Podbiegający Ervin spotkał się z czujnym i nieco niepewnym wzrokiem mężczyzny. Nie wypuścił unieszkodliwiającego uchwytu, bacznie jednak obserwował poczynania półelfa.
Nie zareagował gdy ten zbliżył się na niespełna metr, ni też gdy spokojnie sięgnął do prawej ręki elfki w celu odebrania jej broni.
Gdy zaś dłonie Ervina był już przy samym biczu, weteran docisnął gwałtownie głowę elfki do podłoża.
Być może właśnie dzięki temu zabiegowi, bohater bez najmniejszych problemów był w stanie wyrwał bicz z czarnej kobiecej dłoni.
Półelf był teraz w posiadaniu broni. Mało przydatnej, niewygodnej broni, której nie do końca w zasadzie wiedział jak używać. Niemniej jednak nadal była ona lepsza niż gołe pięści.
Bicz, cały w czarnym kolorze posiadał chropowaną rękojeść ułatwiającą chwyt oraz giętki, 2-3 metrowy wąs przypominający połączenia węża z rzemieniem. Na końcu posiadał drobne kolce, niczym u bardzo młodej róży, u podstawy rękojeści natomiast cztery czerwone kamienie szlachetne.
Mężczyzna skupił teraz praktycznie cała swoją uwagę na Ervinie. Wzrok jego zdecydowany i czujny wbijał się w oczy bohatera. Przypominało to chwilę tuż po zabiciu orka, gdy to obydwaj wojownicy stanęli naprzeciw siebie, niepewni swoich zamiarów.
- P...puść mnie ty śmierdząca larwo pae'heiit! - wykorzystując chwilę nieuwagi swego oprawcy, elfka zdołała okręcić głowę na bok.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-23, 15:42
Ervin spuścił wzrok, kierując go w stronę leżącej na ziemi elfki. Nienawidził jej rasy, a aktualnie miał nad nią wielką przewagę. Może nie dzięki swoim zasługą, ale na pewno mógł to wykorzystać.
Nie wiedział, czego może się spodziewać po człowieku, miał jednak nadzieję, że wspólny wróg na razie będzie ważniejszy niż walka o przywództwo. W tym przypadku nie miał jednak szans na zwycięstwo z na pewno doświadczonym wojownikiem.
Jednym skokiem znalazł się przy leżącej kobiecie, by zdzielić ją w twarz z otwartej w dłoni.
-Zamknij morde, drowie. - rzucił, grożąc jej palcem - zachowaj godność, chociaż pod koniec swojego kurewskiego życia.
Mówiąc to oplatał jej szyję zdobytym batem. Miał nadzieję, że kobieta nie za bardzo będzie się rzucać i wywijać.
Gdy zaciskał bat, dusząc drowa patrzył się weteranowi prosto w oczy.
Dłoń Ervina, z pełnym animozji impetem przejechała się po twarzy drowki, wbijając bok jej głowy nieco głębiej w czarne podłoże.
- No proszę - rzuciła podczas gdy jej własny bicz, z drobną acz nieodzowną pomocą półelfa zaczynał owijać się jej wokół gardła - bękart kwiatkofili zna język mrocznyghrrghh.... - zakończenie zdania urwało się wraz z zaciśnięciem pęta. Zabawne, Ervin mógłby przysiąc, że mówił w Imperialnym.
Drowce udało się wykręcić wolną rękę i bez większego efektu złapać za duszący ją czarny bicz.
Człowiek w międzyczasie nieco zwolnił chwytu, nadal jednak unieruchamiając lewą rękę czarnoskórej. Miast w stanowcze i podekscytowane oczy Ervina, spoglądał zaś z niejakim zdziwieniem na kobietę. W zasadzie spoglądał tak na nią jeszcze zanim wypowiedziała swoją dziwną uwagę tuż przed duszeniem.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-11-05, 21:53
Trzeba umierać z godnością. Żyć i umierać. Drowy Ervinowi na pewno się z godnością nie kojarzyły. Coraz mocniejsze zaciśnięcie pętli, które docelowo miało wywołać śmierć u kobiety dawało mu siłę. Śmierć drowa była czymś pięknym. Co więcej, taka egzekucja z pełną świadomością zabijanej osoby dodawała mu jeszce więcej siły.
Cel. Co teraz? Spojrzał na swoją ofiarę, by później znów spojrzeć w oczy mężczyzny. Na razie to on wydawał się najbardziej pewny swoich poczynań. Rozejrzał się wokół, by spojrzeć, co robi reszta "drużyny.
Czekał na pośmiertne drgawki ciała czarnej elfki. Będzie to jedna z przyjemniejszych rzeczy, która go w tym dziwnym miejscu może spotkać.
Jessen nadal leżał grzecznie na ziemi, przestał jedynie skomleć, zaś pozycja kończyn wskazywała na narastającą chęć podniesienia się do pozycji siedzącej, a może nawet, o zgrozo, stojącej.
Skierowana ku ziemi twarz nie pozwoliła Ervinowi odczytać stanu emocjonalnego młodzieńca.
Dostrzegł jednakże, iż półwysep, jeśli można było tak nazwać fragment piaskomasy, na której się znajdowali, jakby nieco zmalał odkąd się obudzili.
Gwałtowny kaszel drowki wybił bohatera z dokonywania dalszych obserwacji okolicy.
Człowiek zwolnił duszący chwyt całkowicie.
- Jeśli głos mówił prawdę, jest tu nas mnóstwo. - podjął kierując swe słowa wpierw do elfki, potem zaś do reszty - Jeśli pozostać ma tylko jeden, znacznie większe szanse mamy razem.
Wnioski dosyć oczywiste, musiały być jednak wypowiedziane.
- Moglibyśmy pozabijać się tu i teraz, ten który jednak pozostanie nie będzie miał najmniejszej szansy z cała resztą. - człowiek powstał zwalniając całkowicie drowkę - Proponuję rozejm. Przynajmniej do chwili gdy będziemy ostatnimi na tym zakazanym....miejscu. - człowiek nie sprawiał wrażenia nadto rozgarniętego i inteligentnego, gadał jednak z sensem.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-17, 23:43
Ervin ani myślał puszczać bicz, trzymający kobietę w jakimkolwiek porządku. Najchętniej zabiłby ją, a później martwił o konsekwencje. Drowom nie można ufać, zwłaszcza takim, które nie mają nic do stracenia. A mają bardzo wiele do zyskania.
Nie mieli tutaj nic.
Tylko wspólny cel. Wykluczał on obecność pozostałych, ale ten fakt był nic nieznaczący na samym początku.
- Współpraca? Z drowem? - Spojrzał się na człowieka, by następnie skierować swój wzrok na trzymaną kobietę. - Nie wydaje mi się, żeby ona była grzeczna i współpracowała.
Jeśli cała ta "Drużyna" wypali, będzie musiał specjalnie uważać na tę osobę. Zalazł jej za skórę, można powiedzieć, że górował nad nią w tej chwili. Drowy tego nie lubią.
- Jakiekolwiek spory rasowe i personalel....osobiste nie mają tutaj najmniejszego znaczenia. - podjął człowiek w odpowiedzi na zarzut Ervina - Myślisz, że inny elf leśny napotkawszy na ciebie w tym miejscu będzie mniej pragnął twej śmierci niż ta tu drowka?
Kaszel jedynej kobiety w ekipie zaczynał ustawać. Teraz walczyła o każdy oddech, co nie wychodziło jej najlepiej ze względu na Ervinowe preferencje odnośnie oddychania u mrocznych elfów.
Wolna ręka drowki poczęła wykonywać dziwaczne, zapewne spazmatyczne gesty w powietrzu.
- Ja jestem jak najbardziej za połączeniem sił. Zabijać się możemy na samym końcu. Albo i wcale. Czemu jakiś głos ma decydować o tym co zrobimy!? - oburzył się młodzian o włosach jasnych.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-20, 00:55
Ervin puścił bicz, pozwalając drowce odetchnąć. Niech sobie kurwa pożyje jeszcze trochę.
Ale będzie mieć na nią oko, w razie jakby chciała mu wbić sztylet, skądkolwiek by go miała, w plecy.
Jednocześnie przygwoździł machającą w dziwnych gestach rękę do podłogi. Spazmatycznie, czy nie, drowy dosyć dobrze posługiwały się magią. Nie mógł pozwolić, by próbowała jakichś sztuczek.
Puścił zatem Ervin bicza, czarna elfka zaś od razu nabrała haust powietrza, któremu natychmiast począł towarzyszyć kaszel.
Przygnieciona przez bohatera dłoń zaprzestała swych spazmów, elfka jednak długo nie pozostała dłużna.
Natychmiast podjęła próbę oswobodzenia ręki, ta jednakże spełzła na niczym. Półelf wbrew pozorom całkiem dobrze radził sobie w powstrzymywaniu wierzgania nadpobudliwych kobiet, bądź w bardziej ogólnikowym określeniu - w zwarciu.
- Khasdresil - słowa tego, wypowiedzianego przez drowkę Ervin nie zrozumiał. Przynajmniej nie w pełni. Coś jednak bardzo dogłębnie podpowiadało mu, że jest to obraźliwe określenie mające jakiś związek z mlekiem.
W końcu wypuścił bohater elfkę ze swego uścisku i powstał wypowiadając pamiętne słowa. Drowka jednak najpewniej ich nie zapamiętała. Natychmiast podniosła się z ziemi.
Mimo, iż Ervin świadomy był tego co stało się w przeciągu tych paru sekund, nie zdołał temu się w żaden sposób przeciwstawić.
Drowka szybkim atakiem wręcz odebrała bicz z dłoni odchodzącego Ervina, następnie odskoczyła w stronę krawędzi tak, by mieć na oku wszystkich obecnych. Dość blisko krawędzi, która obecnie powoli usypywała się w niebyt.
- Co wy sobie do khase'labafiel olothia wyobrażacie!? - prawa dłoń elfki ponownie zaczęła wykonywać dziwne spazmatyczne gesty.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-20, 03:16
Odebranie mu bicza przez drowke było ujmą jedynie na nikłym honorze Ervina, ponieważ za cholerę nie potrafił się tą bronią posługiwać. Samo towarzystwo drowiej kobiety w "drużynie" było nieporozumieniem.
Wyzwiska przeleciały obok niego, zupełnie nie zwracając na siebie uwagi. Jedynym co mogło go tutaj ruszyć to sztylet wbity w któryś z kręgów kręgosłupa.
Kobieta stała na krawędzi przepaści, Ervinowi nie byłoby smutno, jakby stała tam przez dłuższy moment, aż osunie się w niebyt.
Nie zaprzątał sobie tym głowy, szedł dalej, wzrok swój kierując na najstarszego tutaj mężczyznę.
No, niekoniecznie najstarszego... Chuj wie ile ta drowia dziwka ma lat.
Wyzwanie rzucone przez niewiarygodną postać wydawało mu się tak odległe, że cała ta sytuacja, mimo swojej abstrakcyjności, nie napawała go zdziwieniem. Co więcej, akceptował to co się dzieje. Przed jego oczami widniał tylko cel.
Zerkając jeno na starszego mężczyznę, Ervin ceremonialnie olał poczynania drowki i ruszył w kierunku wejścia do gigantycznej struktury. Po drodze zmuszony był jednak okręcić się i dalej iść już tyłem, mężczyzna bowiem póki co nie ruszył w tym samym kierunku. Miało to swoje plusy, przynajmniej nie wystawiał bohater swych pleców ku nieprzewidywalnej kobiecie z biczem.
Ta zaś, właśnie wyciągała spazmującą dłoń przed siebie, wskazując palcem na ziemię za plecami mężczyzny, nieopodal Jassena. Wtedy to podłoże osunęło się na tyle, by zniknąć spod niskiego, delikatnego obcasa wykwintnych butów kobiety.
- Kyaaaa! - krzyknęła w zaskakująco piskliwy i dziewczęcy sposób.
Zapewne spadłą by prosto w niebyt zgodnie z życzeniem Ervina, do akcji jednak błyskawicznie wskoczył 'weteran'. Wypuścił miecz z dłoni po czym błyskawicznie doskoczył do elfki, chwytając prawą dłonią jej wyciągniętą rękę.
Padł na kolana, trzymając drowkę poza krawędzią wysepki. Kobieta nie wyglądała na ciężką, mężczyzna zaś do słabowitych nie należał, powinien toteż bez większych problemów sam poradzić sobie z jej wciągnięciem z powrotem.
Sytuacja jednak skomplikowała się jeszcze bardziej.
Na ziemi obok skołowanego Jassena pojawiły się dziwne symbole, w chwile później zaś, zmaterializował się na niej czarny pająk rozmiarów kucyka.
Najwyraźniej w tym miejscu działała magia, bądź jakaś jej namiastka, odbicie.
Dosyć krótkie jak na pająk nogi poczęły przebierać szybko, ciało zaś okręciło się odwłokiem w stronę młodzieńca o szmaragdowych oczach.
Nim ten zdążył krzyknąć, twarz jak i górną połowę ciała oblepił mu pocisk z pajęczyny.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-21, 17:25
Jebane drowy.
Sytuacja nabrała nowej dynamiki. Najbardziej martwiła go teraz sprawa pająka.
Myśli przebiegły mu przez umysł w jednej chwili.
Zaufanie. Nijak nie można było zakładać teraz, że ktokolwiek komukolwiek zaufa. Ale na pewno łatwiej będzie, gdy nie będzie się miało podstaw do wrogości.
Sprawa z drowią kobietą była spalona już na starcie, nie można było zakładać, że mroczny elf będzie współpracować.
Mężczyzna powinien pozwolić jej spaść w przepaść.
Stanie i obserwowanie jak pająk zjada jednego z jego "towarzyszy" nie spotkałoby się z aprobatą reszty.
Martwiąc się o swoje przetrwanie, powinien martwić się jednocześnie o przetrwanie innych.
Instynkt samozachowawczy?
Żelazna logika?
Wykonał krótki rozbieg, podczas którego zebrał z ziemi miecz "weterana".
Musiał wymyślić mu inny przydomek.
Dalsza droga była tylko kontynuacją szarży na pająka.
Jak wiele mogła znieść magiczna istota?
Ervin nie zwracał już więcej uwagi na to co dzieje się dookoła. Skupił się wpierw na leżącym na ziemi mieczu, potem zaś na pająku, który przywitał go szeregiem czerwonkawych oczu.
Podniesiona w biegu broń okazała się dosyć poręczna i bliska Ervinowi, który z tego czy innego powodu ukochał sobie miecze półtoraręczne.
Cios nie był specjalnie celny, trafił jednak w to co miał. W pająka. Konkretne miejsce ciężko było nazwać, zaś anatomia stawonogów raczej nie leżała w zakresie zainteresowań półelfa.
Ważnym było, że miecz wbił się w ciało stwora gdzieś w okolicach odwłoku.
Pajęczak niestety, nie przejął się raną nazbyt poważnie.
Co więcej sam postanowił skupić swoją uwagę na Ervinie właśnie, kierując swe kleszcze jak i odrażające kończyny w akcie ataku.
Szybki refleks bohatera pozwolił mu na ominięcie części z nich, jednak nie wszystkich. Choć większość obrażeń zatrzymana została przez zbroję, bohater odczuł wyraźny zarys przynajmniej jednego ze szponów na ciele.
Nie zrobiło to jednak na Ervinie większego wrażenia niż zacięcie się nożem podczas skracania paznokci.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-08-27, 19:07
Sytuacja znacznie sie zmieniła, gdy do rozgrywki dołączył jebitnie wielki pająk, chcący zabić wszystkich zgromadzonych. No, prawie wszystkich. Towarzyszący mu mężczyzna powinien był pozwolić spaść drowiej kurwie. Powinien był ją zabić, kiedy miał okazję.
Nigdy nie ufaj drowom.
W jego umyśle każdy głos powtarzał to samo.
Nigdy nie ufaj drowom.
Kolejne sekundy minęły mu na kolejnych akcjach. Przygotował sie na atak przeciwnika, by móc go w czas uniknąć. Dalej próbował już tylko ubić bestię.
Ervin uwagę swą skupił w pełni na przeciwniku. Nie lada to był zaś oponent, pająki przeto potrafią być niezwykle zwinne i żywotne nawet jeśli ich wielkość nie przekracza małego palca u nogi. Tutaj zaś miał półelf do czynienia z osobnikiem, który stojąc na wszystkich ośmiu odnóżach sięgał bohaterowi do piersi.
Rozmiar jednak najwyraźniej osłabiał refleks, miecz bowiem pierwszy zadał swój cios.
Cóż to był zaś za cios. Trafił nieopodal głowy w odwłok stwora, wbijając się zaś na tyle głęboko, by pół ostrza w czarnym mięsiwie utknęło.
Pająk, nadal jednak żywy, wysunął spomiędzy kleszczy trzecie ostrze, które natychmiast powędrowało w półelfa. Ten jednak przygotowany na tą ewentualność, zdołał w ostatniej chwili usunąć brzuch w prawo, unikając jadowitego ciosu.
Ervin pospiesznie wyciągnął ostrze z cielska włochatej bestii, wlokąc za nim strugi zielonkawej mazi, unikając przy tym kolejnego ataku jadowitego kolca na prawe ramię.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-12-29, 13:33
Tym razem mu się udało. Nie był jednak pewny, czy będzie w stanie długo opierać się atakom wielkiego pajęczaka. Ciągle był przygotowany na uniknięcie ataku kolcem, którego najmniejsze trafienie najprawdopodobniej zakończy się bardzo nieprzyjemnie dla pół elfa.
[walka defensywna] - [deklaracja uniku]
Co zadziałałoby na przeciwnika? Czy wbicie miecza w serce mrocznej elki pozbawiłoby życia również jej przywołańca? Nie chciał spuszczać z oczu stwora chociaż na sekundę, ani rozkojarzać się, wypowiadając chociażby słowo.
Jedyne co mógł jeszcze zrobić to atakować. Tyle razy ile się da.
[jeśli mam jeszcze PI to cios wiązany, jeśli nie - potężny atak]
Każdy ruch pajęczych odnóży wzbudzał w Ervinie dreszcz obrzydzenia. Włochaty odwłok, choć sączący zielonkawą maź, nie dawał półelfowi chwili wytchnienia. Jadowe żądło po raz kolejny uderzyło. Raz i raz kolejny.
Bohater nie był w stanie uniknąć zjadliwego ataku ośmio-nogiego oponenta. Łabędzi śpiew bestii poczynił wyraźne szkody na ubraniu Ervina, to jednak dziwnym zbiegiem okoliczności należało do tych bardziej wytrzymałych.
Drugi cios żądła przedarł się jednak przez strój, pozostawiając ślad ukąszenia na ciele półelfa.
Miecz jednak nie pozostał dłużny. Kolejny, jedyny i pokaźny cios ciężkiego żelastwa rozpłatał nie tylko odwłok, a również głowę potwora.
Pająk padł na ziemię, kończyny jego zaś rozpoczęły taniec drgawek, który jawnie sugerował, że oponent przemienił się w pląsającą chitynową kukłę, niezdolną do dalszej walki.
W odpływie adrenaliny, Ervin zauważył, że drowka ponownie znajduje się na solidnej póki co powierzchni powietrznej wysepki, ludzki mężczyzna zaś, dysząc odrobinę spogląda na nią z uwagą.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum