Z przydrożnymi karczmami bywa tak, że wszystkie wyglądają co najmniej w połowie tak samo jak ta, którą mijało się dwa dni wcześniej. Stąd najwyraźniej wyszła przedziwna tradycja by każda taka gospoda miała swą nazwę i szyld. W przypadku akurat tej konkretnej właściciel wysilił się bowiem miast umiejscawiając je jak tysiące innych pod czymś nadał swemu przybytkowi imię Złotego Kufla szyldu Kufel Złoty. Samo zresztą genesis tej nazwy wisiało w gablocie za karczmarzem w postaci znanej z nazwy złotej szklanicy.
Karczmy dodatkowo taką jeszcze miały taką magiczną cechę, że dla nieświadomych niczego bohaterów trzymały w ukryciu heroiczne zadania, które z dogodną chwilą wyzwalały z zaskoczenia atakując bohaterów jakiegoś rodzaju zleceniodawcą, któremu w ten czy inny sposób nie dało się odmówić.
Szczerze mówiąc bardziej tego szukała jorska złodziejka Baiken niż dowolnego podtypu zastawy ze szlachetnych metali. Odkąd skończyła się jej przygoda z upadłymi Paladynami Aesira i elfimi jorojebcami większość czasu poświęcała właśnie na wyszukiwanie odpowiedniej karczmy o odpowiedniej godzinie. Jako, że w Dornost wraz z wzrostem sceptycznie nastawionej ludności zmalała magiczność karczm jedyną sensowną decyzją było miasta opuszczenie. Teraz była o dzień pieszej wędrówki na zachód od aglomeracji. Nie wiedziała konkretnie skąd takie ciągoty choć łatwo było wytłumaczyć, że szła ku ojczyźnie. Co prawda w błoto po kolana wpadało się w Królestwie po każdym pokaźniejszym deszczu, acz w Tellus d’ Jor miało w tonach błota prawdziwy urok, który to w dodatku potrafił docenić tylko jor i do w pełni duszy.
Jorka była głodna. Może nie fizycznie, ale uczucie to w psychicznym wymiarze w niczym nie uwłaczało wszelkim swoim odpowiednikom. Trudno było określić czego to głód, a więc Baiken metodą eliminacji określiła go mianem głodu przygody czy też, bardziej fachowo, adrenaliny. Jako, że nie rozrastał się on specjalnie i mieszkał na obrzeżach świadomości niewiele nań uwagi zwracała złodziejka, dopiero przed snem, gdy wyciszała się i siłą rzeczy zmuszona była przemyśleć wszystko głód ten odzywał się z setnymi siłami. Przez takie właśnie sytuacji podjęte zostało postanowienie o poszukiwaniu tej konkretnej magicznej karczmy. Ta wyglądała nieźle.
Była karczmą dość dużą. Budowaną na plan kwadratu i nieco zmarnotrawioną. Znaczną jej część to jest około ćwierci zajmował kontuar, który od głównego kwadratu Sali oddzielał swój mniejszy – dla karczmarza. Długi na około pięć metrów w te i w te stronę wysokim był na metr. Cały dębowy i całkiem ładnie rzeźbiony w roślinnych wzorach. Za nim stał głównie barman, zastawa stołowa i z tuzin beczek, z czego każda wydawałoby się napełniona jest innym trunkiem.
Stołów było około dziesięciu przy każdym z nich cztery krzesła i w większości wszystkie zajęte. Gdzieś tam oczywiście znajdywały się i miejsca puste w liczbie jednego czy dwa tylko jednak stolik jorki zajmowany był tylko przez jedną osobę. Każdy wolał tak naprawdę siedzieć w ścisku niż ze szczuroczłekiem. Ludzka, kurwa, tolerancja…
Siedziała w południowo-zachodnim rogu sali skąd niedaleko miała do szynkwasu. Co prawda weszła dopiero chwilę temu acz już zdążyła być dokładnie obejrzana i wyszydzona przez zgromadzonych.
Gdzieś dalej w północnej ścianie znajdywały się drzwi, przez które to ktoś co chwile wchodził i wychodził nie dziwnym by było gdyby znajdywały się wynajmowane pokoje, do których to co rusz podchodził któryś z wynajmujących. Jedni wracali, drudzy nie. Jedni szli spać, drudzy pić.
Wieczór w karczmie.
Uczucie raczej znane większości samotnych posiadaczy broni. Nie cierpliwość, oczekiwanie i niezwykle świerzbiące ręce. Nie chodzi tu, by użyć broni, by kogoś skrzywdzić, lecz o co innego. Zabijanie nie jest czymś z czego czerpie się przyjemność... Przynajmniej nie tak jak Ervin i ten drugi. Banda popaprańców... Właściwie to jeden. Bo ten drugi został przez tego pierwszego. A ten pierwszy to...
"AAAaaaa Pieeeeprzyć..." Wycedziła przez swoje myśli zaznaczając niezadowoloną miną.
Wstała żwawo. Teraz widziała lepiej deka falujące tłumy... Wszystko praktycznie pozajmowane. Tylko tutaj ten... A no i dobrze. Przynajmniej będzie więcej miejsca. Ruszyła najzyczajnej katowana przez odczucie nudy w głębi sobie.
Była zadowolona z tego, że może sama pójść i zamówić to co chce, a na dodatek wrócić to pustego stolika, tam gdzie nie będzie siedział żaden palant lub dwa. Przymknęła oczy i nabierając powietrza do płuc dziękowała otoczeniu, że ma je w głębokim poważaniu. Będzie spokój. Tylko ten niepokój... Te korcące ręce.
Obróciła torbę, otworzyła ją, wyciągnęła złotą monetę i zawróciła swój tobołek w poprzednie miejsce.
- Słabe piwo - Zażądała ciągłością do 'osoby zza lady'.
Spojrzała na trzymaną monetę. Obróciła ją w palcach.
- Ale nie za dużo.
Następnie poczęła odruchowo, pod wpływem tegowóż stanu, jeździć kantem monety delikatnie po wyrytych wzorkach.
Karczmarz nie był osobą specjalnie wyględną z perspektywy nie tylko jorki ale i człowieka, elfa, goga czy orka. Do przesady aż był chudy, co na twarzy owocowało ogólną lekcją z anatomii na temat układu kostnego, a szczególnie budowy czaszki. W pozostałych częściach postaci szynkarza szczupłość jego wychodziła na aż nazbyt luźnym ubraniu i przerażająco kościstych palcach. Oczy miał duże, niebieskie, choć nie przyjemnie – jak spokojne morze czy niebo, a na podły, mroźny sposób. Usta ściśnięte w wiecznym grymasie podenerwowania, nos krótki, leciutko zadarty. Kozia bródka zamknięta klamrą z przystrzyżonych wąsów. Na głowie łysina. Karczmarz ze Złotego Kufla jak znalazł.
Obrzucił jorkę na wpół zaciekawionym, na wpół poirytowanym spojrzeniem po czym spojrzeniem począł szukać w obrębie ręki stosownej zapłaty. Jako, że Baiken kantem swojej monety badała wzory na frontowej części kontuaru tej nie było widać, a już na pewno nie dało złapać się z perspektywy. Ten to uchwycił drewniany kufel spod lady lecz ani myślał by zrobić coś ponadto. Chwilę widocznie czegoś czekał po czym rzekł:
- Wpierw pieniądze potem piwo i nie inaczej.
Głos miał suchy, jakby zniszczony częstymi wrzaskami. Gdyby mówił z nim ktoś znający przyszłą technologię orzekłby, że brzmi niczym stary gramofon. Z racji, że takowego eksperta w okolicy nie było Baiken musiał wystarczyć ten podstawowy opis.
- Piwo za 3 srebrne monety. Nie mam jakoś specjalnie słabego ale mogę dolać wody. Nie myśl nawet, że zejdę z ceny.
Wstrzymała śledzenie wzorków blatu. Wzruszyła w sobie ramionami, odwracając awers monety do siebie.
"I to jest to, co tak wielu pragnie"
Odłożyła pieniążek na blat z lekkim stukotem i przeciągnęła go w kierunku karczmarza z metalicznym głuchym wydźwiękiem. Zdjęła dłoń z kawałka złota, ukazując je chudzielcowi w całej okazałości.
"Dobra, dobra... Przecież ja nikogo nie... ..." Opuściła wzrok i urwała zdanie, ponieważ dokończenie tego byłoby nieprawdą. Śledziła jeszcze przez moment na wzorki na blacie. Z tymże, trzeba było zmienić swój przedmiot zainteresowania. Wpatrywała się teraz w karczmarza jak tymi przeszczepami kostnymi z naciągniętą skórą nalewa profesjonalnie płyn, który za jakiś czas stanie się następnym przedmiotem zainteresowania Baiken.
Awers monety przywitała jorkę jakaś potwornie poważna kupa kłaków. Gdy przyjrzała się obrazowi bliżej okazało się, że na włosach leży metalowy czepiec, który ktoś z wybitną wadą wzroku mógłby nazwać koroną. Gdy spojrzeć w dodatku pod koronę po chwili dedukcji osiągało się stan, w którym z włosów wyróżniało się oczy i nos, a one same uznawało się brodą. Krasnolud jak się patrzy. Z tym, że aby to wywnioskować trzeba patrzeć dość długo.
Karczmarz odebrał zapłatę, którą to zaraz wcisnął w przepastne nierówności swego ubioru. Gdy już dokonał tej magicznej sztuczki, po której to moneta za cholerą nie chciała spaść na ziemię obrócił się i z najbliższej sobie beczki nalał do połowy głębokości gdy tego już dokonał zmieszał się wyraźnie orientując się najwyraźniej, że jeśli do wody nie miał stosownego kranika trudno mu teraz będzie nalać ją do kufla piwa. Odstawił więc go i z drugim schylił się pod ladę gdzie po chwili dało się usłyszeć plusk, a karczmarz powstał na nowo z do połowy napełnionym wodą kuflem. Przelał zawartość jednego do drugiego, zamieszał przytykając dłonią otwór wylotowy po czym po ladzie skierował go ku Baiken.
Kolejne kilka chwil zajęło mu przeglądanie swego ubioru na nowo, by w końcu obok piwa wylądowało 7 srebrnych monet.
- Dziękuje i na zdrowie. - rzekł wręcz machinalnie po czym ostentacyjnie utkwił spojrzenie gdzieś między pozostałymi gośćmi.
Transakcje można było uznać zakończoną.
Dość szczególne to miejsce, jak na okolicę, gdzie jeszcze resztę wydadzą bez problemu i sami z własnej woli. Porwała swój kufel a w drugą dłoń chwyciła srebrniaki. Odwróciła się maszerując w miejsce swojego stolika. Odruchowo musiała się przyjrzeć ludziom siedzącym na około ścieżki która podążała.
Od początku ją ignorowali, i bardzo dobrze. Baiken również sobie nic z nich nie robiła. Niosąc spory kawałek obrobionego szkła czmychnęła pomiędzy kilkoma stolikami i dotarła do swojego. Położyła srebrniaki na skraju blatu, na wprost krzesła na którym usiadła. Oparła się o nie na tyle głęboko, aby otrzymać stabilność. Jednak jeszcze dla pewności cofnęła się razem z siedzeniem. Podciągnęła jedna nogę i oparła ją o kant stolika. Wpatrywała się w trzymany kufel, mącąć swój ciągły stan, chwytając do ust co jakiś czas rozwodnionego piwa.
Miała wszystkie standardy gdzieś, tak jak one ją. Tak samo jak nudą grupę ludzi kłębiących sie przed nią. Grzebała myślami dalekowzrocznie szerokim łukiem omijając sprawy związane z Dziennikiem Mistrza i wszystkim co mogło iść ku temu.
Jakkolwiek przyjrzeć się kuflowi jorki ten z każdej strony był kuflem drewnianym. Gdy więc ta podziwiała gdziekolwiek zastawę szklaną wtedy to zapewne była inna karczma, którą to dzięki szczególnej percepcji mogła podziwiać złodziejka i badać dokładnie w jaki sposób wykonano jej kufle. Nuż to inne plany astralne, nuż to inne miejsca, nuż po prostu schizofrenia. Na pewno jednak nie „Złoty Kufel”.
Piwo nie było specjalnie smaczne, a aby niesmaku dopełnić nie było też dobrze schłodzone. Nuż zasługą to było dolanej wody, nuż niedopilnowania. Niezmiennie jednak piwo było smaku takiego, że tylko słowo „lura” wydawało się przystające, a temperatury takiej, iż po zsumowaniu z poprzednim stwierdzeniem żal się robiło wydanych srebrników jak i pić się odechciewało.
Drzwi otworzyły się na pełnej linii niszcząc tragizm sytuacji bo spokojnie i bez wykorzystywania kończyn zbędnych do tejże czynności. Odrzwia normalnie odchyliły się ukazując zaraz popychającą je dłoń i dalej – rękę. Rękę zresztą i dłoń całkiem ładną, z perspektywy szczególnie złodzieja. Co prawda była ona z pierwsza ludzka, z druga męska ale przystrojona jak się patrzy w szlachetne tkaniny i klejnoty. O ile jorki nie myliły oczy koszula wystająca spod brokatowego, kremowego kontusza błyszczała jedwabiem lub aksamitem. Guziki złote lub pozłacane. Oj czekać tylko aż człek ten rozbierze się.
Za rękę podążyła reszta ciała przystrojona z równym przepychem co rękaw. Kontusz ciągnął się dalej by pod szyją rozłożyć się jakby niewielkim kwiatem róży. W dole ciągnął się prawie po ziemię samą tak, że spod niego wyróżnić dało się tylko żółtawe kozaki o prostym nosku. Jak każdy etatowy ubiór i ten został w połowie spięty pasem. Skórzanym, czarnym, z ozdobnym zapięciem. Nawet nie patrząc łatwo było się domyślić jego wyglądu. Za pasem – a jakże – sakiewka, o dziwo – sztylet, a w końcu luźno dyndająca szabla. Czapki nie miał dzięki czemu dobrze widać było srebrne długie włosy sięgające po ramiona. Pod brakiem czapki dojrzeć się dało zimnej twarzy o niewielkich oczkach, a jakby dla wyrównania potężnych wąsach. Na policzku tej to postaci ziała niewielka blizna o tyle irytująca, że nawet zarostem nie dało się jej zakryć. Teraz zatuszowana pudrem i tak widoczna była choć zapewne nie każdy by ją zauważył.
Człek rozejrzał się ten i jorke obaczając ku niej skierował swe kroki. Co prawda on niespecjalnie zwracał na to uwagę ale większość gości zamilkła z kuflami w dłoniach wpatrując się weń jak obrazek. Zdarzył się nawet przypadek ekstremalny gdy to kufel z dłoni wypadł irytująco zalewając ubiór.
Człek stojąc przed stołem już przyjrzał się postaci Baiken i gdy już najwyraźniej upewnił się co do czegoś przemówił w końcu:
- Czy mógłbym przysiąść się do drogiej pani?
Zimne spojrzenie nie zmieniło się nawet o troszeczkę lustrując jednak teraz postać złodziejki z niebywałą wręcz bacznością. Dla wyrównania surowości i proszącego tonu na ustach objawił się uśmiech i choć widocznie wymuszony zawsze w choć niewielkim stopniu odmieniał surową twarz jegomościa.
Fakt, od smacznego piwa, płynowi, który był schwytany w kufel, brakowało wielu kluczowych cech. Nieco z cierpką miną Baiken złapała kilka łyków oznajmiając jednocześnie, że wypicie wszystkiego będzie wyczynem nie na ten, ani nie na następny dzień.
Jednak wdusiła w siebie jeszcze jeden łyk, a drzwi się otworzyły. Na przekór wcześniejszych założeń zwróciła uwagę na wchodzącą osobę. Gapiła się na nią bez przerwy, siedząc rozwalona na krześle i zarazem stoliku. Wlała kolejną porcję smakowej wody w siebie, ostatecznie ze dwa łyki. Zsunęła się jednak niżej, opierając tył głębiej a nogę obsuwając, by jej kolano opierało się wciąż o blat.
Nie zwracała uwagi na sens przebywania tak wyprawionej osoby w "Złotym", ale drewnianym "Kuflu" na postronnej ścieżynie, bądź prostym zadupiu, dopóki nie zapanowała cisza przez burzą znajdującej się wokół populacji klientów tawerny.
Skrzywiła się, a jej głowę napadły myśli, łudząco podobne do tych, które towarzyszyły jej dawnymi czasy przy napotkaniu na swojej drodze krwiożerczego goblina. Im bliżej osobnik zbliżał się do jej stolika, tym bardziej Baiken chciała wiedzieć, że nie jest jego celem...
A jednak.
Podniosła tylko oczy, gdy ten stał na wprost niej. Uniosła brwi na zadane pytanie.
"A co? Nie zapłaciłam myta w Dornost?" Pomyślała ironicznie.
Patrzyła się jeszcze tak przez moment, gdzie następnie wzruszyła wolno ramionami.
- Na tą chwilę po prostu nie jestem w stanie odnaleźć żadnego wolnego stolika, a pragnę wypocząć nieco przy trunku i rozmowie z kimś na poziomie.
Rzekł tym samym zimnym tonem, od którego psychicznie zamarzały włosy. Szczęściem niejako, że efekt był jedynie umysłowy bowiem zamarznięcie takie u jorki szczególnie by było widoczne i w krótkim czasie nietrudno było o zaczepki. Czekał chwilę jakby cierpkość jego słów bawiła go i chciał ją przeciągnąć w nieskończoność.
- Czy mógłbym liczyć na to?
Orzekł w końcu machając przy okazji na karczmarza, ten nie myśląc wiele luźnym skokiem opuścił upatrzoną zawczasu już pozycję. Zaprawdę śmiesznie wyglądał gdy zza kontuaru wyleciał przypominając zwitek drutu upadł w wygląd miotły. Chwilę czekał na słowa łaski tak aby to właśnie klient nie sprzedawca rozpoczął rozmowę lecz w końcu nie doczekał się tego toteż sam, wzorem przyszłych kelnerów, musiał zebrać zamówienie:
- Co mógłbym panu podać?
Aby najwyraźniej dogryźć karczmarzowi albo zachować tradycję szlacheckiego brzydzenia się prostotą człek obejrzał dokładnie całą salę, skrzywił się niezmiernie, powstrzymał od splunięcia i dopiero gdy dopełnił tego zabiegu mógł z przekąsem odpowiedzieć:
- Zamówię dobre piwo z nadzieją, że je macie.
Znów dopełnił zabiegu, gdy w międzyczasie karczmarz już powracał już do kontuaru na blaszany kufel lejąc złociste piwo z – co niespecjalnie dziwne – zupełnie innej beczki. No cóż, szlacheckie przywileje.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2008-06-06, 19:35, w całości zmieniany 1 raz
Wpatrywała się uważnie w każdy ruch, który został wykonany przez owego jegomościa. Na postawione zapytanie również nie odpowiedziała. Stwierdziła, iż będzie to retoryczne.
Gapiła się ni to z zainteresowania, ni to z ciekawości, ni nawet z chęci styczności z czymś lepszym od... wody w drewnianym kuflu.
Ooooo Taak... Na pewno... Dobre piwo tylko tutaj - Uśmiechnęła się ironicznie w myślach.
Zwróciła wzrok na chudzielca.
Jakie zachowanie ludzki jest głupie...
Śledziła jego kroki. To co zobaczyła rozbawiło ją dokumentnie co zaznaczyła mocniejszym wypuszczeniem powierza z płuc, i lekkim uśmiechem zastanowienia. Pochyliła się bardziej do przodu odstawiając kufel na blat i zakrywając srebrniaki dłonią. Ciągnąc je na skraj uchwyciła przy końcu. Patrząc na dłonie z pieniędzmi przez moment, po chwili złapała za torbę i wsadziła monety do reszty.
Jegomość stał chwilę jeszcze wpatrując się zimno w Baiken by i po chwili samemu zmusić się do wyrazu niejakiego rozbawienia. Uśmiech wstąpił na jego wargi z taką trudnością jakby tworząc go człek na nowo musiał przecierać w umyślę pewne ścieżki reakcji fizycznych powodujących uśmiech.
Jeśli ktoś wymyślił określenie „cierpki uśmiech” to wymyślił go właśnie pod wpływem podobnej reakcji takiej osoby. Wyraz więc twarzy jegomościa mimo, że w teorii był uśmiechem bardziej przypominał wyraz tępego bólu połączony z niebywałym ogłuszeniem, które to zwykło objawiać się niezwykle głupim wyrazem twarzy. Wyraz twarzy więc bardziej szalony niż sympatyczny ale zawsze można było wybaczyć to i wyjaśnić nadmiernym staraniem.
Usiadł na krześle naprzeciwko jorki korzystając z faktu, że siłowała się ona właśnie z własną torbą, którą przez nieopatrzność przygniotła sobie pokładając się po stole. Chwilę dał sobie na jakby wybadanie sytuacji, a gdy Baiken w końcu zdołała ukryć pieniądze w jednej z rozlicznych kieszeni torby zaczął:
- To niebywale ekonomiczne chronić nawet tak niewielkie sumy pieniędzy.
Przeniósł prawą dłoń do podbródka i począł energicznie pogłaskiwać go jakby posiadał tam poważnej bujności zarost.
- Podoba mi się takie zachowanie świadczy o oszczędności, a i ostrożności zarazem.
Karczmarz wtenczas zdążył już nalać trunku i skacząc nad ladą właśnie przenosił kufel ku swojemu nomen omen wybitnemu gościowi. Ten tylko wystawił rękę by szklanicę odebrać i skinął na szynkarza przyzwalając mu tym samym odejściem. Ten czy to pewny zapłaty czy też wolący nie narażać możnemu panu oddalił się zaraz na swe miejsce.
- Mam nadzieję, że skoro już siadłem nie oddali mnie pani bez powodu?
Nabierała powoli powietrza kreując na swej twarzy minę lekkiego zapartego zakłopotania, bariery mentalnej dwóch postaci.
Będzie ciężko...
Cóż przynajmniej Baiken uznała, żę będzie zabawnie. Z taką miną pomachała lekko horyzontalnie głową. Ciągle się patrzyła zastanawiając co będzie tematem następnego zdania.
"Czyżby występowanie szorstkiego retikulum endoplazmatycznego w naturze?" Rzucała losowo wyselekcjonowanymi słowami z książki w jej torbie o podniosłym i równie mistycznym, jak te słowa, tytule "Księga Alchemika I - Podstawy".
Zbita z ogarnięcia sytuacji, machała głową, już nie w odpowiedź, lecz na widoczną blokadę pomiędzy charakterami.
To nie będzie logiczna rozmowa i w tym był problem.
Jegomość zmieszał się nieco choć nie na długo. Zaraz i jego nogi powędrowały na stół, a on to pociągnął ze swego kufla porządnego łyka. Skrzywił się lekko po czym przeniósł spojrzenie na nowo na Baiken starając się jednocześnie nie mieszać się jej wzorem. W gruncie rzeczy nawet mu się to udało.
- Skrytość czy upośledzenie
Zapytał sam siebie burząc na swej twarzy podwaliny zmieszania, a umieszczając nań wyraz setnego zaciekawienia. Gdyby nie bariera nóg jaką sam stworzył i jaką zawczasu profilaktycznie ustawiła Baiken zapewne aby swe zaciekawienie zaspokoić dotknąłby jorki i nie zaprzestał o tym.
Niezależnie jaką to taktykę podjęła złodziejka prędzej czy później musiała objawić swój dar mówienia. Może i wśród chłopstwa mogła być uważana za wyrośniętego szczura ale ten tu człek najwyraźniej był na tyle wykształcony by przyjąć spokojnie fakt istnienia szczuropodobnej rasy, którą w dodatku, mimo, że nie wygląda, w cywilizowany sposób potrafi komunikować się i to z przedstawicielami nie tylko, a wszystkich mówiących językiem Wspólnym. Aby nie wyjść na głupkowatą lub upośledzoną wypadałoby chociaż na takie zakamuflowane zaczepki odpowiedzieć tak jak przystało istocie inteligentnej.
- Skoro więc widzę, że nie ma pani nic przeciwko mojej obecności zostanę tu chociaż do końca tego kufla.
Uśmiechnął się znów tak krzywo, że aż w swoim prywatnym stylu po czym uniósł kufel i mrucząc jakiś toast pod nosem znów pociągnął potężnego łyka.
- Ludzie nie często mają ochotę rozmawiania z Jorami. Szczególnie w najbliższej okolicy - Odparła w końcu niespecjalnie patrząc na twarz rozmówcy.
"Ja Ci dam upośledzenie..." Mruczała w myślach z grozą.
Pochyliła się do przodu. Pochwyciła swój kufel i przyciągnęła go do siebie. Nawet nie będąc z zamiarem picia jego zawartości.
- Ale miejsce zawsze jest - Podsumowała pod nosem wlepiając swój wzrok w fale na majtające się na powierzchni piwa.
Tacy ludzie tutaj nie chodzą... Niby gdzie jest jego "świta"...?
Niedługo zdolność do myślenia Baiken sie wyczerpie... Pewnie albo się znudzi, albo już nie będzie chciała w ogóle się odzywać.
"Naucz się dobierać słowa..." Ku jej samym zaskoczeniu, akurat w tej chwili nie potrafiła odnaleźć odpowiedniego epitetu, bądź innego określenia na owego osobnika.
- Jorowie nie często chcą uwierzyć ludziom i ich dobrym zamiarom.
W ripoście odrzekł jegomość odkładając na stół swój kufel. Chwilę milczał wpatrując się weń dziwnie przytomnym wzrokiem, który to po około minucie znów przeniósł ku odpowiednikowi u jorki.
- Mimo, że rozmowa się nie klei dziękuje bardzo za jej umożliwienia.
Orzekł na tyle sucho, że prywatnej skali suchości wypowiedzi każdej normalnej istoty znajdywał się gdzieś po środku. Po długiej chwili milczenia jasnym stało się, że tak naprawdę był to tylko marnej jakości wypełniacz na swój sposób mający dać jegomościowi szansę do namysłu.
- A skąd też pani zmierza, że nabawiła się pani tak brzydkiego stereotypu? Dobre 40 lat żyje wśród ludzi o naprawdę różnej pozycji społecznej, a ni razu nie spotkałem się z jakimkolwiek prześladowaniem pani rasy. Co więcej kilku moich dobrych znajomych podziwia wręcz panią i pani pobratymców za ich niebywałą wręcz zwinność i zdolności. Przedziwne, że pani musiała trafić akurat na samych ignorantów…
Gdy podlizał się już najwyraźniej w swoim mniemaniu wystarczająco znów zamilkł a by milczenie czymkolwiek sensownym wypełnić dobył kufla i powrócił do osuszania go potężnymi łykami.
Pomyślała i wyraźniej podniesiona na duchu odrzekła pasywnie, lecz ze spokojną pewnością.
- Z tego samego miejsca, skąd zabiera się ze sobą świtę, która ma pana chronić.
Uniosła wzrok ku rozmówcy z nie mniejszego usatysfakcjonowania odpowiedzią, jeśli w ogóle miała jakieś znaczenia dla Baiken.
Jednak owego znaczenia to nie miało... Skierowała oczy w bok, gdzieś na ludzi w około.
Następnie jakoś z samego faktu trzymania kufla w dłoniach odruchowo wypiła jeden łyk... Którego po krótkim czasie żałowała, ponieważ smak ani trochę się nie zmienił, od ostatniego razu. Było to samo bagno w kawałku owalnego drewna jak poprzednio.
Lekko skrzywiła się drętwie próbując przeżyć ten błąd.
Jegomość rozejrzał się ostentacyjnie poszukując najwyraźniej wspomnianej przez jorkę świty jednak ani pośród gości, ani pod stołami, za szynkiem, pod własnym krzesłem nawet nie znalazł on nikogo kto mógłby choćby w połowie przypominać członka takowej organizacji. Wyprostował się więc na swym siedzisku gestem ramion ukazał jak bardzo nikogo nie może znaleźć i jak bardzo dziwnym wydaje mu się orzeczenie jorki. Zaraz potem spojrzał aż za bardzo uważnie za wzrokiem Baiken, a i tam najwyraźniej ewentualnej świty nie znajdując znów zmieszał się i tylko w tym zmieszaniu przesada zapewniła złodziejkę, że jest świadkiem niebywale ironicznej, aktorskiej szopki.
- Skoro prócz uprzedzeń mają również poważną smykałkę do służby to mam szczerą prośbę aby mnie pani ku nim zaprowadziła.
Rzekł po czym w zamyśleniu pociągnął łyka ze swego kufla. Widząc, że robi to i jorka zamyślił się widocznie i nawet szklanicę wystawił jakby chciał stuknąć nią o odpowiednik u złodziejki i chociaż szeptem wznieść jakiś pojednawczy toast. Z racji jednak, że nie czuł się najwyraźniej specjalnie pewnie czy po prostu peszyło go nastawienie jorki kufel cofnął toastu nie wznosząc, a najnormalniej odstawiając ww. na stół. Chwile palcami uderzał o jego blaszane krawędzie wyglądając jakby zajęcie to zdołało pochłonąć całą jego uwagę. Zaraz jednak podniósł wzrok, a w nim Baiken dojrzała wybitnie wybuchowej mieszaniny ciekawości i pewności siebie. Nie zapowiadało to łatwego pytania…
- Nasunęła mi się pewna myśl… – przerwał na chwilę już zupełnie odsuwając dłoń od kufla – Mówi pani jakoby ludzie byli względem pani nietolerancyjni. Nie myślała pani, że to może być spowodowane pani wrogością do otaczającego świata. Przykład, przysiadłem się do pani. Chciałem miło spędzić czas, może na mój koszt pobudzić się nieco alkoholem. Tymczasem wymieniliśmy zaledwie kilka zdań, a ja już nie wiem o czym z panią rozmawiać…
Przerwał znów wzrokiem bacząc czy nie uraził rozmówczyni. Niezależnie jednak od obserwacji najwyraźniej mówić przestał na dobre, a bynajmniej na tyle by odczekać i dać i jorce nieco pola do retorycznego popisu.
"Przecież to nie możliwe, że nikt go nie zaczepia, nawet z samej racji tych świecących ciuszków..." Zmieszała się zastanawiając nad pewnością mężczyzny w tym, że jest sam... I jakoś widocznie nic na tym jeszcze nie stracił... Jeszcze...
"Co znowu nie tak?" Przerwała zadumanie małym oburzeniem.
Wsłuchiwała się bacznie, tak jak wpatrywała się w jego oczy. Następnie skierowała wzrok trochę na bok... Zastanowiła się dość głęboko... Uśmiechnęła się ironicznie, z oburzenia... Albo z tego powodu, że nie wiedziała co powiedzieć. Trafnie zaznaczył to, jak Baiken traktuje swoje otoczenie...
I tu ją miał.
Nie miała ochoty się śmiać, jednak uśmiechała się. Nie była zadowolona z tego, ani z tego, że...
- Ma pan rację - Odpowiedziała tak, że jej samej trudno było określić czy więcej było w tym dobitności, złości, czy głębokiej ironii.
Miała największą ochotę wycofać się. Tylko nie było jak. Pochwycił ją tym stwierdzeniem i to jeszcze bardziej dodało Baiken bezradności. Ucieczką wydało się jedynie dalsza rozmowa... Chociaż to wcale nie miało sensu.
"Za kogo on sie niby ma?"
- Jak nazywają osobę, która pierwsza tak trafnie to określiła?
Retoryczne zwycięstwo wybitnie ucieszyło jegomościa, który widząc niejakie zmieszanie jorki uśmiechnął się względnie nawet naturalnie i szeroko. W gruncie rzeczy wyśmiewał ją, ale złodziejka w głębi duszy uznała wyraz jego twarzy za dość sympatyczniejszy i w gruncie rzeczy znacznie lepszy od pełnego ciepła kamiennego grymasu przedziwnie inteligentnego golema.
- To bardzo miłe, że pani o to zapytała… - orzekł w odpowiedzi na pytanie o imię – Jestem Egnar. - dodał po chwili starając się w akrobatycznych wygibasach wyciągnąć dłoń ku jorce. Co prawda po chwili wyglądał jakby jakiś równie silny jak zabawny ork złapał go za kark oraz nogi i uznał za niesamowicie śmieszne zbliżenie ich do siebie, jednak cel zdobył wyciągając dłoń wystarczająco daleko by mogła doń sięgnąć złodziejka. Niby żaden to wyczyn podać rękę po prostu jednak gdy robi się to nie dość, że przez stół to jeszcze własnego nogi wtedy wydaje się to nieco trudnym. Egnar jak się przedstawił wyglądał jakby o ograniczeniach własnego ciała zapomniał albo i nikt mu ich dobrze nie streścił. Po lekkim poprawieniu pozycji i drobnym przestawieniu nóg zgiął się po prostu tak jak zwykły człowiek zgina palce. Na jego twarzy tkwił ten sam niby prześmiewczy i ironiczny ale na swój sposób sympatyczny uśmiech. Wszystko to było o tyle irytujące, że człek ten, który teoretycznie jak świadczył jego strój powinien być szlacheckim wygodnisiem jakby nigdy nic wyginał się w dosłownie nadludzkie pozycje.
Baiken nie wymagała zbytnio kultury, w końcu sama takową nie błyszczała, ale przynajmniej odrobinę powagi należało zachować. Uśmiech zamienił się w minę lekkiego zaparcia wydziwianiem Edgara. Niestety, zbyt dużym jak na postać Jorki. Właśnie z tego powodu, pomimo, że człowiek wyciągał do niej rękę, nie zareagowała. Patrzyła się na niego jak... na niezbyt rozgarniętą osobę, czyli skrótowo pajaca w jakiś śmiesznych ciuszkach. A właściwie skąd on je ma? Tak ubrani ludzie i za razem tak widoczni, nie chodzą sami... Jest to sprawa pierwsza. Druga to, że na pewno nie zachowują się jak ten typ tutaj. Choć kto wie.... Bądź co bądź Baiken znać się na tym nie miała zamiaru. Nie wiedziała dużo, może nie miała ochoty, może nie potrafiła, a może po prostu jej natura w tym nie leży. Lecz sięgnęła do zasobów wiedzy, które posiadała. I tutaj, swoim fachowym okiem przyjrzała się stołowym akrobacie, z jakiegoż powodu wygina ciało śmiało. Jedynie co sie nasuwało to było przypuszczenie, iż osobnik ten wcale nie jest na tego na kogo wygląda... Pewnie kolejny mag, który zamiast zabawy z czasem, zabawia się napotkanymi ludźmi, rąbiąc z nich głupców i mieszając ich z błotem, bezprecedensowo zamieniając się później w inne osoby. Być może to faktycznie jakiś szlachcic, na tyle szalony i nie świadomy, jak i również posiadający niezmiernego farta, który towarzyszył mu od Dornost, żeby dotrzeć w to zapyziałe miejsce w stanie nienaruszonym. Być może był to chory stan ciągłej mani prześladowczej albo, co gorsza, nieustannej teorii spisku.
Cholera jego tam wie.
Chciała się udzielić, chciała sprawdzić swoje położenie. Czy jest to osoba prawdomówna, czy wciskająca kit w ludzi. Krążyły jej myśli wokół tych decyzji. Uznała jednak inaczej. Zignorowanie go może wnieść wiele nowego do jego, niesprzyjającego Jorce, zachowania. Nie odzywała się. Zamrożona wstrzymała się już od jakichkolwiek postępów, choć na pewno gdzieś pomiędzy nimi, jednym z nich był ciągły zamiar ucieczki.
Egnar zgięty w pół przeczekał chwilę z pewną dozą nadziei wpatrując się w twarz jorki. Gdy jednak miast miłego uśmiechu, przedstawienia się i odwzajemnienia przyjacielskiego gestu zobaczył jak złodziejka spina się jakby miast na krześle siedziała na toalecie zmieszał się setnie i szybkim ruchem powrócił do wyprostowanej pozycji. Czy to przez roztargnienie jednak czy może po prostu przez wrodzoną nieuwagę przy podnoszeniu się tym potrącił nadgarstkiem kufel Baiken. Siła z jaką to zrobił, która patrząc na zamaszystość jego ruchu nie byłą niczym dziwnym, zmusiła kufel do mimowolnego poddania się i upadnięcia. Upadł by on to znaczy gdyby nie nagła interwencja Baiken, która w milisekundach sprzęgając oko z ręką samowoli zastawy zapobiegła. Niby żadną stratą byłoby wylanie się takiego to piwa acz na zaistniałą sytuację mózg odpowiedział po prostu reakcją, która na tą chwilę wydała mu się wystarczająco odpowiednia. W gruncie rzeczy po namyśle nawet taka odpowiedź wydawała się najlepszą choćby ze względu na to, że wylewające się piwo mogło zalać ubranie czy futro złodziejki.
- Przepraszam bardzo - orzekł szlachcic orientując się nagle w sytuacji – Ale widzę, że na całe szczęście nic się nie stało. Zwinne dłonie to widać błogosławieństwo nie tylko złodziei.
Ton głosu miał dziwny jakby to co właśnie zrobiła Baiken, a co było dla niej sprawą na tyle prostą by nie poświęcać jej nadmiaru uwagi wręcz go fascynowało. Wzrok jego zresztą obiegł postać jorki poczynając właśnie od dłoni przez ramiona po twarz dopiero.
- Taaak, zręczność to nie lada błogosławieństwo.
Wpatrywała się w trzymany ręką kufel. Głębokim spojrzeniem oraz dużym skupieniem, któremu nie brakowało dozy późniejszej koncentracji nad przedmiotem. Nagły odruch pociągnął za sobą to, jakby Baiken samą siłą woli chciała zmusić kufel to wstrzymania swojej pozycji. Mimo, iż sposób był inny wynik był bardzo podobny. Głupi wyczyn człowieka początkowo jak i końcowo nie przynosił właściwie nic pozytywnego. Po dłuższej chwili bycia w skupieniu Jorka postawiła kufel w pozycji pionowej równie ociężale jak to karczmarze uprzednio wydawali jej resztę za złożone zamówienia. Trzymała ciągle rękę zaciśniętą na przedmiocie. Dopiero gry pływające w nim piwo uspokoiło swój falowy ruch jorka zaskoczyła i zaczęła zwracać uwagę już nie tylko na kufel ale na szlachcica, który jeszcze z nią siedział przy stole.
"jeszcze z nią siedział"
I to było niepokojące, bowiem Baiken dość mocno wkurzona, puszczając naczynie, zabrała rękę do siebie. Wstała, odrywając nogi oparte jeszcze o brat, szurając głośno krzesłem. Pretensjonalnym tonem udała się do drzwi wyjściowych z wyrzutem podsumowując wszystko.
Baiken może by i wstała, wyszła, trzasnęła drzwiami i wykonała tysiące innych, a równie ostentacyjnych czynności. Może klęłaby, wyzywała, mieszała z błotem. Nuż udałoby jej się obmyślić stosowną zemstę. W chwilę jaką poświęcił jegomość na zrozumieniu sytuacji na dobrą sprawę zdążyła tylko wstać. Jakkolwiek planowała to zrobić pretensjonalnym tonem do drzwi dojść nie zdołała. Ledwo co minęła swego dotychczasowego rozmówce ramię jej zostało zamknięte niczym w potężnych stalowych obcęgach. Takie bynajmniej wrażenie odniosła Baiken i takie to określenie wydało jej się bardziej kontent.
Siłą rzeczy, niczym złapane w sidła zwierzę, z mniejszą lub większą dawką strachu rozejrzała się dookoła szczególną uwagę zwracając na to kto też może obsługiwać domniemane obcęgi. Egnar mroził ją spojrzeniem acz w gruncie rzeczy żadna to była różnica od tego jakim wzrokiem obdarzał ją dotąd. W przerażająco niewielkim odcinku czasu zdołał zmienić zgapioną od Baiken nonszalancką pozycję, która ograniczała teoretycznie jego ruchy do co najwyżej podrapania się po łydce, na taką jaką tylko złodziejka mogła sobie wyobrazić jako najbardziej korzystną dla osoby siedzącej. Jedną nogę skierował palcami w stronę niejakiej rozmówczyni, a postawił ją po prawej stronie krzesła. Druga skierowana w stronę kontuaru pozostała przed krzesła frontem. Przypominając sobie co też robił ten człek próbując podać jej rękę Baiken była skłonna sądzić jakoby teraz był w stanie dosłownie zakręcić się wzorem śrubki.
- Proszę nie przesadzać, przecież nic się nie stało.
Głos aż kipiał udawaną prośbą i żalem
- Piwo, jeśli coś się uroniło, jestem gotów odkupić. Wszelkie inne straty zresztą też zrekompensuje.
Zastanowił się chwilę patrząc jeszcze jorce w oczy po czym najwyraźniej samego siebie zadziwiając doszedł do wniosków, dzięki którym z kolejną kwestią planował udobruchać jorkę.
- Zapewne źle się zrozumieliśmy! Mówiąc o zwinnych dłoniach hołdowałem pani, a nie chciałem wcisnąć przynależność do niespecjalnie lubianego zawodu. Proszę bardzo panią aby pani usiadła, dokończmy rozmowę.
Rozkazywał? Chyba nie. Mimo to coś w tonie jego głosu sugerowało, że to nie prośba a nakaz czy nawet ultimatum. Sam człowiek był nietypowy toteż nie problemem było uwierzyć, że wśród jego słodkich słówek kryje się także i stal, którą w retorycznej batalii obdarza się wroga.
Nie dość, że jest dobitnie arogancki, to jeszcze się rządzi jakby byli tutaj jego podwładni!
"Nigdy w życiu" Okazała sobie samej akt niezgody wyczynom jakie prawił Egnar.
Przejmowała się tylko potężnym objęciem człowieka. Z zamkniętymi oczami analizowała swoje myśli.
Szukając jakieś zaczepki, bądź innego typu rozrywki do produkcji adrenaliny w jej ciele, nie chciała tego osiągnąć. Niekoniecznie to ona miała być zwierzyną, na którą polują inni. Niekoniecznie ona miała być w zagrożeniu takim jakim się teraz znajduje. Może Egnar trzymał ją za ramię, choć za sam ten zuchwały wyczyn Baiken mogłaby sprawić z nim porządki. Jednak w połączeniu sposobu, w jakim to zrobił, tonie jego głosu, i całej brutalnie przerwanej akcji Jorki, to, co najchętniej by zrobiła, to przydusiła mrożące ostrze Serca Lodu do gardła tego typka. Z największą przyjemnością patrzyłaby się w jego oczy i wyrzuciła to co jej się nie podoba w jego twarz. Wszystko jej się kłębiło w głowie. Do wykonania tego ostatniego kroku przeszkadzało objęcie człowieka, przez które wszystkie plany z goryczą i niezadowoleniem spłynęły do zaciśniętej dłoni. Jak kolec róży idealnych planów wadził i uniemożliwiał ich spełnienie.
"Bądź grzeczna" Powiedziała do siebie, choć na skraju świadomości zgromadzonych w okół.
Nie spodziewała się owego obrotu spraw, a tym bardziej nie chciała, by idąca już ku nim przewaga, zwiększyła się. Nawet nie mogła drgnąć. Może przez odrobinę obawy i dystansu. Mogłaby poddać się nakazom człowieka i usiąść.
Jednak faktem było, przebieg zdarzeń nie był przypadkowy. Na pewno było to dawno temu zaplanowane. Szczegół po szczególe pieczołowicie kartowane, by doszło do tego momentu. Na pewno ktoś nie chciał, by Baiken wyszła sama z tej karczmy~
~Ahhhh, ta mania prześladowcza...
Nic nie było kartowane, nie było żadnego planu tylko po prostu ktoś sie tutaj zachowuje jak~
"Pieprzony materialista" mówiła wciąż do siebie by się uspokoić.
Uniżoność z jaką zwracał się ku niemu karczmarz i strach jaki wywołał samym swoim wejściem wśród ludzi kazała wręcz myśleć, że tak naprawdę człowiek ten znajduje się na swoim, a więc i może się rządzić tak jakby byli tu jego podwładni.
Uścisk w przedziwny sposób jakby zelżał po czym nagle zacisnął się znacznie poważniejszą siłą. Do progu bólu co prawda brakowało temu uściskowi dobrych kilku niutonów acz jego siła i tak świetnie tłumaczyła, że stwierdzenie "nigdy w życiu" mogło być nieco przesadzonym.
Pomysł wykorzystania Serca Lodu jako karty przetargowej w tej dyskusji mógł się okazać na tyle nietrafionym, że nie tylko Baiken blisko miała ku broni. Dosłownie zaraz pod prawą ręką, a zawieszony tak, że bez problemu dałoby się go teraz wyjąć, wisiała z całą pewnością wypełniona pochwa sztyletu, który przy takiej majętności posiadacza po prostu nie mógł być zwykłym. Gdy do takich wniosków dodawało się jeszcze, że mężczyzna, którego jorka chciała tak nieprzyjemnie potraktować przed chwilą potrafił złożyć się praktycznie w pół co niejako świadczyło o jego nieprzeciętnej giętkości i zwinności. Nawet jeśli nie przewyższał ją złodziejki to zapewne się z nią równał co stawiało całą akcje cięcia jego gardła pod dość dużym znakiem zapytania.
- Naprawdę bardzo proszę aby pani usiadła.
Tym razem nie naciskał, robił to w zamian ręką. Nie było w tej wypowiedzi nawet groźby czy gniewu. Naprawdę prosił.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum