TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2011-10-16, 21:50
Polowanie na drapieżniki
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-04-05, 19:33   Polowanie na drapieżniki

"Wśród wielu zwierząt, aberracji i wynaturzeń, które napotkać można w Mrocznej Puszczy, nie ma chyba żadnego innego, które w takim stopniu wykazywałoby się sprytem, bezwzględnością i okrucieństwem, jak właśnie Drow. Żadne inne istoty zamieszkujące te tereny nie odnalazło się z takim naturalnym wdziękiem, jak one, w tym nieprzyjaznym środowisku. Żadne inne nie wykazuje się takim talentem w mordzie i walce o przetrwanie. Żadne też wreszcie, nie zabija inaczej, jak tylko z potrzeby, głodu, lub obrony. Drowy zaś, zabijają, bo najzwyczajniej w świecie, sprawia im to przyjemność. I gdyby to okrucieństwem mierzyć siłę drapieżnika... to nie masz Ci większego łowcy, nad Drowa właśnie."
- wspomnienia Albrechta Sonnenberga, uczonego profesora z Akademii Nauk w Dorienburgu


Polowanie na drapieżniki
- kroniki Busajny i Kaerila Maarena


Puszcza Wiecznej Nocy. Samo w sobie jedno z najbardziej nieprzyjaznych miejsc na znanej nam planecie. Pełna potężnych, krwiożerczych istot, trujących roślin, ogromnych drzew, oraz... mroku zasłaniającego każdy metr kwadratowy jej powierzchni. Mroku, w którym żadne stworzenie, nawet najsilniejsze nie może czuć się bezpieczne. W którym każdy cień może być zagrożeniem, a każdy zwycięzca w następnej chwili stać się może konającą z bólu ofiarą.

Pośrodku tego wszystkie Drowy. Jedyne istoty wystarczająco silne, by nazwać to pełne mroku piekło swoim domem. By stworzyć tu kulturę i cywilizację. By walczyć, zabijać i... wygrywać. By tworzyć miasta.

Luriel'a'henna. W skrócie Luriel. Potocznie zwane "Czarcim kotłem". Średniej wielkości miasto drowie, zbudowane w formie gigantycznego leja wgryzającego się wgłąb ziemi, wokół ścian którego pobudowane zostały wielopiętrowe kondygnacje budynków, tarasów, półek i wiszących mostów. Tak jak leśne elfy budowały wśród koron drzew swoje misterne pałace, tak Luriel powstało na modłę podziemnych budowli krasnoludzkich. W dół. Niczym gigantyczna, eliptyczna kopalnia odkrywkowa, sięgająca na wieleset metrów w ziemię, którą drowy z kaprysu postanowiły zasiedlić. Czarci Kocioł zapewne, dla postronnego wędrowca, miałby swój urok i piękno. Drowy, mimo swojej brutalnej natury, ceniły piękno na równi ze wszystkimi elfimi podrasami. Owszem, ich kanony pojmowania piękna może i odbiegały od tego, co powszechnie jest przyjęte u elfów srebrnych... ale w gestii architektury nie można było im powiedzieć, iż budują *topornie*. Że budują *brzydko*.

Luriel było misterne. Zachwycało detalami, oraz dokładnością, starannością wykonania. Każdy pałacyk, każda platforma, wyglądała jak utkana z samego cienia. Misterna tak, jakby miał ją porwać następny podmuch wiatru.

Opita krwią tych, którzy byli zbyt słabi, by w niej mieszkać.

I wreszcie, gdzieś, pośrodku tego wszystkiego, malutka, pogrążona w mroku, blisko dna Kotła, karczma. "Stary Jar", się zwąca. Stara, niewielka, prowadzona przez wyjątkowo mrukliwego i skąpego Drowa, któremu usługiwał szereg niewolników z pośledniejszych ras. Karczma, w której zaczyna się nasza opowieść.



Oto tak się bowiem stało, iż Busajna, w ramach odpoczynku, tudzież poszukiwania kolejnej ofiary, albo po prostu wrażeń mocniejszych, niż to gwarantowały regiony miasta gdzie codziennie bywała, postanowiła zawitać tutaj na kilka głębszych napitków, oraz kilka ciekawszych sytuacji.



Oto tak się bowiem stało, iż Kaeril, którego różne wiatry wiecznej tułaczki wiecznie pędziły z miejsca w miejsce, postanowił na kilka dni powrócić w rodzinne mu tereny, celem załatwienia sobie tylko znanych spraw. Stary Jar był dla niego tylko przystankiem w podróży, ale z kolei przystankiem, który miał wiele w jego życiu wkrótce zmienić.



Oto tak się wreszcie stało, iż podczas gdy ta dwójka drowów jadła i piła zamówione dobra na swoich miejscach, w mrokach pokrywających karczmę przygrywał im pewien drowi bard. Grał on na fujarce, a grał nad podziw cudnie i tęsknie, praktykując tę zgoła wśród drowiej rasy niespodziewaną sztukę. Bard ów, gdy skończył grę, zebrał w pełni zasłużone honorarium od karczmarza, po czym spokojnym krokiem podszedł do Busajny.

- Sal'lam, mehri - rzekł, kłaniając się z szacunkiem do kobiety, w tradycyjny sposób pozdrawiając ją w języku drowim - Chciałbym prosić panią o możliwość zamienienia z panią słowa. Na piętrze karczmy, w pokoju numer 5. Za kilka minut. Obiecuję, iż będzie to warte pani uwagi..

Po tych słowach podszedł do Kaerila, nie dając Busajnie możliwości odpowiedzieć.

- Sal'lam - pozdrowił go podobnie kulturalnie - chciałbym złożyć ci pewną propozycję, przyjacielu. Spotkaj mnie za chwilę na piętrze karczmy, w pokoju numer 5. Obiecuję, iż będzie te kilka chwil, które mi poświęcisz, warte twego zachodu..

Zakończywszy mówić owe słowa, drow znikł schodami na wyższej kondygnacji budynku, pozostawiając resztę gości, w tym dwójkę najważniejszych - w samotności.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-05, 20:14   

Puszcza Wiecznej Nocy. Jeszcze parę lat temu było to jedyne miejsce, jakie Kaeril znał. Kiedy wyruszył na swą wędrówkę postanowił wracać tu jak najrzadziej. Do tej pory udało mu się wręcz nigdy nie zawitać w lasach Puszczy. Teraz jednak dotarł tu, siedział w parszywej oberży, w parszywej części miasta. Czemu tu przybył, już sam nie pamiętał. Być może alkohol w ciągu tych paru dni zbytnio przeżarł mu mózg, a może po prostu sprawa była tak błaha, że nie warta zapamiętania. Jednak pewnym był cel dalszej wędrówki - gdzieś-w-chuj-daleko-stąd. A potem się zobaczy.

Bard podchodzący do Kaerila spowodował wywołanie paru nieprzyjemnych wspomnień. Propozycja złożona w karczmie ostatnio skończyła się dla niego nadzwyczaj niekorzystnie, i od tej pory raczej starał się unikać podobnych "zleceń". Mimo wszystko drow postanowił choć zajrzeć do pokoju numer 5, by sprawdzić o co chodzi. Może jest po prostu uprzedzony, co do ludzi z propozycjami w karczmach, i chce mu tylko coś sprzedać?

Drow nie śpieszył się jednak z odejściem od stołu. Jeżeli miał cokolwiek do jedzenia lub picia na blacie spokojnie dokończył to. Spędził jeszcze chwilę na kontemplacji urody elfki, którą zauważył dzięki nadchodzącemu bardowi. Westchnął, przeciągnął się i wstał. Namierzył wzrokiem schody, by podążyć nimi na piętro, a dalej do drzwi pokoju numer 5.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2010-04-05, 20:40   

Elfka odprowadziła Drowa wzrokiem do stolika nieopodal i dokładnie przyjrzała się jego drugiemu rozmówcy. Cała nieruchoma, jak pełen powabu obsydianowy posążek, powoli omiotła wzrokiem salę. Nikt nie wydawał się być nad wyraz kuszący, piękny czy bogaty.

Doprawdy, coś warte MOJEJ uwagi...?

Wysączyła powoli resztę trunku z kufla, przytwierdzonego do jej ręki przez ostatnie chwile jakby na stałe i odstawiła go na blat.
Powoli przymknęła oczy. Analiza niemal filozoficzna przepłynęła leniwie przez jej rozum, rozbrajając na części pierwsze wszystkie za i przeciwy, plusy i minusy, pragnienia i inne jakże istotne dla niej kwestie. Bo przecież najważniejsze to to, co się dla NIEJ liczy.
Spojrzała raz jeszcze na drugiego, zaszczyconego rozmową barda Drowa i oparła się wygodnie. Co będzie się rwać jak pierwsze lepsze głupie cielę. Przebiegła palcami po blacie stołu przyglądając mu się ostentacyjnie i widząc, że wstaje by udać się za bardem uśmiechnęła się pod nosem.

Proszę, jednak nie zapowiada się na transakcję jeden na jeden.

Wstała nie wierząc jednak, żeby ktokolwiek, postury i klasy tamtego barda, miał coś, co mogłoby ją zainteresować; z pewnością jednak na bogatszego wyglądał drugi elf. I między Busajną, a prawdą to chyba właściwie on zdeterminował ją do wstania od stolika.
Mając sztylet w zanadrzu udała się na schody, by spotkać się z bardem, albo w razie totalnej klapy, przy jakiejś dogodnej okazji, poderżnąć jednemu (bądź obojgu) z nich gardło i wzbogacić się o cokolwiek co ma wartość, bądź nadaje się do handlu.
Chociaż... kto wie?
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-04-06, 11:13   

Kaeril w milczeniu pociągnął ostatnich kilka łyków z trzymanego w dłoniach, przyjemnie chłodnego kufla. Kufel, warto nadmienić, był szklany. Kulturalnie, dostojnie, wyniośle szklany. Nie paskudnie drewniany, jak to powszechnie przyjęło się w zwyczaju na ziemiach ludzkich. Kaeril ile razy by nie wspomniał o tym, co i w jakich warunkach pito w ludzkich karczmach, zawsze musiał walczyć z ogarniającym go dreszczem obrzydzenia. Tu była Mroczna Puszcza! I ile ten cholerny kawałek ziemi nie miał wad, zawsze było w nim coś, co stawiało go mimo wszystko wyżej, nad całe otaczającego po brudne pospólstwo.

Piwo czyściło przełyk, wypełniając je interesującym posmakiem goryczki. Drowka, do której również podszedł tajemniczy bard również piła. Z kieliszka, o wysokiej nóżce, ciemno-karminowe wino. Jej pełne wargi zmysłowo dotykały szkła, zaś w momentach, gdy od czasu czasu jej język zbierał jakieś zabłąkane kropelki alkoholu z kącików ust, Kaeril czuł, jak... no cóż, łatwo sobie wyobrazić, co czuł. Elfka, nawet jak na niezmiernie wysokie standardy swojej rasy była piękną. Zjawiskowo piękną. Obcisłe, idealnie skrojone, skórzane ubranie ją okrywające, jedynie podkreślało to, co w jej ciele na podkreślenie zasługiwało. A było tego niemało. Co ona tu robiła? Szpieg, uzbrojony, w jakiejś tajnej misji? Elfka z wysokiego rodu, szukająca jedynie zaczepki, by wypruć flaki z zalecającego się do niej samca? A może zbieg, poszukiwany przez siepaczy kogoś, kogo obrobiła? Kaeril wiedział, że musi być ostrożny. Takie jak owa nieznajoma, nigdy nie były kimś *zwykłym* w społeczeństwie Drowów. A niemal zawsze okazanie im braku szacunku traktowały jako świetny pretekst do zabawy... bynajmniej w niepozytywnym tego słowa znaczeniu.

Cholerne społeczeństwo matriarchalne.


Busajna czuła, rzecz jasna, na sobie spojrzenie Kaerila. Póki co jednak nie należało one do natarczywych do tego stopnia, by uznać za celowe wyłupienie mu oczu. Po prostu patrzył. Drowka znała podobne spojrzenia i wiedziała, że nie jest w stanie z nimi walczyć. Nawet do pewnego stopnia jej schlebiały. Znała swoją wartość i wiedziała, jak wiele może osiągnąć, czasami po prostu uśmiechając się do cielęco zagapionego w nią, durnego samca. Delikatnie wyprężając się, niczym kotka, celowo sprawiając, iż jej biust odrobinę bardziej niż zwykle ukazywał swoje kształty, opięte przez skórzany kubraczek. Odpinając kilka guzików koszulki. O tak. Paradoksalnie, by zobaczyć jej cycki niejeden mężczyzna potrafił zrobić więcej, niż gdyby przypiekała go węglami.

Idioci. Co do jednego. Cholerni idioci.

Drowka spokojnie dopiła zakupione jakiś czas temu wino. Alkohol był słaby i nie było go wiele, toteż nie miał żadnego wpływu na jej postrzeganie świata. No, może oprócz owej satysfakcjonującej myśli, iż go pito. Nic poza tym.

Ów przyglądający się jej niski, mierzący około 170 cm wzrostu Drow, wchodzący w wiek dorosły, o niemal całkowicie czarnej skórze i długich śnieżnobiałych włosach wstał od stołu pierwszy. Przyglądając mu się, zauważyła, ślady pazurów przechodzące przez lewy policzek mężczyzny. Wojownik. Albo głupiec, który pozwolił sobie na ranę. Tak czy inaczej, jego podniesienie potraktowała również jako sygnał do wstania.


Bez słowa dwójka drowów udała się schodami na piętro karczmy. Krótki, pogrążony w mroku korytarz posiadał drzwi po obu swoich stronach. Była ich tylko piątka, a na każdych znajdowała się niewielka, metalowa tabliczka, z runami, określającymi liczby porządkowe w kolejności rosnącej, od 1 do 5.

Drzwi do pokoju 5 znajdowały się tuż przed bohaterami. Mieli teraz okazję zarówno przyjrzeć się sobie jeszcze dokładniej, niż przed chwilą, jak również zabić współtowarzysza i otrzymać zlecenie samotnie. Razem z pełną sumą zapłaty.

A w każdym razie, była to jedna z opcji.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-06, 12:01   

Przejęcie zlecenia dla siebie było bardzo kuszącą myślą. A szczególnie przejęcie zapłaty. Ale po cóż to robić, skoro zabić swego wspólnika można dopiero po wykonanym zleceniu? Zapłata wtedy i tak w całości trafiłaby do Kaerila, a tak, jeżeli by przyszedł sam mógłby otrzymać tylko stawkę przeznaczoną od samego początku tylko dla niego. To zupełnie bez sensu. Z drugiej strony bard mógł wiedzieć co robi, zapraszając do siebie dwie osoby. Nie musi być to łatwe zadanie.

"Tfu, miałeś przyjść tu się tylko rozejrzeć, a ty już kombinujesz jak zarobić więcej!" skarcił się w myślach drow.

Nie wszedł jednak przez drzwi od razu po dotarciu do nich. Czekając, aż drowka podejdzie bliżej udawał, że patrzy się na ściany. Właściwie, to po chwili rzeczywiście zaczął patrzeć się na ściany, szukając tak znajomych mu z ludzkich zajazdów zacieków, grzybów czy zgnilizny. Choć nutkę obrzydliwości ludzkich. Patrzył się na nieskazitelne ściany. Kiedy jednak nieznajoma podeszła bliżej otworzył drzwi szeroko, służalczym niemal gestem i z szerokim, szyderczym uśmiechem rzekł:
- Panie przodem...

Zdecydowanie nie chciał mieć tej kobiety za plecami. Życie jest cennym przymiotem, a kawał stali wchodzący między żebra nie należy do najprzyjemniejszych uczuć, nieprawdaż?
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2010-04-06, 13:17   

Szła za nim powoli, jak lew za cielęciem. Ostrożność, czujność i właściwa jej, nieopisana chęć posiadania prowadziła ją za tymi męskimi plecami dyskutując z jej godnością i lenistwem nad tym, czy nie lepiej będzie samej odwiedzić tego barda. A wojownika gdzieś... zgubić.
Delikatny uśmiech przebiegł jej przez twarz, kiedy mrużyła oczy w półmroku schodów. Słyszała, że w niektórych stronach atakowanie od tyłu i dźganie w plecy było nieetyczne, nieelegancje, niehonorowe czy też inne nie-. Bzdura.

Pytanie brzmiało: "Czemu się oszpecił?". Nie był przecież taki całkiem paskudny. Był w końcu drowem, a to już plasowało go znacznie wyżej w tabeli przystojności.
Zatrzymała się w pewnej odległości od niego i przyjrzała mu się uważnie, badając aspekty jego fizycznej budowy, jego strój i niepowtarzalne spojrzenie drwoich oczu.
Niestety, stanowczo nie był bogaty (albo wybitnie się z tym maskował), a to zaś degradowało go, mimo pochodzenia, niżej w jej osobistym rankingu.

- Jasne. - uśmiechnęła się i przebiegła palcami po jego ramieniu, szyi i skrawku policzka wymijając go. Nie mogła sobie odmówić tego gestu- No juuż, nie boimy się. - mruknęła przez ramię.
Odwaga zawsze w cenie... pomyślała ironicznie, zastanawiając się czy jest zwyczajnie trzęsidupą (co w jej mniemaniu nie przystoi drowowi) czy może dwaj elfowie są ze sobą w zmowie i zamierzają ją tu zaatakować.
- Pięknie grasz, Linthar. - powiedziała przekraczając próg pokoju- Na tej swojej... fujarce. - już ona zadbała, żeby zabrzmiało to dwuznacznie.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-04-06, 13:33   

Wojownik z blizną na policzku był przystojny. Był Drowem, co już stawiało go wyżej w oczach Busajny, nad całą resztę śmiesznych, krótkowiecznych ras zamieszkujących Sorię, a bywających w Puszczy jedynie w roli sług lub niewolników. Ponadto, miał prawo ze wszech miar uważać się za przystojnego. Ponadto, całości smaczku dodawało jego smukłe, zdecydowanie bardzo wygimnastykowane i gibkie ciało, oraz wyraźnie odznaczająca się przez materiał ubrania rzeźba mięśni. Busajna mimowolnie poczuła, jak w jej podbrzuszu delikatnie zaczyna pulsować malutka kulka ciepła... Cóż, może ów drow nie będzie aż tak bezużyteczny, jak to początkowo oceniła?

Później. Później. Obowiązki przede wszystkim.

Kobieta delikatnie przekręciła metalową klamkę, uchylając drzwi wejściowe do pokoju numer pięć i wchodząc do środka. Kaeril podążył wkrótce za nią, zamykając drzwi za sobą.

Pokój miał wymiary pięć metrów, na trzy szerokości. Nie było w nim okien, zaś wewnątrz panowała całkowita ciemność, która, rzecz jasna, dla drowich oczu nie stanowiła najmniejszej nawet niedogodności. Po prostu, iż migdałowe oczy zaczęły nagle postrzegać świat nie w kolorze, a we wszystkich odcieniach szarości. Bez problemu dało się zauważyć każdy element wystroju wnętrza pokoiku, od jednoosobowego łóżka począwszy, a na biurku, oraz szafie na ubrania zakończywszy.

- Wybaczcie, że nie zaproponuję wam miejsca do siedzenia. Sami widzicie, jakie w tej norze panują warunki...

Bard miał aksamitny, kuszący głos. Ogólnie należał do drowów cholernie, ale to cholernie przystojnych. Widać było po nim podczas gry, iż obdarzony jest niezwykłą charyzmą, oraz talentem do gry. Urodzony mistrz w swojej profesji. Nienagannie skrojone, skórzane ubranie, ciasno opinające jego ciało, misternie wykonana z kości słoniowej fujarka, dyskretny, srebrny łańcuszek na szyi, znikający gdzieś pod koszulą... wszystko to tworzyło całość w postaci drowa, który wie, czego pragnie i który wie, jak to osiągnąć.

- Cieszy mnie, iż tu przybyliście - rzekł cicho - podczas gry na dole obserwowałem was od jakiegoś czasu. Zdecydowanie wybijacie spośród tutejszego gminu... w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa.

W tym miejscu posłał uśmiech w stronę Busajny. W innej sytuacji za podobny uśmiech wybiłaby samcowi zęby, wyrwała język i wpakowała mu go w... Cóż, tym razem było inaczej. Ten uśmiech wydał jej się wręcz... miły.

- Mówiąc krótko, chciałbym zaoferować wam pewną szybką pracę. Za odpowiednią, rzecz jasna, opłatą. Pracę, wymagającą dyskrecji i skuteczności. Chcecie usłyszeć więcej?

Pytanie zawisło w powietrzu, czekając na odpowiedź ze strony Drowów.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-06, 15:56   

- Nie myl strachu z ostrożnością - mruknął elf łapiąc dłoń kobiety między kciuk a palec wskazujący. Nie za mocno, ale też nie nazbyt delikatnie, i tak samo lekko ją odrzucił. Szyderczy uśmiech nie schodził z jego ust. "Za kogo ona się uważa?" pomyślał i wszedł do pokoju, oczywiście patrząc się na jej tyłek.

- Wybijamy się? - zdziwił się Kaeril, a uśmiech już gdzieś zniknął. - Rozumiem, tą tu panią, ale ja? Czymże różnię się od tego tałatajstwa zamieszkującego tę dzielnicę, albo będącego tu przyjazdem? A, zresztą... co za różnica - drow machnął ręką. - Gdybym nie chciał znać szczegółów, to bym tu nie przyszedł - stwierdził podnosząc brwi. - Tak więc słucham, bowiem cenię sobie swój czas.

Z braku siedzeń oparł się plecami o ścianę i założył ręce na piersi.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2010-04-06, 19:59   

- Czemu pochlebstwo w twoich ustach brzmi jak ubliżanie. - westchnęła, starając się by w jej głosie wybrzmiała (to nic, że sztuczna) pewna nuta żalu. Jeszcze go nie znała a już był taki nieuprzejmy. Jakie czasy takie rasy.

Do barda zaś zwróciła się z równie wielką uprzejmością co on do niej (to nic, że sztuczną). Był demonicznie przystojny i to on miał tu jakiś majątek.
- Wymagasz dyskrecji, zaczynając od słów, że najbardziej się.. wyróżniamy. - uśmiechnęła się lekko- Twój argument jednak przekonuje mnie, że nie przyszłam tu po nic. W odróżnieniu od mojego niecierpliwego ... - jak go tu nazwać? Spojrzała na elfa-... kompana? Z przyjemnością przedyskutuję możliwość przekazania twoich pieniędzy - piękny uśmiech - w moje ręce.
A starała się brzmieć tak miło i tak niewinnie, na ile pozwalało jej własne poczucie wartości i jakieś granice realizmu.

Prawdopodobieństwo, że drowka planuje kogoś zamordować zawsze było wysokie, ale po co je jeszcze uwydatniać zachowaniem. Dyplomacja, pozory, dyplomacja i urok.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-04-06, 22:42   

Pomiędzy dwójką drowów trwała w najlepsze konwersacja, która mogła stanowić jedynie wstęp do poważniejszych rękoczynów. Póki co przekomarzali się jedynie, delikatnie, niczym starzy znajomi, lub rodzeństwo. Wszelako obydwoje zdawali sobie sprawę z tego, iż pod pozornie nic nie znaczącymi złośliwościami, mogło się kryć znacznie więcej... Szczególnie Kaeril wiedział, iż musi mieć się na baczności. Kobieta, nie dość, że najwyraźniej wyjątkowo świadoma własnej urody oraz umiejętności, była wyjątkowo bezczelna. Wobec powyższego, albo znakomicie udawała, albo faktycznie była córką kogoś ważnego w tym mieście. Jej zabicie... zrobienie jej jakiejkolwiek krzywdy mogło wiązać się z bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnymi konsekwencjami. Konsekwencjami, o których zbrojny wolał nawet nie wiedzieć.

Opcjonalnie, samica znakomicie udawała, bawiąc się jego kosztem. W takim jednak razie wreszcie popełni błąd, który ją zdradzi. Zerwie maskę z jej twarzy. A wtedy bez problemu dumny drow będzie mógł wypruć z niej wnętrzności i rzucić Nocnym Piechurom na pożarcie.

Busajna tymczasem mogła jedynie obserwować i napawać tym, jak mężczyzna peszy się, ewidentnie chcąc w jakiś sposób dorównać jej w słownym pojedynku, lecz póki co wychodziło mu to marnie. Jako kobieta, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż ma zdecydowaną przewagę nad towarzyszem. I doskonale umiała ją wykorzystać. Do czasu.


Bard tymczasem obserwował dwójkę swoich gości, nie komentując ich wzajemnego zachowania ni słowem.

- Wyróżniacie się dla tych, którzy umieją patrzeć - rzekł rzeczowo, zagadnięty przez oboje w podobny sposób - dla kogoś, kto wie *na co* patrzeć, gdy patrzy na drowa. Jesteście silni. Szybcy. Bezwzględni. Chętni zarówno przygody, mocnych wrażeń, jak i łatwego zarobku. Typowi awanturnicy. Każdy, kto zna wasz rodzaj, tak dobrze jak ja, rozpozna w was niezwykłe jednostki w ciągu mgnienia okiem.

Drow uśmiechnął się ponownie, oszczędnie, odsłaniając szereg jasnych zębów.

- Moje imię brzmi Berion Luthien - powiedział - jestem, jak już wiecie bardem. Może najlepszym w całej Puszczy, a już z pewnością najlepszym w tej parszywej dziurze. Na ten sukces zasłużyłem niczym innym jak ciężką pracą i latami praktyki. Tymczasem ostatnio w mieście pojawił się nowy, znakomity bard, który swoje umiejętności zdobył tylko drogą kradzieży.

Bard następne słowa wyrzucił z siebie, niczym szczeknięcia wściekłej bestii.

- Ukradł ode mnie szereg zwojów. Bardzo niezwykłych zwojów, zaklętych osobiście przeze mnie. Zwojów, które posiadaczowi znającemu się na muzyce dadzą niezwykłą moc układania pieśni takich, o których sam nigdy by nawet nie pomyślał. W tych zwojach zawarłem niemal dwieście lat własnej praktyki jako barda, a ten nędzny chujek mi je podpierdolił....

Bard utkwił swoje wnikliwe spojrzenie w obu drowach.

- Chcę jego śmierci. Śmierci i swoich zwojów z powrotem. Za wieść o tym, iż nie żyje i za zwoje oferuję wam po dziesięć złotych monet na głowę. Dwadzieścia razem.

