Opis: - Jedna z naprawdę kilku kobiet władających mieczem w tych stronach. Oj tak... Zapewniam Cię mój drogi przyjacielu: nie dość, że ma charakterek i stawia się każdemu, to i jeszcze i łomot może spuścić. Jak nie machnie mieczem to dokończy tarczą. Gdyby to jeszcze pyskatość, jej trzy święte przedmioty zamienić na pokorę, posłuszeństwo i robotę w domu zamiast napier*alania, była by moją służką. Ba! Nawet i więcej. Nie dość, że umiejętności do zabijania jej nie brakuje to jeszcze jest czasem na co popatrzeć a to nie idzie nigdy ze sobą w parze. Pewno wielu do niej się ubiegało... Ale co to za zaloty, gdy śmierć po pierwszym pocałunku pewna...
~Emerald, 18 letnia kobieta, mająca 167cm wzrostu i 53kg wagi. Posiada skracane do średniej długości czarne włosy i czarne oczy. Pochodzi z miasta Kryln na południowy-wschód od stolicy Maldorfu w Siegvaardzie.
Udźwig: 15
Lekki / Średni / Duży / Maks.: 30 / 60 / 90 / 150
Aktualny: 45kg
CECHY
Dobra Karma
Duch i Ciało
Niedoskonałość
Wszechstronność
Biegłość w pancerzach
Żywotny(2)
Twardo Na Nogach
Osłanianie się(3)
Silne Ciało(6)
Wady: Wstręt: Słodkości
ZDOLNOŚCI
Kijem Nie Dobijesz(4)
Uroda
Talent: Tarcza Ciężka
Talent: Długi Miecz
Magiczna Niewrażliwość(1)
Sprawność I
Sprawność II
Specjalizacja: Tarcza Ciężka I
Specjalizacja: Tarcza Ciężka II
Specjalizacja: Tarcza Ciężka III(5)
UMIEJĘTNOŚCI Biegłości: τ Władanie Tarczą: Tarcza Ciężka Poziom 6 - Test = k20 + Zr:14 + 5 + 10(5) + Poz.6 = k20 + 35 τ Władanie Bronią: Długi Miecz Poziom 5 - Test = k20 + Zr:14 + 5 + Poz.5 = k20 + 29
Pierwsza Pomoc Poziom 1 - Test = k20 + Zr:14 + Poz.1 = k20 + 15
Walka Wręcz Poziom 1 - Test = k20 + Zr:14 + Poz.1 = k20 + 15
Unik Poziom 1 - Test = k20 + Zr:14 + Poz.1 = k20 + 15
Prowokacja Poziom 1 - Test = k20 + Ch:10 + Poz.1 = k20 + 11
Zastraszanie Poziom 1 - Test = k20 + Ch:14 + Poz.1 = k20 + 15
Wycena Poziom 1 - Test = k20 + In:10 + Poz.1 = k20 + 11
Wiedza: Taktyka Poziom 1 - Test = k20 + In:10 + Poz.1 = k20 + 11
Tropienie Poziom 1 - Test = k20 + In:10 + Poz.1 = k20 + 11
Sztuka Przetrwania Poziom 1 - Test = k20 + Pe:10 + Poz.1 = k20 + 11
Zmysł: Wzrok Poziom 1 - Test = k20 + Pe:10 + Poz.1 = k20 + 11
Współczynnik: Obrona Poziom 8
Współczynnik: Życie Poziom 3 - (3 + 1(2) + 2(4) ) * Poz.3 = +18
Współczynnik: Wytrwałość Poziom 3
Współczynnik: Inicjatywa Poziom 2
Jeździectwo: ??? Jeździectwo: ??? Jeździectwo: ??? Umiejętność: ??? Umiejętność: ??? Umiejętność: ??? Umiejętność: ???
Rosły mężczyzna bez prawego oka spojrzał przed siebie, wychylając się przez krzaki. Postój już nużył go, co było widać po wyrazie twarzy, miał ochotę na tę karawanę już od dawna. Przeczesał palcami włosy, ukazując, że brakuje mu także lewego ucha. Mężny wojownik musiał to być, nosząc tak wiele blizn i żyjąc jeszcze. Mruknął do siebie parę słów. Żadna z otaczających go osób nie potrafiła zrozumieć, jakie zdanie wypowiedział. Rozejrzał się wokół, obracając głowę.
-Trzeba będzie zrobić rozpierdol, drodzy państwo - Powiedział, kiwając głową w stronę drogi.
Reszta ludzi, okrytych w płaszcze, które sprawiały, że nie byli widoczni w półmroku zapadającej powoli nocy, spojrzała się na trakt, na którym rozbijano obóz. Stało tam parę dużych wozów, do których były zaprzęgnięte konie. Sama karawana liczyła trochę ponad pięćdziesięciu ludzi, z czego przynajmniej półtora tuzina to strażnicy.
Rozpierdol... O tak.
Będzie dużo zabawy.
1 dzień złotej tarczy 995 roku
Słońce prażyło niemiłosiernie. Tyle można było wyciągnąć wniosków z tego, co reprezentowała sobą kobieta idąca traktem na północ w stronę Krone. Parę tygodni temu opuściła Kryln, by rozpocząć swoją wielką przygodę, w walce o emancypację Kobiet w Siegvaardzie. Na początku podróż nie była zbyt męcząca, miała pod dostatkiem jedzenia i picia, gdyż podróżowała z karawaną jadącą do Flahdorfu. najęła się tam na ten okres jako strażnik, dzięki czemu dostatnio żyła i jeszcze zarobiła trochę grosza.
[Do karty dodano 7 szylingów Maldorfiańskich]
Mimo, że mężczyźni z karawany patrzyli na nią pogardliwym wzrokiem, ona nie zwracała na to uwagi. Przecież miała swój miecz i swą tarczę, dzięki którym mogła się postawić na równi z nimi.
Tamte dni minęły, a pożywienie, które tam zakupiła już się kończyło. Miała o tyle szczęście, że wodę mogła zdobyć codziennie przy źródełkach, spływających z gór. Góry były jej domem, a teraz je opuszczała. Ogarniało ją dziwne przeczucie, że już niedługo będzie za nimi tęsknić. Za tym pięknym uczuciem ciepła domowego...
Słońce paliło niemiłosiernie. Pot spływał jej po plecach, czole, pomiędzy wydatnymi piersiami. Był wszędzie. Jego zapach dostawał się do nosa, był wszędzie. Pierwszy raz w życiu miała ochotę się umyć. Nie pamiętała kiedy ostatni raz to robiła, co za różnica?
Widziała prostą drogę, wokół niej małe laski tworzyły czarne plamy wśród jasności polan. Nad sobą miała słońce, które niedawno przebiegło przez zenit.
Prosta droga, a na niej kamienie, które uparcie wżerały jej się w podeszwy butów, sprawiały, że każdy krok ją męczył, coraz bardziej, coraz słabiej stawiała kroki. Kamyczki, które były wszędzie, dostały się też do butów, raniąc stopy. Nie chciała już dłużej podróżować. Wiedziała, że z dwie godzinki postoju dobrze by jej zrobiły. Do tego, za te dwie, może trzy godzinki, byłoby zimniej, co byłoby bardziej sprzyjającymi warunkami do podróżowania.
Dolina gór zaczynała się jakieś piętnaście minut marszu od niej, a tam na pewno będzie jakiś strumyk.
Ciepło domowe, psia jego mać. Zafajdany drań nie dość, że terroryzował wszystkich to jeszcze żądał tego, co mu się nigdy nie należało. Kiedyś wrócę do skurczysyna i rozpruje mu flaki. - Wspominała dni, gdy jeszcze sprawował nad nią pieczę, choć tylko prawnie, ojczulek.
Nawet nie można było zjeść cokolwiek na długie i nie przespane noce. Rano było z resztą tak samo. Jak najszybciej i najdłużej poza domem. Szlag by to trafił. - Przeklinała ówczesne czasy macając plecak poszukując informacji o pozostałym pożywieniu.
Plątała sobie głowę tym jeszcze przez jakiś czas, nakręcając się ciągle. Zmęczona, spocona i wymagająca odpoczynku stanęła nagle stąpając mocno butem ignorując ból kamieni.
- Lubisz to! - Z dużym naciskiem przez zęby wydusiła kłębiąc w sobie zabójcze myśli maltretowania swojego ojca w odwecie za to, co przez niego przeżyła.
Oddychała głęboko i w zmęczeniu. Pora odpocząć... Przetarła czoło rękawem i zeszła z kamienistej dróżki na jej pobocze siadając pod cieniem. Zrzuciła plecak. Położyła obok miecz i tarczę. Usiadła w końcu od razu ściągając męczące ją buty. Wprowadziła w ruch bukłaczek z wodą i odpoczywała napawając się przyjemnością braku większego bólu.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-12, 22:05
Może i Emerald lubiła takie zabawy, jak wbijanie sobie kamieni w stopy, jednak same stopy tego nie lubiły, głośno protestując i wysyłając sygnały, że "KURWA, TO BOLI!".
Ciche stęknięcie bólu wydobyło się z ust kobiety, gdy mocno nastąpiła na stopę. Będzie musiała wyjąć te pieprzone kamienie z buta. Mimo perspektywy, że źródełko jest niedaleko, dziewczyna postanowiła już teraz zejść ze szlaku, siadając w cieniu drzew, tworzących zagajnik. Wydobywał się stamtąd piękny zapach żywicy, działający usypiająco, ledwo co o nim pomyślała, a już zaczęły jej się oczy kleić.
Na pewno czynnikiem wpływającym na właściwości usypiające żywicy było zmęczenie Emerald, które już dawno dawało się we znaki. Mimowolnie ziewnęła, czując się jeszcze bardziej śpiącą. Aż dziwne, że o tej godzinie chciało jej się spać, przecież południe niedawno minęło. Ziemia wydawała się tak błogo miękka, a cień tak ochoczo chłodny, że aż chciało się spać...
W rozpływających się luksusach obecnego wokół niej zagajnika ziewnęła po raz raz drugi zasłaniając usta zewnętrzną stroną nadgarstka. Odchyliła się do tyłu opierając swobodnie głowę o drzewko. Oczy jej zamknęły się mimowolnie już po chwili. Może dopiero po kilku, bądź kilkunastu minutach takiego bez świadomego leżenia na trawce otworzyła niemrawo oko i popatrzyła na drogę, którą niedawno przechodziła.
Nie możnaaaaaayaaawwnn... droga... Wysiliła wszystkie swoje mięśnie na powiekach, żeby je otworzyć. Podniosła się, żeby tylko tutaj nie zasypiać. Przynajmniej nie o takiej porze dnia. Wyprostowała sięi popatrzyła w stronę doliny.
Trzeba tam dopełznąć... Byle do wody. Zaplanowała i podniosła swoje graty, zarzuciła na siebie i szła powolutku, na boso pomiędzy drzewkami do miejsca większego ukojenia.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-12, 22:34
Chciało jej się spać, tak bardzo zmęczona była wędrówką, że nie zwróciła nawet uwagi, kiedy zasnęła. Przymknęła oczy, a już wędrowała po krainie snów.
Śniła o tym, że bijący zawsze ojciec był dla niej dobry, bardzo dobry. Robił takie miłe rzeczy, w miejscach, których na codzień nie powinien był dotykać, był inny niż zwykle, delikatniejszy, lecz bardziej zdecydowany. Co spowodowało tę odmianę?
Minęło piętnaście minut.
Tak przynajmniej sądziła, gdy otworzyła oczy, a sen był tylko zamazaną plamą kolorów, której już nie potrafiła zidentyfikować. Nie pamiętała, co to był za sen, wiedziała, że przeżyła prawdziwą rozkosz, której pozostałości rozchodziły się po ciele. To miłe rozluźnienie mięśni i uczucie radości w umyśle.
Piętnaście?
Słońce chyliło się w stronę widnokręgu, barwiąc się na czerwono. Piękna pomarańczowo-czerwona poświata okryła świat wokół, pokazując piękno Siegvaardu. Cała ta kraina swoim majestatem przytłaczała ją. Spojrzała w stronę gór, to jest na północ, były tam, piętnaście minut drogi stąd. To, co "piętnaście" minut temu wydawało się drogą nie do przebycia, teraz zdawało się poobiednią przechadzką, nie sprawiającą żadnych problemów.
Zebrała swoje rzeczy z ziemi, i ruszyła na północ. Po paru krokach, kamienie przypomniały o sobie, raniąc znów stopy. Piętnaście minut marszu minęło dość szybko, a wszystkie bóle przygasły, kiedy Kobieta zauważyła lśniący potok. Woda pięknie spływała po kamieniach, rozszczepiając czerwone promienie słońca na wiele barw, wokół potoczku trawa była zieleńsza, a kwiaty wyrastające z ziemi były bardziej kolorowe i bardziej wonne niż te, które spotykała zwykle na szlaku.
Gdy zobaczyła wodę, natychmiastowo zaschło jej w ustach, a w brzuchu zaburczało, trzeba się było zatroszczyć o jedzenie, bo jutro zje ostatnią rację żywnościową.
Wraz z pierwiastkiem potrzebnym każdej istocie do życia nadeszło ukojenie zmęczenia jak i ducha. Podeszła do strumyka, jakby większymi krokami. Zrzuciła toboły i żwawo przysiadła, by złożonymi rękoma zalać płomienie swojego pragnienia. Tak napojona wyprostowała się i popatrzyła w słońce. Wymieszała swoje uczucia patrząc również w dal którą była zmuszona podążać.
Nie ma szans... Założyła rękę na rękę, by trochę się zastanowić. Po dłuższym czasie nic nie wskórawszy usiadła ciężko i z westchnieniem tam gdzie się znajdowała. Przyciągnęła do siebie plecak i wyciągnęła z niego wieczorną przekąskę.
Jedząc zastanawiała się jak rozwikła problem pożywienia na następne dni. Mieląc w bladej gę wpatrywała się w strumyk. Ot tak, po prostu bez większego celu prowadziła wraz z prądem.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-15, 20:19
Emerald zrzuciła tobołki pod małym drzewkiem, znajdującym się blisko strumyczka, zwalniającego po długim spadku z wysokich gór. Zeszła na niżej położony punkt, by niespecjalnie wysilać się przy czerpaniu wody. Uklękła na suchej ziemi, by złożyć ręce i nabrać w nie życiodajnego, przezroczystego i, przede wszystkim pitnego, płynu. Uniosła dłonie do ust i napiła się, w pierwszym momencie myślała, że się udusi, bo woda była przeraźliwie zimna, i bezwarunkowy odruch kazał jej zaczerpnąć powietrza, później jednak zaczęła powoli brać do ust coraz więcej płynu i zaspokajać swoje pragnienie. Gdy owa potrzeba była zaspokojona, usiadła na trawie pod drzewkiem, niedaleko swego ekwipunku. Jednym szybkim ruchem przyciągnęła plecak do siebie i wyjęła z niego racje żywnościową. Popijając suchary i suszone owoce wodą, wlaną do bukłaka (Kartę zaktualizowano), patrzyła się w nurt rzeczki. Podążała wzrokiem za płynącą wodą, przyglądając się pięknym odbiciom światła zachodzącego słońca, rzucanym na kamienie wystające z górskiego potoku.
Z lewej strony, czyli od strony gór, strumień płynął przez około dwadzieścia metrów, po czym wpadał w las. Bardziej na prawo jednak i dalej, czyli jakieś pięćset, może więcej metrów był widoczny wielki, majestatyczny wodospad, nad którym rozpościerała się piękna tęcza. Rzeczka musiała spływać z najwyższych szczytów tych gór i musiała być połączeniem wielu strumyczków i źródeł górskich, by taka ilość wody mogła spływać w jednym miejscu z taką siłą. Nad drzewami, a nie były to małe drzewa, było widać jeszcze rozsiane w powietrzu kropelki wody, rozbryzgujące się u dołu wodospadu, rozświetlane słonecznym czerwonawym światłem. Wszystko to sprawiało, że Emerald poczuła się jak w jakiejś odległej krainie bajek i baśni. Tak było pięknie.
Rzeczka, mówiąc, jakby płynęła od strony kobiety, po wpłynięciu do lasu, musiała zataczać wielkie półkole, by dostać się do wodospadu, gdzie z pewnością się kierowała. U dołu, przy wodospadzie, musiało być na pewno jakie kolwiek małe, lub duże, jezioro, w zagłębieniu, rzeźbionym przez lata przez spływającą wodę.
Do zmierzchu zostało jeszcze trochę czasu, lecz dolna krawędź obręczy słońca zbliżała się niebezpiecznie do linii horyzontu, grożąc nocą bez ogniska.
Podziwiała widoki uśmiechając się lekko, czy to do siebie, czy do odległego wodospadu. Dokończyła mielenie i wsadziła resztę do plecaka popijając małym łykiem na koniec. Zeskoczyła na niższy poziom i schylając się dopełniła bukłak. Zamknęła go i również wsadziła na swoje miejsce.
Gdzie dużo wody, to i dużo jedzenia. - Stwierdziła zawieszając wszystko na siebie.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-15, 22:24
Z początku zakładając, że jeziorko znajduje się pod wodospadem, ruszyła w jego kierunku, mając po prawej stronie strumyk. Szła przed siebie, mijając złocący się las. Liście przybierały złote, czasami czerwone kolory, bardzo podobne do odcieniu słońca o tej porze dnia, pięknie wyglądał las, z prześwitującymi pomiędzy drzewami czerwonawymi promieniami i lekko unoszącą się wieczorną mgłą, opadającymi z niektórych drzew liśćmi, tworzących podłużne cienie, powoli poruszające się, dopóki ich odpowiednik w materialnej formie nie opadnie na ziemię. Kasztany prześwitywały spomiędzy dywanu liści, chrzęszczących pod stopami, wybijającymi w uszach rytm marszu. Wsłuchując się w śpiewanie ptaków, nie zauważyła, jak zrobiło się jeszcze troche ciemniej, a światło słońca przybrało ciemniejszy odcień czerwieni, wpadając w krwistość.
Wodospad było już słychać, a po paru minutach skręciła za ostatnie zakole i zza drzew wyłonił się wspomniany wcześniej wodospad. Pod nim rozpościerał się piękny widok. Większe jezioro wpływało między wielkie bloki skalne, które musiały spaść z gór, podczas jakiejś wielkiej lawiny, i wypływał w drugie, mniejsze jezioro, zablokowane także z drugiej strony, tak, że spomiędzy nich wypływał jedynie strumyk, wielkości takiej, jaką zapamiętała ją z wcześniej formy źródła.
Ucieszona widokiem nie mogła się długo napawać jego pięknem. Od razu podeszła bliżej i spojrzała wnikliwie w taflę wody. Przejrzała tak większość zbiornika wodnego.
Ściemniało się, trzeba było się przygotować na noc. Nawet i po długiej samotnej podróżny nie była tak pewna siebie, żeby spać bez żadnej pewności o bezpieczeństwo własnej osoby. Ognisko jest zawsze dobrym rozwiązaniem na wszystko. Odciąga zwierzynę. Choć posiada jedną wadę. Szczególnie groźną w przemierzaniu Maldorfu samemu - Przyciąga ludzi. Wokół jeziorka nawet i podczas Złotej Tarczy wszystkie wszystkie rośliny są żywe i nie palą się zbyt dobrze. Emerald stanęła przed wyborem suchego chrustu, który i tak znajdowałby się daleko, a znalezienia jakiś wolnych liści, które będą mokre od soków drwa.
Robiąc powolne koła wokół własnej osi zdecydowała się na drugą z wymienionych działań. Zaszła do jakiegoś równego placyka ziemi, odłożyła plecak i tarczę. Miecz natomiast wzięła ze sobą. Rozejrzała się ponownie.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-15, 23:17
Przeszła resztę kroków dzielącą ją od jeziora i przyjrzała się wodzie. Zobaczyła ruch w mniejszym jeziorze. Było ono zazielenione, nie dało się zobaczyć dna, w połowie przez pływający na powierzchni zielony "dywan", a w połowie przez to, że toń była ciemna i nieprzenikniona o tej porze dnia i z takim oświetleniem. Nie zwracając na to uwagi poszła szukać miejsca na obozowisko. Gdy doszła do większego jeziora, zauważyła coś, co sprawiło, że się mimowolnie uśmiechnęła. Wielki głaz, na które spadło zawalone drzewo, tworzył prowizoryczne schronienie, które mogło jej pomóc w utrzymaniu ciepła. Głaz był pochyły, tworząc swoisty dach i wgłębienie w którym mogła spać, a zawalone drzewo oddzielało część mieszkalną od świata zewnętrznego. Nie zastanawiając się długo, rzuciła plecak, miecz, tarczę i reszte ekwipunku do środka i wyszła w las.
Las był zachwycający, pociągał coraz głębiej, lecz silna umysłem Emerald skupiła się na zbieraniu drzewa, podziwiając tylko kątem oka, jak zwierzęta nadrzewne przemykają po gałęziach.
Gdy robiło już się ciemno, stanęła przed swoim nowym, prowizorycznym obozem. Zebrała dużo drwa. Było suche, i dobrze będzie się palić. By tworzyć sam żar i ciepło, spokojnie starczy jej na większość nocy, pozostając w zimnie przez ostatnie godziny snu.
Gdy weszła, chcąc odstawić ostatnie drwa na swe miejsce, zatrzymała się w pół kroku, zauważając jeden mały, ale bardzo istotny szczegół. Obóz pod skałą był w miarę duży. Spało by tam spokojnie 5 osób i jeszcze byłoby miejsce na ognisko i chrust. To mogło być wytworzone naturalnie, przez upadnięcie drzewa i zakrycie jednej strony kamienia gałęziami. Jednak coś, co zobaczyło na środku, przyprawiło ją o dreszcz wzdłuż kręgosłupa, instynkt wojownika, mówił jej, że może znajdować się w niebezpieczeństwie. Serce natychmiast zaczęło pompować w jej żyłach adrenalinę, jej źrenice rozszerzyły się, a mrok przestał jej tak bardzo przeszkadzać jak wcześniej, widząc więcej szczegółów w odcieniach szarości.
Kiedy obcy sobie odeszli? Jeśli to bandyci i ją tu przyłapią, będzie z nią źle.
Na środku jej obozowiska były pozostałości ogniska.
Żwawo zrzuciła chrust gdzieś na bok. Podeszła do starego paleniska. Zawisając nad nim wpatrywała się w nie.
Zaskoczona była, lecz niestety bardzo niemile. Zestresowała się niewiadomym. A co jak ktoś przyjdzie? Wróci w nocy? Jak Emerald będzie spała? Będzie bezbronna. Okradną ją ze wszystkiego! Zabiją ją! Zgwałcą!
Potrzęsła minimalnie głową uwalniając myśli. Nachyliła się nad nieoczekiwanym prezentem i zbadała go jak tylko mogła. Podniosła głowę i rozejrzała się za czymś jeszcze. Może coś tutaj się chowa przed nią. Coś, co mogłoby świadczyć o niedługim powrocie poprzednich lokatorów.
Rozejrzała się raz jeszcze i jeszcze jeden i jeszcze raz... Szukała jakby bawiła się tutaj w chowanego. Nie chciała, by ktoś jej przeszkadzał, nie chciała teraz widzieć nikogo. Była sama i tak miało zostać, zero ludzi. Zero bandytów, zero mężczyzn. Bo oni są szumowinami, wszyscy. Kobiet tutaj też być nie ma, one są czasem jeszcze gorsze. Ale nie z powodu charakteru, tylko możliwości jakie mają. Są przebiegłe i cwane.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-16, 00:07
Kobieta podeszła do kupy drzewa pozostawionej przez nią wcześniej i wyrzuciła trzymany w rękach chrust, powiększając kupę o parę dużych gałęzi. Nie zwracając na to uwagi, podeszłą natychmiast do pozostałości po ognisku i uklękła przy nim. Wyglądało ono... Jak stare, dawno nie używane ognisko. Na dużym, wypalonym skrawku ziemi leżało parę zwęglonych gałęzi, które przy pierwszym dotknięciu połowicznie rozsypały się w proch. Wszystko było zimne, i nie świadczyło o tym, by było używane przez ostatnie parę dni. Może przez tydzień. To z dwóch stron świadczyło o dwóch wnioskach. Dobrym i złym.
Dobry wniosek był taki, że poprzedni lokatorzy byli tu dawno.
Zły wniosek, był taki, że mogą zechcieć tu wrócić po jakiejś dłuższej wyprawie.
Emerald wstała, chcąc sprawdzić, czy nikt nie kryje się po kątach, czy w gałęziach wielkiego iglaka. po poszukiwaniach i straconych ostatnich promieniach słońca doszła do wniosku, że nikogo tu nie ma, a odgłosy lasu przycichły na tyle, że będzie można usłyszeć chociażby najcichszy krok niewykwalifikowanego "skradacza".
Rozejrzała się raz jeszcze, nie ruszając już się z miejsca. Ogarnęła całe miejsce wzrokiem, podsumowując.
Cały "obóz" miał kształt litery "V", z jednej strony ograniczony wielkim głazem, a z drugiej drzewem. Drzewo miało na tyle wiele gałęzi (Teraz zauważyła, że wiele było ręcznie złamanych, by było więcej miejsca mieszkalnego), by stanowić dobry izolator od świata zewnętrznego. W samym końcu leżała kupa drewna, a jej ekwipunek leżał dwa metry dalej pod głazem w małym wgłębieniu.
Teraz zauważała, że ziemia jest nienaturalnie wydeptana, kamienie są wygładzone w niektórych miejscach, jakby od wielokrotnego dotyku. Tutaj ktoś przebywał. Dość często, lecz dość dawno.
Czas naglił a promienie słoneczne nie były wyrozumiałe. Popatrzyła się w stronę słońca. Nie trwało to chwili, gdyż zerwała się jakby puszczona ze smyczy.
Kilka kroków - Hubka i krzesiwo.
Kilka następnych kroków - Odrobinę najbardziej suchego i najdelikatniejszego chrustu w rękach
Kolejne - Wszystko na swoim miejscu, przygotowane na odprawienie rytuału.
Rytuału, który był zbawieniem w takich sytuacjach. Każdy potrzebował właśnie tego, by poczuć się bezpiecznie. Natomiast Emerald nie była do końca pewna co robi. Chciała się czuć bezpiecznie, lecz nie wiedziała co jest lepsze. Właściwie nie można tego tak nazwać, bo jak nie zwierzęta to człowiek. Jedno gorsze od drugiego. Nawet w niepewności i widocznym napięciu próbowała bronić się przed drapieżnikami mając nadzieję, że nikt z rozumnych tutaj nie zawita.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-16, 18:57
Promienie słoneczne nijak miały się do wyrozumiałości. Zachodziły za horyzont z taką samą zagorzałością, co zwykle. Schematycznie, z matematyczną dokładnością zostają przykrywane przez ziemię. Ciemność zbliżała się nieubłaganie, tworząc jeszcze dłuższe cienie w świecie wokół obozowiska Emerald. Niezbyt zachwycona wynikiem poszukiwań widziała, że jeszcze ktoś do niej zawita. Jedyną zmienną było to, jak długo zamierza tu zabawić. Prawdopodobieństwo, że wpadnie na innych podróżnych, rozbójników, drwali, gwałcicieli, czy innych niechcianych osobników, jeśli zostanie tu jedną noc było znikome, jednak, jeżeli zostanie tu dwie noce, te szanse zwiększały się dwukrotnie, chociaż i tak były bardzo małe. Jednak kto jak kto, ale ludzi pokroju Emerald lubią spotykać nieprzyjemne wypadki. Coś ich różni od zwyczajnych ludzi.
Przykucnęła przy swoim plecaku, i wygrzebała z niego w chwilę hubkę i krzesiwo, które rzuciła przy pozostałościach dawnego ogniska. Następną czynnością, której się podjęła, było odnalezienie odpowiednich drewienek, by rozpalić ogień.
Wybrała najmniejsze, najbardziej suche gałązki, by pokruszyć je na ziemi, tworząc palną podstawę pod resztę ogniska. Następnie ustawiła większe gałązki, tworząc z nich pokaźny stosik, który przykryła jeszcze większymi gałęziami, które będą się żarzyć przez bardzo długi okres czasu... Jeśli reszta rozpalania ogniska pójdzie sprawnie.
Po paru uderzeniach w krzesiwo iskry zajęły malutkie, pokruszone gałązki na samym dole, a ogień zaczął tworzyć gęsty dym. Drzewo było lekko wilgotne, a woda zaczynała parować. Mimo to ogień wspinał się coraz wyżej, zajmując cały stos, mimo wykorzystania dość dużej ilości drewna, była pewna, że teraz wystarczy dodawać co paręnaście minut jedną gałąź, by utrzymać żar. Stała przed wysokim ogniem, dziełem jej rąk, i nagle poczuła, że wyczerpanie z całodziennej wędrówki daje o sobie znać. Ziewnęła przeciągle.
Zauważyła, że ognisko stało w miejscu, nad którym wydrążono dość duży komin, skonstruowany tak, by nie wlatywała nim woda, ani śnieg, ale tak, by wysoki ogień nie przypalał drzewa i by dym miał drogę, którą się wydostanie.
Zmrok zapadł chwilę przed tym, jak całe ognisko zajęło się płomieniami, teraz należało podjąć decyzję. Iść spać, czy czuwać?
Zasłoniła się dzisiaj już któryś raz z kolei, zewnętrzną stroną nadgarstka podczas ziewania. Rozciągnęła się od razu po tym. Długo i leniwie się prężyła i wyciągała. Zmęczenie waliło drzwiami i oknami ale Emerald jeszcze się nie poddawała. Rozłożyła swoje posłanie w dogodnym dla ogniska miejscu. Usiadła przed ogniem i okryła się kocem. Grzała się na tyle by samo uczucie ciepła było przyjemne i relaksujące. Ewentualnie dorzuciła kilka razy.
Myśli o możliwości niespokojnej nocy odeszły wraz z nadchodzącym zmęczeniem, natomiast kobieta zastanawiała się, co jutro przyniesie jej dzień. Dziś było upalnie, spociła się jak niejedna krowa. Oby jutro nie było tak nieznośnie.
Gdy poczuła się już nieodparcie zmęczona dołożyła ostatni raz do ognia. Ułożyła się wygodnie i odpłynęła do krainy wiecznych łowów.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-16, 19:33
Nadgarstek znów został przybliżony do ust, by zakryć ziewnięcie. Zmęczenie dawało o sobie znać, lecz czuła, że jeszcze trochę wytrzyma. Musiała przygotować się do snu. Wzięła swój plecak i po raz kolejny dzisiejszego dnia zanurkowała w nim w poszukiwaniu elementów swego ekwipunku. Tym razem było to zwijane posłanie i derka. Rozłożyła to, by mieć po swej lewej stronie ognisko. Jeśli położyła by się na boku, miała by wejście na przeciwko. Wzięła parę gałęzi i usiadła, patrząc w ogień. Uderzanie wody o kamienie pod wodospadem wybijało mantrę w jej głowie, w taki sposób, że był dla niej swoistym tłem i nie przeszkodzi jej w zaśnięciu. W jej głowie pojawiały się myśli o następnym dniu, o tym, że będzie musiała zdobyć pożywienie. Perspektywa spotkania z nieznajomym niebezpieczeństwem schowała się głęboko w niej. Co parę minut dorzucała pojedynczą gałąź, wyrzucajac w powietrze tysiące iskier. Gdzieś daleko, w ciemności zabrzmiało wycie wilka, któremu odpowiedziało parę innych.
Rozpoczęły się łowy.
*
Zimno.
Ognisko gasło, nie dając już prawie wogóle ciepła, a derka była bardzo cienka jak na taką nocno-leśną temperaturę. Obudziła się, czując jak drży jej całe ciało.
Jedyną dobrą stroną tej pobudki było to, że przekonała się o tym, że żyje. Nikt jej nie napadł, nie zabił, nie zgwałcił.
Na zewnątrz było ciągle ciemno. Gwiazdy świeciły na skrawku nieba widocznym przez trójkątne wejście do obozu. Mogła spać dwie, może trzy godziny.
Chciała spać. Tak bardzo chciała, choć nic w tym jej nie pomagało. Do chrzanu z takim sprzętem! Jak będzie miała pieniądze to uda się do mieściny z prawdziwym łóżkiem. Hmm... A jak to jest spać na takim łóżku? Pewnie jakoś dziwnie.
- Ccchhh-hh-hhh--oooo-ll-eeeee-rrr-aa-aaa... Wymamrotała trzęsąc się.
Wzdrygnęła się próbując wyładować mimowolne odruchy. Zakryła się w posłanie głębiej.
Łóżko... A może jednak nie... Łóżka są za drogie i nie dla takich ludzi jak Emerald. Złym człowiekiem nie była, choć gdyby ją przydusić mogła by ukazać wyuczone bestialstwo. Doświadczenia, gdy jeszcze nie mogła sama niczego zrobić. Teraz ma swój miecz i tarczę. Potrafi nawet zawojować, jeśli będzie trzeba. Łóżko? Wywalczy! A jak nie łóżko to przynajmniej wielką kupę siana. Siano... To jest dopiero luksus.
Zakrycie nic nie dało. Cały czas się trzęsła. Znów wybudziła swoją świadomość. Niestety na tyle, żeby zwinąć się w kulkę i zakryć się całkowicie nakryciem.
Siano to jest dopiero wygoda. Można się przewalać we śnie jak tylko się zechce. Sianko grzeje i jest pachnące. Zwłaszcza takie świeżo skoszone. Przez podróż może spała z dwa razy na partyzanta w jakieś stodole. Pozostałości ostatnich żniw kusiły swoimi wygodami.
Żniwa żniwami, ale może się... Ogrzejemy?
I ponownie została wybudzona, już po raz trzeci. Tym razem nie miała większego wyboru. Musiała się podnieść i doprowadzić do porządku trawiący drzewa grzejnik.
Wysunęła się spod nakrycia i zawędrowała do stosu drewna. Wróciła do ogniska i nałożyła sporej jej ilości. Ma się szybko zająć. Ma dać szybko ciepło. Emerald musi się ogrzać.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-16, 20:42
Łóżko jako wynalazek nowoczesnej techniki... Nie dla ludzi, którzy przyzwyczaili się do długich podróży, ani do ciężkiej pracy. Żeby mieć łóżko, trzeba było mieć dużo pieniędzy. A żeby mieć siano... Nie trzeba mieć praktycznie nic. Można zakraść się do stodoły i walnąć się w wielką kupę złotej rozkoszy. Potem rano źdźbła plączą się we włosach, a całe ciało swędzi, ale za to jak ciepło się w tym śpi!
Wybudzenie było natychmiastowe. Zimno spowodowało nagłe dreszcze, które przeszły jej po całym ciele. Zwinęła się w kłębek, pozwalając, by ciało samo się ogrzało, lecz po paru sekundach dotarło do niej, że to nic nie da i że musi wstać, by dorzucić drwa do ognia. Wstała, lekko się zataczając, marząc o ciepłym sianku. Było przeraźliwie zimno, w samych ubraniach, w środku lasu, w środku nocy.
Podeszła do wcześniej uzbieranego drzewa i zauważyła, że jest go tam bardzo dużo, więc wzięła parę dużych gałęzi i dorzuciła ich do żaru, wzbijając parę iskierek. Zaczął palić się malutki płomień na samym dnie ogniska. Patrzyła, jak staje się coraz większy, lecz do ogrzania było jej bardzo daleko. Co więcej, poczuła, że chce jej się pić. Musiała w tym rozgardiaszu znaleźć bukłak.
Jeśli odłoży pragnienie o kilka minut nic wielkiego się nie stanie. Trzęsła się cała i trzeba było się ogrzać. Ogień się zwiększał, więc Emerald pociągnęła za swoje posłanie i przyciągnęła je blisko ogniska. Usiadła na derce i opatuliła się posłaniem. Chciała, aby jak najszybciej ogień stał się duży. Żeby jak najszybciej było jej gorąco. Wtedy można by było wyciągnąć bukłak. Woda może być zimna a z zaistniałej wygody Emerald nie będzie tego tak pić.
Siedziała jak bezdomny, do których po części należała, grzejąc się przy kawałku ognia. Chciała by tylko było jej ciepło.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-17, 18:38
Odłożenie pragnienia na później było najbardziej rozsądnym wyjściem z tej sytuacji. Jej głównym zadaniem na teraz było ogrzanie się, ochronienie organizmu przed wyziębieniem. Popatrzyła ostatni raz na wznoszący się powoli ogień i podniosła drżącymi dłońmi derkę z posłaniem i przesunęła ją w stronę ognia. Usiadła na niej od razu przykrywając się i wyciągając lekko ręce w kierunku żaru. Poczuła lekkie ciepło, przekradające się po jej palcach. iskierki odrętwienia zaczęły pojawiać się w całych dłoniach, potem przeszły na przedramiona, paląc przy każdym ruchu. Czuła coraz większą różnicę temperatur, pomiędzy swoim ciałem a powietrzem krążącym wokół jej. Ogień wspinał się coraz wyżej, dając coraz więcej światła. Patrzyła w ogień, ogrzewając się powoli, czując jak dreszcze powoli słabną, a zdolności manualne jej dłoni wracają do przyjętych norm. Złamana gałązka, a raczej dźwięk jej łamania przykuł jej uwagę na chwilę przed tym, jak cień pojawił się w wejściu do obozowiska. Była to mała sarenka, a raczej mały jeleń, co było widoczne po malutkich rogach wystających z czaszki. Przystanął, patrząc się na Emerald i na ogień. Za nim rozciągał się piękny widok. Księżyc w pełni, wielki, na tle wysokich, iglastych drzew tworzących las prześwitywał przez gęstą mgłę, tworząc srebrzystą poświatę. Jeleń wydawał się nie bać, co potwierdziło się w jego kolejnych krokach, skierowanych w stronę ognia. Robił je bardzo powoli, jakby pytająco patrząc się na kobietę.
Początkowo przestraszyła się. Świadomość tego, że ktoś tutaj jednak jest była jednak zaskakująca. Lecz bardziej zaskakujące było to, że był to jeleń. Emerald przeszukała swoje myśli dziwiąc się bardziej. Zwierzęta powinny się bać ognia! Nie powinny się zbliżać do niego. A może jest aż tak zimno, że zwierzę też chce się ogrzać? Nie powinno podchodzić w ogóle. Może... Poprzedni bywalcy oswoili rogatego czteronoga? Jakkolwiek mogła być rozwiązana ta sprawa kobieta nie czuła się komfortowo. O zwierzętach nie miała bladego pojęcia a zawsze uważała je za niebezpieczne, szczególnie aż tak pokaźne jak potrafią być jelenie.
Patrzyła się w niepewności, co robi zwierze. Z nim nie miała zamiaru spędzić nocy. Cholera wie co odbije takiemu instynktowi...
Gdyby zbliżył się na tyle, by Emerald poczuła się wyraźnie zagrożona sięgnie po miecz. Choć kto wie...
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-19, 10:25
Jeleń ciągle patrzył się swoimi wielkimi, brązowymi oczami na sylwetkę Emerald, chociaż widocznie omijał jej oczy. Robił parę małych kroczków, by nagle przystanąć i patrzeć się chwilę na kobietę. Nie widząc żadnego gwałtowniejszego ruchu podchodził coraz bliżej, do momentu, gdy znalazł się dwa metry od ogniska. Popatrzył się tylko na Emerald i usiadł na tylnych nogach. Widok był o tyle dziwny, że zwierzę zdawało się... witać? Skłoniło lekko głowę i nagle wstało, by podejść jeszcze mały krok w stronę ognia. Zwierze znajdowało się z drugiej strony ogniska, siedząc i wystawiając kończyny do ognia.
Zagrożenie z jego strony było raczej znikome, chyba, że niedaleko czaiła się jego rodzina, gotowa zabić dla jego bezpieczeństwa. Sam jelonek nie mógł wyrządzić żadnej krzywdy Emerald, był na to po prostu za słaby i za mały. To było jeszcze dziecko, szukające schronienia. Ale co go zmusiło do tego, by szukać owego schronienia? Że nie mógł zadowolić się swoim "domem"?
Bacząc uważnie jakie ruchy wykonuje dziki maluch zastanawiała się czego u licha chce. Odbiegając myślami wstecz nie przypominała sobie wielu spotkań z takimi zwierzętami. Jedynie tylko na moment przed ich ucieczką na widok człowieka.
Przeszła trochę na północ i od razu świat wariuje.
- Popieprzone mają tu zwierzęta. - Skwitowała dalej dziwiąc się jelonkowi.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-11-10, 19:30
Tak to wspaniały materiał na wojowniczke siedział przed ogniskiem zastanawiając się nad dziwotą obecnych tu przedstawicieli zwierząt. Czy jelonek potrzebował pomocy? Opuściła go rodzina? Szukał miejsca, gdzie mógłby się wypłakać po stracie ukochanej? Tego dowiemy się w nastepnym programie, gdyż ten poświęcony jest Emerald. Jednak co Emerald czuła, gdy widziała zwierzę tak śmiałe w swych poczynaniach? Czy zastanawiała się, co skłoniło go do tego? Zachowywała się, a jej zachowanie było odbierane, jakby jej umysł nie był wyposażony w dobrego narratora, jakby jego słowa opisywały zaledwie część jej bytności, resztę pozostawiając domysłom. Jelonek wydawał się przysypiać po tym, jak położył się przed ogniem i wysunął do niego kończyny. Jego futro zaczęło lekko parować, jakby oddając wilgoć niebu. Jeleń leżał pomiędzy Emerald a wyjściem z umownego szałasu, obozu. Za nim rozciągała majestatyczna scena, jaką zapamiętała młoda zbrojna. Mgła była coraz bardziej gęsta, a księżyc był tylko rozmazaną jasną plamą wśród bieli. Gdzieś w oddali zawył wilk.
Najciemniejsza godzina nocy rozjaśniana była jedynie przez blask księżyca w pełni. Gdyby przywędrowała w te strony kilka tygodni później, byłoby trudno rozróżnić kształty przy nikłym księżycu. Teraz jednak nie musiała się o to martwić. Chociaż nie, miała się czym martwić. Chociażby dziwnym magnetyzmem, który ujawnił się w stosunku do jeleni. Co przyniesie ta noc?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum