TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Trzy miecze i korona
Autor Wiadomość
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2009-09-02, 02:58   Trzy miecze i korona

Szynk "Pełen Kufel" Goldmark we Flachlandzie.


Tłusty jegomość schodzi hardo po wypaczonych schodach. Można by rzec, że staczał on się, gdyby nie fakt, że herbowym był, a o takich złego słowa publicznie rzec się nie godzi. Imię jego było Gotwald Raeder i słynął on z opowieści na wpół fantastycznych, a na wpół tragicznych. Rozsiadł się przy jednym ze stołów, wokół którego gawiedź się zebrała i rzucił psu swemu, który pod ławą się plątał jakąś kość, aby i psina miała coś z tej nocnej eskapady. Nie trwało to dłużej jak chwili, gdy zmoczył język miodem pitnym, który już w postaci krzyża przy szyldzie szynku zapraszam i rzekł lekko wysokim głosem:

- Cóż za obrzydliwy to zapowiadał się dzień św. Albrechta roku 998 dla dwóch nic nie wartych nikczemników... ale zaraz, chwila! Kto to zaczyna opowiadać legendy od jakiejś nic nie mówiącej nikomu daty? A już na pewno nie godzi się od razu Bohaterów takiej legendy nazywać "nic nie wartymi nikczemnikami". No, ale o ile ktoś, kto do boga się modli winien wiedzieć co to za dzień tego świętego, o tyle nikt o zdrowych zmysłach chyba nie zapamiętał kim to była taka parszywa dwójka zabijaków. Tfu! Tu splunąć trzeba dla poprawy, bo to w sumie dwójką nazwać nie można, bo jak tu babę do chłopa porównać i ich razem liczyć? Trzeba wyjaśnień! No więc zrobimy tak, że jak chłop taki wart tyle co szyling Abschirlandu, to baba warta tyle co pół szylinga Bergmarku, co razem stanowi coś tak jakby wartość szylinga Meerveburgii, a to pieniądz już dobry. Osobno to ni opluć warci, a razem to już inna historyjka, mimo tego, że o babie jest ona niemal tak pełna, jak o mężczyźnie. No, ale od rzeczy, bo czasu nagli, a szkoda tylko, że baba się tak nie nagliła, bo byłoby lepsze to w słuchaniu, bo wszak dobra była jak na taką co z mieczem wojuje. Może jakaś chora była i rodzina jej nie chciała.... nie o tym to jednak.
No więc było to tak, że mieli oni kiedyś zadanie takie, aby dostarczyć wiadomość jedną, a że się spisali, to i za co chlać mogli przez trochę, chociaż pewnie baba to chlać nie mogła, bo to baba w końcu, ale trochę uogólnień trzeba, bo to cholernie długo by mówić, gdyby i szczegóły być miały. No to, gdy oni tak od 5 dnia złotej tarczy, zaczęli balować, tak to w św. Albrechta skończyć im przystało, a to dni więcej niż na jednej dłoni się mieści. I było to tak jak z historiami innymi, że w karczmie się zaczęła...


Miasto Krone, land Malburgia. Austeria "Pod Beczułką", 16 dzień złotej tarczy roku 998.



Na niebie były szare chmury, które dość szybko przesuwały się po niebie z zachodu na wschód. Niosły one ze sobą lekko chłodną aurę i zapowiedź padającego deszczu. Miesiące letnie co prawda się kończyły i już za chwil kilka miały nadejść kroki nocy - pierwszego miesiąca szarej pory roku. W karczmie "Pod Beczułką" nie czuć było tej aury, może to z powodu tego, że drzwi były zamknięte na patent, a okna jeszcze zamknięte okiennicami. Mała karczma w które ponoć jakiś czas temu przebywali zwykle krasnoludowie, ale od czasu pewnej burdy z trupami już tutaj nie raczyli przychodzić. Stoły zbite ze starych drzwi, czy innych desek. W rogu za stół nawet robiła stojąca beczka, zapewne dziurawa. Krzeseł tu było niewiele, może trzy na całą karczmę, czytaj osiem stołów i stolików. Były tu za to długie łatwy z sosnowego drewna, które leniwie wyciągały się od brzegu stołu do brzegu drugiego i to samo po drugiej stronie. Krótsze ławki były przy mniejszych stolikach, a tam wydawać by się mogło, że zakręcały one oplatając stoliki jak jakieś niepełne węże. Drewniana podłoga i ściany z szarej cegły. Na wprost od drzwi był po paru krokach kontuar karczmarza, a za kontuarem tym była otwarta kuchnia, czy może raczej zaplecze, gdyż potrawy były gotowane na lewo od drzwi. Tam za karczmarzem były beczki z piwem i miodem, a tam przy drzwiach zwykle dwa wiszące nad otwartym paleniskiem garnki z jakąś mniej lub bardziej zjadliwą strawą. Umieszczenie tego w miejscu tym miało pewnie umożliwić rozchodzenie się zapachu potraw po karczmie i ulicy przed nią, a także pokazać gościom, że karczmarz nie sra do kotła, gdy inni się odwracają. Nad paleniskiem tym było coś w rodzaju komina, co odprowadzało dymy na zewnątrz. Kolumna kominowa przechodziła przez dach w postaci strzechy i wyglądała gdzieś na niebo i ulicy stolicy Maldorfu. Tego dnia karczmarz przebudził się na krześle obok swego szynkwasu i tak głośno puścił bąka, że zbudził tym śpiących w kącie sali Emerald i Hansa. Jakiś czas zabawili oni w tej karczmie, gdyż po ostatnich przeżyciach trzeba było się trochę wykurować i trochę uspokoić. Nie co dzień wszak się zdarza, aby wielki potwór z kilkoma brzytwami miast rąk rzucał się w celu rozszarpania śmiertelników. Takie przeżycia odciskają piętno na psychice każdego, kto nie jest zwykłym kamieniem. Emerald miała jednak także odciśnięte blizny na ciele z winy tego stwora, zbroję w plecy i ubranie do wyrzucenia. Jakie to szczęście dla Hansa, że stwora tego widział tylko oczyma wyobraźni, gdy mu była relacja przekazywana.
Śmiałkowie ocknęli się, chociaż nie wiedzieli jeszcze co ich zbudziło. Obejrzeli się dookoła, lecz prócz jednej dziewki ścierającej stoły i trójki innych gości śpiących bliżej szynku nie zauważyli niczego przyciągającego uwagę. Niestety dla nich już po chwili oczy ich niemal wypadły z orbit, gdy do nozdrzy dostał się smród przetrawionych wczorajszych resztek ze stołów i spitych z kufli lub wyjedzonych resztek alkoholu. Smród był ohydny wręcz, a wszelkie drzwi od karczmy i okiennice były właśnie wtedy zamknięte.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-02, 20:45   

Rozpływając się w sennej otchłani nie spodziewał się, w jaki sposób będzie przebudzony. Myślał, że obudzi się, tak samo jak zwykle, powoli odkrywając, że ma coraz większą władzę nad swoim ciałem, tak samo jak coraz bardziej wracała do niego świadomość.
Nie spodziewał się takiego przebudzenia. Po prostu, mógł spodziewać się bandy orków, paradujących po mieście w spódniczkach mini, wyrywających najbardziej dumne szlachcianki, organizujących orgie, których dźwięki by ich zbudziły. Mógł się spodziewać tego, że przygotowania do wojny zostały odwołane, a sam władca Reindorfu przybył do Krone, by przeprosić Maldorf za swą zuchwałość i za to, że byli dla nich zagrożeniem, i wręczyć władcy Maldorfu dokument świadczący o przekazaniu ziem Reindorfskich na rzecz Maldorfu. Mógł to być wielki wieloryb spadający na karczmę. Kula ognia, wyrzucona w ratusz. To mógł być wariat, mażący o tym, by być żółwiem. Ale nie to.
Tym czasem prawda była zupełnie inna. Po długim odpoczynku, jaki wymagany był przez jego ciało, zbudził się poprzez... Zwykłego, głośnego i bardzo śmierdzącego bąka. Był to wytwór o tyle magiczny, że zbudził jedynie jego i Emerald.
Emerald, właśnie. Dziwna ta istota, z którą spędził już dużo czasu. Najpierw razem walczyli u boku drwala, bandyty, który nie miał prawego oka i lewego ucha, albo i na odwrót. Kto by zapamiętał, jak wygląda chuj, któremu chce się obciąć chuja, który cię wyruchał, okradł i zostawił na pastwę losu w środku nikąd? Nikt nie potrzebuje takich rzeczy, jak nic nie znaczące znaki szczególne. Jego lojalność względem drwala skończyła się ranka. takiego samego jak ten. No, może trochę cieplejszego, gdy dotarło do niego, że został okradziony, a sam złodziej dał nogę. Gdyby nie to, że był tak bezgranicznie lojalny, zabiliby sukinsyna wcześniej, gdy Jarogniew to proponował i nie byliby w takiej czarnej dupie, a Emerald nie straciłaby miecza, a cała historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. Chuja tam! Gdyby nie to, Jarogniew nie spieprzyłby do tego zakonu zabójców magów, i nie sprowadziłby na nich tych dwóch rycerzy. Wszystko spierdolili.

Wszyscy.
Kurwa.
I chuj.

Dotarł do niego jebitny zapach. Iście jebitny. Niebotycznie wstrętny i epicko zgniły. Zmarszczył nos, myśląc, że cokolwiek to da, ale zapach nie chciał uciec, bojaźliwie trzęsąc tyłkiem, przed jego straszną miną. Po prostu unosił się dalej przed jego twarzą i wokół jego głowy. Był wszędzie. Otworzył oczy, myśląc, że smród wypali mu oczy.

-Kuurwaa... - Jęknął cicho, podnosząc się z posłania - Karczmarz... Miodu! - dodał już głośniej, czując nagle że zaschło mu w ustach. Trzeba było się wyrwać z tej pieprzonej nory...

Pozostał w pozycji w której opierał się na łokciach i wybitnie sobie ziewał. Mógłby spać dalej, to byłoby wielce przyjemne.

- I weź pan otwórz troche okiennice. Jebie tu...
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Idrin 
Techniczny Mistrz Gry
Manual Anty-vir



Wiek: 35
Dołączył: 11 Lut 2006
Posty: 1093
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-09-02, 22:43   

Od tamtego czasu myślała dużo. Od tamtej sytuacji, właśnie z tym przebrzydłym, zapchlonym, nożycorękim, włochatym pająkiem wielkości sporej przybudówki na okrycie drewna i łopat przed deszczem. Na jej drodze stawało już paru chojraków, niektórzy polegli od razu, niektórzy walczyli aż tak zaciekle, że oboje padali wyczerpani od walki. Silniejszych nie zaczepiała, choć i tak wtedy dostawała ostro po tyłku. Ale jakoś wyżyła, bez większych znamion na ciele. A tym razem... To się nazywa porażka. Emerald nie była zadowolona po każdej przegranej. Uświadamiało ją tylko, że ten drugi jest lepszy od niej... Bolało, ale się trzymała. Może samym tym, że wiedziała, iż w końcu musi być od kogoś lepsza... Natomiast tej porażki nie można zaliczyć do żadnej jej znanej kategorii. To było nowe, jeszcze nie spotykane. Ekscytacja chowała się na widok strachu jaki opanowywał ją, gdy przypominała sobie całe te zajście. Bała się tego, bała się, że zdarzy się podobna sytuacja z której już nie wyjdzie żywo. Prześladowała ją ta myśl za każdym razem gdy czuła na plecach gojące się rany, gdy patrzyła na poszarpaną na plecach zbroje, porwane ubrania. Pocieszające było przynajmniej to, że dziś można by odebrać zamówienia na te rzeczy. Czarne szykowne i wytrzymałe ubranie z czarną peleryną na pewno będzie się prezentować bardzo dobrze. Na dodatek tarcza i w końcu jej ulubiony miecz. Ba, nawet robiony pod jej rękę, wygodny i wyważony. Taki zestaw z pewnością doda Emerald odwagi, której jej ostatnio brakuje. Będzie idealnie na rozprawienie się z~

Ocknęła się w bezruchu. Otworzyła po chwili ociężałe oczy kończąc senne wywody.

~smokami, jaszczurami, pająkami, gryfami, żywiołakami, gdy po tych wszystkich trudach życia będzie można poślubić najpiękniejszą księżniczkę w całym królestwie~

"Jakim królestwie..." Wyrwała senne zamyślenie błyskotliwą myślą "Kurna... Jakie księżniczki..." Odsapnęła głębiej wyrażając swe niezadowolenie na pojawiające się pragnienia prawdziwego rycerza.

Po tym zabiegu świadomości odór siarczystego bąka karczmarza i ogólnego chlewu wdarł się mącąc mimowolne marzenia o pięknych księżniczkach. Naciągnęła ręką swoje posłanie chowając fragment twarzy i przyciskając je do nosa.

"Jakie księżniczki..." Powtarzała w myślach nie mogąc dojść do tego jak one się tam znalazły. Znowu zamknęła oczy zastanawiając się, co by pomogło na tę przypadłość. Wnet zjawił się okrzyk Hansa, który był ciekawą propozycją.

- Mi też! - Wydobyła z siebie głos, który był głęboko stłumiony przez okrycie.

Wydawałoby się to dziwne, że Emerald również chce miodu... Ilekroć był jej wciskany kończyło się bardzo podobnie. Choć może chce czegoś innego na doleczenie małego kaca...
_________________
If it isn't broken, add more features.
Obecny stan Księgi Podstaw, Księgi Zbrojmistrza.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2009-09-03, 00:24   

Dwie ociężałe figury, jak kamienne pionki z szachownicy. Król i Królowa w swej pierwotnej postaci. Hans i Emerald już po przebudzeniu czuli jak ich kości wyją z bólu z powodu niewygodnego spania. Potrwa to tylko chwilę jednak, ból szybko zawsze ustępuje... lub staje się na tyle powszechny, że można się do niego przyzwyczaić. Hans lekko otwierając oczy spojrzał na swą dłoń, na której widział odleżyny spowodowane tym, że pewnie spał na niej. Lepiej mieć je na ręku, niż na czole, chociaż to drugie nie jest tak niebezpieczne, w momencie, gdy trzeba szybko chwycić za swą broń. Pobudki jak to już Bohaterowie wiedzieli nie zawsze są tak miłe, jak te karczemne. Czasami człowiek się budzi w środku piekła, a przebudzenie to dopiero początek koszmarów.

Karczmarz przeciągnął się i ziewnął pokazując swe wszystkie żółte i czarne, przeżarte próchnicą zęby. Ciekawe jak bardzo śmierdziało mu z ust w tym momencie. Ciekawe, kto chciałby to wąchać. Podszedł on do drzwi otwierając je na oścież i to samo robiąc z okiennicami przy oknie frontowym, a następnie przy oknie w kuchni. Zabezpieczył on okna przed zamknięciem za pomocą haczyków, a przy drzwiach położył kamień. Trwało to chwilę nim w karczmie zawitał przeciąg, który wywiał smrody wewnętrzne i dostarczył smród z ulic Krone. Miasto oferowało zapachy życia, a zapach ten był może i gorszym smrodem, niż ten z odbytu karczmarza. Miasta pachnęły zgniłym mięsem i resztkami, które przekładały się warstwami w powietrzu z odorem fekaliów pływających rynsztokami i skupiającymi się w kałużach. Fetor ten był mieszany zapachem potu ludzi i zwierząt zamieszkujących miasto, a następnie przez moc mydła i perfum co bogatszych rozprowadzany przez uśmiech wiatrów. Smród to jednak cena niewielka za możliwość życia za bezpiecznymi murami miasta. Poza tym smród ten chwalić trzeba, gdyż zgodnie z powiedzeniem "powietrze miejskie czyni wolnym". Widać wolność strasznie cuchnie.

Gdy karczmarz sięgał do beczki po miód pitny Emerald mogła przywołać obraz krawcowej u której zamówiła strój dla siebie. Krawcowej, która swą siedzibę miała w szwalni trzy przecznice na zachód od ulicy "Czerwonych Kamienic". Czarne szykowne spodnie, koszula i peleryna. Kilka dni wszak trzeba czekać, nim produkt taki powstanie, ale czas ten i tak wydaje się niewielki w porównaniu z oczekiwaniem na wykonanie czegoś takiego jak miecz, czy naprawienie zbroi. Emerald nie miała szczęście do swego wyposażenie, ale brak szczęścia rekompensowała jak na razie całkiem godziwym zarobkiem, dzięki któremu można było odtworzyć stracone dobra. Pewien zbrojmistrz i kowal - Albrecht "Ciężki Młot", który miał warsztat na ulicy za rynkiem miał pomóc w uzupełnieniu tego braku. Niemiły jegomość słynący z ciężkiej ręki i wysokiego kunsztu miał naprawić zniszczoną zbroję i wykuć miecz długi pod rękę kobiety. Przy otrzymywaniu zlecenia strasznie klął i spluwał w kierunku kobiety, gasząc śliną swą jej jak to określił: "Babskie pierdolone zapędy militarne". Pieniądz jednak nie śmierdzi, no chyba, że jest z Rheindorfu.

Karczmarz zbliżył się do stolika przy którym rozłożył się Hans i Emerald. Położył na nim dwa ociekające kufle z jakimś trunkiem. Wytarty stół od razu został zalany, ale komu miałoby to tutaj przeszkadzać? Gliniane kufle, na drewnianym stole.

- Szyling będzie. - Rzekł karczmarz poprawiając krzesła przy stoliku obok.

Hans już w tym momencie poczuł rosnące ciśnienie w pęcherzu. Od wczoraj zbierał on niechciany mocz w sobie, ale złota tego raczej należy się pozbywać, a nie gromadzić. Będzie musiał pewnie skorzystać z tej sposobności. Chłodne poranne powietrze przelatujące po głowie, uszach i szyi tylko wzmagało chęć oddalenia się na stronę.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-03, 20:14   

Świadomość coraz bardziej wracała do Hansa, a gdy okiennice i drzwi zostały otwarte, całkowicie wróciła do niego. Smród... Czy ten efekt uboczny człowieka będzie mu towarzyszył przez cały czas? Przebywał wśród ludzi, więc smród ludzi będzie mu towarzyszył. Wkurwiało go to. Jego uzależnienie od miodu coraz bardziej dawało się we znaki. Chciał pić. Rzucił szylinga karczmarzowi, i wziął do reki kufel. Wypił parę łyków spokojnie, by smak miodu rozpłynął się po jego gardle.

Gentlemen nie pije przed południem!

Odstawił kufel, kiedy choć trochę nawilżył swe gardło, czyli po paru większych łykach. Wreszcie mógł się napić. Pamiętał, jak wędrowali przez wiele dni, do wieży maga... Wtedy nie miał swojego nektaru bogów... To było złe. Stracił trochę ze swego szczęścia.

Po wypiciu płynów, dotarło do niego, że aby zmieścić ich w siebie więcej, musi się pozbyć starych, które mu aktualnie przeszkadzały. Zgramolił się z posłania, rozcierając odciśniętą dłoń, by przywrócić w niej krążenie. Odlał się w dość kulturalny sposób, do dziury, w którą to zawsze robił, nie było to zbyt ciężkie zadanie, więc stopień trudności powinien być na poziomie banalnym. Ot, wyciągnięcie penisa i odlanie się. Każdy głupi to potrafi.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Idrin 
Techniczny Mistrz Gry
Manual Anty-vir



Wiek: 35
Dołączył: 11 Lut 2006
Posty: 1093
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-09-03, 21:20   

Budząc się myślami o tym, że już zaledwie kilka godzin dzieli ją do uzyskania nowych rzeczy, odciągnęła swoje nakrycie pojedynczym machnięciem ręki wzdłuż ciała. Fakt iż, ponownie będzie dzierżyć w swych rękach dwie, duże, ciężkie i długie rzeczy, podbudował ją na duchu. Chciała wstać, lecz jeszcze mimowolnie zaczęła ziewać szeroko otwierając usta, co po chwili leniwie zakryła zewnętrzną stroną nadgarstka. Ściągnęła z siebie nakrycie już całkowicie. Doprowadziła się powoli do pozycji na wpółleżącej. Rozprostowała szyję po czym wstała. Weszła w swe skórzane buty i jakoś rozpracowała barki. Hans odchodził, więc odpięła trochę porwanej jeszcze koszuli i sprawdziła szmaty zakrywające gojące się rany. Zapinała się rozglądając po karczmie. Podeszła i usiadła na ławie przy stole na którym był kufel Hansa. Chwyciła za rączkę przechyliła trochę i powąchała aby następnie pod uderzającą wonią słodkości wykrzywić twarz.

- ...Wody? ...Piwa? - Krzywiąc się jeszcze wołała w głąb małej karczemki, choć wiadome było, że słowa były skierowane do właściciela owego przybytku.

Nie tknie tego ścierwa, choć nie wiem co. Nienawidziła go, choć wielu ciągnęła ta słodycz. Jej to kojarzyło się tylko z porażką. Za dziecka nigdy nie dostała nic ze słodkości. Nawet jak zdarzyło się tak, że mogla - zawsze przysługiwało to lepszym od niej. Nieustająca frustracja spowodowała, że ten smak odbierała gorzko, z goryczą porównywalną ze smakiem porażki. Wręcz nie wyczuwała różnicy. Smak słodyczy był dla niej porażką. Odepchnęła kufel tak, żeby go nie wywrócić. To, czy wyleje się trochę, czy nie, nie miało znaczenia.

- Ale mało... - Dodała ciszej, jakby w bólach.

Położyła się bokiem na zbitym z nie-wiadomo-czego stole dając odpocząć ranom. Czekała. Może to i na karczmarza, może i na Hansa...
_________________
If it isn't broken, add more features.
Obecny stan Księgi Podstaw, Księgi Zbrojmistrza.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2009-09-08, 04:52   

Hans po przechyleniu kufla poczuł orzeźwiającą moc alkoholu przenikającą ciało. Ten rozkoszny ból brzucha po wybiciu pierwszego łyka alkoholu na pusty żołądek. Dobrze, że ktoś kiedyś wymyślił ten trunek, ponieważ w przeciwnym razie Bohater nie miałby teraz co uznawać za swą największą radość. Uzależnienie to rzecz piękna... Musiał jednak odstawić ten kufel, ponieważ zaiste czuł co musi zrobić. Swoją drogą nie zdziwiło go dlaczego miód został podany w kuflu, a nie w kielichu, jak to nakazywałby zwyczaj. Problem karczmarza polegał widać na tym, że kielichów u niego było brak. Nie brakowało jednak miejsca, gdzie można byłoby się po ludzku odlać. Hans znał to miejsce i mógł iść do niego niemal instynktownie. Ręka wciąż była lekko pozbawiona czucia, posłanie po powstaniu wciąż było ciepłe. Wtem wstała Emerald, która zdążyła się oporządzić troszeczkę. Ślady po ranach wciąż były na jej ciele w postaci blizn, ale już wyleczonych. Nie przejmowała się tym, że padnie z ich powodów w jakiejś potyczce, gdyż już w ogóle nie odczuwała fizycznych z nimi dolegliwości, chociaż ból psychiczny związany z oszpeceniem ciała będzie jej już towarzyszył do ostatniego dla niej dnia. Kobieta ta była wszak urodziwa, chociaż nie musiała zdawać sobie z tego sprawy. Miała w sobie ponad przeciętną urodę, chociaż charyzmą nie grzeszyła przecież. Jej uroda przyciągała, ale zachowanie już nie. Kiedy wzdrygnęła się na widok miodu, karczmarz spojrzał na nią z nieukrywanym zdziwieniem. Przerwał nawet na chwilę przewracanie w dłoni otrzymanego wcześniej szylinga. Chwycił za trzeci już kufel od czasu pobudki i podszedł do beczki, która stała za nim. Otworzył wieczko i zanurzył weń kufel, po tym jak zamieszał nim zawartość beczki. Ruszył wtem w kierunku Bohaterki, aby dostarczyć jej zamówienie. Hans w tym czasie już trzymał swe przyrodzenie poważne gabarytowo. Jaki to dziwny zbieg okoliczności, że zawsze gdy budził się obok Emerald miał zwód, lecz nigdy poranek nie zakończył się przyjemną ejakulacją. Przyjemne było tylko poranne oddawanie moczu, takie jak teraz. W rogu karczmy była beczka z wodą, która przelewała się przez dziurę w ścianie na zewnątrz. Każdy tu lał, w końcu do tego była. Gdy ta przygoda z dotykaniem swego przyrodzenia zakończyła się, Hans obejrzał się na swą towarzyszkę. Gdzieś w pamięci miał obraz tego, jak się pewnej nocy do niej dobierał. Była taka nieśmiała... Właśnie jednak karczmarz doniósł do stolika obok którego byli rozbici kufel z zamówionym przez nią piwem. Trunek o konsystencji budyniu ze stojącą w kuflu pionowo drewnianą łyżką. Karczmarz dołożył ją dopiero wtedy, gdy kufel już stał na starym podrapanym stole.
- W cenie rachunku. - Rzekł odwracając się plecami do Emerald i odchodząc do szynkwasu na którym wcześniej stał. Usiadł na krześle chwilę po tym jak podrapał się po swym zadzie.

* * *


Zza karczmy dobiegły odgłosy koni. Ktoś chyba dojechał tutaj na swym wierzchowcu i właśnie podpinał go do jakiejś belki. Chyba wierzchowców było więcej, gdyż rżały jak najęte. Tak jakby ktoś je o mało co nie zajeździł. Przez otwarte już drzwi do gospody wszedł mężczyzna w butach z ostrogami, bryczesach i kolczudze na torsie. Na plecach miał pelerynę koloru szarej czerni, wyszywaną białą nicią we wzór przypominający gwiazdy. Skórzane rękawice zawieszone przez pasek, tuż obok wystawnej kalety. Po drugiej zaś stronie długi miecz w pochwie. Ktoś kto paraduje z bronią w mieście musi być kimś. Nie każdy zaś ma pozwolenie na posiadanie broni, dlatego większość mądrych się nie afiszuje z faktem jej posiadania. Gdyby nie byli tacy mądrzy, to kat musiałby częściej czyścić swój egzekucyjny topów. Twarz człowieka była zakurzona. Zarośnięty od boków po koniec brody długim na dwa palce włosiem. Szeroki nos z dużymi dziurkami, wyraźnie złamany, bo z grzbietem. Wystające kości policzkowe, blizna przy lewej brwi, równie czarnej jak broda. Opalone czoło, przepocone, poskręcane dłuższe włosy. Człowiek rzucił wpierw spojrzeniem swym przenikliwym na jeszcze niedobudzonych gości karczmy, a następnie zauważył Emerald i Hansa. Cóż on zobaczył patrząc na nich? Zaczął kierować się pewnym krokiem do szynkwasu. Szedł śmiało i szeroko, jak rasowy zawadiaka.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-09-08, 17:43   

Cała historia z dobieraniem się do Emerald... Noce wtedy ciemne były, miód był daleko od niego, wokół las, i tylko oni, leżący pod skórami. A ona tak pięknie spała, tak pięknie wabiła go swym urokiem...
Zamrugał, by nie wracać wspomnieniami do czasów, które już minęły. To było całkiem niedawno... Ulżył pęcherzowi, był zadowolony, bo na ławie czekał na niego kufel miodu. Powrócił więc do niego, będąc świadkiem jak jakiś człowiek wszedł do karczmy.
Mężczyzna nie bojący się pokazać, że ma broń. W tym mieście oznaczało to, że jest kimś znaczącym... Albo kimś głupim.
-Karczmarzu. Jadła! - Krzyknął w stronę szynkwasu, siadając przy stoliku. Łyknął miodu, choć łyknął więcej, niż zamierzał, gdyż niespodziewanie "Przyssał" się do kufla. Rozkoszował się słodkim smakiem trunku, który tak bardzo pomagał mu funkcjonować. Nie potrafił sobie wyobrazić, co by było, gdyby na świecie zabrakło miodu... Nie da się żyć, kurwa!

Wstaję by pić, piję by żyć
Bez picia nie ma życia

To chyba logiczne...

Obserwował uważnie przybysza, opierając się o stół.

-Przydała by się jakaś robota, nie? - Rzucił, w miarę głośno do Emerald - Nudno tu się powoli zaczyna robić.

Gdyby ktoś patrzył w tej chwili na bohatera, zobaczyłby mężczyznę w szarej koszuli, lekko rozpiętej koszuli, o podwiniętych rękawach, lekko odsłaniających nawet nieźle umięśnione ramiona. W dłoni trzymał kufel z trunkiem, zaciskając mocno dłonie, jakby nie chciał tego stracić, bo jest to dla niego rzecz bardzo ważna. Twarz okryta była lekką szczeciną zarostu niezbyt rozwiniętego jak na dwudziesto-cztero letniego mężczyznę. Jego zielone oczy wpatrywały się w dziwnego przybysza, wyczekując na rozwinięcie akcji nieznajomego. Całą głowa pokryta była gęstymi, długimi blond włosami, opadającymi na twarz. Sama sylwetka Hansa nie była mocno rozwinięta, jednakże siedział na swoim miejscu w taki sposób, że widać było od razu, że nie jest zwykłym wieśniakiem. Palce wolnej ręki bębniły o stół wybijając szybki rytm.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
Ostatnio zmieniony przez Ervin 2009-09-30, 20:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Idrin 
Techniczny Mistrz Gry
Manual Anty-vir



Wiek: 35
Dołączył: 11 Lut 2006
Posty: 1093
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-09-08, 21:46   

Nocne igraszki na łonie natury...? Nic z takich rzeczy! Fakt, noc była zimna i trzeba było nocować w szczerym polu. Fakt, Hans zarąbał posłania Emerald sam się w nich układając i nic sobbie nie robiąc z tego, że kobieta będzie koczowała pół nocy na warcie w zimnicy. Faktem było również to, że Emerald nie mając większego wyboru musiała się przykolegować do wspólnego nakrycia i była zmuszona do spania praktycznie w objęciach wyrachowanego cwaniaczka - ale miała to tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Była tak znużona i zmęczona, że było jej wszystko obojętnie. Ba! Nawet sama kuląc się chowała się w objęcia Hansa. Ale co to tam... Zaspanie czasem przypomina sromotne upicie, a wiadomo - z tym bywa różnie. Choć w trakcie snu nie miało miejsca na żadne nagości. Ot, tylko z powodu wiercenia się z małej ilości miejsca, bądź niewygody, czy zimna leżała inaczej niż zasnęła. A koszula odsłaniająca prawie cały brzuch podczas spania? Właściwie nic nowego, ile razy tak się już zdarzyło. Choć taka sytuacja w objęciach Hansa była tylko niezręczna i trochę speszyła kobietę. Nic innego się tam nie działo... Nic... Emerald nie miała nadziei, że tak było. Była o tym święcie przekonana. Choć gdyby było inaczej... Byłoby widać efekty kary nawet do dziś. W najgorszym wypadku interes któregoś z bohaterów zostałby wykluczony z dalszych rozgrywek.

Usiadła wygodniej. A to się oparła o ścianę przylegającą do ławy, podwinęła nogi opierając je o nią i jadła powoli i liniowo małymi łyżkami piwo, czy to usiadła na oklep na opierając się łokciem o blat, jedząc podobnie, czy to może rozpływając swoje ciało jeszcze inaczej. Czy to tak wypada... Bardziej sposób w jaki siedziała przypominał odpoczywanie na kamieniu gdzieś w gęstwinie leśnej, niż pożywianie się jak na kobietę przystało. Chociaż... Kulturą dla Emerald było to, co robiła sama. Przynajmniej w tym nie widziała nic, co mogłoby być odbierane jako nietaktowność.

Wtem wlazł jakiś kafar z bronią na wierzchu do izby. Siedziała bez ruchu i powoli małymi łyżeczkami wiosłowała swoje piwsko. Nie wpatrywała się w niego jakoś ze specjalnej ciekawości. Ot, po prostu zachowywała się jak obserwator, który jest 'gdzieś' obok i dogląda przebiegających.

- Mi też. - Oderwała się od obserwacji zwracając się do Hansa, gdy złożył zamówienie. Po czym wróciła do swojego zajęcia na tyle wciągającego, by na pytanie później jej zadane tylko powoli skinąć głową.

Przybysz natomiast widział kobietę z czarną potarganą z lekka czupryną, ściętą do średniej długości. Twarz miała przyjazną nie było na niej żadnego grymasu niezadowolenia, czy wścibskości. Jej rysy były delikatne, kształtowały sprytnie typową dla Maldorfu urodę. Wraz z domieszką dalekiej południowości, komponowało się w niezbyt częstą mieszankę. W cały ten obraz wpływały głęboko czarne oczy zaznaczone równie mocno brwiami. Usta natomiast znikały za krągłościami przechylonego lekko kufla.

Całość mieściła się w typowym już ciele zakrytym znoszoną koszulę z białego lnu, niektórych miejscach ciemniejszą. Siedząc na ławie z wciągniętymi nogami i rękoma do siebie zasłaniała konkretne objętości klatki piersiowej.

Jej wzrok wisiał na mężczyźnie bez doszukiwania się problemów, czy innego typu zaczepek.
_________________
If it isn't broken, add more features.
Obecny stan Księgi Podstaw, Księgi Zbrojmistrza.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2009-10-04, 16:51   

Karczmarz w pierwszej chwili zdał się być głuchy na Bohaterów zamawiających jadło. Hierarchia wartości jego musiała być bowiem ustawiona tak, że najpierw obsługiwał tych wyglądających na ważniejszych gości, a dopiero później zajmował się wszystkimi innymi. Hans i Emerald nie wyglądali natomiast na osoby majętne lub specjalnie ważne, a przynajmniej to wrażenie można by mieć po spojrzeniu na minę karczmarza i oczy sięgające tylko jednej osoby na razie.

Przybysz doszedł do szynkwasu i oparł się o niego pochylając głowę w kierunku brzydko-zębnego jegomościa po drugiej stronie. Widać było jak niemal teatralnie podnosi na niego wzrok i całkowicie nieteatralnie odzywa się doń.
- Dużo tu pałęta się wojów? - Zapytał szorstkim głosem, lekko zachrypniętym i bardzo stanowczym.
- Nein. Tu tylko lud zwykły biesiaduje, a po ostatniej burdzie krasnoludów, to nawet bardzo zwykłe ludzie tu przychodzą. Kumów mnogo, wojów tu nie widział wielu. - Karczmarz zdawał się być trochę przestraszony, ale nie jąkał się specjalnie i głos mu się nie załamywał. Zapomniał się on chyba jednak z jedną rzeczą - kierował słowa swe prosto w nos rozmówcy. To był błąd. Mężczyzna chwycił arendarza za kark i ściągnął jego głowę do szynkwasu. Słychać było dość wyraźnie, głuche uderzenie skroni karczmarza o szynkwas.
- Nie pluj mi w twarz tym bełkotem dziadu. Masz bardziej rosłym zawadiakom mówić, że w kamienicy z meduzą przy łaźniach jest praca. Jak trafi tam wystarczająco wielu chętnych i godnych zadania, to nie wrócę tutaj, aby sprać ci mordy na kwaśne jabłko. - Człowiek puścił karczmarza i niemal natychmiast znalazł się przy wyjściu z karczmy, co obserwowali wszyscy gości przybytku, którzy już w ciągu tej chwili zdążyli się wybudzić.

Karczmarz potrzebował kilku minut, aby się zebrać. Wymasował sobie głowę i starał się poskładać myśli. Wtedy też przypomniał sobie, że para gości zamówiła jakieś jadło. Podszedł więc z koszem jaj do garnka i po uprzednim rozpuszczeniu tam smalcu ze skwarkami wbił doń 6 jajek. Jajecznica ma to do siebie, że jej przygotowanie jest szybkie i proste. Z tego też powodu po chwili Bohaterowie mogli na swoim stole podziwiać złota jajecznicę z białymi akcentami. Miska z nią ładnie parowała i kusiła zapachem. To było na jednym talerzy, a na drugim 3 kawałki szerokiego chleba.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-10-04, 21:06   

Hans z lekko skwaszoną miną patrzył na całe przedstawienie. Nie chodziło już o to, co się działo przed jego oczami, a o to, że został zignorowany przez karczmarza. Płacił mu, a ten pajac wszedł, i go bezkarnie napierdala, nawet za to nie płacąc.

Nasz klient nasz pan?!

Patrzył się na mężczyznę, który ni z tego ni z owego zaczął walać nieprzygotowanego karczmarza po szynkwasie. Uniósł tylko brwi, lekko zdziwiony takim ignorowaniem wszystkich norm ze strony nieznajomego. Słowa przelatywały mu do umysłu, choć nie zwracał na nie uwagi, zwracając uwagę na ruchy zbrojnego. Mógł być niebezpieczny. Rzucił wzrokiem w stronę plecaka, obok którego, zawinięty w płaszcz leżał jego miecz. Było to raczej uspokajające spojrzenie, niźli nagła decyzja o jego wyciągnięciu. Ciągle rejestrował słowa.

...że w kamienicy z meduzą przy łaźniach jest praca..

Odwrócił się nagle w stronę drzwi, w których zniknął nieznajomy.

-Jaka praca?! - Wrzasnął, ale trochę za późno. Wątpił, by tamten go usłyszał, jednak był to swego rodzaju odruch. Nagła reakcja na zrozumienie słów wypowiedzianych chwilę wcześniej. Zareagował, jakby znajdował się w momencie ich wypowiadania.

Zapamiętał słowa. Łaźnie, kamienica z meduzą. Może się przydać.

-Dolej miodu - powiedział w stronę karczmarza, który podał mu jajecznicę. - Ale tylko trochę.

Trzeba będzie pracować...
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
Idrin 
Techniczny Mistrz Gry
Manual Anty-vir



Wiek: 35
Dołączył: 11 Lut 2006
Posty: 1093
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2009-10-07, 21:43   

Z plecami opartymi o ścianę, kolanami o krawędź bratu, siedząc wpół w powietrzu na ławie, wiosłowała po woli piwną breję. Łyżkę zanurzyła w misce, uniosła nad nią i wsunęła do ust.

W tedy pojawił się okuty w zbroję i uzbrojony zakapior. Z braku też innych zajęć zawiesiła na nim wzrok, który wisiał na nim przez cały czas. Od wejścia, przez kontuar, siłowe rozstrzygnięcie sprawy aż po zniknięcie za drzwiami.

Bohaterka tak skupiła się na nim, że nie zwróciła uwagi na łyżkę, która cały czas była obecna zgryzana między zębami. Odwróciła głowę w kierunku towarzysza. Jej twarz była pełna niemej ekscytacji. Nie mieli w końcu już wiele pieniędzy, musieli znaleźć jakąś pracę. Tutaj? Proszę bardzo! Okazje same się znajdują! Wybałuszone oczy, lekko pochylona szyja. Bez wymiany słów, komunikowała całą sobą, że jest to sytuacja, której w żadnym wypadku nie wolno im przepuścić.

Po chwili spojrzała w kierunku drzwi, którymi omawiany przybytek opuścił nieznany mężczyzna. Był po stokroć lepszy od Emerald. Podziwiała, szanowała a jednocześnie się obawiała. Jednak nie było ważne kto wręcza pieniądze. Była możliwość, trzeba ją wykorzystać.

- Słyszałeś? - Odezwała retorycznie do Hansa stojąc już obok niego, trzymając w całej dłoni drewnianą łyżkę - Musimy się tam pojawić! - Naciskała nieznośnie z dużą ekscytacją.
_________________
If it isn't broken, add more features.
Obecny stan Księgi Podstaw, Księgi Zbrojmistrza.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group