Syriusz spojrzał na krasnolud, potem na człeka. Później rozejrzał sie spokojnie w okół. Dziwnie sie czuł, choć niezwykle znajomo. Znów to się działo. Znów to on musiał myśleć. Sprawa była prosta dopóki ograniczała sie do jego własnej osoby. A tu wchodził do gry także Hanun i zanosiło się na paru nowych gości. Tym bardziej, że on na "niby-wodza" się według Zika nie nadawał. To dało się zauważyć. Syriusz nie wiedział co zrobić, ze źródłem, gdy już je przejmą. Starzec natomiast nie dość, że rozwiązał za nich ten problem to jeszcze polecił im ludzi którzy mogą im pomóc. Czuł się gorszy, chodź wiedział, że słusznie.
Spojrzał na młodzika z głębokim wzrokiem zmęczonego elfa. Odkaszlnął, wziął głęboki oddech i uśmiechnął się na tyle oryginalnie na ile potrafił:
- myślę Hanunie, że to co zawsze. Pełzniemy przed siebie, a dokładniej idziemy za radami Zika - tutaj podszedł do niego bliżej i zniżył ton, tak by tylko człek go słyszał - ja porozmawiam z krasnoludem, a ty zajmiesz się swym pobratymcem. Niech nie ponoszą Cię emocje, gdy się nie zgodzi. Jego to sprawa, a i tak sam przyjdzie. Powodzenia - bez zbędnych słów udał się do spacerującego brodacza.
- witaj - powiedział prostując się lekko - również zafascynowany źródłem?
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
Hanun skinął tylko potwierdzająco po czym biegiem ruszył w stosownym kąt gdzie też po chwili rozpoczął zapewne płomienne przemówienie utrafiające wprost do duszy i zasad moralnych człowieka.
Albo chociaż próbował.
Chwilę trwało zanim prychająca i plująca czarna kulka uniosła się wreszcie by mógł podziwiać ją Syriusz. Krasnoludzka twarz praktycznie kryła się praktycznie pod majestatem kruczej brody. Gdy jednak dojrzeć jakieś skrawki skóry pod otchłanią czarnych włosów to na pewno nie był to przyjemny brąz krasnoludzkiej skóry. Za zarostem bowiem prócz przekrwionych oczu podziwiał elf paskudnie wykrzywioną fizjonomie o kolorze dojrzałego buraka.
- Pić mi się chce kurwa. - warknął brodacz krzywiąc się jeszcze bardziej - Na pieprzonej pustyni to chyba kurwa normalne. - przerwał by nerwowo przeczesać brodę palcami - Czy i tutaj wprowadzicie te Wasze pieprzone elfie normy? Wiesz, co? Mam w dupie Twoje normy. Co więcej możesz tam zajrzeć i ich poszukać, bo akurat dupę mam na wierzchu. - wulgarny kwadrat splunął jeszcze aby dopełnić starożytnego krasnoludzkiego rytuału elfiej pogardy po czym powrócił do zataczania kół.
Prawa dłoń drowa niewyobrażalnie szybko i mimowolnie powędrowała w stronę czoła. Zjechała powolnie po twarzy zmywając z niej złość. Kumulując w sobie w kształcie pięści. Miał ochotę uderzyć brodacza. Ponosiły go emocje. Nie panował nad sobą.
- źle - przyznał w myślach rozluźniając dłoń. Miał rację, nie chodziło to u pobicie krasnoluda, lecz namówienie go do swoich przekonań. Bijatyka w niczym by tu nie pomogła... chociaż mowa była o brodaczach, Syriusz nigdy nie rozumiał ich toku myślenia.
Mógł być... nie, on był pewien, że tak to się potoczy. Wiedział, że krasnolud nawet w piekle nie przejrzy na oczy, że nawet tu będzie demonstrować swą wyimaginowaną wyższość. Choć jemu też trzeba było pomóc by zrozumiał, że nienawiść rasowa jest tutaj niczym orzech w garści pereł. Tutaj każda nacja była sobie równa. Drow i krasnolud musieli współpracować bo byli w piekle. Sami nie znaczyli nic, w grupie tkwiła siłą. Grupa składała się z jednostek, a złodziej potrzebował każdej. Nawet tej umorusanej plującej mu przed nogi. Dlatego pobiegł za krasnoludem, pomimo wszystko.
Oczywiście mógł zlikwidować ten problem od razu, zamieniając sie z Hanunem. Jednak on w głębi swego niegdyś kamiennego serca czuł, że to musi być on. Sam nie wiedział dlaczego. Być może wyłącznie dla siebie. Stary zły Syriusz robił by to z chęci rozkazywania krasnoludowi, lecz go już nie było. Może zatem sądził, że młody człowiek sobie nie poradzi. Wciąż wszak nie wierzył w innych. To mogło być to... jednak sam do końca nie wiedział. Teraz nie to się liczyło, liczył sie brudny i brodaty kloc, który usposobieniem przypominał go z przed kilku godzin. Była zatem nadzieja, że złodziejowi uda się dogadać z krasnoludem.
- czekaj - powiedział powoli i na tyle cicho by uszy postronnych nie musiały tego słyszeć. Wziął głęboki oddech mając nadzieje, że krasnolud wysłucha do końca jego przemowy - to nie z mego rozkazu Ci orkowie tam stoją. To nie moją normą było by żądali zapłaty od biedaków równych sobie. Bo tutaj jest piekło krasnoludzie. Tutaj każdy jest równy. My również. Zapomnij zatem na chwilę o swych przekonaniach i pomóż znienawidzonej rasie zdobyć źródło u twego boku. Tak razem z tamtym młodzikiem - wskazał na Hanuna, jeszcze bardziej ściszając ton - chcemy odbić źródło... dla, że tak powiem własnych korzyści. Przystaniesz do nas, czy dalej będziesz tak kroczył czekając, aż grabarze wreszcie wezmą nas na targ?
- muszę się śpieszyć - pomyślał - muszę się cholera śpieszyć. Jeszcze tyle jest do zrobienia, a ja dalej nie wiem jakim sposobem mam wykonać swoje zadanie. Właśnie teraz zachciało mi się zmieniać... - - skończył zarówno rozmyślania jak i przemowę, wiercąc krasnoluda zmęczonym wzrokiem.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
Drowie gesty wraz z techniką dziesięciu oddechów mogły zapewne niemały chaos wprowadzić w ówczesnej nauce psychologicznej. Kilka chwil starczyło aby skrajnie zażenowany i zdenerwowany elf stał się nagle potulnym krasnoludolubem.
Nie wziął tylko retor ten pod uwagę, że krytykując zachowanie krasnoluda - a nuż to przeświadczonego na punkcie elfów - sam ukazuje swą domniemaną wyższość. Może i jedynie samemu sobie, może i po cichu, ale zawsze hipokrytycznie i z pominięciem głębszego studium swego rozmówcy. Typowo więc, po sąsiedzku. Można wręcz powiedzieć - naziemnie.
Sam krasnolud za to długą chwilę stał zmieszany patrząc Syriuszowi prosto w oczy. Mówiąc szczerze drow był prawie pewien, że ten wietrząc podstęp zaraz pośród wielu kłaków znajdzie swe dziurki od nosa i zacznie wąchać elfie otoczenie.
- Słuchaj drowie, nie wiem co Ty knujesz, ale jest to mi aż za bardzo na rękę. Aż tak na rękę, że aż nie na rękę. Powiedz mi co też kurwa knujesz, a pomogę i Tobie... - czarna od brody, a ogorzała od słońca twarz strzeliła oczami dokładnie w kierunku, który wskazywał Syriusz - ... i temu słabeuszowi. Masz 30 sekund, po których ponawiam swoją propozycje szukania nowych frajerów Twoją głową w mojej dupie, a niekoniecznie na Twojej szyi. Rozumiemy się? - uśmiechnął się na tyle potwornie, że nawet jego własna broda skapitulowała i ukazała usta. Splunął najwyraźniej aby dodać temu wszystkiemu efektowności.
Znów to samo uczucie. Ta wszechogarniająca bezsilność i złość, która nie mogła znaleźć ujścia. Wszystko. Promieniujący ból duszy wywołany nic nie znaczącymi słowami. Tym razem panował nad ręką. Obyło się bez tych rytualnych gestów, które miały służyć ogarnięciu emocji... a i tak nic nie dawały. Tym bardziej, że teraz miłą trzydzieści sekund. i Zdążyć się wypowiedzieć. Trzydzieści sekund...
Nawet mniej.
Był wyższy. Słabszy, ale ciągle wyższy i to dawało mu przewagę. Mógł go kopnąć. Chociażby w łeb. Tylko gdzie on miał głowę...
- to bardzo proste - miał wielką ochotę nazwać go "brodatym przyjacielem". Prawie tak jak wtedy, gdy rozmawiał z Flavią. Prawie, bo krasnoluda za cholerę by nie dotknął, a przynajmniej nie tam, gdzie on mu nakazywał. Poza tym nie wiedział, czy bardziej by go obraziła przyjaźń z elfiej strony, czy przybliżyła do Syriusza. Wolał nie ryzykować. Nie zdążył by wytłumaczyć - krasnoludzie - zakaszlał, naśladując Zika - otóż jak powiedziałem, chcemy odbić źródło od tych zielonych skurwysynów. Naszym głównym założeniem jest podzielić je między tych co sie jeszcze nie napili, więc i ty z niego zaczerpniesz. Względnie proste. To jak, przystajesz do nas? - teraz czekać - nienawidził czekać. Nie wiadomo co robić. Czy stosować się do obrony, ataku, czy grzecznie usiąść czekając na odpowiedź. Tym bardziej, że owe chwile czekania najczęściej były zbyt krótkie by drow mógł się na myśleć.
Spojrzał na Flavię.
Bo co miał robić...
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
- Rzeczywiście bardzo proste - orzekł krasnolud na tyle na ile przyjaźnie może mówić brodaty kurdupel o czerwonej twarzy - Tak bardzo proste, że zbyt proste jak już mówiłem. Ilu macie ludzi? Wycieńczony drow i człek nie podołają dwóm orkom chłeptającym w kółko wodę. Myślałeś o tym... drowie? - ostatnie ze słów wypowiedział z niejakim sarkazmem wyróżniając je jakby spośród tych trzydziestu jeden pozostałych. - Co robimy z zielonym skurwysynami, jak ich nazwałeś drowie? Próbowaliście z nimi rozmawiać? Wiem, że to dziwnie brzmi w ustach tego brudnego krasnoluda, ale wolę napić się po dobroci niż dostać za to w pysk. Rozumiesz chyba drowie? - a drow rozumiał bowiem niewielką miał motywację do walki. Wycieńczenie z jakim walczył czy to rozmową czy to podejmowanymi co chwilę czynami społecznymi i tak nie pozwalało o sobie zapomnieć. Oczy już mimo, że wciąż drażnione światłem, niewiele już sobie z tego robiły wnioskując do mózgu o odrobinę snu.
Poza tym chciało się pić.
Kurewsko.
Chciało się pić, aż tak, że brudna woda nie stała się tylko dla wyschniętych ust winem, a dla przytłumionego umysłu marzeniem i spełnieniem godnym równania go z ze ziszczeniem się pragnień największych.
Bo w gruncie rzeczy to zaiste było potężne pragnienie.
- jestem Syriusz - odrzekł nie zmieniając pozycji ani tonu. Rozmawiając z Zikiem patrzył się w dal. Teraz na Flavię. Cóż mogło zmienić ulokowanie oczu rozmówcy. Chciał się przedstawić już przy pierwszym wypowiedzianym "drowie", ale pomyślał, że krasnolud może nie lubić, gdy wchodzi mu się w zdanie... nikt tego nie lubił - Aktualnie człowieka mamy jednego. Jestem też ja no i ty. W sumie trójka. Słowem prace nad zwiększeniem "legionu dobrotliwych odkupicieli" trwają i niech wysławiony będzie ten który zdoła nam pomóc, et cetera et cetera - uśmiech. Krótki, ale zawsze - rozumiem Cię - w sumie drow nie do końca mówił prawdę. Przed chwilą krasnolud dążył tylko i wyłącznie do umieszczenia głowy Syriusza między swymi pośladkami, a teraz stronił od walki. Czy drow wyglądał, aż tak mizernie? - Również nie chciałbym dostać po gębie. W moim stanie, nie miałbym pewności, czy podniósł bym sie po jednym ciosie. Jednak orki to orki. Każdy zna ich stereotyp, a ci pasują do niego jak się patrzy. Zielonoskórzy czują respekt wyłącznie przed siłą. Chce im te siłę pokazać. I zrobić wszystko by na pokazaniu sie skończyło. Gdy zbierzemy dostatecznie dużo osób, może obejdzie się bez rozmowy, a może cała armia by nie pomogła. Któż wie co boskie ingerencje i piekielne żywoty zrobiły z ich umysłami. Trzeba przygotować się na wszystko, jak przy każdej większej operacji - może, gdyby Syriusz przeżył choć jedną misje wyznaczoną przez gildię, lepiej umiał by planować i organizować takie akcje. Cóż, może i tak, ale miałby kolejną niewinną istotę na sumieniu. Cena w sam raz jak na łyk zmulonej wody - chodźmy, wspomożemy naszego kompana. Staniem i tak nic nie wskóramy - ruszył krzyżując ramiona. Dziwnie czuł, że to on będzie musiał z orkami rozmawiać. I, równie mocno jak grzało go słońce, nie chciał tego robić. Cóż...
Życie.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
- Ja jestem Morkinald, i co z tego? - warknął krasnolud w odpowiedzi po czym wzorem elfa począł wokół poszukiwać stosownego "punktu ignorancji". Zapatrzył się w końcu na orków, którzy to jednak jako, że odwróceni w drugą stronę nie spostrzegli jego pełnego wyzwania grymasu. - I widzisz elfie... - założył ręce za plecami po czym zaczął okrążać Syriusza - Mówisz, że jest nas trójka. Pominę już, że nie nas, bo ja przecież jeszcze nic nie powiedziałem. Niezmiennie powiedziałeś również, że jesteś w stanie dostać w pysk co najwyżej raz i zachować jakąkolwiek przytomność. Czy wydaje Ci się, że z grupka takich jak Ty jest w stanie pokonać dwójkę orków? Mi się nie wydaje. - co prawda przestał już przypatrywać się zielonoskórym ale wciąż niespecjalnie skory był by podziwiać lico Syriusza. Teraz patrzył gdzieś przed siebie, nigdziebądź chciałoby się powiedzieć.
Flavia niewiele zmieniła w swej pozycji pokrzywdzonej przez losy sieroty. Siedziała z podkulonymi acz nieco rozsuniętymi nogami i między to nimi grzebała palcem bez specjalnego celu. Emkin za to najwyraźniej czując na sobie spojrzenie drowa podniósł swą głowę i posłał mu w odpowiedzi spojrzenie powszechnie zwane morderczym. Najwyraźniej nie tylko co do kontaktów ale i spojrzeń czuł on uprzedzenia. Nuż myślał, wzorem co bardziej przesądnych chłopów, że oto wzrok drowów przynosi śmierć czy kiłę. I że po takim to zabiegu należy splunął i z pogardą spojrzeć na rzeczonego przeklętego elfa. To bowiem człek zrobił...
"Kurwa" było chyba najmilszym słowem które drow wypowiadał w swych myślach. Jak miał polubić krasnoludów, gdy trafiał mu się taki osobnik? Trudno mu, kurwa było powiedzieć tak, albo nie?
Przewrócił oczami. Tylko to dało się zauważyć po jego zmianie nastroju. Dziękował Bogom, że obecnie ukazywanie gniewu było dla niego jedynie niepotrzebną stratą energii.
- to z tego, że łatwiej mi się będzie do Ciebie zwracać. To nie ja krasnoludzie pierwszy wspomniałem o "nas". Dałbym Ci radę na przyszłość, ale wątpię byś po tym wszystkim dążył do naszego kolejnego spotkania. Powiem tylko: bacz przy mnie na słowa. O wszystko mogę się przyczepić - mógł być to zarówno dowód na to, że w piekle istoty mają słabą pamięć, jak i na głupotę Syriusza. Spotkał kolejnego rozmówcę, któremu musiał przypominać jego słowa. Może złodziej po prostu za dużo myślał... oby - powiedziałem Morkinaldzie, że nie mam pewności, czy podniósł bym się po jednym ciosie, a nie, że wytrzymam najwyżej pojedyncze uderzenie. Po tych słowach równie dobrze mógłbym dostać dziesięć razy i dalej walczyć. Powiedziałem również, jak chce ominąć problem walki. Jeśli jednak nie wierzysz, że grupa takich jak ja nie jest w stanie pokonać dwójki orków, to nie wchodź, "bracie" do naszego lasu. Powiedziałem... kurwa... powiedziałem, wiele rzeczy, ale nie chce mi się ich ani powtarzać, ani tłumaczyć. Wywodzić się na ten temat nie zamierzam. Powiedz mi, czy do nas przystajesz to opracujemy szczegóły. Jeśli nie to proszę, chodzenie w kółko na pewno zaspokoi twe pragnienia.
Może i przesadził. Może i należało spokojnie, jak z dzieckiem, ale on nie zamierzał marnować czasu na wkurwiającego kloca. Zresztą miał to gdzieś, jeśli krasnoludowi zależało na wodzie, przyłączy się do nich wcześniej, czy później. Do nich, albo do orków. Tylko Syriusz nie widział by zieloni zbytnio szukali towarzyszy.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
- Ja też powiedziałem i to dwa razy. - ton mimo, że wciąż tak samo warczący niósł ze sobą całkiem inny zakres odczuć. Niespecjalnie teraz chciało się już dyskutować z tym oto osobnikiem. Już nawet nie patrząc, a zwyczajnie słuchając dało się zauważyć, że niespecjalnie przypadła krasnoludowi do gustu przemowa drowa. - Powtarzałem, kurwa Twoja mać, dwa razy, że czegokolwiek szukasz poszukać może i w mojej dupie. Teraz daję Ci połowę minuty na decyzje czy chcesz abym Ci urwał łeb i pozwolił poszukać nim czegoś w mojej dupie czy może lepiej spokojnie odejść pókim, kurwa mać, dobry. - zaraz po tym brodacz wyszczerzył się sadystycznie i wyłamał palce podświadomie wręcz wysyłając apel o wybranie pierwszej z opcji. Zaraz potem założył ręce na piersi i tupiąc odliczał chwile.
W obliczu połowy minuty zawodziła każda dyplomacja.
Orki niewiele sobie zrobiły z okrzyków krasnoluda, a tylko oboje i w tym samym czasie wskazały sobie jego czerwoną ze złości postać. Takie to zgranie ruchów musiało im się wydać niesamowicie śmieszne, gdyż na równi ryknęli śmiechem. Również w tym samym momencie zresztą.
Krasnolud zignorowałby to zapewne, ale tylko jeśli spełniony by był warunek nie bycia krasnoludem. Morkinald jednak krasnoludem był i można było powiedzieć, że nawet pierwszego sortu. Mało więc co powstrzymał się on przed obelgami, a nie powstrzymał się przed tupnięciem i zamrażającym spojrzeniem. Na całe szczęście czy nieszczęście orki nie widziały tego lub nie chciały i wciąż zanosząc się śmiechem padły na plecy.
- Dwadzieścia pięć... - warknął krasnolud pod nosem. - Dwadzieścia cztery... - mówienie przez zęby wychodziło mu idealnie.
- jeszcze jedna moja rozmowa tak się skończy i pierdolę tę całą zmianę osobowości. Czy ja się, kurwa nadaję tylko do denerwowania innych - powiedział złodziej w paru sekundach które zdolne były ocalić go przed tyłkiem krasnoluda. Sam już nie wiedział, czy agresor blefuje. Sam już nie wiedział co zrobił nie tak. Wiedział jedno - nie umiał rozmawiać z innymi. Chyba, że rozmówca był starym człekiem, który nie miał siły podnieść na złodzieja ręki.
Spojrzał na turlających się orków i powiedział spokojnie do krasnoluda:
- grupa mnie nie pokonała by tych orków, a ty zrobiłeś to nie zbliżając się nawet do nich - spojrzał mu głęboko w oczy. Nie zamierzał uciekać, choćby rzeczywiście miał stracić głowę - przestań... albo nie, rwij jeśli nie masz na co marnować sił. Ulżysz mi tylko, trafie w inne miejsce w pełni sił, a wtedy Cię znajdę i odpłacę się - z 18... pewnie mniej - pomyślał. Przyśpieszał swój monolog z każdą chwilą, specjalnie po to by krasnolud poczuł się lepszy. Bardzo go ciągnęło by mówić powoli, lecz nie chodziło tu o to. Trzeba było schować swoja dumę gdzieś i sprawić by inni poczuli swoją. Jak to Syriusz kiedyś usłyszał od swego ojca, gdy ten nadużył alkoholu "się opierdalało teraz trzeba zapierdalać". Wybitnie pasował mu ten cytat do obecnej sytuacji - ale co ty chcesz przez to osiągnąć? Oferuję Ci wodę, przychodzę w przyjaźni z niegłupią ofertą i prostym pytaniem. Jeśli to ma być podziękowanie to przepraszam, ale nie skorzystam. Jeśli Cię obraziłem przepraszam, dobrze wiesz, że tego nie chciałem. Zadałem jedno, jak już powiedziałem, proste pytanie. Odpowiedź nie kosztowała by cię więcej niż to co zamierzasz zrobić. Zrozum, nie chciałem by o wszystkim wiedziały postronne istoty, a jeśli nie chcesz się przyłączyć marnował bym tylko czas tłumacząc ci wszystko. Poza tym, jestem kurewsko zmęczony i wszystko denerwuje mnie trzykrotnie mocniej, więc może i zareagowałem zbyt ostro. Nie rób tego dla mnie, ani człowieka, któremu zapewne idzie lepiej. Zrób to dla siebie. Przejmijmy tę cholerną studnię, a potem możesz rwać mi łeb i wsadzać gdzie Ci się żywnie podoba - nie wiedział ile zdąży wypowiedzieć, ale mówił. Mówił bo była to jedyna rzecz do której się nadawał.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
Nie zdążył może i drow powiedzieć wszystkiego, ale zaiste tempo pozwoliło mu w obliczu 30 sekund wypowiedzieć znaczną część swoich myśli. Zaraz potem nastąpił ból, a zaraz za nim konkluzja na temat powodu. Potężny kułak po wcześniejszej zapowiedzi spotkał się z brzuchem Syriusza by na dobre kilka chwil pozbawić go powietrza. Mimowolnie więc zgiął się on w odruchu ledwo co nie przypominającym wymiotnego po czym padł na ziemię by dopiero wtedy zyskać dostęp do życiodajnego tlenu.
Krasnolud - paskudnie zresztą wyszczerzony - przestąpił kilka kroków nad drowem tak, że jego krótkie nóżki oplatały jego brzuch bezpośrednio pod klatką piersiową. Niewielkie to miało to znaczenie w ewentualnej walce, ale krasnolud uważał już najwyraźniej Syriusza za pokonanego.
- Zabiłbym Cię, ale jeśli Ty widzisz w tym przyjemność, ja jej za cholerę nie znajdę. - splunął tak, że plwocina spadła niebezpiecznie blisko twarzy elfa - Pytania drowów nigdy nie są proste. Nigdy kurwa! Zawsze coś knujecie kurwa Wasza czarna mać. Nie było też elfa, który przyszedł do krasnoluda jako przyjaciel! Wodę mogą mi oferować tylko jej właściciele. Ty, drowie, o dziwo nie jesteś nim. Oferujesz mi walkę, niekoniecznie równą. Nic więcej. Walki zaznałem, bardzo krótkiej ale zawsze. Teraz możesz stąd co szybciej spierdalać pókim dobry, a w zabijaniu Ciebie szukam przyjemności. Wypierdalaj, pókim dobry! - krzyknął znów i najwyraźniej ledwo powstrzymał się od splunięcia. Zaraz potem, żeby wszystko wyglądało jeszcze bardziej surrealistycznie, sam krasnolud obrócił się i ruszył ku ścianom. Co prawda nie spierdalał czy też wypierdalał, a szedł po prostu, ale fakt takiego nagłego odwrotu nie mógł się obyć bez echa. Bez echa bynajmniej w umyślę Syriusza, bowiem rozkrzyczany krasnolud bijący drowa - co zresztą było rzeczą niespecjalnie dziwną, zwłaszcza w piekle - niewielu specjalnie zainteresował. Oaza tylko elfów leśnych odwróciła głowy by spojrzeć na ofiarę ale zaraz też krzywiąc się, na nowo spojrzeli ku sobie.
Tak się kończyła druga rozmowa z krasnoludem w jego życiu. Pierwsza rokowała jeszcze jakieś nadzieje. Jak widać jednak, wszystko co Syriusz mógł wskórać to podkurwić krasnoluda by inni mieli zabawę. I to było najgorsze. Sama świadomość przegranej była niczym, wszak złodziej zdążył sie do niej przyzwyczaić... a przynajmniej powinien. Choć jednak w małym gronie czuł na sobie pełzający wzrok. Rozbierający go z godności i sił. Niszczący go od środka. Torturujący... Był pewny, że orkowie kantem oka obserwowali całą sytuację. Patrzyła na pewno Flavia i drwiący Emkin. Być może i Hanun coś wyłapał, lecz najgorszy był Zik. To on przygniatał go do ziemi. Ten jego stary wzrok mówiący wszystko i nic zarazem. Wszystko wiedzący stary Zik... nie, on nawet nie musiał patrzeć. Był tam i to wystarczało by Syriusz nie wstawał przez kolejne parę sekund. Leżał goły wpatrując się w niebo raniąc się jeszcze bardziej. W chwili, która zdawała się być wiecznością.
I była.
Tak jak młodzikom wszelkim z rana wstawać się nie chce na nauki, tak i jemu teraz nie chciało się wstawać i żyć. Po co? Co mu tu zostało? Wystarczyło nie oddychać, albo po prostu leżeć, może ktoś przyszedłby i z łaski swojej go usunął. Odrodził by się gdzieś, znalazł Stalara i spróbował raz jeszcze. Zjadł kolejnego człowieka... zabił paru. Nie, to nie miało sensu. Zaprzeczał by samemu sobie. "Co mnie nie zabije to mnie wzmocni", miał tu cierpieć, upokarzać się bo gdy wyjdzie będzie lepszy od innych. Przeżycie w piekle, da gwarancję do przeżycia w Sorii. Próbować jeszcze raz, gdy był tak blisko... jak ciężarna kobieta wahał się ten drow. I już przeczył swej zasadzie, choć wyznaczonej przez jego wrogów i tak przyrzekł sobie, iż będzie się jej trzymał. Bo to była dobra zasada, tak jak i tam tkwili dobrzy ludzie. Wszyscy zasługiwali na drugą szansę, on ją dawał innym, więc i jemu się należała.
Wstał, odruchowo chcąc poprawić ubranie. Wstał chociażby po to by udowodnić, że jest wstanie podnieść się po jednym ciosie, że nie ulegnie byle groźbie, że są cele ważniejsze niż odwet. Powstrzymać się od odpowiedzi jednak nie mógł. Był Syriuszem, mrocznym elfem, mordercą i kanalią o której chciał zapomnieć. Co jak co, ale ostatnie zdanie należeć mogło tylko do niego:
- na drugi raz Morkinlandzie - wykrzyknął do krasnoluda - kończ to co zacząłeś. Komar odejdzie tylko wtedy, gdy napije się krwi, lub gdy się go zgniecie. Poza tym - podniósł głos by mogli go usłyszeć inni - świetnie się spisałeś - odwrócił się w potwornym grymasie wyczekując krasnoluda. Przyjdzie? Odda? Zabije? Musiał czekać, bo i tak nie miał gdzie iść. Do Zika wrócić nie mógł. Hanunowi by tylko przeszkodził, mógł tylko czekać i wypatrywać kolejnej "ofiary". Co też zresztą zrobił.
Czuł się nie najgorzej po tym wszystkim, a na pewno lepiej niż po porażce z Flavią. Wszystko przecież nie musiało być jego winą. Zarówno jedną jak i drugą porażkę dało się wytłumaczyć stereotypem jakie posiadały mroczne elfy. Morkinland dał mu to wybitnie do zrozumienia, że w zmianę drowa uwierzyć nie zdoła. Tak, to było dobre wytłumaczenie...
... przynajmniej dla Syriusza.
Jednak nie mógł uwierzyć, że zawiódł go jego główny atut - zwinność. Zdążył umknąć przed ostrzami w lochach czarnej cytadeli, a teraz nie zdołał uczynić tego samego przed rączką krasnoluda. Mógłby tłumaczyć to zmęczeniem, ale krasnolud dużo lepiej od niego nie wyglądał. Może podświadomie chciał dostać... umysł ostatnio płatał mu przeróżne figle.
- no choć - wyszeptał.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
Gdy drow po krótkim ociąganiu powstał wypowiedź krasnoluda miała się ku końcowi. W gruncie rzeczy gdy wytrzepywał już wyimaginowane ubranie Morkinald pędził już tyłem do niego, a przodem do upatrzonej ściany. Na niewiele zdały się okrzyki bowiem sześcienny jegomość nie raczył nawet złorzeczyć pod nosem czy wyłamywać palce. W połowie tylko drogi odwrócił się by ukazać drowowi gest o tyle ordynarny co wręcz na stałe przywiązany do kultury krasnoludów – środkowy palec.
Niewiele więcej w gruncie rzeczy dało się dodać.
Orki pozwoliły sobie przestać śmiać i wzrokiem poczęli śledzić na nowo krasnoluda. Z racji, że ten niewiele sobie z tego robiąc siedział po prostu pod ścianą wzrok zielonoskórych przeniósł się na stojącego samotnie i nieco niczym drąg drowa. Mimo jednak takiej to pozycji nie wydało im się to najwyraźniej wystarczająco śmieszne by paść na plecy i rżeć wzorem koni. W ogóle zresztą nie wydało im się to śmieszne…
Cóż... nie takiej odpowiedzi spodziewał się drow. Nie takiego rozwiązania wyszukiwał by się w krasnoludzie, który na byle słowa wpada w szał bitewny i rozśmiesza wszystko na około. Mógł przyjść, uderzyć, zabić.... tyle rozwiązań, a wybrał to najgorsze, a Syriusz nie wiedział co ze sobą zrobić. Naprawdę, nie chciał przeszkadzać Hanunowi, a najwyraźniej nieźle mu szło skoro do tej pory nie przylazł z płaczem. Albo podle złodziej nie chciał przeszkadzać towarzyszowi, by choć jeden przekonał kogokolwiek do przyłączenia się.
- oby nie... - westchnął szepcząc - jeśli ta "misja" ma mieć jakiekolwiek szanse powodzenia, musi uczestniczyć w niej sporo ludzi... we dwóch nie damy rady. Tym bardziej ze mną w kompanii.
Do Zika też nie chciał iść, starzec by się nie śmiał... o ile jeszcze żył, ale Syriusz czuł by na sobie ten ciężki wzrok mówiący jedno: "Znowu porażka. Źle... nie tego cię uczyłem", a to było coś po czym ex złodziej mógłby się już nie pozbierać. Ruszył ku swoim. Cóż mógł innego zrobić? Wszak nie miał zbytniego sentymentu do swej rasy, wiedział, że nawet pośród mrocznych elfów są dobre istoty. Może nawet w piekle, może nawet nie dostanie. Kierując się w stronę "przyczajonego" drowa spojrzał kontrolnie na Hanuna. Tak od, żeby nie iść jak imbecyl.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
Hanun radził sobie chwilowo w sposób dość niewymierny. Mówiąc w sposób wybitnie jaśniejszy wciąż rozmawiał. Bez wymachiwania rękami, okrzyków czy innych elementów udanego dyskusji. Co jakiś czas tylko to jeden to drugi wskazał orki czy towarzyszące rozmówcy Hanuna kobiety. Ogólnie w rozmowie tej dużo znajdowały się przerażające ilości losowości jak i... zwykłej rozmowy.
Zik wciąż z przymkniętymi oczyma, przypominając na ten sposób marmurowy posąg, czekał najwyraźniej wieści albo chociaż jednego z bojowników o źródło. Aby pełnoprawnie uznać go za rzeźbę brakowało tylko aby obesrał go ptak.
Jak na złość nigdzie ptaków nie było.
Mroczny elf ku któremu zmierzał teraz Syriusz wręcz do bólu próbował wcisnąć się w ścianę. Trudno było orzec czy aż tak bardzo łaknął on cienia, czy na pokrętny sposób maskował się i krył przed resztą zgromadzonej tu hałastry.
Choć w gruncie rzeczy gdyby było tu nieco ciemniej drowa trudno byłoby dojrzeć.
Nie był młody, ale też niespecjalnie stary. Chłodna kalkulacja pozwoliła ustalić, że ma około dwustu lat. Miał oczywiście sztandarową dla każdego mrocznego wysłannika ciemności szarawą, a wpadającą w czerń skórę. Włosy srebrne, choć takie ich określenie mogło być na swój sposób przesadą. Na pewno nie były białe, jak to zdarza się wśród wielu elfów jego rasy jakby zaprzeczając naturalnej ewolucji pozwalającej wtopić się w mroki Puszczy Wiecznej Nocy. Były... szare? Ludzie nazwaliby je pewnie siwymi. Mieliby trochę racji bowiem względem barwy włosy drowa przypominały na swój sposób włosy Zika. Były również włosami rekordowo skołtunionymi i zniszczonymi. Aby stać się kwintesencją szarości szare miał również oczy. Przypominał pod tym względem jora, który jeśli zaczynał się na szaro w nogach, to i uszy miał szare.
Był nagi, a więc taki jak wszyscy. Zresztą nie wyglądał na takiego, któremu specjalnie by to przeszkadzało. Póki nikt nie czynił mu aluzji swą nagość miał w głębokim poważaniu. Typowe.
- Czego? - warknął wreszcie przez wysuszone gardło gdy Syriusz znalazł się w odległości, z której mógłby rozpocząć robienie mu krzywdy.
- milutki - aż cisnęło się na usta, choć stwierdzenie to pozostało jedynie w umyśle drowa. Kolejny domysł stał się faktem. Kolejna rozmowa słodko rozpoczęta. Gdzieś tam w oddali dałoby się słyszeć rozkoszne śmiechy i słowa: "poczuj się jak my! Wreszcie to ciebie gnoją, a nie nas", ofiar przeszłości ex złodzieja. Dałoby się, bo Syriusz był głuchy na wszystko. Zdążył się przyzwyczaić do porażki, a przynajmniej zaczął to robić, jednak wątpił by udołało mu się przekonać krajana. Widział tę kwintesencje szarości, to o wiele starsze odbicie siebie w lustrze i czuł się źle. Czuł się tak w obecności każdego drowa odkąd uciekł z gildii. Co z tego? W piekle nie miało znaczenia nic, a na pewno nie to jak czuje się niewolnik. Wiele razy o tym myślał i mówił, lecz tak mało docierało do innych. Tu naprawdę pięści więcej robiły niż słowa...
... a on nawet zapomniał po co tu przylazł.
- powiem niczego, to każe mi spierdalać bo zasłaniam mu słońce - myślał dalej, dość intensywnie zresztą - ah, tak sobie zwiedzam nasz przemiły zakątek. Aż dziw bierze, że tyle miejsca dali nam panowie grabarze, wszak mogli nas zgnieść jak bydło, do którego zresztą niemało nam brakuje w ich oczach. Niedługo przecież, nie będziemy już do nich należeć. Miast tego mogli pomyśleć o cieniu. Małe koszty, a jaki komfort dla nas. Mała inwestycja czasowa, a jaki efekt. Albo na ten prosty przykład rozwinąć nieco kawałek tej zmulonej wody, którą niektórzy przykrym zwyczajem nazywają studnią. Mniemam, czy raczej pewny jestem, że i Ty chciałbyś z niej zaczerpnąć.
W jego oczach był to dobry początek. Choć dziwnie musiało to wyglądać. Nie znali się wcale, a ten rozmawiał z drowem o rzeczach tak błahych w obliczu ich sytuacji, że praktycznie dało by się o nich zapomnieć. Rozmawiał z nim jak ze swoim, bo chciał osiągnąć taki efekt. Chciał by choć raz ktoś pożegnał go z nadzieją na przyszłe spotkanie, a nie obawą, że ma tyłek o wiele mniejszy od głowy Syriusza. Chciał by choć raz ktoś się na nim nie zawiódł, a dobry początek do gwarancja udanego końca.
I choć były to pragnienia godne czteroletniej dziewczynki, Syriusz nie miał zbyt wiele okazji by ich doświadczyć.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
- I w związku z tym? - orzekł drow zmieniając nieco pozycję. Podczas gdy wcześniej kucał bokiem do ściany teraz przekręcił się przez bark i usiadł plecami dotykając muru. Skierował tym samym swą twarz bezpośrednio w stronę Syriusza. Starał się brzmieć nieprzyjemnie. Nawet bardzo się starał. Zmusił zaropiałe oczy by wyglądały groźnie. Ścisnął wyschnięte usta. Na swój sposób udało mu się. Choć nieco w drugą stronę. Zachrypły głos w połączeniu z wręcz komediowym wyrazem twarzy przywodził na myśl klauna. Dopiero potem myślało się o gniewnym drowie, któremu przerwano właśnie patrzenie "nigdziebądź". - Każdy tu chciałby się napić, to chyba jasne prawda? - dodał po chwili ciszy jaka nastała po jego poprzedniej wypowiedzi. Wciąż próbował być groźny choć najwyraźniej orientował się powoli, że niespecjalnie spełnia założenia. Postarał się więc splunąć, ale i to nie wyszło. Uderzył pięścią w piach, tym razem sukces. Pył podniósł się na kilka centymetrów po czym znów opadł nie zmieniając specjalnie całego krajobrazu. Drow zawiedziony przypatrywał się Syriuszowi. Niespecjalnie wychodziło mu zastraszanie. Ogólnie nic mu specjalnie nie wychodziło... - Chcesz czegoś? - dodał znów już nie patrząc w oczy swego rozmówcy - Czy mogę sobie spokojnie sczeznąć?
Syriusz skrycie obejrzał swe gołe stopy - stoję... czyli jest dobrze - spowodował krótką chwilę ciszy, którą poświęcił na cieszenie się swoim domniemanym i nie do końca potwierdzonym sukcesem - choć z drugiej strony ciekawi mnie, dlaczego Zik nie wymienił mego rozmówcy. Czy tak jak ja nie ufał drowom? W sumie nie wykluczone, że ten wszystko wiedzący starzec po prostu go nie zauważył... oby. W każdym bądź razie co raz zaczęte warto by skończyć
Przypatrzył mu się uważając by zbytnio się tym nie obnosić. Sądząc po zachowaniu, czy raczej efekcie jaki próbował osiągnąć, nie był przyjaźnie nastawiony dla ogółu. Wyglądał też na takiego co nie trafił tu przypadkiem. Zarówno to, że był starszy od Syriusza i jego dłuższy pobyt na pustyni sprowadzały się do tego, że jest bardziej wyczerpany. Co zresztą udało mu się pokazać. Nie chciał się bić, zależało mu na odrobinie cienia i spokoju. W tej jednej kwestii się zgadzali...
Drow drowowi nie równy.
- aż tak Ci do tego śpieszno? - dziesiątki odpowiedzi kłębiły się w głowie ex złodzieja. Poświęcił na nie tyle czasu, że prawię zapomniał o początku swego przyszłego pokazu retoryki - więc jesteś kolejnym z tych którzy śmierć mają za jedyne rozwiązanie? Nie lepiej być innym? Przeciwstawić się śmierci? Być ponad nią? Wiem, zapewne Cię denerwuję, ale serce mi się kraje gdy widzę jak rodak cierpi - miał zmęczone nogi, które aż prosiły o to by dać im chwilę odpoczynku i przysiąść na gorącym piasku, jednak sądził. że głupio by to wyglądało gdyby nagle musiał wstać. Poza tym na tę czynność poświęciłby masę czasu podczas, którego nie wiedział by co ze sobą zrobić - czy chce czegoś? Nie wiem... być może pomóc jeśli jestem w stanie - przestał patrzeć się na krajana i skierował wzrok gdzieś w prawo, od tak coby nie czuć się głupi - otóż mój drogi rodaku, nie każdemu tutaj sie chce się pić... chociaż nie, źle to sformułowałem. Nie każdy w tej zatęchłej zagrodzie ma taki sam poziom pragnienia. Jedni ją chłepczą co chwilę inni mogą o niej pomarzyć. Panowie zieloni, wystarczająco się jej napili, powinni zatem ustąpić jej trochę innym. Chyba potrafiłbym im trochę pomóc - dziwnie było tak nie-kończyć, w mniemaniu Syriusza przynajmniej, jednak nie przyszedł tu by rozmawiać ze sobą.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
- Powiesz o co Ci kurwa chodzi czy będziemy bawić się w retoryczne podchody?! - wyskrzeczał czy może warknął rozeźlony drow. Nauczony doświadczeniem miast próbować krzyczeć i pluć od razu uderzył pięścią w piach. Jak śmiesznie nie miałoby to wyglądać drow wciąż próbował wyglądać groźnie czy nawet groźnym być. Jak mu to wychodziło drow mógł bez problemu ocenić. - O ile mam dobre informacje gdy umrę ożyje na nowo z tym, że gdzie indziej. Wydaje mi się to kuszącą propozycją, nie uważasz? - przerwał na moment by zakaszleć - Raz już umarłem i w szczerze mówiąc - skoro już trafiłem do Piekła - nie mam nic przeciwko umieraniu jeszcze kilka razy. Gorzej trudno trafić. - rozkaszlał się na dobre. Jakby za sprawą dotknięcia magicznej różdżki społecznego oddziaływania i Syriusz poczuł w gardle drapanie godne gruźlika.
Spoglądając w prawo Syriusz zahaczył spojrzeniem o wspierającą srebrną elfkę parę przedstawicieli leśnego królestwa. Co prawda sami wyglądali o wiele gorzej do swej srebrzystej kuzynki, ale nie byli - wedle karczmiennej gwary - podobnymi jej ciotami. Potrafili więc znaleźć w sobie wystarczające dozy samozaparcia by prócz podtrzymywania siebie przy życiu pomóc w tym komuś innemu. Fachowo nazywało się to altruizm. Chyba...
- ależ oczywiście. Mogę przestać pieprzyć i przejść do sedna, jednak tym samym skończył bym umilanie twojej - jak sądzę - nudnej egzystencji z którą tak bardzo chcesz skończyć - usiadł. Bolały go nogi i po krótkim rozeznaniu w obecnej sytuacji sądził, że będzie musiał stąd odejść dopiero wtedy, gdy mu się to rzewnie spodoba. " Żebyś się nie zdziwił" powiedział ktoś w jego głowie - to bardzo proste i względnie korzystne dla wszystkich. Paru osobą w naszym "stadzie" nie podoba się to, że ktoś przywłaszczył sobie studnie jako swoją własność. Jednak tych osób jest zbyt mało by zdziałać wiele. Potrzebują towarzyszy, których tu nie ma zbyt wielu. Dlatego ich szukają, więc i ty padłeś "ofiarą" takich poszukiwań. To po pierwsze. Po drugie chciałem nieco umilić Ci życie, porozmawiać z rodakiem, który nie zabije mnie tylko dla tego, że zbyt daleko oddaliłem się od grupy. Jak to mówią "lepiej u swoich", a mało nas tutaj. Po trzecie wreszcie, masz racje. Odrodzisz się na środku pustyni, trafisz być może w lepsze miejsce, gdzie najpewniej zgnijesz znów, nim słońce ruszy się chociaż o stopę. Masz racje bracie... jak każdy. Tak łatwo wam tu ginąć, rozwiązujecie tym wszystkie problemy, a wasze życie się tu liczy. Jest w cenie. Nawet bycie towarem pociąga za sobą jakieś przywileje. Ja skończyłem - jak zresztą chciałeś - bez pieprzenia. Odpowiedz mi, a odejdę stąd. Z tobą, lub sam. Wszystko zależy od ciebie - jak to szybko przychodziło. Bez zbędnych rozmyślań, czy poczynań wstępnych. Takie nudne i proste rozwiązanie wiele mogło zdziałać...
- żebyś sie nie zdziwił...
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
- I tak pieprzysz... - orzekł drow wyjątkowo fachowym, jak na tak suchy, tonem. Potem mimowolnie mętny wzrok przeniósł na Syriusza i chwile czasu wpatrywał się w niego szukając jakby stosownych słów - Tym razem jednak udało Ci się wreszcie opowiedzieć o co Ci też kurwa chodzi. - przerwał, zupełnie bez zapowiedzi, jakby nagle zabrakło mu powietrza. - Skoro jestem ofiarom i to w dodatku ofiarą skrajnie osłabioną nie mam żadnej szansy na obronę. - znów przerwał choć tym razem przewidywalnie Na sposób wymagany w retoryce. - Krótko mówiąc albo ja pomogę Wam wpierdolić orkom, albo Wy wpierdolicie mi. - zapominając się spróbował splunąć, co, przewidywalnie, nie udało mu się. - Ilu jeszcze Was jest? - zapytał wyraźnie zawiedziony wpatrując się niespecjalnie ważny punkcik wśród morza piasku. Zaraz jednak wzrok podniósł i powiódł nim po reszcie zgromadzonych. Lekkie jego zatrzymanie przypadło na wysokość okołoelfią oraz w okolice Flavii i Emkina. Cokolwiek miały oznaczać takie ogniska w okolicach zwiększonego zagęszczenia kobiet nie świadczyły o drowie o kimś nawet w niewielkim stopniu wstydliwym. Mimo, że rozmowa między nim, a Syriuszem głównie tyczyła się orków ten nawet kątem oka nie spojrzał na nie. Owszem, świadczyło to o zatwardziałym heteroseksualizmie ale niespecjalnie dobrze wróżyło co do motywacji w walce.
- to co jedni nazywają pieprzeniem inni zwykli zwać zawiłą sztuką retoryki... - spojrzał wymownie na drowa - mniejsza z tym. Być może nie umiem wysławiać sie w sposób jaki tu uznał byś za stosowny, ale to też się nie liczy - przerwał. Odkaszlnął próbując pozbyć się tego denerwującego drapania w gardle - tutaj każdy jest skrajnie wyczerpany i właśnie to próbujemy zmienić. Taka mała pomoc ludzkości. Obecnie jest na dwójka. Ja i pewien hardy człowiek, który również przekonuje swego rodaka - czuł się trochę źle, nie mówiąc nic o tym, że raczej nie porywał by się z Hanunem na "wpierdalanie" elfowi z tak błahego powodu jak odmowa. Nie był wszak krasnoludem... nie zamierzał również zagłębiać się w to, że niektórych z jego słów nie trzeba było brać na poważnie, a "ofiara" to tylko metaforyczna wizja tego co chciał przekazać - ogólnie plan zakłada przekonanie orków, na sposób jak najbardziej... hmm... - podrapał się w brodę szukając odpowiedniego słowa - humanitarny. Wiele nas jeszcze czeka, o ile dożyjemy tych zdarzeń. Nie warto zatem marnować sił na coś co da się załatwić krótką rozmową. Walka rozegra się w ostateczności. Im więcej nas będzie, tym łatwiej uda nam się to osiągnąć. Oczywiście nie muszę wspominać o oczywistych aspektach, dajmy na to: że będziesz jednym z pierwszych, którzy owej "wyzwolonej" wody zaczerpną - mówił powoli, by wykluczyć potrzebę powtórzenia wszystkiego. Miał lekki uśmiech na ustach, by rozmówca wiedział, że Syriusz nie przychodzi w złych zamiarach. Miał dobry nastrój bo wreszcie coś szło po jego myśli.
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
Zaiste wszystko szło w pełni po myśli Syriusza. Oto wycieńczony drow bez żadnych perspektyw na dalsze działanie miał się ku niemu, a w najbliższym czasie nawet nawet planował się przyłączyć. Fakt, że w ewentualnej walce przeciw orkom mógł pełnić co najwyżej role barykady nie znaczył specjalnie dużo. Również spostrzeżenie jakoby wycieńczony drow nie miał najmniejszych szans przerazić kogoś jakoś się nie pojawiło. Ogólnie chwilowo Syriusz myślał na tematy niebywale optymistyczne i tylko to miało jako takie znaczenie.
- Mówiłem już, że jakie by nie było moje zdanie zdanie dwóch osób zawsze będzie mocniejszym. - orzekł drow nareszcie odrywając od wdzięków zgromadzonych tu kobiet. - Pójdę z Tobą. - spróbował wstać acz najwyraźniej nie tylko jego ciało, a sam umysł niespecjalnie cieszył się na taką perspektywę. Na nowo siadł w pół drogi. - Ale nie teraz. - dodał po chwili uśmiechając się równie krzywo co rozbrajająco.
A więc w ten sposób Syriusz poczynił krok. Miał już przewagę półtora wycieńczonego osobnika na orka. Jakby na to nie patrzeć było coraz lepiej choć jeśli wszyscy członkowie Syriuszowej kompanii mieli być w podobnym stanie to i przewaga 5:1 na niewiele się zda. Może i w walce mieliby w ten sposób znacznie większe szansę ale widok piątki zeszmaciałych istot rasy różnej na pewno nikogo nie przestraszy.
"Tylko najsłabsi się nie kłócą" - Syriusz powinien pamiętać o tej zasadzie. Jednak brnął dalej nie w pełni świadomy osiąganych sukcesów. Szedł choć powinien się zatrzymać, wszak nie każde ogniwo pomagało. Nie tak uczyli go w gildii, nie tak mówił mu Zik. Sęk w tym, że i on do najsilniejszych nie należał, a kłócił się i walczył o wszystko. Bo tutaj nie można było postąpić inaczej. W piekle innym rozwiązaniem była tylko śmierć.
- ha! Wiedziałem, że w każdym z nas tkwi coś dobrego. I są osoby, które pomogą innym... nawet jeśli robią to z przymusu - przerwał ten nagły przypływ entuzjazmu. Przyszedł czas na kolejny krok. Na kolejna "ofiarę". Musiał się śpieszyć, nie wiedział ile jeszcze zostało im czasu, a on tez musiał się napić jeśli w ogóle chciał myśleć o pokonaniu Akki - masz rację. Siedź. Odpoczywaj, nie przyszedł jeszcze czas w którym musimy zbijać sie w grupę. Ty odpoczywaj, a my zajmiemy się resztą. Przyjdziemy po ciebie, gdy wszystko się zacznie. Jeśli mógłbym Cię prosić, to przeżyj do tego momentu - wstał patrząc mu się w oczy. Wciąż miał dobry nastrój, udało mu się kogoś przekonać nawet jeśli drow był najsłabszą osobą w tej zagrodzie. Równocześnie dalej dręczyło go sumienie, z racji tego, że nie jest do końca szczery z rodakiem. Czasem jednak trzeba było się poświecić dla dobra ogółu - czasami przyjacielu zdanie wieśniaka może, więcej zdziałać niż kilku władców. Historia zna takie przypadki - odwrócił się na pięcie, kierując się w stronę Zika, choć sądził, że jest w stanie spojrzeć mu w oczy, nie szedł bezpośrednio do starca. Musiał gdzieś iść, a tamte strony po prostu go nie odpychały. Jednak po dwóch krokach przypomniał mu się pewien mankament, dlatego bezzwłocznie znów skierował wzrok na krajana - jak Ci na imię?
_________________ Jest to opowieść o wolności:
tej, która była,
tej, o którą walczymy
tej, która jutro stanie się naszym udziałem
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum