Wysłany: 2005-10-27, 21:29 Zemsta w ogniu (Kroniki Peliosa - Wprowadzenie)
Spokój zniszczony przez bicie serca...
Mała wioska ukryta gdzieś w Mrocznym Lesie, gdzie pełno było Ciemnoskórych elfów, zapałała grozą, bo to do jej serca zbliżało się niebezpieczeństwo zrodzone z jej własnej krwi. Lecz nim się to stało było inaczej.
Zgrabiony, stary elf siedzi na fotelu, a na swych kolanach trzyma małego ciemnoskórego elfa.
- Dziadku, dziadku... opowiedz mi o swojej wiosce z dzieciństwa i o tym...
- A co chciałbyś wiedzieć?
- Wszystko dziadku, wszystko...
- Względna harmonia i przyjaźń w wiosce Teh'Kelleh panowały przez długie noce. Lecz brak tolerancji dla jednego elfa przyczynił się do zniszczenia tego wszystkiego. Jak to było? ah tak...
Pelios znajduje się w swoim domku, chatce swych przybranych rodziców i obiera ziemiaki na kolacje. Jest przepełniny złością, bo jako jedyny w całym domu pracuje na wszystkich. Nagle z pokoju obok dochodzi do niego głos tak znajomy i budzący wszelką odrazę: "Czerwone oczy! Natychmiast przyjdź do mnie!"
Gniew wezbrał w mrocznym elfie. Rzucił ziemniakiem w kąt kuchni, powstał i ruszył w stronę drzwi. Przymknął oczy, zacisnął zęby i przystanąłtrzymając ręke na klamce. Odetchnąłgłęboko i starając się zachować obojętny wyraz twarzy, otworzył drzwi.
- I co się wtedy stało dziadku?
- Nie przerywaj mi...
Pelios czuł zimny wzrok, bez jakiejkolweik miłości. Przed nim na krześle w jadalni siedział ojczym i trzymał w dłoni kielich pełny wina. Raha'Fart, bo tak się nazywał ojczym Peliosa był alkoholikiem, czesto wychodził na całe noc by upijać się w pobliskiej gospodzie - jedynym miejscu w okolicy gdzie możnabyło się poddać działaniu wysokoprocentowych trunków. Żona Raha'Farta była obojętna temu co robił jej mąż, choć powinnien jej słuchać to tego nie robił. Swój gniew na męża przekazywała na Peliosa i swego jedynego prawdziwego syna Periila, jej jedyne dziecko, które kochała, lecz nie oszczędzała mu razów ćwiekowego pasa.
"Czego się tak otepiale patrzsz kmiocie?" Zapytał z pogardą Raha'Fart. "Przynieś mi jakieś monety, idę do "Zielonego oka" i nie wrócę prędko." W jadalni zapadła głucha cisza, którą przerwał Pelios.
"...już..." lekko dygocząc, z zaciśniętymi zębami, podszedł do kredensu, z którego wyciągnął mieszek złotych monet. Wyciągnął 5 z nich i podał bez słowa ojcu.
Pelios wybrał wszystkie monety z sakiewki. Czuł już na sobie smak cwiekowego paska przybranej matki. Przez pijaństwo ojca, cała rodzina głodowała i żyła w nędzy, lecz nie było to aż tak widoczne, ponieważ w całej okoliy panowała nuda i brak zajęć dla dorosłych elfów.
"Tylko tyle? Co z ciebie za syn, przeklęty odmieńcu! Nie potrafisz spełnić żadnej mojej prośby, więc dziś nie zjesz kolacji" Powiedział za złością Raha'Fart po czym dodał ze spokojem: "Marsz do kuchni i dokończ obieranie ziemniaków, a za nim twoja matka wróci masz ugotować kolacje". Ojczym wstał od stołu i przeszedł do innego pokoju. Pelios pozostał sam w pokoju, który zajmował połowę powierzchni domu. Pozostałe pokoje - kuchnia, sypialnia przybranych rodziców, pokój Periila i schowek w którym często spał Pelios były dość zaniedbane, tylko ten jeden pokój, w którym znajdował się teraz Pelios był zawsze czysty i przystrojony kolorowymi kwiatami.
Przybrany ojciec Peliosa wyszedł z domku i możnabyło się domyślać tego co dziś uczyni... mijały sekundy. Pelios opanował swe zmysły, które szepały mu "Zabij go...".
Wpatrywał się z wściekłością w drzwi, za którymi zniknął jego ojciec. Postanowił, miał już tego wszystkiego dość. Wszedł do swojego schowka, wśród przeróżnych szmat i śmieci, znalazł to czego szukał. Skrzętnie schowany sztylet oraz skórzana zbroja i kaptur. Założył je, sztylet schował z tyłu za pas. Poszedł do kuchni i przygodował sobie coś do jedzenia, strawę, która wystarczy mu na pare dni. Następnie wszedł do głównego pokoju, usiadł na fotelu ojca i czekał...
- Chyba on nie chciał zabić swoich rodziców... Dziadku, dlaczego mroczne elfy muszą zabijać własnych rodziców
- Nie muszą i nie wszyscy tak robią, jak widzisz ja żyje, ale to co spotkało Peliosa...
Złodziej siedział na fotelu, a w jego umyśle kłębiły się szaleńcze myśli. Był już na skraju obłąkania gdy nagle usłyszał pukanie do drzwi. "Pelios jesteś tam? Widziałem jak Twój ojciec wychodzi..." W umyśle Peliosa ojawiła się jasna myśl - przyjaciel. Tak, to za drzwiami jego domu stał Kortian. "Otwórz mi drzwi" powiedział Kortian po czym nastała krótka cisza.
Pelios, jakby wyrwany z transu, potrząsnąłgłową i spojrzał na drzwi. Po chwili dotarło do niego, że musi podejść i je otworzyć. Tak też zrobił. Widok przyjaciela napełnił go otuchą.
"Witaj Kortianie, co ty tu robisz ?" spytał, patrząc jak mroczny elf wkracza do środka.
"Twój ojciec wyszedł, więc pomyslałem, że będę mógł z tobą chwile porozmawiać." Kortian był bezdomnym, nie miał on domu, ani rodziny. Pelio czesto zazdrościł tej wolności Kortianowi lecz gdy widział jego zmarźniętego i głodnego ta myśl o wolności także przemijała. Tym razem Kortain także wyglądał na głodnego, lecz za każdym razem gdy Pelios go wiedział domyślał się tylko, że jego jedyny przyjaciel jest głody i wycieńczony, ponieważ ten nigdy o tym nie mówił, a swój stan ukrywał pod bardzo sztucznym uśmiechem.
"Co tak dziwnie wyglądasz? Idziesz na jakąś rozrube hehe he..." Zażartował Kortian lecz gdy przejechał Peliosa wzrokiem zdziwił się bardzo: "Chyba nie masz zamiaru zabicia kogoś? Powiedz, że nie... Musiałbyś wtedy uciekać, a za tobą wypuszczono by oddział ścigający zbiegów"
Pelios odwrócił wzrok i zamilkł na chwilę.
"Może zjadłbyś coś ?" powiedział po chwili wyjmując ze swojego starego lekko dziurawego plecaka kawałek mięsa.
- To było jedyne jadalne pożywienie, które znajdowało się w jego domu. Pmiętaj mlodzieńcze o tym aby doceniać to, że możesz codziennie jeść gorący posiłek i nie przymierasz głodem, bo to najgorsze uczucie jakie może czuć elf.
"Dzięki ci wielkie przyjacielu..." Powiedział Kortian, a jego oczy zaświeciły się blaskiem tak wielkim jakby patrzył na największy klejnot na świecie. "Nic nie jadłem od dwóch dni, dzięki ci po raz drugi i trzeci" Jeszcze chwile Mroczny elf dziękował Peliosowi, lecz przemógł się głodem i zaczął jeść to co otrzymał od swego przyjaciela.
Wnet do uszu Peliosa dotarł znajomy głos... to jego mataka wchodziła po schodach i zaczeła otwierać drzwi do domu. Złodziej wiedział już, że otrzyma od niej pasy lecz gdy zobaczy ona w jadalni Kortiana napewno ogarnie ją wielka złość i jej gniew będzie trudno opanować.
Pelios z lękiem spojrzł na drzwi, następnie na Kortiana. Nie było już ucieczki, nie było wyjścia z tej sytuacji. Zresztą, miał już dosyć uciekania. Ten dzień musiał kiedyś nadejść. Stanął wyprostowany na środku kuchni, obserwując uważnie drzwi wejściowe.
- Przez drewniane, obite kośćmi drzwi do pokoju weszła srebrnowłosa pani. Jej bardzo symetryczna twarz koloru ciemnego wyrażała dumę. Była ona bardzo chuda, lecz dodawało jej to uroku... Jej imię brzmiało Vesalia, a cóż to była za kobieta? Ideał wśród mrocznych elfów. Wielkie szczęście miał Raha'Fart, że wybrała ona właśnie jego.
Przybrana matka Peliosa wchodzi do pokoju i zimnym wzrokiem spogląda na sewgo syna. jej wzrok przechodzi na Kortiana, który nie może wyraźnie znieść tego wzroku. Vesalia była kapłanką wojowników, którzy bronili osady i była jednocześnie najokrutniejszą z Mrocznych Elfów, które żyły w tych stronach. To cud, że Pelios i Raha'Fart przeżyli tak długo w jednym domu z nią.
"Co to ma znaczyć Peliosie?" Zapytała suchym głosem kobieta.
Przełknąłślinę, wziąłgłęboki oddech i zrobiłkrok do przodu patrząc Vesalii prosto w oczy.
"A co cię to obchodzi" wycedził przez zęby.
Zrobiłkolejny krok w jej stronę, starał się wytrzymać jej spojrzenie, przestawał powoli myśleć, gniew zaślepiał go już prawie całkowicie.
Vesalia wzięła zamach i chciała uderzyć Peliosa w policzek otwartą ręką, lecz jej dłoń została zatrzymana przez adoptowanego syna. Peliosow zamarła krew w żyłach... przeciwstawił się matce, po raz pierwszy w życiu.
Zapadła głęboka cisza... Kobieta przerwała ją oszalałym krzykiem: "Jak śmiesz !?" Wyrzuciła z siebie i złapała rękę Peliosa swą drugą dłonią. Jej dotyk był inny, przepełniony złością, lecz bardzo interesujący. Pierwszy raz w życiu Pelios był w taki sposób dotknięty przez kobietę.
Mroczny elf machnął ręką tak aby odrzucić Veselię. Jego twarz zastygła w obłąkańczym, lekkim uśmiechu. Po chwili jednak zmieniła się całkowicie.
" Nigdy więcej nie podniesiesz na mnie ręki !" wykrzyknął. Zdawało mu się, że zaczyna widzieć lekki czerwony odcień. Jakby poświatę wokół pola widzenia. Wydawało się, że oczy stały się trochę bardziej czerwone.
- I jego oczy były bardziej czerwone... tak przerażających oczy jeszcze nigdy nie widziałem, to było niesamowite. Tak jakby żył w nim demon, który właśnie uwalniał się na świat.
Vesalia spadła na krzesło i zaniemówiła. Jej oczy wypełniły się łzami i zapanowała kolejna krótka chwila ciszy.
Kortian wtedy złapał Peliosa za ramię: "Czy jesteś tego pewny przyjacielu?" Z drążcym głosem zapytał Peliosa.
Odwrócił głowę do Kortiana. Wyraz twarzy wystarczył za odpowiedz.
Pelios nie był tego pewien, nie był w tej chwili pewien nawet gdzie stoi i co robi, co czuje. Wiedział tylko, że wyjmuje zza pasa sztylet i że osoba siedząca przed nim jest kimś kto przysporzył mu niesamowitych cierpień. Kimś kto zasługiwał na to co zamierza zrobić. Łzy nic nie zmieniały, niezależnie od wyglądu i zachowania to wciąż była ta sama osoba.
Zaczął powoli podchodzić do krzesła.
Jego ruchy były pełne fascynacji, która odbierała zmysły. Pelios był opętany zemstą, która paliła się w nim od bardzo długiego czasu. Wtedy kobieta wstała na nogi i wyciągnęła krótki miecz zza pleców. Obraz jaki widział Pelios rozmazywał się, stawał się coraz bardziej czerwony, aż w końcu nabrał koloru krwii, która jaśniał tak jakby ogień w niej wybuchał.
Zapadła ciemność...
Ciemność...głucha cisza...ciepło...zapach krwii...
"Zabij" rozległ się cichy szept, który w tej ciszy wydawał się krzykiem
"Zabij" szept przeszedł do chrypiącego drażniącego głosu
"Zabij!" tym razem był to piskliwy krzyk
Krew...Wszystko stało się czerwone, pojawiały się dziwne obrazy. Przeskakiwały szybko z jednego na drugi.
Najpierw wykrzywiona, potworna twarz demonicznej istoty...wyła z bólu
Zakrwawony sztylet.
Potworne łuskowate, demoniczne ręce trzymające ów sztylet.
Chwila...
To były jego ręce...tylko czemu...
W oku demonicznej cierpiącej istoty zobaczył swoje odbicie.
Było przerażające, tak okropnej istoty nigdy jeszzce nie widział.
Ale...
To była jego twarz...
NIE!
Obraz się przejaśnił, czerwone tło powoli przechodziło w znajomy mrok pokoju.
Pelios całkowicie zdezorientowany spojrzał na krzesło.
Pelios powoli otwiera oczy. Widzi przed sobą trupa kobiety, właśnie leży na jej zwlokach, a jej piersi widzi swój sztylet. Miecz, który miała Vesialia zniknął z jego wzroku, po chwili Bohater zoriętował się, że ma całą twarz zalaną krwią.
- Był ona przerażnony tym co zrobił, a może tym co zobaczył... sam już nie jestem tego pewny.
Kortian pomaga Peliosowi wstać i próbuje do niego mówić, lecz te słowa są niczym w uszach Złodzieja, nie słyszy on niczego poza biciem własnego serca.
Po chwili dochaodzi do siebie i wiedzi jak pokój umiera w ogniu. Miecz, który trzymała kobieta przewrócił świecznik, a ogień zaczął swój szaleńczy taniec.
Próbując zebrać myśli Pelios złapał Kortiana za ramię i ruszył biegiem do drzwi.
Ku swojemu zdziwieniu ledwo był w stanie zapanować nad swoimi nogami.
Nie myślał, nawet nie chciał myśleć, działął instynktownie. Wiedział tylko, że znajduje się w płonącym pokoju i powinien się z niego jak najszybciej wydostać.
Chwycił za klamkę i nasisnął.
Drzwi otworzyły się pod naciskiem drążcych rąk. Pelio wspomagany przez Kortaiana wyszedł z domu. Przez chwilę zapatrzył się w gwieździste niebo, po czym odzyskał kontrolę nad myślami, a przynajmniej tak mu się wydawało.
"Wszystko w porządu?" Zapytał przestraszony Kortian. Pelios zauważył, że jego przyjaciel trzyma w reku ozdobieny miecz swej przybranej matki.
Mroczny elf starał się coś powiedzieć jednak nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. Słychać było tylko cichy jęk.
Zaczął iść powoli, wzdłuż pnia wielkiego drzew na którym znajdował się jego dom.
Miał mentlik w głowie, jednak po chwili coś do niego przemówiło.
"Wyrzuć to !" wychrypiał zwracając pokazując na miecz.
"Mogą cię uznać za sprawcę tego co tu zaszło"
Dotarło do Peliosa, że gwiazdy, które widział były tylko wytworem jego umysłu. Ogień z jego domku zapalił całe drzewo na którym znajdował się dom. Ogień ten tańczył po gałęziach drzewa i zapalił wszystki domy, które były umieszczone na olbrzymim martwym drzewie.
Kortian milczał, tak jakby nie zwracał uwagi na Peliosa, tylko chciał się gdzieś ukryć, gdzieś gdzie nie byłoby ognia. Za chwilę cała wioska będzie gasiła ogień, a kogo jak nie ich obwinią za podpalenie wilkiego drzewa.
- Czyn, którego przed chwilą dokonał, miał zmienić całe jego życie. Okazało się później, że zmienił znacznie więcej. Jak bardzo świat potrzebował zmian i jak bardzo my ich potrzebowaliśmy? Bardzo...
Ogień szalał po całym drzewie, a Pelios i Kortian zeszli po linach na ziemię i ukryli się w korzeniach innego wielkiego drzewa. Każde drzewo w okolicy było olbrzymie i na niektórych było od jednego do trzech domków. Cała osada Tel'Kelleh liczyła ok. 300 mieszkańców, a było w niej 100, może 110 zagospodarowanych drzew. Cała wioska nie należała do niezwykłych, poza jednym ważnym elementem. Wszystkie wykożystane drzewa znajdowały się jakieś 20 stóp poniżej poziomu lasu, co było spowodowane astralnym czarem kręgu ziemi, który kiedyś tu zadziałał. Przez niego ziemia się obniżyła, a wraz z nią wszystkie drzewa z domkami, które były już zbudowane. Gdyby nie zapora cały ten obszar zostałby zalany wodą, lecz pomysłowe Mroczne Elfy poradziły sobie z podwyższającym się poziomem wody budując kamienne wały wokół zapadliska. Przerwanie jakiegokolwiek elementu wału spowodowałby pewnie zalanie całej wioski. Największe drzewo jakie znajdowało się w wiosce, było wykożystane jako świątynia. Na nim właśnie Ciemnoskóre elfy wzniosły platformę, na której pobudowano świątynie. Ta świątynia stanowiła centrum całej osady, a do okoła niej pobudowano domy mieszkalne, z których kilka zmieniło się w obiekty militarne i gospodarcze. Dom Vesali znajdował się prawie przy świątyni.
Pelios dopiero teraz zauważył, że znajduje się ukryty w korzeniach drzewa, na którym znajdowała się świątynia. Był ukryty w cudownym cieniu, pewny, że nikt go tu nie zobaczy i nie będzie prześladował. Pomimo całego hałasu, jaki tworzyli ci, którzy gasili ogień, Bohaterowi wydawało się, że panuje cisza. Kolejna cisza, do której był przyzwyczajony, lecz ta cisza miała się już skończyć. Kortian szarpnął Peliosa za ramię i mówiąc z lekką dyzorientacją wyrzucił z siebie: "Co robimy dalej? Nie możemy się tu wiecznie ukrywać, za jakiś czas odnajdą nas tutaj i nie będzie to najlepsza rzecz jaka mnie spotkała w życiu. Ty to rozpocząłeś więc ty musisz się teraz martwić o zakończenie ten przygody. Więc... co robimy?" Kortian mówił dość cicho, najciszej jak umiał, lecz i tak narobił przy tym dość sporo hałasu, który jednak umarł gdzieś w polifonii dźwięków Mrocznych Elfów gaszących ogień.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum