TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Zbrodnia i Kara - Prolog
Autor Wiadomość
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-17, 18:14   Zbrodnia i Kara - Prolog




Zbrodnia i Kara
Prolog

Kroniki Cohena





Ostatnie dni były dla Cohena czasem zwiększonej aktywności. Po pięciu latach w murach Zakonu Strażników, czasie, w którym każdy zwykły wojak zwariowałby, siedząc w jednym miejscu na... Ale Cohen przecież był świętym wojownikiem! Nie należało myśleć o nim w takich kategoriach. Ba, Cohen był prawdziwym bohaterem, o którym pieśni śpiewano i... No, było to tak przynajmniej jakiś czas temu, bo gawiedź łatwo rozpraszana szybko zapomina o jednych i zaraz szuka innych bohaterów. Nic jednak nie umniejszało czynów paladyna, prócz... jego własnego poczucia winy i wszelkich demonów siedzących w jego głowie od wizyty Granicy.

Można by jednak rzec, że to było już częściowo za nim. Ostatnia podróż, choć krótsza niż zamierzona, oraz zadanie, mimo iż przerwane nieoczekiwanie, wyrwały w końcu paladyna z murów zakonu. Spotkał nawet swego dawnego towarzysza, z którym kiedyś przeżywał przygody i to u progu wyprawy. Kto wie, co czekało na młodzieńca, gdyby dane mu było dokończyć zadanie, które mu powierzono. Być może na całym świecie jedna jest tylko taka osoba.

Gdy Cohen zbliżał się do Zakonu wciąż enigmatyczną pozostawała dla niego decyzja, by Róg Strażnika nie dotarł jednak do Roeen. Widok murów przypomniał mu jednak, że sir Gudenh obiecał w liście wyjaśnić mu wszystko po jego powrocie. Niedługo miał dowiedzieć się, czemu tak ważne zadanie zostało anulowane. Nie dowie się tego za to Ronan, ten bowiem nie miał już czego szukać w Zakonie, bohaterowie rozstali się więc w Broln. Co miało stać się z tym giermkiem bez rycerza należy już jednak do osobnych kronik.

Bohater zbliżał się do murów Zakonu koło południa, bowiem ostatni fragment drogi do przebycia miał stosunkowo bardzo krótki. Dzień był przyjemny, słońce przygrzewało, wraz z chłodnym wietrzykiem tworząc idealną parę.

Znajoma okuta brama po długiej drodze napawała serce paladyna otuchą. Kształt murów zakonu widział już z bardzo daleka, jednak majaczący cień gdzieś na widnokręgu to coś innego niż głęboki brąz masywnego drewna. Tylko to, i paręset ostatnich metrów, dzieliło paladyna od osiągnięcia celu. Za sobą miał długą drogę, na sobie zaś znajomy kurz. Bezpiecznie zdołał przebyć cały powrót. Żadnych zbłądzonych bandytów, żadnych niespodziewanych wydarzeń, wściekłych zwierząt, pożarów lasów. Wejście do Zakonu, do jego domu...

A do tego dzień był taki przyjemny.

Zapowiadało się, że paladyn niedługo będzie miał okazję powrócić do swojej pielęgnowanej od paru lat rutyny. Zdecydowanie, jeżeli tego chciał, miałby podstawę, by przekonywać do tego swego mistrza. Pierwsze zadanie od pięciu lat zostało anulowane w połowie drogi. Być może Aesir nie chciał, by młody bohater opuszczał na razie mury Zakonu? Ale kto wie, być może sir Gudenh czekał już na niego z kolejnym zadaniem specjalnie dla niego, by duchy przeszłości nie mogły znów zapędzić zajętego aktywnie Cohena w piekło samodestrukcyjnego użalania się nad swoimi grzechami.Kto wie, kto wie co tego pięknego dnia miało go czekać.

Chyba tylko sam Aesir.
Ostatnio zmieniony przez Khazarid 2012-08-20, 23:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-17, 18:38   

Był zły.

Szkoda mu było rozstania z Ronanem. Pomimo pierwotnych uprzedzeń zdołał nawet polubić ciekawskiego giermka. W duchu przeklinał swoją własną podejrzliwość z jaką podszedł do tej znajomości na początku. Dopiero teraz zrozumiał, że przez własne fobie zaprzepaścił nie tylko okazję do pięknej przyjaźni, ale również być może zniechęcił kiełkujące w chłopaku powołanie do zakonnej ścieżki. Niech Aesir kiedyś mu wybaczy te tysiące głupot, które dzień po dniu popełniał.

I niech wybaczy mu złość.

Złość na poczucie potwornie zmarnowanego czasu. Akurat wtedy gdy wreszcie po latach zdobył się na odwagę opuszczenia zakonnych murów, wycofano go ze Szlaku. Dlaczego? Co było na tyle ważnym, by odwołać misję, na której osobiście zależało sir Gudenhowi? Cohen pewien był, że nie chodzi o coś błahego. Jego Mistrz osobiście zabiegał o to, by Cohen powrócił do swojej dawnej formy zarówno psychicznej jak i fizycznej. Odwołanie wędrówki Rogu Strażnika musiało być spowodowane czymś istotnym.

Cohen był zły. Cohen się bał.

Mury wyglądały tak jak w dniu w którym je za sobą pozostawił. Tym razem jednak nie widział w nich bezpiecznego azylu. Widział w nich niebezpieczeństwo oraz wieści, które z całą pewnością nie będą lekkimi w odbiorze. A może to tylko jego wyobraźnia? Może nie było sensu martwić się zawczasu? Może zaraz na wejście powiedzą do niego coś w rodzaju „hej, Cohen, gdzieś ty był? Mieliśmy do Roeen wysłać cię konno, a ty już w połowie drogi?”

Nie wiedział czego się spodziewać. Jednak stanie w miejscu jak kołek z pewnością nie przyniesie mu odpowiedzi których potrzebuje. Paladyn korzystając ze sprzyjającej aury ruszył w dół drogi. Gdy tylko dotarł do bramy zakonnej, uderzył w nią kilkukrotnie zakutą w stal pięścią.

- Bądźcie pochwaleni w imię Najwyższego! – krzyknął – Brat Cohen wraca ze Szlaku do domu!
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-17, 19:16   

Cohen zobaczył, jak nad kołatką otwiera się zasuwka, odkrywając fragment twarzy dobrze znanej paladynowi. Klucznik nie odpowiedział nic, zasunął okienko i zaraz po chwili brama poczęła się otwierać.

- Chwalmy Aesira - mruknął brat Gerard, kiedy brama już się rozwarła. - Sir Gudenh spodziewał się was wcześniej. Czyżby kurier dogonił was dopiero w Roeen?

Za bramą rozpościerał się dobrze znany Cohenowi widok. Dziedziniec, mury, okna... Wszystko tak jak było, cóż, Cohen wcale nie był tak długo.

Klucznik otworzył już usta, żeby coś powiedzieć, ale widocznie rozmyślił się. W wiekowych oczach bohater mógł zobaczyć coś na kształt smutku... choć z oblicza zakonnika nie mógł wyczytać nic więcej.

- Idź szybko, poszukaj mistrza. Nie zapowiada się, byś na długo rozstawał się ze Szlakiem.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-17, 19:27   

Cohen uścisnął serdecznie prawicę klucznika. Znał go nie od dziś i wiedział, że był to człek prawy i godny zaufania. Mało która osoba pełniła w Zakonie równie symboliczną rolę co on – strażnika oddzielającego wyraźnie to co ziemskie, zewnętrzne i groźne, od spokoju i ciszy Zakonu. Od wnętrza, wiary i dobra.

- W połowie drogi – odparł krótko na pytanie.

- Nie udało mi się dotrzeć do Roeen. List który mi wysłano brzmiał niezwykle stanowczo, nakazując porzucić moją misję. Przybyłem najwcześniej jak tylko mogłem – dodał tonem wyjaśnienia.

Mina klucznika zafrasowała go. Zdziwiło go, że klucznik zna powody dla których wezwano bohatera z powrotem z jego drogi. A w każdym razie sprawiał wrażenie wiedzieć znacznie więcej, niż klucznik wiedzieć powinien. Droga Rogu Strażnika nie była wszak informacją powszechną, nawet w miejscu takim jak to.

Cohenowi nie wypadało jednak pytać. Wezwał go do siebie sir Gudenh, to od niego powinien usłyszeć wersję oryginalną, nie skażoną chorobą plotek, niedomówień i zniekształceń innych osób.

- Wiesz, gdzie mogę go znaleźć? – zapytał jeszcze przed dalszym marszem.

Planował odwiedzić dwa miejsca – prywatną komnatę Mistrza umieszczoną w Wieży Strażnika oraz główną salę modlitewną. W tej kolejności. No, chyba, że klucznik udzieli odpowiedzi na pytanie, wtedy Cohen ruszy zgodnie z jego wskazówkami.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-17, 19:47   

- Cóż, posłańcowi i tak się chyba nie śpieszyło. Wierzę, że śpieszyłeś się jak mogłeś - dodał z uśmiechem.

Z oczu klucznika zniknął już smutek, który wcześniej widział tam bohater. Być może była to gra światła na starej twarzy, a może klucznik nie popierał idei wysyłania Cohena na podróż ponownie i tylko to ciążyło na duszy brata Gerarda.

Klucznik zaczął już kręcić głową na ostatnie pytanie paladyna, gdy obaj zakonnicy usłyszeli głos dobiegający ich z dziedzińca. Donośne, choć nie wykrzyczane słowa. Głos, którego nie pomyliłby z żadnym innym.

- Zacząłbym szukać od dziedzińca.

Sir Gudenh kroczył przez plac w kierunku bramy. Niemożliwym było, żeby oczekiwał go przez cały czas, szczególnie, kiedy spodziewał się go wcześniej. Zauważył go pewnie przez jedno z okien, być może już w bramie, być może i jeszcze na zewnątrz, jeżeli upatrzyło mu się być akurat na murach Zakonu. Nie było to ważnym, Cohen zaś nie musiał go szukać.

- Niech Najwyższy cię ma w opiece, bracie - powiedział, gdy przeszedł już dziedziniec. - Jaką była dla ciebie droga, Cohenie?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-17, 20:01   

Cohen z impetem uderzył się zaciśniętą w pięść prawicą w pierś na wysokości serca. Skłonił się z szacunkiem, aż cały noszony przez niego pancerz zachrzęścił.

- Chwalę Aesira, sir. – odparł z pokorą.

Podniósł się. Jego spojrzenie z niepokojem wwierciło się w postać zakonnego mistrza. Co w jego oczach dostrzeże? Smutek, jak u klucznika? Niepokój? Strach? A może coś gorszego, gniew, rozczarowanie, złość skierowaną na paladyna, który nie miał najmniejszego pojęcia co i dlaczego wokół niego się dzieje.

- Bezpieczna. Łaska Najwyższego mi sprzyjała. Przybyłem tak rychle, jak to było możliwe, mistrzu – powiedział – zawróciłem ze Szlaku gdy tylko doszedł do mnie list z pańskimi rozkazami, sir.

Urwał wpół zdania. Wiedział, że nie musi zadawać żadnych dodatkowych pytań. Wisiały one w powietrzu równie wyraźnie, co pyłki piasku i kurzu dziedzińca. Poza tym, nie był do końca pewnym, czy mistrz zechce podejmować tę dyskusję akurat w takich okolicznościach, przy świadkach. Cokolwiek zawróciło Róg Strażnika z drogi nie mogło być błahym. W każdym razie tak sobie Cohen to powtarzał w duchu, drżąc z niepewności.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-17, 20:20   

- Ach, tak, dobrze, że już jesteś - głos mistrza był spokojny. W jego oczach Cohen nie dostrzegł nic z tych emocji, których się tam spodziewał. Bardziej coś na kształt ulgi, choć tego też bohater nie był pewien.

Sir Gudenh zaprosił gestem Cohena do towarzyszenia mu i sam zaczął spokojnym spacerem iść przez dziedziniec. Nie kierował się jednak ku żadnemu z wejść do budynku na środku placu. Wśród gładko przystrzyżonej trawy mistrz wybrał widocznie ścieżkę prowadzącą ku stajni, czy też małego placu treningowego, który znajdował się obok.

- Obawiam się niestety, że wyjaśnienia będą musiały poczekać, Cohenie - zaczął mówić, gdy znaleźli się już dobre dwadzieścia metrów od bramy. Głos miał spokojny, cichy. Widocznie klucznik wcale nie wiedział tyle, o ile posądzał go paladyn. - Wybacz, że zawróciłem cię tak nagle. Mam nadzieję, że nie będziesz mi miał za złe, że nie zobaczysz wspaniałego klasztoru, który szykuje się w Roeen?

Mówiąc to twarz miał pogodną, spojrzenie niemal współczujące. Jeżeli zauważył, że coś męczy Cohena to nie dawał na razie tego po sobie znać. Szli wciąż spokojnym spacerem, jakby mimo wymaganego pośpiechu mistrz znalazł trochę wolnego czasu.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-08-22, 22:21   

Jestem cierpliwy przeszło Cohenowi przez myśl. Powstrzymał się jednak przed wypowiedzeniem tego na głos. Jestem bardzo cierpliwy. Od ostatnich pięciu lat cierpliwość jest jedynym moim zajęciem, tłem każdego jednego dnia, jedynym dźwiękiem wypełniającym mi uszy i jedynym słowem w którym toną moje usta. Całe moje życie zostało podporządkowane tylko temu, cierpliwemu oczekiwaniu.

Na pokucie.

Na strachu.

Popełnił błąd, a jego konsekwencje go złamały. Popełnił błąd, a w jego efekcie zatracił w sobie to, co znaczy być paladynem. Paladyn nie pokutuje w ciszy murów zakonnych. Paladyn należy do Szlaku. Paladyn broni niewinnych i pokrzywdzonych wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Cohen zapomniał już o tej jednej, ponadczasowej prawdzie. Pozwolił, by własne wyrzuty sumienia pożarły go od środka w sposób, w jaki żaden inny wpływ zewnetrzny by nie zdołał dokonać.

- Nie. Nie ma czego wybaczać. Jestem pewny, że istniał ku tej decyzji odpowiedni powód.

Cohen kontynuuje marsz u boku swojego przełożonego.

Najwyraźniej zwłoce w udzieleniu mu informacji również przyświecał jakiś odpowiednio ważny powód.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-22, 23:04   

- Ależ jest, Cohenie. Twoje miejsce jest na Szlaku - odparł mistrz, jakby słyszał myśli bohatera. - Szczególnie teraz.

Cohen nie mógł być pewien, co dokładnie miał na myśli sir Gudenh. Czy o to, jakoby podróż miała pomóc mu przezwyciężyć klątwę, która wisiała nad nim po wizycie w Granicy, czy dokładnie to, o czym myślał sam młody zakonnik. Czy jeszcze coś? Czy coś działo się w zakonie, związanego z tajemniczym przerwaniem jego wcześniejszej misji? Czemu więc, skoro został zawrócony ze Szlaku miałby tam wracać?

Nie, to ostatnie nie miało najmniejszego sensu. Nieprawdaż?

- Muszę cię zapytać, mój drogi - zaczął znów mistrz, obdarzając Cohena ciepłym, ojcowskim spojrzeniem. Te oczy zdawały się mówić "spokojnie, nic się nie stało, możesz mi powiedzieć wszystko" - ile razy podczas swej podróży wspominałeś sobie o tym... incydencie?

Sir Gudenh szedł ciągle przez ścieżkę wśród zielonej trawy w tym samym kierunku. Byli już jakieś dwadzieścia metrów od budynku stajni. Bohater mógł słyszeć niespokojne prychanie koni, które widocznie usłyszały, że ktoś się zbliża.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-10-01, 21:48   

Zimny dreszcz, niczym prąd, przebiegł jego ciało. Na zewnątrz nie dał po sobie tego poznać, jego chód nie zachwiał się, jego stopy pewnie prowadziły po przyklasztornej ścieżce, a przez jego twarz nie przebiegł nawet grymas. Serce młodego paladyna zabiło jednak w nierównym, szybkim rytmie. Cóż to było za pytanie? Dlaczego zadane właśnie teraz, po tylu latach? Ze wszystkich osób w całym klasztorze jedynie sir Gudenh, jego przełożony i najbliższy ojciec wiedział wszystko o wydarzeniach związanych z incydentem w Granicy oraz wszystko o wydarzeniach związanych z uwolnieniem demona Zarr’Tahira. Pomiędzy nimi nie było żadnych tajemnic, podobnie jak nie było potrzeby zadawania podobnych pytań. Sir Gudenh wiedział doskonale, że

(nie było ani jednej minuty danego dnia by Cohen nie myślał o bladych, szklanych, wpatrzonych w pustkę oczu młodej dziewczyny której klatkę piersiową właśnie rozpruł na dwoje)

Cohena kosztowało wiele wysiłku by powrócić w jako takiej formie do świata żywych. Wiedział też jak bohater się w związku z tym powrotem czuł. Przez sekundę paladyn nie był nawet pewien o co tak naprawdę go zapytano.

- Możliwie jak najmniej – odparł nie od razu – miałem przed sobą konkretną misję wymagającą wykonania. To bardzo pomagało w... – nieokreślony ruch dłonią w powietrzu tuż przed sobą - ...kontrolowaniu swoich myśli i swoich emocji.

- Dlaczego pan pyta, sir? Czy coś się stało?

Znając starego pryka, bez tego pytania ta rozmowa mogła trwać jeszcze długo.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-01, 23:27   

- No właśnie - stwierdził stary paladyn, nie odpowiadając na pytanie Cohena. Jednak bohater widział, że sir Gudenh zbiera się do konkretniejszego wywodu.

- Obawiam się, że nie będzie ci dane odpocząć zbyt długo przed następną podróżą - powiedział w końcu. Dwójka paladynów była już tylko dziesięć kroków od murowanego budynku stajni. Sir Gudenh przystanął wtedy w pół kroku. - Pierwszy powód wygłosiłeś już ty sam. Drugim jest list, który dotarł do nas kiedy byłeś na Szlaku. Znasz może brata Badena? Nie, nie mogłeś go znać... od lat dwudziestu jest na Szlaku, niemal bez przerwy, prócz krótkiego powrotu do nas... ale wtedy to ciebie nie było... - paladyn zdał się na chwilę zatopić w myślach. - Kiedy tylko zobaczono cię z wierzy kazałem siodłać konia. Pojedziesz do Learstett, by zbadać pewną sprawę. Nie mogę ci powiedzieć jaka była treść listu, potrzebuję, byś zachował pełen obiektywizm oceny. Sprawa jest delikatna. Zresztą sam list też nie był zbyt jasny.

Stary paladyn podjął marsz w kierunku stajni.

- Oczywiście ten list miał związek z twoim zawróceniem cię ze szlaku. Nie mogę ci niestety powiedzieć dużo więcej.

W oczach Sir Gudenha Cohen przez chwilę mógł dostrzec smutek. Przez tak krótką chwilę, że równie dobrze mogło się mu tylko zdawać.

- Co powiesz?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-10-03, 21:46   

Intryga powoli, odwiecznym zwyczajem intryg, zawiązywała się. Cohen westchnął mimo woli. Zupełnie jak gdyby wciąż podświadomie liczył, iż list sir Gudenha zdejmie go ze Szlaku i pozwoli na spokojne spełnienie nadchodzących lat w cieniu i spokoju zakonnych murów.

Nie.

Wiedział, że to nigdy nie nastąpi.

Dojrzał już do innych decyzji.

Paladyn zmarszczył czoło jak gdyby z niezadowoleniem. Informacje, które mu przekazano były bardziej niż enigmatyczne a idące za nimi wnioski nie budziły optymizmu. Imię Baden nic nie mówiło bohaterowi. Podobnie nazwa Learstett nie kojarzyła mu się z niczym szczególnym. Nie dziwiło go to. Wiedza, jaką posiadał na temat Imperium nie należała nigdy do wyjątkowo obszernych. Nawet teraz, starając się sobie przypomnieć czegokolwiek na temat położenia i ogólnych wiadomości związanych z Learstett nie spodziewał się porażających rezultatów. [...](wiedza: imperium: poziom 0)

- Wyruszę natychmiast – powiedział, lekkim uśmiechem kwitując informację o siodłaniu konia.

Nigdy do końca nie rozumiał, czemu Róg Strażnika wyprawiono w drogę piechotą. Zdołałby wykonać tę misję już dawno temu przed podjęciem kolejnej.

- Rozumiem, że mam udać się do Learstett i skontaktować się z bratem Badenem a on wprowadzi mnie w sytuację? Czy można powiedzieć mi cokolwiek więcej? W jaki sposób go odnajdę i jak go poznam? Ostatnim razem idąc ku Roeen miałem przewodnika. Jak trafię do celu tym razem?

Ciepło wspominał osobę Ronana.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-03, 22:31   

- Doskonale - oparł paladyn słysząc odpowiedź Cohena.

Cohen nie musiał na szczęście sięgać do mikrych pokładów swej wiedzy o Imperium, by dowiedzieć się nieco o mieście jego przeznaczenia. Z pomocą przyszedł mistrz.

- Learstett to małe, portowe miasto. Jakiekolwiek znaczenie zyskało tylko dzięki położeniu, przy ujściu największej rzeki na wschodzie kraju. Możesz trafić tam na parę sposobów, ale najłatwiejszym i najszybszym, a na tym drugim w końcu nam zależy, byłby trakt prowadzący dokładnie w kierunku południowo-wschodnim. Wystarczy, że będziesz jechać parę kilometrów na południe, na pewno na niego trafisz. Nie jest zbyt często uczęszczany - kupcom łatwiej jest przewieźć towary rzeką, wędrowcy preferują drogę bardziej usianą zajazdami. Dzięki temu nawet zbirów szukać tam ze świecą. Dla ciebie powinien być idealny. Nie mamy niestety czasu na znalezienie przewodnika... Może dobrym pomysłem byłoby, byś zabrał ze sobą mapę południowego wschodu Civitas? Zaraz poślę stajennego... - Sir Gudenh urwał i zamyślił się na chwilę.

- Znaleźć samego brata nie powinieneś mieć problemu. Nigdy nie krył się ze swą profesją, zawsze godził uczynki na rzecz ludzi wokół z misją swego Szlaku. Sądzę, że każdy miejscowy w Learstett wskaże ci gospodę, w której będzie przebywał.

- Musisz zrozumieć, że pośpiech wiążę też z troską o naszego brata. Baden nie jest już w kwiecie wieku, jak ty. Choć potrafi sobie radzić na Szlaku znakomicie, to nigdy nie był wielkim szermierzem. Z treści listu zaś wynika... cóż, nic jasnego. Ale gdyby Baden wiedział, że jest bezpieczny, nie bałby się przekazać nam całej sytuacji w jego liście, nieprawdaż?

Dwójka paladynów, mistrz i uczeń, dotarli już do stajni. Cohen mógł słyszeć prychanie koni, zapewne wprawionych w zaniepokojenie głosami, których źródeł dostrzec nie mogły.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-11-01, 23:29   

Stajnię wcześniej można było wyczuć, niż zobaczyć. Cohenowi zapach nie przeszkadzał. Miał kiedyś konia. Klacz. Podarunek od uratowanego na szlaku kupca. Pamiątkę po pierwszej ze swoich licznych przygód. Paladyn czasami zastanawiał się, jak się mu wiodło oraz co stało się z koniem po jego powrocie do Zakonu.

Łuna.

Solennie obiecał sobie w duchu, że jeżeli będzie miał prawo wyboru swojego wierzchowca, będzie to klacz. I nazwie ją Łuna.

- Mapa będzie wielką pomocą - rzekł zgodnie z prawdą - dziękuję, Mistrzu.

Bał się, że zgubi drogę. Bał się, że nie zdąży na czas. Bał się, że brat w potrzebie nie uzyska od niego pomocy jakiej oczekiwał. To były prawdziwe zmartwienia Cohena nie to, że po drodze może napotkać bandytów.

To bandyci powinni obawiać się jego.

Szybko w pamięci przeanalizował stan swojego wyposażenia.

- Poza mapą nie będę potrzebował niczego.

Dopiero co wezwano go ze Szlaku. Miał zarówno broń, opancerzenie, jak i dość żywności i odzieży by spędzić dobry tydzień poza cywilizacją. Przy oszczędnym racjonowaniu może nawet dłużej. W gotówce posiadał dwie złote monety i nieco drobnych. Aż nadto by uzupełnić ewentualne zapasy po drodze. Poza tym, na dobrą sprawę nie dbał o takie detale. Dobra materialne nie należały do jego zmartwień.

Już nie. Już od dawna nie.

Spokojnie przekroczył próg stajni w oczekiwaniu tego, co tam zastanie. Niepokoił się, chciał wyruszyć możliwie najszybciej.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-11-02, 10:22   

- Dobrze więc - stwierdził sir Gudenh i wprowadził Cohena do stajni.

Na środku przejścia, bokiem do wchodzących, stał już przygotowany koń. Był wysoki, w kłębie o ludzką głowę wyższy od bohatera. Czarno umaszczony, umięśniony i ze szlachetnymi rysami, koń wyglądał na dumnego z przydzielonej mu misji. Wierzchowiec godny paladyna.

- Chłopcze! - zawołał sir Gudenh, a właściciel trzeciej pary nóg, widocznej spod brzucha końskiego, obszedł wierzchowca i przywitał paladynów z ukłonem.

- Koń gotowy - oznajmił stajenny, młody chłopak, z rozczochraną czupryną dawno niemytych włosów, łatanymi ubraniami i słomą przyklejoną do podeszew.

- Znakomicie - odparł z uśmiechem mistrz. - Proszę cię, skocz no na jednej nodze do biblioteki i poproś o mapę południowego wschodu Civitas, dobrze? Południowego wschodu. Powtórzysz?

- Południowego wschodu Civitas - powtórzył stajenny z uśmiechem. - Już pędzę.

I chłopak pobiegł. Cohen miał jeszcze chwilę wytchnienia przed ponownym wyruszeniem na Szlak. Chwilę na odpoczynek, kontemplację, lub zadanie ostatnich pytań.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-11-03, 19:33   

A więc jednak ogier, nie klacz. Cohen uśmiechnął się krzywo pod nosem sam do siebie. Nie można mieć wszystkiego, jak to mawiają. Od ostatniego razu gdy siedział w siodle minęło już sporo czasu. W duchu miał tylko nadzieję, że jeszcze nie zapomniał, jak to się robi. Krytycznie ocenił swojego wierzchowca jak i znajdujące się na nim oporządzenie, podchodząc bliżej. Dłoń położył zwierzęciu na pysku, głaszcząc delikatnie i uspokajając. Przyzwyczajając do swojej osoby, swojego zapachu. [...]Jeździectwo: Koń: Poziom 1 Jednocześnie upewnił się, że siodło jest odpowiednio umocowane, wszystkie wiązania trzymają się tak, jak powinny i czy strzemiona dopasowano długością do jego nóg. Wylądowanie tyłkiem na twardym trakcie było ostatnim, na co miał dziś ochotę.

- Zanim wyruszę... - rzekł jeszcze do sir Gudenha.

Schylił się, zdejmując z grzbietu plecak. Chwilę grzebał w środku w poszukiwaniu konkretnej zawartości.

- Skoro moja misja została anulowana nie ma potrzeby, bym dłużej woził to ze sobą - powiedział, przekazując Mistrzowi pudełko z Rogiem Strażnika.

Jak zwykle gdy dotykał pudełka ze świętą relikwią, jego serce biło troszeczkę szybciej i mocniej, niż normalnie.

Gdy sir Gudenh odbierze paczkę, Cohen przytracza swoje wyposażenie do siodła ogiera. Nie było potrzeby, by miał sam dźwigać całość na własnym grzbiecie, skoro los podarował mu tak silnego towarzysza podróży.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-11-04, 18:09   

[...][Test Jeździectwa, k20 + 16 = 2 + 16 = 18, ST utajnione]

Choć Cohen nie powinien mieć szczególnego problemu, by koń go przyjął, bowiem był szkolony do wożenia różnych jeźdźców i to szczególnie paladynów. Rumaczą niechęć do bohatera można więc było tłumaczyć jedynie aurą dawno nie pranej podkolczugowej koszuli, bowiem jeżeli ogier miał jakiekolwiek magiczne zmysły, aura paladyna nie powinna go odstraszać. Oczywiście grzeczny koń nie śmiał ruszyć się z miejsca, ni przeszkodzić Cohenowi w jego działaniach. Nie przeszkodziło mu to jednak w prychnięciu na niego fontanną śliny i odwróceniem łba w drugą stronę. Spowodowało to salwę serdecznego śmiechu ze strony sir Gudenha.

- Cóż, będziecie musieli się jednak polubić - stwierdził.

Oględziny oporządzenia wyszły pozytywnie, prócz jednego szczegółu - strzemiona Cohen będzie musiał sobie jeszcze wyregulować. Cóż, stajenny nie jest prorokiem, parę lat zaś bohater na koniu na Szlak nie jeździł.

- Tak, zdecydowanie nie będziesz potrzebował Rogu w tej podróży. Nie był to zbyt trudny bagaż dla ciebie w poprzedniej drodze, mam nadzieję? - zapytał stary paladyn, odbierając paczkę od bohatera.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-11-04, 19:10   

- Hoooo...!

Cohen ostrożnie chwycił za cugle, tak, aby zwierzę nie nabrało jakiś durnych pomysłów odnośnie dalszego opluwania swojego pana. Ogier. Paladyn też miał ochotę prychnąć sam do siebie z niezadowolenia. Z ogierami były same problemy. Nie to co klacze. Posłuszne, cichutkie, pokorne, dające sobą grzecznie prowadzić. Chciał klacz. Klacz imieniem Łuna.

Nie można mieć wszystkiego, jak to mawiają.

- No, kolego... – rzucił spokojnie w stronę zwierzaka – Ale na rękę, która cię będzie karmić to ty nie pluj.

Paladyn uśmiechnął się, nie wiedzieć czemu.

- Podczas mojej podróży naprawdę niewiele się działo, sir... – rzekł z przekąsem.

Stwierdzając z resztą samą prawdę.

- Bardziej przypominała ona dwuletni spacer niż prawdziwą wędrówkę. Nie wydarzyło się podczas niej nic szczególnie wartego wzmianki, moja... przesyłka znajduje się wciąż w puzdrze, nienaruszona.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-11-06, 15:07   

[...][Test Jeździectwa, k20 + 16 = 14 + 16 = 30, ST utajnione]

Jakby poczuwszy delikatne pociągnięcie, gdy Cohen złapał tylko za cugle, koń odwrócił głowę z powrotem do swego przodu. Nie wyglądał, jakby miał zamiar znów ubrudzić bohatera, nie było jednak żadnej pewności, że przestał mieć jakieś zastrzeżenia, co do osoby paladyna. Stał wciąż prosto, praktycznie bez ruchu. Oganiał się tylko czasem ogonem od zbyt natrętnych much. Cohen mógłby jednak przysiąc, że ogier rozluźnił się nieco w swojej postawie.

- Należałoby się więc cieszyć, że droga była bezpieczna i bez przygód - rzekł sir Gudenh. - Czemu więc słyszę w twoim głosie nutkę... no, właśnie, czego? Brzmisz, jakbyś był wręcz zawiedziony.

Paladyn schował puzdro z Rogiem za plecy, razem z oboma rękoma. Podszedł do jednej z zagród i zajrzał do zamkniętego tam konia. Wyglądał, jakby zupełnie nie był zainteresowany tym, o co zapytał Cohena. Uśmiechnął się do czegoś, co zobaczył wewnątrz i odwrócił z powrotem do bohatera. Jego mina nie zdradzała żadnego zniecierpliwienia, ni ciekawości, jednak Cohen był pewien, że mistrz czekał na odpowiedź.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-11-08, 17:49   

Całą rozmowę sir Gudenh sprawiał wrażenie, jakby był pod wpływem Czarnego Lotosu. A to przerywał swoje wypowiedzi wpół zdania, żeby się namyślić, a to jego twarz wyrażała smutek, a to współczucie, a to się uśmiechał albo wreszcie, jak teraz, sprawiał wrażenie całkowicie obojętnego i niezainteresowanego prowadzeniem dyskusji. Słowem, zachowywał się zupełnie nie tak, jak tego po Mistrzu Zakonu Strażników można się było spodziewać. Cohen wręcz przez ułamek sekundy zaczął podejrzewać, iż nie ma przed sobą prawdziwego sir Gudenha, a jakieś obrzydliwego dopplegangera, który przyjął jedynie formę ukochanego mistrza by skraść Róg. Paladyn zadrżał na samą myśl o podobnym podstępie. Korciło go by skorzystać ze zdolności wykrywania zła i sprawdzić aurę osoby, z którą rozmawiał. Rzecz jasna, nie uczynił tego. Sprawdzenie aury innego paladyna było potwornym nietaktem. Sprawdzenie aury Mistrza Zakonu i swojego bezpośredniego przełożonego, a w dodatku osoby tak mu bliskiej jak sir Gudenh było dosłownie nie do pomyślenia.

- Nie – roześmiał się na pytanie - to nie rozczarowanie. Raczej... poczucie żalu.

- Cieszy mnie, że droga przebiegała bezpiecznie i nikomu nic się nie stało. Nie spodziewałem się po swojej drodze do Roeen wielkich przygód na miarę drugiej wędrówki do Otchłani. Żal mi tylko, iż nie zdołałem wypełnić powierzonej mi misji, a Róg musiał wrócić do Zakonu. Mam nadzieję, że tym razem moje zadanie przebiegnie... sprawniej, niż ostatnie.

Uśmiechnął się.

- Miał Mistrz rację. Moje miejsce leży poza tymi murami. Moja pokuta nie dobiegła końca... być może nigdy nie dobiegnie. Ale to tam, na Szlaku będę w stanie potencjalnie uczynić możliwie najwięcej dobra, by odpłacić za popełnioną zbrodnię.

Obejrzał się w stronę, w którą pobiegł stajenny. Miał nadzieję, iż mapa zostanie dostarczona mu wkrótce. Pomimo całego lęku, jaki odczuwał, spieszno było mu z powrotem na Szlak. Chciało mu się wręcz śmiać. Nigdy by nie powiedział, że przez te pięć lat tak się zmieni.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-11-09, 00:09   

- Ach, nie mój drogi - odparł sir Gudenh, z miną, jakby wyrwał się z bardzo głębokich rozmyślań. - Swoje rozkazy wykonałeś jak należy. Ruszyłeś z Rogiem, a gdy trzeba było zawróciłeś z nim, i nie należy się zupełnie tym przejmować. Wręcz nie powinieneś! Bardzo pomyślnym jest, że nie dotarliście do Roeen. Ale nie o tym teraz. Nie o tym!

Mistrz zwrócił się do młodego paladyna, a jego oblicze rozjaśnił uśmiech, choć na jak długo miał tam zostać, Cohen mógł się tylko zastanawiać. Faktycznie, sir Gudenh zdawał się być czymś pochłonięty, przez coś dekoncentrowany. Czy to była jednak jakaś moc, czy ktoś podszywał się pod Mistrza Zakonu, czy też jakaś myśl tak potężnie dręczyła starszego paladyna... to na razie pozostawało tajemnicą dla Cohena. Jednak choć osoba przed nim zdawała się mu być tak bardzo odmienna, jakie zło mogłoby pojawić się w Zakonie w tak krótkim czasie? A cóż mogłoby zasmucić, czy też pochłonąć, tak doświadczonego paladyna, że nie mógłby z tym sobie poradzić?

- Jesteś jeszcze młody, Cohenie - odpowiedział Mistrz, wysłuchując ostatnich słów bohatera. - Nie mówię ci, byś zapomniał o wydarzeniach przeszłych, jednak nie możesz pozwolić, by każdy twój przyszły czyn nosił piętno... pokuty. Teraz, gdy sam to widzisz, że Szlak jest dla ciebie najlepszym wyjściem, mogę przekazać ci kolejną radę. Czerp siłę z tej potrzeby, ale nie daj się temu pochłonąć, niech to nie będzie jedyny powód twojej pracy. Nie może to być jedyny powód twoich działań. Czynienie dobra i niesienie pomocy i pociechy ludziom poza murami Zakonu jest twoim obowiązkiem nie z powodu jakichkolwiek win, ale dlatego, że jesteś paladynem. Tylko przez wykonywanie tego, do czego zostałeś powołany, mój drogi, może zaleczyć ranę sumienia, którą ucierpiałeś, ale nie, jeśli to będzie twoim celem. Trzymaj w sobie swoją winę, jednak niech nigdy więcej nie stanie ona jako pierwsza w twym sercu. Życzę ci, byś podczas tej podróży, na tym Szlaku, znalazł siłę, by podążyć za moją radą.

Gdy sir Gudenh mówił te słowa, uśmiech nieco zmalał na jego twarzy, miast tego na oblicze paladyna wpłynęła powaga. Dało to obraz życzliwego mentora, bardziej pasującego do Mistrza, jakiego Cohen pamiętał.

- O! - zawołał Mistrz Zakonu, a promienny uśmiech powrócił do niego w całej okazałości. - Chyba Karolek wraca już z mapą!

I faktycznie, jakby sir Gudenh był w stanie usłyszeć kroki stajennego wcześniej, niż Cohen, sylwetka chłopca pojawiła się w prześwicie korytarza.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-11-09, 20:03   

W słowach Mistrza wiele było racji. Cohen nie umiał znaleźć najmniejszego nawet błędu w rozumowaniu, które właśnie zostało mu przedstawione. Ba, na dobrą sprawę myślenie to pokrywało się nieomal co do słowa z tym, które każdego dnia w ciągu ostatnich pięciu lat sam sobie powtarzał, wstając rankiem w swojej zakonnej celi. Dlaczego wobec tego nie potrafił się z nim pogodzić? Dlaczego nie umiał go zastosować w praktyce i zwyczajnie zacząć żyć dalej, jak na sługę Pana przystało?

Tego nie wiedział nikt.

Może tylko naga dziewczyna, o rozprutej jego rękoma klatce piersiowej, strzaskanym mostku i żebrach, pozbawiona serca. Może tylko ona. Może tylko jej puste, zasłonięte mgłą oczy, wpatrzone w bezkres wszechrzeczy gdzieś zdołałyby dojrzeć odpowiedź na te pytania.

Mistrzowi nie odpowiedział nic, zasłuchany we własne demony wspomnień. Kamienny wyraz twarzy paladyna rozjaśnił cień uśmiechu dopiero na widok stajennego, zmierzającego w ich kierunku.

- Znakomicie - powiedział Cohen.

Zamierzał wyruszyć bez zbędnej zwłoki. Wszystko co miało zostać powiedziane, padło już pomiędzy nim i Mistrzem. Informacje, które sir Gudenh przemilczał napawały niepokojem i skłaniały do pośpiechu. Gdy tylko mapa zostanie mu przekazana Cohen zamierza pożegnać się ze swoim przełożonym i skierować swoje kroki - wraz z kopytami - w stronę bramy Zakonu. To tam zapadnie decyzja nad dalszym kierunkiem drogi.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-11-10, 11:40   

Stajenny w pośpiechu podał mapę Cohenowi i pobiegł sprawdzić jeszcze raz, czy wszystko z koniem było w porządku. Bohater jednak sprawdził wszystko sam dużo wcześniej, stajenny oczywiście nie znalazł więc nic do poprawy. Mapa przekazana paladynowi zdawała się być właściwą. Szlak, o którym mówił sir Gudenh znajdował się na niej, i choć nie był zaznaczony byt grubą linią, prowadził na mapie wprost do portowego miasta. Po drodze nie widać było żadnych znaków, stanowiących o karczmach czy zajazdach, nic to jeszcze nie oznaczało.

Sir Gudenh odprowadził Cohena aż do samej bramy.

- Niech Aesir ma cię w swojej opiece - powiedział z namaszczeniem, gdy brat Gerard otwierał przed bohaterem bramę. - Cokolwiek stanie przed tobą na tej drodze, nie daj sobie przeszkodzić w dotarciu do Learstett.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-11-13, 21:42   

Lewa noga na lewe strzemię. Mocne zaciśnięcie pięści na uchwycie wysokiego siodła. Wyskok połączony z przerzutem nogi przez grzbiet wierzchowca. Chwila wiercenia się, poprawiania lejców, upewnienia się że ekwipunek prawidłowo został przytroczony do kulbaki.

Cholera, solidnie zdołał już odzwyczaić się od jazdy. Skrzywił się sam do siebie. Nie trzeba było wielkich zdolności jasnowidza żeby wiedzieć, iż pod koniec dnia jego tyłek będzie przypominał kamienną bryłę.

Cały dzień konno na Szlaku.

Bał się tego.

Tęsknił za tym.

- Dziękuję. - rzekł do mistrza na pożegnanie - Nie pozwolę. - dodał stanowczo. - Zobaczymy się wkrótce, mistrzu.

Nie potrzebowali między sobą większej ilości słów. Jedna misja dobiegła przedwczesnego końca, kolejna właśnie się rozpoczęła. Pozostawało jedynie żywić nadzieję, iż tym razem wszystko potoczy się sprawniej i bardziej pozytywnie.

Cohen zdecydowanym ruchem wbił pięty w boki konia. Nie chciał go zmusić do niczego finezyjnego jak galop czy stanięcie dęba. Póki co spokojny kłus w kierunku wybranym zgodnie z odczytaną przed sekundami mapą było wszystkim, czego paladyn wymagał od swojego wierzchowca.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-11-14, 09:23   

- Oby, mój drogi - stwierdził cicho mistrz - oby.

Ale Cohen nie słyszał już tego, jadąc powoli ku południu. Ku stojącemu tam teraz słońcu.

Ledwo mury Zakonu zdążyły zniknąć mu za plecami, znużenie poprzednią drogą powróciło. Już po pierwszych piętnastu minutach bohater upewnił się w przekonaniu, że faktycznie odzwyczaił się od jazdy. Być może mowa o kamiennej bryle jeszcze byłaby przesadą, robiło mu się jednak już zdecydowanie niewygodnie.

Jeśli Cohen zamierzał jechać dalej kłusem, dojazd do głównego szlaku, od którego dopiero chwilę później według mapy odchodził ten bohaterowi właściwy, zająłby mu jeszcze pół godziny. Później, dotarcie do mniej używanego szlaku trwałoby jeszcze godziny dwie. Galopem czy cwałem oczywiście pokonałby ten odcinek zdecydowanie szybciej, był jednak pewien, że nim rozpocząłby podróż właściwym traktem, koniu należałaby się chwila odpoczynku. Później szlak prowadził praktycznie prosto, zależnie od natężenia jazdy to były dwa do trzech tygodni, jeśli Cohen chciał dotrzeć do Learstett z żywym jeszcze koniem.

Pogoda zaś wciąż była wyśmienita.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group