Dwadzieścia złotych monet to była suma niemała. Zarówno Kaeril, jak i Busajna zdali sobie sprawę, iż Berionowi naprawdę musi zależeć na tym, by misja ta została wykonana.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-06, 23:14   

- Ach, schlebiasz mi - żachnął się drow słysząc barda, mając na myśli oczywiście słowo "bezwzględni".

To, że drowka była córką kogoś znacznego w mieście raczej wykluczał. Taka osoba była by choć trochę znana, na tyle, by "najlepszy bard w całej Mrocznej Puszczy" mieszkający tu, znał ją, i raczej nie wynajmował. Zresztą, co by robiła w takiej podrzędnej spelunie? Pozostało czekać na błąd, bądź na spokojne zakończenie roboty i oddalenie się w sobie tylko znajomych kierunkach. Chociaż, być może zabicie jej mogło się okazać bardziej opłacalne? Okaże się.

Co prawda drow już niemal zapomniał o tym, że nie miał zamiaru pchać się na żadną misję zleconą przez nieznajomą osobę z karczmy, wciąż jednak wolał upewnić się co do wszelkich szczegółów dotyczących zleceniodawcy, zanim w ogóle zgodzi się poznać cel zlecenia. "Ostrożność przede wszystkim" mówił sobie ostatnio aż nazbyt często. Ale czy mogło to dziwić, skoro już raz przeżył własną śmierć? Wolał tego nie powtarzać.

- Mówisz waść dziesięć złotych monet na głowę - Kaeril przyjął już ton właściwy interesom. - Cena rozsądna, warta zachodu. Skąd mamy mieć pewność, że zapłacisz po wykonaniu roboty? Zakładam, że nie masz ich przy sobie, żeby nam pokazać, na wypadek, gdybyśmy postanowili ominąć zlecenie i odebrać je sobie tu, w tej chwili, na miejscu? A no i oczywiście, czy jeżeli zlecenie okaże się trudniejsze niż przedstawione, możemy liczyć na jakąś rekompensatę? Dajmy na to, jeżeli okazało by się, że ten złodziej to tak na prawdę część wielkiej organizacji, a my mimo wszystko wykonaliśmy zadanie? - tym razem elf starał się przybrać ton, przy jakim nawet największy idiotyzm brzmiał by jak życiowa mądrość. Mimo, że tak na prawdę spodziewał się reakcji typu "pierdolisz". Zawsze warto spróbować...
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2010-04-06, 23:43   

Busajna chwilę przyglądała się bardowi, napawając się zmianą tonu w jego głosie. Lubiła, kiedy mężczyźni robili się źli. Wtedy zaczynali stanowić dogodną rozrywkę.
I już miała coś powiedzieć, napomknąć, bąknąć o tym co się misi widziało, ale przerwał jej drugi elf. I jego konkluzja wydała się jej być całkiem zmyślna. Zaiste, może wcale nie był idiotą? Przystojny to przystojny, (no dobra, nawet bardzo) ale im inteligentniejszy tym bardziej intrygujący.

Jej wzrok był odrobinę przychylniejszy, kiedy tak pełzał po jego rysach. Tylko odrobinę i aż odrobinę.

Gdyby miał przy sobie dwadzieścia złotych monet i obniósł się z tym przy dwóch spragnionych bogactwa drowach - byłby idiotą. pomyślała. Elf z blizną mimo swej aparycji wyglądał na całkiem morderczego. Trochę się nawet podnieciła myślą, że musiałaby później z nim, o te dwadzieścia monet, pokonkurować.

- Dokładnie. - zgodziła się nagle ze słowami kompana, co zdziwiło nawet ją- Poza tym, ile warte są te zwoje...? - zapytała niby od niechcenia. Dziesięć złotych monet to nie przelewki, ale skoro zwoje były tak magiczne, może bardziej opłacało się po prostu rozejrzeć za bardem, zarżnąć go jak świnię i komuś zwoje opchnąć? Nie znała się co prawda na jakichś magicznych świstkach, ale w mieście na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-04-08, 16:14   

Berion wysłuchał wszystkich pytań w milczeniu, nawet jednym mięśniem nie zdradzając tego, co znajdowało się w jego głowie. Zachowywał się wyjątkowo spokojnie, dokładnie tak, jakby podobnych obaw się spodziewał.

- To i ile pieniędzy posiadam przy sobie, nie jest waszym interesem… - odparł spokojnie, acz z tonu jego głosu dało się wywnioskować nuty groźby bezdyskusyjnie ucinającej temat - …cenę podałem na głos i wam za nią ręczę. Nic poza swoim słowem jako gwarant ode mnie nie dostaniecie. Sami również oceńcie ryzyko. Nie wiem czy ten skurwiel jest częścią jakiejś organizacji, aczkolwiek ten element bym raczej wykluczył. Nie wiem też nic o jego rodzinie która mogłaby mścić jego śmierć. Gdybym wiedział o takowej, kazałbym zabić ich również…

Dwójka drowów zdała sobie sprawę, iż ich zleceniodawca naprawdę nie żartował. Był twardym i bezwzględnym sukinsynem, jak na mrocznego elfa przystało. I nawet to, iż parał się najbardziej empatyczną i wymagającą wrażliwością profesji świata tego nie zmieniało. Ani Busajna, ani Kaeril nie potrafili ocenić jego emocji oraz wypowiedzi do tego stopnia, by jednoznacznie ocenić, czy mówi on prawdę, czy też kłamstwo. Jednocześnie byli zbyt słabi w wyczuwaniu tego typu pobudek, zaś Berion był zbyt dobry w ich ukrywaniu. Aby ocenić, czy zlecenie im się opłaca, mieli do dyspozycji jedynie własne intelekty, oraz… słowa.

Berion prychnął nieco z rozbawieniem, słysząc kolejne pytania dwójki swoich gości.

- Jeżeli liczycie, że zrekompensuję wam to, że spieprzycie robotę i wdacie w walkę ze strażami, to jesteście w grubym błędzie. Nie jestem fundacją dobroczynną. Co do organizacji tudzież mszczącej się rodziny również. Cenę podałem i jej nie zmienię. Dwadzieścia monet za głowę tego śmiecia dla dwójki osób to i tak aż za wiele, gdyby mnie kto pytał o zdanie… ale zależy mi na tym zadaniu i mam nadzieję, że mnie nie zawiedziecie.

- Gdy spróbujecie mnie oszukać i uciec ze zwojami, następni zabójcy pójdą już waszym tropem – rzekł krótko, na wypowiedź Busajny, mrużąc niebezpiecznie oczy, a jego dłoń przesunęła się leciutko, ku rękojeści długiego sztyletu, który miał za pasem.

Busajna zdała sobie sprawę z tego, iż jej pytanie było wyjątkowo niemądre i zadane w sposób dość mało wyszukany.

Bo chyba elfka naprawdę nie liczyła, iż usłyszy „tak, te zwoje są warte tysiące w czystym złocie”?
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-09, 14:56   

- Czy ty mnie kurwa słuchasz? Nie, kiedy my spierdolimy robotę, tylko kiedy ty spierdolisz swoją dając nam złe informacje - warknął elf. Bard już zachowywał się jak ich szef, jakby miał nad nimi jakąś władzę. Wkurwiający, mały, zadufany w sobie, pierdolony grajek. Ale miał pieniądze. I skoro była możliwość, trzeba było wycisnąć z tego jak najwięcej. - Jeśli okaże się, że nas wychujałeś, to bądź pewien, że w pełni przekonasz się o naszej sile, szybkości i przede wszystkim bezwzględności. A przynajmniej o mojej.

Zdenerwowanie drowa brało także źródło z pytania kobiety. Co prawda zdawał sobie sprawę, że mogło być tylko próbą zdenerwowania bądź igrania z Berionem. Teraz jednak bard będzie się miał jeszcze bardziej na baczności, a to mogło przeszkodzić w ewentualnym oszukaniu zleceniodawcy. Te zwoje rzeczywiście musiały być wiele warte, jednak pytania nie należało zadać na pewno bardowi. Znaleźć w tym mieście jakiegoś znawcę magicznych przedmiotów, handlarza tego typu gównem, albo jeszcze kogoś innego i ugadać się z nim. Na coś takiego trzeba znaleźć odpowiedniego kupca. Przecież nie każdy zaczepiony na ulicy elf będzie miał tysiąc złotych monet, żeby kupić sobie zwoje "bardowania". Tak czy inaczej, najpierw zorientować się w sytuacji. Potem będzie czas na wymyślenie jakiegoś planu.

- Dobrze - Kaeril powrócił do poprzedniego tonu, właściwego interesom, wyprostował się, trzymając wciąż ręce skrzyżowane na piersi. - Skoro kwestie organizacyjne mamy za sobą... Imię, miejsce zamieszkania, gdzie będziemy mogli się spotkać po pomyślnym wykonaniu zadania i jakiekolwiek inne informacje, które uważasz za konieczne nam przekazać.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2010-04-09, 15:55   

Busajna powoli się zaśmiała. Nie kpiącym, nie złośliwym śmiechem. Rzeczywiście ją to rozbawiło. Wydał jej się taki uroczy, kiedy był zły.
I jeden i drugi.

- Nie słucha. - uniosła wesoło brwi. Ale słucha mnie!

Rzeczywiśćie, zadała to bądź co głupie pytanie celowo. Słysząc odpowiedź "Nie mają one wartości dla kogoś, kto nie umie się nimi posłużyć" prawdopodobnie nie wzięłaby się za to (co innego za samego barda...), ale widząc jakie emocje wzbudziło samo pytanie, aż poczuła dreszczyk.
Szcerze, to miała w nosie jakieś tam zwoje. Co ona grajek, żeby się nimi interesować? Niby ma biegać po mieście pytając "Hej, chcialbyś kupić magiczne zwoje dla śpiewaków? Twoje dzieci na pewno się ucieszą!". Nie była handlarzem. Nawet samo złodziejstwo w jej wydaniu miało inny wyraz.

- Nie sądzę, żebyś nas wystraszył jakąkolwiek nagonką, ale uznajmy, że spięło mi to pośladki, a plecy mam zlane zimnym potem - uśmiechnęła się beztrosko. Chyba zaiste nic nie miało dla niej wartości, nawet życie.- W każdym razie, wporządku - kiwnęła głową. Przetarła dłonią twarz zastanawiając się ile to zajmie i czy zdąży się zorientować czy w przyszłym tygodniu odbywa się zjazd wyznawców bogini Laas. Nie dość, że zazwyczaj byli łatwi jak dzieci, to często całkiem nieźle ustawieni.

Spojrzała na Kaerila i westchnęła. Albo był równie zdesperowany co ona, poszukując źródła zarobku, albo był dziwniejszy, niż zakładała to na samym początku.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-04-10, 19:45   

Dłoń barda odsunęła się minimalnie od rękojeści broni.

- Samym spinaniem pośladków na życie nie zarobisz, samiczko... - prychnął wyraźnie lekceważąco, ripostując celnie jej złośliwą i obraźliwą wypowiedź - ...w każdym razie, nie takimi pośladkami, jak twoje. Może gdzieś wśród jorów zrobiłabyś furorę, ale na wielki brzdęk bym nie liczył na twoim miejscu. Zaś jeżeli masz ochotę na większy zarobek, po prostu od tej pory stul się i pozwól swojemu kompanowi mówić, bo widzę, że z waszej dwójki to zdecydowanie on używa głowy do myślenia, a nie jedynie do podtrzymywania włosów w powietrzu.

W tym momencie bard zwrócił się bezpośrednio do Kaerila, całkowicie, wyniośle ignorując Busajnę.

- Tirimon a'Fuliel, tak ma na imię. Występuje po prostu jako Tirimon. Ostatni raz widziałem go w karczmie "Nocny Piechur", w wyższych kręgach miasta. Możliwe jednak, że go tam nie będzie. Będziecie musieli poszukać. Sądzę jednak, iż nie powinniście mieć z tym większych problemów. Tirimon nie kryje się ze swoją obecnością tutaj i czerpie cholernymi garściami z tego, iż tutejsi chcą go słuchać.

- Zabijcie go jeszcze dziś, a, cholera, niech stracę, dorzucę wam jeszcze groszem. I, błagam - spojrzał na Busajnę - niech ta durna samiczka się nie odzywa, bo stracę cierpliwość.

- Po wykonaniu zadania spotkacie mnie tutaj. W razie, gdybyście w ciągu dwudziestu czterech godzin się nie pojawili... - zawiesił głos na chwilę - ...po prostu pożałujecie.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-10, 20:08   

Ha! Dumny jak każdy drow. Nie lubi, kiedy ktoś lekceważy sobie jego groźby. Może gdyby inaczej wybrał swoją profesję nadawał by się do jakiejś spółki?

Może.

- Dwadzieścia cztery godziny? - "Znaczy, trza będzie te pośladki sprężyć, żeby zdążyć..." - Śpieszy Ci się gdzieś, czy uważasz, że w tym czasie zdążyli byśmy już uciec gdzieś z twoimi zwojami, bądź je sprzedać? Jak uważasz. Ale postaraj się nie kazać swoim następnym najemnikom zabić nas od razu...

Ten jeden dzień na wykonanie roboty jednak wykluczał jednoczesne odnalezienie specjalisty od magicznych zwojów, kupca, wykonanie roboty i ucieknięcie wystarczająco daleko, by żaden cholerny najemnik nie zdołał ich dogonić. Chyba trzeba będzie zrezygnować z kombinowania. Kto wie? Może znajdzie się kolejny osobnik, który będzie chciał uczciwie wykonanej roboty, i następny, może uda się rozkręcić jakiś biznes? Nagle perspektywa pozostania w Puszczy nie była tak straszna... Ale wszystko w swoim czasie.

- Chyba możemy już iść, nieprawdaż? - zwrócił się do swej przyszłej wspólniczki. "Może gdzieś wśród jorów? Ja nie wiem gdzie on w takim razie chadza na panienki, ale to na pewno daleko poza moim zasięgiem..." zastanawiał się chwilę patrząc na drowkę, zanim zaczął przesuwać się powoli ku wyjściu. - Do jutra zatem - rzekł przechodząc tyłem przez drzwi, skłaniając nieco głowę, na której znów zagościł krzywy uśmiech.

Powoli nadchodził czas, by pozbawić kogoś życia.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2010-04-10, 21:24   

W jej oczach niemal huknął jarzący się płomień gniewu. Za ubliżanie swojej osobie chciała go zadusić! Wyrwać mu ten plugawy język, wydłubać oczy, uciąć parszywy łeb i połaskotać w szyję! Co za cholerny, prostacki szczur!
Oooo jak go znienawidziła. Spali te pierdolone pergaminy na jego oczach!

Kilka... sekund...
...

- Wśród jorów, tak..? - szepnęła zaciskając lekko usta i patrząc gdzieś w przestrzeń nieopodal wezgłowia łóżka. Po chwili podniosła jednak wzrok:
- Jeśli nie chcesz mnie słuchać, nie musisz ze mną współpracować. - powiedziała cicho ale jak wyraźnie, unosząc dumnie podbródek- Niech on się tym zajmie. - skinęła głową w stronę Kaerila, a żaden mięsień na jej twarzy nie drgnął. Przyglądała się twarzy barda, jakby chciała ją dobrze zapamiętać.- Durna samiczka ma głęboko między swoimi spiętymi pośladkami twoją sprawę, niech demonicznie inteligentny samczyk ubiega się o twoje pieniądze. - powiedziała spokojnie, nie dbając nawet o uczynienie tonu swego głosu protekcjonalnym jak to miała w zwyczaju.

Swoją drogą... samiczka? Co ona była, świnką morską do kurwy?

Powiedziawszy to opuściła dłonie (by były bliżej sztyletu, w razie gdyby ten padalec chciał jeszcze coś dodać!) i wyszła z pokoju w drzwiach przelotnie spoglądając na Kaerila. Czy to cień tak zagrał na jej twarzy, czy rzeczywiście puściła mu oczko?
Udała się z powrotem na dół, do karczmy.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-04-10, 21:41   

Jakkolwiek by abstrakcyjnie obraźliwe słowa ze strony barda nie były, nie ulegało wątpliwości, iż trafiły one na podatny grunt. Busajna z trudem opanowała targającą nią wściekłość. Jak on śmiał? Ten... ten... ten żałosny samiec! Jak on śmiał takim tonem i takimi słowy zwracać się do niej, do dumnej przedstawicielki swojej rasy! Och, zaprawdę, żeby nie okoliczności, nic nie sprawiłoby jej takiej okoliczności, jak obserwowanie, jak ten wulgarny chujek wykrwawia się w kałuży własnej posoki gdzieś, pośrodku niczego, z jej sztyletem wbitym prosto w trzewia...

Teraz jednak Busajna musiała spasować. Prowokowanie walki z pewnością nie przysłużyłoby się ani jej, ani jej przypadkowemu towarzyszowi, ani perspektywie ewentualnego zarobku. Rzuciwszy wobec tego oszczędny komentarz, opuściła pokój, kierując swoje kroki na parter karczmy.

Gdy wyszła, bard skinął głową w stronę Kaerila.

- Lepiej ją dogoń - rzekł - wiem, że Tirimon ma słabość, jeżeli chodzi o piękne kobiety. Jej pomoc na pewno przyda się, jeżeli chodzi o zaplanowanie miejsca zamachu.

Na twarzy barda zagościł nieprzyjemny uśmiech.

- Tylko pilnuj jej jęzora. O ile ciało ma boskie, ta durna suka może wszystko zepsuć swoim całkowicie dziecinnym temperamentem.

Lekkie wzruszenie ramionami.

- No i w waszym interesie jest szybkie załatwienie sprawy. Tak, bym nie musiał zajmować się najmowaniem kogokolwiek więcej.

Po zakończeniu rozmowy, Kaeril również opuścił pokój barda.

Kilka sekund później dwójka bohaterów znowu znajdowała się na parterze karczmy, stojąc obok siebie, pośród anonimowych klientów przybytku. Cel mieli w miarę określony. Ba, nawet obydwoje znali drogę do wyżej wymienionej karczmy "nocny piechur". Wszelako, sposób, w jaki mieli zamiar osiągnąć owo zlecenie - należał wyłącznie do nich.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2010-04-11, 14:10   

Białowłosa rozejrzała się po karczmie. Jeszcze chwilę temu uważała, że wieczór nie może być nudniejszy i gorszy. O ile nudniejszy może nie był, ale ze skaleczoną dumą i gniewem płynącym gdzieś burzliwie żyłami, na pewno nie było jej weselej. Przeczesałą pajęczymi, szarymi palcami białe włosy, zakładając niesforne pejsy za ucho i wsunęła dłoń do kieszeni, w poszukiwaniu drobnych na kolejny kieliszek wina.

- Pieprzony, prostacki ignorant... - westchnęła. Oby spotkała tego barda jeszcze kiedyś. Jeszcze jeden raz. Gdzieś, przypadkiem, sam na sam. Wśród jorów... kto to widział!

Spojrzała na drowa, który chwilę po niej zszedł na dół.
- Powodzenia - kiwnęła mu głową.- Pewnie się przyda - i poszła do baru.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-11, 14:46   

Kaeril odprowadził wzrokiem elfkę odchodzącą do baru. Rzeczywiście mógł jej potrzebować, skoro tamten bard był taki "znakomity" dzięki tym zwojom, mógł zyskać już jakąś sławę. Niekoniecznie łatwo musiało być dostać się do niego. A i skoro miał słabość do pięknych kobiet sprawa na pewno była by łatwiejsza. Trzeba było jakoś ugłaskać dumę elfki i namówić ją do współpracy. Jakoś. Kaeril podążył więc za drowką do baru.

- Sukinsyn, co? - zagadał opierając się o blat. - Ale ma pieniądze, a piwo nie jest za darmo. Tak samo jedzenie na podróż. A przyda mi się nie tylko powodzenie, ale i pomoc. Powiem bezpośrednio, bo sama wiesz, że czasu niewiele. Ten bard ma podobnież słabość do pięknych elfek, takich jak ty, większą, niż przeciętny mężczyzna. Z twoją pomocą to będą łatwe pieniądze. Ale nie sądzę, żeby był na tyle głupi, by poszedł do łóżka z drowką ze sztyletem schowanym w bucie, więc i ty potrzebowała byś mojej pomocy. Jeśli nie chcesz się zadawać z tym dupkiem, mogę sam pójść odebrać zapłatę i oddać ci twoją połowę. Albo możesz pójść ze mną i mieć okazję wbić ostrze w jego kałdun. Twój jest wybór, bo choć trudniej, ja mogę zarobić dwa razy więcej.

Kaeril zamilkł oparty o blat, patrzący się przed siebie. Czekał na odpowiedź, starając się w żadnym wypadku nie okazywać zniecierpliwienia.
 
 
     
Naam 
Nowicjusz



Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 37
Wysłany: 2010-04-11, 15:18   

Słysząc te słowa prychnęła nagle, potrząsając burzą platynowych włosów. Uderzyła ze złością bogu winny blat i marszcząc brwi spojrzała na elfa.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że jestem potrzebna temu palantowi tylko dlatego, że mam cycki i kiwam dupą? - na jej twarzy malowało się niedowierzanie.

...

Z drugiej strony świadczyło to o tym, że mimo swego ograniczonego, małego rozumku ulicznego grajka, doceniał jej ponadprzeciętną urodą, a to przyjemnie łachotało jej urażoną dumę.
- Sukinsyn... - znów prychnęła- Pierdolony śmierdzący worek gówna, zakompleksiony, złamany chujek. - podniosła dumnie głowę, szykując jakąś barwną obraźliwą wiązankę, która mogłaby szewca zawstydzić... i wbiła uważne spojrzenie w drowa.

Tylko po co? pomyślała. Dał jej wyraźnie do zrozumienia, że poradzi sobie sam. Kolejny zarozumiały dupek niedoceniający wagi kobiet w swoim gównianym życiu?

- Jak ci na imię? - zapytała już spokojniej. Bez prychania, potrząsania dumnie głową i tłuczenia bezgrzesznych elementów wystroju karczmy.


// ciągle nie moge tego systemu :o Wybaczcie, odruch odpisywania xp
Ostatnio zmieniony przez Naam 2010-04-11, 15:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-11, 15:28   

- Raczej, że potrafisz to wykorzystać... Przecież jesteśmy tym się wyróżniamy, nieprawdaż? - drow zaśmiał się serdecznie. To określenie go jako wybijającego się z tłumu nadal go bawiło. Spojrzał na elfkę gdy padło pytanie o imię. - Kaeril Maaren, podróżny wojownik, zbrojne ramię do wynajęcia, a nawet i dobry przyjaciel, jak ktoś sypnie złotem. Na ludzkich ziemiach nadano mi wiele innych tytułów, wszystkie strasznie podobne do siebie i raczej z przyzwoitości nie będę ich tutaj wypowiadał... W końcu miejsce publiczne. A jak tobie na imię?

//poczekajmy może na DaMiego?... ^^
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-04-11, 18:58   

Nie od dziś wiadomo, iż od wściekłej, urażonej, dumnej kobiety, gorsza może być jedynie wściekła, urażona, oraz dumna drowka. Busajna, przyzwyczajona do tego, iż w społeczeństwie to właśnie jej podobnym kobietom przyznawano zdecydowanie wyższą pozycję, oraz na każdym kroku okazywano zasłużony szacunek, zniosła wyjątkowo ciężko obrazy ze strony Beriona. Jak on śmiał! Nic, zaprawdę, nic nie przyniosło by Busajnie teraz większej radości, niż widok, jak ten skurwiel wykrwawia się u jej stóp, z jej sztyletem wbitym w trzewia.

No i był jeszcze Kaeril. Ów dziwny drow, któremu mimo wszystko w trudny do wyjaśnienia sposób zależało na jej towarzystwu. Choć argumentował ów fakt dość nieporadnie, Busajna musiała przyznać, iż nie wyczuwała z jego strony zagrożenia ani fałszu. Drow wydawał się być szczery zarówno w swoich słowach, akcjach, jak i intencjach. A skoro proponował jej wspólny zarobek, oraz możliwość "rozliczenia się" później nawet z samym Berionem... była to propozycja, którą warto było by co najmniej rozważyć.

Kaeril widział, jak jego towarzyszka wręcz kipi nienasyconą wściekłością. Bohatera nie dziwiło to szczególnie. Nie raz bywał świadkiem sytuacji, gdy najbardziej nawet wyniosłe i wyrafinowane drowie damy potrafiły w połowie miłej, kulturalnej zabawy po prostu zabić, tudzież okaleczyć towarzyszących sobie mężczyzn, czy to za jedno nieodpowiednie słowo, czy to za jedno nieodpowiednie spojrzenie rzucone w złym kierunku. Drowki, jak to było wojownikowi wiadome, były tyleż cudownie piękne i warte każdej minuty zachodu ze strony swoich adoratorów, co całkowicie nieprzewidywalne i obdarzone niemożliwym do okiełznania temperamentem. Kaeril wręcz słyszał, jak w ślicznej główce stojącej przy nim kobiety krążą mroczne myśli, pełne tortur, które miałaby ochotę zadać bardowi.

Dwójka bohaterów zatrzymała się kontuarze, opierając oń leniwie i kontynuując rozmowę.

Barman, podchodząc, skinął w ich stronę głową.

- Podać coś? - rzucił.

//Spokojnie, Naam, w sytuacji, gdy prowadzicie między sobą rozmowę, oraz nie podejmujecie żadnych wymagających mojej interwencji akcji, spokojnie możesz pisać dowolną ilość postów - to w niczym nie przeszkadza.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-11, 19:31   

//a jak byś chciał mnie w pół zdania sieknąć cieniopłaszczką? ;p skąd mam wiedzieć? ^^

Tak, zdecydowanie tę nienawiść można było wykorzystać, odpowiednio skierowana mogła sama wykonać zadanie. Ale, ale, z drugiej strony mogła się obrócić przeciwko niemu. No i przecież nie mógłby sobie odebrać przyjemności zabicia "celu" własnoręcznie. Tak, najlepiej będzie jakoś uspokoić elfkę.

- Dla mnie nic, teraz muszę być jak najbardziej trzeźwy. Jutro pewnie ci to zrekompensuję - na twarzy drowa znów wykwitł krzywy uśmiech. - Pani za to chyba chciała się czegoś napić? Może.. wina? - zaproponował, przypominając sobie co elfka piła zanim spotkali się w pokoju numer 5.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group