Piekło to przywilej specjalny, zastrzeżony dla tych, którzy go bardzo żądali.
- Albert Camus
Abyssus abyssum invocat.
- przysłowie rzymskie
CZARNA CYTADELA
- Kroniki Torgina
Kanały pod miastem gdzieś w Królestwie Ludzi, gdy było ono jeszcze Królestwem, a nie Imperium. Duszny, słodki odór odchodów, krwi i zepsucia. Oraz ogień. Morderczy, nieskończenie gorący ogień jakby z samego serca Otchłani. Bestia z czystej magii, jęzorów płomieni i rządzy zabijania. Nieustępliwa. Pragnąca jego krwi. Amok, Amok syczący mu do ucha słowa inkantacji. Lodowy topór. Wygrana. Straszliwie zdemolowane ciało. Dotyk filakterium, tajemniczego naczynia wypełnionego czystą mocą... Chwilę później szarpnięcie, mocne, zdecydowane, gdzieś z wnętrza jego ciała. Czerwień krainy w której się znalazł. Śmiech potężnego demona, znów wolnego, dzięki jego czynom.
Torgin umarł.
W piekle rzadko śnił. Gdy już, śniło mu się właśnie to.
O tak, był w piekle. Amok mu to z radością wyjaśnił. Każda napotkana tu istota, której nie pochłonęło jeszcze szaleństwo również. Każdy demon. Każdy skurwiel którego zabijał. Każdy skurwiel który zabił jego. Torgin nie liczył tu czasu. W tym miejscu on nie płynął. Czas liczyło się łykami wody. Posiłkami, czasami z zabitych ludzi. Narastającym szaleństwem. Torgin z czasem nauczył się jak należy się po piekle poruszać. Jakich miejsc unikać. Z kim rozmawiać, z kim nie. Wiedział, że śmierć w tym miejscu nie przynosi wyzwolenia. Jedynie dalsze cierpienie. Odrodzenie się w innej części piekła. W toku mijających lat krasnolud dowiedział się, że demony i diabły traktują dusze tu przebywające jak zabawki. Mordują ich dla własnej przyjemności, gdyż czerpią z tego siły i energię. Czasem rzucą nieco wody lub przedmioty i obserwują, jak śmiertelni sami zadają sobie śmierć. Torgina po jakimś czasie przestało to obchodzić. Na początku wierzył, że życie w piekle jest możliwe. Jeżeli jest się dość silnym, zbierze się grupę podobnych sobie skurwysynów, pokona się każdego, nawet piekło.
Nigdy nie mylił się bardziej.
Większe skupiska ludzi jedynie przyciągały uwagę demonów. Zawsze kończyło się to tragicznie. Torgin żył więc samotnie. Zabijał co dało się zabić, jadł co dało się zjeść, uciekał, gdy sprawy wyglądały źle. Sprawy wyglądały źle przez większość czasu. Po ostatnim razie gdy zginął stracił całe z trudem zbierane wyposażenie. Teraz posiadał jedynie stare portki i opaskę na biodra, zrabowane jakiemuś chudemu skurlowi ze szlaku. Człowiek przed śmiercią wyjawił Torginowi, iż zmierzał to Rozrogu. Była to podobno niewielka ruchoma miejscowość. Większe skupisko ludzi prowadzących koczowniczy tryb życia, które niedawno zrównał z ziemią jakiś diabeł. Człowiek uważał, że można tam będzie spokojnie się obłowić w różne dobra jeżeli dotrze się tam wystarczająco szybko. Liczył pewnie, że tą informacją kupi sobie życie. Mylił się. Informacja okazała się jednak cenną. Jeżeli faktycznie do ruin wioski nie dotarł jeszcze nikt, Torgin miał sporą szansę na obłowienie się. Na resztki wody, zgniłe jedzenie, może broń. To zabawne, jak wielkie podniecenie budziła w nim sama myśl o najgorszym, najbardziej pospolitym, zardzewiałym toporze. Ah, gdyby tylko!
Jeżeli człek nie kłamał, od ruin dzieliła go godzina, może dwie, marszu. Torgin leżał właśnie na rudym piachu, oparty lekko o strzelisty, ostro zakończony głaz. W jego cieniu chronił się przed palącym gorącem dnia. W Piekle nie było słońca, ale było tu światło, równie palące co w świecie materialnym. Czasami padało z tej, czasami z innej strony, co znacznie utrudniało orientację w terenie. Dlatego jaskinie chroniące przed upałem były tu towarem wyjątkowo chodliwym i wartym rozlewu krwi. Torgin przesypał przez palce czerwony piasek. Nawet niebo było tu czerwone. Gdzieś daleko za nim majaczył na horyzoncie cień burzy piaskowej. Należało ruszać w drogę.
[...]1 pkt. karmy za rozpoczęcie przygody dodano
Torgin otrzymuje zdolność: Język: Imperialny
Torgin otrzymuje 3 poziomy umiejętności Wiedza: Piekło
Karta postaci zaktualizowana
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Torgin nie był w najlepszej kondycji psychicznej. Lata spędzone w piekle, a w szczególności ostatnia śmierć znacznie osłabiły jego umysł. Nie był nawet już pewien ile czasu tu spędził. Czuł się trochę tak, jakby zaczynał się naprawdę starzeć i nie czuł w sobie już tyle sił, ile miał na początku pobytu w tym miejscu.
Gdy spał to śniły mu się dziwne sny. Często widział obraz pewnej diablicy, jednak najważniejsze co widział było to, że w śnie pożerał swoje własne jaja. Był to największy koszmar jaki kiedykolwiek śnił się Torginowi przez cały jego żywot. Gorszy nawet niż pobyt w tym nędznym miejscu. Sen powtarzał się prawie co noc, choć często zmieniał się trochę jego scenariusz. Raz śniło mu się, że traci jaja w walce. Innym razem, że to sama diablica je chwyta i wyrywa. Najbardziej nie lubił tego snu, gdy jakaś siła karze mu je zjeść, a on jest bezwolny i posłusznie to robi. Ciekawym scenariuszem tego koszmaru było to, jak sama diablica chwyta je w swe zębiska i odgryza, a następnie rzuca na patelnie i smaży sobie z nich jajecznicę. Następnie mile uśmiecha się do naszego bohatera i mówi "zjesz jajecznicę kochanie?". Torgin po każdej takiej nocy budził się zlany potem i w panice sprawdzał czy wszystko jest na swoim miejscu. Przez to wszystko krasnolud zaczynał mieć problemy z bezsennością.
Brak alkoholu również nie poprawiał sytuacji. Czasami zdarzało mu się znaleźć coś do picia, przed ostatnią śmiercią nawet udawało mu się pić regularnie, choć musiał oszczędzać. Teraz jednak znowu był w poważnych kłopotach. Zaczynały mu się trząść ręce. Alkohol również pokonywał koszmary i wprawiał bohatera w dobry nastrój. W tej chwili bardziej myślał o zdobyciu czegoś do picia niż o jedzeniu, czy czymkolwiek innym.
Po tych latach krasnolud miał również problemy z pamięcią. Nie pamiętał zbytnio swojego przeszłego życia. Dobrze pamiętał swoje życie i dzieciństwo w Krwawym Szczycie. Niestety swoje przygody po opuszczeniu klanu pamiętał tylko w strzępkach, jakby wszystko zakryła mgła. Oczywiście doskonale pamiętał, kto go w to wszystko wpakował. Amok - złośliwy demon, ten "kurwi syn", który przeszkadzał mu w piciu. Mimo lat, krasnolud do dziś pielęgnuje w swym sercu żądzę zemsty na demonie. Mimo, że nie widzi na dzień dzisiejszy żadnej szansy na zemstę, to jednak wierzy, że jeszcze nadejdzie taki dzień, gdzie on będzie górą.
Krasnolud początkowo wierzył, że jest w stanie zebrać w ogół siebie bandę łajdaków i rzezimieszków, a następnie jego grupa będzie w stanie podporządkować okolice. Był świetnie przygotowany do takiego zadania, od dziecka przygotowywano go do podobnego stylu życia. Takie życie Torginowi by odpowiadało, mógłby się tu urządzić nawet lepiej niż poza piekłem. Daniny ze spirytusu, żarcie, własne niewolnice - tak początkowo wyobrażał sobie to wszystko Torgin. Mimo ogromnych trudności, czasami jakoś zaczynało się układać, ale demony szybko likwidowały takie bandy wraz z samym bohaterem. W końcu zresztą niewiele osób było skłonnych łączyć się i podporządkować Torginowi, choćby z tego powodu, że wydawało się to bez sensu.
Od lat sprawy miały się źle. Torgin był samotnym wilkiem. Starał się żyć dniem dzisiejszym. "Carpe diem" usłyszał kiedyś od jakiegoś pederasty na rynku w którymś z miast Królestwa. Było to w nieznanym dla Torgina języku, choć starzec wyjaśnił mu, że znaczy to "chwytaj dzień". Pederasta przechwalał się, że jest słynnym filozofem i naucza młodzież. Podobno zawsze mówił to swoim ofiarom, kiedy je molestował i gadając im jeszcze jakieś inne bzdety. Krasnolud sobie to zapamiętał i tu stało się jego mottem życiowym.
Zapytacie, co w takim razie robił?
Ano mniej więcej to samo co właśnie w tej chwili. Na początku nie miał nic, potem zbierał resztki i broń. Napadał na bardziej zasobnych, gwałcił bezbronne niewiasty, a czasami nawet smażył sobie ich piersi i wcinał ze smakiem. Poszukiwał gorzałki, gdyż bez niej nie mógł żyć. Mimo tak ograniczonych zasobów dalej był całkowicie uzależniony. W końcu ojciec poił go wódą już w kołysce. Oczywiście rzadko było tak sielakowo. Często zdarzały się chwile, że to Torgin był na dole. Nie będę jednak poruszał tej kwestii.
Mimo tego Torgin nie tracił wiary. Jego kondycja psychiczna zaczynała być w złym stanie, ale daleko mu było od załamania się. Żyjąc tak z dnia na dzień miał większy plan. Wyzbył sie złudzeń i podporządkował się całkowicie grze w jaką grały demony. Wyobrażał sobie, że mógłby wśród innych wyróżnić się okrucieństwem i brutalnością. W ten sposób stałby się pupilem demonów i być może udałoby mu się jakoś awansować w hierarchii. Na razie żył jak mógł i liczył, że nadejdzie dzień, w którym nadejdzie jego 5 minut.
------
Krasnolud raczej nie spodziewał sie, że człowiek mógł kłamać. Wyżył się za swoje senne koszmary. Najpierw obił kolesia, a następnie bił go po jajach i groził, że je wyrwie. W takiej sytuacji raczej mówi się prawdę. Nie ocaliło go to jednak od wyrwania, a następnie wsadzenia mu ich do gęby i uduszenia. Truchło zostawił i schronił się pod skałą znajdującą się niedaleko.
Przez chwilę tak siedział myśląc nad swoimi kolejnymi krokami. Długo się nie zastanawiał, w końcu i tak nie miał nic lepszego do roboty jak pójść do tych ruin. Spodziewał się raczej, że jest tam już pełno sępów rozkradających to co zostało. Bez broni będzie mu ciężko walczyć o dobytek, ale nie miał innego wyjścia.
"Nie będę przecież zapierdalał po tym przeklętym piachu w samych portkach" myślał słusznie. Z doświadczenia wiedział, że włóczenie się bez celu w samych portkach kończy się tragicznie. Już lepiej iść do ruin i przy odrobinie szczęścia jakos się ułoży. Wstał, więc i otrzepał się z piachu, przygotowywując się do drogi.
- Kurwa mać... - skomentował widok burzy piaskowej daleko na horyzoncie, którą właśnie dostrzegł. Zaiste, gdy w przeszłości się wpakował w coś takiego to skończyło się to dla niego "kurewsko źle". Ze złością, więc patrzył na ten cień. Z tej złości poczuł, że zachciało mu się lać. Szybko obnażył fallusa i odlał się na gorący piasek z ciekawością przyglądając się, czy kontakt jego moczu z gorącym piachem wywoła jakąś interesującą reakcje chemiczną.
Gdy skończył to schował ptaka i dziarsko ruszył w kierunku wyznaczonym przez tamto ścierwo. Był wściekły, ale dla poprawy humoru, zaczął sobie nucić starą, rozpustną i wojenną krasnoludzką pieśń. Nastrajało go to trochę pozytywniej. Jej słowa są tak rozpustne i wulgarne, że nie będę ich tu przytaczał, by nie urazić jakowyś dam.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin wyjął portek fiuta i zaczął zamaszyście zraszać pył odludzia. W miejscu gdzie opadały kropelki piasek nabierał głębszej, wilgotnej odcieni czerwieni przechodząc z karmazyn. Ziemia była tu nagrzana. Cichutki syk parującego moczu rozbrzmiał w uszach krasnoluda, a jego nozdrza wypełnił zapach uryny. Nie sikał długo. Od ostatniego dnia nic nie pił. Dobrze pamiętał jeden raz, gdy umarł śmiercią z pragnienia. Nawet picie własnych szczyn go wtedy nie uratowało. Pozostawało mieć jedynie szczerą nadzieję, że tym razem do tego nie dojdzie.
Piekło zmieniało. Wypełniało serce różnymi uczuciami. Chęć zemsty nigdy jednak nie zgasła w nim nawet na minutę. Kto wie, może teraz, po pięciu latach męki był jej bliższy niż kiedykolwiek? Torgin otrzepał rozpadające się portki z pyłu i ruszył w drogę. Odległe wspomnienia życia wypierała mu systematycznie myśl o tym, że w niedalekich ruinach znajdzie może gorzałkę. Jakąś babkę. Jakąś broń. Obecnie gotów byłby wyruchać nawet kulawą orczycę, jeżeli tylko będzie miał okazję.
Godzinę później burza piaskowa zbliżała się już do niego niebezpiecznie. Wszelako, gdy tylko pokonał ostatnie wzniesienie, jego oczom ukazał się interesujący widok. O ile jakikolwiek widok w tym miejscu mógłby zasłużyć na to miano. Zamordowany człek nie kłamał. Ze skały na którą wlazł krasnolud rozpościerał mu się bowiem prospekt na rozległą równinę. Jak okiem sięgać aż po horyzont roztaczało się czerwone pustkowie. Natomiast u podnóża skały rozłożone było coś, co nie mogło być niczym innym jak ruinami obozowiska nomadów. Kilkanaście zniszczonych namiotów, pogubione przedmioty i ekwipunek oraz dobre dwadzieścia nieludzko udręczonych, porozrywanych na strzępy ciał. Bohater był wciąż dość daleko by ocenić rozmiar zniszczeń oraz ewentualnych łupów. Gdyby tylko jednak udało mu się ostrożnie zejść po skale do jej podnóża, ruiny znajdowałyby się tuż przed nim. Mógł również udać się inną, bezpieczniejszą ścieżką i poszukać lepszego zejścia. Wtedy jednak ryzykowałby, że burza dopadnie go wciąż na otwartym terenie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Krasnolud szybko rozważył wszelkie za i przeciw. Obozowisko wyglądało kusząco, chyba nikt nie dotarł tam przed nim, co go trochę zaskoczyło. Z reguły nie było tak kolorowo. Chciwość szybko urosła w sercu krasnoluda i nie zamierzał dłużej zwlekać. Zaklnął cicho pod nosem i uważnie spojrzał w dół. Starał sobie w głowie opracować plan zejścia. Torgin był samcem alfa i nie zamierzał wybierać bezpieczniejszej drogi. Był przyzwyczajony do ryzyka. Poza tym wolał sobie skręcić kark niż zostać zabitym przez piach. Wiedział, ze burze piaskowe w piekle były wyjątkowo groźne.
Ostrożnie, więc zaczął schodzić. Tym razem już nie śpiewał, ale starał się w pełni skoncentrować na tej czynności. Od czasu do czasu klnął pod nosem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin ostrożnie przechylił większość swojego ciała przez granicę urwiska. Nie było ono wysokie, miało może dwadzieścia – kilka metrów. Upadek z takiej wysokości był jednak tym bardziej groźny. Uderzenie prawdopodobnie nie zabiłoby go na miejscu. Mógł skończyć na dnie przepaści z połamanymi nogami, poważnie poraniony, czekając całe dnie na nadejście śmierci. Był to los którego z całą pewnością wolał uniknąć. Póki co jednak zadanie szło mu dobrze. Pokonał pierwszych 7 metrów drogi. Bohater nie był zręczny, lecz nadrabiał te braki swoją niezwykłą siłą. Mógł pozwolić sobie nawet na dłuższe wiszenie w jednym miejscu w poszukiwaniu oparcia dla stóp bez obaw, że spadnie. Jego krótkie, krasnoludzkie palce wpijały się w czerwień skały niczym palce oseska w pierś matki.
Wtedy też stracił po raz pierwszy grunt pod stopami. Ziemia osunęła się pod jego ciężarem. Przez kilka sekund wisiał tak w powietrzu, trzymając się jedynie końcówkami palców jakiejś wysuniętej skały. Niewiele brakło a zleciałby z impetem na grunt. Dłuższą chwilę zajęło mu dojście do siebie.
Resztę drogi Torgin pokonał już spokojnie. Gdy znalazł się może metr nad ziemią, zeskoczył, lądując w półprzysiadzie. Czuł przyjemne pulsowanie mięśni w całym ciele, zwłaszcza z ramionach. Gdyby nie jego siła z pewnością zejście nie udałoby się tak gładko. Bohater czuł lekkie zmęczenie. Nic jednak, czego kilka chwil głębszego oddechu by z niego nie wyrzuciło na dobre. Tym bardziej, że ruiny obozowiska piekielnych nomadów znajdowały się tuż przed nim. Dzięki swojej decyzji zdecydowanie nadrobił drogi. Teraz mógł z tego skorzystać.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Krasnolud naprawdę ostrożnie i z dużą uwagą schodził na dół. Wiedział, że upadek może mieć dla niego bardzo nieprzyjemne konsekwencje. Nie miałby nawet czym odebrać sobie życia, gdyby przyszło mu tu zdychać połamanym z głodu i pragnienia. Działał, więc ostrożnie od czasu do czasu rzucając przekleństwa w obliczu drobnych niepowodzeń i trudności.
Ostatecznie po kilku słowach na literę "K" był już na dole, a obóz stał przed nim otworem. Oblizał spierzchnięte wargi i zatarł ręce. Bohater liczył na łupy, przede wszystkim jakąś broń i coś do chlania. Choć zeżreć też by się coś przydało. Musiał działać szybko, ciągle obawiał się nadejścia nieproszonych gości. Zresztą to nawet jest często fajna sprawa, pod warunkiem, że jest się uzbrojonym. Można się zasadzić na takie hieny i zdobyć kolejne łupy. Krasnolud jednak sam zdawał sobie teraz sprawę, że jest narażony na podobny manewr ze strony kogoś innego. Nie miał jednak jakiegoś specjalnego planu działania. Musiał po prostu wejść do obozu z oczami dookoła głowy i szukać łupów.
Zaczerpnął głęboki oddech. Otarł pot z czoła i raźno ruszył w stronę namiotów, rozglądając się na wszystkie strony, i szukając czegokolwiek przydatnego, przede wszystkim broni. Przeszukiwał również ciała jakie walały się przy namiotach. Starał się działać sprawnie i szybko.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Diabeł który zrównał Rozrog z ziemią nie pozostawił tu przysłowiowego kamienia na kamieniu. Torgin w ostatecznym rozrachunku doliczył się ponad dwudziestu ciał. Minęło już naprawdę sporo czasu od chwili gdy po raz ostatni widział tak liczną grupę w jednym miejscu. Demony natychmiast wyczuwały podobne zgromadzenia i mało kiedy potrafiły sobie odmówić radości jaką sprawiały im zbiorowe mordy. Nie inaczej było tym razem. Mężczyźni pozbawieni byli głów i kończyn. Paru pozostawiono by się wykrwawili. Innych rozerwano na dwoje. Innym wypruto flaki na wierzch. Ich ciała schły obecnie w prażącym cieple pustkowia a ich ciała otulał wiatr i kolejne garście pyłu. W Rozrogu były też kobiety. Dwie. Obie leżały nieco dalej w głąb bezdroża. Próbowały bezskutecznej ucieczki. W obu wypadkach były to młode dziewczęta, ciężko powiedzieć co zrobiły, iż zasłużyły na pobyt w piekle ale z łatwością można było domyśleć się czemu mężczyźni pozwolili im na wspólną wędrówkę. Były nawet ładne. Do niedawna. Obecnie obie wyglądały jakby przeciągnięto je przez maszynkę do mielenia mięsa. Nawet krasnolud przyzwyczajony już do podobnych widoków musiał przyznać, iż prezentowały się upiornie. Zwłaszcza kobiece rejony ich ciał wyglądały na bestialsko zmasakrowane. Ciężko było powiedzieć czy diabeł gwałcił je gdy jeszcze żyły, czy już po śmierci.
Wioska była klasycznym przykładem piekielnej architektury. W środowisku w którym jedynym surowcem odnawialnym są ciała tutejsi potępieni szybko nauczyli się jak z nich korzystać nawet po śmierci. „Wioska” była w istocie zbiorowiskiem nomadzkich namiotów. Ich poszycia wykonano z ludzkiej skóry. Szkielety – z kości. Wiązania wykonano igłami z kości i nićmi z włosów. Nic w piekle się nie marnowało. W jednym z namiotów Torgin odnalazł ładnie pozbawione wnętrzności i oprawione półtusze mięsa. Obie należały do jorów. Bohater wiedział, iż w piekle jorowie oraz jaszczuroludzie mieli najciężej. Ze względu na ich zwierzęcy wygląd, polowanie na nich oraz pożeranie ich ciał było najmniej... „inwazyjne” dla psychiki. Co tu dużo mówić, nawet najwięksi skurwiele tu przebywający nie byli kanibalami. Potrzeba wiele czasu, kilku śmierci z głodu by coś w człowieku wreszcie pękło. By zmusił się do przełknięcia ciała swojego kompana, towarzysza, czy przyjaciela. Inaczej też zjada się współbrata krasnoluda a inaczej małe, szczurze „coś” z ogonem.
Jorowie odpowiednio upieczeni smakowali trochę jak kurczaki.
Lista łupów bohatera powiększała się. Znalazł wykonane z garbowanej skóry sandały – znacznie lepsze od tych które posiadał. Znalazł worek podróżny, również skórzany, w którym mógł zabrać nieco dobra. Tym, co jednak ucieszyło go najbardziej było odkrycie ostatniego z namiotów, który musiał tutejszym służyć za magazyn. Torgin odkrył w nim bowiem dwie skórzane manierki, obie wypełnione bulgoczącą cieczą – bohater po krótkich oględzinach określił ją jako brudną, stęchłą wodę. Nie był to jednak koniec niespodzianek. Nomadzi bowiem posiadali również szereg prostych narzędzi wykonanych z mieszanki kości, sznura i kamienia. Było tu parę grabi, łopat, motyki... Torgin nigdy nie widział by w piekle ktokolwiek próbował uprawiać rolę ani nawet usiłować wytwarzać podobne narzędzia. W chwili gdy jego wzrok napotkał topór wiedział, że jest dziś jego szczęśliwy dzień. Trzonem broni była długa kość udowa nieznanej mu istoty. Być może bardzo wysokiego człowieka. Głowę topora stanowił zaś ciężki, szeroki kamień który pracowite dłonie rzemieślnika naostrzyły odpowiednio na końcach. Całą konstrukcja obwiązana była wielokrotnie sznurem z włosów. Torgin wiedział, iż wartość owej „broni” była niewielka. Po kilku mocnych ciosach pewnie rozpadnie się ona na części. Nawet drewna by tym nie porąbał. Niemniej jednak, pod uderzeniem kamienia każdy łeb tutejszego rozpadnie się na części. Zwłaszcza, że od pięciu lat nie widział tu nikogo w pancerzu. Krasnolud wszystkie łupy zebrał pośrodku placu. Musiał zastanowić się co zabrać ze sobą i co czynić dalej. Na przeszukiwaniu wioski minęło mu nieco czasu. Wiatr wzmagał się. Niedługo dopadnie go burza piaskowa.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Krasnolud był lekko mówiąc zawiedziony. To prawda, że jego głównym celem początkowo było znalezienie topora, lecz gdy tylko zajął się poszukiwaniami, jego ręce lekko zaczęły się trząść. Szybko zdał sobie sprawę, że najbardziej ze wszystkiego, to chciałby znaleźć jakiś spirytus.
- Chodź do tatusia... - mruczał pod nosem, oczywiście zwracając się do spirytusu. Mimo to bezskutecznie. Z obrzydzeniem patrzył na zmasakrowane ciało. Zmarnowało się tyle dobrego mięsa. Topór, który wpadł mu w ręce wywołał uśmiech na jego twarzy. Od razu starał się go trzymać blisko siebie w razie jakiś komplikacji. Znalezione sandały beznamiętnie założył na nogi. Na pewno się przydadzą. Sprzęty rolnicze nie wzbudziły w nim zainteresowania, oprócz lekkiego zdziwienia. Mięso z jorów wyglądało kusząco, ale co najważniejsze...
Jego oczom ukazały się dwie manierki. Jego serce rozpromieniło się niebywałą radością.
- Tak jest! - zawołał i zaczął się śmiać. - Spirytus!
Otworzył pierwszą z nich i natychmiast wlał sobie do gardła. Przełknął ciecz, a po chwili jego twarz zmieniła się nie do poznania. Wyglądał wprost upiornie.
- Kurwa mać! - ryknął, a potem zaczął wyjątkowo szpetnie przeklinać po krasnoludzku. - Jebana woda!
Już bez żadnej nadziei sprawdził kolejną manierkę. Wziął tylko niewielki łyk. Znów zaklął szpetnie.
Wyszedł znów poirytowany na środek obozu. Planował jeszcze raz przeszukać dokładnie wszystko, szczególnie ciała. Ciągle miał nadzieję, że gdzieś może być spirytus. W końcu jednak musiał porzucić te plany. Wzmagał się wiatr i wiedział, że zbliża się burza piaskowa. Znów skomentował ten fakt kilkoma szpetnymi słowami. Miał nadzieję, że burza przejdzie bokiem, ale jednak okazała się ona płonna. Na szczęście było tu bezpiecznie. Za tą skałą burza nie będzie taka groźna. Postanowił, że schowa się do namiotu i szczelnie go zabezpieczy, tak, żeby nie dostał się piasek. Podszedł do któregoś z nich, który na jego oko solidniej wyglądał. Jeśli widzi w nim jakieś dziury to stara się, może w jakiś sposób załatać je ludzką skórą z innych namiotów. Niszczy je w celu umocnienia własnego. Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem i namiot jest odcięty od zewnątrz, to po prostu zabiera manierki, topór i plecak, i się w nim zamyka. Jeśli nie, to rozgląda się i stara się jeszcze obmyślić coś innego.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin ostatecznie zabrał ze sobą obie manierki z brudną wodą, kamienne toporzysko, skórzany worek oraz założył na nogi skórzane sandały. O, tak, wyglądał biednie. Mniej niż żałośnie. Nie mniej jednak wyglądał znacznie lepiej niż godzinę temu. Miał buty. Jego brudne, obolałe, poznaczone czerwonymi pręgami stopy wręcz płakały z radości. Miał broń. Słabą, żałosną, na którą za życia nawet by nie spojrzał, ale jednak broń. Miał również wodę. Była brudna, stęchła i bardziej przypominała destylowane szczochy niż cokolwiek innego, ale mógł dzięki niej przeżyć co najmniej kilka najbliższych dni. W piekle mało kiedy zdarzały się podobne łupy co właśnie dziś.
Torgin jednak miał głowę na karku. Wiedział, iż nadchodzi kolejne niebezpieczeństwo z którym nie miał szansy walczyć. Bohater przystąpił więc do szukania sobie kryjówki. Wioska położona była u podnóżka skały, co samo w sobie dawało niezłą ochronę przed wiatrem i piachem. Wojownik wybrał wobec tego najlepiej jego zdaniem wyglądający namiot, nie wymagający żadnych napraw. Wsunął się do środka licząc, iż jego konstrukcja wytrzyma to, co miało nadejść. Podobne namioty zawsze przyprawiały o dreszcze. Będąc w nich zawsze miało się świadomość, co je stworzyło. Gdy tylko przyjrzeć się dokładniej poszczególnym szwom można było bez wysiłku oddzielić jedne płaty skóry od drugich. Jedno stracone życie od kolejnego. Skóry mężczyzn, kobiet. Grube skóry krasnoludów, chropowate orków, delikatne ludzkie. I szwy, z nitek plecionych z ludzkich włosów. I szkielet konstrukcji wykonany z długich piszczeli oraz żeber. Wchodzenie do takiego namiotu przypominało wchodzenie do środka ciała zamordowanej osoby. W środku było tak niepokojąco cicho, iż można było słyszeć szum własnej krwi w uszach i uderzenia własnego serca.
Wiatr uderzył może piętnaście minut później. Łopotał wściekle napiętymi skórami. Wciskał drobiny piachu i pyłu w szczeliny. Mimo to konstrukcja sprawiała wrażenie solidnej i wszystko wskazywało na to, że jeżeli tylko burza ucichnie niedługo, Torgin przetrwa ją bez szwanku.
Może po pół godzinie bezmyślnego oczekiwania krasnolud zamarł. Ponad nieustające wycie wichury i odgłos sypanego piachu usłyszał bowiem coś, czego pod żadnym pozorem w tej okolicy się nie spodziewał. Krzyki. Ktoś na zewnątrz żył i nawoływał kogoś przez wichurę. Burza piaskowa czyniła niemożliwym do odróżnienia poszczególnych słów. O ile faktycznie były to słowa, a nie zmęczony umysł krasnoluda bawiący się z nim samym w okrutne gierki.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Krasnolud początkowo gdy był w piekle rzeczywiście czuł się nieswojo w takich namiotach. Mimo swego całego okrucieństwa i podłego życia, ciągle była to rzecz, która napawała go jakimś uczuciem niepewności. Przez te lata spędzone w piekle zdołał już do tego całkowicie przywyknąć. Co by tu nie mówić - Torgin podczas swojego żywota tutaj, stał się jeszcze bardziej bezwzględny, okrutny, a sumienie całkowicie przestało istnieć. Zobojętniał już na prawie wszystkie okropieństwa.
Ze spokojem oczekiwał końca burzy, która jak przystało na piekło, była diabelnie silna. Mimo to namiot najwyraźniej trzymał się bez przeszkód. Trochę się tym denerwował. Nie bardzo mu się uśmiechało zginąć uduszonym przez piach.
Wtedy usłyszał krzyk na zewnątrz. Trochę go to zaskoczyło. Przy takiej burzy raczej dość trudno trzymać się przy życiu i jeszcze dodatkowo krzyczeć. Domyślił się, że jest to zapewne ktoś, kto również zmierzał do tego obozu jak on, by zdobyć resztki po nomadach. Niestety nieszczęśliwie dla tego kogoś, nie był tak szybki jak Torgin, który zdołał wysprzątać to co najważniejsze i jeszcze znaleźć bezpieczne schronienie.
Krasnolud doszedł do wniosku, że w takim razie ten ktoś jest dla niego bezwartościowy. Zapewne jest zwykłym gołodupcem z którego nie będzie żadnych łupów. Chyba, że jest to jakaś dziewka, ale Torgin był zdania, że kobieta nie dałaby rady utrzymywać się tam przy życiu. Musiał być to jakiś mężczyzna. Nawet jeśli uda mu się schronić w którymś z namiotów i przeżyć, raczej nie będzie stwarzał zagrożenia dla krasnoluda. Torgin doszedł do wniosku, że może całkowicie zignorować całą sprawę, bo nie będzie z niej ani pożytku ani kłopotów.
Spokojnie czekał dalej, bacznie nadsłuchując.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nawoływanie zbliżało się. Wiatr wył niemiłosiernie, szarpiąc niczym wściekły pies połami chroniącego bohatera namiotu. Skóry pozszywane ze sobą odrobinę koślawo, do tej pory chroniące swoich właścicieli, obecnie chroniły krasnoluda z Klanu Krwawych Szczytów. Nie było możliwym zrozumienie słów ani nawet języka w jakim tajemnicza osoba na zewnątrz się odzywała. Nie było jednak wątpliwości – Torgin nie miał złudzeń. Ktoś faktycznie się tam znajdował. Po chwili jednak wszystko ucichło. Burza wzięła górę nad czymkolwiek innym. Piach i pył fala za falą uderzały w malutki namiot zupełnie jakby za sekundę miały go porwać na czterysta stóp w górę i rymnąć nim o skały.
Burza uspokoiła się równie szybko, co się pojawiła. Może po dwudziestu minutach oczekiwania w bezruchu wiatr zelżał. Torgin siedział obecnie w środku namiotu którego cała podłoga pokryta była parucentymetrową warstwą czerwonego piachu który naleciał do środka. Namiot ledwo się trzymał na chybotliwym szkielecie konstrukcji. Można było już w miarę bezpiecznie wyjść na zewnątrz.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Torgin spodziewał się, że osoba ta już nie przeżyła. Ostatecznie, mogła dotrzeć do któregoś z namiotów obok i przetrwać. Musiał być, więc w pogotowiu.
Gdy burza ucichła Torgin nie miał za wiele do roboty w tym namiocie. Zaklął z cicha, założył plecak na plecy, przedtem chowając do niego manierki z wodą. Wziął topór, gotowy by w razie niebezpieczeństwa na zewnątrz go użyć. Wyszedł z namiotu i postanowił rozejrzeć się po okolicy w szczególności w poszukiwaniu osoby, która mogła krzyczeć.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin przygotował ekwipunek. Chwilę później rozsupłał sznury zamykające poły wejścia do namiotu. Ludzka skóra rozsunęła się, a przez powstałą szczelinę do środka wleciała malutka lawina czerwonego pyłu, piachu i kurzu. Krasnolud wystawił ostrożnie na zewnątrz swój kosmaty łeb. Jego broda oraz włosy w piekle nie rosły. Niemniej jednak porządnego strzyżenia ani czesania nie widziały od wieków zapewne.
- GORK!
Krzyk rozległ się natychmiast w chwili gdy tylko Torgin wyszedł na zewnątrz.
Obóz nie przypominał już w niczym widoku jaki zastał tutaj jeszcze godzinę temu. Namioty były w ruinie, poprzewracane i zniszczone przez żywioł. Ciała leżały w większości przykryte już przez piach. Jeszcze dwa, trzy dni i nie pozostanie po Rozrogu nawet ślad.
Krzyczącym był człowiek. Nagi od pasa w górę chudzielec i obdartus. Stał właśnie pośrodku placu, rozglądając się nerwowo po okolicy. Nie był uzbrojony. U jego stóp półsiedział inny mężczyzna - człowiek, skrępowany w kostkach. Kikut lewej ręki, ucięty nieco powyżej łokcia obwiązany miał niedbale jakąś brudną szmatą.
- GORK! MAMY TOWARZYSTWO!
Z ruin przewróconego namiotu, może dwadzieścia metrów od Torgina wyszedł potężny, barczysty ork. Uzbrojony był w kościaną pałkę, najprawdopodobniej wykonaną przed chwilą ze szkieletu któregoś z namiotów.
Na widok Torgina splunął na rudy pył z pogardą w stronę człowieka.
- I czego się, kurwa, drzesz? – warknął.
Przechylił łeb w bok silnie, aż strzeliły kręgi. Skinieniem podbródka wskazał wiszący na ramieniu bohatera worek.
- Byłeś tu przed nami, kurwo. Jest nas dwóch, ty jesteś sam – ork leniwym spojrzeniem ocenił Torgina oraz dzierżony przez niego toporek z kamienia – oddaj coś tu znalazł i ruszaj w swoją stronę a może twój tłusty, krasnoludzki kutasek nie stanie się moją dzisiejszą kolacją.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Torgin zdecydowanie nie był zadowolony z sytuacji. Z kilku obdartusów nie będzie miał żadnych korzyści, a same kłopoty. Złowrogo zmierzył okiem orka i ludzi. Ten jeden to z pewnością jakiś ich niewolnik, dlatego jest spętany i bez ręki, Być może trzymali go do jedzenia, a dzięki temu, że ciągle żył, mięso pozostawało świeże.
Krasnolud nie chciał zająć jego miejsca.
Już teraz było jednak dla bohatera oczywiste, że dojdzie do walki. Ork wyglądał na silnego wojownika, ale Torgin był pewny, że sobie z nim poradzi. Tym bardziej, że ma jednak trochę lepszą broń. Gorzej z tym jego obdartusem. Może mu udzielić takiego wsparcia, że szala przechyli się na ich stronę.
Torgin postanowił ich nastraszyć, lecz nie wierzył w skuteczność tego środka. Przyjął postawę bojową i mocno trzymał topór.
- Nie macie nic dla mnie wartościowego. - rzekł po czym splunął na ziemię. Potem spojrzał orkowi groźnie prosto w oczy. - Wypierdalaj dymać swoich cwelów do któregoś z namiotu, a ja udam się w swoją stronę. To pozwoli ci zachować swój zakuty łeb dalej na karku. - postąpił odważnie krok naprzód. - Wypierdalaj!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Krasnolud był zaprawionym w bojach, twardym wojownikiem. Przeżył w piekle ostatnich pięć lat i wiedział doskonale w jaki sposób ma się zachować by wygrać walkę zanim ona na dobre nawet się rozpocznie. Spojrzeć jakiemuś chujkowi prosto w oczy w taki sposób, by wiedział, że za chwilę umrze. Postura Torgina oraz dzierżony topór tylko zadanie to mu ułatwiało. Bohater od razu zauważył, iż wyraz twarzy orka się zmienił. Już nie patrzył na niego z lekceważeniem. Zmarszczył brwi w srogą minę, a spojrzenia malutkich oczu nie spuszczał z wojownika nawet na sekundę. Mięśnie napięły mu się zauważalnie, jakby w przygotowaniu do skoku, który jednak nie nadchodził.
- Grok! Na co czekasz? Zajeb chuja! Widzisz jego worek, na pewno zebrał stąd już wszystko!
Człowieczek nieco dalej darł się głośno, choć wcale ku temu nie było potrzeby.
- Jeszcze chwila i zapcham ci ten skurwiały ryj twoim własnym workiem, łazęgo...
Ork splunął ponownie na piach, lecz w geście tym nie było już tyle nonszalancji co przed chwilą. Zastraszanie Torgina najwyraźniej przyniosło jakiś efekt. Niemniej jednak okazał się on być niewystarczający. Ork był zbyt zdesperowany by uciec tak jak chciał tego krasnolud.
- To nic osobistego.
Podniósł dłonie nieco wyżej, stawiając gardę. Po tym ruchu dało się zauważyć, iż jest doświadczonym wojownikiem. Mimo to przewaga uzbrojenia była po stronie Torgina. Co więcej, mimo obaw, ten drugi, głośny człowiek jakoś nie kwapił się by pomóc koledze. Ork podszedł kilka kroków do przodu, idąc po łuku. Wychodziło na to, że zaatakuje lada moment. Mimo to wahał się wyraźnie przed wejściem w zasięg ciosu krasnoluda.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Krasnolud nie wahał się. Był już przekonany o swoim zwycięstwie. Zdawał sobie sprawę, że wystarczy cień wątpliwości i wahania, by stać się w walce dużo słabszym. Ork wahał się i bał się. To zbudowało Torginowi przewagę nad przeciwnikiem. Nie myślał już o niczym. Był zdecydowany
Torgin postawił na swój instynkt. Walczył i zabijał całe życie. Jego mózg miał już zakodowane stosowne odruchy i zachowania. Krasnolud nie musiał nad nimi myśleć. Jak automat, instynktownie rzucił się do przodu na orka, z zamiarem trafienia go w korpus toporem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Ork wyszczerzył kły, skracając dzielący ich dystans w jednym susie. Jego wielkie jak bochny chleba pięści ruszyły w stronę twarzy Torgina. Krasnolud jednak zareagował instynktownie. Zręcznie manewrując całym ciałem najpierw uchylił się przed pierwszym ciosem, potem zaś uniknął drugiego. Ork walczył dobrze, lecz ewidentnie bał się wchodzić pod ostrze kamiennego topora bohatera. Najwyraźniej zastraszanie, którego krasnolud użył chwilę wcześniej przyniosło swoje rezultaty. Ork czuł przed nim ewidentny respekt, nie uderzając z całą siłą tak jak był powinien. Jak się szybko okazało, przyniosło to fatalne rezultaty. Uderzając po raz trzeci i po raz trzeci niecelnie, ork wysunął swój środek ciężkości zbyt daleko do przodu, tracąc równowagę. To była sytuacja na którą Torgin czekał. Ostrze toporzyska zatoczyło szeroki łuk w powietrzu, by po chwili wgryźć się boleśnie w bok przeciwnika. Ork warknął wściekle, targnięty spazmem bólu. Broń której używał krasnolud była kamienna. Tym samym cięcie jakie zadała nie było czyste. Bardziej przypominało rwaną ranę szarpaną, zadaną przez dzikie zwierzę, niż czyste uderzenie toporem. Wyrywając z boku topór w powietrzu zawirował strumień krwi. Ork odsunął się na dwa kroki do tyłu, przyciskając do boku rękę. Jego twarz stała się blada jak kreda.
- Grok! – darł się z tyłu człowieczek.
Ork zawył.
- Skończ się drzeć, tylko łap coś i mi pomóż, kurwo!
Człowiek natychmiast schylił się, sięgając jakiś kamień i rzucił nim w stronę Torgina. Spudłował jednak sromotnie, a pocisk przeleciał gdzieś wysoko ponad głową karła.
- Najpierw wypruję z ciebie flaki, karzełku, a potem urwę tamtemu chujowi głowę, niech mnie chuj jeżeli tak nie zrobię... – sapnął ork, ponownie podnosząc gardę i szykując się do drugiej rundy starcia.
Z dziury w boku krew lała się mu już obfitym strumieniem.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Torgin ani razu nie zwątpił w trakcie walki w swoje zwycięstwo. Rana zadana przeciwnikowi wprawiła go w dobry nastrój. Krasnolud uwielbiał walkę, całe swoje dzieciństwo spędził na treningu i szkoleniu się w walce. Całe jego życie opierało się na zabijaniu. I trzeba powiedzieć, że bohater uwielbiał taki styl życia. Był stworzony do machania toporem i zadawania nim ran. Wieloletni trening sprawił, że miał w tym olbrzymią wprawę i w pewien sposób odbierał to nie tylko jako środek do zabicia kogoś, lecz także można powiedzieć, że jako sztukę. Torgin kochał walkę.
Ciesząc się tą chwilą Torgin nie ustawał. Skupiony i skoncentrowany z zimną krwią nieustannie naciera na przeciwnika z zamiarem zabicia go.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Ork, krwawiąc obficie, ruszał się jeszcze gorzej i mniej zgrabnie niż przed chwilą. Jego pięści, wielkie jak bochny, w innej sytuacji będące sporym zagrożeniem na polu walki, obecnie mijały głowę bohatera o całe metry. Torgin znalazł się niejako w komfortowej sytuacji. To on dyktował warunki, narzucał swoje tempo, mógł nacierać, podczas gdy jego przeciwnik...
*łup*
Celnie rzucony kamień rozbił się w impetem o bok głowy krasnoluda. Uderzenie oszołomiło go na sekundę lub też dwie. Przez chwilę nie miał nawet pojęcia co się stało i skąd nadszedł atak. To tamten człowieczek, ten drący się chudzielec, nareszcie trafił w swój cel. Torgin poczuł jak ze skroni po policzku zaczyna lecieć mu stróżka czerwieni. Miejsce uderzenia bolało oraz puchło w zastraszającym tempie.
Grok widział. Z rykiem szara masa mięśni ruszył na Torgina z zamiarem pochwycenia go w żelazny uścisk swoich potężnych łapsk. Krasnolud zawirował w uniku instynktownie. Uskoczył bok w tym samym momencie w którym jego kamienny topór warknął wściekle przecinając powietrze. Broń uderzył szarego orka prosto w potylicę, w akompaniamencie okrutnego trzasku kruszonych kości czaszki. Znowu, nie było to klasyczne cięcie toporem. Po kamiennej broni nie należało się z resztą spodziewać niczego więcej. Bardziej przypominało to po prostu uderzenie otoczakiem w łeb niż cios bronią ciętą. Niemniej jednak efekt był natychmiastowy. Ork padł na pokrytą pyłem czerwoną ziemię i znieruchomiał. Tył jego łba był krwawą masą odłamków kości oraz zawartości mózgu, wylewającej się z czaszki.
- GROK! GROK!!
Człowieczek zamarł ze strachu. Nawet nie schylił się po kolejny kamień. Po prostu stał obok swojego więźnia i krzyczał.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Torgin pogratulował sobie w duchu świetnie wykonanej roboty. Ork okazał się dużo słabszym wojownikiem niż wyglądał. Głupiec poniósł śmierć na własne życzenie. Przynajmniej bohater mógł się zabawić i podnieść po raz kolejny swoje ego. Poza tym gruchnięcie przeciwnika przez łeb było przyjemne.
Zupełnie jednak inne zdanie miał o kamieniu, który trafił go w łeb.
Krasnolud nie planował popuścić płazem tego ciosu.
- Zamknij ryj skurwysynu! - wrzasnął krasnolud i ruszył na chudzielca jak rozszalały byk. Jego celem jednak nie jest uderzenie go toporem, ale powalenie go swoim ciałem i siłą na ziemię. Bohater postanowił najpierw go przesłuchać. Jeśli człowiek ucieka to go goni, lecz jeśli nie ma szans na szybkie dogonienie go i powalenie, to szybko się poddaje, i wraca do więźnia.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Chudzielec wiedział dobrze, co się święci. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że skoro krasnolud zdołał zmiażdżyć czaszkę potężnego orka, to on sam nie wytrzyma nawet sześciu sekund walki z zaprawionym w bojach mordercą. Ciężko było nawet powiedzieć czemu ork zdecydował się na podróż z taką miernotą po piekle. Jako mięso armatnie? Dla towarzystwa? Homoseksualnych uciech? Jakikolwiek by nie był powód, skutek pozostawał ten sam. Chudzielec zerwał się do panicznej ucieczki.
W następnej chwili gdy tylko odwrócił się, ruszając do biegu, człowiek wyrżnął się jak długi na ziemię. Torgin widział wyraźnie, co się stało. To ten drugi, klęczący na ziemi, związany człowiek podstawił nogę swojemu oprawcy. Więzień czekał cierpliwie całą walkę na jej wynik. Teraz przyszła jego kolej do działania.
[...]25 || Torgin: Ruch (10 PI) – 15
15 || Torgin: Szarża (11 PI) – 4
4 || Torgin: Test ataku (k20)8 + 11 + 5 (pięść) + 5 (szarża) = 29 / ST = 20 – trafienie
Zanim chudzielec zdołał się podnieść, Torgin znalazł się tuż obok. Rozpędzony krasnolud był jak mały taran – niemożliwy do zatrzymania. Samą masą swojego ciała oraz pędem zmiótł wstającego chudzielca z nóg tak, że jego twarz przeorała dobry metr rudej, pełnej żwiru i pyłu ziemi, poważnie się raniąc.
- Aaaaaargh! – zawył ze strachu człowiek.
Próbował się wyrywać, ale bezskutecznie. Bohater był od niego daleko silniejszy.
- Niech zdycha...
Więzień uśmiechnął się mściwie, spluwając w pogardą na rozgrzany grunt.
- Niech ta kurwa zdycha jak najdłużej, krasnoludzie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Torgin już chwilę wcześniej odrzucił o kawałek od siebie broń. Potem, pierwsze co zrobił, to w tej euforii i gniewie, wymierzył mu kilka potężnych kopnięć (wyzywając do przy tym od skurwysynów). Potem łapie drania za gardło ściskając je, lecz nie tak mocno, by się udusił. Najpierw miał ochotę odbyć z nim krótką pogawędkę.
- Dobra kurwo, czy ty i to zielone ścierwo mieliście jakiś plan? Dlaczego pozwolił iść z sobą takiej piździe jak ty?!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Kolano krasnoluda zagłębiło się w żebrach chudzielca. Trafiony pisnął żałośnie, jak nadepnięty szczur. Chwilę później stopa wojownika zagłębiła się w kroczu człowieczka. Uderzony zawył z bólu, starając wyrwać z uścisku Torgina. Wciąż bezskutecznie. Uchwyt bohatera był potężny. Jego łapska trzymały więźnia jak imadła.
- Co? Plan? Jaki kurwa plan? – zawył bity – Nie ma żadnego planu! My po prostu...
Kolejne kopnięcie Torgina pozbawiło człowieka tchu. Powietrze uszło z jego płuc ze świstem.
- Kurwa, my po prostu podróżowaliśmy razem! We dwóch łatwiej, nie? Obronić się, coś złapać...
Spojrzenie jego przekrwionych oczu przeskoczyło na ułamek sekundy z Torgina na drugiego człowieka, związanego więźnia.
- Poza tym, ta nędzna pizda od czasu do czasu ssała orczego, wielkiego członka – więzień ponownie splunął na ziemię – Grok lubił takie zabawy, tu w piekle ciężko o orcze kobiety.
Chudzielec zasyczał gniewnie wiązankę przekleństw pod adresem wszystkich diabłów i bogów razem wziętych. Mimo ponownej próby nie był w stanie wyrwać się Torginowi. Dłonie bohatera pewnie zaciśnięte na gardle człowieka sprawiły, iż twarz duszonego poczerwieniała z wysiłku.
- Zabij go, krasnoludzie. Nie trać na niego czasu. – dodał skrępowany człek.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Krasnolud jeszcze nie planował odpuszczać. Było coś co ciągle budziło jego wątpliwości. Poza tym czuł pewien zawód. Z tego powodu trzasnął chudzielca jeszcze parę razy, tym razem z całej siły prawą pięścią w twarz. Miał nadzieję, że chudzielcowi czaszka nie pęknie, ale raczej się nie ograniczał. Najwyżej trudno. Na więźnia na razie nie zwracał żadnej uwagi.
- A ty kurwa co? Po co mu taka pizda jak ty? - pytał Torgin morderczym głosem. - Dupy mu dawałeś? Jak go spotkałeś i na co mu byłeś kurwo potrzebny?!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Raz. Drugi. Trzeci. Głowa bitego z każdym kolejnym uderzeniem odskakiwała jak główka szmacianej laleczki do tyłu. Za trzecim ciosem ze słyszalnym chrupnięciem chudzielcowi poszła chrząstka nosa. Z obu dziurek buchnęła krew, zalewając ciepłym strumieniem jego usta i podbródek. Torgin poczuł metaliczny, słodkawy odór uderzający w jego nozdrza. W piekle zapach krwi kojarzył się głównie z jednym. Z posiłkiem.
- Nie wiem! Po prostu, spiknęliśmy się razem, tak czasem bywa, nie?! – zawył bity.
W kącikach jego oczu zbierały się łzy. Nie miał już siły się wyrywać i walczyć, mógł jedynie biernie oczekiwać tego, co krasnolud postanowi.
- Co mam ci, kurwa, odpowiedzieć?! Po co zadajesz mi te pytania?! Jebany karle! Chuj ci w dupę!
Głos człowieka łamał się, spadając w dół, jak toczona po schodach piłeczka. Wiedział, że nie jest w stanie wygrać. Teraz jedynie krzyczał po to, by go sprowokować. Zabity, człowiek odrodzi się za jakiś czas w innej części piekła i będzie starał się żyć na nowo. Lub też nie żyć. Zależnie jak na sprawę się spojrzy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum