TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Pierścień
Autor Wiadomość
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-04, 23:08   Pierścień


Pierścień

Kroniki Skeldanatha


Marasia była fenomenem. Może i nie na skalę soryjską. Może i nawet ktoś na północy Humus d'Serpens nie słyszał nigdy o takiej mieścinie. Był to jednak fenomen, choćby miał być i fenomenem skali lokalnej.
Miasto zresztą nie było specjalnie wielkie. Mieszkało w nim może góra ze 50 jednostek rozmieszczonych w około 30 jako takich domach. Wśród tych to domów wyróżnić się dało jedną gospodę, która swą obecnością najwyraźniej miała ukazać zupełny upadek moralny tutejszej serpensiej społeczności.
Ogólnie miasto wyglądało tak jakby w pierwszej swej wersji powstało z rąk ludzi. Świadczyły o tym domostwa - szczególnie ich stropy, które to w większości nie były odpowiednie dla potężnych serpensów. W gruncie rzeczy stropy takie można było tłumaczyć również przebywaniem tu gogów, od których to zresztą miasto odbito. Podobno zresztą, gdzieś w pobliżu samego miasta w trzewiach pustyni stała gogowska świątynia gdzie to mieli oni podobno wracać do życia.
Teraz nadeszły któreś już z kolei lata nieświetności, gdy Marasie zajęły serpensy, których to o zdolności architektoniczne i renowacyjne nie sposób było oskarżyć. Niegdyś zapewne kamienne budowle teraz przypominały raczej piaskowe kopce. Brukowane uliczki pojawiały się tylko miejscami niczym kałuże cywilizacji pośród pustynnej nicości. Lata świetności Marasia miała już za sobą, albo nie miała ich w ogóle. Bynajmniej teraz wyglądała bardziej jak architektoniczna tragedia niż miasto.
I to właśnie w połączeniu z dużą ilością serpensów na niewielkim terenie nadawało jej klimatu fenomenu.

Skeldanath wędrował już jakiś czas. Dobre kilka dni gorący wiatr zawiewał mu w twarz, co utwierdziło go w niejakim przekonaniu, że zmierza na południe, w stronę wiecznie płonących terenów Królestwa Piekieł. Szczerze mówiąc nie był to szczególnie dobry pomysł dla serpensa, acz od dobrych kilku dni po prostu wlókł się bez celu przed siebie. Opuścił Katedrę, miejsce, z którym związał na pewno dużą część swojego życia. Rozpoczął więc nowy etap. Czy może raczej odświeżył jeden z dawnych?
O ile dobrze mu się zdawało, a pewien był, że zdawało mu się dobrze, oto stała przed nim jedna z serpensich twierdz granicznych. Mimo, że rozmiar wydawał mu się zupełnie nie odpowiedni do tego co mówiono mu o potężnej Galarii to musiała być ona. Może architektura była zbyt geometryczna, zbyt twarda, zbyt… ludzka. Może i rozmiary się nie zgadzały, ale, na Bogów! przecież tylko fort graniczny może wyglądać tak paskudnie!
Jakakolwiek jednak miała to być aglomeracja otoczona była około dwumetrowym murem. Z jakiegokolwiek kamienia powstał on, teraz i tak najbardziej przypominał piaskowiec – co więcej jednolity, jakby powstały przy pomocy transfiguracyjnej magii. Skeldanath mimo oczywistego braku dróg trafił jednak niebywale dobrze, przed nim to mur otwierał się w zapewne niegdysiejsze bramie, która to raczyła zawalić się i stworzyć teraz coś na wzór niesamowicie geometrycznego wyłomu. Tego to wyłomu nie raczył pilnować nikt kto mógłby być sygnowanym zacnym tytułem strażnika. Nie było również żadnej budki czy posterunku gdzie tacy mogliby rezydować. Zresztą rzadko oni byli potrzebni, zwłaszcza u serpensów, którzy to pojęcie prywatności i własności zawdzięczali w pełni najwyraźniej swym smoczym przodkom.
Przeszedł więc serpens przez wyłom w murze i upewnił się, że jednak nie tylko forty mogą wyglądać niczym tragedia. Wokół niego stały rzędy kamiennych i niewielkich domów o fakturze na równo zoranej przez pustynny piasek jak i ominięte właśnie mury. Przed nimi to znajdowały się zazwyczaj puste place, które to niegdyś mogły i być czymś na wzór bogatego podwórza czy nawet ogrodu. Teraz były to po prostu kolejne łaty porozrywanej aglomeracją pustyni. Gdzieś dalej droga, którą poruszał się śmiałek krzyżowała się z inną, a do niej prostopadłą. Tam też, obok wyschniętej fontanny, a na byłym zapewne rynku zebrała się trójka spośród tutejszej społeczności. Ruch był zaiste potężny… Cały ten kwartet byli to przedstawiciele pół smoczej rasy. Najwyraźniej znudziło im się siedzenie w rzędowych domkach i wyszli na podwórze by zaznać pustynnego skwaru. Nie lada zresztą była to przecież rozrywka…
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Marayu 
Nowicjusz



Wiek: 31
Dołączył: 22 Mar 2008
Posty: 7
Wysłany: 2008-04-05, 09:15   

Szedł, a czas mijał. Ucieszył się nawet w duchu, gdy ujrzał wreszcie pewne odstępstwo od wcześniej spotykanych standardów. Miasto, co prawda niewielkie, nawet własną bramę posiadające. Nie wyglądało na groźne, wszak bardziej na neutralne, a nawet może przyjacielskie. Na pewno był to swoisty dodatek do podróży, na pewno było to ciekawsze, niźli samotne przechadzanie niemalże opróżnionymi pustkowiami. I się nawet zaciekawił, gapiąc na domki, czy miniętą bramę, jakby było to coś nowego. Dość dawno nie spotykał się z jakąkolwiek architekturą Serpensów, jeśliby nie liczyć katedry. Ta katedra wszak była czymś bardziej.. dokładnym. A tutaj, zwykłe domostwa, oraz inne budowle, zwykle w miastach spotykane.

Niedługo po wejściu ujrzał także trójkę "rodaków", jeśli właśnie tak by określić istoty tej samej rasy, co on. Zapewne ktoś opuszczający swoje domostwa to pewna rzadkość, więc warto by było spróbować zagadać.. ale z drugiej strony, coś także mówi, by im nie przeszkadzać. Cóż, myśl o przeszkadzaniu nie dotarła zbytnio do rozsądku Serpensa, dlatego też po chwili stania w miejscu praktycznie w bezruchu i wpatrywania się gdzieś w stronę, gdzie stała tamta trójka, poruszył się wreszcie.. by się po głowie podrapać i nieco skrzywić minę, zupełnie jakby mocno nad czymś rozważał. Zrobił też kilka kroków na przód z taką miną, ale potem przestał się i drapać, a wyraz twarzy przywrócił do "normalnego", ozdobionego delikatnym, acz dość miłym, uśmiechem. Chodu jednak nie przerwał. Przyspieszył nawet lekko, choć niezbyt te przyspieszenie wpłynęło na widoczną okiem prędkość poruszania się. Szedł oczywiście tam, gdzie fontanna jest. W stronę rozmawiających Serpensów, ewentualnie też spróbować przysłuchać się po drodze ich rozmowie...

Będąc od nich w odległości poniżej dwóch metrów, ale nie bliżej niż metr, co ocenił na oko, zatrzymał się. Spojrzał z zaciekawieniem po wszystkich i chwilę milczał. Najpewniej zwrócili już na niego uwagę, lecz jeśli nie, na to właśnie czeka. Będąc pewnym, że go będą słuchać, drapie się chwilę po brodzie, szukając słów "na powitanie". - Ee.. Witam Panowie, czy mogę poznać od Was nazwę tej mieściny? - Zagadał, chcąc być pewnym swojego położenia. Po odpowiedzi, zrobił trochę głupawą minę, coś jakby bezradność i ciekawość w jednym...
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-05, 21:56   

Akurat zabudowa wokół niespecjalnie przypominała serpensią. Każdy bowiem szanujący się smokoludź zważając na smoczych przodków nad taki to zręczny domek zawsze przedłożył jakąś odludną jaskinię czy grotę. Niespecjalnie zazwyczaj taki serpens przejmował się wyśmiewaniem ze strony ras innych, a uważających się w tej sferze za bardziej "cywilizowane". Tylko bowiem taki kamienny dar matki natury mógł być uznany za półsmoka za zaspokajający jego pragnienie prywatności i bezpieczeństwa.
Podobna sytuacja była z miastami, które to, jeśli nie zdobyczne, zazwyczaj składały się głównie z wysokich iglic lub wręcz jedną iglicą były, a za to dokładnie podziurowioną przez wszelkiego rodzaju jaskinie. Aż oczami wyobraźni widziało się majestatyczne smoki krążące wokół takich serpensich zabudowań i wyszukujące poszukiwaczy przygód łasych na ich skarby.

Pośród trójki zgromadzonych na niejakim rynku znalazła się i jedna kobieta, która jednak w rozmowie nie uczestniczyła. Dziwnym zwyczajem kobiet stanęła po prostu obok spuściła głowę by słuchać, a nie odpowiadać. Świetnie taka kobieta nadałaby się na szpiega, acz tak naprawdę kto szpiegowałby wśród serpensów i to jeszcze na takim, za przeproszeniem, zadupiu?
Rozmowa dwóch jegomościów toczyła się raczej wokół tematów błachych. Rozmawiali na tematy przystające do tych, które w towarzystwie porusza się aby wypełnić czymś ciszę. Mówili więc o pogodzie, o sprawach sztuki magicznej czy aktualnym stanie konfliktu na pograniczu z demonimi królestwami. Zazwyczaj w ogólnikach, aby tylko podtrzymać choć na chwilę krótki wątek. Dlatego mimo, że Skeldanath przerwał im dysputę to i tak oboje odnaleźli w tym raczej powód do uciechy niż zdenerwowania.
- Znajduje się pan w Marasii, najpodlejszym chyba mieście na całych to chyba ziemiach Humus d' Serpens. O ile dobrze pan mnie rozumie. - zaczął jeden zaraz po usłyszeniu pytania Skeldanatha. Miał głęboko złotą łuskę, która irytująco odbijała światło przez co trafiała ona zaraz prosto w oczy rozmówcy. Drugi za to, który nie raczył przekazać śmiałkowi nic poza uśmiechem, łuskę miał w odcieniu nieco wpadającego w cień brązu. Wyglądał na nieco młodszego od swojego towarzysza, acz starszego od samego maga. Jedyna wśród nich kobieta barwy była niebieskiej i nie wykonała zupełnie żadnego ruchu. Jak stała, wprost przed czarownikiem, tak została wpatrując się zasypany gdzieś po stopami bruk.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Marayu 
Nowicjusz



Wiek: 31
Dołączył: 22 Mar 2008
Posty: 7
Wysłany: 2008-04-05, 22:14   

Uśmiechnął się miło, choć z zakłopotaniem. Mocno światło odbija złota łuska, oj mocno. Niby to nie przeszkadzało, ale dość rażące było. Na tyle rażące, że nawet uniósł rękę nieco nad oczy, by nieco spróbować je zasłonić przed blaskiem. Ale cóż - nie było to słońce, które z góry świeciło, tylko Serpens, błyskający z naprzeciwka, dlatego mało pomogło. Obniżył więc rękę i przymrużył oczy...

- Coś nie wychwalasz Panie swojego miejsca zamieszkania... Skoro sami mieszkańcy nie chwalą, to chyba na prawdę źle tutaj... To miejsce jest chyba niedalekie granicy z ziemiami gogów, więc pewno nieraz atakują... Jaki w tym sens, ślęczeć tutaj, i czekając niemal tylko na atak? - Zapytał ze szczerym zdziwieniem. Bo któż by siedział w miejscu, czekając na atak z zapewne większą ilością przeciwników? Może jacyś wyrzutkowie... Albo tacy, którym już na życiu nie zależy... Albo tacy, co zmuszeni zostali... A licho ich wie... Lepiej po prostu nie wnikać...

Przyjrzał się ponownie całej trójce Serpensów. - Nie nudno tutaj? Chyba mało naszych tutaj mieszka... - Zagadał znowu. Po chwili uderzył się dłonią lekko w czoło. - Ale co ja gadam! Nie moja sprawa, prawda? - Chytrze spojrzał na złocistego Serpensa. - Mam rozumieć, że mało się dzieje w tym miejscu, skoro tak tu cicho i spokojnie, bynajmniej teraz? Zaledwie kilka osób na zewnątrz gada o pewno przegadanych dawno sprawach... - Zaczął, mówiąc jakby do siebie, choć patrząc to na złocistego, to na brązowego, to na niebieską... - Ee... Wiem, wiem, dużo gadam... - Przerwał, niewinnie na nich spoglądając. Dalej milczał. Nie chciał za sporo gadać, choć i tak już pewno za dużo powiedział... Ale choć tamci będą mieli jakieś nowe zajęcie...
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-05, 22:48   

Zabiegi Skeldanatha mające na celu skrycie oczu przed łuskowymi refleksami przyjęte zostały z pewną dozą źle ukrywanego zdziwienia. Zarówno sam oślepiający go jak i jego towarzysz mimo ochoczych prób zignorowania dziwnych gestów niewystarczające mieli w tym doświadczenie.
- Bo nie ma czego wychwalać. Jak tu cieszyć się z wiecznego skwaru bowiem i ścisku? Ledwo co wyjrzeć poza swoje terytorium... - jakby dla podkreślenia dość prymitywnego smaku architektonicznego serpensów w języku ich brakowało takich wyrazów jak "okno", "drzwi" czy "podwórze". Ci tutaj wręcz na siłę wręcz zaadaptowali do tego celu zwroty inne co zaburzało całą konstrukcję właściwego zdania. Człek-lingwista nie zauważyłby tego, ale Skeldanatha wręcz raniło to w uszy. - ... a już widzi się innego mieszkańca. - o słowie "sąsiad" przy redagowaniu słownika też ktoś zapomniał - Zupełny brak prywatności! - przerwał patrząc już Skeldanathowi prosto w oczy. Dotąd, poczynając od nóg, sprawdzał dokładnie jego posturę.
- Podobno ludzie mieszkają w takim, a nawet większym ścisku gdy siedziby budowane mają na sobie. - wtrącił zaraz ten brązowy oczami szukając już poparcia zarówno u Skeldanatha jak i u drugiego z serpensów. Złoty raczył tylko skinąć nieznacznie głową jakby przyjął fakt do wiadomości i w najbliższym czasie planował przeanalizować prawdziwość tych pogłosek.
- Nie mieszkamy bezpośrednio przy granicy, a przyznam nawet, że ta posunęła się w przeciągu kilku ostatnich lat jeszcze bardziej na południe. - przerwał na krótką chwilę złoty serpens by w dystyngowany sposób podzielić dwa wątki - Nie jesteśmy dużą społecznością, a na drodze do nas stoi tym demonim ochłapom Twierdza Galaria. Kto zresztą chciałby się bić o kawał spalonej ziemi?
- Myślę, że większą ilość towarzystwa spotka pan w naszej jadłodajni. Niewiele doń drogi. - brązowy miał dość ciepły i jakby mrukliwy głos. Gdyby był człowiekiem zapewne nadałby się na barda. Teraz co najwyżej mógł po przedrzeźniać się z kotem. - Tu niech pan lewo skręci i gdy tylko między domami pojawi się luka wejdzie tam pan i trafi na plac gdzie to gospoda stoi. Nikt nie lubi stać w takim skwarze, a prócz cienia karczma oferuje również ogłupiające umysł napoje, bardzo modne zresztą ostatnio w pewnych kręgach.
- Jeśli planuje pan tu jakiś czas zostać to wydaje mi się, że winien pan poznać kilka chociaż najważniejszych rzeczy jakie to tu prędzej czy później pan uświadczy. Niech pan więc pyta, chyba, że nie czas mu na rozmowy. - dodał po chwili złoty wyjaśniając tym samym wszystkie wątki jakie to rozpoczął Skeldanath.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Marayu 
Nowicjusz



Wiek: 31
Dołączył: 22 Mar 2008
Posty: 7
Wysłany: 2008-04-06, 10:18   

Rozszerzył wcześniej nieco oczy, żeby tak głupio wyglądać. Prawą ręką zaczął się drapać po brodzie, oraz co chwila głową potakując, udając że rozumie, i przy okazji próbując zrozumieć. O ludziach w sumie wiele nie słyszał, a ta wiadomość, że jeszcze bardziej się ściskają, bo mieszkania jedno na drugim robią, to była nowa rzecz, którą przyjął nawet z chęcią. Widać, ludzie po prostu lubią się ściskać... A tylko oni wiedzą, dlaczego! Ciasno przecie jak cholera zapewne... Ale cóż, ludzie to głównie chucherka, i to bez skrzydeł, to wiadomo, że im lepiej w ciasnocie...

Wiadomość o tym, że gogowie najpewniej tracą swoje tereny, przez co są mniej groźni, to również dobra wiadomość. Ba, nawet bardzo dobra! Gogów jest, o ile dobrze słyszał, gdy o tym kiedyś mówiono, o wiele więcej, niż Serpensów! A to jednak Serpensi ich pokonują! Aż się żyć chce i iść pomagać w podbijaniu terenów... Ale cóż, ten akurat mag nie przepada za walką z większą ilością przeciwników, a tak najprawdopodobniej by było. W ogóle walki nie lubi - tylko zmęczyć się można, a szczęście zupełnie jakby opuszcza osobę, która po wygranej utarczce chce coś cennego, czy przydatnego odnaleźć w zwłokach przeciwnika... Acz, jeśli trzeba walczyć - na przykład, gdy dyplomacja nic nie da - chyba każda istota potrafiłaby walczyć o swoje życie...

Po zakończeniu "dyskusji", trochę pomruczał - Hmmm.. - jakby myśląc nad odpowiedzią. Mógł iść do rzekomej jadłodajni, i tam się także czegoś dowiedzieć. Choć dobrze by było zabawić nieco jeszcze z tymi tutaj, na świeżym powietrzu, i wiedzieć od razu nieco więcej. - Myślę, że mimo wszystko dłużej zostanę. - Zaczął, jakby niepewnie, choć po prostu się nadal zastanawiał. - W takim razie.. Pierwsza rzecz - gdzie znajdę nocleg, oby jak najtańszy? Jakość nie jest dla mnie ważna, oby tylko w jakimś budynku spać, a nie na powietrzu, gdzie coś może czyhać... - Zaczął. Potem, po krótkim milczeniu, ponownie zadał pytania. - A może są w tym mieście jakieś zwyczaje, inne od tych znanych w całym naszym królestwie? A może są jakieś ciekawe, stare miejsca, które warto odwiedzić? Albo coś, lub ktoś, gdzie mogę nieco o Sztuce się dowiedzieć? - Powiedział. Po chwili kaszlnął. - Ee.. "Sztuce" - zwykłem tak nazywać magię... - Dodał z uśmiechem...
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-06, 19:40   

Starszy z serpensów, a więc ten o złotej łusce skinął tylko nieznacznie głową i uśmiechnął się lekko słysząc jakoby Skeldanath planował pozostać jeszcze chwilę i rozmową ubarwić mu niejaki spacer.
- Nocleg winien pan zapewne zyskać w naszym szynku. Tam też otrzyma pan jadło i dowolny napitek. Jest tam również większa liczba osobników gotowych dostarczyć panu zapewne wszelkich informacji. - przerwał na chwilę i podpatrując u śmiałka gest drapania się w brodę sam począł to robić - Mógłby pan jeszcze próbować znaleźć kogoś kto przenocowałby pana w swej siedzibie. Nie wydaje mi się to specjalnie prawdopodobne ale czemu miałby pan nie spróbować? - dodał po chwili po czym uśmiechnął się jakby niepewnie.
- Prawo ograniczane jest przez moralność pańską i osobników, którzy widzą pańskie postępki - zaczął za to ten drugi, brązowy - Brak nam jasno sprecyzowanego prawa. Jest nas zbyt niewielu abyśmy mogli pozwolić sobie na taką ekstrawagancje. Nie miałby zresztą kto takiego prawa egzekwować. Zależy więc ono w pełni od grupy w jakiej obraca się pan. - przerwał na chwilkę by szybkim spojrzeniem omieść twarze wszystkich zgromadzonych - Nie wydaje mi się abyśmy mieli w pobliżu jakiekolwiek miejsca zaprawdę interesujące. A jeśli nawet były to jednak kiedyś przebiegała tędy granica. Coś starego równa się więc prawie zawsze z czymś splugawionym przez demonie pomioty.
- O Sztuce porozmawiasz z każdym - wtrącił zaraz drugi serpens – I każdy zrozumie gdy tak to ją nazwiesz. Tylko prawdziwie niewychowany i niecywilizowany osobnik nie zna choć elementarnych prawideł magii. Życzę Ci abyś to nigdy takiego nie spotkał.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Marayu 
Nowicjusz



Wiek: 31
Dołączył: 22 Mar 2008
Posty: 7
Wysłany: 2008-04-08, 21:23   

//Wybacz za zwlekanie z odpisem, wszak pomysłów na posta nie posiadałem.//

Kwestia braku prawa dość dziwaczna była, acz widząc panujący tutaj spokój, zauważył, że prawo nie jest nawet konieczne. Chaosu wielkiego nie ma, dlatego nie ma także sensu wprowadzać prawa, które by tylko spowodowało upchanie umysłów Serpensów jeszcze bardziej, niż są upchane. Przynajmniej więcej miejsca na inne sprawy są... I to dobre, bo można być.. bardziej wykształconym, jeśli i tak rzec można... - Och, moje postępki? - Odpowiedział krótko. - Spokojny jestem, raczej nikomu się bez potrzeby nie narzucam. - Dodał, uśmiechając się delikatnie, i słuchając dalej. - W jakiej grupie się obracam, to nie wiem, acz raczej jest to ta bardziej.. cywilizowana grupa. - Odrzekł dalej, oczywiście także słuchanie kontynuując...

Nieco się zawiódł odpowiedzią na obecność ciekawych budowli w mieście, bo takie zwiedzać lubił. Nie dość, że stare, to emocje buzują, jak się pomyśli, że w każdej chwili cudem jakimś się zawalić może, to czasem nawet zgubione, lub pozostawione w dawnych czasach skarby mogą być! Ale co tam, aż tak chciwy to on nie jest. Ot, po prostu pooglądać sobie zwykle lubi. Zaraz więc też spróbował, niemalże rozpaczliwie, poszukać alternatywnych rozwiązań. - A może są jakieś ciekawe miejsca poza tą mieściną? Na przykład, kilka kilometrów stąd? Tak w miarę blisko, żeby w południe się przejść dało... Wiesz panie, może kiedy tam zajdę, jak to miejsce opuszczę... - Rzekł, oczekując odpowiedzi. W sumie, po niedawnej odpowiedzi Serpensa wywnioskował, że stare budowle nie są znaną stroną właśnie owej, jego własnej przecież, rasy. A dziwna sprawa, bo nawet o tym nie wiedział. Zawsze myślał, że skoro sami Serpensi długo żyją, to ich budowle równie długo się trzymają. Ale skoro stare równa się tylko Gogom... Przynajmniej jakaś nowa wiadomość o jego własnej rasie...

Słysząc takowe słowa o magii, bynajmniej na chwilę się ucieszył. Dobrze wiedzieć, że raczej każdy tutaj widocznie na tym się zna. A nuż znajdzie odpowiednią osobę, co by go wyedukowała? Ta sprawa jednak będzie ewentualnością, podobnie jak odwiedziny jakichś "zabytków". Aczkolwiek, najpewniej w pierwszej kolejności poszuka owej osoby, niźli pozwiedza "zabytki", jeśli lepszych zajęć nie będzie. Tak czy siak, na pewno popyta innych, planując rozpoczęcie właśnie od miejsca, gdzie to jest ponoć nocleg, jadło, i popijawa...
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-09, 22:05   

- Żeby coś odkryć trzeba wpierw gdzieś wyruszyć - orzekł zaraz złotołuski serpent. – Problem w tym, że tak naprawdę niewielu wyrusza i niewielu odkrywa. - dodał po chwili. – Jestem pewien, że gdyby zaznajomił się pan z większą ilością osobników zapewne oni daliby na to pytanie znacznie lepszą odpowiedź. Ja póki co mogę powiedzieć tyle, że podobno za demoniej władzy gdzieś tu odradzał się ich pomiot.
- Na południe, jak już chyba mówiliśmy, odnajdzie pan fort graniczny – Galaria. Podobno jest tam też jakaś aglomeracja miejska. Nie wiem jak jest z ich stanem osobowym, ale myślę, że nie będą długo zastanawiać się nad przyjęciem nowego załoganta. Rozumie pan, sytuacja na granicach nigdy nie jest zbyt dobra. - dodał zaraz ten drugi o łusce brązowej.
O ile Skeldanath dobrze dedukował właśnie zbliżała się pora dnia, którą do w podróży starał się gdzieś przeczekać, a nawet, o ile pozwalała na to sytuacja, przespać. Mówiąc krótko zbliżało się gorąco i skwar, które przekraczało nawet możliwości przystosowawcze serpensów. Nie wiedział śmiałek jak to też miało wyglądać w miastach ale na pustyni czas teraz nastał aby poszukać jakiejś skały i kryjąc się za nią przez dobre kilka godzin siedzieć i oddając się komplementacji umarłej dawno przyrody co jakiś czas popijać mdłą wodę z bukłaka. Południe…
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Marayu 
Nowicjusz



Wiek: 31
Dołączył: 22 Mar 2008
Posty: 7
Wysłany: 2008-04-12, 16:00   

Na początek przekrzywił lekko głowę, jakby wzruszając nią, zamiast ramion, w ten sposób. Niezbyt było pocieszające to, że niedaleko stąd odradzali się zabici Gogowie... Co jak co, ale starć z nimi zawsze unikał, ile tylko mógł. W ogóle za bijatykami nie przepadał... Choć natura smoków zawsze w Serpensach gościła, toteż walczyć, i to z największym wrogiem rasy, umiał, jeśli tylko była do tego wyraźna potrzeba i stosowność. Wraz z podniesieniem się temperatury, przetarł odruchowo czoło ręką, gwizdnął, wypuszczając powietrze, i na rozmówców rzucił okiem.

- Ja się chyba oddalę od Was. Pójdę coś przekąsić, wypić, i porozmawiać. Może ktoś inny będzie znał inne ciekawe miejsca. Tak czy siak, dziękuję za informacje, życzę łusek wciąż światło odbijających w jak najchłodniejsze południa, i do widzenia! - Odwrócił się w lewo, tylko głową do rozmówców będąc teraz zwróconym. Uniósł rękę w geście pożegnania i powolnym krokiem poszedł według wskazówek Serpensów. Poszedł przed siebie, bo w lewo zwrócony już był, a rozglądając się potem za pierwszą "luką między domami", zamierzając w ową lukę wejść i najprawdopodobniej znaleźć się na placu, gdzie jest gospoda. I do gospody wejść...
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-12, 19:46   

Dwójka dotychczasowych rozmówców Skeldanatha dygnęło w czymś co mogło służyć zarówno za potwierdzające skinienie jak i żegnający ukłon.
- Szukając mnie zawołaj Asarina przy południowej bramie. - orzekł jeszcze złotołuski serpens i tym razem dygnął w ten sposób, że zaraz wykluczało się opcje o potwierdzaniu czegokolwiek. Drugi z nich odwzajemnił gest ręki po czym całą trójką odwrócili się oni i jak jeden mąż, czy może raczej hermafrodyt, ruszyli ku południowym - a więc przeciwstawnym tym, którymi do miasta wszedł Skeldanath - bramom, potwierdzającym tym samym słowa złotołuskiego.
Krajobraz miejskiej aglomeracji nie zmieniał się ani po lewej ani po prawej ręce. Od muru po mur drugi, niegdyś zapewne ogrodzone, ciągnęły się nieprzyjemnie klaustrofobiczne wręcz domki. Nie wiedział mag jak to było w innych uliczkach, ale ta akurat - wedle podpowiedzi Asarina - otwierała się po niedługiej drodze na pewnego rodzaju plac. Co prawda marząc mag na placu takim wymarzyłby sobie bruk, fontannę i wygodne ławki, acz wolne miejsce przed sobą wciąż musiał sklasyfikować w takich kategoriach. Przed bowiem budowanym przy murze całkiem pokaźnym budynku, będącym zapewne wysławianą pod niebiosa karczmą, rozciągał się się plac wypełniony, owszem, ale w największej części piaskiem. Zaraz po piasku największą ilością miejsca zajmowali serpensi, którzy pod podwieszoną na ścianach okalających plac domów drewnianą wiatą siedzieli raz to na ławeczkach raz to przy stolikach lecz zawsze przy dowolnym, wyskokowym, czy też nie trunku. Liczba ich było około dziesięciu i, aby najwyraźniej podkreślić do jakiego stopnia zaludnione jest to miasto, dyskutowali wszyscy i wciąż. Powodowało to szum porównywalny z tym jaki to wiatr wywołuje wśród kamieni na pustyni. Z tym, że ten akurat był o wiele bardziej chaotyczny.
Nikt nie zwrócił uwagi na przecinającego pod kątem plac podróżnika. Nikt nie zwrócił również uwagi na podróżnika wchodzącego do karczmy, mimo nawet tego, że w samym pomieszczeniu znajdowało się co najmniej drugie tyle serpensów co na zewnątrz. Siedzieli oni przy w miarę jednolitych stołach, na w miarę jednolitych krzesłach. Jednolitych zwłaszcza w tym, że nie były to meble pierwszego sortu.
Za kamienną ladą z niewielką wyrwą w okolicach ściany stał wyszczerzony serpens o srebrnej łusce i zaawansowanym wieku. Po jego lewej stronie, a więc i po lewej stronie gospody stały dwie beczki, o aktualnie niesprecyzowanej zawartości. Po prawej, a już za ladą, jedyne co dało się wyróżnić to drzwi, drewniane, a mimo to widocznie nie ruszone przez ząb czasu. O ile dobrze wnioskował Skeldanath za nimi to mogły się znajdować pokoje dla ewentualnych gości gospody. Sam karczmarz - aby stereotypowi były za dość - namiętnie pucował jakąś wypłowiałą szmatką szklany kufel.
Tutaj też rozmawiali...
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Marayu 
Nowicjusz



Wiek: 31
Dołączył: 22 Mar 2008
Posty: 7
Wysłany: 2008-04-18, 21:57   

Będąc już na placu, gwizdnął cicho, zatrzymał się na chwilę w miejscu, a ręce na biodrach oparł. *No, nie lada ruch tutaj. A już myślałem, że wszyscy tutejsi w swoich domach siedzą. Jednak całkiem inaczej. Może jest tutaj ciekawiej, niż we własnym domu. Cóż, pewno lepsze dania, więcej towarzystwa...* Jeszcze kilka sekund postał tak, lecz zaraz właśnie ruszył przez plac, obojętnie przyglądając się przesiadujących tam braciach i siostrach, jeśli o rasę chodzi... Kroki dość pospieszne stawiał, acz nie za bardzo mu się śpieszyło, jeśli nie liczyć chęci jak najszybszego ochłodzenia się w środku budynku.

W środku przystanął ponownie, lecz najpierw zrobił kilka kroków od drzwi, by ewentualnie nie blokować przejścia. Jeszcze więcej Serpensów! Ileż ich się tu zmieści jeszcze? Och, ciekawe, jaka to część mieszkańców. Ciekawe, czy do połowy tutejszej populacji by doszedł, gdyby miał liczyć obecnych tutaj i na zewnątrz, przed karczmą, Serpensów. Cóż, na chwilę obecną tego nie wie, bo w końcu nie zna liczebności Serpensów w tej osadzie mieszkających. Osadzie, a co? Na miasto, za małe i za mało mieszkańców. Na wieś za to zbyt.. cywilizowane, jeśli można rzec. No i brak jakichś pól uprawnych, których nie brak raczej na jakiejkolwiek wsi, nieważne jakiej rasy. Dlatego najbardziej pasuje magowi określenie "osada".

Po krótkiej chwili i tym razem z miejsca się ruszył, standardowo zapewne, jeśli patrząc na nowych w osadzie, pewnie pod ladę podchodząc. Tam przystanął gdzieś, oparł o nią prawą rękę, i wlepił oczy w, najprawdopodobniej, tutejszego karczmarza. Jeśli ten zwrócił na Skel'a jakąkolwiek uwagę, sam Serpens zaczął gadać, w miarę głośno, by być pewnym, że każde słowo będzie zrozumiane.
- Dzień dobry, Panie. - Zaczął, głową kiwając na powitanie. - Grzeje na zewnątrz, przez co pragnienie rośnie. Dlatego poproszę o szklaneczkę zwykłej wody, o ile takowa jest. - Rzekł, uśmiechając się delikatnie.
 
 
     
Infernus 
Mistrz Gry
Myszka Miki



Dołączył: 24 Lut 2006
Posty: 2227
Wysłany: 2008-04-20, 00:24   

Karczmarz skinąłby zapewne i wskazał na krzesło stojące przy kontuarze lecz wyrósł przed nim problem praktycznie nie do przeskoczenia. Karczma akurat należała do tych, którym to los wśród tysiąca budżetowych cięć nie raczył przyznać ani jednego podladowego krzesła. Wszystkie przedziwnym przypadkiem zostały dostawione do rozpanoszonych po sali stołów. Zupełny brak umiejętności aranżacyjnych. W obliczu aż takich cięć gospodarz skinął tylko nie wskazując określonego kierunku po czym pozwolił sobie ustawić kufel na niewielkiej drewnianej półeczce za swymi plecami. Aby jednak w jakiś sposób nie zirytować domniemanego klienta odwrócił się zaraz i obdarzył Skeldanatha uśmiechem tak szerokim na jaki mógł sobie pozwolić serpens.
- Witam w Marasii, panie… Panie. Z pustynią tak bywa, że zazwyczaj potwornie grzeje żeby w nocy było równie zimno. Taka równowaga. - wciąż debilnie się uśmiechał co pozwalało domyślać się jakby nie robił tego w jakiś przemyślany sposób, a podświadomie – z przyzwyczajenia. – Woda… Powiem, że zadziwia mnie nieco takie zamówienie. - aby najwyraźniej ukazać swoje zadziwienie serpens nieco chaotycznie machnął ręką jakby wskazując klientele i ich zakup. W sumie prawda, ich napoje jakoś niespecjalnie chciały być przejrzyste. – Nie wiem jak to się ma w innych knajpach ale ja siłą rzeczy jestem monopolistą. W takim to wypadku zabiorę panu z sakwy, zapewne obciążające ją miedziane monety. Konkretyzując pięć. Miałby pan coś przeciwko? - ostatnie pytanie – co dziwne – nie brzmiało niczym retoryczne. Brzmiała w nim niepewność godna pytania zadanego przez żaka podczas wykładu. – Drass! - krzyknął zaraz, a od jednego z zachodnich stolików oderwał się jakby zielonołuski serpens i rozbawionymi oczyma aż domagał się odpowiedzi na niezbadane pytanie dlaczego też ktoś mu przerwał.- Weź wiadro i napełnij wodą, wygląda na to, że się przyda. - wywołany jakoś niespecjalnie ucieszonym będąc wszedł za kontuar gdzie to złapał za drewniane wiadro, które to zaraz wyniosło się wraz z nim na dwór, gdzie to zapewne znajdywała się jakaś studnia.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...


:mad:
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group