TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Pythonius
2008-11-10, 23:05
Dandys i szałaput
Autor Wiadomość
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-21, 01:57   Dandys i szałaput

Był 28 Annum roku 1510, no a właściwie dzień dopiero się zaczynał. Tak, dzień się zaczynał. W sumie to zaczął się jakieś 9 godzin temu, ale niewielu zauważyło ten bardzo krótki moment, gdy kartki kalendarza przeskoczyły z 27ego na 28my. Może powodem tego, był ten jakże istotny fakt, że większość o których będzie mowa, była tak świńsko narąbanych, że nie zauważyłaby, jakby do kolejnego toastu doleciał smok i zaczął żaglować krowami w iście kuglarskim stylu. Chociaż z drugiej strony, ktoś mógłby zwrócić na niego uwagę i zaczepić go miłym słowem, że za spóźnienie musi wypić jakże słodko nazwane ,,kolejki spóźnialskie". Smoki jednak są znane z tego, że mają trochę intelektu w swych gadzich głowach i nie piją byle czego. No, ale nie każdy wszak jest smokiem, a już na pewno Yaspir nim nie jest, chociaż ostatnio mógłby kilka razy przysiądź, że ma w sobie coś smoczego. Teraz zaś nad okrutnie chłodnym rankiem, gdy ospale otwierał oczy, miał jedynie smoczy oddech i na tym podobieństwa się w sumie kończą.
Tak słodko wonne siano, nasiąknięte intensywnym zapachem potu i rzygowin i ta stęchła szopa. Bohater tej opowieści już kilka razy budził się w podobnych miejscach i tak się składało, że miewał wtedy podobny ból głowy przebitej skołowanymi myślami i katzenjammerem. Gdy pierwszy raz tego dnia podnosił głowę, miał iście błazeński wyraz twarzy. Gdyby ktoś na niego wtedy spojrzał, mógłby dostać rozwolnienia od bólu brzucha, ale to dopiero po tym jakby się przestał śmiać. Tak, mina ta nie była portretowa. Można było z niej wyczytać kilka bardzo istotnych pytań, jak: ,,Gdzie ja cholera jestem?" i ,,Czy ta blondynka, była na pewno kobietą?" Yaspir pamiętał w sumie tyle, że ostatniej nocy dostał się do jakiejś speluny na odludziu i ktoś stawiał kolejne kolejki ,,mózgojebnego trunku" jak to ktoś bardziej przytomny określił. Bywa tak jednak, że na peryferiach nie ma zbyt wielu renomowanych alkoholi, więc trzeba się zadowalać samogonami. Nie każdy umie przedestylować ziemniaka tak, aby następnego dnia nie czuć jego bulwy pod czołem. No, a na pewno właściciel tego szynku, do którego śmiałek wczoraj zawitał, jeszcze nie poznał tej sztuki.
Morian leżał teraz na stercie siana, w śmierdzącej szopie, czy stodole. Nie była ona co prawda mała, ale duża także nie była. A skoro nie była taka i taka, to znaczy, że była średnia, czyli nijaka. Po lewej jakieś niedbale położone narzędzia polne, po prawej drewniana przegroda, a za nią dwie muczące krowy, chyba kilka świń, gdzieś poniżej zasięgu wzroku. Wyżej jakieś piętro, do którego prowadziła drabina, teraz przełamana na pół i leżąca przy przegrodzie. Na wprost zaś od Bohatera i kupy siana, na którym się wylegiwał były zamknięte wrota. Deski nie były zbyt równo zbite i między nimi przebijały się promienie słońca, które atakując oczy Poszukiwacza Przygód, zdawały się być jak wredne chochliki. Stodoła ogólnie była zrobiona z drewna, dość niedbale pozbijanego. Kamienne miała jedynie fundamenty, które wystawały na jakieś 30 - 40 cm, ponad poziom ziemi.
Tak wyglądało przebudzenie Bohatera i zaiste mogłoby trwać ono jeszcze długo i długo, gdyby nie jedna rzecz, a właściwie dwie rzeczy. Pierwszą był fakt, że Yaspirowi bardzo chciało się opróżnić swój pęcherz, który zdawał się być napęczniały jak dmuchana przez szklarza bańka, formująca się w butelkę pod drogi trunek. Różnica była jednak taka, że o ile szklarz pracował na pustym naczyniu, o tyle Morian miał do czynienia z naczyniem pełnym. Drugim natomiast istotnym faktem utrudniającym dalsze wylegiwanie się na słomie był...
- Ej kurwa, leżysz mi na mordzie.
Mężczyzna, który zagrzebany w sianie czuł na sobie ciężar Bohatera i nie martwił się nadto używaniem wulgarnych słów, aby wyrazić w tym swoje niezadowolenie.
- Jeżeli teraz pierdniesz, to cię chyba zabiję.
 
 
     
taki sobie nikt 
Nowicjusz
Niespokojny duch.



Dołączył: 28 Wrz 2008
Posty: 3
Skąd: Świat bez zmartwień.
Wysłany: 2008-10-21, 19:02   

Pierwsza, uporządkowana myśl:
- Ta blondynka to jednak był facet?

...

Każdy ma w życiu takie chwile, gdy jedyne, co może wybełkotać to proste w wymowie, acz ogromnie złożone w przesłaniu: "kurwa". Yaspir miał taki bałagan w głowie, że wśród tych rupieci, znanych dawniej jako jego myśli, odnaleźć mógł tylko tą mądrość pokoleń. Zaczął ją wypowiadać szeptem, za każdym razem podnosząc głos o pół tonu, by w końcu huknąć na całą stodołę:
- Kuuuurwaaaaa!
Chciał już to ubarwić jakimś zgrabnym epitetem, ale ból, który sieknął go w potylicę i rozszedł się po czaszce był tak potężny, że jęknął piskliwie, przymknął oczy i - nadwyrężając przy tym własną wolę - ledwo, co ułożył dłoń na czole. Nie wiedział już sam, co było gorsze - ból głowy, luki w pamięci, szykujący się do wybuchu pęcherz, czy myśl przelotnego zadomowienia się w jego tyłku czyjegoś pryncia. Przegramolił się na bok, czekając aż spod stogu wyłoni się osobistość nie gustująca w czyiś pierdach.
_________________
– Ta droga sama każe ci iść coraz dalej.
– No i dobrze. Trzeba być konsekwentnym.
– Ale... ty chcesz zmienić dosłownie wszystko.
– No i co z tego?
– Kim jesteś, żeby o tym decydować?
– Nikim. Ale teraz cały wielki świat będzie musiał liczyć się z nikim.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-23, 23:20   

Ze stogu siana dość gwałtownie wyłoniła się jakaś paskudna morda. Gdy tylko Bohater na nią spojrzał od razu poczuł skurcze w żołądku i chęć zwymiotowania. Gdyby wtedy zwymiotował, to pewnie wczorajsza kolacja wylądowałaby na głowie brzydkiego jegomościa. Nie jest jednak powiedziane, że wtedy wyglądałby on gorzej niż teraz. W sumie niewiele rzeczy mogłoby mu zaszkodzić, chociaż...
Z siana wygramolił się on dość powoli, a gdy był on już dobrze widoczny, Yaspir uspokoił się i odetchnął z ulgą. Nawet w najgorszej alkoholowej fazie, nie byłby zdolny do tego, aby zdobyć się na kontakty intymne z czymś takim. Wtedy też pojawił się na jego twarzy drobny uśmiech. Był uzasadniony.
- O rzesz w mordę. - Powiedział typ patrząc na Człowieka. - Chyba nie było ze mną tak źle, aby stać się na jedną noc pedałem. To byłoby straszne. Hm... nie, to niemożliwe, nie w moim przypadku.
Bohater widział obok siebie istotę o blond włosach. Był to krasnolud, bardzo szeroki, gruby i niski. Jego broda była związana z warkocz i miała taki sam kolor jak jego włosy. Szaro-niebieskie oczy i niechlujny strój podróżnika na sobie. Wysokie buty, sakwy przy pasie, zbroja na torsie. Z siana wyciągnął on jeszcze topór i butelkę jakiegoś mętnego trunku, który choć zakorkowany zdawał się razić nozdrza.
- Już nigdy w życiu. - Powiedział krasnolud i wziął głęboki oddech. - No, a chociażby do wieczora. - Dodał po chwili. - Kim ty jesteś? - Zapytał patrząc nagle na Bohatera. - Albo nie odpowiadaj. - Rzekł to uderzając swym toporem w czoło Bohatera. Wtem Śmiałek poczuł dotkliwy ból. Obraz widziany oczyma jakby się trochę rozmazał i rozleciał na dwie strony. Twarz krasnoluda była zbrukana krwią, a Bohater tej krótkiej opowieści martwy.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group