TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Śmierdząca Sprawa
Autor Wiadomość
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-09, 22:06   Śmierdząca Sprawa


Śmierdząca Sprawa

Kroniki Hogasha


Stałą pośród wszystkich narodów jest karczma. Gdziekolwiek nie zajść takowa stać będzie i, z mniej lub bardziej przyjaznym karczmarzem, oferować strawę, spoczynek, a przede tym wszystkim porządne dawki trunków wszelakich.
Hogash, a więc jaszczuroczłeczy łowca w kwestii tej miał pewne nieszczęście, że utrafił akurat na karczmarza z rzędu tych mniej przyjaznych. Mimo jednak krótkiej utarczki z nim która to tyczyła się zabłoconego obuwia siadł w końcu by – niestety bez zakupionego piwa – podziwiać i komplementować uroki wiejskiej karczmy. Prócz niego w przybytku znajdował się jego właściciel – a więc karczmarz, czyli też jaszczuroczłek o fioletowawej łusce i zimnych, niebieskich oczach, oraz dwójka podobnych łowcy podróżników, którzy usadowiwszy się gdzieś w kącie lustrowali mapę wymachując do połowy już opróżnionymi kuflami.
Sama karczma zdołała by przyjąć około 4 razy więcej ludzi. Budowana była na najprostszym planie – a więc prostokąta. Około ¼ całego pomieszczenie zajmowała lada karczmienna bez jakiegoś specjalnego wejścia zań. Dalej za nią, była tylko ściana, a w ścianie drzwi, najwyraźniej na zaplecze. Reszta za to izby zajęta była przez trzy stoły, z których każdy był inny, a jednocześnie przyjąć mógł taką samą ilość gości. Czy to był bowiem stół okrągły, czy prostokątny czy nawet kwadratowy, zawsze obstawiony był czterema krzesłami, wyglądającymi tak, jakby karczmarz zbijał je sam i to naprędce. Chwiały się zresztą potwierdzając te tezę, aż nader dobitnie.
Znajdował się Reven, a więc niewielkiej miejscowości kilkadziesiąt mil od Reyan. W gruncie rzeczy trudno było tu mówić o miejscowości, gdy wokół nikt nawet nie poświecił się aby między poszczególnymi wysepkami pociągnąć kładki, które to pozwoliłyby zwiedzić większą część zabudowań. Aby więc, dajmy na to, że peryferyjnych domostw dostać się do karczmy, w której to się łowca znajdował, przynajmniej po kolana trzeba było wybrudzić się w błocie. Hogash był brudny do połowy ud…
Jaszczuroczłek przysiadł na wyspie niejako centralnej, na której to – prócz oczywiście gospody – stały również dwa większe domy. Wokół – jak zdążył zaobserwować przed wejściem – niczym promienie od słońca rozrastała się wieś po około 15 metrów kończąca się pasmem ruder. Trudno było ustalić skąd znajdowała ta aglomeracja środki na utrzymanie, bowiem nigdzie nie dało się wyróżnić ani pól uprawnych ani manufaktur. Samo ulokowanie było zresztą niespecjalnie sensowne, bo wręcz na środku bagiennych wysepek. Teraz zapewne trudno było to ustalić, ale jedynym sensownym wytłumaczeniem lokacji tej miejscowości była karczma, która zresztą stała przecież w centralnym punkcie.
Zbliżało się południe.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-11, 13:54   

Hogash poddenerwowany kłótnią z karczmarzem przyglądał sie podróżnikom i rozmyślał
hmm ciekawe co to za mapa i dokąd oni zmierzają
Po paru chwilach postanowił że zapyta się jednego z nich:
-Witam. Nazywam sie Hogash. Mógłbym rzucić okiem na te mapę?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-11, 15:37   

Nie to żeby Hogash mówił specjalnie niewyraźnie czy niezrozumiale, ale spojrzenie, którym obdarował jeden z siedzących przy mapie jaszczuroludzi nie trąciło specjalnie poparciem i zrozumieniem. Wręcz przeciwnie - osobnik rozdziawił lekko paszczę i spojrzał na łowcę wzrokiem jaki to zazwyczaj rezerwuje się dla wariatów. Dodałby do tego zapewne jeszcze jakąś wypowiedź czy też pytanie gdyby nie drugi jaszczuroludzi, który to w podobny mu letarg nie wpadł.
- A z jakiego to też powodu?! - wypalił nagle drugi, a więc srebrnołuski jaszczur. Ton jego głosu nie zakrawał bynajmniej o grzeczny, a tym bardziej przyjemny. Krzyczał, a jego krzyk irytująco rozrywał zgromadzoną od jakiegoś czasu w karczmie ciszę i spokój. Drugi, o łusce brązowe, a więc ten, który na wypowiedź Hogasha zmieszał się tylko spojrzał nań jakby przepraszająca, a gdyby był człowiekiem dodały do tego zapewne zagryzienie warg. Był jednak jaszczuroczłekiem, a to zmuszało go do posiadania wady anatomicznej w postaci niemożności ukazywania zmieszania przez warg zagryzienie.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-11, 15:49   

Hogash ledwo co pohamował się od zadania wrzeszczącemu jaszczurowi kopnięcia w krocze.
Ale niewychowany bękart.
Trochę zirytowany ta sytuacją ciągnął dalej
-Po prostu zainteresował mnie ten skrawek papieru.Nie musisz się od razu wydzierać.
Mógłbym sie dowiedzieć dokąd zmierzacie?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-11, 16:15   

Kopnięcie w krocze było o tyle niemożliwe, że wpierw musiałby Hogash skopać co najmniej jedno krzesło, a zaraz za nim, kopniakiem zresztą, tak przestawić stół aby choć opuszkiem palca u nogi sięgnąć przyrodzenia krzykacza. Żal trochę było, że łowca nie podjął się tego, gdyż mogłaby w ten sposób powstać niebywale spektakularna akrobacja godna samego mistrza walki barowej.
- A na co Ci to wiedzieć? - zapytał zaraz srebrnołuski, choć już bez krzyku. Zaczął za to powolnym ruchem zwijać mapę w rulon. Ten drugi, a więc o łusce brązowej, szturchnął swojego towarzysza starając się tym samym, najwyraźniej w pewien sposób przymusić go do choć elementarnych prawideł grzeczności. Ten jednak albo szturchnięcia nie zauważył albo też zupełnie się nim nie przejął. Wciąż z pewną pierwotną wrogością przyglądał się Hogashowi tak jak wilk patrzyłby na człeka, gdy ten stałby przy jego ofierze.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-11, 16:35   

Ale on jest uparty! Przynajmniej już nie krzyczy jak opętany..
Każde stworzenie ma granice swojej Cierpliwości a do przekroczenia tej granicy u Hogasha wystarczyło już kilka głupawych słów jaszczuroczłeka.
-Widzę że dalsze próby rozmowy z Tobą nie przyniosą żadnych efektów.Nie należysz chyba do tych bardziej rozgadanych jaszczurów.
Po czym podszedł do lady i zapytał karczmarza za ile sprzedałby najtańszy trunek jaki posiada.
Sytuacja materialna Hogasha była wręcz krytyczna więc nie liczył na coś w czym mógłby sie rozsmakować. Po prostu chciał coś wypić. Tyle by mu wystarczyło.
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-11, 17:10   

- Nic nowego nie odkryłeś. - warknął tylko na odchodnym jaszczuroczłek po czym zabrał się za dopijanie swojego piwa. Mimo poprzedniej żywej dysputy teraz przestał rozmawiać nawet ze swym towarzyszem. Nuż było to spowodowane brakiem brakiem najważniejszego przedmiotu dyskusji - mapy, nuż poirytowaniem srebrnego jaszczuroczłeka.
Mapa wylądowała w plecaku.

- Najtańszy trunek? - zbitek ten słów został nie tyle wypowiedziany co wręcz wypluty przez karczmarza. Fiolotowołuski jaszczuroczłek rozsiadł się wygodnie na krześle podobnym do tego, które to przed chwilą opuścił łowca. Różnica polegała na tym, że Hogashowe stało przed ladą, a to, na którym raczył przysiąść karczmarz za nią. - Piwo lokalnej produkcji. Jak dla takiego miłego jaszczuroczłeka jak Ty... - wykrzywił się w szczerbatej parodii uśmiechu - ... jak dla Ciebie 3 Srebrne Monety. - wstał i w gruncie rzeczy tylko tyle zmieniło się w jego postaci. Wciąż uśmiechał się debilnie - Podać?
W gruncie rzeczy trudno było sobie wyobrazić skąd to miałby on to piwo podać. Za jego plecami była bowiem tylko goła ściana z drzwiami jedynie i niczym więcej. To za nimi zapewne znajdował się niejaki skład i to tam zapewne wyjść musiał karczmarz żeby zdobyć trunek.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-11, 17:19   

Piwo lokalnej produkcji... Chyba jednak wole nie narażać sie na skurcze żołądka lub coś podobnego
Odpowiedział:
-Może jednak podziękuje. Słyszałeś może jakieś ciekawe plotki o tutejszej okolicy?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-11, 23:17   

- Ostatnio przyszedł tu taki gość. Karzeł, awanturnik. Ogólnie wszystkich się czepia. Zagląda w mapy, wypytuje o plotki. Rozumiesz? Myślę, że jak z nim dłużej pogadasz to znajdziesz jakąś niezła robotę. Opcjonalnie będzie kursować na zmianę. - przez całą te wypowiedź spoglądał karczmarz na swe dłonie, którymi to manipulował pod ladą. Dopiero po chwili po skończeniu nawet i tych podkontuarowych operacji spojrzał w oczy łowcy - Ah! To Ty! A to cofam com powiedział. - wyszczerzył się po czym, jakby nauczony doświadczeniem, odsunął się od lady na odległość praktycznie uniemożliwiającą złapanie go za ubranie.
Dwoje podróżników za to wróciło do rozmowy. Bynajmniej nie rozłożyli mapy czy nie użyli jakiegoś specjalnego argumentu. Po prostu nagle ten brązowołuski przypomniał sobie coś najwyraźniej i zmusił się do dyskusji o tym ze swym towarzyszem. Dyskutowali więc i tak naprawdę Hogash nie zwróciłby na to uwagi gdyby nie fakt, że szeptali. Skłonili się do siebie i mimo przeszkody w postaci stołu rozmawiali ucieleśniając niejako zwrot "twarzą w twarz".
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-12, 10:51   

Hogash próbował usłyszeć co mówią choć jak się domyślał nie będzie to łatwe. Sam nie wiedział dlaczego chciał się dowiedzieć coś o tych podróżnikach. Może chciał przeżyć przygodę , która odmieniła by jego życie. Zawsze chciał znaleźć jakiś skarb , odnaleźć zaginione miasto lub coś podobnego. Niestety nigdy nie opuszczał bagien. Bał sie że zginie tak jak jego matka.
Zapytał jeszcze karczmarza:
-Wiesz coś może o tych podróżnikach
[/i]
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-12, 15:50   

Choćby i jaszczuroczłek przyłożył sobie do ucha trąbkę celem poprawienia słuchu to i tak usłyszałby co najwyżej szumy podobne tym jakie wydaje pobudzony wiatrem lasu. Nic więcej
Gospodarz znów podniósł wzrok z tą tylko różnicą, że teraz nieco wyżej coby i przyjrzeć się samemu tematowi rozmowy. Chwilę najwyraźniej analizował informacje i przekazywał je do wbudowanej bazy danych celem rozpoznania rzeczonych podróżników. Niespecjalnie inteligentny wyraz twarzy kazał wątpić w powodzenie całej tej rozbudowanej operacji.
- Podróżnicy jak podróżnicy. - orzekł po chwili kładąc w końcu dłonie na ladzie - Szukają albo jakiegoś miejsca, albo jakichś ludzi do poszukiwania miejsca. Mogą też po prostu zatrzymywać się tu na chwilę żeby odpocząć przed dalszą podróżą.
Wtenczas brązowołuski zdążył skończyć ciągnięty już czas jakiś monolog i pozwolił swemu towarzyszowi na przemyślenia. Ten to aby ukazać, że rzeczywiście daje sobie czas na przemyślenia wyprostował się po czym wzrokiem wręcz śmierdzącym zimną kalkulacją zaczął podziwiać Hogasha poczynając od stóp a kończąc na głowie.
-[i] Chyba Cię lubią.
- orzekł karczmarz uśmiechając się szelmowsko po czym odwrócił się i w kilku krokach zrównał się z drzwiami. Trzymając dłoń na prowizorycznej klamce chwilę się zastanawiał po czym całą salę obrzucił wzrokiem, a następnie nacisnął klamkę i zniknął w drugim pokoju.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-12, 16:16   

Jakby lubili to by się tak nie zachowywali
Hogasha dalej zastanawiało dokąd zmierzają lecz nie zamierzał już próbować zaczynać jakiejkolwiek konwersacji z podróżnikami.
Jeśli zmienią zdanie na pewno coś powiedzą
Rozmyślając nad dalszym biegiem sytuacji usiadł przy stoliku.
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-12, 20:11   

Sytuacje takie jak aktualna miały to do siebie, że tak naprawdę bardzo trudno wśród takich cokolwiek przewidzieć. Nie dało się przewidzieć jaszczurów tak jak nie przewidywało sie ludzi, elfów czy innych ras, o dość negatywnym podejściu do ustalonych przez innych, a własnych poczynaniach.
Siąść więc musiał Hogash i tak naprawdę czekać tylko ewentualnej reakcji dwójki podróżników. Myśli siłą rzeczy odmówiły analizy chaotycznej sytuacji i zaczęły krążyć nigdziebądź. Była to sprawa na tyle irytująca, że takie siedzenie dla samego siedzenia doprowadzało do znużenia tego stopnia, że karczmarz, który nagle znów pojawił się na sali z drewnianym kuflem wydał się nagle wydarzeniem na skalę wręcz społeczną. Dodatkowo gdy zaraz po tym znów stanął przy ladzie, a z kufla począł coś żłopać Hogash poczuł się jakby właśnie znajdował się na jakimś pełnym fantastyczności festynie.
Potem była ręka.
Kogoś dłoń opadła na bark łowcy. Gdy kilka sekund później wciąż żył orzekł, że to nie atak zabójców.
- Mamy dla pana propozycję. Zechce pan wysłuchać? - orzekł względnie miły i ciepły głos zanim łowca zdołał podjąć jakiekolwiek kroki poza spostrzeżeniem, że przy stoliku gdzie znajdowała się dwójka podróżnik pozostał tylko srebrnołuski.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-12, 22:21   

Nareszcie..
Uradowany , szczęśliwy to mało powiedziane. Tak się właśnie czuł.
Może nareszcie spotka mnie jakaś przygoda..
Jaszczuroczłekowi przemknęło teraz kilka myśli przez głowę. Myśli te były ukojeniem nudy i obrazowały morze złota,bogactw i tym podobnych rzeczy.
Może mnie to spotka ,MOŻE znajd złoto a Może znajdę jedynie swoją zgubę
Ta ostatnie myśl zgasiła entuzjazm Hogasha.
Odpowiedział on srebrnołuskiemu:
- Zamieniam się w słuch!
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-12, 22:50   

Odpowiadanie komuś kto siedzi spokojnie przy stoliku po drugiej stronie sali wymaga, prócz oczywiście pewnej dozy szaleństwa, odpowiedniego natężenia głosu. Krzyk więc jakoby Hogash począł słuchać rozniósł się po całej sali tak, że nie usłyszał go nie tylko słuchany osobnik ale i karczmarz wraz ze srebrnołuskim. Ze zdziwieniem się nie kryli.
Brązowołuski okrążył stolik łowcy po czym z nieco zmieszanym wyrazem twarzy usiadł na jednym z wolnych krzeseł.
- Pominę wstępy... - kontynuował po dłuższej chwili już pewnym będąc, że Hogash zrozumiał kogo ma za rozmówcę. - Ja i mój towarzysz potrzebujemy... Że tak powiem... Trzeciego do kompani... - położył złączone ręce na stole - Miało być bez wstępów, więc przejdę do sedna. Jesteśmy... na swój sposób myśliwymi. Aktualnie polujemy na dość grubego zwierza... Rozumiesz chyba co oznacza gruby zwierz na gadzich bagnach prawda? W związku więc z tym grubym zwierzem nasza dwójka okresowo potrzebuje trzeciego do pomocy... - przerwał na chwilę przypatrując się wściekle niebieskimi tęczówkami oczom Hogasha - Dobrze zapłacimy. - dodał po tej chwili konsternacji.
Srebrnołuski od dłuższego czasu przypatrywał się własnym palcom, które w regularnych odstępach czasowych stukały o blat. Nie patrzył ani na Hogasha, ani też na swego kompana lecz łowca był wręcz pewien, że z uwagą przysłuchuje się prowadzonej rozmowie.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-12, 22:57   

hmm.. Ciekawa propozycja. Gruby zwierz na gadzich bagnach....Gruby...
Przemyślał sprawę. Jego marzenie nareszcie się spełni.
Przygoda... jaki szerokie jest to pojęcie....
Odpowiedział :
- Dobrze dołączę do was. Ale chciałbym sie dowiedzieć z kim mam do czynienia.
Jak Cię zwą? Aha i co to jest za zwierz?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-12, 23:42   

Jaszczur znów dał sobie dłuższą chwilę do namysłu zanim powiedział cokolwiek na zadany temat.
- Na imię mam Semur. Mój towarzysz to Sasur. Sam zaś stwór fachowo zwie się Arripitur. Nie wiem ja go akurat w okolicy wołają. Niezależnie jednak od nazwy można za niego dostać naprawdę niemałą sumę pieniężną. - choćby i łowca miał dać za to cały posiadany majątek na nic by to się zdało w obliczu tej nazwy. Zwierzę o którym mówił brązowołuski wyróżnione było zapewne tym, że tak naprawdę nikt nigdy go nie wyróżnił. Opcjonalnie, że jest na tyle rzadkie, że nikt kwapił się aby o nich opowiadać, a nawet pisać. Niezmiennie jednak od tego jakie to mogło być zwierzę to jeśli wierzyć Semurowi polowanie na takowe było rzeczą niezwykle intratną toteż dawało to na czego Hogash narzekał deficyt - pieniądze. - Jeśli nie masz jakichś specjalnie ważnych spraw do załatwienia to chcielibyśmy wyruszyć jak najszybciej. Poinformuj tylko rodzinę, że nie będzie Cię przez dłuższy czas, bierz dobry łuk, kilka strzał i chodźmy. - dodał po chwili brązowołuski znów irytująco wpatrując się wręcz w samo centrum oka Hogasha.
Jaszczur przedstawiony jako Sasur, a więc ten srebrnołuski, przestał bębnić palcami i w gruncie rzeczy nawet odpuścił sobie patrzenie w inną stronę. Obrócił swoje krzesło i pytającym wzrokiem począł przyglądać się raz to łowcy, raz swojemu towarzyszowi.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-12, 23:49   

Jaszczuroczłek uśmiechnął się. Nie wiedział za bardzo co to jest ten ''Arripitur'' ale ta nazwa nie budziła w nim lęku. Dużo zwierząt groźnych i mniej groźnych żyje w okolicy. Sam zaś ich nie rozróżniał. Miał tylko nadzieje że łowcy wiedzą na co się porywają i że nie będzie to samobójstwo.
Hogash nie namyślając się zbytnio powiedział:
- Dobrze mogę ruszać nawet w tej chwili. Nie mam rodziny nie muszę nikogo powiadamiać , a sprzęt mam na miejscu.
[/i]
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-13, 00:10   

Semur skinął uśmiechając się równocześnie. Sasur uśmiechnął się i odetchnął z ulgą by zaraz potem złapać za ucho kufla i wychylić go by pochłonąć pozostałe wciąż na dnie reszki trunku. Hogash dla odmiany dostał się tylko do drużyny łowców i właśnie zgłosił akces co do polowania na nieznane sobie zwierzę.
- Powiedz mi tylko... jak się zwiesz? - zapytał Semur wstając już zresztą. Ręką skinął na swojego towarzysza, który to również powstał i ruszył ku drzwiom. Otwarte drzwi na nowo ukazały Hogashowi obraz nędzy i rozpaczy. Co prawda dla niego i dla jemu podobnych jaszczuroludzi teren wokół był czymś zupełnie normalnym i niegodnym szczególnej uwagi, acz wszystkie inne, a bardziej cywilizowane rasy załamałyby się widząc teren jaki to wybrano pod stworzenie wioski. Wokół latały komary, w sumie trudno było powiedzieć czym się żywiły ale latały, żyły, a przede wszystkim nie przeszkadzały jaszczuroludziom. Zbyt bardzo... Za komarami było bagno, a za bagnem kolejna wysepka podobna tej, którą właśnie planował opuścić łowca. Na wysepce domek i chwila by ogarnąć taki sam krajobraz.
- Musimy iść po sprzęt - orzekł rzeczowo Sasur po czym jak stał tak wskoczył w bagno. Po kolana. Zaraz za nim wpadł Semur, na tą samą zresztą głębokość. Nie kierowali się widocznie w stronę którejś z pobliskich wysepek, ich trasa przechodziła wręcz między zabudowaniami co nakazywało myśleć, że ich "siedziba" znajduje się gdzieś dalej.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-13, 11:31   

Po usłyszeniu pytania odpowiedział:
- Zwą mnie Hogash.
Po tym wyruszył za Sasurem i Semurem.
Był ciekawy gdzie mieszkają jaką mają broń,zbroję i w ogóle.
Pewnie są to profesjonaliści. Nie wiem czy będę w stanie im jakoś pomóc. Aczkolwiek jak chcieli abym z nimi poszedł pewnie się na coś im sprzydam.
Myśli kłębiły mu sie w głowie. Zresztą tak działo się prawie zawsze. Hogash miał bardzo bujną wyobraźnie.
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-13, 23:03   

I znów w bagno i przed siebie. Tak jak to było przy wejściu do miasta. Pozornie na chybił trafił wytyczony kierunek i brodzenie. Brodzenie po kolana w błocie. Pierwsze dwie wysepki minęli bez zmieniania kursu, ba, nie spojrzeli nawet na nie. Trzecia wyspa, będąca zarazem mieszkaniem dla niewielkiej jaszczurzej rodziny, robiła również chwilowo za punkt orientacyjny pozwalający na zmianę kursu oraz dostrzeżenie niewielkiego światełka gdzieś w oddali. Po około setce kroków światełko stało się pochodnią wbitą w ziemię na niewielkiej wysepce. Następne dwadzieścia wyłoniło z mgły niewielki domek.
- Dochodzimy. - orzekł Sasur i wskazał na pojawiający się budynek.
I rzeczywiście w sto kroków zakończyli mokry marsz pozwalając sobie, na które te-a-tete z suchym lądem. Srebrnołuski odpiął od pasa niewielki kluczyk po czym otworzył nim drzwi. Nie czekając na nikogo do nieco ciemnawego pomieszczenia.
- Wejdziesz? - zapytał Semur odwracając się już w drzwiach.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-13, 23:22   

[/i]Błoto , błoto ,błoto i jeszcze raz błoto. Znowu po kolana w czym? W błocie![/i]
Gdy usłyszał zaproszenie odpowiedział:
-Wejdę tylko najpierw postaram sie strzepać z siebie jak najwięcej błota żeby nie nabrudzić.
I zaczął robić to co wcześniej powiedział.
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-14, 20:06   

Semur uśmiechnął się tylko grzecznie po czym, samemu niestety butów nie oczyszczając, przekroczył próg stając się drugą już osobą, która znalazła w sobie na tyle odwagi by wnieść błoto do obejścia. Hogash jako osoba w tej materii dość konserwatywny wpierw naprawdę długą chwilę spędził przed progiem starając się w mokrą ziemię wytrzepać nieczystości ze swoich butów. Efekt był mierny, czy nawet gorszy do miernego. Marny.
Uderzenie zarejestrował gdy już świadomość szwankowała. Nie zdążył poczuć bólu, po prostu spojrzał w śmiejące się oczy Sasura, zauważył jak poważny kawał deski oddala się od jego głowy, a potem stracił przytomność.

Ktokolwiek kiedykolwiek i jakkolwiek zatracił się we własnej świadomości wie zapewne, że najgorsze jest wybudzanie. Najgorsze stawało się gorszym gdy dodatkowo orientuje się, że budzi się będąc przewieszonym przez siodło konia, który prócz tego, że strasznie śmierdział to jeszcze lekkim stępem podążył przed siebie. Jak to koń zresztą.
Ręce miał związane irytująco szorstką liną, tak samo jak nogi w kostkach zresztą. Od tych dwóch węzłów pod brzuchem konia przechodził kolejny łączy dwa poprzednie. Całość wyglądała niczym wykonana z jednego sznurka choć cała złożoność wszystkich tych węzłów stawiała tę sprawę pod znakiem zapytania. Dyndał, raz to do przodu, raz to do tyłu, wedle rytmu kroków konia. Nie było to specjalnie dziwne. Przed jego oczami przewijał się teren roboczo nazwany półbagnem, a więc taki jaki to występuję będąc terenem przejściowym między bagnem, a miejscem bardziej suchym.
Ktoś prowadził "jego" konia, co więcej dyskutował o czymś z kimś drugim. Strzępki rozmów jakie zdołały dojść do świadomości jaszczuroczłeka mówiły o "pieprzonym śpiochu" i "moim koniu" cokolwiek to miało znaczyć i w jakikolwiek sposób miało być powiązane.
Pisk w uszach powoli ustępował.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Hogash 
Nowicjusz
Zielony Ludek



Wiek: 31
Dołączył: 02 Kwi 2008
Posty: 37
Wysłany: 2008-04-14, 22:12   

-Co do kurwy nędzy?
To były pierwsze słowa które nasunęły mu sie na język.
Zaczął rozglądać sie wokół siebie chcąc zobaczyć kim są Ci co rozmawiają.
Nasunęło się mu na myśl że to Sasur i ten drugi.
[/i]Łowcy niewolników?
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-15, 22:10   

- Kurwa nędzny to jesteś Ty! - orzekł jakiś głos na granicy słyszalności po czym na plecy kilka razy spadła mu czyjaś niespecjalna delikatna dłoń. - Nędzny jak jasna cholera! - jeśli ktoś chciałby skomentować śmiech, który nastał po orzeczeniu na pewno nie korzystał by on z przymiotnika dźwięczny. W gruncie rzeczy można było powiedzieć, że śmiech ten był śmiechem niedźwięcznym, a co więcej przypominającym raczej tłuczenie o siebie dwoma stalowymi płytami niż coś co zazwyczaj zwie się śmiechem. Takie to odgłosy miały zazwyczaj jedynie dwa możliwe źródła, pierwszym z nich była huta żelaza, kolejnym usta jaszczuroczłeka. Wyjątkowo skurwysyńskiego jaszczuroczłeka.
Jaki zresztą porządny jaszczuroczłek związałby swojego pobratymca wzorem kawałka mięsa i przewiesił przez koń?
- Myślę, że nie można specjalnie niżej upaść. Od wolnego łowcy po niewolnika całkiem spory jest odcinek. Zadziwia mnie Twoja prędkość... Hogashu. - ostatnie ze słów, a więc imię jaszczuroczłeka wypowiedziane zostało dopiero po dłuższej chwili zastanowienia.
- Wracając do tematu, czemu jedzie akurat na moim koniu? - zapytał po krótkiej chwili pierwszy z głosów, który powoli systematyzował się pośród wspomnień Hogasha. Prędkość jednak tego systematyzowania była niestety zbyt mała aby łowca doszedł do jakichkolwiek sensownym wniosków.
- Bo ja pierwszy złapałem tego. - orzekł za to drugi głos, który dla odmiany był głosem całkiem ciepłym. Wciąż gdzieś tam syczało jaszczurze "s" ale było na tyle dobrze maskowane, że temu jaszczuroczłekowi można było przepowiadać karierę dyplomaty.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group