Wysłany: 2006-04-13, 20:46 Zrządzenie Losu (Kroniki Baiken i Torgina)
Nasza opowieść ponownie zawędrowała w zdradzieckie tereny Ziem Jorów. Pośród bagien i mokradeł, przeskakując po wysepkach i korzystając z dłuższych skrawków lądu, przemykała grupa Jorów. Było w niej dziewięciu mężczyzn i trzy kobiety. Przywódcą zaś Gah'Felet, którego sława powoli rozprzestrzeniała się po ziemiach Sorii. Nie zasłynął jednak bohaterskimi wyczynami, ni też niesamowitymi przygodami. Rzec można, że nikt nie chciałby spotkać się z tym Jorem sam na sam, szczególnie w ciemnym zaułku. Chociaż otwarta przestrzeń byłaby równie niekorzystna.
Opowieść nasza jednakże, nie jego haniebne czyny ma głosić. Wśród tej bowiem najemnej przez Elfy grupy, znalazła się przymusem pewna Jorka. Imię jej brzmiało Baiken, niedawno podróżowała jeszcze drogą opisaną w tajemniczym dzienniku jej mistrza, teraz jednakże zboczyła z niej, niezbyt dobrowolnie. sama nie wiedziała nawet gdzie dokładnie się teraz znajduje. Podążała tam gdzie grupa, nie miała innego wyboru. Grupa zaś zmierzała na północ w stronę Lasu Elfów.
Powoli zbliżał się wieczór, mgła jednakże, choć niezbyt gęsta, nie pozwalałą dobrze określić jak bardzo słońce chyliło się już ku zachodowi. Jorowie powoli szykowali się do rozbicia obozu, poszukiwali właśnie odpowiedniego do tego gruntu.
Gdy takowy znaleźli, zadziwiło ich coś czego stanowczo nie spodziewali się pośrodku Jorowego bagniska. Wszyscy zgromadzili się wokół drzewa, pod którym smacznie drzemał sobie Krasnolud.
Był to Torgin, który jeszcze do niedawna tkwił w otchłani, do której zaciągnął go Demon o imieniu Amok. Demon ten, zamieszkiwał obecnie głowę Krasnoluda. Czasami bywał przydatny, czasami niezwykle irytujący.
Jorowie nie wiedząc kim był ów Krasnolud, ani jak potężnego lokatora posiadał, postanowili nie zostawiać go samego po.środku bagna. Przywiązali go zatem do drzewa, zabierając broń i cały znaleziony przy nim ekwipunek. Narazie złożyli go przy drzewie nieopodal.
Torgin powoli budził się z długiego snu. Ostatnie co pamiętał to otchłań, jakiś bełkot Jebanego Szmera, gdyż tak zwał swego lokatora, oraz dziwne przebłyski światła.
Teraz zauważył, że jest przywiązany do drzewa, przed nim zaś, siedziała grupka Jorów. Większość śmiała się i dyskutowała na różne obojętne Krasnoludowi tematy. Wszyscy sporzywali posiłek, ułożony skrzętnie na kocu. Nikt najwyraźniej jeszcze nie zauważył, iż Torgin się zbudził.
Baiken tymczasem nie bawiła siętak dobrze jak reszta jej wymuszonej drużyny. Podjadała akurat kawałek niezbyt dobrego mięsa, usadzona pomiędzy dwoma silnymi Jorami. Zastanawiała się co jej towarzysze zrobią z niedawno schwytanym Krasnoludem. Znając ich, domyślała się najgorszego. Nagle zauważyła, że ich niewolnik, otworzył jedno oko, najwyraźniej się zbudził.
Krasnolud budził się z długiego snu. Przeciągnął się lekko. W mózgu i przed oczami widział błyski światła, a w głowie słyszał szmerki... spodziewał się, że własnie zbudził się po ostrej popijawie, pewnie leży gdzieś w rynsztoku i ma mocnego kaca. Chciał sięgnąć bo spirytus, by wyleczyć kaca i wtedy zauważył. Był związany. Nagle rzeczywistość wróciła do głowy krasnoluda. Przypomniało mu się, że to wcale nie szmerki, a Jebany Szmer i własnie przyszedł z jakiejś "czarnej dziury".
Tak czy siak kurewsko bołała go bania i ogólnie miał zły humor.
Gdy zauważył, że jest związany, jeszcze bardziej popsuło mu to humor. Kolejnym czynnikiem który go zdenerwował, było to, że własnie widzi jakieś kotopodobne szczury, które właśnie jedzą sobie kolacje. Wydawało mu się to nierealne, ale już nie takie rzeczy widział. W szczególności po pijaku. Poczerwieniał ze złości. Nagle zobaczył, że jego ukochany topór leży pod drzewem dalej.
"O nie tego kurwa za wiele. Gdzie mnie wyprowadziłeś tyyy..." zwrócił się do demonicznego pasożyta.
Zacisnął zęby by zdławić fale bluzgów. Później się powyżywa o taaak... już widział, że z uszów tych koto-podobnych-szczuro stworzeń, zrobi sobie naszyjnik. O taaak...
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Kiedy Baiken zauważyła, że Krasnolud się ockną, starała się niepokazywać tego przymusowej grupie. Powoli wstała i poszła w kierunku krasnala. Kontem oka widziała, że grupa ją opserwuję. Podeszła i przykucnęła, tak aby zasłonić kraslana. "Nie uciekaj ani nie stawiaj oporu, jeżeli chcesz przeżyć, bo cię zabiją." Powiedziała z przejęciem.
"Patrzcie go, w końcu raczył się obudzić..." parsknął Demon w umyśle Krasnoluda.
Kilku Jorów obserwowało każdy ruch Baiken, jeden z nich w końcu odezwał się szyderczo:
"Czego tam szukasz mała ?"
"Może chce się *zaprzyjaźnić*." odparł drugi akcentując mocno ostatnie słowo, po czym wybuchnął śmiechem, reszta mu zawtórowała.
- Co kurwa? - powiedział cicho. Krasnolud nauczył się nie przejmować zbytnio niebezpieczną sytuacją. Zawsze wychodził z nich cało.
"Możesz mi psia mać powiedzieć co ja tutaj robie? Miałeś podobno załatwić jakąś sprawę, a nie rzucać mnie na bagna w towarzystwo szczurów." zwrócił się do Jebanego Szmera
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Powiedzmy, że nie wszystko poszło dokładnie tak jak planowałem...twoje spasione cielsko trochę utrudniało mi działanie, więc wylądowaliśmy, gdzie wylądowaliśmy." Jebany Szmer nie wydawał się jednakże zbyt przejęty sytuacją.
Do Krasnoluda średnio docierały słowa Jorki, te zaś co dotarły, były skrzętnie olewane. Narazie po głowie Bohatera chodziły myśli mające coś wspólnego z gadającymi szczurami.
Torgin nagle zauważył, iż jednen z Jorów wstał i począł zbliżać sięw ich stronę.
Baiken poczuła lekki niepokój.
Krasnolud również się zbytnio nie przejmował. Chyba on i Jebany Szmer mieli wspólną cechę charakteru. Torgin miał poprostu w dupie te wszystkie szczury. Zdawał sobię sprawę jednak, że wkrótce popędzi go w krzaki i będzie musiał się odpryskać. Musiał znależć wyjście z tej sytuacji.
"Będziesz tylko siedział i marudził?" powiedział do szmera.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Baiken usłyszała zbliżającego się Jora. Niewiedziała jak się wyplątać z takiej sytuacji aby Jor się nie przyczepił. Kiedy był już blisko Baiken zdała sobię sprawę, że Karasnal zbytnio się nie przejmuję jej słowami. Wstała odwruciła się do grupy i powiedziała "Że śpi, udawał" Poczym odsunęła się od Krasnala
Jorem tym okazał się Gru'htar jeden z najpaskudniejszych i najbrutalniejszych Jorów z jakimi Baiken kiedykolwiek miała wątpliwą przyjemność się zetknąć.
"Czyli nasz karzełek się zbudził." odparł krzywiąc gębe w szyderczym uśmiechu, na którego widok zbierało się Torginowi na wymioty.
"Chyba nie myślisz, ze zamierzam znowu ratować twoje tłuste dupsko, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo chciałbym się od ciebie uwolnić choć na chwilę." odparł Demon.
"Tak tak tak... a kto niedawno się posrał i kazał mi uciekać? To ja cię uratowałem pasożycie..." zwrócił się do Jebanego Szmera Torgin.
Na widok jora krasnolud uśmiechnął się ponuro.
- Czyli ten sierściuch przedemną umie mówić. No proszę. - powiedział do jora.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Baiken wiedziała, że winik wypowiedzi Krasnala nie będzie pozytywny. Schowała lekko głowę i patrzyła jak Jor podchodzi coraz bliżej Krasnoluda, czekając na reakcję...
"Uważaj żebyś za chwilę ty się nie zesrał wieprzu." wycedził Demon, odpływając w głębsze zakamarki świadomości Krasnoluda.
Szyderczy uśmiech na chwilę zbladł, wrócił jednak ponownie na twarz Jora.
"I na dodatek pyskuje." sierściuch wyciągnął sztylet zza pasa i przyłożył do gardła Torgina.
"I co teraz powiesz kurduplu ? Nadal jesteś gadatliwy ?" cuchnący oddech Jora uderzył w nozdrza Bohatera. Pozotali członkowie drużyny zainteresowali się napiętą sytuacją pod drzewem.
- Szczurze, myślisz że jesteś mocny? Z nożem do związanego! Ha! Boisz się walczyć ze mną sam na sam co? - mówił głośno krasnolud - Wasz szczurzy kolega jest zasranym tchórzem! - krzyknął do reszty - Boisz się walczyć na równych warunkach zasrańcu? Stań ze mną do wyrównanej walki. Wyzywam cię, daj mi topór, a się zabawimy szczurze.
Chodźcie na czata talowego, gg nie działa
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Baiken wyraźnie chciała powstrzymać ten incydent, zawachała się, lecz nie podjęła żadnej akcji. Popatrzyła się na topur, o którym mówił Krasnolud, poczym spoglądała na grupę Jorów.
Gru'htar wyglądał jakby miał wielką ochotę odseparować głowę Krasnoluda od reszty ciała. Jego twarz nie zmieniła wyrazu, Torgin zaś poczuł jak sztylet kuje go nieco mocniej w gardło.
Nagle na ramieniu Jora pojawiła się dłoń jego dowódcy. Gah'Felet odezwał się do podwładnego tymi słowy:
"Zostaw go, bardziej przyda się nam żywy."
"A ty padalcu lepiej trzymaj swój długi jęzor za zębami, jeśli nie chcesz żebym zmienił zdanie." odezwał się do Krasnoluda mrużąc oczy.
Torgin miał rzucić kilka bluzgów, ale zawachał się i postanowił nic nie mówić. Splunął tylko, od tak, bez celu w bok. Ziewnął ignorująco, po czym siedział i odpoczywał. Zastanawiał się co odwala Jebany Szmer.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Baiken odedchnęła z ulgą. Spojrzała się na wszystkich z grupy i na ingnorującego Krasnoluda. Jej przejęcie jakoś zanikło. Poszła w kierunku reszty grupy, jednak nie usiadła już tam gdzie wsześniej tylko na skraju.
Gru;htar nie wyglądał na zachwyconego. Puścił jedynie Krasnoludowi mordercze spojrzenie i wrócił do posiłku.
Po niedługim czasie Jorowie zakończyli posiłek i każdy jeden po drugim począł przygotowywać sobie miejscówkędo spania. Gah'Felet zarządził by Baiken została ułożona pod jednym z drzew, z obu zaś stron ułożyły siędwie pozostałe Jorki, tak by Bohaterka przypadkiem im nie uciekła. Jor o imieniu Fashard został jako pierwszy przydzielony do pełnienia warty, jak i do pilnowania Krasnoluda. Najemnik ten o wątpkliwej urodzie, nosił przy sobie przerzucony przez ramię łuk oraz krótki miecz u pasa. Na plecach spoczywał do połowy wypełniony kołczan. Usposobienie tego Jora była z pewnością znacznie spokojniejsze i bardziej znośne od zachowania Gru'htara. Baiken niewiele o nim wiedziała, gdyż należał do raczej skrytych typów, trzymających się na boku podczas wszelkich bójek i zwad, będących w drużynie na porządku dziennym.
Torginowi już od pewnego czasu zaczynał doskwierać głód i pragnienie, nasilały się one z każdą chwilą.
Krasnolud leżał związany i starał się nie myśleć o głodzie. Wkońcu jednak zaklnął pod nosem i zwrócił się do jora będącego na warcie.
- Masz może coś do żarcia? A może dasz mi chociaż trochę mojego spirytusu. - wskazał spirytus, który miał przy sobie, ale mu go odebrano gdy spał.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Baiken przez tą noc prawie nie spała. Chociaż czuła się bezpieczniej obok innych Jorek, nie zmrużyła oka, patrzyła na wartownika i na jego przebieg służby. Po wielu godzinach dała za wygraną i zasnęła...
Jor spojrzał na Krasnoluda z lekką niechęcią. Podszedł jednakże do koca i podał mu trochę pozostałego jedzienia. Spirytusu mu jednakże nie podał.
Torgin najedzony nie był, zdławił jednak uczucie głodu, co zapewniło mu lepszy sen tej nocy.
Pierwsza zbudziła się Baiken. Zauważyłą, że ręka jednej z Jorek leżących koło niej wylądowała na nodze Bohaterki. Zapewne to ją zbudziło. Ranek jeszcze nie nastał, ciemność jednakże powoli się przerzedzała. Cały obóz jeszcze spał, łącznie z Jorem pełniącym właśnie wartę. Był nim Traith, Jor o postawnej budowie, noszący zawsze przy sobie długi dwuręczny miecz. W tej chwili siedział po turecku, twarzą zwrócony nieco w prawo od przywiązanego Krasnoluda. Ślina powoli ściekała z jego otwartego pyska.
Baiken zaskoczona ostrożnie zdięła ręke Jorki ze swojej nogi poczym powoli podeszła do krasnoluda. Jeszcze spał, obejrzała się czy nikt nie patrzy i postarała powoli poluzować więzy...
Baiken udało się zrobić to wszystko dość sprawnie i po cichu. Jej zwinne ruchy pozostały niedostrzeżone wśród śpiących Jorów. Więzy Krasnoluda związane były profesjonalnie, jednakże Bohaterka była w stanie je poluzować.
Torgin zbudził się także, czując jak lina oplatająca go poluzowała się lekko. Jego mięśnie poczuły dużą ulgę.
Krasnolud nie próżnował. Szarpnął się lekko by rozwiązać sznury. Spojrzał na jorke by zapamiętać kogo w szale nie zabijać.
"Leniu, może teraz coś pomożesz? Daj mi ciupke siły bo tych szczurków jest trochę dużo" - zwrócił się w myślach do Jebanego Szmera. Torgin wstał i spojrzał na swój topór i spirytus. Ruszył jak najciszej się da, ostrożnie po topór. Bierze topór i również spirytus. Będzie mu potrzebny, jeśli Jebany Szmer nie będzie współpracował.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum