Symfonia leśnych odgłosów rozbrzmiewała jak każdego ranka. Ptactwo ostatnimi dniami zrobiło się wyjątkowo ożywione w tej okolicy. Zapewne zbliżał się dla nich okres godowy. Samce strosząc pióra latały po okolicy szukając życiowych partnerek, którym zaimponować mogli jedynie pięknym śpiewem, lub majestatycznym upierzeniem. Śpiew ten samotnie piękny, w natłoku dźwięków mógł drażnić ucho.
Jolan nie przejmował się tym jednak za bardzo. Przyzwyczajony do panującego gwaru przemierzał właśnie Wielki Las przy jego południowych krańcach. Minęło już kilka dni, odkąd został poszukiwaczem przygód, kilka dni odkąd widział jakąś bratnią duszę, czy spał w wygodnym łóżku. Także kilka dni odkąd jadł jakąś fachowo przyrządzoną potrawę.
Pozostało mu jeszcze kilka jagód z zeszłego wieczora, jednak nie nasyciłyby one z pewnością rosnącego głodu, Nadszedł czas na poszukanie jakiegoś nowego pożywienia.
-Na razie to musi wystarczyć- odrzekł Jolan, biorąc do ust kilka jagód. Niewiele jednak pomogło mu to, w poskromieniu głodu jaki odczuwał. Postanowił wyruszyć w głąb lasu poszukać czegoś co można byłoby przekąsić. Przyspieszył kroku i podśpiewując sobie elfią piosenkę pod nosem, rozglądał się żwawo po okolicy.
Bohater wytężył wzrok w poszukiwaniu czegoś jadalnego i najlepiej sycącego. Przechadzał się lasem jeszcze przez kilka minut, nim wzrok jego padł na krzew z zielonymi jagodami, takimi samymi jak te które dopiero co zjadł. Co dziwniejsze jednak, owy krzak poruszył się na jego oczach. Po chwili zaś jęknął.
To niebywałe zjawisko wyjaśniło się nieco, gdy na ziemi ujrzał Jolan wystającą zza krzewu małą stópkę.
Jolana wmurowało. Stał wpatrując się w krzak z rozwartymi ustami. "Co u licha..." Pomyślał. Był niezwykle ciekawy tego co kryje się za krzakiem. Na wszelki wypadek wyciągnął sztylet i ostrożnie, powoli podszedł do krzaka, ciągle spoglądając na stópkę. Gdy zbliżył się na wystarczającą odległość rozchylił gałęzie.
Wtedy to oczom bohatera ukazało się drobne ciało dziewczynki. Nie była to elfka, należała do ludzkiej rasy. Skórę miała gładką i czystą, długie blond włosy zaś zadbane. Twarz wykrzywiał jej grymas, ręce ułożone miała bezradnie ponad głową. Nosiła na sobie niebieską sukienkę, białe skarpetki i niebieskie, wygodne buciki.
Wyglądało na to, że śpi, ciche jęki i grymas świadczyły o tym, że nie śni się jej nic przyjemnego.
Jolan przez dłuższą chwilę patrzył się na małe ciało dziewczynki. Za chwilę schował sztylet i pochylił się nad dzieckiem. Lekko nim potrząsnął chcąc je obudzić "Hej ty... ocknij że się do cholery!" Dodał nieco zirytowany, potrząsając dziewczynką coraz to mocniej, chcąc aby się za wszelką cenę obudziła.
Dziewczynka pisnęła i otworzyła szeroko oczy po kilku większych "potrząśnięciach".
Błękitne źrenice spoglądały na Jolana wystraszone.
Drżące uta lekko rozchyliły się, najwyraźniej w celu powiedzenia jakiegoś słowa, po czym zamknęły ponownie.
Dziewczynka wyrwała się z uścisku wrzeszcząc głośno.
"Kim jesteś !? Czego ode mnie chcesz !?"
Piskliwy głosik był wyraźnie przestraszony. Dziewczynka jednak wyraźnie starała się wyglądać groźne. Bynajmniej jej to nie wychodziło.
Jolan popatrzył się srogo na dziewczynkę. "Kim ty jesteś, raczej mi powiedz i co robisz w środku lasu" Zawołał Jolan groźnie. Za chwilę się jednak opamiętał. Wiedział dobrze że nie potrafił obchodzić się z dziećmi, jednak chciał pomóc dziewczynce i nie chciał jej przestraszyć. Dodał zatem: "Mam na imię Jolan i jestem Łowcą, który tymczasowo osiedlił się w tym lesie. Powiedz mi kim jesteś i co robisz tu sama?".
Dziewczynka wpierw naburmuszyła się, jednak po ostatnich, przyjaznych słowach Jolana nieco się uspokoiła.
"Jestem Sayla. W lesie sobie spałam." odparła zdawkowo.
Wzrok jej począł błądzić po okolicy, wyglądało to jakby pierwszy raz widziała na oczy otaczający ją krajobraz. Po chwili jednak skupiła krnąbrne spojrzenie z powrotem na elfie, zauważając, że zachowywała się dziwnie.
Jolan nieco się zdziwił... "A gdzie są Twoi rodzice, twój dom?" Zapytał, nie wiedząc jaki to ma cel. Miał jednak Jolan przeczucie, że ta dziewczynka nie jest tu przypadkiem. Możliwe że tak było, a możliwe że był on tak spragniony przygód że uroił sobie tą "nadzwyczajność".
"Rodzice ?" spytała, jakby słowo to było jej zupełnie obce "Nie mam rodziców, nie mam też domu." te słowa wypowiedziała jakby było to coś zupełnie normalnego. Przez chwilę przyglądała się niebu, po czym zerknęła na krzak z jagodami. Wyciągnęła dłoń w ich kierunku, jednak zatrzymała ją tuż przed pierwszym owocem.
"Nie wiesz może czy są jadalne ?" spytała niepewnie
Jagody te, chyba najpowszechniejsze w Wielkim Lesie, a z pewnością bardzo powszechne w tych okolicach znał chyba każdy, kto choć dzień spędził wśród drzew Źródeł Natury. Były jadalne, choć nie najsmaczniejsze.
Jolan spojrzał na jagody, następnie na Saylę "Kim jesteś?" Spytał twardo. Dziewczynka wydała mu się dziwna. Nie mogła być z tych okolic. "Skąd pochodzisz i czego tutaj szukasz?" Spytał Jolan, kucając przy Sayl'i. Przyjrzał się podejrzliwie dziewczynce, zerwał parę jagód i jej podał, dając tym samym znak że są jadalne.
Dziewczynka wyglądała na nieco zmieszaną.
"Jestem Sayla już mówiłam. Pochodzę natomiast...cóż nie wiem dokładnie... Była to taka mała wioska blisko morza. Tam miałam rodzinę, dom..." zmilkła na chwilę zaś oczy jej zwilgotniały
"Jeśli chodzi o to co robię tutaj. Cóż, czy nie wolno mi podróżować ? Nadal jednak nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Czy te jagody są jadalne ? Umieram z głodu..."
"Są jadalne" powiedział Jolan. Nie wiedział co począć z Saylą. To iż takie małe w sumie dziecko podróżuje nie wydało mu się normalne. "No cóż..." rzekł Jolan po chwili milczenia "Muszę iść miło było Cię poznać." Powiedział w kierunku Sayli, po czym odwrócił się i powolnym krokiem ruszył przed siebie, spoglądając jednak raz po raz przez ramię na Saylę, jakby czekając na to iż dziewczynka będzie miała coś jeszcze do powiedzenia.
"Zaczekaj" rzuciła nerwowo dziewczynka gdy Jolan począł odchodzić.
Zagarnęła kilkanaście jagód i ruszyła pędem za nim. Żołądek bohatera przypomniał, że przydałoby się zjeść coś więcej, niż te kilka jagód przed chwilą.
"Czy..." zaczęła niepewnie "Czy nie mogłabym ci towarzyszyć ? Nie znam tych lasów, a nie chciałabym wylądować w jakimś zakazanym miejscu." jej głos i twarz wyglądały niezwykle niewinnie.
"Nie!" Krzyknął stanowczo Jolan, nie zatrzymując się. Przyspieszył jedynie kroku. Za chwilę jednak zatrzymał się i jakby wbrew sobie wyrzekł "No dobra... cholera! nie wiem po co ja to robię, ale możesz przez jakiś czas ze mną podróżować" Powiedział w kierunku Sayl'i ze skrzywionymi ustami. "Lecz jedynie przez krótki czas" Dodał pospiesznie. "A teraz pospiesz się, gdyż trzeba poszukać czegoś sensownego do jedzenia..." odrzekł i wyruszył.
"Dziękuję..." odparła niezbyt przekonująco, dobiegając do elfa. Zerknęła na niego spode łba z nieco naburmuszonym wyrazem twarzy.
Przez następne kilka minut Sayla podjadała sobie urwane jagody, co działało w dość nieprzyjemny sposób na żołądek bohatera.
W końcu bystre oczy Jolana dostrzegły nieopodal drzewko owocowe. Zielone owoce o gruszkowatym kształcie rozsiane były po całej koronie. Niestety najniższy znajdował się na wysokości przynajmniej 3 metrów, zaś wspinanie się na drzewo nie należałoby do najłatwiejszych ze względu na gładki gruby pień. Jolan znał te owoce i wiedział, że są całkiem dobre i soczyste. Na gałęzi drzewa obok, elf ujrzał także gniazdo z ptakiem o beżowym upierzeniu.
Jolan instynktownie chwycił swój łuk, na cięciwę nałożył strzałę. "Odsuń się" nakazał Sayl'i. Naciągnął cięciwę i wycelował w kierunku owocu, znajdującego się najniżej. Jolan z natury był realistą i wiedział że szanse na trafienie są marne. "Nic nie zaszkodzi spróbować" powtarzał sobie w duchu. Skupił się, wycelował i wypuścił strzałę w kierunku owocu.
Sayla posłusznie odsunęła się o parę kroków do tyłu, przyglądając działaniom łowcy.
Zestrzelenie owocu z takiej odległości nie było wcale trudną sztuką, o ile łowcy nie zależało na trafieniu w "ogonek". Grot nie trafił idealnie, jedynie musnął bok owocu. Okazało się to jednak wystarczająco skuteczne. Rozhuśtany owoc po chwili urwał się, opadając na miękkie listowie. Strzała poszybowała gdzieś dalej, wbijając się zapewne w któreś z okolicznych drzew.
"O tu są jeszcze dwie" odparła Sayla schylona nieopodal drzewa. Widocznie owoce przez nią znalezione musiały opaść z drzewa same pewien czas temu.
"Jest jeszcze trzecia ale już trochę przegniła"
Wtedy to nagle Sayla stała się dziwnie odrętwiała. Zastygła w bezruchu, owoc zaś wypuściła z rączki na ziemię.
W oczy wstąpiło przerażenie, usta otworzyły się w niemym krzyku.
Jolan spostrzegł, iż ciało dziewczynki zaczyna okrywać dziwna, czerwonawa poświata. Ciepło wydawało się bić prosto z niej. Ciepło, którego bohater nie mógł zrozumieć, czy skojarzyć z typowym dla ciepła odczuciem. To zdawało się sięgać gdzieś w głąb. Miast na zakończenia nerwowe, oddziaływać na umysł i wnętrze ciała.
Głowa Sayli okręciła się błyskawicznie o 90 stopni, spoglądając prosto na elfa. Na jej twarzy wykwitł uśmiech, oczy zaś posiały gdzieś swe źrenice. Ślepe bielmo mimo wszystko wydawało się spoglądać na bohatera.
Nagle, w ułamku sekundy zaiskrzyły się krwistą czerwienią, bijącą niemal oślepiającym światłem.
Miast ciepła Jolan czuł teraz gorąc. Temperatura zdawała się nieubłaganie, w zastraszającym tempie rosnąć. Elf wydał z siebie wrzask, który jednak ugrzązł w gardle pośród wrzącej śliny. Oczy jego zczarniały, kończyny wyprostowały się, krew zawrzała topiąc organy wewnętrzne. Ciało bohatera powoli zmieniało się we wrzącą paćkę, rozlewającą się pośród fauny leśnej.
Dziewczynka z szerokim uśmiechem na ustach obserwowała to makabryczne wydarzenie, gdy zaś nie było już na co patrzeć, odwróciła się i pobiegła wgłąb lasu.
Wszystko wokół zdawało się więdnąć i marszczyć niczym od żaru.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum