TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Khazarid
2014-04-26, 17:38
Zrozumieć niepojęte
Autor Wiadomość
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-29, 01:18   Zrozumieć niepojęte

"Dobrego nie-człowieka poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy"
- Sentencje przekrzywione, pogięte, zmielone, pogryzione i wyplute, Anonim




Zrozumieć niepojęte
Kroniki Ervina





Jakkolwiek Ervin wyobrażał sobie swoje szkolenie u Korneliusa, na pewno nie spodziewał się tego, co faktycznie zaszło.

Prócz początkowej pieszej wyprawy ze swoim mentorem, pół-elf nie miał zbyt wiele wspomnień wartych zapamiętania. Patrząc wstecz, bohater niemógłby stwierdzić, że w zasadzie pobierał nauki. Wykonywał prace – tak. Słuchał poleceń – jak najbardziej. Uczył się czegoś? Na początku, jak najbardziej. Jednak prócz umiejętności nabytych jeszcze przed rozpoczęciem nauk, jak chociażby oprawianie ryb, i tego, czego uczył się w czasie podróży, jak sam sposób marszu... Ervin niewiele więcej się nauczył. O, nie należy zrozumieć tego źle. Łowienie ryb, pomoc przy polowaniu, praca w obejściu – nie było to niczym znajomym wcześniej, zbyt szczególnie przynajmniej szczególnie, pół-elfowi. Kornelius wymusił też na nim, z początku mordercze, później już ledwie rutynowe ćwiczenia. Z dnia na dzień jednak Ervin czuł, że wykonywanie zleconych mu czynności zaczyna być łatwe, nie wiąże się z żadną nauką. Nawet przestał płoszyć zwierzynę na polowaniu, zapewne zwyczajnie dlatego, że nie chciał więcej zostać stratowanym przez jelenia. Ale to też pomogło mu - za każdym z trzech razy - zmężnieć, stwardnieć.

Dopiero gdy mijał szósty miesiąc, ostatni z zaplanowanej nauki, Ervin mógł spojrzeć wstecz i stwierdzić, że ten czas, pozornie zmarnowany, przyniósł mu znaczne korzyści. Wyruszając ponownie na Szlak, Ervin byłby przygotowany na znacznie więcej.

Zaskakująco, z Żałobnym Ostrzem nie było problemów. Większych. Choć nieraz Ervin musiał walczyć z wolą mrocznego artefaktu, spędzać czasem dłużej czasu w piwnicy, niż wcześniej przewidział, to ani razu nie skusił się, by wysunąć czarne ostrze z pochwy. Jak udało mu się dokonać takiej sztuki? Sam nie był w stanie stwiedzić, patrząc na to z perspektywy czasu. Ale czy to ważne?

W końcu nadszedł czas rozstania. Można by dodać "nieubłaganie", bądź "niestety", jednak byłoby to nie na miejscu. Ervin nie zżył się specjalnie z Korneliusem. Na pewno nie tak, jak mógłby. Coś powstrzymało ich przed zacieśnieniem więzi, przed dobrym zapoznaniem się. Mentor pół-elfa nigdy nie otworzył się przed nim ostatecznie. Sam Ervin nie powtórzył też seansu zwierzeń z życia. Być może nie było ku temu specjalnej okazji. W końcu zbyt wiele nie pili. Bohater dałby sobie jednak rękę uciąć, że to nie przez to.

Czas przybycia Iska przyszedł. Jor nigdy jeszcze nie spóźnił się ni dnia, gdy przyszedł czas spotkania dwóch starych kompanów. Jak tego dokonywał? Ervin mógł tylko zgadywać, na Szlaku przecież tyle może się zdarzyć! Dlatego też pół-elfa szczególnie nie zdziwiło, gdy jor nie przybył wyznaczonego dnia. Ale w końcu minął tydzień. Potem drugi. A Kornelius stawał się coraz bardziej zasępiony. To, że sie zamartwiał o przyjaciela było widoczne. To, że zostałby teraz sam było wiadome.

Czternastego dnia po tym, w którym Isk przybyć miał do chatki Korneliusa, zaraz po śniadaniu, mentor przywołał do siebie swego ucznia. Tego poranka człowiek zdawał się być już całkiem pogodzony z tym, co nastało.

- Nie mogę cię już dłużej tutaj zatrzymywać - stwierdził krótko, nie mogąc zdobyć sie na spojrzenie Ervinowi w oczy. - Nie oczekuję od ciebie, byś objął ścieżkę którą sam bym pochwalał. Nie oczekuję, brońcie bogowie, byś ruszał na poszukiwania starych, szczurzych, dziadów. Ale czas już, byś zaczął szukać własnej drogi.

Tu przerwał, sięgnął po malutkie, skórzane zawiniątko, którego wcześniej Ervin nie zauważył na stole. Okazało się być to małą torbą kurierską, przeznaczoną na pojedyńczy list. Skóra torby była dość wytarta, choć czysta.

- Otwórz to po trzech dniach na Szlaku, jeśli wcześniej nie porwie cię nowa przygoda. Może... nie, więcej nie powiem. Obiecaj tylko, że nie zajrzysz tam wcześniej.

Mówiąc te słowa spoglądał już w oczy pół-elfa, trzymając zas przed sobą to, czego dotyczyły jego słowa. Torbę.

[...]3 pkt. karmy za rozpoczęcie sesji dodano
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-29, 08:20   

Szkolenie było dziwne. Z początku przeżywał każdą chwile, będąc zupełnie świadomym tego, co robi. W chwili, gdy na ich obozowisko, na początku treningu, wtargnął niedźwiedź, wszystko jakby się zamazało, przyspieszyło. Dni mijały w spokoju, rutynie, tak że zupełnie ich nie kontrolował. Wykonywał polecenia wydawane przez Korneliusa, uczył się nowych czynności, poznawał nowe fakty na temat przetrwania w dziczy. Uczył się podstawowych czynności, które kiedyś pozwolą mu przeżyć na szlaku.

Czas mijał, a on stawał się bardziej spostrzegawczy, coraz więcej zauważał wśród leśnych cieni. Była to zasługa jego mistrza, ale także determinacji i chęci osiągnięcia celu.

Tak naprawdę w głębi jego duszy tlił się płomyk nadziei, że któregoś dnia będzie mógł się oprzeć woli żałobnego ostrza. A propos jego tajemniczego miecza, na czas szkolenia chyba mu trochę odpuścił, przycichł i zgodził się na krwawy post. Inteligentne ostrze zdało sobie sprawę z tego, że trening pomoże również jemu w przyszłości. Będzie mogło żywić się potężniejszymi przeciwnikami.

Minęło pół roku. Nie wiedział nawet w jaki sposób zdołał przyzwyczaić się do codziennej rutyny. Pół roku nowego życia w sorii. Jednak nowo nabyta profesja chciała go sprawdzić. Pod koniec treningu chciał już mimowolnie wyjść na szlak i iść przed siebie.

Przygoda sama go odnajdzie.

Isk, jedyny facet w jego nowym życiu, którego darzył szczerą sympatią. Miał nadzieję, że gdy się zjawi, będzie symbolem jego przemienienia, stanie się bodźcem, który wypchnie go na szlak. Nie przybył jednak. Czekali z Korneliusem jeszcze jakiś czas, mając nadzieję, że jego skrzypiący wóz da o sobie w końcu znać któregoś ranka.
Tak się jednak nie zdarzyło.

Czas ruszać.
Na pierwsze słowa Korneliusa mógłby zareagować melancholijną łzą w oku. Tak się jednak nie stało. Odpowiedział tylko krótko.
- Jeśli tylko chcesz Korneliusie, wyruszę na wyprawę w poszukiwaniu Twojego przyjaciela. - a jeszcze pochwili dodał - Na pewno będę się starać nie zawieźć twych oczekiwań odnośnie mojego zachowania.

Kolejne słowa trochę zdziwiły Ervina. Kornelius był człowiekiem praktycznym, rzadko skrywał swoje myśli za metaforami, czy aluzjami. Jeśli tak się działo, to rzeczywiście musiało być to dla niego ważne.

- Jeśli tylko tyle mogę dla Ciebie zrobić Korneliusie. Powiedz mi jednak, co się kryje w tej torbie? Jakieś wskazówki, dalsze polecenia?

Odwzajemnił mistrzowi spojrzeniem w oczy. Wyciągnął rękę po zawiniątko.
Zaczyna się jego przygoda.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-29, 12:52   

Zadziwiające jest, jak pół roku różnie wygląda z perspektywy czasu. Gdy stoi się przed prospektem pół roku gdzieś, zamkniętym, przywiązanym, uwięzionym do miejsca, zapętlonym wciąż w te same czynności, pół roku zdaje się wiecznością. Ale gdy już stoi się po drugiej stronie, po przebrnięciu przez nudę, rutynę i znój codzienności, początek tego okresu zdaje się, jakby był wczoraj. Jakby wczoraj jeszcze Ervin zastraszył wieśniaków w wiosce. Jakby wczoraj jeszcze pił z Iskiem wódkę. Czy nadejdzie jeszcze dzień, kiedy ten sympatyczny sierściuch przyjedzie do chaty Korneliusa? Ervin zdawał się chętny, by pomóc pozytywnie odpowiedzieć na to pytanie.

- Informacje - odpowiedział człowiek na pytania pół-elfa. - Dotyczące demonów, z którymi dalej będzie przychodzić ci się zmagać. Tego, gdzie udał się na podróż Isk pół roku temu, oraz to, co wiem o Quelinie. Nie chcę jednak, byś pod wpływem jakiegoś mocnego wrażenia ruszył przed siebie bez pomyślunku i rozwagi. Żebyś przed wpadnięciem w rutynę Szlaku nie pognał co sił w nogach na spotkanie z odpowiedziami, których może w ogóle tam nie być. Szlak potrafi być niebezpieczny dla nierozważnych, a człowiek, którego cel okazał się być fałszywy potrafi wypalić się tak szybko, choć... ty jesteś długowieczny, nie znałem elfa, który zmartwiłby się zmarnowanym czasem w życiu.

Kornelius machnął ręką, jakby wszystko to, co przed chwilą powiedział było nieważne.

- No, mam nadzieję, że wystarczy ci to za wyjaśnienie. Czeka cię zapewne długa droga, a pożywienia można ze sobą zabrać tylko tak mało. Żaden z ciebie strzelec, więc zdać się będziesz musiał na rzeki i jeziora. Nie jesteś może wyprawnym rybakiem, ale nie powinieneś spędzać całej nocy nad wodą, by w ogóle się najeść - człowiek przerwał, by podejść do wejścia do chaty. Podniósł jakiś cienki, podłużny przedmiot, leżący oparty o ścianę. Gdy przyniósł go bliżej światła, w ręce Korneliusa pokazała się Ervinowi wędka. Człowiek podał ją swojemu, byłemu już, uczniowi. - Przyda ci się.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-29, 13:08   

Informacje, które naprowadzą go na osobę, która podarowała mu miecz. Na kogoś, kto przeklął go potężnym darem. O ironio... Miał ochotę już teraz otworzyć torbę i przeczytać wszystko co się w nim znajduje.
Długowieczność, tak. Ale nie nieśmiertelność. Jego czas, by odnaleźć Quelina jest ograniczony.
- Dziękuję Ci, Korneliusie. - Podsumował wywód mentora.

Czas rozstania. Jego los zależy teraz już tylko od niego. Może teraz pójść wszędzie gdzie tylko zdecyduje.

Wolność.

Kolejny dar Korneliusa, wędka. nieco symboliczna, bo to od ryby rozpoczęli swoje szkolenie. W sercu Ervina (okazało się, że jednak je ma) pojawiła się odrobina żalu, że musi się z nim rozstawać.

- Dziękuję Ci również za ten prezent, przyjacielu. Nigdy nie zapomnę rzeczy, których mnie nauczyłeś. - Wziął od mężczyzny wędkę i spakował ją, tak jak go uczył.

- Chyba już czas na mnie. Droga długa, a dzień krótki. Nie wiem do tego jeszcze gdzie się wybiorę. Jakieś wskazówki?
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-02, 18:06   

- Nie dziękuj, głupi - Kornelius machnął ręką. - Przecież nic mnie to nie kosztowało. No... może papier...

Na podziękowania za wędkę człowiek w ogóle już nie zareagował. Na wzmiankę o naukach uśmiechnął się tylko. Kolejne pytanie przyjął już bardziej poważnie. Wskazówek miał bowiem dla Ervina całkiem dużo.

- Proponowałbym w stronę cywilizacji, w przeciwną do tej, z której przybyłeś. Na zachód. To oczywiście zabierze cię przez wioskę, ale... Choć jest zima, zbliża się Intaria, to tutaj mrozu nie uświadczysz. Może i jesteśmy głęboko na północ lądu, ale też i na wschód - zbyt blisko palących piasków Morterry. Tak, szybciej dotrzesz marszem na pustynię, niż do rzeki, nad którą leży Dornost. Dlatego chłopi siedzą teraz na polu, zbierają kolejny plon, zasiany jeszcze na wiosnę. Nawet jeżeli któryś chce rozpamiętywać to, co stało się przed sześcioma miesiącami, nie będzie ich w chatach. Więc i beze mnie przedostaniesz się jedynie z paroma krzywymi spojrzeniami.

Kornelius przerwał na chwilę, dając czas Ervinowi na przyjęcie informacji. W paru słowach o kierunku drogi i zachowaniu chłopów, poszukiwacz przygód zawarł jeszcze parę ważnych dla Ervina rzeczy. Przede wszystkim, do tej pory pół-elf nie miał bladego pojęcia, gdzie tak na prawdę się znajduje, prócz tego, że w części Imperium zwanej Civitas. Czy teraz wiedział więcej? Jeśli tylko kupi mapę, z pewnością. Wciąż przecież nigdy nie widział podziału Imperium, czym, i gdzie, była Morterra.

- Dalszy kierunek, czy to na południowy, czy północny zachód, czy też w stronę Broln iść... tego ci nie powiem. Nie teraz, przynajmniej. Od wielu lat drogowskazy i miasta nie zmieniły swojego języka i nazw, tak więc jeżeli kiedykolwiek podróżowałeś, co przecież robiłeś, nie będziesz miał problemu z obraniem kursu, który byś sobie zażyczył. I to zdaje się być wszystko. Nie zapomnij swojego dobytku z piwnicy.

Po tych słowach Kornelius wyszedł przed chatkę, zabierając swoją fajkę. Zostawił Ervina samego, by ten spakował się do podróży.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-02, 19:22   

Czas wyruszać. Ervin pokierował się w stronę składziku, gdzie były jego rzeczy. Spakował wszystko w taki sposób, jaki pokazał mu Kornelius pierwszego dnia szkolenia. Jak wiele zmieni się w sposobie podróżowania po czasie spędzonym z mentorem? Na pewno każdego dnia wieczorem będzie kładł się spać z mniej bolącym kręgosłupem.

Gdy zebrał wszystkie swoje rzeczy, przepiął pas z pochwą przez plecy. Skrócił wszystkie paski i unieruchomił je tak, żeby pewnie leżała i nie przeszkadzała z każdym krokiem. Zarzucił plecak tak, by nie kolidował z mieczem. Tak jak robił to każdego ranka podczas podróży z Korneliusem.

Gdzie teraz skieruje swoje kroki? Tak jak Kornelius radził - w stronę cywilizacji. Od początku ta myśl nie wychodziła poza jego umysł. Nie pamiętał, jak długo nie był w mieście.

Był tylko jeden problem.

- Jak ukryję miecz, gdy będę chciał wejść do miasta? - Spytał Korneliusa, gdy był już gotowy do drogi i wyszedł przed domek - sądzę, że strażnicy nie będą zbyt chętni, żeby wpuścić mnie do miasta z magicznym półtorakiem na plecach.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-02, 20:44   

Wszystko bez problemu znalazło się na swoim miejscu. Ervin właściwie nie musiał już zastanawiać się szczególnie jak upakować wszelkie przedmioty. Wystarczyło spojrzenie na wszystko, co przygotowane miał do zabrania, by umieścić wszystko w odpowiednim ładzie. Problem był jeden. Racje żywnościowe Ervina, z którymi przybył, dawno już nie nadawały się do spożycia. Dziwnym trafem jednak w składziku pojawiło się dziesięć nowych porcji, których wcześniej na pewno tam nie było. Cóż mogły tam robić?

[...]Kartę postaci zaktualizowano

Kornelius stał oparty o ścianę domku obok wejścia i ćmił fajkę. Jego wzrok błądził gdzieś po horyzoncie. Gdyby Ervin nie wiedział lepiej, pomyślałby, że stary człowiek myśli o ponowne wyjście na Szlak.

- Nie martwiłbym się o to - odpowiedział na pytanie bohatera, nie odrywając wzroku z horyzontu. - Dopóki nie wyciągniesz go z pochwy, przynajmniej. Ktoś może wyczuć magię, ktoś zastanowi się nad zdobioną rękojeścią... Magiczny oręż, choć rzadki, nie jest niespotykany przecież. A jeśli będziesz miał problemy... cóż, wymyślisz coś.

Kornelius zaśmiał się z własnego dowcipu, na tyle jednak delikatnie i cicho, że wyglądało to naturalnie. Trwał potem tak w bezruchu, trzymając fajkę w ustach, ruszając tylko wargami, gdy wciągał nieco dymu.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-02, 21:18   

Ostatnie chwile spędzane na bezpiecznym gruncie. Czuł, jak sekundy wyślizgują mu się między palcami. Czuł dziwne mrowienie wewnątrz dłoni. Nacisk pasów pochwy na prawe ramię, ból gałek ocznych gdzieś wewnątrz głowy.
Czy był to...?
Spojrzał w niebo, żeby ocenić porę dnia. Musiał zaplanować wędrówkę, przez pół roku podróżował po okolicznych ziemiach, znał więc teren w obrębie paru dni drogi. szybko określił kierunek o którym wspominał Kornelius, żeby dostać się do cywilizowanego świata. Odznaczył miejsce w miarę bezpiecznego obozowiska, w którym spędzi dzisiejszy wieczór.
Strach?
Podekscytowanie?
Piskle wyfruwa z gniazda. Spędził tu tylko pół roku, a czuł się jak zupełnie inna osoba. Był bogatszy o doświadczenie i umiejętności, których nauczył go mentor.
- Pora ruszać... - zaczął, jednak nie wiedział co powiedzieć dalej.
Nigdy nie był dobry w pożegnaniach.
Relacje międzyludzkie nie były jego mocną stroną. Jedyne dobre relacje jakie miał to samemu ze sobą. A dokładniej z głosami w jego głowie.
Ale od kiedy one zniknęły, był sam.

I żałobne ostrze, oczywiście.

- Jeszcze raz dziękuję za wszystko co dla mnie uczyniłeś. - Wyciągnął rękę do swojego, byłego już, mistrza. - Znajdź drogę.

Pozostawił te dwa słowa za sobą, by chwilę później pokierować swoje kroki we wcześniej wybranym kierunku.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-02, 22:03   

Kornelius skinął głęboko głową, słysząc pożegnanie Ervina. Przez ten gest płynął tylko i wyłącznie szacunek. Twarz człowieka rozluźniła się, jednak pozostała bez wyrazu. Ręka z fajką została opuszczona do boku.

Oczy starego człowieka odprowadzały pół-elfa aż za horyzont.

Kornelius miał rację co do wsi. Żadnego mężczyzny nie było na ubitej drodze mieściny, ani w otworach wejściowych chat, ani pod ścianami owych chat. Było parę kobiet, ale tylko takich zajmujących się małymi dziećmi. Trochę większe dzieci chowały się po domach. Mimo to wieś wcale nie wyglądała na wymarłą. Po prostu, jak wieś... podczas zbiorów.

Do końca wsi pół-elf również był odprowadzany wzrokiem, mniej już przychylnym.

Za wsią droga ciągnęła się wzdłuż pól, pól i... pól. Część z nich już była zebrana, część jeszcze złociła się zbożem. Wokół nie było nic choć krztynę ciekawszego, co ogólnie składało się na bardzo nudny obraz. Przez dwa kilometry po jednej stronie drogi ciągnęły się jednak kartofliska, dodając nieco uroku. I tak minęła Ervinowi godzina drogi zwykłym, marszowym krokiem.

Ervin szybko wpadł w rutynę marszu. Losowe myśli przychodziły mu do głowy, po czym zaraz z niej uciekały. Czasem przypomniała się stara, wesoła piosenka, potem naszła ochota na pieczeń. Tak, jak to się zwykle zdarza, gdy celu nie widać, nie ma do kogo gęby otworzyć, a głowa wciąż jeszcze świeża.

Wkrótce na horyzoncie zamajaczyły rozstaje. Drogowskaz nie stał wysoko w górę, jednak widoczny był dobrze. Oba szlaki wyglądały przyzwoicie, choć nie były to oczywiście trakty handlowe. Nie wśród takich wsi. Ale z pewnością do większych dróg prowadziły. Upewniło w tym Ervina jedno, a właściwie dwie rzeczy. Napisy na tabliczkach, wskazujących drogę. "Broln" i "Dornost".

Wokół kręciło się paru chłopów, widocznie odpoczywających w środku dnia pracy. Jeszcze więcej Ervin bez problemu dostrzegał, ścinających zboże kosami, czy też wręcz zginając karki, by ucinać je sierpami. Na polach, co widział jeszcze od samej wsi, pracowali zarówno dorośli, jak i ledwie podrostki, mężczyźni obok kobiet. Tutaj nikt nie zwracał uwagi na mieszańca. Praca na polu była zbyt ważna. Nawet ci, którzy teraz odpoczywali słowem nie odezwali się do bohatera.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-02, 22:50   

Rytm jego serca szybko pokrył się z rytmem kroków. Oddech dostosował się do reszty ciała i po pierwszych paruset metrach był już w pełni pochłonięty marszem. Jego rozmyślania krążyły wokół błachostek, ale również wokół wiadomości, którą wręczył mu Kornelius.
Quelin... Mag, którego szukał, który może go doprowadzić do osoby, która...
Była niesamowicie szczodra.
Im bardziej oddalał się od chatki starego poszukiwacza przygód widmo mrocznej sławy jego ostrza ustępowało miejsca innemu uczuciu.
Cieszył się, że tak potężny artefakt, z tego co mówił człowiek, trafił w jego ręce.
Już niedługo znów poczuje rządzę krwii ostrza, wiedział to. Nie był jednak pewny, czy zdoła mu się oprzeć.
Słońce miło ogrzewało jego twarz, gdy szedł. Oczy Ervina błądziły po otaczających go polach. Przyglądał się ludziom, pracy, przyrodzie. Cokolwiek, byleby zająć czymśmyśli.

Na rozstaju dróg przyszła pora na pierwszą samodzielną decyzję w tej podróży.
Decyzja ta jest dosyć znacząca.
Broln - Miasto magów.
Tylko te słowa pojawiły się w jego umyśle, a jego serce zabiło mocniej. Quelin jako potężny mag powinien tam być. To chyba logiczne.
Nogi same zaczęły iść w tym kierunku.

Zresztą, nigdy nie był w Broln.

Czas na wycieczkę krajoznawczą.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-03, 11:45   

Droga w stronę Broln właściwie szła dalej prosto, więc Ervin podążał dalej, mniej więcej, na zachód.

Wkrótce słońce zaczęło świecić mu prosto w oczy. Wycieczka krajoznawcza nie była zbyt bogata w wydarzenia. Ervin szybko przestał zauważać kolejne pola, wieśniaków pracujących na nich, czy okazjonalne drzewa przy drodze. Przez całą drogę nic się bowiem nie zmieniło w sprawie otoczenia. Gdyby pół-elf znalazł się nagle na polach o zachodzie, zapewne doceniłby, jak czerwieniące się niebo pięknie komponuje się ze złotem zboża. Jak piękno i... Ale godziny marszu wśród tych kolorów spowodowały, że teraz był na to obojętny. Zaczynał czuć zmęczenie, to pierwsze, które przeszkadzało jeszcze nie tyle ciału, co umysłowi. Zdawał sobie sprawę z tego, że przyjdzie mu niedługo szukać miejsca na spoczynek.

Ale wokół były tylko pola. Nie trzeba być najbardziej obeznanym w świecie człowiekiem, by wiedzieć, że dla chłopa jego pole jest święte. Była też piaszczysta droga. I Było jeszcze to, co przed nim. Nie miał pojęcia jak daleko spodziewać się ma większego traktu. Kornelius wspominał też coś o rzece. Ale i też, że bliżej jest do jakiejś pustyni. A na żadnej z wycieczek Ervin żadnej pustyni nigdy nie widział. Ba, żadnego znaku, że gdzieś ona mogła być!

Pół-elfowi spokojnie pozostawała jeszcze niemal godzina światła, a i po nocy nie powinien zgubić drogi, której nie sposób pomylić z polem.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-03, 13:09   

Słońce zachodziło, gdy Ervin przemierzał kolejne kroki wśród pól. Imperium ludzi zachwycałoby niejednego wędrowca. Ervina po prostu znudził ten widok po całodziennym marszu. Ervin poczuł zmęczenie na swoich ramionach, gdy słońce znajdowało się dokładnie naprzeciwko jego twarzy. Niewiele pozostało czasu, aż zastanie go ciemność.

Nie chciał kontynuować marszu po zmroku. Nie wydawało mu się, żeby było to specjalnie niebezpieczne w tej wiejskiej części świata, ale na traktach często spotyka się od jednego do sześciu bandytów, czekających tylko na strudzonych wędrowców, aby ograbić ich z dorobku życiowego.

Broln. Jego cel.
Gdy w jego głowie uformowało się coś, co można było określić jako plan, wszystko wydawało się jakby bardziej przejrzyste - najważniejszym było dostanie się tam. Zresztą, za dwa dni otworzy list od Korneliusa, w którym będzie miał więcej informacji.
Mógłby go otworzyć już teraz. W sumie, to miał na to ochotę. Nawet zrobiłby to, gdyby nie fakt, że mistrz wiele dla niego zrobił, poświęcił się, przekazując mu wiedzę. Jeśli to była jego ostatnia wola odnośnie krnąbrnego ucznia, mógł się poświęcić i to uszanować.

Maszerował dalej, wypatrując jakiegoś zagajnika, małego lasku, w którym mógłby rozbić obozowisko, zebrać trochę drewna na ognisko, które da mu trochę światła i cienia przed położeniem się spać.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-03, 14:24   

Przez większość drogi Ervina nie mijała na drodze żywa dusza. To on czasem mijał jakiegoś chłopa, odpoczywającego, popijającego wodę z bukłaka, czy akurat wrzucającego plony na wóz. Większość wozów była malutka, przeznaczona do ręcznego ciągnięcia. Ta część, która była większa, do dyszli zaprzęgnięte miała osły i muły. Nikogo nie było stać na konia. Te wozy zresztą zaczęły mijać Ervina dopiero gdy, jak przypuszczał, dzieliło go od zmroku pół godziny. Przy trzecim mijającym go wozie zauważył pewną prawidłowość.

Wozy też jechały na zachód.

A zagajników cały czas nigdzie nie było widać. Lasy? Majaczyły czasem, gdzieś tam - po drugiej stronie pól. Ervin mógł zaryzykować którąś z polnych dróżek, idących wzdłuż pól, zapewne służących temu, by oddzielić ziemie różnych chłopów, czy też ułatwić dojazd po zboże, by nie tratować tego jeszcze nie skoszonego. Innych zastosowań przynajmniej pół-elf nie widział. Czy prowadziły one aż do lasu? Czy zdąży do któregoś przed zmrokiem? Powinien.

Kurz z drogi, który w żółwim tempie osadzał się na gardle Ervina, teraz dawał o sobie znać. Chciało mu się pić, ale nie wiedział, jak daleko mogło być do najbliższego ujścia wody. Cóż, wieśniacy też muszą przecież pić, prawda?
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-03, 15:53   

Wiesniacy niespecjalnie zajmowali umysł Ervina. Dopóki nie zaczepiali go, nie zwracali uwagi, przechodził obok nich obojętnie, patrząc przed siebie, lub obserwując okoliczne pola w poszukiwaniu miejsca na obóz.

Czas mijał, mięśnie nóg i pleców coraz bardziej dawały o sobie znać. Pora już kończyć wędrówkę dzisiejszego dnia. Zaczekal, aż będzie w miarę poza widokiem wiesniakow wracających z pól i skręcił w pierwsza drożke prowadząca do lasu, na jaka trafił. Przyspieszył trochę kroku, by zyskać czas na rozbicie obozu.
Patrzył przed siebie, wyciągając szyje w górę, by wypatrzec jak daleko prowadzi ta drożka, ile czasu zajmie mu dotarcie do lasu.
Poluzowal paski plecaka, obniżając go. To samo zrobił z paskami pochwy. Poprawił ich ułożenie mając nadzieje ze pomoże to trochę na obolaly kręgosłup.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-05, 22:52   

Ervin nie miał problemu ze znalezieniem momentu, w którym mógłby niepostrzeżenie wejść na polną drogę. Większość chłopów już dawno zabrała się za wracanie do chat.

Poluźnienie pasków nic nie pomogło na żaden z bólów pół-elfa. Cokolwiek by teraz nie zrobił, ulga była zaledwie chwilowa, do tego jedynie psychologiczna. Plecak zarówno ciążył na plecach Ervina, jak i był już częścią podróżnika, tak, że nawet chwilowe zdjęcie wręcz przeszkadzało na dłuższą metę. Jedynie porządny, całonocny odpoczynek miał szansę pomóc bohaterowi.

A odpoczynek zdawał się być coraz dalej od Ervina, im las był bliżej. Choć dotarcie do pierwszej linii drzew nie zajęło mu nawet trzech kwadransów, Ervin nagle zdał sobie sprawę z tego, co go jeszcze czeka. Rozbicie namiotu, zebranie chrustu, rozpalenie ogniska. Wkrótce dotarł do miejsca, które zdawało mu się idealne na postój. Mała polanka, gdzie rozpalenie ogniska nie wiązało by się z żadnym niebezpieczeństwem, wewnątrz lasu, gdzie o chrust dookoła nie było trudno, a i żaden z chłopów, znalazłszy go rano, nie pogoniłby go widłami. I było to zaledwie piętnaście minut wgłąb lasu, po prostej od ścieżki, którą do niego dotarł. Wokół rosły drzewa iglaste, mające łatwe do rozpalenia drewno. Jedynie ziemia, na której rosły, zdawała się być nieco zbyt sucha i sypka, by rozbity namiot pewnie trzymał się ziemi, atakowany przez wiatr.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-06, 00:35   

W tym miejscu odpoczne. pomyślał zrzucając z ramion plecak.
Bez zbędnego zastanawiania się, zaczął przygotowywać obozowisko tak jak nauczył go Kornelius.
Ale najpierw, przede wszystkim, pociągnął porządny łyk wody z bukłaka. Długo trzymał płyn w ustach, by później powoli, drobnymi łyczkami nawilżał gardło.
Priorytetem był teraz ogień. Odnalezienie chrustu i drewna w ciemnościach byłoby z pewnością trudniejsze niz rozstawienie namiotu w świetle ognia. Zabral sie więc do zbierania drewna, drobnych gałązek, igielek, liści, wszystkiego co łatwo sie paliło. Gdy chodził po lesie rozglądał się, wypatrując potencjalnego niebezpieczeństwa. Wszystkie informacje mogły się przydać. Ociosane kłami dzika drzewo, rozkopana ziemia, czy też cielsko wielkiego niedźwiedzia pod drzewem.

Gdy miał wystarczającą ilość drewna by rozpalić ognisko, wybrał miejsce w którym rozbije namiot. Krok przed planowanym wejściem zapłonie źródło światła. Na samą ziemię, rozsypał najbardziej suche igiełki, liście, które posłużą za rozpałkę. Na to nakładł drobnych gałązek, pomiędzy które wetknął jeszcze więcej liści.

Gdy taka konstrukcja była już gotowa, zaczął krzesać iskry na hubkę, by wzniecić ogień, który podłoży się pod gałązki. Gdy powstał płomień, zaczął nakładać coraz większe kawałki drewna.

Dopiero gdy będzie miał ogień, dający ciepło i światło, będzie mógł zabrać się za rozstawienie namiotu.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-07, 00:17   

By Ervin przestał czuć pragnienie, potrzebował on więcej niż łyka. Ale uczynił odpowiednio, nie marnując więcej wody, niż musiał. W sumie pragnienie całkiem zniknęło po wypiciu ilości wody, która mieści się w małym kubku. Ervin jednak dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że to o wiele za mało. Nie było go może stać na zdrowe półtorej litra wody dziennie, jednak pół? Minimum.

Żadnych niedźwiedzi Ervin nie znalazł, choć stare ślady po ryjących w ziemi dzikach już tak. Nie było to jednak kluczowe. Ważnym była dość duża ilość drobnego chrustu, który leżał wszędzie w lesie. Zdecydowanie rzadko kiedy ludzie tam zachodzili. Trochę gorzej było z suchymi, większymi gałęziami. Jednak i takich w końcu znalazło się tyle, że w ich cieple te bardziej mokre miały szansę wyschnąć.

Ogień na dobre zapłonął gdy ostatnie promienie słońca rozproszyły się wśród drzew.

Rozłożenie namiotu, choć po ciemnicy, było formalnością. Wkrótce Ervin cieszył się ciepłem, rozłożonym schronieniem i nieznośnym burczeniem w brzuchu. Nie jadł w końcu od rana. To, że bez posiłku przetrwał do nocy zawdzięczał tylko temu, jak dobrze odżywiał się u Korneliusa. To samo odnosiło się zresztą do wody. Pół-elf musiał liczyć się z tym, że przez następną dobę będzie musiał wypić znacznie więcej ze swoich zapasów.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-07, 01:13   

Po rozbiciu namiotu ułożył w nim swoje rzeczy i sam usiadł u jego wejścia. Pochwę z mieczem zdjął z pleców i położył obok swojego posłania, po lewej stronie, rękojeścią w stronę wyjścia.

Płonący ogień nie tyle rozgrzewał twarz Ervina, co rzucał na niego światło, dzięki któremu czuł się lepiej, wiedział, że to koniec wędrówki na dziś i może oddać się odpoczywaniu.

Najważniejszą rzecz zostawił sobie na koniec.

Z plecaka wyjął rację żywnościową i bukłak. zaczął powoli jeść, wpatrując się w ogień, co chwilę pociągając drobny łyk wody. Nie pił za dużo, nie marnował wody, tylko tyle, by lekko zgasić pragnienie.
Po zjedzeniu połowy racji żywnościowej, odłożył wszystko na bok i dołożył większy kawałek drewna do ognia. Wyjął swój dziennik, inkaust i pióro i zanotował w nim parę rzeczy odnośnie minionego dnia.
Po chwili odłożył pióro i zjadł tyle pozostawionej racji żywnościowej, by się najeść przed snem.

Mimo pogrążającego go zmęczenia musiał tak siedzieć i patrzeć się w ogień. Nie wiedział kiedy wyjął z plecaka fajkę, którą dostał od Korneliusa pierwszego dnia treningu, nabił ją tytoniem, którego nie zostało mu za wiele i pykał z niej sobie, z zamkniętymi oczami wsłuchując się w dźwięki nocy.

Nie zdążył jednak nabić fajki, ani jej zapalić, ponieważ gdy tylko włożył ją do ust, by mieć wolne ręce i zamknął na chwilę oczy, pogrążyło go tak wielkie zmęczenie, że chwile potem leżał w swym posłaniu, ze wszystkimi rzeczami spakowanymi w bezpiecznym, dzięki magicznemu ostrzu, namiocie.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-08, 21:22   

Zmęczenie, które zmogło Ervina nie było niczym dziwnym. Czy ktoś chce, czy nie, czy ktoś jest zaprawionym poszukiwaczem przygód, czy też laikiem, czy jest się niestrudzonym wojownikiem, czy też wiejskim skrybą, wyczerpanie to rzecz stała. Czy nogi zaczynają boleć po piętnastu minutach, czy też po godzinach siedmiu, zmęczenie za koniec dnia zawsze dopada. Czy jest się ściganym przez demoniczne pomioty, czy podróżuje się rekreacyjnie - bez znaczenia. Różnica jest w tym, że poszukiwacz przygód następnego dnia przejdzie tyle samo. I następnego. I następnego. I tak do swego celu.

I to dlatego Ervin nie winien czuć wstydu na myśl o tym, że jest zmęczony. Któż jednak powiedział o poddawaniu się zmęczeniu? Jednak przy pełnym żołądku, w cieple ogniska... kto mógłby oprzeć się rozwartym ramionom krainy snów?

Więc pół-elf zasnął. W wejściu do swojego namiotu, nawet nie zamkniętego, z nogami wystającymi ku ognisku. Wśród swoich rzeczy, wśród których był zamknięty kałamarz, dziennik, niedojedzona strawa, zakorkowany bukłak i miecz.

Miecz. Miecz przez cały dzień był spokojny. Ba, Ervin przestał całkiem czuć jego wolę, jakby Miecz wiedział, że wkrótce dostanie to, co chce. Jakby chciał dotrzeć jak najdalej, oddalić się od złego Korneliusa, być bliżej dobrej Ofiary. Miecz nie słynął z cierpliwości, a zarazem okazał nadmierną jej ilość przez ostatnie pół roku. Miecz był cierpliwy i przez cały ten dzień, najbliżej ze swym nosicielem, od dnia przybycia do chaty Korneliusa. Do tej pory Miecz był... grzeczny.

Ale teraz Ervin nie musiał już skupić się na przestawianiu jednej nogi za drugą. Teraz... Ervin spał.


Ervin szedł przez pola, drogą o ciemnej ziemi. Była noc, i choć bohater nie widział nic, prócz pasów czerni po obu stronach drogi na tle granatowego nieba, wiedział, że jest tam więcej niż zboże. Ervin szedł, patrząc prosto przed siebie, nie mogąc oderwać wzroku od punktu wprost przed nim na horyzoncie. Słyszał ciche szepty, i wiedział, że to wieśniacy chowają się w zbożu, z widłami, kosami, sierpami. I pochodniami. Czekali na Ervina. Pochodnie paliły się niebieskawym płomieniem, nie rzucały żadnego światła. Chłopi nie chcieli być widziani w ciemnościach zbóż, ale on wiedział, że tam są. Gdy Ervin się zatrzymał, droga naraz była pełna ciemnych kształtów, przypominających ludzkie sylwetki.

Ervin złapał mocniej miecz, który teraz trzymał w swojej ręce. Ostrze Zguby, Miecz Końca Dni, Demon, zakuty w metal. Tym razem obnażone ostrze nie rwało się do walki, tym razem nie chciało pokrwawić chłopów. Tym razem pozwoliło rzucić się na ziemię, bez cienia protestu czy skargi.

Tym razem to Ervin krwawił. Poczuł coś mokrego pod oczami i w kroku, i pomyślał, że to strach zawładnął nim całkowicie. Że zapłakał i pomoczył swe spodnie. Otarł łzy z polika, ale ciecz była gęsta. Jego nos wypełnił metaliczny, słodki zapach. Zaraz przed tym, gdy został zapchany tą samą cieczą. Strugi płynęły mu po policzkach, wargach, brodzie i karku. Ervin płakał, smarkał, szczał i srał - krwią. Płynęła z jego nosa, uszu i ust. Wiedział, że nie mógł nic z tym zrobić, ale nie bolało go to, nie czuł się źle.

W pewnej chwili wszystko po prostu zniknęło. Chłopi, zboże, droga, miecz, sam Ervin i...



Obudził się wczesnym rankiem, całkiem wyspany. Nic w namiocie nie zmieniło się. Wszystkie rzeczy leżały tam, gdzie powinny, włącznie z mrocznym orężem. Ognisko żarzyło się jeszcze nieznacznie. Nie było w okolicy żadnego niedźwiadka dobijającego się do namiotu.

Ervin był rześki, wypoczęty i niemal w dobrym humorze. Gdyby nie to, że sen pamiętał z każdym drobnym szczegółem.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-08, 23:08   

Sen, odpoczynek. Stan, na który czekał od momentu jak zaczął rozbijać obóz. Powieki były ciężkie, mięśnie obolałe. Umysł otępiały, nie do końca przetwarzał wszystkie informacje prawidłowo.

Dlatego też pozostawił wszystkie rzeczy tak jak leżały, nie spakował ich, nie przygotował się do spania.

Wizja. Czym była? Ostrzeżeniem? Przyszłością?
Krew, wszędzie krew. Wydobywała się z każdego otworu w jego ciele. Jej metaliczny zapach i smak czuł całym sobą. Miecz go nie uchroni. Jego ostrze, jego bratnia dusza, z którą jest połączony, opuściła go. Czy to on opuścił ją?
Chłopi. Pochodnie.
Nie czuł bólu.

Poranek.
Był wypoczęty. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, byłby wręcz w doskonałym humorze gdyby nie wspomnienie krwawego snu. Odruchowo rozejrzał się w poszukiwaniu wielkiej karmazynowej plamy wokół niego. Nic nie było, odetchnął.

Przetarł oczy, nie była to oznaka zmęczenia. Rozbudzał się.
Wstał, rozciągnął się, przeczesał palcami włosy. Typowy poranek typowego poszukiwacza przygód w typowym wypizdowie. Spojrzał w stronę pół, czy w zbożu nie kryli się wieśniacy z widłami, specjalnie wyostrzonymi na jego ciało?

Zebrał wszystkie swoje rzeczy, przegryzając pozostałą część racji żywnościowej przeznaczonej na poprzedni dzień.

Kolejny dzień na drodze Poszukiwacza Przygód Ervina. Pół Elfa, przyjaciela, zamieszkałego niegdyś przez tysiące dusz.

Żniwiarza.

Pora ruszyć w dalszą drogę.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-08, 23:52   

Żadni wieśniacy nie czaili się z widłami. Na ziemi nie było żadnej brunatnej, zaschniętej plamy krwi. Był za to poranek, więc czas na dalszą podróż.

Dojedzone racje smakowały jak zawsze, to znaczy okropnie. Ale były pożywne, a to na Szlaku było najważniejsze. Poza tym, szło się do nich przyzwyczaić. Spakowanie namiotu poszło pół-elfowi sprawnie, Miecz dalej nie sprawiał problemów.

Ervin był gotowy do drogi, nim leśne ptaki rozćwierkały się na dobre.

Tego dnia podróż przebiegała całkiem podobnie, do poprzedniego, przynajmniej przez pierwszą godzinę. Z tym, że wpierw musiał dotrzeć do drogi, którą wcześniej podążał, odprowadzany niezbyt przychylnymi spojrzeniami chłopów, którzy już dawno zdążyli pojawić się na polu. O jakich godzinach ci ludzie musieli wstawać? Umysł Ervina nawet nie chciał się nad tym zastanawiać. Żaden jednak nie postanowił zapytać nawet, co bohater robi na polnej drodze, a co dopiero robić jakieś kłopoty nieznajomemu.

Zagadka chłopów wracających z pola drogą w tę samą stronę co Ervin wyjaśniła się za to dość szybko. Właśnie po półtorej godziny. Ervin dotarł do kolejnej wioski. Tym razem jednak nie przywitała go trójka chłopów z widłami. Powitał go... widok karczmy.

Wieśniaków, tak jak i w poprzedniej mieścinie, na ulicach nie było prawie wcale. Wszyscy widocznie zajęci byli zbiorami. O chłopstwie można było powiedzieć wiele złego, ale tego, że są leniwi na pewno nie.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-09, 00:10   

Wieś, Karczma, nocleg.
Gdyby zmierzał na zachód, nie zbaczał z drogi, trafił by tutaj przed zachodem.
Trudno. Przespał się w namiocie, tak jak zdążył już się nauczyć. Nie przeszkadzało mu to, przyzwyczaił się. O tej porze dnia karczma była nieprzydatna. Przeszedł więc przez wieś, rozglądając się wokół, szukając znaków, które oświadczałyby "Quelin tu jest".

To by bardzo uprościło sprawę.

W myślach przeanalizował całą sytuację. Zapewne wsie znajdowały się od siebie w odległości jednego dnia marszu. To znaczy, że ma prawie dwie godziny straty.
Zaczął szybciej przebierać nogami.

Dzisiejszą noc spędzi w łóżku, po wypiciu kufla piwa.

A rano przeczyta list od Korneliusa.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-09, 00:48   

Niektórzy bardowie specjalizują się w rozległych, dokładnych i poetyckich zarazem opisach przyrody. Choć faktycznie, sama przyroda potrafi być piękna, w zbyt wielu jednak słowach zawarta traci swój urok. Zaś by zawrzeć w paru słowach właściwy cud natury - do tego potrzeba poety, wieszcza.

Dlatego w legendzie o Ervinie Już-Nie-Szalonym porywających serce malunków flory i fauny nie będzie, bowiem w dzisiejszych, tak niespokojnych czasach, o prawdziwego poetę trudno, a żeby jeszcze takiego od wódki odciągnąć i do pióra przekonać...

A więc Ervin dotarł w końcu do kolejnej wsi. Nie było to szczególnym wysiłkiem z jego strony, a choć dotarł do mieściny zmęczony, do całkowitego wyczerpania brakowało mu jeszcze bardzo, bardzo dużo. Znów z podróży nie miał innych wspomnień niż pola. Również i Miecz nie naprzykrzał się, jakby tym chciał zaniepokoić bohatera.

Na pół-elfa czekało jednak rozczarowanie. Owszem, we wsi karczma była. Była nawet całkiem godna wspomnienia, wielka, piętrowa, zbudowana z pięknego drewna, ozdobna i wszystko... Jednak nie w czasach Ervina. Gdy bohater dotarł na miejsce, zobaczył próchniejące ruiny dawnej chwały zacnej karczmy. Dach ział dziurami, choć ściany wyglądały na na tyle solidnie, że pół-elf przysiągłby, że przetrzymają jeszcze wieki. Gdyby tylko Ervin miał czucie dla architektury, potrafił docenić sztukę budowlaną... zapłakałby. Teraz również niewiele brakowało, bowiem musiał zdać się na łaskę chłopstwa. A to, jak wiadomo, nie ufa mieszańcom. Wcale a wcale.

Przed karczmą postawiona była ławka. Długa, mało szeroka, stała tak, ze ściana karczmy mogła służyć za oparcie. Ławka wyglądała na co najmniej tak samo starą, jak sama karczma. Kiedy budynek miał jeszcze strzechę, zapewne chroniona była od najgorszego deszczu czy słońca. Teraz jednak niszczała jak i reszta.

Na ławce siedziała samotna kobieta. Blondynka, z ciasno spiętymi włosami, wyglądała, jakby nie zażyła kąpieli od tygodni. Nie była brzydka, piękną jednak Ervin także by jej nie nazwał. Średniego wzrostu, nie była ani pulchna, ani wychudzona. Zdecydowanie nie była miejscową. Nie była bowiem ubrana jak chłopskie baby, o nie. Miała na sobie spodnie, skórzaną kurtkę, dobrej jakości buty. Zaś obok siebie oparty miała plecak, podobny do tego, jaki miał ze sobą Ervin. W dłoni trzymała sporej wielkości bukłak.

- Przybyszu, usiądź razem ze mną - zawołała, gdy zobaczyła podchodzącego Ervina. Uśmiechnęła się, choć raczej na smutny sposób. - Spróbuj mego wina. Z czereśni, wiśni... Posmakuj resztek słodkiego lata, choć już zima się zaczyna.

I wyciągnęła dłoń z bukłakiem w jego stronę, czekając, aż pół-elf do niej podejdzie.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-09, 01:05   

Jak ktoś ma pecha to się w trumnie zesra.
A Ervin stanowczo był osobą, która ostatnimi czasy miała pecha. O tak.
Karczma czasy świetności miała już dawno za sobą. Jedyny napój, który można było w niej kupić to wspaniałe błoto z rocznika chuj-wie-kiedy.
Jak na złość, Ervin nie miał też gdzie spać, bo nie wyobrażał sobie gościny u tych jebanych rasistów.

Kobieta, siedząca pod ruinami karczmy przykuła jego uwagę. Blondynka, jakby nie stąd. I nie chodziło tu o kolor włosów. Wszyscy zdolni do pracy znajdowali się teraz na polach albo w kuchni, albo przy dzieciach. Takie siedzenie pod karczmą z pewnością nie podoba się reszcie rodziny, tyrającej w pocie czoła dla jednego ziemniaka.
A i tak w końcu okazuje się, że ziemniak to tylko halucynacja z niedożywienia.
I jedyne co ich czeka to śmierć z głodu.

Ervin skierował swoje kroki w stronę nieznajomej. Stanął naprzeciwko niej, przyglądając się jej bacznie. Nie siadał, jego nogi muszą najpierw odzwyczaić się od marszu. Dopiero wtedy będzie mógł usiąść.
Wyciągnął rękę po bukłak i wypił mały łyk, oceniając alkohol.
- Nazywam się Ervin, Pani. - powiedział, skinąwszy głową w podzięce za trunek - Co cię sprowadziło w te rejony? Gdyż, jak mniemam, nie jesteś stąd. - Rozłożył ręce i rozejrzał się - Twój strój sugeruje również, że prowadzisz podróżny tryb życia...

Przerwał, czekając na odpowiedź kobiety.
Nocleg stał się teraz sprawą drugorzędną.
Na razie.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-09, 01:22   

Wino było słodkie i... całkiem dobre, jeśli chodzi o wykwintny i wyrafinowany smak Ervina. Zdecydowanie miał ochotę na więcej. W końcu, jak się nie ma piwa, co się lubi, to się lubi wino, co za darmo dają.

- Pani Selene - przedstawiła się kobieta, wyciągając prawą dłoń, jak do pocałunku, i robiąc przesadnie snobistyczną minę. Zaraz potem roześmiała się, i tą samą ręką wyciągnęła bukłak z chwytu pół-elfa. Zanim znów się odezwała, pociągnęła z bukłaka solidny łyk. - Spostrzegawczy jesteś, co? Faktycznie, szwędam się, tu i tam. Nie wiem co podkusiło mnie wybrać się na tę drogę. Nic tu nie ma. Zapyziała dziura.

Omiotła Ervina badawczym spojrzeniem, od góry do dołu, po czym zerknęła na stojące nad nimi ruiny karczmy.

- Oczekiwałeś noclegu, co? Ha, dobrze. Widać w okolicy jest ktoś przynajmniej tak samo naiwny jak ja.

A słońce zabarwiło już niebo czerwienią, chyląc się powoli ku horyzontowi. Ervin jednak pamiętał jeszcze ze szlaku, że tym razem las był znacznie dalej drogi, niż poprzednio. Forsownym marszem miał szansę dotrzeć tam może w godzinę. Doświadczenie podpowiadało mu jednak, że nie dałby rady rozpalić ognia na czas. I zostałby w nocy w ciemnym lesie, sam.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group