TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Infernus
2009-04-24, 23:46
Alea Iacta Est
Autor Wiadomość
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-03, 22:49   Alea Iacta Est


Alea Iacta Est

Kroniki Oricka Ravena


Zagraniczne misje dyplomatyczne są o tyle irytujące dla dyplomatów z oblężonych krain, że wymagają przekroczenia linii frontu, która jak to linia frontu nie należy do miejsc szczególnie miłych do przekraczania. Określenie bowiem, że krainy stoją w ogniu jest o tyle nieprecyzyjne, że zazwyczaj w ogniu stoją same linie frontu. To, że są to tereny względnie mobilne co prawda w pewnym momencie powoduje niejakie podpalenie całego kraju lecz w gruncie rzeczy płonie tylko front.
Badania nad tym mógł poprowadzić Orick, który od pewnego już czasu wędrował w misji dyplomatycznej na tereny leśnych elfów. Mimo, że w teoretycznie była to misja zlecona mu przez Księżycowy Wiec to jedyne co od niego otrzymał to tak naprawdę kilka słów zawierających w sobie jednoczesne życzenie dobrej podróży jak i odgórne zalecenia misji. „Idźcie więc w świat i brońcie zawsze naszego ludu”. Na tyle irytujące, że w żaden sposób nie precyzujące zadania, a więc i nim nie pomagające.
Mimo więc, że miast być dyplomatyczną wyprawą Srebrnych Elfów podróż Oricka stała się jego prywatną ten jednak podróżował. Szedł przed siebie patrząc łun pożarów i czekając, aż pierścień zasygnalizuje mu cierpienie rodaka.
Zawiódł się jednak na swój sposób, bo ani ognia ani cierpienia nie uświadczył. Co prawda spotykane elfy w miarę odległości traciły swą dumę kosztem strachu i nędzy lecz tak naprawdę nic większego się nie działo. O ile dobre poczynił obliczenia przy okazji ostatniego biwaku był praktycznie milę od dawnej granicy, a aktualnej linii frontu. Zadziwiał go krajobraz wokół. Owszem, nigdzie nie było wszędobylskich małych wiosek. Owszem, trakt był nad wyraz wydeptany. Ale lasy wciąż były te same. Śnieg nie był wypunktowany krwawymi wybroczynami. Nigdzie nie walały się trupy. Nie było czuć odoru zgnilizny czy innej śmierci. Front był nad zwyczaj… normalny? Humanitarny?
Obozu nie znalazłby gdyby go usilnie nie szukał. Ustawiono go dość daleko od drogi i w gruncie rzeczy jedyne co go odróżniało od reszty krajobrazu to fakt, że miast ładnie układać się wraz z zaspami irytująco wystawał niczym pionowa wręcz góra. Pomijając już fakt, że żadna góra nie mogła być do tego stopnia równa to rzadko zdarzało się by wzniesienia były drewniane. To było i co więcej prócz tego, że było z drewna to wychyliło się na tyle by zyskać pewną regularność. Gdy jeszcze dodać do tego wszystkiego fakt, że w pewnym momencie wzgórze urywało się kosztem niewielkiej drewnianej bramy, teraz otwartej i obstawionej przez dwójkę na swój sposób niezdecydowanych srebrnoelfich mieczników. Co prawda stal pasowała do ich młodzieńczych, wątłych sylwetek niczym pięść do nosa lecz cóż… wojna jest tryumfem konieczności.
Strażnicy jeszcze nie spostrzegli Oricka, który nomen omen do samego obozu miał jeszcze dobre sto metrów. Sami zresztą oni pogrążeni byli w rozmowie, która – mimo, że prowadzona na odległość około trzech kroków – wyglądała na wybitnie zajmującą obu z mieczników. Słowa skakały między nimi z prędkością bełtu z dobrej kuszy i w gruncie rzeczy nawet gdyby Orick przeparadował między nimi przewodząc armii inwazyjnej orków niespecjalnie by się tym przejęli. Gdy czujki magiczne wchodzą na wyposażenie nawet niewielkich oddziałów wojskowych takie właśnie ma to efekty.
Problem w tym, że Orick na żaden sposób nie potrafił rozpoznać tu nawet najprostszych zaklęć alarmowych, które zastawia się aby odwrócić uwagę od magicznych pułapek czy innych zaklęć alarmowych. Nie było tu nic, zupełnie nic. Tak jakby chwilowo srebrne elfy miały zamiar korzystać z taktyki orków by zbadać zasadę ich sukcesów.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-04, 08:12   

Zaskakujące, jakże potrafią się potoczyć losy zwykłego elfa.
Zadziwiające, jak jeden wieczór może stanowić punkt zwrotny w historii całego narodu.
Zadziwiające, jak jedno okrągłe maleństwo może przechowywać moc, gotową do uratowania całej nacji.
Zadziwiające, jak wielki wkład w to miał on, Orick Raven.
Podróżował z ochotą, wszak wiedział że jego misja to nie banał i że musi poświęcić całego siebie, aby wykonać ją z pełnym sukcesem. Gdy opuszczał Sallenael spodziewał się trudnej przeprawy, pełnej krwi, cierpienia i wyrzeczeń. Był pewien że niejednokrotnie będzie musiał korzystać ze zbawczych mocy Pierścienia Wieczności, noszącego jego imię. Notabene ów pierścień stał się obok kostura wuja Arathilea drugim przedmiotem, przynoszącym dziwny spokój na duszy, oraz który dawał młodemu magowi - dyplomacie poczucie bezpieczeństwa, toteż wiedział że nie musi się bać niczego.
Zadziwiające, jakże przypuszczenia mogą mylić.
Zadziwiające, jakże spokojnie przebiega zwykle to, od czego spodziewaliśmy się wielkich trudności.
Zadziwiające, jak bardzo zadziwiająca była wojna.
Elf zauważył straż już z oddali. Akurat rozmyślał nad sytuacją polityczną w całym kraju, bazując się na tym co usłyszał po drodze oraz na własnych przekonaniach (Polityka: Mistrz). Uśmiechnął się sam do siebie, widząc nadzwyczajną czujność jego młodych pobratymców. Sam był zapewne niewiele starszy od nich i zapewne jeszcze kilka miesięcy temu jego sumienność w wykonywaniu obowiązków nie byłaby specjalnie większa.
- Nie mam się przecież czego bać - Powiedział do siebie i upewnił się, że pierścień nie daje mu oznak elfich cierpień, po czym przyspieszył kroku. Gdy zbliżył się już dostatecznie blisko do palisady, zaczął wymachiwać rękami. Nie chciał krzyczeć i zaburzać spokoju okolicy - oraz wywoływać niepotrzebnej paniki wśród mieszkańców obozu. Jednakże jeżeli straż nie zauważała jego gestykulacji, zakrzyknął:
- Hej wy tam, straż przednia, macie miejsce dla strudzonego wędrowca?
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-04, 23:17   

Zadziwiające ile zadziwiających rzeczy może zadziwić elfiego maga o zadziwiających zdolnościach.
W sumie Orick niespecjalnie wiedział jak też pierścień miał sygnalizować elfie cierpienie. Jeżeli miał to być ból to w gruncie rzeczy lepiej byłoby wyrzucić ten pierścień w cholerę niż z jego pomocą próbować ratować świat. Taki zresztą odrzut byłby zaraz odruchem naturalnym. Niespecjalnie miłym żartem byłoby gdyby rzeczone cierpienie byłoby sygnalizowane miłym mrowieniem czy łaskotaniem. Wtedy to ta bezosobowa magia, która to podobno zależy tylko i wyłącznie od jej właściciela okazałaby się niebywale skurwysyńska. To musiało leżeć pomiędzy. Jakieś boląco-mrowiące uczucie nie mające jeszcze stosownej nazwy.
Niezmiennie jednak jakie to miało być uczucie Orick nie czuł żadnego, które mogłoby być stosowne. Owszem, od butów bolały go stopy, a kostur zaczął już irytująco ciążyć w dłoni ale to nie było to. Niespecjalnie chciał również podchodzić pod to zwyczajny przyziemny głód czy pragnienie. Mimo więc, że tak naprawdę mag nie wyczuł żadnego stosownego uczucia mogącego odpowiadać za cierpienie innych to odświeżył sobie w pamięci wszelkie trudy podróży, które miał okazję dokładnie zbadać.
Straż zauważyła dość chaotyczną gestykulację, a co więcej skomentowała ją niespecjalnie miłym spojrzeniem z serii „pali się czy debil?”. W sumie niespecjalnie inteligentnie wyglądał srebrny elf wymachujący rękami jakby właśnie pomagał w lądowaniu maszynie latającej.
- Cywil? - zakrzyknął w końcu jeden ze strażników i profilaktycznie złapał za głowicę miecza. Zaraz potem stal zabrzęczała gdy wyciągnął on broń tak by widać było, że jest w stanie zrobić to wystarczająco szybko by usunąć przeciwnikowi włos stający ze strachu na głowie. Trochę przypominało to ptasie gody gdy każdy pokazuje jaki to on nie wspaniały, a zaraz potem pada zadziobany przez najsłabszego w stadzie.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-05, 08:14   

Orick uśmiechnął się sam do siebie. Zaiste, musiało to wyglądać komicznie - elf wymachujący żywo rękami. Jego sąsiad, chory psychicznie Therlenorn miał w zwyczaju odprawiać podobne tańce. Ignorując jednakże te jakże pesymistyczne myśli, które mogłyby młodego elfa naprawdę doprowadzić do choroby psychicznej, podszedł bliżej do palisady i przemówił.
- Tak, cywil, brat wasz i przyjaciel. Czy znajdzie u was schronienie strudzony wędrowiec? Długą drogę mam za sobą i niemała mnie czeka, a od pewnego czasu podążają ze mną zmęczenie i głód, toteż chciałbym gdzieś odetchnąć... - Rzekł elf, stając w miejscu i opierając się na kosturze. Zastanawiał się w głębi duszy, cóż to za obóz i gdzie dokładnie jest. Jego umiejętności geograficzne były raczej niewielkie, choć starał sie zawsze słuchać wuja gdy ten wykładał mu tajniki wiedzy o świecie. Mimo to wolał jednak upewnić się, że czujna straż fortu nie przygwoździ go do ziemi strzałami gdy podejdzie za blisko, potem martwić się będzie o sam fort.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-05, 18:23   

- To front panie… - orzekł na nowo ten sam miecznik pozwalając mieczowi powrócić do pochwy. Dłoń również niespecjalnie chciała dyndać przy rękojeści toteż elf zaraz spuścił ją wzdłuż ciała. – Niespecjalnie wydaje mi się żeby kapitan przyjął do obozu cywila. - orzekł w czasie gdy drugi z wartowników gestem dłoni zachęcał maga do podejścia. Pierwszy, który wziął na siebie ciężar konwersacji wyglądał na co najmniej zmieszanego i takim zapewne był. Co jak co ale nawet niektóre logiczne przepisy bezpieczeństwa wydają niesamowicie głupie w obliczu możliwości ich pogwałcenia. – Rozumiesz panie, tu wojsko… w dodatku ostatnio rotmistrz magów nam zszedł to i z zabezpieczeniem obozu jest znacznie gorzej. Strach w nocy położyć się spać… - znów przerwał na chwilę by spojrzeć przez podwoje do wnętrza obozu – Na pańskim miejscu rozbił bym namiot gdzieś między drzewami i nie palił ognia. Jutro z samego rana obróciłbym się na pięcie i schował w najbliższej twierdzy albo warownym mieście. - znów przerwał – Nie czas teraz na podróże, nadszedł czas miecza i topora. - zakończył na tyle poetycko na ile poetycko mógł zakończyć przestrogę zwykły piechur srebrnych elfów na cudzoziemskim autoramencie.
Drugi najwyraźniej niespecjalną miał ochotę wypowiadać się czy też dawać przestróg. Ograniczył swą rolę do debilnego uśmiechania się i ewentualnego ochoczego machania ręką. Był tylko piechurem na cudzoziemskim autoramencie.
Za bramą trwała dziwna stagnacja. Tak jakby namioty, które równo stały wzdłuż wyznaczonych alejek stały się dla żołnierzy całym światem. Owszem, było niespecjalnie ciepło i brakowało motywacji aby wyjść ale siódemka żołnierzy na zewnątrz z całego oddziału niespecjalnie chciała dać się podpiąć pod problemy natury pogodowej.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-05, 22:44   

Elf nie miał zamiaru zdradzać swojej roli. Nie był żadnym szlachcicem ani nie chciał używać faktu posiadania Pierścienia Wieczności do własnych celów. Mimo to nie uśmiechała mu się wizja spania na zewnątrz, w nie do końca bezpiecznych okolicznościach.
- Jestem dyplomatą na misji, więc nazywanie mnie cywilem nie jest do końca słuszne. Poza tym znam się nieco na magii - Rzekł z łagodnym, sympatycznym uśmiechem - I jestem pewien, że wasz dowódca nie miałby nic przeciwko przenocowaniu wewnątrz fortu dyplomaty znającego się na czarowaniu oraz który służył w straży Anderdull, zatem pewne wyszkolenie ma. - Przechylił lekko głowę i zaczął przyglądać się namiotom - Ilu was jest?
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-07, 20:51   

Wartownik spojrzał na swego towarzysza, a gdy nie znalazł w nim wsparcia zmieszał się wybitnie i zajął się zapewne wymyślaniem środków zaradczych mających na celu poradzenie sobie z wymagającą tego sytuacją. Cóż jednak mógł wymyślić srebrnoelfi piechur na cudzoziemskim autoramencie?
Im głębiej popadali wartownicy w zamyślenie tym głębiej Orick badał ich mundur. Nie chodziło oczywiście o to, że zaglądał co dalej w głąb, a po prostu im dłużej patrzył tym więcej dowiadywał się o prostym mundurze piechura Księżycowych Lasów. Szerokie portki, najwyraźniej z wełny, z wnętrza zapewne uzupełnione jakimiś zmyślnymi kalesonami, kolor – szary nuż pomagało to w ukryciu się. Do tego koszula, równie szara i równie szeroka. Włożona pod portki i spięta czarnym pasem z niewielką klamrą. Na pasie miecz, zwykły, jakby wykuwany na planie krzyża. Na to najwyraźniej pancerz, skórzany, bo nie wymagający szkolenia. Barwiony na czarno i wystający tylko naramiennikami. Aby pancerz zakryć, a ukazać gdzie dany żołnierz służy na to wszystko nałożona była tunika. Do pół uda, czarna z na piersi wyhaftowanym herbem Księżycowych Lasów, a na ramieniu serią wzorów geometrycznych. Ci tutaj akurat posiadali tylko jedną białą kreskę co oznaczało, że niespecjalnie wybijają się z tłumu. Głowę mieli… łysą. Co prawda nie dosłownie, bo obojgu srebrne włosy sięgały po łopatki lecz aby te włosy pokryć nie mieli nic. Nikt nie dał im nawet głupiego kapelusza. Godziło to w tradycje militarne srebrnych elfów gdy to głowa jako ustalone źródło wszelkiej magii zawsze kryta była choć kapturem. Tu, jakby podkreślając importowy charakter ani czapki ani kaptura nie było. No cóż… autorament cudzoziemski.
- Agarion skocz po pana Eshuna. - orzekł w końcu wartownik gdy w kilka sekund do głowy przyszło mu rozwiązanie – On jest w końcu dziesiętnikiem zawsze to więcej znaczy jak byle wartownik. - rzekł rozmówca Oricka do swojego towarzysza po czym uśmiechając się nieśmiało znów zwrócił głowę do elfiego dyplomaty. Drugi z mieczników – Mamy tu jeden batalion piechoty i przetrzebiony batalion magiczny. Teraz będzie magów góra regiment. Jeszcze bez kapitana. Strach wyjść w pole, a orki już tuż. Zwiadowcy mówią, że las wycinają. Trzeba by ich odepchnąć, a bez wsparcia magicznego nie ma sensu iść nawet w pole. To się nazywa sytuacją patową! - co prawda określenia na liczebność danych oddziałów mówili Orickowi tyle ile orkowi mogłyby powiedzieć magiczne inkantacje ale pozwalały ustalić jedną kluczową rzecz – żołnierzy na pewno było stanowczo za mało.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-07, 21:40   

Orick uniósł brew. Surowe, żeby nie powiedzieć: ubogie mundury elfów robiły na nim niezbyt przyjemne wrażenie. Ach gdzież są Ci dzielni wojownicy w srebrnych zbrojach, dzierżący księżycowe włócznie? Gdzież Ci dzielni magowie z białymi niczym mleko kosturami, z oczu których biła wiekowa mądrość? Gdzież Ci strzelcy strzelający z łuków z cięciwami z grzyw jednorożca?
To wszystko było jeno iluzją, ułudą, którą karmiono się małe dzieci. Ułudą pochodzącą z legend, gdzie dzielni rycerze zawsze zabijali złego smoka, ratowali piękne dziewice które potem przestawały być dziewicami (wszak COŚ musiało być w magicznych słowach "i żyli długo i szczęśliwie"), a dobro zawsze wygrywali.
Dziś zobaczył prawdziwe oblicze dzielnej armii Księżycowego Lasu. Na własne oczy przekonał się, że legendy trzeba pozostawić legendom. I choć miały w sobie ziarno prawdy (mianowicie fakt że po przybyciu takiego "rycerza" dziewica przestawała być dziewicą) to jednak naiwne myślenie młodego elfa, że żołnierz elfi to zawsze wykwalifikowany wojak, legło w gruzach.
- Orkowie są blisko? Jak bardzo? - Zapytał po chwili, poprawiając rękawy szaty. Nie chciał walczyć. Nie lubił walczyć. Nie nadawał się do tego absolutnie. Nie chciał używać destrukcyjnych mocy pierścienia ani kostura. Wiedział że nie po to je otrzymał żeby afiszować się z ich potęgą.
Ale co jeżeli nadejdzie potrzeba? Co jeżeli będzie zmuszony użyć destrukcyjnych sił aby ratować Księżycowy Las, lub własne życie?
Niecierpliwie czekał na przywódcę obozu.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-07, 22:40   

- Orki? Nie wiem, nie mówią nam. Pewnie chcą podtrzymać marne ale stałe morale. Nie porwie nas przecież do bitwy orzeczenie, że orki stoją na pobliskiej górce i tylko chwila dzieli nas od nierównej bitwy. - przerwał na chwilę mimowolnie odwracając się i spoglądając to za swoim towarzyszem, to za omawianym przeciwnikiem. Splunął w końcu jakby dla odgonienia uroku i roztarł to ciężkim wojskowym buciorem - Nie wydaje mi się żeby byli blisko, słyszelibyśmy to, czuli. W obozie nie było by tak spokojnie. Gotowalibyśmy się do walki albo do odwrotu. Więcej byłoby dezercji. Śmierć możemy sobie odłożyć na troszkę później. - smutny uśmiech niespecjalnie chciał zejść z twarzy. Na swój sposób uspokajał choć jeśli ktokolwiek miałby być w ten sposób uspokajany zapewne wolałby już dostać nerwicy.
Wartownik dopiero co dobiegł do centrum obozu i skręcił gdzieś między namioty toteż do przybycia ewentualnego dowódcy czy zapowiadanego dziesiętnika miało minąć zapewne trochę czasu. Jeśliby więc czekać go niecierpliwie zaraz objawiłoby się to tupaniem, sarkaniem, klęciem i wzywaniem Bogów. Dlatego też zapobiegliwy umysł srebrnego elfa od razu zaczął wyszukiwać ewentualnych obiektów zainteresowań.
Nie znalazł...
- Wybacz panie ciekawość... - zaczął po chwili nieśmiało wartownik - Ale... gdzie z tym poselstwem idziesz? - na chwilę przerwał po czym po tej chwili zdecydował się jednak milczeć otworzył tylko bezgłośnie usta po czym zamilkł słuchając odpowiedzi Oricka. Najwyraźniej i jemu nie cieszyło się oczekiwanie czy to na dowódce czy koniec warty.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-08, 20:03   

Elf słuchał w milczeniu słów swego pobratymca. Kiwał głową ponuro. Smutne było co mówił - Z jaką niewrażliwością mówił o wojnie, o czymś co winno być jego największym obowiązkiem, który ma oddać lasom które go wychowały. Wszak był rodowitym mieszkańcem tych ziem i był jej coś winien.
Orick patriota? Zabawne, acz prawdziwe.
- Nie wiesz panie? - Odrzekł na ostatnie pytanie - Zgodnie z ustaleniami Księżycowego Wiecu który miał niedawno miejsce w Sallenael, winniśmy poprosić o pomoc naszych braci krwi, leśnych elfów. Wszak płynie w nas jedna krew, a to ona świadczy o naszym braterstwie, nie zaś zachowania, zwyczaje czy wygląd zewnętrzny.
Przypomniała mu się pewna pieśń, którą wykonał bard imieniem Molko. "Hemoglobina, to ona jest kluczem do zdrowego rytmu serca" - Cudnej pieśni o tolerancji między rasowej.
Dość już pieśni. Czas skupić się na swej misji.
- Niektórzy chcieli prosić też o pomoc ludzi, jednakże wniosek ten odrzucono. A powiem Ci w sekrecie że szkoda, bo choć ludzie to rasa zaiste chciwa i przewrotna w swej naturze, to jednak nadzwyczaj użyteczna.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-08, 21:32   

- Panie tu front jest, a nie salony. Niespecjalnie tu słyszymy o Wiecach nawet gdy sądzi się o nich kto będzie się bił razem z nami. Sam zresztą mówił pan, że Wiec odbył się niedawno toteż niespecjalnie mieliśmy okazje dowiedzieć się o jego ustaleniach. Od nowych rekrutów słyszeliśmy, że ma być zwołany, ale nic na temat nawet zagadnień. Mało kto chce teraz nosić niespecjalne ważne dla piechura wieści pod sam front. Rozumie pan, mało kto jest na tyle zdeterminowany by dojść aż pod granice. W sumie pomijając rekrutów to jest pan jedynym wędrowcem od dobrego kawałka czasu. - na chwilę przerwał jakby zamyśliwszy się nieco - To miło, że w walce wesprą nas leśne elfy. Podobno wspaniali z nich łucznicy, a nie oszukujmy się, wśród nas niewielu takich co potrafią łuk najwyżej napiąć. - znów przerwał wpatrując się w Oricka z pewnym zainteresowaniem - Ludzie też by się przydali. Podobno mimo szybkiej starości świetni z nich taktycy. To rasa okropnie ambitna i bojowa. Przydałoby nam się chociaż kilku ich generałów i każdemu po oddziele. Od razu inaczej by się walczyło z wiedzą, że nie jest się eksperymentem w nowej taktyce walki. - znów przerwał, najwyraźniej w ten sposób próbował katalogować swe myśli. - Zresztą każdy sojusznik dobry póki ma do walki werwę. Gdyby mogli nam pomóc nie miałbym nic przeciwko nawet orczym dezerterom. Póki walczyliby w naszej sprawie mógłbym się z nimi nawet bratać... - zakończył jakoś dziwnie jakby w pół wątku choć powiedział wszystko co teoretycznie powiedzieć winien. Taki niedosyt gdy ma się wrażenie, że rozmówca zdecydował jakoby powiedział o kilka słów za dużo i chwilowo, jako, że nie zrobił tego wcześniej, potrzebował sobie to wszystko przemyśleć.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-08, 22:28   

Elf kiwnął głową i uśmiechnął się do własnych myśli. Był pewien że rozmawia jeno z jakimś wioskowym głupkiem, tu jednak okazało się że jego rozmówca jest całkiem inteligentny - brak mu tylko wykształcenia, zapewne, choć kto wie czy nie jest to syn jakiegoś bogatego elfa a do wojska poszedł z przymusu...
- Cóż, zatem myślę że dogadalibyśmy się w tejże kwestii. Mam nadzieję że uda mi się przekonać leśne elfy do pomocy... Zresztą jeden ich wychowanek sporo zdziałał w tej wojnie... Tulian - Elf zmrużył oczy - Tak, to był wielki wyczyn. A mimo to słuch po nim zaginął. Słyszałem nawet tezę że zmysły postradał, tudzież zawinił Bogom... Cholera go wie. Podobnie Altharis. Kolejny wielki bohater lasów. Gdzież on teraz jest? - Elf zapytał raczej siebie, niż swojego rozmówcę - Wielcy bohaterowie opuszczają ziemie które winni bronić, a skoro i oni uciekają przed wojenną pożogą, to któż ma walczyć o honor naszej rasy? - Elf westchnął i pokręcił głową z dezaprobatą - Dobrze że chociaż tacy jak my mają jeszcze siły żeby cokolwiek czynić dla naszej ojczyzny, dobrze że nadal żyją elfy, kochające Księżycowe Lasy...
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-08, 23:09   

- Poborowi panie, poborowi... - odrzekł elf patrząc z pewną melancholią to w oczy Oricka to w ziemię pod swymi stopami. Oczywiście po drodze zyskał dla wzroku jeszcze kilka znaków orientacyjnych lecz to te teoretycznie były najważniejszymi, bo rozpoczynającymi i kończącymi wędrówkę spojrzenia.
To w sumie podchodzi prawie pod paradoks. Wśród rasy bowiem wspaniałych magów i badaczy trudno jest znaleźć kogoś kogo można nazwać pierwszorzędnym, sztandarowym wręcz wioskowym głupkiem. Owszem, zdarzają się szaleńcy, nie magowie i całe hordy innych niespecjalnie światłych acz o nikim nie można powiedzieć jakoby by był głupkiem. Byle chłop Księżycowych Lasów światłością umysłu bowiem bije na łeb szlachtę każdej innej rasy. Taka pewna boska niesprawiedliwość.
Mimo, że rozmowa zapowiadała się ciekawą kiedyś musiała zostać skończoną. Tak to bywa, że jeśli kogo wysłać prędzej czy później wróci. Szkoda tylko, że czasami wraca przerywając patetyczną dyskusję na patriotyczne tematy. Wartownik bowiem wracał prowadzać niejako za sobą kolejnego srebrnego elfa w tym samym irytująco mdłym mundurze. Szedł on jednak inaczej, skrajnie wyprostowany i stawiający mocniejszy krok na lewą nogę. Mundur miał skrajnie czysty jakby każda najmniejsza nawet drobinka kurzu bała się podlecieć. Widać było po prostu, że wszelkimi dostępnymi sobie siłami stara się o awans.
- Pan Eshun A'hand, dziesiętnik w służbie armii Księżycowego Lasu. - orzekł jegomość gdy doszedł w końcu Oricka. Słowo "pan" akcentował jakby miała to być częśc jego imienia czy nazwiska. Nieodzowona i niezbędna nawet przy prywatnych konwersacjach. Pan za dychę dziesiętnik. Miał spokojne spojrzenie kogoś kto widział w życiu naprawdę wiele rzeczy i większość zrozumiał. Zresztą mogło to być spojrzenie tak samo doświadczone jak i markowane. Nie miało to zresztą żadnej aktualnie wagi. Krótkie włosy, bo tylko lekko za uszy nadawały mu na swój sposób wyglądu żołnierza. Przy pasie dyndało mu coś czemu urągałoby się nazywając to mieczem, a co jeszcze nie zasługuje na miano szabli czy rapiera. Połączenie praktyczności z symbolem urzędu. Na ramieniu miał dwie białe linie. - Czym mogę służyć? - mówił z pewną dozą zdenerwowania, tak jakby odbieranie tej tu oto wizytacji niespecjalnie było mu w smak. Ambicja niedocenionego szlachcica. Niewielkie oczy, ściśnięte usta, niewielki irytująco zadarty nos. Idealny żołnierz. W polu tylko jebnąć coby zabić.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-09, 15:22   

Nie przepadał za elfami nazbyt pewnymi siebie, za elfami którzy uważali się za lepszych, tylko dlatego że na ich mundurze znaczek na klapie jest bardziej finezyjny, tudzież dzięki temu że wiele lat temu prababka wyszła za szlachcica, toteż szlachetna krew przeszła dalej. W jego (bądź co bądź naiwnej) wizji świata wszyscy byli sobie równi i wszystkim przyświecały takie sama prawa. Przez chwilę miał ochotę wygarnąć PANOWI Eshunowi jak wielką, zarozumiałą kupą gnoju jest w oczach elfa, który na palcu miał artefakt który przewyższał mocą jakiekolwiek inne przedmioty jakie jego rozmówca widział w życiu, jednakże wstrzymał się. Pokora, to jej potrzebował, nie warto było przecież czynić sobie wrogów. Tak jak to uczynił z Foenem. Przełknął ślinę na myśl o tym, że gdzieś tam, z identycznym pierścieniem na palcu kroczy elf, który ma tysiące powodów by nienawidzić Oricka...
- Witaj panie - Skłonił się przywódcy obozu. Jak przypomniał sobie ze słów elfów, był on dziesiętnikiem. Należał mu się swego rodzaju szacunek. - Przybywam prosić o schronienie dla mojej skromnej osoby wewnątrz waszych murów. - Krótko, prosto, tonem jak najbardziej uprzejmym. Był gotów odpowiadać na wszelkie pytania Eshuna.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-09, 22:17   

Dziesiętnik myślał chwilę intensywnie przy tym trąc podbródek. Sytuacja, w której ktoś z zewnątrz chciał zanocować w obozie wojskowym nomen omen nie była opisywana w żadnym kodeksie postępowania dla wojaków. W szczególny jednak zapewne sposób mówiono tam o dezercjach, ucieczkach i wykonawcach tych czynów. Opisywano kary, procedury i sposoby wychwytywania takowych. Orick może i nie wyglądał na bojowego maga, ale cóż... wojna tryumfem konieczności.
- Imię, ewentualne nazwisko... - znów zamyślił się w czym pomogło nie odrywanie dłoni od podbródka. Potarł więc kilka razy w pamięci szukając procedur po czym gdy tylko się zmotywował puścił dłoń luźno - I cel podróży niech pan poda. Jeśli ma pan jakieś dokumenty potwierdzające podróż tym lepiej. Odpuścimy sobie rewizję, którą uznaję za zbędną, zwłaszcza w naszym umagicznionym społeczeństwie. - znów na chwilę przerwał tym razem - co dziwne - bez pocierania podbródka. Coś musiało w tym być. - O ewentualnym udzieleniu schronienia zadecyduje kapitan Draul. Po udzieleniu odpowiedzi na te elementarne pytania odprowadzę pana doń aby mógł pan przekazać prośbę osobiście. - niezależnie od tego co myślał o nim Orick pan Eshun najwyraźniej nie miał najmniejszych nawet zalążków ochoty zmienić podejście czy to do tego konkretnego srebrnego elfa czy też do całego ogółu. To zresztą do siebie mają niewypowiedziane myśli, że nie zwykły specjalnie wiele zmieniać.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-09, 22:54   

Orick wzruszył ramionami. Skoro elfy tutaj nie słyszały o Wiecu, zapewne nie znają też jego imienia i nazwiska. Tym lepiej. Nie chciał budzić sensacji swoją osobą, a raczej swoim pierścieniem.
- Orick Raven, elfi dyplomata. Kieruję się do lasów naszych Leśnych pobratymców, w celu poproszenia ich o pomoc w trudnych czasach wojny. Coś jeszcze? - Elf odgarnął znak oka niesforne, srebrzyste włosy i spojrzał na dziesiętnika badawczo. Zastanawiał się, jak będzie wyglądać najbliższe parę godzin tu spędzi. Mimowolnie spojrzał gdzieś w dal, jak gdyby spodziewał się że zobaczy tam całą hordę zielonoskórych, krzyczących wojenne hasła w stylu "Palić! Gwałcić! Rabować! Sycić wszelkie pożądania" zakładając, że te prymitywne umysły mają aż taki zasób słów.
- Nie mam raczej żadnych dokumentów, które mogłyby potwierdzić moją misję. - Odrzekł smutno i rozłożył bezradnie ręce.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-09, 23:36   

- Dobrze panie Orick. - orzekł dziesiętnik wpatrując się w elfa na swój sposób badawczo. - Proszę za mną. Tylko niech pan na mnie uważa coby nie zgubić się w gęstwinie namiotów. Nie lubię gdy wołają mnie dwa razy do tego samego problemu. - obrócił sie na pięcie po czym ruszył przed siebie w głąb obozu. Poprzedni rozmówca Oricka tylko pośpieszył go ruchem ręki po czym spojrzenie skierował "nigdziebądź" które to chwilowo zlokalizował w nieokreślonym specjalnie punkcie. Patrzył więc przed siebie szukając tam jakby kolejnych elfich dyplomatów albo czegoś w tym rodzaju.
- Z czyjego polecenia pan podróżuje? - zapytał pan Eshun gdy wszedł już na dobre kilkanaście metrów w głąb obozu. Nie patrzył na Oricka, szedł przed siebie jakby licząc przy okazji mijane namioty. Wciąż szedł nad wyraz wyprostowany tupiąc irytująco na lewą nogę. Co bardziej denerwujące wyglądało również na to, że w swoim maszerunku znalazł nawet tempo, które z pełnym zdecydowaniem uskuteczniał. Jego oficerski dryg był o tyle nieodpowiedni, że za wczesny. O ile orientował się Orick dziesiętnik był osobistością o najniższej pozycji w kadrze dowódczej. Jak wskazywała nazwa przewodził dziesiątce ludzi, a i zapewne niespecjalnym się wśród nich cieszył szacunkiem. Ot taki chłopek roztropek za mądry na zwykłego piechura, a za głupi jeszcze by dostać pod komendę jakiś większy oddział armii. Można powiedzieć - okres testowy.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-10, 10:00   

Szedł powolnym, miarowym krokiem za dziesiętnikiem. Niezbyt chętnie odpowiedział na pytanie swojego przewodnika:
- Niedawno w Sallenael odbył się Księżycowy Wiec, na którym miałem niewątpliwą przyjemność pojawić się, a nawet wziąć głoś. - odpowiedział spokojnie nawet specjalnie się nie przejmując - Zgodnie z ustaleniami Księżycowego Wiecu, który dziś można śmiało uznać za najważniejszą instytucję w naszych krainach, mam za zadanie udać się do Leśnych elfów i poprosić ich o pomoc w wojnie. Cóż, zatem jedynie skromnie wypełniam swą misję - wzruszył ramionami, nawet nie wspominając słowem o tym, że na palcu posiada właśnie jeden z najpotężniejszych artefaktów Sorii, które notabene czynią go wybrańcem Elfów na ową misję.
Jego i kilku innych elfów, którzy również posiadają Pierścienie Wieczności.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-13, 21:19   

Dziesiętnik z razu zatrzyman został przez nagły skok możności niejakiego towarzysza. Nomen omen nie byle kto jest ten co do zaszczytu uczestnictwa w Księżycowym Wiecu jest zaproszon. Nawet jeśli podczas Wiecu rzeczonego stoi na uboczu i niespecjalnie wyraża swoje zdanie to i tak niebywały jest to skok godności nawet dla błękitnokrwistych.
Z pewnym respektem w oczach patrzył dziesiętnik teraz na Oricka i choć zapewne umysł wypominał mu teraz wyniosłość i wiążącą się z nią głupotę na swój sposób ukrywać się z tym próbował. Efekt był na tyle mierny, że Orickowi zaraz myśli omijać poczęły sprawy wszelkich artefaktów, a wskazywały coraz to kolejne powody godne śmiechu, a w głównej roli z obecnym tu panem Eshunem więc dziesiętnikiem wojsk Księżycowych Lasów.
- Niebywały to zaszczyt gdy obóz przygraniczny nawiedza aż taka osobistość. - orzekł dziesiętnik gdy znów począł paradować tym razem przy boku śmiałka - Takim orzeczeniem zapewne zaskarbisz sobie pan poparcie ze strony kapitana Draula. Kogo jak kogo ale to właśnie kogoś z głową na karku teraz potrzeba armii Lasu. - przerwał na chwilę ostentacyjnie głaskając się na nowo po brodzie. Przy jakiejś okazji musiało mu to wejść na tyle głęboko w nawyk, że nie potrafił nie wykorzystać tego gestu przy wszelkiej możliwej okazji. Opcjonalnie wstyd mu było potężnie i krył w ten sposób twarz własną. - A co jeszcze za decyzje podjęto prócz prób dyplomacji? - przerwał na moment kierując wzrok na maga - Jakieś reformy? Broń jakaś? Przydałoby się prostym żołnierzom coś co dawałoby wsparcie chociaż psychiczne. - znów przerwał wyraz twarzy zmieniając na pewien na swój sposób nijaki - Zresztą nie mi o tym wiedzieć, a gdy mi trzeba będzie pan Draul raczy nagłośnić.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-13, 21:46   

Elf pokręci głową: Tak bardzo chciał w miarę możliwości pozostać incognito, nie wzbudzać wielkiej wrzawy wokół siebie... A ten tutaj był taki podniecony faktem, że kroczy obok elfa który jak jeden z wielu miał możliwość podzielenia się z resztą ludności swymi uwagami, że zapewne gdyby naprzeciw nich stanęła chętna naga dziewka, to dziesiętnik nie zwróciłby nań uwagi.
W przeciwieństwie rzecz jasna do Oricka. Dalszym erotycznym planom i rozmyślaniom młodego elfa naprzeciw stanęły pytania jego towarzysza.
- Cóż, Wiec ustalił - Elf starał się nie mówić "My ustaliliśmy", aby nie zabrzmiało to zbyt dumnie - iż trzeba nam do końca wytępić lud orków, nie tylko z naszych ziem, ale właściwie całą rasę. Ot Krucjata przeciw agresorowi - Elf skrzywił się, wyrażając tym samym swoją pogardę do tego pomysłu - Poza tym ustalono, że będzie nam potrzebna pomoc naszych leśnych braci. Ostatecznie zaś wykuto dwanaście potężnych pierścieni, które za zadanie mają ocalić nasze lasy... - Elf starał się w miarę możliwości ukryć swój pierścień przed wzrokiem dziesiętnika. W głębi duszy miał nadzieję że ten nie dojrzy, jaki klejnot posiada na palcu mag. - Ostatecznie zaś padł pomysł, aby obudzić strażników lasu, do pomocy nam, lecz i ten pomysł odrzucono. To najważniejsze postanowienia wiecu. - Zakończył elf i wzruszył ramionami. - Nie wiem jeszcze jaka jest opinia całej ludności na jego postanowienia, lecz mam nadzieję, że nasi bracia spojrzą na te cele przychylnie.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-13, 23:34   

Dziesiętnik skinął tylko i przestał dręczyć palcami swą brodę. Aż dziw brał człowieka, że mimo takiej eksploatacji element ten anatomiczny nie wytarł się jeszcze i zachował jako takie sensowne proporcje.
Pan Eshun nie raczył już nic powiedzieć jakby ostatnie jego słowa były pretekstem do zakończenia rozmowy. Nomen omen awansując w oczach dziesiętnika zarazem Orick i podebrał mu spod nóg punkt oparcia jakim była dlań wyższość względem byle podróżnika. Gdy funkcja pana Eshuna stała się wedle Orickowej marną do umysłu dziesiętnika nabiegła nieśmiałość i zwątpienie, które skutecznie pozabijały wszelkie wątki rozmowy. Ot nie chciało brać się za rozmowę gdy rozmówcą jest kto zacniejszy.
Cisza jednak na szczęście całe długo trwać musiała bowiem dziesiętnik zaraz to skręcił między namioty gdzie po chwili kluczenia dopadł siedziby znacznie okazalszej i godniejszej choć wciąż materiałowej. Namiot dowódczy, tak bowiem wnioskował Orick, był od reszty znacznie okazalszy. Co najmniej dwa razy większy i o tyle samo wyższy. Zapewne dzielony na niejakie dwie izby. Przed wejściem samym, które to powstało po odwinięciu niewielkiego fragmentu frontowej ściany, stała dwójka strażników w pełni wręcz przypominających wartownych przy bramię. Różniła ich tylko zdecydowana tutaj fizjonomia i pewne różnice w postawie. Umundurowanie to samo.
Dziesiętnik przegonił maga by pierwszym być przy wartownikach. Nuż chciał Oricka zapowiedzieć, nuż nabruździć mu gdy było to możliwe. Pewnym jednak było, że elfa u żołnierzy zapowiedział.
- Panowie, proszę przepuścić. Oto pan Orick Raven, dyplomata i uczestnik Księżycowego Wiecu co z kapitanem Draulem rozmówić się w ważnych sprawach musi. - orzekł, a wartownicy chwile przyglądali się bacznie to jemu to Orickowi. Zaraz rozstąpili się bez słowa umożliwiając tym samym wejście obu osobistościom.
- Broń proszę zostawić tutaj. - orzekł tylko jeden z wartowników głosem na swój sposób nie znoszącym sprzeciwu.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-14, 07:35   

Orick spojrzał na swój kostur ze smutkiem. Rozstawać się z bronią, która stała się jego jedyną towarzyszką podróży? Rozstawać się ze spadkiem po wuju?
Miał zamiar zastosować stary jak świat fortel magów "Czy chcesz pozbawić starca jego podpory?" kiedy zdał sobie sprawę, że on sam raczej starcem nie jest, zatem posłusznie oddał kostur w ręce strażnika.
- Pilnuj go uważnie. Niepowetowana strata mojej laski może wiązać się z niepowetowaną stratą w Twojej karierze - Uśmiechnął się niby od niechcenia, choć uśmiech ten mógł wyglądać raczej drwiąco, po czym puścił przodem dziesiętnika.
Wszedł zaraz za nim, rozluźniony i uśmiechnięty.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-14, 22:18   

Strażnik skinął głową jeno by na ten to sposób informując o przyjęciu wszystkich tych danych do wiadomości. Po takiej to fachowej retoryce odebrał kostur Oricka po czym w jednej z rąk trzymając broń tę, drugą wskazał otwór wejściowy na swój sposób najwyraźniej zachęcając maga do dopełnienia swych celów.
Ten jednak czekał dziesiętnika i zdziwił się wielce gdy ten nie sposobił się jakoś do wejścia. Broni nawet nie złożył, a czekał najwyraźniej, aż szanowny pan dyplomata raczy odwołać go ku własnym pracom. Gdy nie stało się to w kilka znaczących sekund pan Eshun odpiął swój pas po czym zdjął zeń żabkę, na której dyndał sobie dystyngowany symbol urzędu. Gdy broń tę przekazał drugiemu z wartowniku ten wyuczonym gestem również wskazał mu drzwi, za którymi to podobno czekał kapitan. Ten całkiem nie kontent wkroczył doń nie do końca wiedząc jak zachować się winien. Orick za nim.
Dziesiętnik ukłonił się gdy oto przy dużym biurku nieznanego pochodzenia spostrzegł całkiem młodego jeszcze elfa. Pociągłą miał on twarz, w której to osadzona dwójka zmęczonych oczu wertowała teraz mapę jakowąś to tu to tam wskazywaną długim palcem. Większość jego osoby kryła się za ogromnym stołem acz świetnie widoczna choć pochylona była twarz. Długie włosy sięgały prawie po łopatki, koloru były - co nie dziwne zresztą wcale - srebrnego choć na końcach czy to powodem świetlnego refleksu czy też nadmiernych stresów pobielały znacznie przypominając teraz na swój sposób mleko. Twarz miał jak wcześniej powiedziano było pociągłą i gładką, z płytko osadzonymi, zmęczonymi oczyma. Usta miał niewielkie jakby wciąż ściśnięte w gniewie lub zastanowieniu. Wiek trudno ocenić było choć zapewne nie miał więcej jak lat 250.
Dziesiętnik ukłonił się.
- Eshun A'hand, dziesiętnik. - orzekł zdawkowo gdy już zakończył uniżony gest - Melduje jakoby do naszego obozu zawitał Orick Raven, dyplomata i uczestnik Księżycowego Wiecu z prośbą niejaką, którą zapewne sam przedstawi. - zaraz potem wszystkim wycofał się elf tak aby na froncie pozostał jeno petent. Dowódca podniósł głowę po czym skinął przyzwalająco i korzystając z okazji zaczął przyglądać się posturze maga. Wzrok przedziwnie miał baczny.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-05-14, 22:56   

Orick wyszedł krok naprzód, ażeby w istocie pokazać że to on jest owym Orickiem Ravenem o którym mówił dziesiętnik. Skłonił głowę przed dowódcą i rzekł spokojnie.
- Orick Raven, do usług. Przyszedłem prosić o możliwość odpoczynku w waszym obozie. Zostałem wysłany z misją dyplomatyczną do leśnych elfów. Droga za mną długa a i przede mną jeszcze jej sporo. A czasy dzisiaj są... niebezpieczne. Zawsze lepiej czuć się będę tu, w obozie, u boku tak znakomitych wojowników jak pańscy żołnierze - Elf znów skłonił się z uśmiechem.
Nie chciało mu się opowiadać po raz kolejny na pytania. Ale wiedział, że będzie musiał. Wolał jednak nie wyprzedzać faktów i czekał aż pytania zacznie zadawać dowódca.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-05-15, 19:28   

Badanie Orickowej sylwetki zakończyło się co dziwne tam gdzie i się rozpoczęło. Wpierw kapitan przyjrzał się bowiem elfiej twarzy, by niżej zejść i resztę postury obejrzeć. Kończył niejakim przewijaniem gdy nagle od pięt spojrzenie jego wróciło znów do fizjonomii. Spojrzenie było bystre, zaciekawione ale przede wszystkim badające. Gdy już całą osobę obaczył i nuż odpowiednią uznał skinął głową raz jeszcze czy to przeciw Oricka, Eshuna czy ich obu po czym rzekł:
- Dziękuje panie A'hand, może pan odmaszerować.
Ten najwyraźniej tego właśnie czekał, bo zaraz ukłonił się jak tylko dało się najszybciej po czym, gdy tylko odwrócił się sztywno, z namiotu wymaszerował. Kapitan odwzajemnił ukłon, choć niepomiernie był on niższy i jakby niespecjalnie sprecyzowany czy to ku wychodzącemu czy magowi. Ogólnie wśród całego tu zajścia wiele znalazło się niedopowiedzeń.
- Życzę Ci wiecznego zdrowia Oricku, a w zdrowiu tym osiągaj sukcesy. Jam jest Eldash Draul, kapitan tutejszego regimentu armii Księżycowych Lasów. Żal mi bardzo, lecz nie wsławiliśmy się jeszcze na tyle by zyskać czy to u wrogów czy wśród swoich jakiś przydomek.
Na chwilę przerwał namyślając się jak gdyby nad prośbą Oricka. Nomen omen nie w codzień spotyka się taki to kapitan z podróżnikiem co miejsca w obozie wymaga. Co prawda w teorii problem jest to niewielki spławić takiego petenta lecz rośnie on gdy trafia się na uczestnika Księżycowego Wiecu i elfiego dyplomatę.
- Muszę przyznać, że nie lada to problem gdy cywil domaga się kwaterunku wśród żołnierzy. Teoretycznie jestem takowego zmuszony oddalić bez żadnych wyjaśnień. Problem polega na tym, że wstyd i hańba dla cywilizowanego elfa odmówić dachu, a zwłaszcza odmówić dachu dyplomacie.
Zamyślił się na chwilę z bacznością spoglądając na maga.
- Aris do mnie!
Krzyknął nagle, a próg przestąpił jeden z wartowników. Skłonił się nisko i bez słowa czekał na ewentualne polecenia.
- Udaj się w te pędy do Kwatermistrza by wybadać gdzie luki mamy miejsca wolny. Jeśli luk będzie dużo, niech Kwatermistrz papier wystawi co Ty oddać mnie masz. Odmaszerować.
Elf ukłonił się, odwrócił po czym, jakby wzorem dziesiętnika popędził przed siebie w głąb obozu.
- A do pana, panie Orick, prócz kwaterunku prośbę mam jeszcze. Zechcesz - podejmiesz się. Gdy nie, odejdziesz z jutrem.
Gdy wydało się jakoby wybadał już najmniejsze elementy w twarzy maga dopowiedział w końcu:
- Jak z ubioru wnioskuje nikim innym być pan nie może jak magiem. Jeśli zaś w Księżycowym Wiecu pan uczestniczył to magiem nie bagatelnym, a w dodatku serca ogromnego i wypełnionego miłością do ojczyzny. A skoro już tyle nadała mi informacji dedukcja pytam jeszcze - czy ma pan militarne doświadczenie?
Oczy kapitana wierciły odpowiednik u śmiałka z niespotykaną wręcz siłą. Kłamstwo i nieposłuszeństwo wręcz wietrzało z głowy na to spojrzenie. Słowem żołnierz oko w oko z panem Draulem wyzbył by się wad cywila podczas gdy Orick czuł się tylko lekko nieswój.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group