Wysłany: 2008-06-17, 20:37 Rodziny się nie wybiera
Rodziny się nie wybiera Kroniki Gori Lilai Kyo oraz Seel Dracana - Wprowadzenia
"Czyż jest w życiu coś wspanialszego od ciepła rodzinnego...od wizyty w domu, gdzie starawa matula wita nas niemal zalewającą miłością, gdzie starawy ojczulek skinie nam głową z uśmiechem, w głębi serca weseląc się bardziej niźli witający swego pana zgłodniały pies. Czy powrót do kochającej żony i stęsknionych dzieci nie jest najwspanialszym uczuciem na tym nędznym padole ?"
Lerial 'Struna' Garailieth - bard z Broln. Po odkryciu notorycznych zdrad swej żony, zakończył żywot na gałęzi drzewa ze sznurem u szyi.
Gog. Zadziwiająca jest to rasa. Jedni twierdzą iż są to niechciane, demoniczne pomioty, które za słabe by przeżyć w Otchłani osiedliły się w Sorii. Inni twierdzą iż za dawnych lat, wywiązał się kult ludzi, czczących demony. Ponoć ludzkie kobiety tylko z nimi spółkowały, zaś ich święte prawo zakazywało płodzić dzieci o czystej ludzkiej krwi, bez demonicznej domieszki. Jeszcze inni uważają gogi za zwykłe wybryki natury, które z demonami mają tyle wspólnego co krowie łajno z tortem. Jedno i drugie jest miękkie i delikatne w dotyku, różnica jest jednak wyczuwalna.
Gdzie szukać prawdy ? Zapewne gdzieś pośrodku.
Zdarza się czasem, choć nie jest to powszechnie znana informacja, iż jakiś demon, zawezwany na plan materialny, uwolni się spod kontroli nieudolnego maga o dużych ambicjach. Istota taka zazwyczaj nie udaje się wtedy na spacerek na łonie natury, a stara się wykorzystać owy obrót sytuacji na swoją korzyść. Czasem także, niczym prawdziwy facet, owy demon potrafi mieć chcicę. Gdy zaś na drodze swej napotka piękną srebrną elfkę o ponętnych kształtach, nie zastanawia się dwa razy. Demony zazwyczaj nie mają zasad moralnych, toteż nie ukłonią się przed powabną elfką i nie spytają grzecznie "Czy da się Pani przelecieć ?". Bynajmniej. Demon przechodzi od razu do sedna.
Zdarzają się takie sytuacje a i owszem. Co gorsza, owe demoniczno-śmiertelne koligacje tworzą zazwyczaj płodne potomstwo. Jak więc inaczej nazwać takie potomstwo jak nie Gogiem ?
Gori....Lilay....Kyo. Imię nadane. Imiona wzięte na przekór wszystkiemu. Imiona niosące za sobą krew i śmierć. Przypominające ich nosicielce jakich czynów się dopuściła i jakie jest jej powołanie, jaki cel życiowy.
Cel ten z pewnością nie jest prosty do zrealizowania gdy przebywa się w lesie pełnym Srebrnych Elfów, które pomimo niejakiej tolerancji raczej nie przyjmują z uśmiechem topora lecącego w ich stronę. Nie...Gori doskonale zdawała sobie sprawę, że siedzenie w Księżycowym Lesie i zabijanie każdego elfa jakiego napotka nie może skończyć się dla niej dobrze. Pierwszego, drugiego, może i trzeciego da radę rozharatać, czwarty jednak z obstawą 10 magów po prostu zmiecie ją z powierzchni ziemi jednym pstryknięciem.
Dlatego opuściła te krainy. Poprzysięgła wrócić tam kiedyś. Może z armią, może z kompanami, może po prostu gdy nabierze dostatecznie wiele doświadczenia, by nie zginąć od jednego zaklęcia. Któż to wie poza nią samą.
Niemniej jednak teraz kierowała się na południe. W sumie był to kierunek raczej losowy, bohaterka nie znała bowiem najlepiej świata Sorii. Wiedziała jeno, że chce opuścić nieprzyjazne tereny jej matki. Sama musiała dopiero zdecydować o swych celach o dążeniach.
Las zostawiła już daleko w tyle. Teraz witała ją równina. Trawiasty step z nielicznymi drzewami, wzgórzami i skalistymi formacjami. Śnieg zaczynał powoli znikać, temperatura zaś dziwnie rosnąć. W księżycowych lasach, gdzie panuje wieczna zima, Gori nie miała dotychczas okazji odczuć temperatury tak wysokiej jak teraz. Choć było to jeno kilkanaście stopni powyżej zera, Gori już zaczynała się owa zmiana podobać. Zupełnie jak gdyby odżywała, jak gdyby całe swe dotychczasowe życie spędziła w warunkach kompletnie dla niej niewłaściwych. Zaiste, dziwne.
Powoli zbliżał się wieczór, zaś dzielna wojowniczka zaczynała już odczuwać znużenie i zmęczenie podróżą. Jej wzrok powoli zaczynał w okolicy szukać czegoś więcej niż interesujących, nie widzianych dotychczas widoków. Teraz poszukiwał schronienia, miejsca na nocleg.
Godzinę później, gdy słońce schować zdążyło się już za horyzontem i jeno czerwona łuna zdradzała jego niedawną obecność, Gori ujrzała coś, co mogło nadawać się na nocleg wprost idealnie. Skalista formacja o sporej powierzchni i strukturze niemal idealnej do skrycia się przed wzrokiem ewentualnych drapieżców.
Jednak coś więcej w owym lokum zwróciło uwagę dziewczyny. Niewielka łuna unosząca się spomiędzy skał. Czyżby ognisko ?
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-07-10, 11:27, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-06-18, 22:14
Po kilku groźniejszych starciach poza wioską, gdy już zobaczyła, że nie każdy srebrny elf jest zagorzałym hodowcą roślin strączkowych, którego to jedyną „bronią” była haczka czy worek torfu, postanowiła jak najszybciej zdobyć doświadczenie niezbędne do walki przeciwko potencjalnym oponentom, ewentualnie zebrać jakichś kompanów. W myślach już snuła „Zbiorę inne gogi i razem zabijemy wszyyyyyystkie te złe srebrne elfy i demony! Będę prawie jak paladyn!”
...
Gori naprawdę nie była zbyt inteligentna...
Tak czy owak, nieświadomie skierowała się na południe (określić kierunku nie umiała, więc w zasadzie można powiedzieć, że „szła, gdzie ją nogi poniosą”). Dawno temu przekroczyła granice księżycowych lasów. Czuła się świetnie. Wyraźnie odczuwała, że ma na to wpływ powoli rosnąca temperatura.
Ciekawie rozglądała się po równinie pokrytej roślinnością stepową. Kilka drzew majaczyło na mieniącym się o tej porze dnia delikatną czerwienią horyzoncie. Nigdy dotąd nie widziała czegoś tak... hmm... innego. Do tej pory tylko drzewa, las, drzewa, drzewa, las, drzewa... „O szlag. Ale tu dziwnie...” pomyślała. Nigdy nie zastanawiała się nad przeszkodami. Wręcz traktowała je jako pewna rozrywkę, co zdecydowanie wpłynęło na to, jaki cel obrała sobie w życiu.
Coraz częściej uwagę goszki zaczynały przykuwać różnorodne skały, wystające ponad trawą. Była zmęczona, topór ciążył jej coraz bardziej i chętnie zatrzymałaby się gdzieś, by wreszcie spokojnie się posilić. Nie chciała nocować na odkrytym terenie, gdyż ta odrobina wiedzy, którą posiadała, mówiła jej, że nie jest to najlepszy pomysł... Szukała dość długo, ale jak zwykle pogodnie podeszła do danej sytuacji. - Co cię nie zabije, to cię wzmocni – rzekła cicho sama do siebie, przygotowując się na ewentualny nocleg bez schronienia. „Jak mnie zabiją to po co mi się wzmacniać...?”, pomyślała naiwnie jak na zagubioną sierotkę przystało. Po niedługim czasie, gdy miała już zatrzymać się na noc pod najbliższym drzewem, dostrzegła skalną formację, która wydawała się z tej odległości idealnie nadawać na schronienie.
Podeszła na tyle blisko, by zauważyć, że to lokum – jak jej się wydało – było już zajęte. „Ognisko...” było to coś pomiędzy stwierdzeniem, a pytaniem zadanym samej sobie. Podeszła zaciekawiona jeszcze bliżej. Zacisnęła ręce mocniej na swojej broni i uśmiechnęła się ciepło zarazem. „I tak kiedyś zginę” przeszło jej przez myśl już mniej naiwne stwierdzenie.
Sama formacja nie przypominała raczej stałego siedziska. Bliżej jej było do idealnego miejsca na obóz wędrowny, czy zwykłe schronienie dla strudzonego wędrówką podróżnika.
Obszar objęty wyłaniającymi się z ziemi skałami miał na oko szerokość około 20 metrów. Gori nie była w stanie stwierdzić jak daleko wzdłuż się ciągną, musiałaby bowiem zajść je od drugiej strony. Coś jednak, może kobieca intuicja, podpowiadało bohaterce, iż formacja raczej nie jest dłuższa jak szersza. Wysokość samych kamulców, wahała się od połowy metra, do metrów pięciu, zaś ich ułożenie w centrum skutecznie uniemożliwiało zerknięcie na źródło światła, bez bliższego podejścia.
Nierozłączny topór goszki, był już przygotowany do wszelkich działań, które mogły za chwilę nastąpić. W owe działania wliczało się w głównej mierze siekanie, ciachanie i jeszcze raz siekanie, toteż bohaterka nie musiała zbyt wiele planować.
10 metrów...Pełne skupienie...pot wstępujący na dłonie, powodujący, iż chwyt stawał się nieco mniej pewny,.
8 metrów...za chwile możliwe będzie wyjrzenie za najbliższy kamulec i dojrzenie tego co obecnie nadal pozostawało dla Gori ukryte.
5 metrów...do uszu goszki dotarł odgłos skwierczącego ogniska, zaś do jej nozdrzy smakowity zapach pieczeni.
4 metry...nagły szelest ubrania, jakieś ruchy dochodzące zza skały
3 metry...
Topór mało co nie wyślizgnął się spoconych dłoni. Serce podskoczyło niemal do samego gardła, gdzie pozostawało jeszcze przez chwilę.
"Kehr'ghara valgabru ser'shlej."
Rozległ się cichy wyraźnie zirytowany i nieco piskliwy głos. Niewątpliwie był męski, brzmiał jednak...inaczej niż cokolwiek co dotychczas słyszała Gori. Nie brzmiał jak elf, nie brzmiał nawet jak człowiek czy ork. Język, którym się posługiwał także nie był bohaterce znany.
Ponownie rozległ się pisk, tym razem był on jednak dźwięczny i melodyjny. Ton zmieniał się kilka raz, tworząc całkiem przyjemną dla ucha melodię.
Gori w końcu przemogła osłupienie, ruszając dalej w stronę dwumetrowej skały połączonej z innymi o podobnej wysokości. Sunąc przy ścianie dotarła do naturalnych stopni, które bez przeszkód pozwoliły znaleźć się na odpowiedniej wysokości, by wejrzeć do centrum formacji.
Zgodnie z oczekiwaniami było tam ognisko, przy nim zaś dwa pieczone na kijach zamocowanych na ułożonych koło ogniska kamieniach stworzonka. Wyglądały na jakieś małe gryzonie pokroju królików.
Przy ognisku, tuż obok przygotowanego z koca posłania siedziała mała humanoidalna istota. Włochate palce co chwila unosiły się i opadały, generując coraz to kolejne tony wesołej melodii.
Podłużny pysk, sporawe, choć obecnie przymknięte oczy, ogon i skoczne łapy. Bohaterka słyszała o tych istotach, nie miała jednak jeszcze okazji jednej spotkać. Jor w całej okazałości siedział do niej bokiem, zaś wszystko wskazywało na to, iż był całkowicie sam.
Nie licząc niewielkiego sztyleciku, sterczącego u pasa. Tak drobna broń wywoływała jednak w bohaterce jedynie wesołość.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-06-20, 18:37
Gori najwidoczniej podeszła trochę zbyt blisko. Aż podskoczyła, zaskoczona dziwnym dźwiękiem. Ledwie powstrzymała się przed uciszeniem jego źródła toporem, jednak jakimś cudem jej się to udało. "Niechby i pięciometrowe demoniszcze wyskoczyło spod ziemi, tylko niech to już, cholera, przestanie piszczec...!" pomyślała z irytacją. Jednak ani nie zaatakowała, ani nie uciekła. Co to, to nie. Zbyt była ciekawska na to.
Nie wsłuchiwała się w dziwne słowa nieznajomego, gdyż nie rozumiała słów. Spójżmy prawdzie w oczy - była na to zbyt głupia.
Podeszła bliżej. Najciszej jak się dało, przylegając do ściany, postarała się dotrzec do źródła dźwięku. Teraz z kolei całkiem ładnej, dośc dźwięcznej melodii. W pierwszej chwili poczuła małe zdziwienie, choc w zasadzie spodziewała się jakiejś dziwnej istoty. Była dziwnie znajoma. "Szczur...??? Zaraz, zaraz... Toż to jor! Prawdziwy, żywy jor!" Na jej twarzy wykwitł szczery uśmiech. Gdy mieszkała w wiosce w Księżycowym Lesie, nawet nie marzyła o tym, że kiedykolwiek zobaczy jora. Jej zapomnianej przez bogów miejscowości nie odwiedzali zazwyczaj obcokrajowcy.
Szybko podjęła decyzje. Po pierwsze: konfrontacja ze szczurem ze sztyletem raczej nie groziła jej niczym. Po drugie, nawet, jeśli takowy ucieknie, to ona po prostu zajmie jego obozowisko, całe to żarcie i to co przedstawiciel dziwnej rasy zostawi. Po trzecie... cóż... A może on też chce załatwic wszyyyyyystkie Srebrne Elfy i Demony...? (swoją drogą nie mogła się powstrzymac przed myśleniem o nim jak o kanibalu w pewnym sensie). Podeszła bliżej, tak, by jor mógł ją dostrzec. - Witaj, nieznajomy. Piękna melodia - spojrzałą na niego, ciepło się uśmiechając i czekając na reakcję
Rzeczywiście, wyglądało to nieco dziwnie. Szczur jedzący szczury.., a przynajmniej coś innego gryzoniowatego.
Gogi z kolei jadały ludzi, tego jednak Gori nie wiedziała, w końcu nie wychowała się w naturalnym dla siebie środowisku.
Niejeden człowiek czy elf przebywając na Ognistej Ziemi błyskawicznie zwracał posiłek po usłyszeniu z czego to sporządzony został 'ten wyśmienity gulasz'.
Gori zgrabnie wspięła się na skałę przed sobą, wyłaniając się w pole widzenia jora. Ten zareagował jednak dopiero, gdy bohaterka powitała go we wspólnej mowie.
Reakcja ta zaś, była godna upamiętnienia.
Jor wpierw spokojnie zakończył grę, przeciągając nutę, na której mu przerwano. Następnie uchylił mocniej oczy zerkając w kierunku, z którego dobiegło grzeczne przywitanie.
<Piiiisk>
Ponowny niezamierzony i jakże fałszywy dźwięk wydarł się z fujarki gdy oczy jora rozszerzyły się do rozmiarów niewielkich talerzy.
Gori nie mogła oprzeć się wrażeniu, że osobnik ten bezczelnie i bezprecedensowo wlepia gały w jej piersi.
"Dzgh<piiiii>khu<piiii>je" odparł głosem stłumionym przez fujarkę nadal tkwiącą w pysku.
Wzrok powędrował po całym ciele goszki kończąc swą podróż na twarzy. W końcu jor otrząsnął się z zaskoczenia i wydobył instrument z czeluści swej paszczy.
"Dziękuję" powtórzył uśmiechając się szeroko, ukazując tym samym cały szereg zębów z siekaczami na czele. Te swoją drogą widać było nawet bez uśmiechu.
Wzrok jora ponownie powędrował w te bardziej interesujące miejsca anatomii goszki.
Bohaterka nie uznawała ubrania. Jej anatomia, dodatkowe owłosienie gdzieniegdzie oraz spore ilości słabych łusek wystarczały jej zdaniem za odzienie.
Z drugiej strony jor był znacznie bardziej od niej 'okryty naturalnie' futrem, mimo wszystko nosił na sobie jednak odzienie. Lniana ciemna koszula, lniane spodnie i płaszcz z kapturem o dziwnie połyskującym kolorze, niczym pancerzyk żuka.
Wzrok ponownie przeniósł się na twarz, po wyrwaniu z zamyślenia. Jeśli tak można było nazwać owe bezczelne spozieranie.
"Nie jesteś może głodna....Pani ?" odparł z szerokim uśmiechem, wskazując dłonią dwie pieczenie.
Tak, Gori była głodna. Miała co prawda swoje zapasy żywności, owe racje jednak z pewnością nie mogły się równać świeżemu, upieczonemu mięsiwu.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-06-20, 20:30
Spróbowała nie zwraca uwagi na przeszywający powietrze pisk. Jednak gdy zauważyła, gdzie spogląda jor, nie miała już najmniejszego zamiaru udawac, że niczego nie zauważyła. Popatrzyła groźnie w stronę bezczelnego gryzonia, jednocześnie czerwieniąc się nieznośnie. Ten najwyraźniej nie zauważył tego, gdyż jak zauważyła, nie w smak mu było patrzec na twarz. Wolał inne widoki. - Powiedziałąm witaj...? W zasadzie to przyszłąm po to, żeby się pożegnac...
Gori nie lubiła zabijac istot, których nie poprzysięgła doprowadzic do zagłady.
Spojrzała jednak jeszcze raz na pieczeń. Była głodna i spragniona, co z tego, że ma jedzenie? To, co zdążyła ze sobą zabrac nie było w stanie równac się z pieczonym mięsem... Do tego brak wody naprawdę mógł jej dokuczyc. -...ale skoro nalegasz... chętnie coś zjem. Nie chcę się narzuca - skłamała, przełamując własną złośc i wstyd.
"Ależ nie ma sprawy, chętnie podzielę się posiłkiem z tak uroczą damą." odparł niezwykle nonszalancko zważywszy na fakt, że jego wzrok zaraz po tych słowach wylądował na powrót na piersiach Gori.
"Hehehe" dodał po chwili zapewne nie mając pełnej świadomości z wypowiedzenia owej kwestii na głos.
Tak, pieczeń z pewnością pachniała apetycznie. Żołądek bohaterki zaburczał cicho, co zapewne nie było słyszalne dla jora, dawało jednak jasny sygnał bohaterce, iż ma pełne poparcie swego układu trawiennego w podjętej decyzji.
Jor pospiesznie zaczął składać w kwadrat swój koc, po czym ułożył go na ziemi tuż obok siebie. Najwyraźniej właśnie przygotował miejsce do siedzenia dla goszki. Te przypuszczenia po chwili potwierdził, wskazujące obiema otwartymi dłońmi na wygodne siedzisko i kiwając zachęcająco.
Zastanawiające, że jor nawet przelotnym spojrzeniem nie obdarzył wielkiego topora ciągle trzymanego przez Gori.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-06-22, 11:49
"No to ślicznie... Żem się wpakowała... Jak tylko coś zjem to czmychnę tak szybko, że nawet się nie zorientuje, że nie ma już na co się gapić!" Pomyślała, mając cichą nadzieję, że jor nie jest jakimś wędrownym zboczylem.
Gori usiadła na zaimprowizowanym posłaniu, zła na siebie, że tak łatwo luległa własnym potrzebom. Nie. Nie miała zamiaru rozstawać się z toporem. Ciągle miała go w zasięgu ręki. - Więc... Kim jesteś i co tu robisz? - wycedziła przez zęby, nadal nie patrząc w twarz nieznajomego, aczkolwiek bacznie obserwując wszystkie (no. Prawie wszystkie) inne części ciała.
Posłała tęskne spojrzenie w stronę, z której tu przybyła, ale zganiła się w duchu "jakby co to zatańczę tak, że już się nie pozbiera! - Rozluźniła się nieco i spojrzała na jora tak, żeby ten zauważył wściekły błysk w jej szarych oczach. - Ja jestem Gori
Jor pochwycił jedną z pieczeni, po czym poruszając nosem, w dość dziwny dla bardziej humanoidalnej istoty, a zapewne naturalny dla szczuropodobnych, sposób wciągnął kilka krótkich haustów smakowitego zapachu.
"W samą porę" odparł cicho raczej do siebie niż do Gori, po czym podał jej pieczeń z uśmiechem, samemu biorąc kolejną.
"Jestem...podróżnikiem, poszukiwaczem przygód, skrytobójcą, jorem..." podjął z wzrokiem skierowanym na gwiazdy.
Gori nie była specjalnie inteligentna, nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że skrytobójca raczej nie ujawnia swego fachu komu popadnie.
Odgryzł kawałek mięsiwa z karku gryzoniowatej pieczeni, po czym spojrzał z tajemniczym uśmiechem na twarz bohaterki. Oczywiście nie omieszkał po drodze zahaczyć wzrokiem o piersi...
"Na imię zaś mi Infernus. Słyszałaś o jorze Infernusie maleńka ?" oczy rozszerzył się, co wyglądało jak gdyby jor uniósł do góry brwi. Chyba oczekiwał, że bohaterka zna owe imię.
Goszka niestety słyszała je po raz pierwszy w swym życiu. Nie dziwne zważywszy na fakt, że właśnie po raz pierwszy w życiu spoglądała na jora.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-06-23, 12:11
Gori z niesmakiem spojrzałą, jak jor obwąchuje pieczeń - eee... - chciała coś powiedzieć, ale gdy tylko dostała swoją porcję, przestała się nad czymkolwiek zastanawiać i natychmiast zajęła się pałaszowaniem. - Skrytobójca...? - to słowo niewiele jej mówiło. W końcu pochodziła z niewielkiej, spokojnej wioski. Zdało jej się jednak, że "szczur" przedstawił jej się nadzwyczaj dokładnie i jakby czuła niepokój z tym związany. Nie potrafiła tego pojąć, jednak starała się ukryć swoje wątpliwości pod cieniutką warstwą pewności siebie. - Infernus, Infernus, Infernus... A! Infernus!...Eee...Nie, pierwszy raz słyszę... - Goszka nawet nie zauważyła, że jor oczekuje twierdzącej odpowiedzi. No niby mogła skłamać, żeby przypodobać się temu całemu Infernusowi, niemniej jednak BARDZIEJ przypodobywać się nie miała zamiaru... Starczy, że i tak nieznajomy chyba trochę nazbyt ją "polubił"
Mięsiwo bynajmniej nie zawiodło goszki. Owszem w rodzinnych stronach jadała czasem lepsze rzeczy, niemniej jednak upieczony gryzoń smakował tak apetycznie jak pachniał. Choć jeno ćwierć pieczeni powędrowała do żołądka Gori, już teraz mogła stwierdzić, iż ta ilość mięsiwa nie starczy by w pełni zaspokoić jej głód.
"Ach jaka szkoda, jaka szkoda..." odparł jor kręcąc głową w zawodzie, gdy tylko usłyszał o jakże nieprawdopodobnym braku wiedzy w gestii jorzych sław. Odgryzł kolejny kawałek swej pieczeni, który pospiesznie pogryzł i przełknął, jak gdyby był to jedynie uciążliwy przerywnik w monologu.
"Ale to żaden problem, przecież mogę Ci opowiedzieć o mych niesłychanych przygodach i bohaterskich wyczynach !" zaproponował wyraźnie poweselawszy.
"Lub jeśli wolisz możemy od razu przejść do ciekawszych zajęć..." dodał po chwili ukazując niemal wszystkie zęby, wzrok zaś znacząco kierując w co poniektóre strefy erogenne Gori.
Tak, ten jor był zdecydowanie najbardziej obleśnym i bezpośrednim typem, jakiego dane było bohaterce spotkać w swym 50-letnim życiu. Co prawda zważywszy na miejsce jej pochodzenia, nie trzeba było wiele, by zyskać ten zaszczytny tytuł.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-06-24, 17:23
Goszka pochłaniała z niesamowitą prędkością kawałki pieczeni. "Kurde. Mało tego..." pomyślała po chwili...
- Oż w mordę! - Gori zaklęła szpetnie, wstała (jakby trochę w panice) i odrzuciła resztę pieczeni, nieważne jak była ona smaczna. Zwrumieniła się trochę, gdy poczuła na sobie przenikliwy wzrok obrzydliwca. - Ty... Ty parszywy... Szczurze Ty! - Niestety. Gorszej obelgi nie znała, co pewnie nie znaczyło, że była ona obraźliwa dla jora. - Pójdę już. Lepiej dla Ciebie, żebym ani o Tobie, ani o tych twoich zakichanych przygodach nie usłyszała! Phi! - nadal czuła, że pod łuskami jej policzki płoną. "Ble" goszka spojrzała z niesmakiem na gryzonia. Nie miała zamiaru zostać tu ani chwili dłużej.
Jora najwyraźniej zaskoczyła reakcja dziewczyny.
"Zaraz, zaraz !" rzucił gdy bohaterka odwróciła się doń plecami "Najpierw wchodzisz całkiem naga do mego obozowiska, a teraz twierdzisz, że nie chcesz baraszkować ? Co z Ciebie za Sukkubica ?"
Wiedza bohaterki na temat demonów była wystarczająca, by wiedzieć cóż za istotą jest owa wspomniana przez jora sukkubica. Demon pod postacią pięknej kobiety, uwodzący mężczyzn tylko w jednym celu. Ponoć podczas stosunku zyskiwały potrzebną im do życia energię. Niekiedy potrafiły dosłownie 'zajechać' swego partnera na śmierć.
Jorowi najwyraźniej to nie przeszkadzało.
I być może jednostronna pogawędka toczyłaby się dalej gdyby nie pewne zdarzenie. Zdarzenie jakże niespodziewane, jakże zaskakujące i...dziwne.
Gdy Gori obróciła się jeszcze w stronę jora, coś mignęło jej w oddali, na południowym krańcu formacji skalnej. Nim bohaterka zdążyła w swym skromnym umyśle przeanalizować zaistniałe wydarzenie, na środek obozowiska, nieopodal ogniska wyskoczył....drow. Mroczny elf, mieszkaniec Puszczy Wiecznej Nocy, która swoją droga znajdowała się może o dwa dni drogi od ich obecnego położenia. Już sam fakt zapuszczenia się drowa w te okolice był nieco dziwny. Jednak jeśli to nazwać dziwnym, jak należałoby nazwać fakt, że poruszał się on na czworaka, niczym drapieżny kocur, zaś twarz jego wskazywała wybitnie na chęć mordu i brak jakichkolwiek uczuć charakterystycznych dla ras humanoidalnych.
Białe zlepione czymś włosy w chaosie opadały na zieloną opończę.
Jor także obrócił się by zbadać nagłe źródło dźwięku i zaskoczenia domniemanej sukkubicy.
Seel Dracan natomiast nie ujrzał zbyt wiele. Gdzieś na skraju świadomości i zmysłowego odczuwania ujrzał dwie postacie oświetlane przez płomień ogniska. Nie był jeszcze w stanie stwierdzić czym i kim są, na razie swą uwagę poświęcał czemu innego. Choć może lepszym określeniem byłoby 'komuś innemu'. Drow toczył właśnie nierówną walkę ze swym umysłem, nierówną i stałą walkę ze swą drugą, dziką osobowością.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-06-26, 12:42
- Sukubica?! O szlag! Ci dam sukubicę... - dziewczyna odwróciła się na pięcie, a w jej oczach pełgały ogniki szału.
Wtem, coś przykuło uwagę pół-demonicy. Na środku obozowiska "czołgał się" drow... Tego Gori się nie spodziewała. Przybysz wyglądał jakby zaraz miał się rzucić na osłupiałą dwójkę, jednak... jakby coś go powstrzymywało. Goszka nie umiała tego pojąć. Chwyciła oburącz swój topór, coraz bardziej zaszokowana i skołowana. "Za dużo tego na jeden dzień" pomyślała i spojrzała znacząco na szczuro-człeka.
Seel biegł przed siebie. Nie był w stanie określić jak długo. Zapewne dłużej, niż zwykły drow byłby w stanie... To była ucieczka. Bo jedynym sposobem, by zwalczyć drzemiącą w sobie istotę był wysiłek. Wysiłek i zupełne "wyłączenie" umysłu.
Biegł.
Biegł tak długo, aż padł. Był niemal pewien, że to koniec. Że to ostatni odcinek jego wędrówki. Że wreszcie pokona tego najbardziej przerażającego ze wszystkich wrogów - Drowa. Druida. Szaleńca. Samego siebie... "Tu mi przyszło zginąć. Pośród ziem niczyich, gdzi słońce tak krwawo zachodzi..." Leżał już niemal nieruchomo. Zamknął oczy i rzucił się w ramiona Morfeusza.
Gdy słońce zaszło, Mroczny Elf rzucił się niby to już nie śpiąc, a jednak nadal nie kontrolując własnego ciała. Jakby myślał, lecz myśli nie miały wpływu na zachowanie. Wstał, zachwiał się i ponownie upadł. Podpierając się na czworakach roześmiał się w głos. Po chwili, jak przez mgłę ujrzał jakby łunę pośrodku tego trawiastego pustkowia.
Z chwilą przebudzenia, Seelem targać zaczęły najdziksze instynkty. Nie mógł nad tym zapanować. Wysiłek, głód i żądza krwi, niezaspokajana od pewnego czasu zrobiły swoje - Przygarbiony, poskręcany, poruszający się - niby to pokracznie, a jednak z godną podziwu gracją i sprawnością, jak na wycieńczonego drowa - na czterech kończynach potwór. Ślepia nabiegłe krwią, a jednak i zeszklone, jakby istota miała zaraz zacząć płakać, wykrzywione podłym uśmiechem wargi i pozlepiane włosy - widok, który miała jako ostatni w swoim życiu ujrzeć każda nieszczęsna ofiara jaką uda mu się dopaść.
Pełznął w stronę, z której biło światło. Wiedział, że ognisko oznacza potencjalną ofiarę. Wiedział, że krew uśmieży ból. Że da mu satysfakcję i sprawi cierpienie "temu dobremu". Kto wie? Może w końcu się podda...? - Pieprz się Seel - Zachichotał, a raczej parsknął, gdyż dźwięki wydawane przez zdziczałego szaleńca, nawet w najmniejszym stopniu nie przypominały już mowy. Nigdy nie zapominał, że każda ofiara oznacza walkę. Niełatwą walkę. Był pewien, że jak zawsze, ten słabeusz, Dracan, będzie próbował mu przeszkodzić.
Nie mylił się. Gdy już niemal widział cienie istot siedzących przy ognisku, gdy już niemal czuł smak ich krwi, coś rzuciło nim i padł na ziemię. "Zachichotał" poraz kolejny. "Zaczyna się." Seel nie miał zamiaru pozwolić, by poraz kolejny jego alter-ego uczyniło go zabójcą. "Ognisko... On nie chce poprzestać na zwierzętach..." Drow zdał sobie sprawę, że to coś, co nim kierowało, chce zabić mieszkańca Sorii takiego jak on. Myślącego przedstawiciela którejś z ras... Nie. Na to już napewno nie pozwoli!
Wyniknęło zamieszanie. Postać rzucała się o skały, wykrzykiwała przekleństwa, wyła, bełkotała coś i śmiała się naprzemian. Z boku zapewne wyglądało to niemal zabawnie, jednak Seelowi wcale nie było do śmiechu. Zawsze trudno mu było nad sobą panować. Już od dawna próbował się tego uczyć, jednak nijak nie wychodziło. Tym razem też średnio się to udało. Wpadł na otoczoną skałami przestrzeń i jakby przez mgłę zobaczył dwie postaci. Nie rozpoznał czym były. Nie mógł się skupić, ani zogniskować wzroku. Z resztą... po co miał to robić, skoro jeśli niczego nie zrobi, to zaraz i tak będą to tylko dwie kupki mięsa? Szamotał się długo, nie zważając na gapiącego się jora i goszkę. Wiedział jednak co widzą i był już prawie pewien, że nie uciekną. A może jednak...? Chciał w to wierzyć. Jeszcze raz spróbował się skoncentrować. - U... Uciekajcie, jeśli... jeśli chcecie żyć
Ten dzień Gori mogła z całą pewnością zaliczyć do jednego z najdziwniejszych w jej 50-letniej karierze dorastania. Ledwo wyszła ze swego rodzinnego lasu na otwarty świat, a już po paru dniach owy świat zaskakiwał ją swym dziwactwem.
Infernus odwzajemnił skołowane spojrzenie goszki, po czym szybkim ruchem chwycił za swój drobny sztylecik. Ostrze nie dłuższe niż 15 cm przecięło powietrze i ustawiło się szpicem do mrocznego elfa.
"Cz...czego tu..." jednak jor nie dokończył swego pytania. Twarz drowa w ułamku sekundy uległa drastycznej zmianie. W miejsce opanowanego dziką, zwierzęcą furią spojrzenia wstąpiło niezwykle ludzkie, rozumne i pełne determinacji mieszanej z gniewem. Gniewem, nie ślepą furią !
Postać rzuciła się w stronę najbliższej skały, niczym targnięta niewidzialną siłą. Przetoczyła się po ziemi, rzucając w powietrze przeróżne wyrwane z kontekstu słowa oraz przekleństwa, z których część wypowiedziana była nawet we wspólnej mowie.
Drow przeturlał się po ziemi, jedną z dłoni szarpał się za opończę w okolicach szyi, drugą natomiast...starał się powstrzymać pierwszą. Widok był zaiste niezwykły. Jak gdyby drow walczył sam ze sobą.
W pewnej chwili jego wzrok skoncentrował się na Gori, zupełnie jak gdyby chciał jej coś przekazać. Bełkot wydobywający się jednak z ust mrocznego elfa nie został przez goszkę zrozumiany.
Seel nie był w stanie stwierdzić czy słowa, które próbował z siebie wydobyć brzmiały choć odrobinę zrozumiale. Wewnętrzna batalia była zbyt silna, zbyt absorbująca by podtrzymać koncentrację. Dracan chciał krwi...chciał krwi istot rozumnych...nie mógł przepuścić tak doskonałej okazji.
Infernus spojrzał na Gori z kompletnym skołowaniem. Jego stan można było najlepiej stwierdzić faktem, iż nie minął nawet przelotnym wzrokiem piersi bohaterki, od razu skierował się na twarz.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-07-02, 21:55
Dziewczyna nie lubiła zabijać, co nie zmieniało faktu, iż nie miała zamiaru ginąć z powodu głupich przyzwyczajeń czy poglądów. Co to to nie. Już miała rzucić się z toporem na przybysza, gdy zobaczyła błysk człowieczeństwa ukryty gdzieś głęboko w jego oczach. Wybełkotał coś niezrozumiale, a Gori - jak to Gori - zrobiło się go żal... Położyła topór i spojrzała na jora. Nie wiedziała jak niebezpieczne jest to co robi, a jednak odważyła się podejść - M... Może mogę Ci jakoś pomóc...?
Seel miotał się po ziemi. W pewnym momencie udało mu się nieco uspokoić. Nie na długo. Zdążył rozejrzeć się, by ocenić, czy postaci, które wcześniej widział, uciekły. "Głupi!" Zganił się w myślach "Oni nie uciekną...!" W tym momencie jego zła część znów zaczynała mu się boleśnie dawać we znaki.
Nieoczekiwanie, kątem oka dostrzegł jak goszka odkłada topór. - Głu - głupia Ty! - poraz kolejny wyszeptał niezrozumiale. Usłyszał jej zatroskany głos, nadal nie pojmując jej zachowania. Nie miał z resztą czasu się nad tym rozwodzić zbytnio. Postawił wszystko na jedną kartę. Z wysiłkiem wycharcharczał jakieś zaklęcie, w nadziei, iż uda mu się przyzwać jakąś roślinę, by oplątała jego wycieńczone ciało.
"On...on jest opętany !" rzucił nagle Infernus wskazując długim włochatym palcem na szamoczącego się drowa, jak gdyby słowa mogły określać kogokolwiek innego. Sztylecik został zwinnie przełożony w dłoni do pozycji umożliwiającej łatwe pchnięcie od góry.
Jor wcale nie miał zamiaru opuszczać gardy.
"Głupiaś !? Nie podchodź do niego bez topora !" skomentował piskliwie zachowanie Gori.
Ta zaś podeszła już na odległość około metra, swoją nierozłączną broń pozostawiając kilka metrów za sobą.
Elf wydobywał z siebie przeróżne dźwięki, żaden z nich nie był już jednak dla bohaterki zrozumiały.
Nagle dziwny magiczny przebłysk poruszył okoliczną trawę, niczym przebiegająca po ziemi fala. Nie stało się jednak nic więcej.
Oplątanie, proste zaklęcie druidyczne, które Seel znał już od bardzo dawna. Niestety rzucenie go w takich warunkach i w obecnym stanie byłoby trudne nawet dla wprawionego maga. Drow natomiast w magii miał szczątkowe doświadczenie, nie dziwić powinno zatem, że czar po prostu nie wypalił.
Słowa, obrazy, bodźce z zewnątrz, to wszystko docierało do bohatera jakby przytłumione. Zrozumiał zatroskane słowa, dostrzegł nawet, że stojąca tuż przy nim goszka jest kompletnie naga jeśli pominąć łuski. To jednak w tej chwili nie było w najmniejszym stopniu istotne.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-07-04, 15:24
Gori nie zważając na protesty jora, podeszła ostrożnie. Może zbyt blisko...? "Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni, przypomniała sobie swoje stare motto. Nie miała planu, szła na żywioł, jak zwykle z resztą.
"Jak nic jakiś demon nim zawładnął...! Jak po prostu zabijemy tego gościa, to tylko pomożemy temu bydlęciu, co w nim siedzi" pomyślała.
Zaczekała, aż Mroczny Elf ułoży się w jakiejś stosownej pozycji, wyjęła swój mały worek i rzuciła się na nieznajomego, próbując jednocześnie założyć mu na łeb worek i przy okazji unieruchomić.
Dracan tylko czekał na taką okazję. Zaklęcie nie zadziałało, ofiara była w zasięgu ręki... „Gdyby tylko ten słabeusz mi nie przeszkadzał...” Spróbował przeczołgać się jeszcze bliżej potencjalnej ofiary, jednak poraz kolejny odrzuciło go w tył. - Nie... Nie pozwolę! - wyrwał się zduszony dźwięk z jego gardła.
Gori zauważyła dość dziwną zależność w ruchach mrocznego elfa. Jego twarz czasem przybierała dzikiego wyrazu, wtedy zaś zdawał się pałać rządzą mordu w kierunku Gori. Czasem wyciągał dłoń w jej kierunku, zupełnie jak gdyby chciał bohaterkę pochwycić i wydrzeć jej wnętrzności. Po chwili zaś twarz ponownie powracała do bardziej ludzkiego wyrazu, ciało zaś całe rzucało się do tyłu, z dala od sukcesywnie zbliżającej się goszki z workiem w rękach. Ta dałaby głowę, że kolejny bełkot wydobywający się z gardła elfa przypominał słowa "Nie pozwolę".
W końcu natrafiła się odpowiednia okazja. Po kolejnym napadzie żądzy krwi, gdy Seel odciągnął Dracana ponownie do tyłu, rozpłaszczając się przy tym na ziemi Gori przeszła do działania.
Worek powędrował trzepocząc prosto na głowę szalonego bądź opętanego drowa, zakrywając go jedynie po ramiona. Ręce od łokci w dół nadal mogły być niebezpieczne.
Seel zorientował się, że coś tu nie gra. Nie tylko poczuł ciężar naporu, przestał także cokolwiek widzieć. Już wcześniej dzięki swej wewnętrznej walce słabo odbierał bodźce z zewnątrz, nigdy jednak wzrok nie znikał całkowicie. Nawet gdy Dracan przejął ciało bohatera, ten nadal przyglądał się wszystkiemu gdzieś z głębi umysłu.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2008-07-10, 09:27
Po tym jak odniosła niejaki sukces, wrzasnęła - Infernus, szczurzy pomiocie, nie stój tak! - Nie bardzo wiedziała co dalej. Jakoś ten worek jej się wcześniej większy wydawał...
Spróbowała złapać szamoczącego się drowa, korzystając z jego chwilowego zdezorientowania, tak, by ten nie był w stanie wywinąć się z jej uchwytu. Była dość silna, więc postanowiła, że przygniecie intruza i w ten sposób niejako przeczeka, aż jor ewentualnie nie spierdzieli z miejsca zdarzenia i coś wymyśli.
Seel,próbując powstrzymać samego siebie (a może nie siebie? Sam już nie bardzo wiedział, co przejmowało nad nim kontrolę) przed atakiem, spróbował gwałtownie rzucać się do tyłu, gdy tylko ciało mu na to pozwalało. Był wycieńczony. Cały ten bieg, zmaganie się ze samym sobą...
Już i tak przytępiony zmysł wzroku nagle przestał zupełnie odbierać jakiekolwiek obrazy. Seel począł szamotać się w jakimś instynktownym odruchu.
Coraz słabiej, bo nie miał już na to sił.
Oddychał ciężko przez zaciśnięte zęby, ale nadal w porywach złości szarpał się, czując, że ktoś próbuje go schwycić. Słyszał z bliska jakieś wykrzyczane słowa. Nie próbował ich zrozumieć.
Wycieńczony organizm, poddawany ciągle kolejnym próbom. Mięśnie wołały o odpoczynkiem, umysł powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Worek dodatkowo powodował poczucie osaczenia, blokował też nieco dostęp powietrza.
Infernus z wyraźną niepewnością i ociąganiem dobiegł w końcu do szamoczącej się dwójki. Starał się przytrzymać nogi wierzgającego drowa. Pomimo swej chucherkowatej budowy całkiem dobrze mu to wychodziło. Również Gori nie miała większych problemów z utrzymaniem mrocznego elfa w szachu. Słabł, wyraźnie słabł.
W końcu znieruchomiał całkowicie.
Seel jeszcze przez chwilę utrzymywał przytomność, Dracan zaś razem z nim. W końcu jednak organizm poddał się. Umysł postanowił odłączyć ciało, pozwolić mu na odpoczynek nawet wbrew woli swego posiadacza. Lub raczej dwóch posiadaczy.
Bohater stracił przytomność.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum