TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Legenda] Podróż ku krańcom istnienia
Autor Wiadomość
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-03-14, 12:56   

Ervin nie czekał na cud. Jedynym co mogło ich teraz uratować to... ucieczka? Ale gdzie mogą uciec? Przed czym? Nie wiedział nawet gdzie się znajduje, jak wielka jest otaczająca go komnata. Co więcej, trzeba było załatwić sprawę z walczącymi. wiedział co powinien zrobić. Jednak nie wiedział, czy dobrze się to odbije na sytuacji, w jakiej się znajdowali. Ork był potężny, najpewniej przetrzyma cios zadany od tyłu. Trzeba było wymyślić coś innego. Nie umiał posługiwać się niczym krótszym, więc sztylet odpadał. Co jeszcze? Kusza? Łuk? taką bronią również nie potrafił walczyć. Ork nie wiedział, że zamierza go zaatakować. Złapał miecz oburącz i zaczął biec w stronę kupy mięśni. Jeśli mają sobie poradzić z tym wielkim czymś, nie może być wśród nich żadnego sporu, co oznacza, że jednej ze stron trzeba się pozbyć. Ork był słabszym ogniwem. Do tego był orkiem.
Na zakończenie pieszej szarży ciął po skosie w dół, celując w podstawę szyi. Ciekaw był, jak twarde mięśnie miały orki, jak ciężko będzie się wyrywać miecz z jego ciała.
O ile trafi.
W razie trafienia miał już plan. Puścił miecz, który najprawdopodobniej zniknie, by od razu myśleć o drugim, takim samym w jego dłoniach.
Miał mało czasu, by pomóc weteranowi.
Ale czemu chciał mu pomóc?

Gdyby nie udało mu się trafić, musiał zacząć się bronić.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-03-17, 20:46   

Ogromna sala, znacznie przekraczająca rozmiarami jakąkolwiek z dotychczas przez Ervina widzianych, czy też zasłyszanych. Wypełniona łóżkami czy też ołtarzami i istotami w liczbie dziesiątek, setek, tysięcy? Całkowity brak zrozumienia sytuacji, kompletne zdezorientowanie i brak jakiegokolwiek sensu. Zarówno w sytuacji jak i zachowaniu wszystkich wokoło.
Niejeden postawiony w podobnej sytuacji najzwyczajniej w świecie postradałby zmysły.

To na szczęście Ervinowi nie groziło, on swoje postradał już bowiem dawno.

Nie zwracając już większej uwagi na poczynania drowki, pięknisia czy setek innych wokoło, skupił bohater swą uwagę na orku.
Podbiegł, czy też raczej podskoczył do zielonoskórego od tyłu, po czym z pełną siłą na którą pozwalały mu ramiona, wyprowadził poprzeczny cios od góry.

Czego jak czego, ale doświadczenia we władaniu mieczem półtoraręcznym Ervina nie można było nie docenić. Ostrze pokierowane zostało dokładnie po torze wyznaczonym przez swego pana. Pana, który cios ten wykonywał już wielokrotnie, któremu atak ten wpadł w rutynę niczym unoszenie kufla do ust prawdziwemu krasnoludowi.

Stal wbiła się dokładnie między szyję, a ramię orka. Przecięła skórę, mięśnie, po części zapewne i kości. Rana była głęboka, ostrze zaś niemal zniknęło w ciele zielonoskórego.
Po chwili zaś zniknęło dosłownie.
Ervin bowiem wypuścił je z dłoni, kreując kolejne, które również zamierzał w najbliższym czasie wykorzystać.

Cios można było z cała pewnością nazwać efektownym i potężnym. Prawa ręka orka zsunęła się z broni opadając bezwładnie u jego boku, z gardła wydarł się przerażający, donośny krzyk.
Gdyby to Ervin oberwał podobnym atakiem, najpewniej wyzionąłby ducha na miejscu. Zielonoskóry był jednak bardziej wytrwały, czego można się było spodziewać.
Mimo tryskającej krwią, pokaźnej rany, nowo nabyty przeciwnik półelfa, obrócił się w jego stronę. Dwuręczny miecz, obecnie trzymany jedynie przez lewą rękę nadal pewnie wskazywał ku frontowi. Fakt, że nawet po takim ciosie, ostrze owej broni nie dotknęło ziemi, mógł imponować.

W oczach orka Ervin dostrzegł furię. Nie byle gniew. Nie wściekłość. Nie wyraz pokroju 'no to teraz wypruję TOBIE flaki'. To spojrzenie, ten wyraz twarzy zdradzał czystą, nieskąpaną w myśli czy jakimkolwiek zdrowym rozsądku furię.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-04-07, 22:05   

Wszystko wokół ucichło. Nie było wielkiego... czegoś biegnącego w ich stronę, nie było nikogo, kto krzyczał, nikogo kto rozmawiał, biegł. Byli tylko oni, Ervin i jego przeciwnik. Rozwścieczony przeciwnik. Cóż teraz mógł zrobić? Miał dwa wyjścia. Wprawne posługiwanie się mieczem było po jego stronie. Wściekłość, a wręcz szał, był po stronie orka. Musiał wykorzystać wszystkie możliwe środki, by przechylić szalę zwycięstwa na swą korzyść. Mimo udanego trafienia, wielki ork ciągle był bardzo groźnym przeciwnikiem. Co mógł zrobić? Złapał swój miecz w obie ręce, chciał być pewniejszy swoich ruchów, chciał w pełni kontrolować swoje ataki. Nie czekał dłużej niż było trzeba, krok w przód po skosie w stronę zranionej ręki, z jednoczesnym cięciem po skosie z dołu w drugą rękę, chcąc trafić w pachę, pozbawiając orka możliwości jakiegokolwiek ataku.

Nie zapominał oczywiście o tym, że ork mógł zaatakować pierwszym, był więc przygotowany na to, że będzie musiał się bronić. (defensywna)
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-13, 21:28   

Zielonoskóry owszem wyglądał niezwykle groźnie i przerażająco, gdy szykował się do ataku swą prawą, jakże silną ręką.

Próba ta jednak na niewiele się zdała, gdyż cios Ervina nadszedł pierwszy.
Kolejne, świetnie wyprowadzone uderzenie pomimo kiepskiej jakości oręża, wystarczyło by zatopić ostrze głęboko w cielsku orka.
Choć rana pod pachą mało co nie odseparowała prawej ręki od ciała, dłoń nadal nie wypuściła dwuręcznego miecza.
Ostrze jednak ty razem dotknęło już ziemi.
Zaraz po nim zaś, na spotkanie z podłożem ruszyła pozostała część rannego.... czy też raczej martwego orka. Zwłoki bowiem momentalnie zniknęły, niczym upuszczony oręż.

Za nimi zaś stał starszy mężczyzna. Spoglądał na Ervina z odrobiną zaskoczenia wyrysowaną na twarzy, ręce zaś jego przygotowane były do zadania ciosu.
Choć obecnie cel ów ataku zniknął bez śladu, weteran nie opuścił swej broni, najwyraźniej nie będąc pewnym dalszych działań półelfa.

Trudno było się mu dziwić. Ervin najpewniej sam nie był pewny swych następnych działań.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-04-14, 11:36   

Ervin uśmiechnął się lekko, widząc padającego przeciwnika. Dawno nie doświadczył tego uczucia. Pokonanie kogoś silniejszego od siebie dawało dużo satysfakcji. Nawet nie patrzył na swoje ostrze, wypuścił je momentalnie z ręki, by zniknęło. Nawet jeśli posoka zielonego zniknęła z klingi razem z ciałem, nie miał zamiaru znów jej używać, mając na względzie, że w każdej chwili może sobie wymyślić nową. Spojrzał się weteranowi prosto w oczy, próbując odczytać jego myśli i emocje. Czy był to strach? Może poczucie wyższości, pogarda? Nie był w stanie się domyślić.
- Chyba musimy się ulotnić. - rzucił w powietrze, wykonując instynktowny ruch głową w stronę nadchodzącego zagrożenia. - Zaraz będziemy mieć większe kłopoty niż niewychowany ork - powiedział z lekkością, Tak jakby walka, adrenalina dała mu trzeźwość umysłu. Podczas niej nie skupiał się, nie słuchał wewnętrznych głosów. Był tylko on i wyuczone ruchy. Jak maszyna. Nie liczyła się duchowość, umysł, tylko doświadczenie i sprawność fizyczna, precyzja.

Wiedział, że to uczucie zaraz zniknie.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-19, 22:24   

Mężczyzna widząc zachowanie Ervina również opuścił swą broń, nie wypuszczają jej jednak całkowicie z dłoni.
Na twarzy pojawił się nieznaczny wyraz ulgi.



- Nie na ulgę jednak była to pora! - rzucił nieco głośniej Laifanell przyklaskując przy tym w dłonie i wywołując u nieprzygotowanych na to słuchaczy drobne dygnięcie.
- Nie było ostrzeżenia. Nie było złowieszczego śmiechu czy chwytliwej sentencji wypowiedzianej na koniec przez 'tego złego'. Był po prostu błysk. Czy też błyskiem wydawał się w oczach zgromadzonych w sali ofiar. Któż może powiedzieć jakie uczucie i bodźce towarzyszą chwili, w której dusza osobnika jest unicestwiana.
Tak moi drodzy. Wielu z was doskonale zdaje sobie sprawę z powodu nagłej niestabilności i załamania Mondo’e’incubo. - zamilkł na moment oczekując na odpowiedź od zgromadzonych.

- Niemożliwe - wydusił z siebie jeden z mniej doświadczonych wiekiem jak i wiedzą słuchaczy
- Rytuał odprawiony przez niezwykle potężne demony. Setki dusz zostały unicestwione. - na sali, ku uciesze wykładowcy rozgorzała otwarta dyskusja między słuchaczami
- Nie byle demony drogi kolego. Apsu i Tiamat, demoniczne bóstwa, bracia sięgający pamięcią czasów kreacji.
- Słyszałem, że dusz było ponad tysiąc.
- Bzdura, nawet tak potężne demony nie byłyby w stanie spopielić tysiąca dusz. Energia wytworzona z takiego czynu...
- Załamałaby granice i marginesy planu, spowodowała kataklizm na niespotykaną skalę.
- Ale o czym my mówimy, nieważne jakie szkody spowodowane wtórnym rezonansem dokonane zostałyby w okolicy. Spopielenie na taką skalę jest po prostu nierealne.
- Racja, konwersja nawet jednej duszy jest niesamowitym wyczynem.
- Nie zapominajcie drodzy koledzy, że mówimy tu o Apsu i Tiamat. Ta dwójka opatentowała popielenie dusz.
- Mogliby nawet je umieścić w tomie Sah'Fissara i wydać jako podręcznik dla początkujących popielaczy, nie zmienia to faktu, że unicestwienie nawet setek dusz jest czymś wykraczającym poza wszelkie...

- Ano właśnie - z rozbawieniem przerwał publice Laifanell - Jest to coś wykraczające poza wszelkie znane i ogólnie przyjęte normy. Coś zaprzeczające znanym nam prawom, coś spoza pudełka - roześmiał się szczerze gdy wielu spośród słuchaczy dopiero teraz to zrozumiało - Mówimy jeno o historii, w której nie musi być wiele prawdy. Która może być kompletnie zmyślona. Może jednak być również całkowicie prawdziwa. Pamiętajcie moi drodzy, że jeszcze kilkaset lat temu podobnie mówiło się o Konwersji Gaia Barruka.
Powróćmy jednak do naszej historii. Według niej ofiar bynajmniej nie było kilkaset. Było ich dziesięć tysięcy. Noga zaś którą dane było ujrzeć w oddali Ervinowi, była niczym innym jak jedną z kończyn Apsu, czy też Tiamata. Któż to wie?




Niewielki ból głowy. To odczucie jako pierwsze wypłynęło do świadomości Ervina. Nim jeszcze ocenił czy ma ciało, czy jest żywy czy martwy, czy jakiekolwiek z jego zmysłów i mięśni działają. Ręka, która bezmyślnie powędrowała do czoła, uświadomiła mu trzy kolejne fakty.
1. Posiada rękę
2. Posiada głowę
3. Odczuwa dotyk

...

Deja vu?
Ponownie przebudził się bohater kompletnie zdezorientowany. Zupełnie jak miało to miejsce...no właśnie. Pytanie brzmiało - kiedy? Ervin wiedział, że miało to kiedyś miejsce, kompletnie nie był jednak w stanie ocenić jak dawno temu. Czy działo się to kilka minut, kilka dni czy też kilka lat temu?
Czegoś podobnego nigdy jeszcze nie doświadczył. Dotychczas nigdy nie byłby sobie w stanie wyobrazić tak kompletnej nieświadomości z czasu który dopiero co upłynął.

Nie to było jednak największą niewiadomą w obecnej sytuacji.
Pierwsze pytanie brzmiało:

Co do licha się stało?
Cóż. Znajdował się w ogromnej sali, walczył z orkiem, zapoznał się poniekąd z trójką kompletnych nieznajomych, ujrzał w oddali walkę z jakimś ogromnym demonem czy cholera wie czym. Potem...pamiętał błysk. Oślepiające światło i na tym koniec.
Gdzieś w głębszych partiach świadomości przewijało się uczucie wyczerpania, zużycia, oderwania od czegoś bardzo ważnego, wędrówka, upadek.

Drugie pytanie - Gdzie był?
Leżał na boku, na czymś co konsystencją przypominało ziemię. Ubitą, czarną, nie jałową acz pustą i gładką ziemię. Miał na sobie strój ten sam co przed 'błyskiem'. Koszula, spodnie, buty, skórzana zbroja i nagolenniki.
Nadeszła pora na rozejrzenie się po okolicy, jak i odebranie bodźców od pozostałych zmysłów.

Nieba nie było. Dosłownie. Nie oznaczało to, że zasłaniały je chmury, sklepienie czy cokolwiek innego. Nieba po prostu brakło. Miast niego obszar, który powinien być mu przeznaczony zajmowała bezkresna czarna pustka.
Ziemia, na której obecnie już siedział, rozciągała się na kilkanaście metrów w lewo, prawo i za nim. Przed sobą widział jak rozszerza się ona niczym stożek i łączy z czymś przywodzącym na myśl wyspę. Wyspę zawieszoną w bezkresnej pustce nie-nieba. Ową wyspę zajmowała w całości budowla, skali której Ervin nie był w stanie pojąć samym spojrzeniem. Tak masywnej struktury nigdy dotąd nie dane mu było widzieć. Wielka sala, w której dopiero co się znajdował mogłaby zapewne stanowić jeden z setek pokoi kolosalnego dzieła architektonicznego, które górowało nad bohaterem.
Jeśli półelf miałby porównać wygląd ów budowli do innych istniejących, zapewne powiedziałby iż była ona czym na kształt połączenia piramidy z katedrą jakiegoś mrocznego bóstwa, które lubuje się aż zanadto w kościach, czaszkach i strzelistości okien i wież.
Choć struktura w większości była barwy czerni, wszędzie przewijały się motywy najróżniejszych części szkieletów, bynajmniej nie tylko ludzkich czy nawet humanoidalnych. Niektóre mogłyby rozmiarami przyprawić o kompleksy nawet najszlachetniejsze smoki.
Co ciekawe, naprzeciwko bohatera, u fragmentu podstawy piramido-katedry mu najbliższego znajdowały się dwuskrzydłowe drzwi, rozmiarami zbliżone do tych widywanych w typowym ludzkim mieście. Bliżej im było do wrót pałacu czy świątyni niż zwykłego wejścia jednak w porównaniu do skali 'domu' były one niczym pieprzyk na pięcie giganta.


Co ciekawsze, Ervin nie znajdował się w tym dziwnym miejscu sam, czymkolwiek i gdziekolwiek owo miejsce by nie było. Trzy znajome mu już skądinąd figury leżały w chaotycznych pozycjach nieopodal. Weteran, drowka i kochaś. Ubrani tak jak ich pamiętał. Mężczyzna nadal z mieczem w dłoni, kobieta z biczem. Brakowało jeno orka.
Wyglądało na to, że nadal się nie przebudzili. O ile w ogóle żyli. O ile w ogóle stan, w którym Ervin się obecnie znajdował można było nazwać życiem.

W zasadzie oddychał, ciało zaś funkcjonowało normalnie. Zdawało się jednak jakieś dziwne. Niczym sztuczne, niczym nie jego, niczym nie do końca dopracowane. Przypominało to nieco przebudzenie w nocy z kompletnie odrętwiałą ręką. Tyle, że w tej sytuacji ową ręką można było normalnie poruszać, podobne uczucie zaś sięgało całego ciała, nie jedynie niedokrwionej kończyny.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-04-19, 23:12   

Napawał się swoim zwycięstwem, patrząc w oczy weteranowi. Już nie był tylko niepozornym półelfem. Weteran się... bał? Miał nadzieję, że nie był to strach. Chciał, by go szanowano, traktowano jak kogoś, kto wie co robi, kto nie postradał zmysłów. Może podświadomie wiedział o swojej chorobie, tylko nie dopuszczał o niej myśli. Słowa krążyły mu po głowie, uczucia, emocje mieszały się, nie pozwalając się na niczym skupić. Zmieniał temat swoich rozważań w ciągu setnej części sekundy. Każda z osobowości w jego głowie myślała o czym innym, przez co nie mógł skupić się na jednej konkretnej rzeczy.
Zwyciężył. Pokonał orka. Upuścił miecz. Co będzie dalej? Kto tu biegnie? Uciekamy! Gdzie jestem? Potrzebuje nowego miecza. Czy Ork znów się tu pojawi? Co z kochasiem?

Na twarzy weterana pojawił się nieznaczny wyraz ulgi.

Natłok myśl, natłok wspomnień. Natłok wszystkiego. Głowa bolała. Od natłoku wszystkiego.
...

Znów? Gdzie był? Nie wiedział co się przed chwilą stało. Znów poczuł to samo, jakby przeżył te same chwile po raz drugi. W jego umyśle pojawiło się takie samo uczucie jak wtedy, gdy pojawił się TU poraz PIERWSZY.

Gdzie jest TU?
Kiedy tu był PIERWSZY raz?

Przez umysł przeleciało mu setki myśli, wspomnień. Chaotyczne słowa, niczym liście rzucone na wietrze opadały na ziemię w losowej kolejności i wydawały fałszywą harmonię dźwięków. Co teraz? Nie zdążył nawet zarejestrować, gdzie się znajduje w momencie gdy zadał sobie to pytanie.
Według jego umysłu ciągle znajdował się w dziwnej sali, w której zaatakowało ich zjawiskowe kolano.

Niezła impreza wczoraj musiała być.
Nic nie pamiętam
I łeb napierdala

Otworzył oczy.

I szybko je zamknął.
Bowiem to, co zobaczył przerastało jego najśmielsze oczekiwania. Leżał na "ziemi". O ile powierzchnię tego planu można było nazwać ziemią. Mimo wszechogarniającej pustki wokół niego, co było najbardziej przerażające, nie zauważył źródła światła, dzięki któremu był w stanie widzieć wszystko co go otacza. Bądź co bądź, leżał na ziemi... powierzchni, którą w sorii nazwałby ziemią. Z rutyny więc to, na czym leżał, po czym chodził, na co upadał, będzie nazywał ziemią do końca swojego pierdolonego życia.
Leżał więc na ziemi, z na wpół otwartymi oczami, próbując znaleźć jakiekolwiek źródło światła. Nie wiedział, czemu to robi i w czym miałoby mu to pomóc. Może to z przyzwyczajenia? Zawsze gdy podróżował, czy też był młody, uczono go, że słońce to najważniejsza rzecz w całej naturze. Oprócz swoich typowo praktycznych zastosowań, jak ciepło, czy światło, pomagało wyznaczyć porę dnia, kierunek geograficzny i inne podróżnicze bzdety. Ale czy Ervin o tym wiedział? Chuj ich to wszystkich obchodziło, jego rodzice, opiekunowie, trenerzy, zawsze powtarzali, żeby codziennie rano znaleźć słońce.

Tak czy inaczej... Mimo swojej woli zobaczył wielki budynek, który rozpościerał się przed nim. Bez żadnego punktu odniesienia nie był w stanie stwierdzić, jakiej wielkości jest owa budowla. Nie mógł założyć również, czy była to świątynia, zamek, czy też warownia. Mógł jedynie wiedzieć, jakie zajebiste wrażenie wywarła na nim i jego alter ego. Nawet paru z nich. Tylko jeden prychnął pobłażliwie, mówiąc, że w byle budzie mieszkać nie będzie, i że woli sczeznąć na bruku, niż wejść do czegoś takiego. Chyba był lekko chory na umyśle.

Rozejrzał się. Znów. Obok niego, na... ziemi, leżały pozostałe osoby, które towarzyszyły mu od początku jego pobytu w tym dziwnym świecie.
Weteran. Osoba, która była dla niego dziwnym autorytetem. Mimo, że zupełnie go nie znał, podziwiał go za pewność siębie, doświadczenie i odwagę. Przynajmniej wydawało mu się, że taki jest.
Kochaś, czyli jego przyjaciel. Kiedyś nim był, dopóki nie kazał mu osłonić go własnym ciałem. Dla Ervina to wystarczający powód, żeby zerwać znajomość. skurwysyn.
Drowki Ervin nie poznał jeszcze w żaden sposób, oprócz dziwnych akcji z kochasiem. Jakieś tam podduszania, czy tego typu rzeczy. Może lubiła agresywny seks..? Nie jemu to oceniać.

Ervin przestał skupiać się na swoich towarzyszach, by zacząć myśleć o sobie. Jego ciało, mimo, że w stu procentach poddawało się jego woli, miał wrażenie, że nie należy do niego. Nie był w stanie opisać tego dziwnego zjawiska, jakby wszedł w swoją skórę po wcześniejszym opuszczeniu jej przez duszę. Jakby już przestało do niego idealnie przylegać.

Wstał, jakby lekko bojąc się o to, czy utrzyma równowagę. Zrobił kilka kroków wokół swoich mimowolnych towarzyszy. Takie było jego przeznaczenie? Każda jego przygoda musiała zaczynać się od spotkania dziwnych, charakterystycznych osób, z których jedną zabijał? Dziwne. Biorąc pod uwagę jego manię prześladowczą, bardzo wkurwiające ze strony losu.
Odszedł kilka kroków w stronę bramy, nie przejmując się leżącymi u jego stóp postaciami. Przecież ich nie zabije. Mimo ograniczonego, ale zawsze, zaufania, wymyślił w swojej dłoni miecz, na wszelki wypadek, jakby znudziło im się takie leżenie. Szedł powoli, patrząc się w dziwną pustkę wokół niego. Szedł tak długo, aż doszedł do dziwnej bramy i próbował ją pchnąć do środka.

Miał nadzieję, że nie przyzwie demona.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-19, 23:33   

Źródło światła. Źródło światła.
Oczy bohatera, które były najwyraźniej pierwszym ze zmysłów pobudzonych do działania uporczywie starały się odnaleźć to, co w każdym logicznym świecie winno być obecne, jeśli tylko wzrok półelfa był w stanie bez problemu dostrzec szczegóły oddalone o bogowie raczą wiedzieć jaki dystans.
Żadnego źródła światła jednak bohater nie dostrzegł. To wywołało dodatkowe zadziwienie i niepokój bohatera. Widział dokładnie wszystkie szczegóły okolicy, jak i krańców ogromnej budowli, niczym podczas zachmurzonego dnia. Wokoło otaczała go jednak jeno pustka, zaś piramida, żadnych lampideł czy innych cholerstw nie posiadała.
Widział, choć widzieć nie powinien. Przez myśl przeszło pytanie czy tak też widzą drowy? Chyba nie, słyszał kiedyś, że w absolutnych ciemnościach widzą one jedynie na czarno biało, on zaś bez problemów dostrzegał kolory. Choć sama budowla poza odcieniami szarego i przebłyskiem ciemnej zieleni więcej ich nie posiadała, o tyle ubiory okolicznych leżakowiczów prezentowały już nieco szerszą gamę.

Gdy umysł przebudził się nieco bardziej, do głosu doszły pozostałe zmysły.
Węch i smak nie zdradzały najmniejszych oznak czegokolwiek wartego uwagi. Dotyk przekazywał sygnały, które wywoływały jeno dreszcze u bohatera, wszystko bowiem zdawało się być nie takie jak powinno. Ubranie ocierające się o skórę, dotyk własnego ciała, wyczucie podłoża przez stopy. Wszystko to zdawało się inne, nieznane, nietypowe, spaczone.

Słuch. Ten oferował chyba największy komfort w obecnej sytuacji. Choć wokół panowała cisza wręcz absolutna, przynajmniej wszelkie ruchy bohatera, odgłos stóp na ziemistym podłożu, bicie serca i oddech, jęk lalusia zdawały się brzmieć tak jak to Ervin zapamiętał.
Jęk lalusia? Owszem, wyglądało na to, że młodzian o blond włosach właśnie się budził. Oprócz koloru włosów dzielił on z Ervinem brak jakiegokolwiek uzbrojenia. To miało się jednak wkrótce zmienić. W umyśle bohatera pojawił się bowiem miecz półtoraręczny.

Sęk w tym, że pozostał on jedynie w umyśle. W dłoni bowiem nie pojawiło się absolutnie nic. Kilka kolejnych prób również nie przyniosło najmniejszego rezultatu.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-04-19, 23:44   

Nie ma słońca.
Myśl ta przyprawiła go o uczucie swoistego smutku. Sama gwiazda nie była dla niego tak ważna, skoro nie potrzebował jej do oświetlenia świata, jednak była ona rzeczą tak znajomą i bardzo kojarzącą się z sorią, że jej brak wywołał uczucie tęsknoty w półelfie.

Kolejną rzeczą, która wzbudziła w nim emocje, jednak nie tęsknotę, był brak pojawienia się miecza w jego ręce. Wkurwiło go to, nie przebierając w słowach. Nic jednak nie mógł na to poradzić, skoro po paru próbach kawałek żelaza nie chciał się pojawić w jego dłoni. Dziwny świat coraz bardziej go zadziwiał. Czuł się nieswojo, a wręcz obco. Jęk kochasia pobudził w nim instynkt samozachowawczy, automatycznie zwiększający jego czujność. Rozejrzał się wokół sprawdzając, czy na pewno nikt go nie obserwuje. Zignorował jednak lalusia, czy to wstawał z ziemi, czy też wykrwawiał się tam na śmierć. Postawił przed sobą cel i z niego nie zrezygnuje. Cel w postaci wielkiej bramy ciągle nie ruszał się z miejsca i kusząco zapraszał Ervina w swoje progi.

kroki same prowadziły Ervina w jego stronę, by chociaż dotknąć i czuć pod palcami fakturę drzwi.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-20, 00:00   

Pozostawiając śpiących w tyle, powolnym krokiem ruszył Ervin w stronę wrót. Kroki z początku stawiane ostrożnie i niepewnie po kilku chwilach czynione już były pewnie i bez większych problemów. Ciało choć zdawało się obce i nienaturalne, słuchało się bohatera w pełni. Poruszanie się okazało się zatem całkowicie bezproblemowe.

Odgłosy dobiegające zza pleców zdradziły Ervinowi, że pozostali również dochodzą już do siebie. Półelf jednak nie zwracał na nich najmniejszej uwagi. Jego celem były wrota.
Krok za krokiem, metr za metrem, z premedytacją się ku nim zbliżał.
Dostrzegał również coraz więcej szczegółów z nimi związanymi.
Przede wszystkim, nie posiadały ni to zamka ni to klamek. Gdyby nie znajomy kształt i złączenie pośrodku, można by je wziąć jeno za kolejny element wystroju ściany piramidy.
Wykonane były z onyksowego materiału, przyozdobionego niezliczonymi płaskorzeźbami. Ich treść bez głębszego przebadania była raczej niemożliwa do zrozumienia. Ervin dostrzegł jeno, iż przedstawiały one istoty najróżniejszej maści, niektóre klęczały, inne wznosiły ręce do nieba, jeszcze inne pojedyncze leżały pośrodku reszty. W zasadzie większość istot zdawała się humanoidalna.
Ervin w końcu dotarł pod same wrota, dłoń zaś jego sięgnęła ku ich powierzchni, niczym język śmiertelnie spragnionego sięga ku kropli wody. Czemu to uczynił? W zasadzie sam zapewne tego nie wiedział. Była to jedna z przypadłości istot rozumnych. Ciekawość?
Palce zetknęły się z onyksem jednego ze skrzydeł, wyrastających na dwakroć ponad bohatera. Przejechały po ich powierzchni odczuwając jej gładkość i chłód. Przywodziła na myśl wyszlifowany kamień czy też marmur.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-04-20, 14:49   

Wyciągnięcie ręki w stronę drzwi zdawało się dłuższe niż to pare uderzeń serca, które trwało w rzeczywistości. W jego umyśle czyn ten był o wiele ważniejszy niż zwykłe dotknięcie czegoś. Znajdował się w zupełnie obcym miejscu. Wiedział, że nie jest to soria. Po przeżyciach, najpierw w krainie snów przypominającej, a raczej naśladującej sorię, którą znał, następnie takiej, która naśladowała rzeczywistość pokazując zupełnie obce miejsca. Teraz za to znajdował się w środku pustki. Pustki. czy to była pustka? Wątpił. Zawsze wyobrażał sobie pustkę jako czarny bezmiar, w którym nie sposób żyć. Myślał, że wszystko co trafia do pustki od razu umiera, nie ma duszy, umysłu, nie panuje nad niczym i niczego nie jest świadomy. Znika i staje się pustką. Tutaj żył, prawie. Czuł się zupełnie obco, czy to w swoim ciele, czy umyśle.
chujowo tu Stwierdził jego wewnętrzny towarzysz.
Chujowo. Przytaknął w myślach.
Chciał stąd zniknąć. Umrzeć i pojawić się znów w sorii. Może miał fałszywe pojęcie na temat tego świata. Na pewno.
Zamyślił się nad chwilę nad tym co robi. Czemu był taki ciekawy bramy? Czemu był tak po prostu ciekawy tego świata? Jak małe dziecko był ciekaw wszystkiego, co obce.
Klęknął przed drzwiami, jakby chciał modlić się przed bóstwem. Niemal dotykał kolanami bramy. Usiadł na piętach i schylił głowę, opierając czoło o zimny kamień.
Czym zawinił sobie Bogom, że trafił do takiego miejsca? Z którego nie da się wydostać? Co mógł zrobić, by odkupić swoje winy? Uderzył podstawą pięści w bramę, jakby chcąc zburzyć całą piramidę. Mając nadzieję, że zza niej wyjdzie wielka bestia i pożre go, pozbawiając świadomości, że znajduje się w tak parszywym miejscu.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-04-22, 00:51   

Nie oglądając się na 'towarzyszy', Ervin przyklęknął przy drzwiach, z premedytacją raniąc swą pięść o ich twardą strukturę.

Odgłosy z tyłu, co do których bohater nie przywiązywał jednak większej wagi, wskazywały na przebudzenie reszty z członków niedoli.
Wymieniali między sobą jakieś słowa, zdania, przekazy. Ervin jednak nie miał najmniejszej ochoty się im przysłuchiwać. W jego głowie było już wystarczająco wymian zdań.

Śmiertelni

Ten głos był wyraźnie inny. Znacznie donośniejszy i jakby obcy. Nie, to zdecydowanie nie należało do żadnej z osobowości Ervina.

Umarliście, wasze dusze zaś uległy wyczerpaniu.

Słowa te nie dobiegały z żadnego konkretnego kierunku. Podobnie do pozostałych we łbie półelfa, dobiegały z wnętrza. Były jednak znacznie silniejsze, znacznie bardziej słyszalne i znaczące. Mroziły krew w żyłach i paraliżowały ciało. W zasadzie gdy tylko były wypowiadane, Ervin nie był w stanie ruszyć bodaj jednym mięśniem,.


Tysiąc jednak z waszych skorup zostało wychwyconych.
Znajdujecie się w planie, który nie jest planem. We wnętrzu pojmowania, które nie powinno istnieć. Tysiąc skorup wewnątrz jednej duszy. Jesteście eksperymentem. Jesteście moim laboratorium. Dostaliście szansę, na którą nikt przed wami liczyć nie mógł.


Wrota przed którymi klęczał Ervin zadrżały lekko. Spomiędzy szczeliny je zwieńczające rozbłysło drobne światło.

Pozostać może jeden. Skorupa, która przejmie władzę nad pozostałymi. Jeden kontrolujący energię tysiąca niebytów. Awatar Unglasha, który powróci do świata.

Zwieńczenie wrót rozbłysło przez ułamek sekundy, po którym obydwa skrzydła otworzyły się do wnętrza piramidy, odsłaniając przed Ervinem swe sekrety.
Puste, sześcienne pomieszczenie, o ścianie długości i wysokości mniej więcej 30 metrów i drzwiami na każdej z owych ścian. Nie było źródeł światła, półelf jednak doskonale widział gładkie, czarne ściany podłogę i sufit. Drzwi zaś wydawały się odrobinę mniejszymi namiastkami wrót, które dopiero co stanęły otworem przed nim. Namiastki ów, posiadały jednak o dziwo klamki.
Jeśli tak można było nazwać kościasto białe, zakrzywione wypustki wyrastające ze środka skrzydlanych drzwi. W zasadzie ich lokalizacja na zwieńczeniu skrzydeł trójki wrót zdawała się uniemożliwiać otwarcie.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-05-05, 10:47   

Klęczał przed drzwiami chcąc umrzeć, zniknąć. Chciał rozpłynąć się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie.
Mięśnie zamarły w bezruchu, gdy dziwny głos zaczął do niego przemawiać. Nie był pewien, czy tylko on jest adresatem, tego przemówienia, ale z treści wynikało, że reszta jego towarzyszy również go słyszała. Błądził oczami wkoło, chcąc dostrzec mówiącego, chociaż wiedział, że to i tak nie przyniesie skutku. Był przyzwyczajony do rozmowy z kimś, kogo nie widzi. Do rozmowy, owszem, ale nie do słuchania głosu, który mrozi krew w żyłach. Jego strachliwa natura dała po sobie znać, ale szybko się opanował. Głos rzucał im wyzwanie.
Awatar Unglasha? Kim kolwiek był Unglash, na pewno się polubią. Miał taką nadzieję. Był to demon, bóstwo?
Gdy tylko zdołał, obrócił się lekko w stronę reszty. Chciał wiedzieć, czy już zabijają się gołymi rękoma, czy zaczekają, aż w ich ręce wpadnie coś ostrego.
Za otwartymi wrotami zobaczył ogromną komnatę. Tak czy inaczej, nie chciał tam wchodzić sam.
Humor ani troche nie sprzyjał temu, by walczyć o pierwsze miejsce lizania dupy jakiemuś bóstwu.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-05-11, 23:40   

Okręciwszy się w stronę reszty okolicznej populacji, Ervin przekonał się, że jeszcze nie rzucili się oni sobie do gardeł. Ich miny wskazywały jednak wyraźnie na to, że półelf nie był jedynym, który usłyszał ów niespotykany odzew.
Weteran mocniej zacisnął w dłoni swoją broń, spoglądając raz po raz na pozostałych. Kochaś patrzył ślepo przed siebie szmaragdowymi oczętami, pozostając w bezruchu i wyraźnym zdumieniu. Drowka z kolei...
Tu sytuacja wyglądała nieco inaczej. Ułamek sekundy po tym jak Ervin spojrzał na pozostałych, mroczna elfka wyraźnie zacisnęła mocniej zęby i rozwinęła bicz, który nadal spoczywał u jej boku.
Zerknęła na Kochasia, Ervina, po czym na Weterana. Błyskawicznym smagnięciem nie tylko zdzieliła podstarzałego mężczyznę w twarz. Dodatkowo owinęła końcówkę swej broni wokół ostrza póltoraręcznego miecza.

W zasadzie Ervin nie miał w tej sytuacji wiele do powiedzenia. Dwójka uzbrojonych najwyraźniej postanowiła ustalić dominację w zespole. Dominacja zaś mogła zarówno dotyczyć przywództwa nad grupą, jak i pozostania jedynym ruchomym na placu boju.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-06, 10:21   

Ervin nie lubił drowów. Było to uwarunkowane przez rasę i przez to co przez nich przeżył. Nienawidził pierdolonych czarnuchów tak bardzo, że aż chciał pomagać innym, byleby tylko przeszkodzić znienawidzonej rasie. Jego mania prześladowcza się wyłączała, a instynkt robił swoje. Myślenie nie działało. Powstał na nogi i zaczął biec, w pieszej, byczej szarży kierował się w stronę drowki. Miał nadzieję, że szybkość, jaką nabierze pozwoli mu chociaż przewrócić kobietę. Wszelkie zasady teraz się nie liczyły, należało walczyć, walczyć o swoje i o to, by chociaż ona nie zwyciężyła. W biegu myślał, czy jego zdolności do uniku są wystarczające, by uniknąć ewentualnego ciosu. Miał nadzieję, że Drowka za późno zda sobie sprawę z tego, że Ervin chce ją zaatakować. Do tego była jeszcze jedna możliwość - Drowka spadnie w bezkresną otchłań, miał nadzieję, że nie zdoła wcześniej złapać go batem i pociągnąć za sobą.

Myślenie się nie liczyło.
Był tylko ruch, bicie serca i przyspieszony oddech.
I ciągle brzmiące w uszach słowa .
Pozostać może jeden

Ale on nie jest jeden. W nim jest wielu.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-06-10, 03:27   

- Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie w obecnej sytuacji? - spytał jeden ze słuchaczy - Czy fakt, że Ervin cierpiał na chorobę psychiczną miał jakikolwiek wpływ na ten...
- Wyimaginowany obraz rzeczywistości - dodał z pogardą pewien krasnolud

- Ach tego niestety nie wiemy. Zresztą, nawet istnienie Ervina pozostaje jeno w czystych spekulacjach. Pozwólcie mi zatem kontynuować.


Półelf ruszył niczym wściekły bawół w stronę mrocznej elfki.
Na swoje nieszczęście znajdywał się na tyle daleko od oponentki, by wzbudzić w niej reakcję na długo przed zderzeniem.

Skubana wyglądała na doświadczoną.
Smagnięciem swego bicza wyrwała broń z dłoni 'weterana', uwagę swą następnie skierowała już ku szarżującemu Ervinowi.
Ten nie miał zbyt wiele do zaoferowania w swym starciu.
Jego szarża spotkała się bowiem ze smagnięciem bicza, który pozostawił bolesne i nad wyraz realne odzwierciedlenie swojej postaci na policzku Ervina, który w chwili obecnej utracił nieznacznie grunt pod nogami. Owa nieznaczność jednak wystarczyła, by wyrżnął on twarzą w piachopodobne podłoże.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-20, 00:17   

Minęła sekunda między tym, jak klęczał, a rozpoczęciem biegu. powstanie na jedną nogę, odbicie się od ziemi, bieg. Za długo. Tak samo szybko jak powstał, po paru krokach już leżał na ziemi. Zamknął oczy i zacisnął pięści. Bezsilność. Podparł się na rękach i wstał. O ile elfka pozwoliła mu na to. Bycie bohaterem jest przereklamowane. Jeśli udało mu się wstać na nogi, zaczął się cofać, obserwując dalsze czyny walczących. Szybko nauczono go, gdzie jest jego miejsce.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-07-01, 00:09   

Szarża Ervina, choć mało skuteczna, szczególnie zważywszy na brak jakiejkolwiek broni, przyniosła jednakże pewien rezultat.

Uwagę, którą na kilka chwil, poświęciła elfka szalonemu półelfowi, bardzo skutecznie wykorzystał starszy człowiek, mianowany 'weteranem'.
Z zaskakującą szybkością doskoczył do kształtnego ciała drowki, zręcznie wykręcając jej lewą dłoń, w której na chwilę obecną trzymała dopiero co wyrwany miecz.
Prosty chwyt pozwolił mężczyźnie sprowadzić oponentkę do parteru.

- Spokój! - wrzasnął - Nie jesteśmy tutaj sami!
- Racja - dołączył się Jassen z niekrytą ulgą w głosie - Jest tu nas tysiąc, też to słyszeliście, prawda? Nie ma potrzeby zabijać się tu i teraz. Wpierw rozeznajmy się w sytuacji. Wylądowaliśmy w niezłym gównie i w-
- Stul dziób - warknął 'weteran' dociskając ciało elfki do ziemi, wymuszając klęknięcie. Odzyskany miecz przyłożył ostrzem do szyi drowki, po czym odwrocił się wraz z nią tak, by mieć oko zarówno na ludzkiego młodzieńca, jak i na Ervina.
- Ty! - rzucił w stronę półelfa - stań koło tego wymoczka!
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-01, 23:31   

Ervin nie wiedział za bardzo co się dzieje. Przed chwilą wyrwano miecz z ręki weterana, a już teraz ten oto wojownik stał z przyłożonym do gardła oponenta ostrzem, wykrzykując rozkazy.
niebezpieczny przeciwnik
Miejmy nadzieję, że nigdy naszym przeciwnikiem nie zostanie.
Szybkie komentarze wewnątrz umysłu półelfa.
Stanął na nogach, powoli rozglądając się po otoczeniu. Badał sytuację, radząc się przyjaciela.
Rozkaz. Wydany w jego kierunku. Nie chciał się sprzeciwiać, mogło się to źle skończyć.
Co będzie dalej? Z weteranem najciężej będzie mu wygrać, zabić go.
Może jeśli będzie z nim współpracować, ten zaufa mu i będzie prościej wbić mu sztylet w plecy?
Miał nadzieję, że taki plan zadziała.
Pospiesznie podbiegł do kochasia, mając nadzieję, że ten znów nie rzuci na niego dziwnego czaru. Nie patrzył się młodziakowi prosto w oczy. Zachowywał się bardziej, jakby był dziełem sztuki, którego miał chronić, nie pozwolić, by z rzeźby stał się chodzącym i zabijającym konstruktem.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-07-08, 01:27   

Przyciśnięta do ziemi elfka starała się raz po raz wydusić z siebie jakieś słowa, za każdym razem mężczyzna dociskał jednak jej twarz do podłoża, uniemożliwiając wyrażenie w pełni swych opinii. W jakimkolwiek języku by ich nie wyrażała.
Swoją drogą Ervin zauważył, iż wypowiadane przez drowkę słowa nijak nie przypominały tych, wypowiadanych w wielkiej sali. Urywki które usłyszał przed wgnieceniem czarnych ust w jeszcze bardziej czarny piach brzmiały jak kompletnie inny język.

Bohater pospiesznie dobiegł do 'kochasia' stając jednocześnie naprzeciwko szantażującego elfkę 'weterana'.
- Wiesz - podjął młodzieniec ledwo słyszalnym szeptem, gdy wzrok starszego człowieka ponownie skupił się na dociskanej do podłoża drowce - gdybyś odebrał broń temu podstarzałemu paranoikowi, moglibyśmy pociągnąć tą ekspedycję na własnych warunkach, miast robić za służących czy też worki treningowe.
Fakt. Człowiek miał już swoje lata, był skołowany, skupiony do tego na elfce, która ciągle próbowała majtać rękoma , jak i mówić coś w dziwnym języku.
Szybki atak i wyrwanie mu broni wydawał się dobrym pomysłem.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-07-10, 17:20   

Ciężka decyzja. On miał jednak swoje plany i swoje podejście do sprawy. Miał nadzieję, że da rade to wszystko wykonać. Widział, w jaki sposób weteran walczy. Mimo pozornej słabości fizycznej, spowodowanej wiekiem, był sprawny jak żołnierz. Walczył dobrze. Widać to było na pierwszy rzut oka. A kochaś... Podpadł mu, był bliżej, nie miał broni, nie spodziewał się niczego.

Łokieć Ervina poszybował szybciej, niż zdążył się zastanowić nad tym co robił. Jego cel - nos, dokładniej miejsce pomiędzy oczami. Chciał, by tamten skołowany upadł, żeby Ervin miał czas działać dalej. Jeśli jeszcze zdąży, a nie upadnie od poprzedniego ciosu, Ervin kopie kochasia w zgięcie kolan, tak by ten upadł przed nim.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-08-04, 23:47   

W dość nagłym i niespodziewanym pojedynku "kochaś vs łokieć" zdecydowane zwycięstwo poniósł ten drugi.

Twarda Ervinowa kość powędrowała mniej więcej w stronę nosa niczego niespodziewającego się młodzieńca. Trafiła gdzieś w okolice połączenia mostka nosa z czołem. Nie to jednak było najważniejsze, liczył się efekt.
Ten zaś dosłownie zwalił głównego zainteresowanego z nóg.
Ervin może nie należał do najsilniejszych półelfów Sorii, nie miał jednak na co narzekać. Obecnie zaś jego ego otrzymało kilka dodatkowych punktów. Blondyn bowiem opadł niczym powalony piorunem, nie tylko tracąc grunt pod nogami ale odskakując przy tym kawałek do tyłu.
Po dosyć ciężkim lądowaniu...
- Kurwa jego mać!!!
Kochaś złapał się obiema rękoma za nos, po czym zaczął wywijać obroty to w jedną, to w drugą stronę. Najwyraźniej zabolało.
- ZA CO!? - wrzasnął przez zasłaniające usta dłonie.

W międzyczasie sytuacja weterana i drowki nie zmieniła się w zasadzie ani trochę.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-05, 00:50   

Cios powędrował dokładnie w taki sposób w jaki sobie zaplanował. Efekt był taki, że kochaś zwijał się na ziemi w bólu. Cóż teraz? Mógł go zabić, skopać do nieprzytomności i wypierdolić w pustkę za krawędź tej dziwnej "ziemi". Mógł go zostawić, żeby oprzytomniał, w tym samym czasie przechylić na swoją stronę szale "zwycięstwa" w wyimaginowanym wyścigu do bóstwa. Zadziwiał go świat w którym się znalazł. Świat, a może oddzielny plan? Kraina snów, w której się znajdował pozwalała mu wymyślać sobie nową broń, przedmioty, tak jakby to wszystko zależało od jego wyobraźni i było zależne od jego myśli. Teraz nie miał władzy nad otaczającym go światem. Czy to oznaczało, że przeniósł się gdzie indziej. Albo jakaś większa, potężniejsza istota zainteresowała się planem, w którym uwięzione są dusze żywych na planie materialnym osób. Planem, z którego dusza nie może swobodnie uciec. Prawie jak w piekle.
- Zamknij mordę - Warknął na kochasia. - pizda - dodał, mrucząc pod nosem i kopnął go w żebra, może się uciszy
Zerkając przez ramię na marudzącego na ziemi Jassena podszedł parę kroków w stronę walczących weterana i drowiej kobiety, tak by w razie czego mógł zareagować.
Ciągle był gotowy na unik (deklaracja manewru + walka defensywna), jednak wiedział, że prawdopodobieństwo na to, że którekolwiek z walczących chociaż w małym stopniu zwróci na niego uwagę jako zagrożenie, jest dość znikome.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2012-08-05, 01:03   

Jessen najwyraźniej nie miał zbytniej ochoty do sprzeciwiania się Ervinowi, leżał bowiem nadal na ziemi skomląc pod nosem i zasłaniając twarz rękoma.

Inaczej wyglądała sprawa drowki i weterana.
- Przest...da....kur....w m....SHA....
Mamrotane przez mroczną elfkę słowa, pomiędzy wlepianiem jej twarzy w murawę przez mężczyznę nie przybliżały Ervina do zrozumienia zaistniałej sytuacji. Fragmenty słów które jednak doszły jego uszu, bardzo przypominały imperialny język. Zrozumiały dlań język.

- Zam...knij...mor....dę

Tak jak i wypowiadane przez weterana słowa, podczas przyciskania twarzy elfki do czarnego podłoża.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-08-05, 01:14   

Z zainteresowaniem patrzył na zaistniałą sytuację. Nie chciał podpaść weteranowi. Wyglądał na najbardziej obeznanego w realiach zaświatów, sztuki przetrwania, czy innych temu podobnych tematach, które mogłyby pomóc w jak najdłuższym przeżyciu w tym dziwnym planie. Jednakże musiał uczynić jakieś kroki. Nie był bezpieczny, Nikt tutaj nie był bezpieczny, ale, mimo to w większej grupie prościej będzie dotrzeć do końca wyznaczonej im misji. Misji? Im? Krótkie przesłanie, słowa, które nie dawały im żadnej świadomości tego, w jakiej sytuacji zostali postawieni. Jedno wiedział, Jest tysiąc innych osób nad którymi musi zapanować. w jaki sposób? Gdzie są inni? Tego nie wiedział, ale był pewny, że większej grupie będzie łatwiej przejąć władzę nad resztą. A później będzie się martwić, jak przejąć władzę nad tą grupą. Na pewno nie pozwoli się zniewolić. Prędzej zginie, niż będzie poddaną bezgranicznie duszą.

"gdybyś odebrał broń temu podstarzałemu paranoikowi, moglibyśmy pociągnąć tą ekspedycję na własnych warunkach, miast robić za służących czy też worki treningowe."

Te słowa jakby wróciły do niego z opóźnieniem. Cóż chciał zrobić? W pojedynkę prowadzić ekspedycję w nieznane? Czy może kochaś będzie mu pomagał? Nie może mu zaufać, nie zaśnie ze świadomością, że tamten nie śpi, próbując nadzorować resztę. I tak sen w obcym towarzystwie przychodzi mu bardzo ciężko.

Co teraz? Co teraz?

Przyjrzał się ułożeniu ciał walczących, gdzie znajduje się bat drowki, a gdzie miecz mężczyzny. Mogło się jeszcze wszystko zdarzyć. Jednak nie do końca tak, jak to sobie kochaś wymyślił.

Nie zastanawiając się jednak nad tym zbyt długo, wolał działać. Okrążył kupę ciał tak, by móc sięgnąć po broń elfki i szybko ją zabrał, póki tamci nie mogli zareagować. Posiadanie broni, mimo, że nie potrafił się nią posługiwać, zawsze coś dawała. A na pewno to, że jego przeciwnik jej nie miał.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group