Wysłany: 2006-02-24, 21:56 Jeden Tydzień (Kroniki Infernusa - Wprowadzenie)
Los zawsze wygrywa. Gdy bogowie grają w szachy i nikt się nie orientuje - dopóki nie jest za późno - że przez cały czas Los miał dwie królowe.
Los wygrywa. Cokolwiek sie zdarzy musi być zrządzeniem losu.
Tak i tym razem Los wybrał pewnego Jora.
Siedział w swojej siedzibie, praktycznie nie widocznej, nie istniejącej, a jednak w niej siedział i obracał leniwie kulkę na palcu ... kulka zmieniała kolru raz była biała, innym razem czerwona do złosći, jeszcze innym razem promieniowała radością.
Los prychnął i rzucił kulkę w kąt. Jego oczy, a oczy losu to tylko białe kropki w czarnym tle, wpatrywały się teraz na ziemię...
***
Jor Infernus właśnie zajmował się codzienną pracą. W mieście panował duży ruch. Duży ruch uśmiechnął się lekko szczuroczłek. Jeden z jego sprzymierzeńców. Infernus cieszył się z „uczciwie ukradniętych pieniędzy” pieniędzy zmierzał w kierunku tawerny, bez której dzień uznałby za zmarnowany.
Dzień był zaiste wspaniały, słońce oświetlało całe miasto na bagnach, a żadne drzewa nie zakrywały strumieni światła.
Jor szedł kierunku gospody, aż w końcu ukazała się skrzypiąca tabliczka na murze domu … Wiatr lekko ją huśtał to w lewo to w prawo, zawiasy zaś cicho protestowały. Drzwi były stare, ale ciągle w doskonałym stanie.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Infernus wszedł do środka i obejrzał wszystkich siedzących w środku jakby szukał zwady. W końcu podszedł do lady i powiedział
- Piwo!! - na ladzie wylądowały świeżo zrabowane monety...
Karczmarz, jor o wytartym brązowym futrze uśmiechnął się krzywo, jednak pozytywnie.
- Widzę że dzisiaj niezły łup hę? - spytał po czym podał piwo i zaczął wycierać szmatką ladę. Przez pewną w karczmie dało się słyszeć tylko dźwięk wycierania. Po chwli zaś gospodarz zaczął się rozglądac po bokach po czym pochylił się do przodu i powiedział szeptem
- słuchaj Inferno, szykuję się niezył interes ...
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Dobra gadaj... - w beznamiętnym zazwyczaj głośnie Infernusa czuc było nutke podekscytowania - wyjdźmy na zaplecze, będzie bezpieczniej... - Jor nie czekając na zaproszenie przeskoczył przez lade...
- Nie mogę tak zostawić karczmy - powiedział kumpel Infernusa - Przyjdź przed zakmnięciem to powiem o co chodzi ... Nie planuj żadnych łupów ani panienek na tą noc, bo to srpawa wielkiej wagi ... - dodał całkiem poważnym, surowym tone, jakim mówi ojciec do syna przestrzegając go.
Do owego zamknięcia były jeszcze dwie godziny, noc powoli zawitała na niebie wraz z księżycem. Był teraz on w fazie zwanej rogami Yora ...
Skoro była to zaiste tak ważna sprawa jak mówił Demythus, karczmarz to przydaliby się przyajciele ... Infernus posiadał paru. W zawodzie złodzieja przyjaciel to naprawdę cenna rzecz. To nie to samo co znajomość ... Jor wiedział ze znajdzie przyjaciół w innej dzielnicy i zdaży jeszcze p onich przyjśc przed zakmnięciem gospody ... nie był jednak do konca pewny czy warto zawracać im głowę, a może czy narpawdę chce ich zabierać ...
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
"Gunnar" - pomyślał Jor. Tak to był jeden z jego najlepszych przyjaciół. Stoczyli nie jedną walkę i nie jeden raz byli w tarapatach, w beznadziejnych sytuacjach. Infernus wspomniał nie tak odległe czasy, jednakże na tyle odległe że nie mogły wrócić. "Kolejna przygoda?" - zadawał w głębi duszy pytanie ...
Gunnar był jorem, jednak posiadał dziwny dar od Yora, a mianowicie rogi ... On traktował to jednak raczej jako zaletę. Gunnar, prostoduszny i rpzepełniony opytmistą wojownik, tak teraz by mu się przydał.
Infernus ruszył w głąb dzielnicy mijajac drewniane chaty. W końcu poznał jeden z budynków. Nie wgylądał na specjlanie zadbany, jednakze nie można było narzekać na niechlujnosc właściciela. Domek był mały, za dworze zaś, przy jednym z murków dało się dostrzec znaną postać w rogach siedziacą na drewnainej ławeczce i ostrząca małym mysliwskim nożem kawałek gałęzi ...
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Gunnar podniósł głowę i ukazała się jorowi przyjazna, uśmiechnięta i pogodna twarz. Miał on uważane za szlachetne wśród jorów białe futro, jednakze miał on wiele blizn, na twarzy i ramionach.
- witaj przyjacielu ! - niemal wykrzyczał. - co ciebie sprowadza do moich włości? czeka czekaj ... robota mówisz - uśmiechnął sie wyszczerzając zęby - Mam rozumieć, że potrzebujesz mojego miecza?
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Gdy Infernus zaczął krzyczeć, pare jorów z ulicy poczęło patrzeć się na dom wojownika, jednakże po chwili odeszli w swoje strony
"Spokojnie, spokojnie zdążymy kompanie" - odpowiedział Gunnar ukazując swoje żółte zęby. No tak kto jak kto ale Gunnar posiadał zimną krew, ciezko tez było go rozłościć, być moze to właśnie to czyniło go niemalże nie pokonanym wojownikiem.
Teraz gdy noc spowiła już swoim czarnym prześcieradłem niebo dwie sylwetki, jedna dośc wątła, zwinna i mała, druga zaś lekko wyrosnieta z mieczem przy boku, biegły w kierunku karczmy. Odgłosy nocy dało się już słyszeć ( a były to odgłosy rodzaju "Oddawaj pieniądze szubrawco! Aaargghh!")
Para przyjaciół była już w karczmię. Gdy weszli do środka czekał tam na nich Demythus stukając nerwowo palcami o blat stołu, drugą ręką zaś opierając się o głowę. Nie zauważył ich wejscia, gdyż wpatrywał sie ciągle w obraz wiszący na ścianie.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
-Przepraszam, że się spóźniłem, organizowałem wsparcie - powiedział już całkiem spokojny Infernus - mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko? - Tu twarz szczuroczłeka wyglądała lekko zawadiacko - A teraz, o co chodzi z tym zadaniem... - zapytał i wzrokiem zaczął szukac zostawionego tu wcześniej piwa...
- Tak istotne masz rację kompanie - powiedział karczmarz uśmiechnając się z goryczą po czym ciągnął dalej - Niejaki jor szlachcic Valor ma na nas dowody. Wiemy, że w tej chwili przebywa na terenach ludzi i zmierza na Tellus d' Jor do stolicy aby nas wpakować ... zdaję się że kiedyś coś mu ukradliśmy ...
W tej chwili w karczmie wybił zegar rozmywając ciszę, która trwała po wypowiedzi Demyhtusa Wskazywał godzinę 24. Zegar ciągle bił, a karczmarz dodał
- Od tej pory mamy 7 dni na powstrzymanie go. Tyle zajmie mu podróż ...
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- ekhm wiemy że znajduje się nieopodal stolicy, w pewnej willi. Jutro pewnie wyjedzie stamtąd izacznie zmeirzać do nas. Po drodze jednak musi wziąść jeszcze dowody, które ma w innymi mieście, nie qwiem do kona w ktroym i musi jeszcze wziąść swiadków ... - odrzekł jor - to jak panowie idziemy się przespać i jutro pogoń bądź ucieczka?
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Los usiadł na krześle i wpatrywał sie w toczącą kulkę ... Po chwili oparł ręce na stole, którego wcześniej nie było i złożył ręce jak modlitwy a następnie je otowrzył. Powstała szachownica. Zaczeły pojawiać się pionki. Los zmrużył swoje czarne oczy po czym wpadł w szaleńczy śmiech
***
Gdy Infernus obudził się noc już została wywiana, jednak niebo było smutnoi szarobiale, tak, ze nawet słońca nei dało sie dostrzec. Zauważył, że Gunnar już się kończył przygotwywać, zakładał w tej chwili swoje ćwiekowane rekawice i je naciągnął na ręke
- widzę, że śpiąca królewna się obudziła - powiedział, po czym zarechotał i klepnął w ramię przyajciela - zbieraj się - dodał po chwili
Po tych słowach Gunnar wyszedł z pokoju, Infernus słyszał skrzypiącą do tego podłogę. Demythus prawdopodbnie tez już był gotowy ...
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Szczuroczłek powoli zwlekł się z łóżka i wbił swój wzrok w okno... Nie śpieszyło mu się... Infernus zawsze miał czas... Podniósł się i zaczął grzebac w swoim kufrze... Wyjął zbroje, rękawice oraz swoje ostrza w lnianym pokrowcu... Odwrócił się w strone drzwi i spokojnym krokiem ruszył schodami na dół w dłoni trzymając swoje ostrza...
Gunnar przypatrywal im się pochylajac głowę. Był chyab dwa razy większy od nich, wysokością przypminał człowieka, muskuły zaś miał demona. Był dobrym wojownikiem.
Demythus wyjął mapę i przesuwał palcem po niej szukając czegoś
- Jest - powiedizał cicho po czym powiedział już na głos - Hmm zdaję się, że będzie to jakieś 2 dni drogi. zostawiłem już kolege, zeby pilnował karczmy, więc możemy ruszać. O prowiant się nei martwcie, wziąłem co nieco z spiżarni. No to jak idziemy? - spytał w końcu
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum