Sesja Loucypherusa i Sabatura
Kolejność pisania postów: MG --> Ronnie --> Master Blaster --> MG
W wiekim krasnoludzkim mieście była bibliotek, której sława była równie wielka co bohaterów, którzy zostali opisani w ksiązkach będących w niej. Do jednej z komnat biblioteki otwierają się wrota, by ubrany w czerwony strój krasnolud o rudej brodzie mógł przez nie przejść. Gdy tylko ten uczynił kilka kroków w komnacie wrota się zamknęły, a gość tej komnaty pełnej ustawionych w rzędzie regałów z ksiązkami dotknął kryształu, który natychmiast zaświecił jasnym, żółtym światłem. Krasnolud wykonuje kroki i ogląda numeracje regałów, aż zatrzymuje się przy jednym z nich. Podchodzi do niego i ogląda okłatki książek, czytając ich tytuły. Wybiera księgę o tytule "Zmartwychwstanie" i przegląda ją. Otwiera na którymś rozdziale i czyta przyświetlając litery kryształem.
Bohaterowie rasy demonów posiadają nietypową zdolność, dzięki której nie muszą obawiać się niepomyślności losu. Ta zdolność to zmartwychwstanie. Dzięki niech gdy tylko bohater zostanie zabity, może zmartwychwstać w Królestwie Piekieł i kontynuować swe działania. Taki to właśnie los spotkał Sabatura i Loucypherusa którzy po zabiciu otrzymali kolejną szansę na życie pełnym przygód.
Loucypheus widzi ostatnie chwile swego życia, a po chwili zapada głęboka ciemność. Nie słyszy nic prócz szeptów w nieznanym języku, które byle śmiertelnika napełniłyby strachem. Otwiera on powoli obolałe oczy i widzi kamienne sklepienie. Jest on w jakiejś nieznanej komnacie i leży na kamiennym ołtarzu w kształcie demonicznej ręki.
W tej samej chwili Sabatur także otwiera oczy i słyszy ruchy jakiejś nieznanej postaci. Tak się składa, że są oni w jednej komnacie i leżą na takich samych kamiennych ołtarzach. Komnata ta jest dość niezwykła. Zbudowano ją na planie koła o promieniu 30 stóp i wysokości 10 stóp. Przy ścianie jest ustawiona czara w której płonie zielony ogień, lecz powoli przygasa, a na przeciw plonącej czary, na ścianie są zamknięte wrota. Po bokach czary są dwa ołtarze na których leżą demony, które ni znają siebie na wzajem w najmniejszym stopniu.
Wiek: 40 Dołączył: 03 Gru 2005 Posty: 124 Skąd: My own dark room
Wysłany: 2006-01-24, 18:41
"Gdzie ja... Kim Ty jestes ? Może Ty raczysz mi powiedzieć gdzie się znajduję mości panie..." Powiedział Loucypherus zaskoczony całą tą zaistniałą sytuacją
_________________ No remorse. Always hardcore - never white pride... Oi!
"Ja nic nie wiem, nic nie pamiętam. Powiedz wpierw Ty mi co się stało i kim jesteś..." powiedział Sabatur który był z lekka przerażony tą sytuacją sytuacją.
Bohaterowie pamiętają swą śmierć i po kilku sekundach od otworzenia oczu przypomina im się ta dziwna zdolność którą posiadają, dzięki której teraz mogą dalej żyć. Oba Demony są na wpół nagie. Jedynie biodra mają przepasane jakąś po trochu obdartą chustą, która ledwo co zasłania ich przyrodzenia. W komnacie, gdzie przebywają Bohaterowie jest zimno i po dosłownie sekundzie od zmartwychwstania odczuwają oni jak przenika ich panujący tu mróz.
Wiek: 40 Dołączył: 03 Gru 2005 Posty: 124 Skąd: My own dark room
Wysłany: 2006-01-25, 19:43
"Jam jest Loucypherus." rzekł szary demon. "A więc to tak wygląda zmartwychwstawanie. Zaiste winniśmy poszukać kogoś tutaj, może dane będzie dowiedzieć się nam czegoś więcej na temat tego miejsca." dodał po chwili Loucypherus. "Ah.... nie usłyszałem Twego imienia towarzyszu..."
_________________ No remorse. Always hardcore - never white pride... Oi!
Lecz nie danym było usłyszeć imienia ów demona Loucypherusowi, ponieważ ten ponownie padł na zimny ołtarz. Wyglądał na martwego, lecz powodem jego śmierci nie mogłybyć rany. Bohater czytał kiedyś o tym, że można odpowiednimi słowy zabić każdego demona, człeka lub inną istotę, lecz takie słowa są wymawiane w języku bogów. "Może jest nieprzytomny" w myśli Bohatera zrodziła się samoistnie myśl, która mogła oczywiście mieć jakieś odbicie w rzeczywistości.
Za wrotami widać korytarz, który prawdopodobnie prowadzi do okoła komnaty w której życie odzyskał Loucypherus. Było mu dosyć zimno, co wydawało się dość nietypowe. Nie wiedział on nadal w jakiej części Królestwa demonów się znajduje i gdzie powinnien się udać w przypadku gdy tylko wyjdzie na światło dzienne.
Wiek: 40 Dołączył: 03 Gru 2005 Posty: 124 Skąd: My own dark room
Wysłany: 2006-02-05, 19:05
Loucypherus rozejrzal sie w lewo i w prawo zastanawiajac sie w ktora strone powinien ruszyc najpierw. "W lewo... prawe drogi rzadko sa pomyslne." Pomyslal i ruszyl
_________________ No remorse. Always hardcore - never white pride... Oi!
Po kilku chwilach obszedł lewą stronę komnaty i zobaczył, że rzeczywiście korytarz okręcał salę zmartwychwstania. Oczom demona ukazał się schody prowadzące do góry, zza których czuć było świeże powietrze, troche bardziej suche od tego, które było w samej komnacie. Było strasznie ciemno, lecz nie przeszkadzało to Bohaterowi.
Loucypherus kroczył kamiennymi schodami w górę, aż po którymś tam dziesiątym schodku do jego zmęczonych ciemnością oczu dotarło słońce. Wyszedł on na otwartą przestrzeń i ujrzał spalone ziemie Królestwa Piekieł. Wejście do kaplicy było wykuta w jakiejś skale, której kolor był miedziany, a wielkość spora.
Uderzyła w Bohatera fala suchego powietrza, która powiała łachamny, którymi był przepasany. Nie był przyzwyczajony do chodzenia po pustyni prawie nago, ale chyba innego wyjścia nie było. Czekała go wędrówka w morderczym słońcu.
Chwila w której ciało demona było bombardowane promieniami słonecznymi, nie należała do najprzyjemniejszych. Bohater już po kilku krokach stracił cały swój zapał do dalszej wędrówki, lecz pozostanie w miejscu oznaczało pewną śmierć. Uczynił on więc kolejny krok i kolejny, a gdy obejrzał się za siebie był już daleko od wejścia do kaplicy. Słońce paliło powoli jego skórę, która czerwieniała pod jego wpływem. Wszedł Bohater na pierwszą wydmę zobaczył ogrom pustynych piasków. "Martwa Ziemia" - odnalazł w zakamarkach myśli nazwę dla tej krainy. Było południe, a do najbliższego miasta pozostało jeszcze kilkanaście godzin, może dzień, a może kilka dni wędrówki.
Wiek: 40 Dołączył: 03 Gru 2005 Posty: 124 Skąd: My own dark room
Wysłany: 2006-02-08, 20:28
Bohater rozejrzal sie i postanowil poszukac jakiejs wydmy ktora bedzie mogla mu dac troche cienia przez jakis czas. Postanowil, ze gdy tylko taka odnajdzie to przeczeka jak najdluzej bedzie mogl w tym cieniu.
_________________ No remorse. Always hardcore - never white pride... Oi!
Loucypheruj jednak wzrokiem swym nie odnalazł żadnego wzniesienia, pod którym mógłby się ukryć. Wszystkie wydmy byly dość niewysokie, a co za tym szło - nie rzucały zbyt wielkiego cienia. Słońce nadal nie ustepowało, lecz pomyślnośc sprzyjała Bohaterowi gdyż za chwil kilka ogniste oko wędrujące po nieboskłonach zostanie ukryte pod siarczystymi chmurami. Wydawało się przez chwilę Demonowi, że nie jest to jednak jego ostatni dzień jego nowego, odmienionego przez śmierć życia.
Wiek: 40 Dołączył: 03 Gru 2005 Posty: 124 Skąd: My own dark room
Wysłany: 2006-02-09, 08:23
Loucypherus obral jeden kierunek i poczal isc w obrana wczesniej strone. Zastanawial sie nad tym co sie zmienilo w jego zyciu, w koncu poraz pierwszy odrodzil sie po smierci.
_________________ No remorse. Always hardcore - never white pride... Oi!
Po kilku męczących minutach nastał czas ulgi. Słońce zostało okryte całunem żółtych chmur, które skutecznie blokowały jego gorące promienie. Gdy tylko padł cień na Bohatera ponownie obudziły się w nim siły, które zostały zrodzone nie z powodu odpoczynku, którego nie zaznał, lecz z wiary w sukces. Maszerował Bohater przez kilka godzin, szczęśliwy, że promienie morderczego słońca nie niszczą jego skóry.
Na horyzoncie pojawiła się ciemna plama, do której Bohater z każdym krokiem się zbliżał. Potrzebował odpoczynku kilkuminutowego, od marszu, gdyż jego nogi mogłyby odmówić posłuszeństwa nawet w trudnych warunkach, na co nie mógł pozwolić sobie Loucypherus.
Wiek: 40 Dołączył: 03 Gru 2005 Posty: 124 Skąd: My own dark room
Wysłany: 2006-02-09, 23:32
Loucypherus spojrzal w niebo z usmiechem na twarzy przystanal i przysiadl powoli na piasku zeby odpoczac chwile i ruszyc w dalsza droge. Zastanawial sie co to moze byc ta czarna plamam na horyzoncie do ktorej sie tak nie ublaganie zblizal.
_________________ No remorse. Always hardcore - never white pride... Oi!
Nie wiedział on jednak czym jest ta czarna plama, ponieważ nie spotkał Bohater w swym życiu jeszcze nigdy czegoś podobnego, a przynajmniej nie sięgał do tego pamięcią. Po dziesięciu minutach bezczynnego siedzenia na rozgrzanych piaskach Loucypherus odzyskał swe siły i mógł kontynuować dalszą podróż.
Szedł więc Bohater, a po niecałej godzinie nieustającego marszu, który dzięki okrywającego niebo całuniei chmur, był szybszy Bohater ujrzał jak kończy się piaskowa pustynia, a rozpoczyna oaza czarnych drzew. Nie były one jednak martwe, lecz zapewne, jak wywnioskował Bohater, za sprawą magii zostały przemienione. Nie znał jednak Demon gatunu tych drzew, ani ich przydatności.
Lasek ten był dość spory, a przynajmniej nie mógł go całego ogarnąć wzrokiem Mag.
Drzewa były żywe, lecz ich liście i pienie były koloru czarnego. Ziemia na której rosły równierz była czarna, lecz nie wyglądała na urodzajną, wręcz rzeciwnie. Ziemia była spalona na głębokośc przynajmniej pięciu centymetrów. Gdzie niegdzie na drzewach rosły owoce, które także były czarne. Kształ owoców był dość niesymetryczny. Niektóre przypominały wydłużone piłki, a inne kształtem przypominały gruszki, a jeszcze inne były całkowicie kuliste.
Bohater nie był głodny, dlatego też nie kusiło go zbytnio, aby posmakować tych owoców. Wyglądały nawet apetycznie, nie liczac czarnego odpychającego koloru.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum