TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Lekcja Przetrwania
Autor Wiadomość
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2010-05-27, 14:40   Lekcja Przetrwania

14 Arros 1515 rok


Reglar ziewnął przeciągle, zaspanym i znudzonym wzrokiem zerkając na jeszcze względnie pustą ulicę. Nigdy nie było tu tłumów, rzadko kiedy spotykało się ciekawe sceny czy zdarzenia. Od czasu do czas przepuszczał tylko znane twarze, bądź osoby które odpowiednio się wylegitymowały, których to rodzina snobów oczekiwała.
Reglar nie przepadał za swoją pracą. Była najzwyczajniej w świecie nudna. Niemniej jednak właściciel tego szlacheckiego dworu dobrze płacił. Cóż, przynajmniej od czasu do czas mógł komuś najzwyczajniej w świecie skopać tyłek. Nawet w jednej z bogatszych dzielnic Dorienburga zdarzali się żebracy bądź naciągacze, którzy tylko marzyli o tym by przedostać się przez strzeżoną przez Reglara i Bardena bramę. Wystarczyło by chwilę ponalegali, by nie zrozumieli wstępnego ostrzeżenia i już bezkarnie można było wbić im kolano między żebra.

Strażnik usłyszał trzask drzwi za plecami. Zaciekawiony odwrócił się połowicznie, by ujrzeć pospiesznie zmierzającego w jego kierunku młodzieńca. Shergar, jedyny syn jego szefa wyglądał na zdenerwowanego. W dłoniach trzymał lutnię, przy pasie torbę, na ramieniu zaś plecak, który właśnie w pośpiechu zakładał na drugie ramię.
- A tego gdzie niesie o tej porze... - pomyślał zerkając znacząco na wschodzące dopiero słońce.

- Witam panicza - odparł z wymuszoną grzecznością. Barden stojący przy drugim skrzydle bramy jedynie skłonił się lekko, zawsze był cichy.
Shergar nie wyglądał na skorego do rozmowy. Kiwnął jeno głową w zamyśleniu i wyraźnym rozdrażnieniu, po czym niemal wybiegł przez bramę, którą Reglar w ostatniej chwili zdążył przed nim otworzyć.
Strażnik jeszcze przez chwilę zastanawiał się co właściwie się stało, póki donośny głos jego szefa, pana domu, którego strzegł nie uświadomił mu paru szczegółów.

- Shergar! Wracaj tu niewdzięczny bachorze! - z tymi słowami na pospiesznym krokiem wyszedł na ganek bosy mężczyzna w szlafroku. Wyraźnie wściekły rozejrzał się po okolicy, nie dostrzegł jednak nigdzie swego syna. - Jeszcze tu wrócisz! - rzucił w przestrzeń - Pożałujesz i wrócisz na kolanach błagać o przebaczenie.


Lekcja Przetrwania

Kroniki Shergara - Wprowadzenie


Słońce powoli schodziło w dół, dając do zrozumienia, że południe dawno już minęło. Dzień był całkiem pogodny i ciepły jak na środek wiosny. Tu i ówdzie widać było porastające przydrożne tereny kwiaty. W oddali zaś ciągnęły się pola uprawne, jak i pastwiska dla bydła. Jedynie na dalekim horyzoncie widać było jakieś lasy, bądź niewielkie góry. Za plecami zaś nadal widać było niedawno opuszczoną przez Shergara stolicę Imperium. Wielkie, pokaźne miasto, poza którym bohater właściwie nic dotychczas nie widział. Czasem zdarzało mu się odwiedzić wieś, bądź pobliskie lasy, większość jednak życia spędził za murami Dorienburga. Pewnie dlatego tak go ciągnęło do dalekich podróży.

Opuszczenie domu było decyzją tylko po części przemyślaną. Bardziej można to było nazwać impulsem. Bohater nie żałował jednak swej decyzji. Z beztroskim spokojem napawał się ciszą, przestrzenią i lekkim powiewem wiatru skłaniającym do ukłonu okoliczne zaczątki wczesnych plonów.
Póki co nie zdecydował jednak tak na prawdę, gdzie zamierza się udać. Zbliżający się rozstaj dróg, był zaś dobrym momentem do podjęcia jakiejś decyzji.
Co prawda nie potrafił czytać, co było jednym z wielu pretekstów do kłótni z ojcem, orientował się jednak mniej więcej, który z herbów umieszczonych na drogowskazie, należy do którego z miast. Miał zatem obecnie trzy możliwości, jeśli nadal zamierzał trzymać się gościńca.
Pierwszą możliwością było udać się na zachód, ku Broln, miastu znanego głownie ze słynnej Szkoły Magicznej i największej biblioteki w Imperium. Drugim rozwiązaniem kierującym Shergara na północ było Dornost, najbliższe z miast, znane jako główne miasto kupieckie Imperium, gdzie ujrzeć można największe tłumy ludzi i nieludzi w Sorii. Trzecią zaś i ostatnią z możliwości była położona na wschód Esendia, zwana także Miastem Tańczących Świateł, które to ponoć za sprawą ulicznych lamp i świateł w oknach jaśniejsze było w nocy niźli za dnia.
Oczywiście możliwości było znacznie więcej, tak jak i wiosek, miasteczek i równie dużych co trzy wspomniane miast w granicach Imperium. Nie wspominając już o terenach poza nim. Na razie jednak bohater stał na rozstaju dróg, który to takie punkty odniesienia mu oferował.
 
 
     
Shergar 
Nowicjusz


Wiek: 32
Dołączył: 18 Kwi 2010
Posty: 1
Wysłany: 2010-05-28, 23:00   

Bard przystanął. Przerwał pogwizdywanie żwawej melodii i przymrużył lekko oczy, czując powiew łagodnego wiatru, dającego ukojenie. Wsłuchał się w symfonię ptaków, i poczuł się jak ptak.
Beztroska, spokój, wolność. Te uczucia towarzyszyły w chwili obecnej Shergarowi. Przynajmniej tak mu się wydawało. Wolność bowiem, póki co, była w jego słowniku wyrazem na ostatniej stronie, do której dotarcie poprzedzała mozolna droga przewracania stronnic jedna po drugiej. A słownik był gruby.

Poprawił torbę przy pasie, i torbę na plecach. Musiał podjąć samodzielną decyzję. Stał na rozstaju dróg. Popatrzył ślepo na drogowskaz. Penetrując najbardziej odległe obszary swojego mózgu usiłował sobie przyporządkować odpowiednie miasto do odpowiedniego herbu. Po niemałym wysiłku, dumny z siebie, stwierdził, ze ma do wyboru Broln, Dornost i Esendię.

Uznał, że skieruje się na północ, do Dornost. Wiedział, ze to miasto kupieckie. Wiedział, że nietrudno tam spotkać odległych wędrowców, handlarzy z dalekich krajów. Ten kierunek wydawał się dobrym rozwiązaniem. A nuż spotkałby jakąś bratnią duszę? Przy okazji mógłby się dowiedzieć czegoś o rozległym świecie, posłuchać opowieści włóczęg-gawędziarzy, które mogłyby stać się inspiracją do jakiejś ballady, dalszej podróży? Kto wie. Głowę Shergara zaprzątała tez jedna, niepokojąca myśl. Ojciec był magnatem, miał spore wpływy w handlu międzynarodowym. Wiadomo, że szlachta nie mogła trudnić się handlem. Bezpośrednio rzecz jasna. No ale zawsze zostawała szlachta brukowa, która to w handlu pośrednim osiągnęła, powiedzieć by można, stopień mistrzowski. Bard był pewien, że ojciec posiadał jakiegoś „brukowca” w Dornost, który mógłby go rozpoznać. Pewność ta jednak wcale nie zniechęcała Shergara do zmiany kierunku. Ryzyko i impuls były jego siła napędową.

Odetchnął głeboko, rozprostował kości i ruszył w stronę Dornost, z głową uniesioną wysoko.
_________________
"Nie dziwota, że są harde urodziwe panie
Wszak im drzewo wynioślejsze, tym trudniej wleźć na nie.
Wżdy i z panną, i ze drzewem kto nie kiep poradzi
Trzeba owszem wziąć i zerżnąć, no i po zawadzie. "
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2010-06-05, 14:27   

Północ, na taki to kierunek zdecydował się bohater. Nie znał się zbyt dobrze na geografii, jak i układzie Imperium, nie miał zatem najmniejszego pojęcia jak daleko do miasta, ni też ile zajmie mu droga na piechotę. Z pewnością jednak nie mniej niż kilka dni. Po drodze winny jednak być jakieś pomniejsze wsi bądź karczmy, gdzie mógłby uzupełnić zapasy.

Pełen optymizmu ruszył zatem, szeroką na dwa powozy drogą w kierunku Dornost.


Minęło kilka godzin, słońce powoli przesuwało się za plecy bohatera, pola uprawne zaś zaczynały ustępować miejsca zwykłym polanom i niewielkiemu lasowi, w którego granice właśnie wstępował Shergar. Drzewa wydawały się przerzedzone, w głębi jednak mogło się to jeszcze zmienić.

Zapach drzew, świergot ptactwa, szelest liści na wietrze. Wszystko to napawało bohatera inspiracją i zadowoleniem z podjętej decyzji. Świat poza posiadłością wydawał się taki piękny i bogaty.

Zaledwie po kilkunastu minutach od wejścia między drzewa, pewne znajome uczucie szybko zepsuło jednak dobre samopoczucie bohatera. Senność. Niezwykle silna i narastająca z każdą milisekundą. Shergar znał to uczucie doskonale i z pewnością szczerze go nienawidził.

Kolana ugięły się, ręce ostatkiem świadomego działania ułożyły przed nim powstrzymując upadek. Świadomość uciekała, ciało zaś odmawiało posłuszeństwa. Gdy głowa dotknęła ziemi, bard pogrążony był już w głębokim śnie.
Po raz kolejny dane mu było doświadczyć zapewne największego przekleństwa własnego organizmu. Ataku narkoleptycznego.




- Żyjesz? - spytał przytłumiony głos, którego znaczenie dotarło do bohatera dopiero po paru sekundach - Co ci jest chłopcze?
Kolejne potrząśnięcie ramieniem wymusiło u Shergara otwarcie oczu.
Pochylony nad nim stał mężczyzna już w podeszłym wieku, o nieco zatroskanym spojrzeniu, pucułowatej twarzy i dwudniowym zarostem. Ubrany był w typowy dla pospolitego mieszczanina strój, który dobrze pasował do nieco otyłej sylwetki. Klęczał nad bohaterem trzymając prawą rękę na jego ramieniu. Za plecami dało się dostrzec powóz zaopatrzony w dwa konie, zwrócony w ich stronę.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group