lub czegokolwiek innego przydatnego. Nie zwlekał jednak zbyt długo z kontynuacją, by nie stracić wątku opowieści. - Obudziłem się potem cały sparaliżowany, z utraconą pamięcią w jakimś szałasie. Gościła mnie tam pewna drowka, która dziwnym zbiegiem okoliczności uciekła ze swego miasta, bowiem ojciec chciał ją zrobić magiem z powodu jakiejś misy. Misy, tak właśnie. W czasie pobytu tam wracały do mnie różne wspomnienia, między innymi o owym naczyniu. Właśnie postanowiłem podróż po ową misę, w celu odzyskania pamięci, bowiem sprawność motoryczną już jako tako odzyskałem, aż tu nagle "pyk" i zaczynam odpływać ze swojego ciała. Gdybym tylko wiedział, że odzyskanie pamięci będzie takie proste, wystarczy się zabić - zaśmiał się bezgłośnie i wziął kolejny potężny łyk piwa. Że też jeszcze mu się ten napój nie znudził... Rozsiadł się jeszcze wygodniej na ławie, o ile było to możliwe, i oddał głos towarzyszowi.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-28, 22:06
Nadszedł czas długiego monologu wygłaszanego przez drowa. Przerywany wysysaniem piwa z nieskończonego kufla, oraz zwiększającymi nastrój i napięcie pauzami. Opowiadał wszystko co wydarzyło go od porzucenia nudnego życia w pełnym niebezpieczeństw drowim mieście. A spotkało go niemało. Sama napaść dwóch orków była godna stworzenia długiej, parominutowej opowiastki. Josh przysłuchiwał się uważnie ze ślepym wzrokiem wędrującym gdzieś nad głową Kaerila. Nie miał on jednak wrażenia, że jest ignorowany. Każde słowo wypowiadane przez niego było przyjmowane, potwierdzane co parę zdań kiwnięciem głowy, lub urywkowym spojrzeniem. Opowieść ciągnęła się przez parę, może paręnaście minut, więc kolejne drwa wypalały się w ogniu, a harfa zmieniła melodię na ponurą i mroczną, odpowiadającą ciężkiemu klimatowi wspomnień drowa. Muzyka brzmiała, ogień płonął, piwo ciągle znajdowało się w kuflach.
Opowieść się skończyła.
Josh westchnął, jakby oczekiwał trochę więcej, jednak nie dał po sobie poznać niczego innego. Wstał, przystawiając kufel do ust i pijąc jeszcze trochę złotego płynu. Wszystko powtórzyło się, dorzucanie drew, zmiana melodii harfy. J'Yshima usiadł naprzeciwko drowa znów rozpierając się na krześle.
- Interesujące. Zaiste. - powiedział, lekko zabawnym tonem. - Jednym z ciekawych momentów jest Twoja karczemna rozmowa. Pamiętasz tę kobietę? To, co Ci mówiła?
W okna ciągle uderzał śnieg, wiatr dzwonił za szybami. Rozmowa trwała.
Drow jakiś czas nie odpowiadał na pytanie człowieka, patrzył się natomiast w ogień wesoło huczący w kominku. Przez krótki moment podczas opowieści zapomniał, iż jest martwy. Dopóki nie powiedział o swej śmierci. Tak, iluzja stworzona przez Josha, mimo, iż niedoskonała, spełniała swe zadanie na całej linii. To, że człowiek zdawał się być rozbawiony, gdy usłyszał o tym jak elf umarł nie było dziwne. Zapewne gdyby Kaeril spotkał kogoś takiego wyśmiał by go okrutnie. Dlatego drow raczej się tym nie przejął. Oderwał w końcu oczy od polan pożeranych przez ogień i skupił się na tym, by odpowiedzieć na zadane pytanie.
- Cóż ona mi powiedziała? - zapytał, jakby chciał się upewnić, czy dobrze usłyszał. - Tyle, ile potrzebowałem usłyszeć, by wykonać misję. Gdzie była misa, jak tam dotrzeć i jak wezwać ją po zdobyciu naczynia. Wszystko. Chyba nawet nie podała mi swojego imienia...
Drow znów zamyślił się, patrząc na kominek. Poczuł się bardzo zmęczony, jakby stary, wiekowy. Jakby chciało mu się spać, lecz z drugiej strony nie czuł potrzeby odnowienia sił. Milcząc czekał na kolejne słowa człowieka.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-29, 20:14
Wypowiedź drowa skończyła się szybko. J'Yshima czekał jeszcze chwilę, jakby miał nadzieję usłyszeć coś więcej. Przez jego twarz znów przewędrował lekko zauważalny grymas niezadowolenia. Najwidoczniej nie miał zbyt dobrze opanowanej umiejętności blefu. Uniósł do ust kufel, jakby oczekiwał, że płyn w końcu zacznie działać na jego psychikę i będzie mógł się bardziej wyluzować. Im dłużej Kaeril spędzał czas z owym tajemniczym człowiekiem, tym bardziej zauważał jego zwykłość. Na gładkim czole pojawiły się lekkie zmarszczki, wywołane raczej mimikom, niż nagłym postarzeniem się, jego oczy coraz częściej zerkały na boki, twarz wyrażała głębokie skupienie nad tym, co działo się wkoło. Kaeril zrozumiał w końcu. Josh się bał. Dotarcie do tego wniosku zajęło drowowi tak dużo czasu, gdyż jako postać iście mało inteligentna, nie zwracał uwagi na takie szczegóły. Zyskał kartę przetargową. Tylko co z nią mógł zrobić?
- Powracając do tematu. - Powiedział po chwili, uchylając kufla jeszcze trochę. - Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, co stanie się z Tobą po śmierci?
Mówił coraz ciszej. Ukazał, że wracała do niego pewność siebie, powracał na pole tematów, które były jego mocną stroną i na których się znał.
Rozmowa trwała.
Niezadowolenie. Josh wciąż nie dostał od elfa tego, czego chciał. Czyżby spodziewał się, że zadając coraz to różne pytania, związane ze śmiercią drowa, w końcu dowie się tego, czego potrzebuje? Czy specjalnie zadaje je niby niesprecyzowane, o ogólnym temacie życia i śmierci Kaerila, by ten nie zwęszył podstępu? A może po prostu sam nie wie czego szuka i miota się w pytaniach z nadzieją, że w końcu dowie się czegoś ciekawego? Tak, to musi być to. Przecież gdyby miał opracowany plan dowiedzenia się konkretnej rzeczy nie byłby niezadowolony po usłyszeniu opowieści. Gdyby słyszał, że schodzi ona na złe tory, w którejś z przerw nie czekałby na dokończenie, a zadał kolejne pytanie. Natomiast gdy szła w dobrym kierunku, wystarczyło zwykłe "kontynuuj" lub "możesz mi opowiedzieć co było dalej?". Elf wciąż jednak nie był pewien, więc starał nie stawiać się już po stronie żadnego z rozwiązań. A może pojawi się trzecie, czwarte, pięćdziesiąte piąte?
Strach. Czymże przestraszony mógłby być człowiek wędrujący swobodnie między planami zaświatów? Ten, który zapanował nad wyglądem planu przejścia elfa. Ten, który miał być jego przewodnikiem? Czyżby bał się, że nie uzyska od drowa żadnej wartościowej wiadomości? Może obawia się, że Kaeril nie wiedział jednak tego, co chciał wiedzieć Josh?
Nie.
Bo cóż to by znaczyło, zmarnować kawałek wieczności, by przetrząsnąć pamięć kolejnej duszy, gdy za chwilę można przejść do następnej? Nie znaczyło to nic, nie w miejscu, gdzie czas nie ma znaczenia. Czego mógł więc się bać człowiek? Być może te informacje miały być nie tyle mu potrzebne do jakichś badań, a niezbędne, by jego istnienie przetrwało? Może ktoś mu dał ostatnią szansę - jakiś szef, demon, z którym paktował, albo inny wielki mistrz - "jeśli następna dusza, którą przepytasz, nie będzie miała nic ciekawego do powiedzenia..." i tu seria niesamowitych tortur. Tak, to mogło być dobre wyjaśnienie. Na razie jednak nie mógł być znów niczego pewien. Musiał się więcej dowiedzieć, przetrzymać gościa. Przedstawienie ledwie się zaczęło, aktorzy dopiero uczą się swych ról. Rozmowa musi trwać.
- Czy myślałem o śmierci? - elf pociągnął rytualny łyk z kufla. - Cóż, szczerze mówiąc - nie. Starałem się raczej utrzymać przy życiu, co, jak widać, chyba marnie mi wyszło - zaśmiał się serdecznie, jednak nie z tego co powiedział, a z tego, że odpowiedź nie była raczej satysfakcjonująca. Znów krótka wypowiedź, mało konkretów, cisza, by wymusić kolejne pytanie. I kolejne reakcje. Czas przejąć grę w swoje ręce.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-01, 22:21
J'Yshima zajął się sobą, nie wypowiadając ani jednego słowa. Kaeril czekał, mając w dłoniach kufel. Złoty płyn nie opadł w nim ani o centymetr. Drow wiedział, że wypił ładnych parę litrów, ale nie czuł w sobie przymusu pójścia do wychodka, ani żadnych zawirowań w głowie. Płyn po prostu zostawiał swój smak na języku elfa i znikał. Czegóż więcej oczekiwać po piwie? Mogło być trochę zimniejsze. Nie było przynajmniej breją, jaką były pierwsze piwa tworzone w zamierzchłych czasach.
Rozmówca zupełnie przestał interesować się jego osobą. Na razie. Josh patrzył na swoje złożone dłonie, znajdujące się na stole przed nim. Oddychał bardzo spokojnie, o czym świadczyły powolne ruchy klatki piersiowej. Dziwny człowiek.
- Zacznijmy więc powoli zmierzać do sedna. Każda dusza ma swoją odporność. Owa odporność świadczy o tym, do którego plany dotrze po torturach. Odporność ta świadczy też o czymś innym - Powiedział po długim czasie. Zrobił krótką pauzę, która miała imitować zwiększanie napięcia, chociaż nie zabrzmiało to zbyt zachęcająco. - Od wieków ludzie giną. To chyba naturalna kolej rzeczy. Najpierw się rodzimy, następnie przeżywamy swoje życie i umieramy. Każdy, nawet elf trafi w końcu na przeciwnika, którego nie zdoła pokonać. Umarło wiele ludzi. Nie da się powiedzieć ani wymyślić liczby, która by to opisała. - Rozwarł ręce w niemym geście. Jego oczy przewiercały się w czaszkę Kaerila. - Nie uważasz, że zaświaty byłyby przeludnione?
Człowiek zaczął już prowadzić rozmowę mniej udolnie. Powtarzał już się, pytał o to, o czym wcześniej już mówił. Może miał nadzieję, że elf już zapomniał, albo, że powtórzenie odblokuje mu w umyśle jakąś myśl? Wciąż jednak nie wyglądało na to, że nie dostał tego, czego chciał. "Zacznijmy więc powoli zmierzać do sedna". Poniechał więc próby delikatnego nakierowania, zaczął pytać o konkretniejsze rzeczy. Tylko o co mu do cholery chodzi?
- Wspominałeś już przecież - Kaeril rzekł spokojnym głosem, jakby tłumacząc coś dziecku - że nie wszystkie dusze docierają do tego planu, albo i że niewiele. To już zmniejsza ich liczbę. A potem jeszcze, po dostaniu się do któregoś z tych planów - boskiego, demonicznego i tak dalej - tam albo nie przetrwają wieczności, mówi się trudno, albo wracają na ziemię. Chyba, że... - elf przerwał na kolejną porcję piwa. Zdziwiło go, że wciąż nie znudził mu się złoty płyn, lecz wyrzucił od razu tę myśl, by skupić się na rozmowie z człowiekiem - jeżeli czas tu nie płynie, stoi w miejscu i do jednego momentu trafiają wszystkie dusze zmarłych stworzeń... - drow zamyślił się chwilę. "Kurwa, znowu zacząłem chyba działać po jego myśli" przemknęło mu przez myśl, lecz zaraz skupił się na dalszej odpowiedzi na pytanie. Miał wciąż wrażenie, że ta rozmowa może mu jakoś pomóc - do tego miejsca musi w takim razie trafiać bardzo mało dusz... Do czego zmierzasz?
Czyżby dusza Kaerila była w jakiś sposób wyjątkowa? Czyżby człowiek chciał to jakoś wykorzystać? A może chciał sprawdzić od czego zależy odporność duszy? Czy dlatego pytał o jego życie?
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-04, 23:09
J'Yshima Spokojnie wysłuchał to, co drow mówił, jakby przypominając, co tamten mówił. Wyrazy zadowolenia i zniecierpliwienia mieszały się ze sobą, gdy długi wywód Kaerila przechodził przez różne fazy. Monolog skończył się w końcu. Drow mówił bardzo mądrze, wyciągając bardzo dobre wnioski nie pasujące w ogóle do ilorazu jego inteligencji, jednakże wypowiedział słowa, mimo, że nie zdawał sobie sprawy z ich błyskotliwości. Harfa przestała grać, Josh wstał od stołu i wrzucił ją do kominka, w którym znów zaczęły wznosić się płomienie. Odwrócił twarz w stronę elfa i spojrzał na niego spokojnym wzrokiem. Ich spojrzenia spotkały się i czas jakby się zatrzymał. W oczach człowieka dojrzeć można było wielką mądrość. Miały niebieski odcień, można było zagłębiać się w nich jak w morzu, odkrywając nowe przebłyski osobowości. Przez to jedno spojrzenie Kaeril czuł się jakby poznał dziesięć różnych osób, o różnych charakterach. Wszystko przez oczy, które zdradzały różnorodność jego osobowości. Czas stał w miejscu. W wieczności nie minęła ani sekunda. Nie mijał żaden czas. Czy jakkolwiek można było go zmierzyć? Było to pojęcie abstrakcyjne, a abstrakcyjność tego miejsca jeszcze bardziej to potęgowało.
Czas kończyć Usłyszał w swojej głowie.
Mrugnął. Zaklęcie prysnęło.
Wszystko zniknęło. Karczma zmieniła się w szarość, przechodzącą w biel, oślepiając Drowa na parę sekund. Sylwetka po środku pola jego widzenia, zdradzała, iż jego rozmówca nie poruszył się.
Oczy. Oczy zawierające w sobie wiele osobowości. Jakby wszystkie i zarazem żadne. Tak pełne a jednocześnie puste i odległe. Jak oko, z którego Josh wyszedł. Mógł być kim chciał, zależnie od sytuacji i potrzeb. Mógł być każdym. Ale kim był każdy z osobna? Skąd wzięły się te wszystkie osobowości?
"Czas kończyć." Kolejna porcja oślepiającej bieli rozzłościła drowa. Czas zdający się płynąć w nieskończoności tylko potęgował uczucie bezradności. "Spierrrdalaj!" tłukło się po głowie elfa, jednak nie był w stanie ruszyć się ani trochę. Strach? Niezdecydowanie? Elf na pewno nie wiedział co robić, toteż nie robił nic. Sztuka czekania tym razem wydawała się niewystarczająca, bowiem coś zaczęło się dziać, i on powinien chyba jakoś zareagować. W końcu wstał, co uznał za odruchowe, i wyciągnął ręce przed siebie w obronnym geście. Mrugając intensywnie starał się przywrócić jak najszybciej wzrok, by być w stanie zareagować na... cokolwiek. Człowiek wydawał się zdobyć to, czego potrzebował. Bądź właśnie postanowił wyciągnąć to innymi metodami. Przejęcie gry drowowi zdecydowanie nie wyszło.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-13, 20:21
Jasność zanikała. Biel otaczała go ciągle, jednak jego oczy powoli, bardzo powoli wracały do normalności. Widział ciemne kształty, poruszającą się czarną postać, okrążającą go bardzo szybko. Nie był pewny, ale raczej na pewno był to J'Yshima. Nic nie mówił, tylko kroczył wkoło cicho. Rozmazane kształty przybierały ciągle kształty rozmazanych kształtów i, o dziwo, były rozmazane! Oczy drowa nie znosiły światła, przez co musiały wrócić do siebie po takim szoku. Trwało to chwilę zanim Kaeril mógł zrobić cokolwiek, co wykraczałoby poza rozłożenie obronnie rąk. Siedział na krześle, tak jak podczas rozbłysku światła. Stół. Znów ten cholerny stół bez nóg, okrągły, z dziwnymi piktogramami na sobie. Widział tylko ciemne rozmazane cienie na jego powierzchni. Co przedstawiały? Chmura planów rozpościerała się wkoło, przedstawiając całą gamę demoniczno-boskich kolorów. Spróbował odepchnąć się od niego, mimowolnie z nienawiści do przeklętego przedmiotu. Okazało się jednak, że nie mógł ruszyć się z wyznaczonego mu miejsca, krzesło jakby było przytwierdzone do podłoża, a on sam nie mógł się od niego oderwać, chociażby podnosząc tyłek na centymetr. Postać krążąca wokół stołu zwolniła i stanęła naprzeciwko niego. Cała ciemna, jakby zakapturzona. Widział tylko błysk oczu pośrodku ciemnej plamy.
Wzrok powracał, jednak biel została. Znów ta biel, znienawidzona, ohydna. Mimo wszystko przyjęta ze swoistą ulgą. Gorzej jednak elf zareagował na otaczające go światy i postać, krążąca wokół stołu. Co Josh chciał zrobić, co planował, czego chciał? Tego Kaeril wymyślić wciąż nie mógł, trwając tak. Wszystko dziejące się tak powoli, a jednocześnie szybko. W czasie nieokreślonym i niemożliwym do zmierzenia, bowiem była to wieczność. Mimo przyzwyczajenia do takiego stanu elf znów nie wiedział co robić. Poczuł się nieswojo, i mimo nieudanych prób wciąż z całych sił próbował oderwać się od krzesła, odepchnąć stół, zrobić cokolwiek.
Bezradność - tak można było opisać teraz stan Kaerila. Nie wiedział co się dzieje, nie wiedział po co. Po raz kolejny zawiódł rozszyfrowując motywy J'Yshimy. Może nie przewidział jedynie dalszych kroków podejmowanych przez człowieka, nie ważne. Ważne było to, że myślenie drowa zawiodło. Było to przyczyną jego głupoty, czy też ten świat jest na tyle inny, że zrozumienie jego jest możliwe tylko mimowolnie, po pełnej integracji z zaświatami?
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-05-05, 20:32
Zmiany. Szybkie, krótkie, nagłe. Wszystko wpływało do umysłu Elfa by za chwilę z niego wylecieć, pozostawiając jedynie smużkę wspomnienia po tym, jak się czuł. Przed nim stała ciemna sylwetka, która przed chwilą była zwykłym człowiekiem, rozmówcą. Teraz przedstawiała sobą potęgę, barki rozszerzyły się, przysłaniając lekko dobiegające zewsząd światło, co skutkowało jedynie mniejszym polem widzenia Kaerila, który stracił z oszu prawie zupełnie plany krążące wokój niego. Oko z którego wyszedł mężczyzna ciągle górowało nad nimi, wskazywane przez wierzchołek trójkąta wyrzeźbiongo w stole. Atmosfera gęstniała z sekundy na sekundę, mimo, że czas tu nie istniał. Kaeril przygtowywał się na nadchodzące... coś.
Nie wydarzyło się nic.
W świecie rzeczywistym byłoby słychać wiatr, szelest liści przybiegałby do ich uszu, niesiony powietrzem, promienie zachodzącego słońca ogrzewałyby lekko ich twarz, nie raniąc czułych oczu. Było by tak. Pod ich stopami znajdowałaby się ziemia, twarda, piaszczysta. Na nich leżałoby ubranie, materialne, wygodne, nie zwykła biała kiecka, jak z klasztornych sal. Tak możnaby sobie wyobrazić taką rozmowę. Tak wyglądałaby w ludzkim imperium.
Ale nie wydarzyło się nic. Cisza piszczała w uszach drowa, nie słyszał swojego oddechu, nie słyszał bicia serca, nie słyszał szumu liści. Nie był w imperium.
Był duchem. Nie mógł się ruszać, nie mógł chodzić, mógł tylko mówić. Rozmowa w tym planie nie polegała na wydawaniu z siebie odgłosów.
Światło świeciło zewsząd, nie pozwalając mu widzieć wyraźnie. Miał przed sobą jedynie rozyty kształt, w którym poznawał swojego rozmówcę, uczy wybijały się z czerni ponurym blaskiem. Nic się nie wydarzyło.
Piekło... Zaświaty. Są wybredne. Zabrzmiało w jego głowie.
Kaeril zgłupiał by, zwariował, na jego psychice odbił by się znak zmieniający go nie do poznania i bez powrotu. W takim świecie nie dało się zwyczajnie egzystować, to co się wydarzało nie było jak inne zdarzenia - do przeminięcia, zapomnienia lub nie. Ale przecież tu nic nie przemijało, bo nie było czasu. To też nie było by do pojęcia przez żaden umysł. Ilość informacji przyjmowanych w jednej chwili, bądź w całej wieczności, zniszczyła by każdy mózg, zmieniła w gąbkę, spaliła, przeżuła i wypluła.
Ale elf nie miał mózgu, był duchem. Czy miał umysł? Nie wiedział, ale to go nie interesowało. Czy to było wynikiem braku umysłu, nic go nie interesowało? Raczej miał w takim razie, bowiem interesował go człowi... rozmówca... kształt przed nim. Ale nie miał mózgu, więc nie miał emocji. Wszystko to miało sens. Ale myślał, jak myśleć bez mózgu? I jaki to ma sens?
Chuj.
Myśli, narzucone mu czy nie, o rzeczywistym świecie, także nie wywołały w nim emocji. Bo on nie miał emocji. Już nie miał, czy jeszcze nie miał. Czy miał wcześniej w tym świecie, nie wiedział. Bo wiedział co jest tu i teraz, nie miał pojęcia zresztą kiedy jest teraz, kiedy później, a wcześniej to już w ogóle. Poczucie czasu całkowicie go opuściło, bo po wieczności ciężko zapamiętać to wszystko. Po śmierci w sumie też. Bo przecież był w zaświatach, więc raczej umarł, prawda? Cóż, to chyba nie było ważne.
Chyba całą wieczność zajęło mu odnalezienie się we własnych chaotycznie płynących myślach. W końcu był debilem, te myśli były zbyt skomplikowane dla niego. Ale miał czas na myślenie. Dużo. Albo wcale. Dzielić przez zero ponoć nie wolno, ale przecież Kaeril nigdy nie uczył się matematyki.
"Ale jak, co?" drow znów przypomniał sobie o głosie w jego głowie. Głowie? Miał głowę?
"Głos, głos!!"
- Wybredne? - wymamrotał, a przynajmniej tak mu się wydawało. Skupił już całą swoją uwagę na kształcie przed nim. Nie był pewien istnienia kształtu, stołu, "oka" czy w ogóle wszystkiego co go otaczało, czyli właściwie niczego, odkąd wizualizacja zaświatów zniknęła. Ale musiał umiejscowić sobie jakoś swego rozmówcę. Bo przecież umysł dalej miał jak najbardziej z materialnego świata. Chyba. O ile miał umysł.
"Yyy... a może... owc... lam... wybredne, tak...?"
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-09-16, 12:52
Kaeril nie do końca panował nad sytuacją. Ba! nie wiedział w ogóle co się wokół niego dzieje, a mógł jedynie patrzeć. Ciężkie tematy wpadły do jego głowy właśnie w tym momencie. Było to z jego własnej woli, czy też jego rozmówca tak wpływał na myśli? Wiedział, że jego umiejętności panowania nad otaczającym go światem były dosyć wysoce rozwinięte.
Czy miał głowę?
Czy miał mózg?
Dziwne pytania. Dziwne myśli kłębiły się w jego głowie. Nie panował nad sytuacją. Nawet w najmniejszym stopniu. Wszystko wypadło spod jego kontroli... od kiedy... Został prawie zabity przez te zielone góry mięcha. Nie panował od tamtej pory nad niczym. Najpierw krótka niewola u tej drowiej kobiety, a następnie szybka śmierć i tortury. niekończące się tortury w nieskończonej przestrzeni niebytu.
Wybredne?
Wybredne. rzekł potakująco jego rozmówca. Chociaż słowo "rzekł" mijało się trochę z prawdą, ponieważ słowa jakby zmaterializowały się w jego głowie, a podświadomie wiedział o tonie z jakimi zostały "wypowiedziane".
Czym różnisz się od dusz, które tu nie trafiły? Rzucił pytanie w eter i kontynuował swój rozpoczynający się wywód.
Kiedyś rozmawiałem z pewnym bardem w Esendii... rozmawialiśmy o podmiotach jego pieśni, o walecznych bohaterach, pięknych księżniczkach i tym podobnych. Czym według niego różni się bohater od zwykłego śmiertelnika, zapytałem. Długo zastanawiał się nad odpowiedzią. Nie spodziewałem się jednak, że z jego ust wydobędzie się tylko jedno słowo.
W tym miejscu zrobił klimatyczną pauzę, nadając całemu monologowi nutki tajemniczości.
serce. I nie chodzi tu o narząd chroniony żebrami. Sądzę, że jak to bardowie mają w zwyczaju, posłużył się metaforą. Czym według Ciebie jest serce, o którym mówił Aldu-Baru?
Odwrócił się plecami do Kaerila, oznaka pewności siebie i świadomości braku zagrożenia z jego strony. zwrócony był teraz w stronę oka, z którego niedawno wyszedł. Wydawać by się mogło, że tortury, które niedawno przeżył, jak wydawało się drowowi, nie zrobiły na nim żadnego wrażenia.
Zapadła cisza, a mroczny elf miał wrażenie, że powinien przejąć pałeczkę mówcy.
Kaeril chyba wiedział, co miał na myśli jego rozmówca, co miał na myśli ten bard, jednak nie rozumiał o co mu chodziło. Czy on miałby być specjalny? Czy on jest bohaterem? Bohaterem? Jakim cholera bohaterem? Jest drowem, skurwysyńskim, chciwym, morderczym drowem, gdzie tu bohater? Gdzie tu dobroć, miłość, czy inne takie bzdety, kojarzone z sercem?
A może to męstwo? Hart ducha... sam duch. Dusza, która może jest esencją istoty? W tych rozmyślaniach kryło się tak wiele niewiadomych, w rzeczywistości nic nie było pewne, nic nie było elfowi wiadome. Jak mogło być, skoro nawet tym największym z mędrców nie udało się dać na to odpowiedzi?
W tym momencie Kaeril począł zastanawiać się, czy... Josh słyszy jego myśli. Czy on może odpowiadać słowom formującym się w jego umyśle, jakby to był tylko drugi głos w jego własnej głowie. Postanowił więc przemilczeć pytanie, nie odpowiedzieć na głos, zobaczyć czy myśli dotrą do jego rozmówcy, i być może jego konkluzje spotkają się z jego aprobatą.
Czekał więc znów. Jak przez większość czasu, czy też nie-czasu, spędzonego w tym przedziwnym miejscu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum