TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Pythonius
2008-03-29, 17:01
Księżycowy Wiec
Autor Wiadomość
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-01-19, 23:52   Księżycowy Wiec

27 Arros


Noc, nie jak każda inna noc. Pełnia to księżyca, upadek w otchłań wszelakich gwiazd i ta cisza. Ta przejmująca, przenikająca do cna cisza. Cisza nocy, tej nocy. W mieście Sallenael wraz z zapadnięciem zmroku i pierwszym jaśniejszym od słońca promykiem księżyca rozpoczął się wiec. A czym to jest wiec, jak nie spotkaniem elfów tych, co księżyc wielbią ponad wszystko, żyją w zgodzie z naturą i chcą jedynie spokojnie bytować na krańcu świata, gdzie nikt ich spokoju nie zakłóci i nie splugawi. Wiece nie są zwoływane często, bo nie często zdarzają się okazje,. by coś złego się działo. Tak. Gdy ogień i groza przenikają las, nadchodzi czas na zwołanie wiecu. Mędrcy rasy tej wybierają miejsce, gdzie zbiorą się szlachetni, obdarzeni zaszczytem Krwi Elfów i będą obradować o sprawach, które nie wymagają zwłoki. Decyzja ich trafi wyżej, a przez to nastąpi rozstrzygnięcie. Nim jednak decyzja zostanie podjęta, w promieniach srebrzystego księżyca będzie prowadzony spór, iście magiczna dysputa. Jej wynik jest zagadką, wielkim pytaniem, ale i odpowiedzią. W purpurze nocy nastąpi przełom, na który trzeba być gotowym.
Oto więc na wiec zbierają się przybyli ze stron różnych, zajmują swe miejsca blisko podium w dziwnej kryształowej konstrukcji, osadzonej na planie koła, a wyglądem podobnej do areny. Walka na słowa zawsze miała swe zalety, choć krwawa nieraz była w stopniu większym niż walka na miecze. Ile tu osób mogłoby się zmieścić? Przy podium 200 dusz, a na trybunach kryształowych istna chmara liczona w dziesiątkach setek.
Nie liczba jednak ma tu znaczenie, a jakość. A jakości elfom tym nie można odmówić, szczególnie tym z najbliższych kryształowemu podium miejsc. Wszyscy już byli na swoich miejscach, no może nie wszyscy, bo kilka miejsc wciąż było wolnych. Brakowało tutaj kilku elfów, ale czy ważnych, czy nie, to nie kronikarzom, a widzom to osądzać. Esencja ta żywiołów w nocy jednej zebrana. Gdyby los był łaskawy, to żywioły trzy tej nocy zebrałyby się na igraszki. Ogień, Powietrze i Woda w jednym to rozkwitającym ich mocą miejscu, poniżej wielkiego pięknego księżyca, uśmiechającego się i pieszczącego kryształową konstrukcję, która to łapczywie łapała i odbijała ciepłe promyki. Los. Fortuna jest nieubłaganą. Valandil, Aeriella i Orick. Młode to elfy, tak młode. Pełne wigoru, pełne życia, aczkolwiek lekko zagubione w świecie i nie wszystkie w tym miejscu. Gdzie się teraz podziewa mag ognia jest wielką zagadką, ale znów nie taką zagadką jest to, gdzie są pozostali magowie. Ano są tutaj i tutaj będzie pisana ich historia.

Aeriella dotarła do tego miejsca po podróży jaką zafundowała jej Earillea, czarodziejka, kapłanka, przywódczyni duchowa. Różnie nazywano protektorkę Aerielli, ale pewnym było to, że jednak wie ona trochę o świecie i dziś zabierze głos. A Bohaterce coś z tego przypadnie? To miało się wkrótce wyjaśnić.
Orick, niezmordowany, aczkolwiek pechowy nieco mag żywiołu wody, samouk, który o własnych siłach dotarł do tego miejsca. Możliwość wykazania się zaś otrzymał w darze od Sae'lienora. Czy takim darze? Pomoc za pomoc, ale nierównorzędna. Aby coś otrzymać, należy poświęcić coś o podobnej wartości, jak to niektórym magom zdaje się mówić. Orick poświęcił część swego dobrego imienia, aby się znaleźć na tym kryształowym podium. Podium... a droga do niego, niczym odium.

Kilka minut do rozpoczęcia. Mała garstka elfów kręci się przy wejściu na podium. Orick odnalazł Sae'lienora i nawiązał z nim rozmowę. W której to dowiedział się, że otrzyma możliwość zabrania głosu, całe 5 minut dla niego. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to zabierze głos mniej więcej pod koniec rozmowy, w momencie, który mistrz ceremonii mu wskaże, a mistrzem ceremonii tej nocy będzie nie kto inny, jak osoba, która stoi teraz przed Bohaterem.
- Mam nadzieję, że mnie dobrze zrozumiałeś Oricku Ravenie. Pięć minut, w czasie, który ci wyznaczę. Pod koniec rozmowy nadejdzie czas na refleksje. Jeżeli nie będziesz mówił, zbyt dobrze lub trema wywrze na tobie piętno, nie będzie wcale dziwnym, że utracisz możliwość zabrania głosu. - Gdy to mówił podeszła do Sae'lienora pewna kobieta o pięknych, prawie mistycznych rysach twarzy. - Witaj mój panie. - rzekł czarującym swym głosem.
- Pani... - odpowiedział Mistrz Ceremonii odwracając się. - Nie wiedziałem Earille, że się tutaj zjawisz. To zaszczyt dla mnie móc ujrzeć cię na własne me oczy.
- Miło się słucha twych komplementów, ale nie czas i nie miejsce na nie. Wiadomość dotarła do ciebie, tak? - Zapytała mrużąc lekko oczy.
- Zaprawdę otrzymałem ją na czas, aby przygotować plan działania. A więc ta kobieta, która za tobą stoi to wspomniana Aeriella? - Za Earilleą zaiste stała kobieta odziana w błękitną szatę i czarny płaszcz. Aeriella, bo takie jej było imię była lekko przestraszona i zmęczona. Podróż trwała długo, a teraz jeszcze będzie musiała odpowiadać na pytania odnośnie tego dziwnego pierścienia, który znalazł się w jej posiadaniu. Protektorka Czarodziejki na szczęście zabezpieczyła go magią do takiego stopnia, że teraz nie można było czerpać z niego mocy.
I takim sposobem czwórka elfów: Aeriella, Earillea, Orick i Sae'lienor stali obok siebie przy wejściu na podium.
- To jest właśnie Aeriella. Zostawią ją tobie, abyś poinstruował ją kiedy to przyjdzie moment na jej kwestię.
- A więc niech tak się stanie. Od tej pory, będzie pod moją opieką. - Odpowiedział kobiecie Mistrz Ceremonii, a Kapłanka odeszła zostawiając Aeriellę z dwoma mężczyznami.
- Droga pani, zostaniesz przesłuchana pod koniec wiecu, gdy już przyjdzie czas na wyciąganie wniosków i snucie hipotez jak się bronić przed najeźdźcą. Każda z wyznaczonych przeze mnie osób zada ci pytanie, na które będziesz musiała odpowiedzieć płynnie, bez świadomego mijania się z prawdą, zachowaniem czci zadających pytania i kierunkiem jak najlepszego służenia ludowi. Mam nadzieję, że rozumiesz me słowa, bo na wyjaśnienia czasu nie ma. Wezwę cię na podium, gdy nadejdzie odpowiedni czas. A nim to nastanie... Oricku, Aeriello. Usiądźcie proszę w pierwszym rzędzie, przed podium, na tamtych dwóch miejscach. Starajcie się zachowywać dość znośnie i pamiętajcie na panteon bogów jasnych, aby nie naruszać ceremonii. - Mistrz Ceremonii po wypowiedzeniu ostatniego słowa udał się na podium, a Orick i Aeriella zostali przy wejściu na podium sami. Do rozpoczęcia pozostały kosmiczne minuty.
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-01-20, 00:09   

Orick stał przez chwilę wyraźnie sparaliżowany rozmachem całego przedsięwzięcia. Wyobrażał sobie owszem, wielki wiec, tłumy elfów - Ale na Bogów i lody północy, nie wyobrażał sobie kiedykolwiek że odbędzie się ona w takich zapierających dech w piersiach plenerach!
Strach. Trema. Nerwy.
Czuł je doskonale. Wszystkie te uczucia mieszały się w nim, wypełniały go, zajmowały jego umysł. Spowalniały kroki, dusiły oddech, ćmiły wzrok. Ale wiedział że musi je przezwyciężyć, aby pokazać wszystkim - i sobie - że słowo to broń silniejsza niż niejedno ostrze i że on jak nikt inny, może je opanować.
Wysłuchał uważnie Sae'lienora. O tak, zaiste, potężny to elf. Szkoda jeno, ze poznali się w tak smutnych okolicznościach! Czuł się nieco oszukany, był pewien że oprócz własnego, krótkiego przemówienia, będzie mógł wdać się w dysputy z innymi mówcami. Owszem, potem nadejdzie czas na refleksje - Ale nie liczył na to, że ktokolwiek będzie go słuchał.
Chyba że zaimponuje im wszystkim.
Gdy elf skończył przemowę, Orick skłonił się jedynie.
- Dziękuję szlachetny Sae'lienorze. Zachwyt odbiera mi mowę w tej chwili ale wiedz, że gdy nadejdzie pora, z pewnością umysł mój nie będzie zaćmiony.
Sae'lienor poszedł na podium. Orick zaciekawił się poniekąd swoją towarzyszką. Kim była? Nie usłyszał dokładnie jej imienia, zresztą nie wiedział czy będą mieli czas na dłuższe dysputy.
- Witaj Pani. Zwę się Orick Raven i jak widzę będzie mi dane towarzyszyć Pani podczas wiecu... Jako że dane nam będzie zabrać głos dopiero pod koniec wiecu, może zajmiemy wskazane nam miejsca? - Elf uśmiechnął się ciepło do kobiety, wskazując gestem całą salę, następnie tę samą dłoń wyciągnął ku kobiecie aby dworskim obyczajem zaprosić ją do wspólnego spędzenia najbliższych kilku... godzin? kilkudziesięciu minut? Kto wie... Kostur spoczywał w jego lewej dłoni, mag niemalże czuł przyjemny chłód jaki wytwarzał.
"Wuju, będziesz dumny!" - Pomyślał elf, zaciskając palce na broni.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Aeriella 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Sty 2007
Posty: 69
Wysłany: 2008-02-02, 00:53   

Aeriella nie była zachwycona całym obrotem spraw. Bała się, a jej strach potęgował się z każdą minutą, która przybliżała ją do Sallenael. Zmęczenie, obawy.. Wszystko to powodowało u niej dziwne myśli. Gdy teraz wracała pamięcią do tamtego, jakże już odległego, zdarzenia była zła na siebie. Zastanawiała się już od dłuższego czasu jakie będą konsekwencje jej postępowania..

Pewnym krokiem podążała za Earilleą. Starała się nie pokazać swego przerażenia, które już owładnęło wszystkie zakamarki jej głowy.
Spojrzała chwilowo na dwóch elfów rozmawiających z Kapłanką i skupiła sie na ich rozmowie.
'Witajcie dobrzy Panowie'- odpowiedziała Aeriella i delikatnie skłoniła głowę.
Wysłuchała słów Sae'lienora i pogrążyła się w jeszcze gorszym nastroju. Czekają ja ciężkie godziny...

A gdy Sae'lienor już odszedł Aeriella spojrzała na, stojącego przy niej, mężczyznę badawczo. 'Tak. Wydaję mi się, że spędzimy ze sobą trochę czasu'- odpowiedziała i odwzajemniła uśmiech.
Gest, który wykonał zrobił na niej wrażenie. Postanowiła poznać go bliżej. Aczkolwiek na razie nie mogła powiedzieć mu zbyt dużo. Tak bardzo chciało porozmawiać z kimś. Potrzebowała bliskiej osoby, której mogła by się zwierzyć ze swojego strachu, żalu i smutków. Zmęczona zrezygnowała z zaprzątania sobie tym głowy, poszła za gestem mężczyzny i zaczęła rozmyślać nad pytaniami jakie mogą jej zadać ci możni panowie.
_________________
Aeriella
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-02-02, 02:34   

Dwa młode elfy powędrowały na swe zasłużone w większym lub mniejszym stopniu miejsca. Oboje mieli jakieś zadanie, któremu należało sprostać, ale sam fakt, sam zaszczyt uczestniczenia w tak majestatycznej ceremonii, która pewnie nie powtórzy się już do czasu, gdy pokolenie tych młodych Bohaterów wyda plon w postaci dzieci, lub jeszcze dłużej. Nikt sugerować nie powinien tego, ażeby porzucili oni awanturnicze życie i zajęli się tym, czym zajmują się zwykli zjadacze elfickiego chleba. Każdy lud potrzebuje Bohaterów. Jak nie dźwigających miecza, to chociażby dźwigających słowami serca. Niekiedy ważniejsze jest uściśnięcie ręki diabła po tym, jak przekonało się go do wstąpienia na drogę zbawienia, niż ubicie tuzina smoków jednym potężnym czarem. Niektóre rzeczy są bardziej lub mniej spektakularne, ale nie od ich zabarwienia i ilości napisanych pieśni zależy jakie mają oddźwięki w całym świecie.
Aeriella usiadła po stronie prawej, Orick zaś po stronie lewej. Mag miał po swej lewej stronie jakąś elfkę o zimnych oczach i splecionych w kok włosach. Na szyi naszyjnik ze srebra i pereł, a na ciele delikatna szata z pajęczyn leśnych pająków. Aeriella zaś po swej prawej stronie miała jakiegoś pana. Wyglądał już na lekko znudzonego oczekiwaniem, może znalazł się tutaj przez pomyłkę. Ubrany w brązowe spodnie, skórzane buty i kaftan dworski obszyty złotem. Musiał być cholernie drogi, ale i wyglądał zaprawdę gustownie. Może trochę zbyt ciepło jak na srebrne elfy, ale od czego jest złoto,. jak nie od ogrzewanie ciała i umysłu. Ten również możny elf, jak był znudzony, tak przestał być, gdy tylko spostrzegł kto koło niego usiadł. Jedno zerknięcie na Oricka, drugie na Aeriellę. Do rozpoczęcia pozostały ledwie chwile. Ale cisza panować tutaj jeszcze nie chciała. Kryształy odbijały echa tego, co zebrani szeptali i mówili, co wykrzykiwali pojedynczo i chórami. Stronnictwa, ugrupowania, partie. W rzeczywistości nie był wiec elfów, a wiec stronnictw.
- Takie młode elfy na tak ważnym wiecu. Musicie być zaiste złotymi dziećmi, skoro ktoś odważył się na to, aby jego ród reprezentowały takie młokosy. Nie obrażając was oczywiście. Jeszcze się nie znamy. Jestem Aerden, podróżnik, wysłannik i głos rodu Dela'noer. - przemówił elf, głównie do Aerielli, czego ukryć się nie dało, ale Orick również był zahaczony jego wzrokiem. - Kogo będziecie wspierać podczas dyskursu? Albo prędzej, kim jesteście? Dobre pytanie na początek, aby poznać osobę z którą się zamienia słowa. - powiedział z lekką ironią, a może ciepłym żartem. Elf ten się uśmiechał bardzo szeroko, a jego twarz wyglądała teraz na pogodną, tak jakby przegnał nudę wraz z pojawieniem się dwójki z grupy wiekowej, tak zwanej młodzieży.
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-02-02, 11:14   

Elf uśmiechnął się do podróżnika i skłonił głowę. Nie miał zamiaru wstawać i kłaniać się, żeby nie robić zamieszania.
- Witaj i ty, dostojny Aerdenie. Zwą mnie Orick Raven, strażnik i przybywam tutaj na własną rękę, niosąc doświadczenia z Anderdull i Lar'Dudanwall, przerażony faktem, jakże bardzo elfy są podzielone. Nie jestem doświadczonym mówcą, lecz liczę - tutaj elf uśmiechnął się nieznacznie, odsłaniając zęby - że mój debiut w ten magiczny wieczór będzie udany. Czas pokaże - Orick wzruszył ramionami.
Następnie spojrzał na swoją towarzyszkę. Nie było to zbyt uprzejme, że wybił się z odpowiedzią przed nią, więc urwał i dał głos jej. Nerwy? Strach? Ciężko powiedzieć co w tej chwili działało tak bardzo na umysł młodego elfa.
Jednakże tutaj czuł się znacznie lepiej niż w płonących ulicach miast, walcząc z rasistowską gildią. Albo na trakcie pilnowanym przez orków. Albo na murach miast, spoglądając wprost na olbrzymie zastępy wroga.

Rozejrzał się wkoło. Szukał wzrokiem osób mu znajomych. Ba, liczył nawet, że zobaczy słynnego Altharisa i Tuliana, którzy uratowali niedawno jedno z miast, za pomocą Pięści Żywiołów. Zastanawiał się, czy tak znane osobistości pojawią się na radzie.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Aeriella 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Sty 2007
Posty: 69
Wysłany: 2008-02-06, 12:25   

Ucieszyła ją bardzo szybka odpowiedź Oricka. Miała więcej czasu na ułożenie odpowiedzi i mogła trochę skorzystać z wypowiedzi towarzysza.
Towarzystwo Aerdena nie zbyt podobało się Aerielli.
"Witaj możny Panie."- uśmiechnęła się do niego z lekkim wymuszeniem i po chwili dodała: " Aeriella Galanodel, zwykły podróżnik, który znalazł się na tym spotkaniu z czystego przypadku. Co zresztą można zobaczyć po minie...". A kąciki jej ust lekko zadrżały jakby chciała się uśmiechnąć.
Aereden nie wyglądał na ciekawą postać. Był to zapewne możny elf, ale ona miała mieszane uczucia w związku z nim. Nie chciała komentować jego słów więc tylko rzekła: " Za chwilę prawdopodobnie zacznie się wiec. Jeśli można skończmy panowie tą rozmowę. "
Odwróciła wzrok od mężczyzny i rozejrzała się po sali.
_________________
Aeriella
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-02-06, 13:01   

Aerden Dela'noer miał dość dziwną i trudną do odgadnięcia minę. Spoglądał to raz na Oricka, to raz na Aeriellę słuchając ich słów.
- W każdym razie miło mi was poznać. Oby twój debiut młody Oricku wypadł dobrze i oby przypadek sprawił, że dziś Aeriello będziesz mogła się pochwalić przed naszym ludem... - Aerden urwał nagle pod koniec zdania, ponieważ na podium, owej scenie dzisiejszego spektaklu srebra i księżyca zapanowało lekki zamieszanie. Sae'lienor wyszedł i spokojnymi ruchami rąk zaczął uciszać gwarny lud, który zebrał się pod gwiazdami, aby prowadzić dyskurs nastawiony na sprawy wojny, a nie pokoju. W tym czasie Orick i Aeriella zaczęli rozglądać się po kryształowej arenie, gdzie walczy się na słowa. Zebrani tutaj ziomkowie Bohaterów wyglądali bardziej niż magicznie. Przystrojeni, dumni siebie, pełni nienazwanego w tej chwili uczucia. W pierwszym rzędzie widać było kilka znajomych Orickowi, bądź Aerielli postaci. Earillea Quel'eleasal, siedziała w towarzystwie swych wiernych rycerzy magów. Cicho obserwujący wszystko to co się dziej. A dalej Feor'len Nah Aurelii. Tak, ten gbur, bardzo bogaty i niemiły gbur, który po ostatnim spotkaniu z Orickiem chyba ma go serdecznie dość. Bohater wiedział, że gdyby jego słowa były poddane ocenie, jego strasznie trudno byłoby przekonać. Siedział on wraz z kilkoma możnymi i odwracał się do tych, którzy byli zebrani w rzędzie drugim. Kilka słów zostało przerwanych działaniem Mistrza Ceremonii. W trzecim rzędzie, niedaleko przejścia do sceny siedział uśmiechnięty Elimarion D'nnodel. Był bardzo cichy, na kolanie trzymał jakiś woreczek, co może nie wyglądało na pierwszy rzut oka wyjątkowo, ale kto na takie ważne wiece zabiera tak nieważne woreczki? W sumie ten akurat był czymś ozdobiony, może to jakiś podarek, od kogoś lub dla kogoś. Kto to wie... Na pewno na sali tej byli także przedstawiciele domu Seladerine, domu Me’aleve, rodu Olenari, a już na pewno rodu Srebrnych Liści, zwanego ponoć Leaf'noddel. Ale była tu także cała rzesza elfów nieznanych i mniej znanych. Można by zapewne wyłuskać sylwetki różnych osobistości, ale w umysłowym zamęcie powodowanym strachem Bohaterowie mieliby z tym dość spore problemy.

- Siostry i bracia moi, najszlachetniejsze rody wybrane przez majestat księżycowych bogów i historię pisaną krwią. Pozdrawiam was w imieniu własnym i wszystkich świętości, których siła sprawiła, że dane nam było zebrać się tutaj na tym wiecu. Jestem Sae'lienor Nash'Abdar, członek tutejszej rady, ten który dziś będzie waszym przewodnikiem po tym atrium i tych słowach, które zaważą na historii. Zaprawdę w ten trudny czas należy się nam rozmowa z sobą nawzajem o tym co nas boli i o tym, co może nas zaboleć. Orkowie. Plugawa rasa, która to wyrosła na naszej krzywdzie powróciła i niszczy nasz święty las. Nie możemy pozostać wobec tego obojętni, nie możemy pozwolić, aby gaje księżycowe zamieniły się w ruinę. Już postanowiliśmy, że działać musimy, ale nie samo działanie jest tu istotą, a rodzaj działania. Na wiecu tym, poniżej gwiazd i księżyca, obserwowani przez przyszłe pokolenia, dla których musimy zapewnić miejsce do przeżycia, musimy podjąć decyzję, nie czy działać, ale jak działać. Nie ode mnie jednego będzie zależał rodzaj działania, ale od nas wszystkich. Proszę przeto o zabranie głosu każdego zainteresowanego przedstawiciela srebrnych rodów, który godny jest mówić za całą swą rodzinę. Proszę, aby słowami swymi przekonał tu zebranych do swoich racji, nie wywyższając przy tym swych bliskich, ponad bliskich innych tu zebranych. Dyskusja ma być czysta i dla ucha miła, godna tego, aby wpisać ją w dzieje. - Sae'lienor delikatnie przerwał, aby zakończyć tym samym wstęp. Zapadła chwila milczenia, absolutnej ciszy, którą tylko przeszywały śpiewy wiatru i gwiazd. Z tyłu atrium zaczęli do sceny zbliżać się trębacze ze swymi rogami, zwiastuni rozpoczęcia czegoś ważnego. Przełomu.
 
 
     
Aeriella 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Sty 2007
Posty: 69
Wysłany: 2008-02-06, 13:52   

"Przypadek...pochwalić..."pomyślała po czym prychnęła półgębkiem. Strach coraz bardziej dawał o sobie znać. Spoglądała nerwowo na podium i ludzi ją otaczających. Była pod wrażeniem zebranych tu dostojnych elfów. Nigdy nie zdarzyło jej się być , a przynajmniej widzieć, takiego zebrania najmożniejszych osób w kraju. Intrygowała ją postać Oricka, ciekawa była co ma do powiedzenia ten równie młody jak ona elf. Aeriella nie miała przy sobie żadnej bliskiej osoby, wszyscy byli jej zupełnie obcy. Nie mogła ufać nikomu, ani polegać na nikim. Przez chwilę ogarnął ją smutek, po czym pomyślała, że sama wybrała sobie taki los. "Z drugiej strony może nigdy bym nie miała szczęścia i nie znalazłabym się w tak cudownym miejscu.. aczkolwiek wolałabym być tutaj w związku z inną sprawą" pomyślała.
Aeriella skupiła uwagę na mówcy, ale na chwilę jej wzrok zwrócił się w stronę sakiewki osoby, której jeszcze nie znała. Pomyślała, że może znajduje się w niej ten pierścień..
Wróciła wzrokiem na Sae'lienor Nash'Abdar i wsłuchała się w jego słowa. Zgadzała się z nim w sprawie orków. Z tym trzeba coś zrobić, ale co z pierścieniem, który znalazła. Nic o nim nie wspomniano. Spojrzała po zebranych i ich twarzach, w których pragnęła coś zobaczyć. "Tylko co?"- pomyślała.
_________________
Aeriella
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-02-06, 16:28   

Orick milczał, ze skupieniem słuchając słów mówcy. Skrzyżował dłonie i oparł głowę na nich. Od czasu do czasu kiwał głową, gdyż słowa Sae'lienora wydawały mu się szczególnie sensowne.
Mimowolnie zerknął na zawiniątko w rękach Elimariona. Co to mogło być? Jakiś szczególnie potężny artefakt? Jakieś wskazówki? Zapewne coś niezmiernie ważnego skoro czarodziej zdecydował się przynieść to na wiec.
Szepnął do towarzyszki.
- Tak, gdy wrogowie już swobodnie panoszą się po naszych ziemiach my zaczynamy działać... Poznajcie ludy całego świata refleks i dumę elfów - Jego głos był raczej chłodny i ironiczny. Irytowała go bierna postawa jego ludu wobec wojny.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-02-07, 00:02   

Dwunastu elfów ubranych w białe szaty i srebrne elementy zajęło miejsca dookoła podium w równych odstępach. Księżyc świecił już na niebie, noc panowała od dobrej godziny. Wybił gong, który wprawił w drżenie dźwięk, a ten wbił się do uszu. Lekki, nieśmiały, szybko milknący. Nim jednak cisza znów zapanowała dwunastu trębaczy podniosło swe rogi i zadęło w nie jakby jednym tchem. Rogi te kiedyś należały do leśnej zwierzyny, magicznych potworów. Dźwięk wydobywający się z rogów był bardzo niski, aczkolwiek głośny i podobnie jak w przypadku gongu, którego umiejscowienie znajdywało się gdzieś z boku atrium, wibracyjny. Elfy dęły w rogi dobre kilkanaście sekund, aż niebo rozbłysnęło srebrzystą barwą. Tarcza księżyca została otoczona dwunastoma lśniącymi punkcikami, a w niej samej wpisane symbole elfich starożytnych bóstw. Gwizdy gdzieś zniknęły, a z wznoszących się ku górze kryształowych ścian areny słów wzniosły się snopy światła barwy purpury przechodzącej w błękit wraz z wysokością. Takiej też barwy poświata opadła na przebywających w atrium srebrnych sług lasu. Kryształy pięknie się mieniły, a baczny obserwator mógł zauważyć w nich wpisane magiczne symbole. Cóż jednak znaczyły, to mógł wiedzieć jedynie stary elfi mag o wielkiej wiedzy, albowiem nie co dzień zdarza się, że w blasku księżyca wzywana jest jak za starych lat starożytna magia tych, którzy jako jedni z pierwszych opanowali arkana tej sztuki.

Po piedestale dumnie kroczył Sae'lienor wystrojony w swe ceremonialne szaty. Z księżyca w podium uderzał promień światła tak szeroki jak szerokie było podium. Okrągłe podium wręcz wyciągało blask ze srebrzystego księżyca, którego tarcza jak to w pełni, pełna jest blasku. Purpura i błękit na lożach, srebro na podium. Gra barw miała tu znaczenie symboliczne, ale jaki to artysta nie uznałby, że właśnie ta kompozycja zasługuje na szczególne uznanie. I te unoszące się w powietrzu, niesione przez wiatr delikatne melodie grane na harfie, niemal rozpływające się w zapachu świeżych wiosennych kwiatów.

Zachwyt tym co oczy widzą, uszy słyszą, a nos i serce czują nie chciał szybko opuścić Bohaterów. Ich zmysły pochłonięte tym co się dzieje zdawały się uświadamiać sobie, że sami bogowie będą dziś na nich patrzeć swymi oczyma. A nie na wzroku się ma skończyć to wszystko. Dziś będą aktorami, a to co nazywa się podium będzie ich sceną, gdzie odegrają swe role, które sami sobie napiszą. A może to nie oni sobie je napisali, tylko bogowie sprytnie pociągali za sznurki i do tego wszystkiego doprowadzili? Może to nie jest ich gra, a jedynie dowód istnienia fatum. Czy los może być tak zamknięty w sobie? To Bohaterowie tworzą los, czy los tworzy ich?

- Niechaj więc serca wasze radują się, albowiem bogowie spojrzeli na nas swymi oczyma i oczekują tego, co zwać się zwało i zwać będzie wiecem. - Sae'lienor wygłaszał swą mowę. A gdy słowa swe skończył poprosił o przyjście na scenę pierwszego z elfów, którzy dziś mieli przemawiać. Dolienal Erlige Neal. Tak brzmiało jego imię. Wystrojony, jak większość bogaczy, z mową płynną, a wymową czytelną, posługujący się nienagannym językiem rozpoczął swój wywód nad tym co się dzieje na południu lasu. Mówił o tym, jak horda żądnych krwi potworów podobnych do tych, które wieleset lat temu nawiedziły te ziemie, panoszy się, łupi i zabija. Siły graniczne w jego mniemaniu nie poradziły sobie z zagrożeniem i czas sięgnąć po bardziej radykalne środki. Był on przywitany brawami i gdy schodził aplauz nie chciał cichnąć. Po nim swe mowy wygłaszali Felien, Terdelia, Ophelia z rodu Je'gerad, Moilios. Ich przemowy były podobne w swej wymowie i treści do tych głoszonych przez Dolienala. Nagradzani brawami jednak nie robili wielkiej furory. Po nich nadszedł czas na na przemowę Shile. Niebiańsko pięknej elfki, której szaty promieniały wielką szykownością. Na Aerielli może nie zrobiła ona zachwytu niepowtarzalnie wielkiego, ale Orick. Na mężczyzn musiała działać ta Pani. Jej uroda, bijący majestat, owa subtelność. Była to bogini stąpająca po ziemi. Widząc ją dopiero teraz Orick zdał sobie sprawę, że mógłby dziś mieć zaszczyt pracować dla tej pani, mógłby z nią rozmawiać, patrzeć w jej błękitne oczy z bliska. Jego los jednak zdecydował inaczej.
- Chwała pasjom naszym niesionym przez bogów srebrnych. Aby ich siła nie ginęła na darmo. - Zaczęła swą mowę elfka. Jej głos był taki delikatny, a jednocześnie władczy. To nie mogła być elfka, to na pewno była bogini i nic mniej. - Wszyscy moi poprzednicy zachwycili nas swymi barwnymi mowami. Ze słów tych płynie jednak smutny brak treści. Mówimy na razie o tym, co jest nam wszystkim dobrze znane, a nie mówimy o tym, co powinno nas interesować. Cofając swe wiadomości o krok wstecz, cofamy się się do niewiedzy. A to przez nią nasi bracia i siostry teraz cierpią. Zapewne was wszystkich przejmuje los naszych bliskich, naszego wybranego przez bogów ludu. Lecz mówimy już dobrą godzinę, a to jedynie wstęp do prawdziwego dyskursu. Co mamy zrobić z naszym wrogiem, co jest sposobem na pozbycie się tej plagi? Czy orkowie są plagą? - zapytała i zamilkła. Po sali rozniosło się natomiast ciche potwierdzenie na jej słowa. - Czy orkowie, lud dziki i pełen złych namiętności nie ma prawa do życia? - zapytała, lecz po sali rozniosły się tym samym mieszane odpowiedzi. - Czy pokonany raz, na zawsze zniknie z tych ziem? Nie.. nie zniknie. Większość ras istniejących na świecie zazdrości nam tego, co nas od nich odróżnia. Nasza delikatność, inteligencja, opanowanie, przywiązanie do siebie, dbałość o czystość nas samych? Orków także boli, że my srebrne elfy nie rozpływamy się wśród innych ras, jak to robią nasi ziomkowie ze wschodu. Przez to, że żyjemy w naszych enklawach, odcięci od świata zachowujemy swą tradycję, swą wiarę i kulturę. Gdy jest zagrożona musimy stawić opór nawet większy niżby to było potrzebne. Każdy atak na jednego z nas jest atakiem na nas wszystkich, gdyż tylko jako całość mamy moc. Na dzień dzisiejszy, na tą noc przepiękną jesteśmy niszczeni z osobna. Rządcy naszych południowych miast odpowiedzialni są za to, że informacje docierają tak późno. Stanowczo za późno. Lecz winni zostaną ukarani, gdy nadejdzie ku temu czas, teraz zaś mamy większe zmartwienia. Nasze piękno wymaga obrony. Możemy przeto walczyć mieczem, magią lub dyplomacją. Rozmowy z dzikim ludem są z góry skazane na niepowodzenie. Miecz jest zbyt ciężki, gdy waga wroga jest zbyt duża. Nasz lud słynie natomiast z tego, że wydaje na świat, rodzi wręcz, najlepszych na świecie magów, których moc równa się tylko z mocą piekieł i niebios. Wyzwólmy nasz potencją w inkantacji, przebudźmy jak za starych lat obrońców lasu. Niech armia duchów borów i gajów srebrzystych zmiecie w proch najeźdźców. Nie bierzmy żywych, nie zakuwajmy ich w kajdany. Śmierć jest tym, co czeka każdego, kto tylko zechce podnieść swą rękę na nas. Odrąbiemy mu tą rękę, a za nią odrąbiemy głowę, albowiem tylko krwią zmyć można grzechy tych, którzy ośmielili się niszczyć nasze świętości. Dosyć tego! Nadszedł czas odwetu. Już pora, aby drzewa nakarmić krwią, a dusze naszych zabitych braci odkupieniem i rewanżem. Zemsta ma słodki smak, gdy jest zimna, lecz wychłodzić jej czasu nie mamy. Doszczętne zniszczenie najeźdźcy niech będzie pierwszym krokiem w wojnie, którą wydamy temu gatunkowi, a gdy już się uporamy z nimi przyjdzie czas na doszczętne wybicie tej rasy z całego świata, aby już nigdy nie ważyli się spijać naszej krwi. Ludzie, krasnoludy, szczuroludzie, jaszczurzy, smokoludzie, demonoludzie. Oni wszyscy nam zagrażają. Lecz ludzie przede wszystkim. To oni swymi wojnami z orkami zepchnęli ich aż tutaj, to oni są odpowiedzialni za to, że lud nasz cierpi katusze. I na nich przyjdzie kiedyś pora, i oni rozrastający się po świecie niczym zaraza poczują czym jest nasza broń i magia. Niszczący rasy od środka, wtapiający się w nie i rozdzielający. Już niedługo swe ziemie rozciągną po sam księżycowy las, wchłoną bagna na zachodzie i pustynie na wschodzie. Gdy zabraknie dla nich miejsca zaczną wycinać nasze lasy, a co się wtedy z nami stanie? Będziemy uciekać, jak w dawnych latach przed nimi, gdy gwałcili nasze kobiety i łupili nasze świątynie? Gdy ścinali stare dęby i psuli nasze strumienie. Ludzie i orkowie są tacy sami. Walczą o miejsce do życia. Ale teraz mogą być przydatni. Nasza magia silna najbardziej w lasach, a poza nimi słabnie. Nasi magowie choć potężni, wciąż nie są na tyle liczni, aby w otwartej bitwie równać się z hordą. Tutaj sobie z nimi poradzimy, lecz w regionach dalszych będzie trzeba sięgać po pomoc. A choćby i ludzi. Kupieni naszym złotem, zebrani w bezrozumne masy zostaną rzuceni przeciw orkom, aby wybili się nawzajem. Gdy obie rasy wyginą przyjdzie czas na niszczenie i ludzi. Niech alchemicy nasi preparują złota i kosztowności, niech dyplomacji zbroją się w słowa. Gdy efy idą na wojnę, cały świat niech wie, że nic nas nie jest w stanie zatrzymać! - Pani Shile zakończyła mowę, a tłum oczarowany jej przemową wstał z miejsc i utopił się w aplauzie. Orick iAeriella widzieli, że niektórzy mieli łzy w oczach wzruszeni tym co mówi ona, co chce dla nich wszystkich zrobić. Oślepieni jej pięknem, mową, gracją. Słowa bogini miały sens, mimo tego, że były okrutne. Kobieta jednak nie chciała braw, gestem uciszyła tłum, aby czekać na jakieś argumenty sprzeciwiające się jej. Czekała, aż ktoś zechce powiedzieć coś, co by w nią uderzało.
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-02-07, 19:29   

Orick zamilkł.
Co? Ludzie wrogiem elfów? Ależ skąd taki pomysł?
Pokręcił głową, acz nie odzywał się. Wiedział, że to nie jego pora i nie jego czas. Że mogłoby to zostać źle odebrane. Że jest nikim wobec tej oratorki.
Z drugiej strony miała przecież racje. Użycie ludzi do własnych celów. Co ta rasa znaczy wobec nich samych? Kimże są śmiertelni ludzie wobec potęgi srebrnych elfów?
Ale zaraz, skądś to znam.
Gildia Szlachetnej Krwi przemknęło mu przez myśl. Oni też wywyższali elfów nad inne rasy. Nie może przecież zacząć myśleć jak jego najgorsi wrogowie!
Nie odzywał się, ale też nie klaskał, nie udzieliła mu się wszechogarniająca euforia. Zerknął na Elimariona. Nie spodziewał się wyczytać na jego twarzy żadnych emocji, gdyż zapewne taki mag wszystkie uczucia chowa głęboko dla siebie, lecz miał nadzieję że zobaczy chociaż błysk wątpliwości bądź negatywnego nastawienia do pani Shile.
Dlaczego?
Elimarion był jego autorytetem? Nie. Po prostu czułby się raźniej gdyby wiedział że nawet taki mag myśli podobnie jak on.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Aeriella 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Sty 2007
Posty: 69
Wysłany: 2008-02-22, 15:53   

Mowa Pani Shile nie wzbudzała w Aerielli podziwu. Była trochę zdziwiona reakcją jej pobratymców. Wstała również jak i
inni, ale nie miała zamiaru dołączyć się do powszechnego aplauzu. To co przed chwilą wygłosiła ta kobieta wzbudzało
raczej niechęć do niej niźli sympatię. Zgadzała się z nią co do obrony przed atakiem, ale zabijanie niewinnych ludzi spowodowane tylko
tym, że ich dalecy krewni tak czynią nie jest czymś normalnym. Aeriella zauważyła, że wywyższa ona rasę elfów, wynosi
ją wysoko ponad inne. Oczywiście można się zgodzić, że w pewnych dziedzinach elfy są lepsze, ale nie we wszystkim. A przynajmniej
Aeriella nie uważa swojej rasy za najlepsza. Powstrzymała się od komentarza, od zbędnych min, które by świadczyły o jej niezadowoleniu.


Tak naprawdę to nie ma żadnego sensownego, racjonalnego wyjścia z tej sytuacji. Wszystko czego się podejmiemy będzie złe:
zabijanie niewinnych ludzi jest złe bo czym oni nam zawinili?! Ale z drugiej strony ucierpi na tym nasza rasa. Ciężki to wybór nasze dobro lub ich...
Niby oczywiste a jednak nie. Aeriella miała ogromną nadzieję na to, że nie tylko ona tak sądzi i znajdzie się jakieś dobre wyjście z tej tragicznej sytuacji,
z której ona na razie nie widziała wyjścia.
_________________
Aeriella
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-02-22, 16:11   

Elimarion zdawał się w sposób neutralny reagować na słowa pięknej pani. Na jego twarzy malował się półuśmiech, owy metafizyczny, nieodgadniony. Może to było poparcie, a może zażenowanie, radość, czy politowanie. Nie znając odpowiedzi na to pytanie, należałoby wnioskować, że są to raczej neutralne gesty, chociaż w rzeczywistości neutralnymi one być nie mogły.

Aeriella i Orick utonęli gdzieś w okrzykach radości i brawach. Niby się wyróżniali od innych, a jednak byli elfami, którzy topili się w słowach swych ziomków. Pani Shile wypowiedziała jeszcze jedno zdanie konkluzji, po czym opuściła scenę nie słysząc słowa, które śmiałoby się kłócić z jej słowami. Może były tu gdzieś osoby, które nie popierały jej myśli, Bohaterowie byli takimi osobami, ale któż śmiałby się jej sprzeciwić i wystawić na publiczną zniewagę? Owa infamia spowodowana złymi słowami mogłaby godzić w to co elfie.

Po tej oratorce przyszedł czas na kolejnych mówców. Przez scenę przewijało się kolejno wiele twarzy, wiele słów padało rzucanych na publikę niczym uroki. Niektóre działały, inne nie. Kobiety i mężczyźni, przedstawiciele rodów, niektórzy preferujący bardziej umiarkowane rozwiązania problemu orków, jak zwykłe przegonienie ich z lasu i pognanie ich gdzieś daleko, inne skupiające się na radykalizmie działania. Ten drugi nurt, zapoczątkowany tutaj przez Shile sugerował eksterminację całej rasy orków, jako wiecznego wroga elfów, gwaranta problemów w przyszłości. Zapewnienie bezpieczeństwa miłującej pokój nacji elfów w mniemaniu tej grupy było zależne od tego, czy się poradzi z tą plagą teraz i w sposób ostateczny rozwiąże się problem orków. Umiarkowane persony skłaniały się ku rozwiązaniom tymczasowym, radykałowie ku rozwiązaniom ostatecznym nakierowanym na przyszłość. Owy konflikt tu i teraz, czy teraz i zawsze. Kolejne osoby wchodziły na scenę, kolejne z niej schodziły, wyczytywane przez Sae'lienor. Przechodziły obok niego, stojącego przy wejściu na podium, a po zamianie dwóch słów zaczynały swój dialog. Mijały minuty, sytuacja i podział na umiarkowanych i radykałów stawał się coraz bardziej namacalny. Mimo ciągu dyskusji nie ujawnił się nikt o poglądach liberalnych w stosunku do orków. Nikt nie bronił tej rasy, nie próbował zrozumieć ich metody działania. ktoś taki, jeżeli nie miałby wielkiego rozumu w głowie ośmieszyłby się i zhańbił swój ród. Wobec tego istniały tylko dwa obozy, jeden duży i drugi mniejszy. Jak na razie wskazywało wszystko na to, że orków czeka marny los, jeżeli wszystkie plany pójdą zgodnie z myślą wiecu. Wszystko mogło się jednak zmienić, gdyż dyskusja się nie kończyła, a Sae'lienor wywołał właśnie: - Orick Raven. - Dwa słowa, jedno imię. Aeriella wiedziała o kogo chodzi, poznała tą nazwę i widziała minę swego towarzysza. - No to powodzenia młody panie, oby słowa płynęły z twych ust zaiste złote. - Aerden życzył tak Orickowi powodzenia.
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-02-22, 16:38   

Chrząknął. Kaszlnął. Poczuł jak cały świat odlatuje gdzieś w dal.
Nie wiedział nawet kiedy dotarł na mównicę. Nie wiedział nawet, kiedy nogi poniosły go na to niewielkie wywyższenie. Nie panował nad wzrokiem. Nad sercem. Opanował drżenie dłoni, chwytając się poręczy mównicy.
Panował nad słowami. Spojrzał po wszystkich wzrokiem pełnym spokoju, pewności siebie a zarazem przekonania, że to co teraz się dzieje, jest naprawdę istotne.
- Bracia! - Zakrzyknął, mając nadzieję że uciszy to ewentualne złośliwe komentarze - Choć jestem jednym z najmłodszych tutaj, jednym z najmniej godnych z was wszystkich, aby liczyć na to, że otworzycie swe umysłu na me słowa. Jednakże mówię wiedząc, kim jestem, co przeżyłem i co czynię. Jestem jeno biednym strażnikiem Anderdull ale to tam widziałem rzeczy, które wstrząsnęły mym sercem!
Mówicie: Orkowie atakują! Palą nasze domostwa! Hańbią nasze kobiety! A wiecie kto na to pozwolił? Powiem wam: Czarne serca pośród nas samych! Nawet wśród nas, szlachetnego ludu Srebrnych Elfów są osoby niegodziwe, które pragną rozdzielić nas i pogrążyć w imie własnego dobra! Widziałem ich! Widziałem ich twarze, pełne pychy!
Dane mi było zmierzyć się ze złem znacznie bardziej niebezpiecznym niż hordy które palą nasze lasy! Gildia "Szlachetnej Krwi". Uznawali, że jeno czysta elfia krew liczy się w życiu.
Idea zaiste godna. Ale i bezsensowna. Wcielając ją w życie mordowali: Ludzi, półelfów a nawet i elfów! Pytam: Po co czcze gadanie o czystości krwi w momencie, gdy owa krew jest zagrożona? Pytam: Na co nam wewnętrzne podziały, gdy trzeba nam jedności? Wzywam was, bracia, o tolerancję, spokój. Każda wojna może zostać wygrana, jeżeli ma się dobrych sojuszników! Zwróćmy się o pomoc do półelfów czy do naszych leśnych braci! Słyszeliście już o bohaterskim czynie szlachetnego Altharisa, srebrnego elfa i Tuliana - Elfa Leśnego! To nadal są nasi bracia! Musimy zjednoczyć krew, zjednoczyć siły, aby odeprzeć wroga, albowiem od wieków wiadome jest, że siła tkwi w jedności i przyjaźni! Odrzućmy uprzedzenia, odrzućmy wszystkie te czcze gadania o "Czystej krwi" i "Najszlachetniejszej rasie". Bogowie raczyli stworzyć nas istotami dumnymi, pełnymi sił, nad przeciętnej inteligencji i niezwykłej urodzie. Ale stworzyli też inne istoty, z pomocą których nie tylko odeprzemy wroga, lecz zapewnimy sobie sojusz po wsze czasy! Powstańcie bracia! Dziś walczymy o Srebrne Lasy! Ale nie jesteśmy w tej walce sami. Nasi elficcy półbracia pomogą nam! Podnieśmy razem ciężki miecz zwycięstwa i zachwycimy całą Sorię siłą jedności! - Elf rozłożył szeroko ręce, spoglądając na salę wzrokiem pełnym zapału, energii i pewności siebie. Następnie opuścił je i schylił głowę.
- Dziękuję wam bracia za wysłuchanie mych prostych słów. Niechaj nad waszymi głowami zawsze lśni księżyc mądrości.
Nie czekał na reakcję tłumu - negatywną bądź pozytywną. Zszedł na swoje miejsce i usiadł obok towarzyszki, nie zdradzając żadnych emocji.
Na jego twarzy widniał jedynie nieodgadniony, metafizyczny półuśmiech, który podziwiał przed kilkoma chwilami.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Aeriella 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Sty 2007
Posty: 69
Wysłany: 2008-02-22, 17:06   

Przerażało ją to co Ci możni elfowie mówią. 'możni..' powiedziała z ironią do siebie.
Jej uwaga była ciągle zwrócona na mówców chociaż zaczynała się powoli nudzić tymi wywodami na temat orków. Chciała, aby w końcu doszli do
jakiś konkretnych wniosków, które dla wszystkich byłyby dobre i nie sprawiły zbyt wiele bólu.
W momencie poczuła się strasznie zmęczona.. ale niemoc ustąpiła zainteresowaniu co jej towarzysz ma ciekawego do powiedzenia w tym temacie.
Spojrzała na niego i delikatnie się uśmiechnęła. Nie wiedziała czy jest zdenerwowany przed mową czy nie, ale chciała go jakoś pocieszyć, choćby
uśmiechem. Wiedziała doskonale, że gdyby ona tam się teraz znalazła nie byłaby tak opanowana jak on. A może to tylko zgubne wrażenie...
_________________
Aeriella
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-02-26, 01:01   

Kilkakrotnie podczas swej mowy Orick słyszał wzburzenia tu zebranych, słyszał i widział reakcję wielu swych braci, którzy nie chcieli słuchać jego słów. Padło niegdyś pytanie, ,,kto wysnuje najbardziej liberalną tezę tego wieczoru"? Odpowiedź na to pytanie właśnie schodziła ze sceny. Bohater nie porwał publiczności, ale zawsze mogło być gorzej. Nikt go nie wyrzuci, a w ostateczności mógł podzielić się swą wiedzą i myślami, co było mu dane. Gdy Bohater minął ostatni schodek podium usłyszał jakiś głos. Aeriella także usłyszała ten głos i wszyscy inni tu zebrani, niemal jednocześnie odwrócili się w kierunku wejścia, czy raczej wyjścia z atrium.

- Historia uczy nas. I daje lekcje, tym którzy mają umysły na tyle otwarte, aby wpadały do nich myśli i na tyle zamknięte, aby ich mózgi nie wypadły z głów. - Środkiem atrium szła jakaś postać skąpana w mroku. Nie było widać jej twarzy, ani ciała, chociaż niosła przed sobą jakąś czarę w której palił się ogień. - Ten, kto myśli, że pokój jest możliwy w świecie, gdzie brakuje miejsca, jest w błędzie. Ten, kto myśli, że rasa nasza jest większa od innych i może żyć z innymi jak sąsiedzi, jest w błędzie. Ci, którzy myślą, że większym wrogiem są ich bracia, niż obcy, jest łajdakiem. - postać odsłoniła się z ciemności, gdy tylko dostała się na obszar mocniej oświetlony błękitną aurą.
- Aerchon Eleamaris. - Wypowiedział ktoś imię na tyle głośno, że zarówno Aeriella jak i Orick usłyszeli je wyraźnie. Postać ta minęła Oricka, który zajmował swe miejsce. Ubrany w ceremonialne, piękne szaty z roślinnymi ornamentami wyszywanymi srebrną nicią, biel i chłód bijąca z twarzy, a spojrzenie puste, jakby bez duszy.
Sae'lienor podszedł do tej postaci, blokując jej wejście na podium.
- Nie byłeś zaproszony tutaj Aerchonie, nie masz prawa zabierać głosu na świętym wiecu. - Powiedział głośno, z nienaganną dykcją.
- Czy ma postać napawa cię takim obrzydzeniem drogi Sae'lienorze, że brzydzisz się na mnie patrzeć? - Przybysz odwrócił się i spojrzał na tłum. Okręcił się dookoła wsłuchując się w szepty jakie się rozległy.
Siedzący obok Bohaterów Aerden wydawał się być spięty: - Myślałem, że to ty będziesz tutaj gwiazdą wieczoru Oricku, wraz ze swymi poglądami, a tu taka... niespodzianka. - Po jego czole spłynęła kropla potu. Może to strach, może napięcie.
- Ty nie jesteś już srebrnym elfem, a tylko srebrny elf może stawać przed obliczem naszych bogów! - Podniósł ton głosu Mistrz Ceremonii.
- Twój pogląd na mą osobę jest krzywdzący, ale już pogodziłem się z takim traktowaniem. Nie mam zamiaru psuć wiecu. Wręcz przeciwnie. - Orick i Aeriall słyszeli te słowa, gdyż siedzieli dość blisko podium. Inni może nie słyszeli tych słów, chociaż szeptami licznych ust roznosiły się dość prężnie po całej widowni. Mistrz Ceremonii spojrzał na dziwną czarę, którą przyniósł tutaj przybysz.
- Na bogów! Co ty zrobiłeś?! Przecież to święty wieczny ogień! - Wzburzył się na tyle poważnie Sae'lienor, że głos jego był pewnie słyszany w krainie gogów. - Czy ty wiesz, co ty zrobiłeś? Zbezcześciłeś nasz święty ogień, który płonął od niepamiętnych czasów. On nie może zostać zgaszony, nie może być zabrany ze świątyni. Nie może! - Po sali przeszły niczym błyskawice słowa niezadowolenia. Niektórzy wstali ze swych miejsc, aby ich wyzwiska dosadne, ale nie przesadne z powodów świętości tego wiecu, uderzały w przybysza niczym pociski miotane przez pradawnych tytanów.
- Świątynia padłaby na dniach, orkowie pną się coraz głębiej w las. Lepszym było zabrać ogień, niż dać go im. Jeżeliby go nie zgasili, to wykorzystali przeciw nam. Dobrze wiesz, że jest magiczny i dobrze wy wszyscy wiecie, że teraz może się nam przydać. - Wyraził pogląd nieproszony gość, a po sali przeszły kolejne fale słów. Niektóre przykre, inne bardzo przykre. Orick i Aeriella w sumie niewiele się orientowali w zaistniałej sytuacji. Wiedzieli, że srebrne elfy mają kilka artefaktów, relikwii swej kultury i wiary. Do nich zaliczał się święty ogień, który od wieków płonął w murach świątyni na południu lasu. Widziała go garstka osób. Wystawiony na widok publiczny, był niczym nagi władca paradujący wśród tłumów. Wzbudzał oburzenie. Zgaszenie ognia miało ponoć przynieść straszliwe konsekwencje dla rasy mieszkańców lasu. Miał on także nigdy nie opuszczać murów świątyni. Chyba tylko cudem teraz nikt nie przeszedł do rękoczynów, czy chociażby magio-czynów.
Z trybun pod podium podeszło pięć osób, w tym pani Shile, Earillea, i Elimarion. Reszta elfów była nieznane, aczkolwiek siedzieli oni w pierwszych rzędach, a po strojach można było wnioskować, że są wybitnie majętni i wpływowi.
- Twe czyny mnie przerażają przyjacielu, lecz masz moje poparcie. - Rzekł do Przybysza Elimarion. - Ogień pozostał wśród nas, a to jest najważniejsze. Czasami trzeba zerwać z konserwatyzmem i zdobyć się na rewolucyjny gest, aby ratować historię napisaną i tą, która dopiero zapełni karty historii.
- Postradaliście zmysły? - Wtrącił się jeden z możnych. - Przecież to bluźnierstwo i nie możemy tego tolerować. Ty nie jesteś już srebrnym elfem, a to, że wykradłeś wieczny ogień tylko potwierdza legendy o źle jakie zamieszkało w twym sercu. Wynoś się stąd! - Syczał groźnie możny, a zgromadzeni na wiecu podnosili głosy.
- Cisza! - Krzyknął Sae'lienor, a jeden z trębaczy zadął w róg na znak dłoni Mistrza Ceremonii. Zapanowała cisza. - Mimo sprzeciwów i wątpliwości przybysz ten znany nam pod imieniem Aerchon Eleamaris zostanie dopuszczony do głosu. Lecz wpierw musimy zakończyć to, co było zaplanowane. Proszę więc teraz... Aeriellę Galanodel, pannę, która znalazła się w posiadaniu pierścienia. Niech opowie swą historię przed nami wszystkimi, gdyż pewne okoliczności rzucają pewne światło na naszą dyskusję. - Mistrz Ceremonii skinął na Bohaterkę. To była teraz jej chwila. Wiedziała ona, że jej zadaniem jest wejść na podium i opowiedzieć o zdarzeniu, które sprawiło, że znalazła się w posiadaniu pierścienia. Earillea dała wytyczne Bohaterce i uprzedziła, aby ta opowiedziała historię od chwili pierwszego ujrzenia posiadacza pierścienia do czasu, gdy ten zaczął wyrządzać szkody. Oczywiście historia miała być ucięta o nic nieznaczące dla zdarzenia rzeczy, nie mniej jednak miała być na tyle zrozumiała, aby każdy mógł się nad nią chwilę zastanowić.
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-02-26, 15:58   

Jego spojrzenie spoczęło na przybyszu już wtedy, gdy Orick wracał na swe miejsce. Nie wiedział co trzyma. Nie wiedział co to jest. Potem wszystko się wyjaśniło.
Słuchał całej wymiany zdań nie myśląc o niczym. Kimże jest ten "rewolucjonista"? Czemu srebrne elfy tak za nim nie przepadają? A jeżeli jego bracia są negatywnie doń nastawieni: To na litość bogów, dlaczego Elimarion go popiera?
Wszystko to wirowało przed jego oczyma, jak zamieć śnieżna. Starał się nie zgubić kontekstu ale i tak niewiele rozumiał z całej zaistniałej sytuacji.
Liczył, że wszystko wyjaśni się gdy ów Aerchon dojdzie do głosu. Póki co wezwano Aeriellę Galanodel i Orick rozpoznał w niej swą towarzyszkę.
- Powodzenia - Mruknął i uśmiechnął się do niej pocieszającą.
Gdy emocje trochę w nim ostygły zdał sobie sprawę, ze wejście Aerchona uratowało mu skórę. Lud skupił się na nim, nie zaś na dość "radykalnych" słowach Oricka.
Zastanawiał się, czy gdyby był kimś bardziej znanym czy bardziej charyzmatycznym, czy lud słuchałby go chętniej? Polityka rządziła się swoimi prawami, a sława, bogactwo i retoryka były filarami tych praw.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Aeriella 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Sty 2007
Posty: 69
Wysłany: 2008-03-03, 15:16   

Aeriella na chwilę oderwała się od myśli o tym, że niedługo będzie musiała przemówić. I spadło to na nią
jak grom, usłyszała swoje imię tak wyraźnie. Była przerażona, bliska granicy za którą czekała ją tylko jakaś zapaść.

Wstała i ruszyła przed siebie. Rzuciła tylko ostatnie spojrzenie na Oricka, a na jego słowa odpowiedziała niezbyt zadowoloną miną. Po
czym zrozumiała swoje złe zachowanie i uśmiechnęła się na tyle ile mogła z siebie teraz wydusić.

Stojąc tam zaczęła powoli opanowywać strach, jej ręce nie drżały, a na twarzy zmusiła się do pokazania powagi, pewności siebie."Żadnego
strachu"- powtarzała w myślach.

Spojrzała ostatni raz na zgromadzonych i utkwiła wzrok w końcu sali.

" Więc.."- zaczęła trochę niezgrabnie, wiedziała to, ale mimo wszystko nie chciała teraz przepraszać i szukać dostojniejszych słów.
"Więc"-powtórzyła," wszystko zaczęło się pewnego dnia..." gdy zaczęła mówić wszystko jakby ucichło, została tylko ona i jej myśli, strach odszedł w niepamięć.
"Wyruszyłam w podróż, nazwijmy ją krajoznawczą. Zamierzałam udać się na południe. Wędrując dobiegły mnie podniesione głosy, nie rozumiałam słów, ale na pewno
nie oznaczały czegoś dobrego. Najlepszym wyjściem z tej sytuacji było ukrycie się w otaczających ścieżkę gąszczach, tak więc uczyniłam. I wtedy ujrzałam biegnące dwie
kobiety i mężczyznę- jora. Wyglądali na przerażonych. Poczułam jak ziemia drży pode mną, nie wiedziałam co jeszcze nadchodzi.. mym oczom ukazał się Żywiołak Ziemi.
Mężczyzna został zgnieciony przez stwora, jedna z kobiet została uderzona po czym wpadła w krzaki i już się nie podniosła więc mniemam, że zabił ją, a ta druga
w porę się odsunęła. Przy jej boku wisiała sakiewka , która się zerwała pod wpływem szybkiego ruchu i upadła u stóp potwora, który to podniósł ją i ponownie zwrócił
się do kobiety. Teraz nie miała już żadnych szans na ratunek więc uratowałam ją, w ostatniej sekundzie udało mi się odciągnąć ją z miejsca gdzie za chwilę spadła
stopa żywiołaka. Potwór nie zrażony tym zaczął ponownie zbliżać się do nas więc byłam zmuszona rzucić na niego czar podmuchu. Zaklęcie zadziałało i miałyśmy chwilę na ucieczkę
i tak też zrobiłyśmy usunęliśmy się na bezpieczną odległość, lecz tej kobiecie nie było spieszno do ucieczki. Ciągle powtarzała 'to ścierwo zabrało sakwę'. Już wtedy
domyśliłam się, że jest to powód całej tej niezdrowej sytuacji. Poprosiła mnie o pomoc. Zapytała czy mogłabym załatwić go magią, nie byłam skłonna do pomocy.
Poprosiłam ją najpierw o przedstawienie swojej osoby i wyjaśnienie mi zaistniałej sytuacji. Nie była skora do rozmowy, zaczęłyśmy biec dalej ścieżką a żywiołak podążał za nami.
Wymyśliła plan odebrania stworowi sakiewki, ja miałam go zaatakować a ona miała mu ją odebrać.
I tak się stało. Zaatakowałam, kobieta dźgnęła go nożem w nadgarstek, zabrała mu sakwę i zaczęła uciekać z słowami, abym się nim zajęła. Czułam się okropnie ta kobieta mnie
wykorzystała, pozostawiła mnie samą, czułam, ze jestem bliska końca. I sytuacja się zmieniła, żywiołak zamiast podążyć do mnie odwrócił się i zaczął biec za kobietą.
Postanowiłam śledzić całą tą sytuację. Powoli zmierzałam za nimi. Ukryłam się w dobrym miejscu gdzie miałam wgląd na całą sytuację: kobieta wspięła się na drzewo, a zywiołak stał obok.
Trwali w takim położeniu przez długi czas aż w końcu kobieta poruszyła się i zaczęła przemieszczać na jakąś inną gałąź. Żywiołak od razu to zauważył, poruszył się i z całą siłą
uderzył w drzewo, po czym powtórzył to kilka razy. Drzewo upadło a wraz z nim kobieta. Potwór pochwycił ją za głowę, kobieta ostatnimi siłami wyciągnęła coś z plecaka, lecz nie widziałam co
to jest. Zmiażdżył jej głowę, następnie rozbłysło światło i nastąpił wybuch. Polanę na której się znajdowali otaczała chmura gęstego, szarego pyłu. Upewniłam się, że nikogo tam
nie ma i podeszłam bliżej do tego miejsca. Nie było tam widać nic ciekawego prócz porozwalanych części ciała kobiety, mnóstwa krwi, narządów wewnętrznych i sakiewki.
Od razu ją podniosłam chociaż nie byłam przekonana co do słuszności tego czynu. Ujrzałam pierścień, obrączkę. Była ciepła, czuć było od niej magię. Ciało żywiołaka zamieniło się
w ziemię a ja ścisnęła pierścień w dłoni i wróciłam na wyznaczony sobie cel podróży. Musiałam gdzieś odpocząć więc udałam się w miejsce gdzie znajdowało się jakieś miasteczko.
Udało mi się jakoś wejść i od razu usłyszałam głoś mężczyzny wypytującego o cel mojej podróży. Usłyszałam mnóstwo zdań o niegodziwości wchodzenia o tak późnej porze do miasta itp.
Pojawiło się więcej elfów i wszyscy dziwnie się zachowywali. Spytałam po raz kolejny czy mogłabym udać się na spoczynek. Usłyszałam, ze znają miejsce dobre do odpoczynku i zabiorą mnie tam więc podążyłam
za nimi. Zachowanie moich ziomków było podejrzane. Zaprowadzili mnie do kwatery. próbowałam nawiązać rozmowę, aby dowiedzieć się czegoś, ale nie było mi to dane teraz.
NA domiar złego zamknięto mnie w tym pokoju jak jakiegoś przestępcę. Zdenerwowana uderzyłam pięścią w drzwi i położyłam się na łóżku. Poczułam drżenie, był to pierścień.
Wyjęłam go z sakwy, obejrzałam i odłożyłam na biurko. Pierścień zaczął szybko wirować, przesunął się o parę centymetrów a potem znowu upadł. I wtedy wszystko spadło na mnie jak grom:
jakieś wybuchy, grzmoty, zgrzyt mieczy, ryk bestii. To wszystko pojawiło się w ułamku sekundy. Zdenerwowana czy może wystraszona zaczęłam walić w drzwi z całej siły.
Wtedy pękł sufit, zabrałam swe rzeczy i wyjrzałam przez okno, które wydawało się dla mnie na razie jedyną drogą ucieczki. ujrzałam przez nie potwora, był to prawdopodobnie demon.
Wspięłam się na wyższe piętro. Wróciłam do miejsca gdzie mnie przyprowadzono na początku. W końcu udało mi się wyjść, trafiłam do wyjścia gdzie ujrzałam przerażający widok: mnóstwo
krwi, ciał, elfów walczących z demonami. Byłam załamana. Wiedziałam, ze musi to mieć jakiś związek z tym przeklętym pierścieniem.
Ukryłam się w innym miejscu gdzie zobaczyłam sukubicę. Rzuciłam czar, podziałało. Niestety nie na długo. Musiałam ponownie wypowiedzieć słowa inkantacji i zaczęłam uciekać.
I znowu powróciło wibrowanie pierścienia. podbiegłam do elfów, którzy właśnie zabili sukubicę i zapytałam co sie tutaj stało. Pokazałam im pierścień i wtedy wszystko znikło. Nie było już
poległych. Wszyscy stali żywi w miejscach gdzie przyszło im skonać. Pewien elf pobiegł po Earilleę. Przekazałam jej pierścień, opowiedziałam tą historię i to już wszystko."

Spojrzała na Earilleę pytającym wzrokiem, jakby chciała zapytać: "mogę już usiąść?". Skończyła już swoją opowieść i chciała jak najszybciej udać się na swoje miejsce.
_________________
Aeriella
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-03-07, 12:10   

Orick zastanawiał się nad mocą swej przemowy, gdy Aeriella zajęła miejsce na mównicy. Była zdenerwowana, można by rzec nawet, że przestraszona, lecz zaczęła mówić i przedstawiła dość dokładnie swą historię. Bohaterka nie miała zdolności krasomówczych, nie była także artystą w snuciu opowieści. Mimo jednak tych pewnych braków wykształcenia jej opowieść była interesująca, chociażby z powodu swej treści. Gdy Czarodziejka schodziła z podium podszedł do niej Sae'lienor, a raczej stał w miejscu i tylko na nią skinął:
- Daj mi ten pierścień dziecko. - powiedział, a Bohaterka czując przymus psychiczny wydała mu obręcz. Może nazwanie jej dzieckiem nie było zbyt miłe, ale w oczach tak dorosłego osobnika wiele elfów musiało uchodzić za dzieci. Obejrzał on pierścień kiwając głową i spojrzał na Oricka, a następnie na Earilleę. Ta mu skinęła dając do zrozumienia, że się w czymś on nie myli. Może to było porozumiewanie się telepatyczne, a może nie. Może odpowiedź na pytanie: co tutaj jest grane? - była tak oczywista, że nie trzeba było się głowić wiele nad zakończeniem pewnej historii. Wątki układały się w całość, sploty i węzły zdawały się być mocne i solidne, jakby manipulowane ręką niewidzialnego boga, który przędzie nici losu tych, którzy zapisują się w historii.
Earillea zbliżyła się do Mistrza Ceremonii, a ten wskazał jej zwyczajnie podium, jakby wiedząc już na starcie, że chce ona zabrać głos. Nie sprzeciwiał się, oglądał pierścień.
- Obręcz Czarta - zaczęła swą mowę - to spuścizna po czasach, gdy niepewny był nasz los. Może to przypadek, a może nie, że pierścień ten pojawia się tutaj w chwili, gdy nasz los jest ponownie zagrożony. O ile kiedyś był przeszkodą, dziś jest atutem, pod warunkiem, że będziemy w stanie go odpowiednio wykorzystać.
- Przypadki nie istnieją. - Wtrącił się Sae'lienor. - Jeden z naszych braci chciał wykorzystać moc tego pierścienia dla siebie, sprzedać go za złoto złej istocie. Spisek jego został jednak zniweczony, a on ujęty, choć jeszcze nie skazany. - Na tych słowach wyjaśnienia Mistrz Ceremonii skończył swój krótki wywód i oddał głos pani.
- Podzielmy więc ten pierścień, a z jego mocy stwórzmy nowe pierścienie. Już nie przeklęte, a nasze. Święte. - Kapłanka była dość podekscytowana. - Niegdyś, gdy Las nasz nawiedziły legiony piekielne siejąc pożogę i spustoszenie, obroniła nas armia magów. Armia z nazwy, gdy w istocie swej grupa niewielka. Ilu to sposobów nasi bracia i siostry chwytali się, aby obronić nasz wszystkich przed niechybną zgubą? Niektórzy przywoływali strażników świętych gajów. - Wskazał gestem na Elimarion. - A inni gotowi byli sprzedać duszę dla mocy, aby nią rozprawić się z najeźdźcą i tracąc przy tym co elfie. - Wskazała na Aerchona. - Teraz nie ma wśród naszego ludu tak wielu wybitnych magów, ale jest wielu odważnych bohaterów. - Wskazała na Oricka i Aeriellę. - Młodzi o czystych sercach mają w sobie moce na tyle wielkie, aby obronić nas i teraz, i w przyszłości. Niech Obręcz Czarta, Piekielne Oko zostanie zniszczone, podzielone na świętych dwanaście pierścieni.
- Wypalonych w Wiecznym Ogniu, aby zmazał klątwy i złe moce. Naznaczonym Krwią Elfów, aby był nasz i niszczył wszelkie Fantasmagorie. - W kierunku podium kierował się Aerchon. - Mamy szansę bez większych ofiar poradzić sobie z wrogiem, głosy wasze moi bracia i siostry są jasne. Z orkami należy walczyć. Niektórzy z was chętni są iść dalej w walce, niektórzy bliżej. Niektórzy patrzą na przyszłość, a innych bardziej interesuje teraźniejszość. Niech w blasku księżyca powstaną artefakty, które będą niosły moc naszej rasy tam gdzie księżyc świeci. W imię naszej czystości, naszej wiary, nadziei i pragnienia spokoju.

Aerchon przestał mówić i obejrzał się po zgromadzonych. Słychać było wiele szeptów, niekoniecznie przychylnych. Niektórzy klaskali jednak, co było wyrazem zrozumienia, a inni zdawali się manifestować swój sprzeciw. Trwało zamieszanie, istne pandemonium. Nikt prawie nie zauważył jak Elimarion podszedł do Sae'lienor i przemówił do niego na tyle cicho, że tylko najbliżsi podium słyszeli jego słowa:
- Tak się składa, że mam dwanaście pierścieni gotowych do tego, aby zakląć w nich moc. Wystarczy twa zgoda, a zacznę czynić swe uroki. - Bohaterowie słyszeli te słowa i słyszał je nawet siedzący obok nich Aerden. Na jego twarzy już wcześniej malowało się niezadowolenie, a teraz wręcz przybrało barwę grozy. Nie wytrzymał, wybuchnął.
- Przecież to spisek! Jakim cudem doszło do takiego zbiegu okoliczności, że w jednym miejscu znalazły się nagle wszystkie komponenty do stworzenia magicznych przedmiotów. Piekielne oko, święty ogień i tuzin czystych pierścieni. Przecież to nonsens. To było wszystko zaplanowane! - Słowa jego były głośne i przyciągały uwagę jakiejś części sali.
- Cisza! - Przemówił Mistrze Ceremonii i zatrąbił trębacz. Zapanowała cisza, a ten zaczął mówić. - Niech nastanie głosowanie. - Etap w którym zebrani w pierwszych rzędach mieli wyrazić swe zdanie w sposób poparcia lub sprzeciwu. Wszystkie te osoby były znaczące. Nawet Bohaterowie, którzy znaleźli się tutaj z racji zajmowanych miejsc mogli oddać swój głos, co zapewne w pierwotnym zamiarze nie miało nastąpić.


- Będą postawione następujące pytania:
,,Pierwsze: Kto jest za zniszczeniem doszczętnym rasy orków?
Drugie: Kto jest za wypędzeniem orków z Księżycowego Lasu, bez doszczętnej likwidacji rasy?
Trzecie: Kto jest za sojuszem z rasami nam przyjaznymi w celu pokonania orków?
Czwarte: Kto jest przeciwny zawieraniu sojuszy z innymi rasami w celu pokonania przeciwnika?
Piąte: Kto jest za tym, aby zawrzeć sojusz z rasą ludzi?
Szóste: Kto jest przeciwny temu, aby zawierać sojuz z rasą ludzi?
Siódme: Kto jest za wykorzystaniem zebranych tu komponentów i stworzenia pierścieni mocy?
Ósme: Kto jest przeciwny temu, aby łączyć Święty Ogień z Piekielnym Okiem?
Dziewiąte: Kto jest za obudzeniem strażników lasu w celu pokonania orków?
Dziesiąte: Kto jest przeciwny temu, aby zakłócać sen boskich strażników?" -Sae'lienor przedstawił pytania. Były one dość jasne, chociaż nie dotyczyły wszystkich kwestii poruszonych na wiecu. Chwila przerwy na zebranie myśli i decyzję. Po czym nastąpiło głosowanie.

- Pierwsze pytanie: Kto jest za zniszczeniem doszczętnym rasy orków? - Dłonie wędrujące w górę. - Drugie: Kto jest za wypędzeniem orków z Księżycowego Lasu, bez doszczętnej likwidacji rasy? - I znów widok lasu dłoni. Zarówno te jak i pierwsze były liczone, zdaje się, że bardzo dokładnie, przez chodzących trębaczy. Każdy z nich liczył. - Trzecie: Kto jest za sojuszem z rasami nam przyjaznymi w celu pokonania orków? - I podobna sytuacja. - Czwarte: Kto jest przeciwny zawieraniu sojuszy z innymi rasami w celu pokonania przeciwnika? - I następne pytanie podparte rękoma. Trudno było od razu szacować ile jest głosów za, a ile przeciw. - Piąte, Szóste, Siódme, Ósme, Dziewiąte, Dziesiąte. - Pytania stawiane w kilku minutowych odstępach czasu, każde z dokładnym przypomnieniem swej treści. Przy każdym jakieś osoby podnosiły dłonie, co zdradzało ich poparcie lub brak poparcia. Niestety Bohaterowie nie byli w stanie zorientować się jak głosują znane im osoby. Byli tak blisko, a jednak nie dostrzegali tego.
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-03-07, 15:49   

Pierścienie.... Klejnoty... Demony... Potęga...
Orick poczuł się jak gdyby ktoś właśnie obudził do ze snu. Bardzo długiego, trwającego kilkaset lat snu, w czasie którego realia zmieniły się tak bardzo, że elf nie wiedział gdzie żyje.
To nie był sen. Zdał sobie właśnie sprawę nieświadomie wraz ze swoją towarzyszką biorą udział w niezwykle istotnym wydarzeniu w historii elfów. Że dzisiejszego wieczora pisana jest historia a oni są tymi, którzy trzymają pióra.
Polityka. Marzył o tym?
Co i rusz spoglądał na swoją towarzyszkę mając nadzieję, że i ona kompletnie nie może połapać się w tym, co się dzieje wokół nich.
Głosowanie. Mówią, że demokracja to sprawiedliwe rządy. Że gdy władza przechodzi w ręce ogółu ludu, zawsze jest lepiej. W rzeczywistości, jak powiedział jeden z elfickich filozofów, "Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów, tylko, że lepszego nikt jeszcze nie wymyślił".
Jeżeli władza przechodziła w ręce ludu, to dziś władzę miał i Orick.
Pierwsze pytanie. Wstrzymał się, choć było to rozwiązanie, to obawiał się że taka demonstracja siły elfickiej mogłaby zostać źle odebrana w Sorii.
Drugie pytanie: Uniósł rękę. Pewnie i szybko. Bez przemyśleń.
Trzecie pytanie: Wydawało mu się nawet że jest jedną z pierwszych, o ile nawet nie pierwszą osobą która podniosła dłoń.
Czwarte: Zastygł w bezruchu. Spojrzał z pogardą na głosujących "za". "Tak, wyniszczcie się sami" - Dodał w duchu.
Piąte: Ludzie? Czy ludzie to dobry wybór? Ludzie to nacja zdradziecka i niepewna, podzielona jak żadna inna rasa.
Ale mogą być lojalni. Mogą być przydatni. Uniósł dłoń.
Szóste: Poruszył się niespokojnie, lecz nie podniósł dłoni.
Siódme i ósme: Orick nie wiedział co o tym myśleć. Nie znał mocy tych przedmiotów. Nie miał o nich zielonego pojęcia. Wiedza jest najlepszym doradcą, a jako że teraz jej nie posiadał - Wstrzymał się od głosu kompletnie.
Dziewiąte i dziesiąte.
Znów nie wiedział kimże mogą być Ci obrońcy. Ale nie było czasu na pytania.
Pomoc? Pomoc zawsze się przyda. Sojusznicy którzy już niegdyś pomogli, pomogą i dziś, w czasach niepokoju i wojny. W czasach nadchodzącej zagłady.
Uniósł zatem dłoń przy dziewiątym pytaniu. Niepewnie, nie tak wysoko jak mógł. Nie był pewien swego głosu, jednakże postanowił zaufać swojej intuicji.

Oczekiwał w napięciu na ogłoszenie wyników. Przechylił się w stronę towarzyszki:
-No proszę, tak bardzo ubiegałem się o możliwość wzięcia udziału w tej radzie, tymczasem zawiodłem... A mimo to mam okazję tworzyć historię naszej rasy! Czyż to nie jest cudowne? - Wyszeptał i pokręcił głową z niedowierzaniem.

Wujek miałby niezły ubaw.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Aeriella 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Sty 2007
Posty: 69
Wysłany: 2008-03-11, 16:48   

Wszystko było strasznie pogmatwane. Aeriella nie mogła się połapać w tych półsłówkach.
Nawet nie mogła ocenić propozycji podzielenia pierścienia. Nic jej teraz nie przychodziło do głowy.
Na szczęście miała obok siebie osobę, która wyglądała na tak samo nieświadomą jak ona.

Przestała rozmyślać nad tym i skupiła uwagę na pytaniach.

Pierwsze: Raczej nie była pozytywnie do tego nastawiona. Oznaczało to wymordowanie bardzo dużej ilości istot żywych, orków
po prawdzie, ale jednak.
Drugie: Od razu wyraziła aprobatę dla takiego rozwiązania.
Trzecie: Zgodziła się na to. Obrona lasu to jedno, a zapewnienie bezpieczeństwa rasie, to dwie różne rzeczy. Aeriella uważała, że dla zapewnienia spokoju bytowania należy poszukać sojuszników w dalekich krainach.
Czwarte: To pominęła, ponieważ odpowiedź wynikała z poprzedniego pytania.
Piąte: Nie odpowiedziała na nie. Wahała się odpowiedzieć, ponieważ nie była pewna jak zakończyłby się ten sojusz. Nim uporządkowała swe myśli zostało zadane kolejne pytanie.
Szóste: Pominięte. Mimo wszystko nie chciała być odpowiedzialna za to co takie przymierze mogło uczynić.
Siódme i ósme: nie była przekonana co do tego zadania. Poznała już cząstkę mocy tego piekielnego pierścienia.
Dziewiąte: tak, to dziewiąte pytanie. Aeriella była pełna wątpliwości. Z jednej strony przewidywała, że użycie w wojnie drzemiącej w lesie siły byłoby korzystne dla jej ludu. Tacy strażnicy mogliby zapewne szybko uporać się z najeźdźcą, ale z drugiej strony takie nękanie i wykorzystywanie tak świętych sił oznaczałoby, że lud jest słaby.
Dziesiąte: Teraz podniosła rękę. Bogowie dali ten las ludowi, aby o niego dbał. Teraz zaś musi pokazać, ze sam jest w stanie wypełnić to zadanie.


Kiedy Orick mamrotał coś pod nosem, Aeriella słuchała go półuchem. Usłyszała wyraźnie tylko ostatnie jego słowa. Zamyśliła się. Czy to było cudowne? Była trochę sceptycznie do tego nastawiona, miała jednak nadzieję, że to wszystko zakwitnie kiedyś i będzie cudownie. Te decyzje, które podjęła, głosy , które oddała to wszystko ją przerastało.
"Tak. To jest cudowne." odpowiedziała i uśmiechnęła się, chociaż nie było jej do śmiechu.
_________________
Aeriella
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-03-15, 02:07   

Liczenie głosów odbywało się dość sprawnie. Ze wszystkich tu zgromadzonych tylko jedna na pewno znała te wyniki, a był nią nie kto inny jak sam Mistrz Ceremonii. W końcu, gdy liczące głosy osoby zakończyły swe zadania, na podium zebrała się grupka osób. Po ukłonie do księżyca szeptali do ucha kolejne słowa Sae'lienorowi, a ten z kamienną miną ich wysłuchiwał. Trwało to chwilę, może dwie chwile. W końcu wszystko jednak okazało się jasne.

Sae'lienor: Niniejszym ogłaszam wyniki głosów oddanych przez lud w sprawie ludu. Nie było jednomyślności między nami, ale łaska naszych patronów sprawiła, że mamy już podjęte decyzje.
Na pytanie pierwsze: ,,Pierwsze: Kto jest za zniszczeniem doszczętnym rasy orków?" Lud zdecydował, że rasa ta musi zniknąć z tego świata, a jej doszczętne zniszczenie jest nam potrzebne. Odrzucił tym samym drugie pytanie: ,,Kto jest za wypędzeniem orków z Księżycowego Lasu, bez doszczętnej likwidacji rasy?", co jest logiczną konsekwencją pierwszego zadanego pytania. Na pytanie trzecie: ,,Kto jest za sojuszem z rasami nam przyjaznymi w celu pokonania orków?" Lud zdecydował, że pomoc naszych przyjaciół i ziomków z dalekich krain jest potrzebna. Odrzucone zostało natomiast pytanie czwarte: ,,Kto jest przeciwny zawieraniu sojuszy z innymi rasami w celu pokonania przeciwnika?". Na wiecu tym wybierzemy dyplomatów, którzy udadzą się w misje do dalekich krain, aby wiązać nas paktami z tymi, którym można zaufać. Kwestia, co dalej z tymi przymierzami będzie czynione, zostanie omówiona w przyszłości na wiecu lub w gronie srebrnych głów. Na pytanie piąte: ,,Kto jest za tym, aby zawrzeć sojusz z rasą ludzi?" Lud odpowiedział, że sojusze te nie są dla nas najlepszymi. Pytanie szóste: ,,Kto jest przeciwny temu, aby zawierać sojuz z rasą ludzi?" Znalazło więcej pozytywnych odpowiedzi, co sprawia, że rasa ludzi pozostanie nam obojętna w grze o nasz los. Nie oceniajmy jej jednak wrogo. Myślmy o najlepszym, ale bądźmy przygotowani na najgorsze. Na pytanie siódme: ,,Kto jest za wykorzystaniem zebranych tu komponentów i stworzenia pierścieni mocy?" lud odpowiedział twierdząco minimalną liczbą głosów przewyższając tych, którzy odpowiedzieli twierdząco na pytanie ósme: ,,Kto jest przeciwny temu, aby łączyć Święty Ogień z Piekielnym Okiem?". Zgodnie z wolą ludu jeszcze dziś zebrani tu magowie odprawią rytuał, abyśmy wszyscy byli świadkami tworzącej się historii. Na pytanie dziewiąte: ,,Kto jest za obudzeniem strażników lasu w celu pokonania orków?" lud zdecydował się nie budzić ze snu strażników. Poparł przeto pytanie ostatnie, dziesiąte: ,,Kto jest przeciwny temu, aby zakłócać sen boskich strażników?" udzielając temu wariantowi największą przychylność. Strażników więc ze snu nikt zgodnie z prawem nie zbudzi. Takie są przeto wyniki oddanych przez was głosów. Odpowiednie rady zajmą się dopracowaniem tych decyzji, w majestacie księżyca oczyszczając ich z niedomówień.

Przewodniczący Zgromadzeniu zakończył mowę, a z sali było słychać kilka głosów oburzenia, zwłaszcza przy projekcie tworzenia artefaktów i podpisywania paktów z innymi rasami. Orick i Aeriella widzieli kilka niezadowolonych, żądnych krwi spojrzeń, które zdradzały chęć do walki, włącznie z walką przeciw rasie ludzi. Po sali przetoczyły się fale szeptów, a te ustały dopiero, gdy na podium stanęli Aerchon, Elimarion i Earillea.
- Chcecie już zaczynać? - Zapytał Mistrz Ceremonii, a siedzący obok Bohaterów Aerden niemal łamał sobie zęby ze złości. Jego odpowiedzi na pytania siódme i ósme były oczywiste.
- Póki wszyscy są. Będą świadkami tworzącej się historii. Mam już zaklęcie przygotowane. - oznajmił Aerchon, a Aerden wstał i zbliżył się do podium, wyglądało to dość nieciekawie.
- Nie pozwolę wam na to, abyście zbezcześcili Święty Ogień! - chciał uczynić krok dalej, ale został zatrzymany przez trębaczy.
- Zakłócasz wiec, a to grzech, bracie. - Rzekł chłodno Aerchon i postawił czarę z ogniem na ziemi. Mistrz Ceremonii wtedy przekazał pierścień Kapłance, która otworzyła czarę i wypowiedziała melodyjne słowa jakiejś inkantacji. Wrzuciła pierścień do ognia, a ten zapłonął błękitną barwą. Uniósł się i zdawał zachowywać jak żywy. Księżyc nagle rozjaśnił się i spowił wszytko w srebrnej mgle, a na tarczy jego pojawiły się dziwne ciemne znaki. Panowała cisza. Nie było niczego słychać. Niektórzy przerażeni opuszczali atrium, ale Orick i Aeriella byli chyba przywiązani do krzeseł, gdyż chociażby nawet chcieli ich spojrzenia nie mogły oddzielić się od tego blasku historii. Elimarion wyciągnął z sakiewki swej pierścienie, gdy trębacze wyprowadzali Aerdena siłą z wiecu. Inkantacje, pojedyncze zaklęcia, zapach magii i jej blask.

Przez niemal godzinę podium było spowite w blasku większym od słonecznego. Oślepiało, a mimo to nie można było oderwać wzroku od tego co trzech magów czyni na podium. Melodyjne ich śpiewy, formowanie nici wątków, przekształcanie wzorów. Tego nie widziały oczy Srebrnych Elfów od wielu lat, może nawet wielu setek lat. Trwało to minuty, następnie godziny. Widać było wyraźnie, że wszystko to nie jest spontaniczną akcją, że wszystko zostało przygotowane wcześniej z myślą o tym dniu, tak jakby nawet znano wyniki głosowania. Plan tej trójki był bardzo enigmatyczny, trudno było się połapać w tym jakie są ich prawdziwe intencje. Teraz jednak oczarowani blaskiem tworzących się artefaktów, pierścieni, które Elimarion kolejno naznaczał z pomocą dwójki pozostałych magów mocą. Kryształowe ściany i kolumny mieniły się tysiącem ciepłych i zimnych barw, z których każda nosiła domieszki srebra. Po niemal dwóch godzinach oglądania teatru magii Orick i Aeriall, młode żądne przygód Elfy, spostrzegły, że prace zostały zakończone. Dwanaście pierścieni powstałych z jednego. Czara z ogniem wciąż miała swój szlachetny ładunek, a barwy, które mieniły się od tyle minut powoli ustępowały. Wydawało się, że świat pogrąża się w ciemności, a jedynym źródłem światła jest święty ogień i migoczące lekkim blaskiem pierścienie. Zniknęły nawet świetliste aury, które powstały wraz z rozpoczęciem się wiecu. W sumie już noc powoli zbliżała się ku końcowi, ale pierwszych promyków słońca na próżno było doszukiwać się na niebie.

Elimarion: Pierścienie wieczności. Na wieczność niech strzegą naszego ludu, niech na wieki dają światło nadziei i karmią swym ciepłem srebrne serca. Pierścieni tych jest dwanaście. Sześć z nich dziś otrzyma właściciela, a 6 zostanie zachowanych, aby w chwilach walki, można było sięgnąć po ich moc. Sześć pierścieni dziś otrzyma swe imiona, które będą imionami osób, które je dostaną. Nie wiem ja kim będą te osoby, nie ja będę je rozdzielał. Wraz ze świętym prawem, wszelkie relikwie stworzone przed obliczem bogów - wskazał na księżyc - muszą być opatrzone wolną wolą wyboru swych właścicieli. Każdy z was bez wyjątku może spróbować sięgnąć po ten pierścień. Założyć go na palec i sprawdzić, czy jest się wybranym. Ostrzegam was jednak. Jeżeli pierścień was nie zechce, kierując się znanymi tylko sobie regułami, wtedy zniszczy wasze ciało, a was czeka śmierć. Czy są chętni? - Zapytał mag, a zgromadzeni jako całość nie wiedzieli jak odpowiedzieć na te słowa. Czy to była jakaś iluzja? Wstrętna ułuda? Artefakty same miały wybrać swych właścicieli i zabić tych, których uznają za nieodpowiednich, a którzy po nie sięgnął? Któż mógłby się na to zgodzić? Rozbrzmiewały w myślach i słowach pytania.
- Ja! - Z trybun kilku elfów, nie będących ani szlachcicami, ani majętnymi osobami zbliżyło się do podium i niemal je szturmowało. Jeden z elfów wziął jeden z pierścieni i pośpiesznie założył go na palec. Wzniósł go do księżyca, a niemal wszyscy umilkli w oczekiwaniu co się stanie. Gest śmiały, gest szybki, pełen refleksu i młodzieńczej brawury. Młodzieniec podniósł dłoń w kierunku księżyca oglądając pierścień na tle jego tarczy. Na jego twarzy widać było zadowolenie, a po policzku spłynęła mu zła. Wnętrzności jego wyskoczyły z jego napęczniałego ciała, głowa oderwała się od korpusu. Zakrwawione zwłoki legły na podium, które zostało zbroczone krwią. Pierścień wzleciał do góry wraz z całą lekko dygoczącą dłonią, która została przecięta niewidzialną mocą w nadgarstku. Odgłos pękających kości, i wyciskanych włókien, a po nim oswobodzenie pierścienia, który lewitował w powietrzu. Elimarion puścił pozostałych pięć pierścieni, które wraz z tym szóstym zacząły lewitować w kręgu. Na sali panowała cisza. Głucha cisza, a później ciche szlochy i zdziwienie. Mimo śmierci młodego elfa, do pierścieni ustawiała się kolejka chętnych, którzy chcieliby je pozyskać. Nie miały przecież one służyć czyimś samolubnym celom, a być użyte dla dobra całej rasy. Potężna broń na wieczność związana z osobą. Wieczność miała tu być dopiero początkiem.
 
 
     
Orick 
Profesjonalista
Dyplomata



Wiek: 35
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 769
Skąd: Z mamusi podobno...
Wysłany: 2008-03-15, 08:43   

Oricka kusiło sięgnąć po pierścień. Wstał.
- Bracia. Ojczyzna wzywa i tylko Ci którzy mają tyle odwagi aby stawić czoła śmierci będą w stanie ją zbawić. - Rzekł głośno, spoglądając na pierścienie - Nasze życia są długie, przeto wielu z nas boi się je stracić. Jam elf młody i mógłbym jeszcze wiele przeżyć. Ale na moce księżyca, zaryzykuję własne życie, aby mieć pewność, że w chwili gdy mogłem zdecydować o bezpieczeństwie naszych ziem, nie zawiodłem Lasu.
Minął gapiów, nie spoglądając na ich twarze. Wiedział że zobaczy na nich strach, niedowierzanie, pogardę i złośliwe uśmiechy tych, którzy wiedzieli, że za chwilę z Oricka pozostaną jedynie krwawe szczątki.
- Elimarionie, czy mogę? - Orick ukłonił się przed elfem i spojrzał mu w twarz - Wiem że jeżeli okażę się niegodnym, to zginę i pozostanie po mnie jeno pustka. Ale gdy spoglądam w te twarze wokół i tych ludzi, którzy boją się podjąć trochę ryzyka aby ocalić swój świat - Rozejrzał się wkoło chłodnym, pełnym obojętności spojrzeniem - Ja nie mogę stać bezczynnie. Jestem w stanie poświęcić własne życie byleby mieć pewność że poczyniłem chociaż jakiekolwiek starania, aby uratować nasze ziemie.
Spojrzał na Elimariona. Jeżeli ten pozwolił mu sięgnąć po pierścień - drżącą dłonią, lecz z wyrazem twarzy pełnym determinacji, sięgnął po klejnot.
Wiedział że może umrzeć. Wiedział że zapewne umrze. Na sali są setki, o ile nie tysiące elfów. 6 pierścieni. Szansa na to że pierścień wybrał właśnie jego była znikoma.
"Ale jeżeli go nie podniosę, to będę mógł sobie pluć w brodę że gdy miałem szansę ocalić Las, nie zrobiłem tego" - Pomyślał i pewnie nałożył pierścień na palec.
W jednej dłoni kurczowo ściskał kostur wuja. Być może po raz ostatni czuł jego przyjemny chłód. Być może po raz ostatni czuł bliskość tego, kto przekazał mu wiedzę.
Z drugiej zaś strony niedługo może do niego dołączy...
Czuł strach. Ale i błogą pewność że nie umiera na daremno.
Że jeżeli się uda to może i uda się uratować to, co naprawdę kocha. I tych, których naprawdę kocha.

Jeżeli Elimarion miał jakieś restrykcje - postanowił je wysłuchać.
_________________
Last.fm

٩(͡๏̯͡๏)۶-me?
 
 
     
Aeriella 
Włóczykij



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Sty 2007
Posty: 69
Wysłany: 2008-03-29, 15:18   

"A więc tak teraz potoczą się losy naszej nacji." Stwierdziła w swych myślach Aeriella, chociaż nie była przekonana do końca, czy ten właśnie los będzie najlepszym z możliwych. Na pewno każdy z tu zgromadzonych chciał dla nas jak najlepiej i nie kierował się jakimiś złymi z natury pobudkami. Nie mniej jednak, nie wszystko dawało dobre wrażenie. Ale co jedna niedoświadczona czarodziejka może zrobić wobec takiej rzeszy ludu? Na razie niewiele... stanowczo zbyt mało.

Z podobnymi myślami Aeriella słuchała nuconych inkantacji i oglądała spektakl magii prezentowany przez trójkę doświadczonych magów. Pierścienie, które tworzyli zdawały się być bardzo cenne, chociaż ich wartość nie wynikała z ewentualnych korzyści ze sprzedaży, ale z możliwości jakie mogły one dawać swemu właścicielowi. Już nawet elfka chciała szybko wstać i rzucić się na pierwszy z tych pierścieni, gdy tylko usłyszała słowa Elimariona, ale widać kilka osób było od niej szybszych i może to dobrze, bo pokazały one, że nie warto na razie igrać z taką mocą.

Obserwowała z obrzydzeniem jak ciało jej ziomka traci swoją życiową esencję. Pierścień zabił tego, kto chciał go mieć dla siebie. Jakie było kryterium takiego wyboru? Orick sam chciał spróbować, ale prędzej, czy później i tak zbierze się tu tłum, który również zażyczy sobie zabrać jeden z tych sześciu pierścieni dla siebie. Ile osób polegnie, a ile zachowa swe życie i będzie cieszyło się z dostępu do mocy? Magia nie jest przecież zabawką, nie można jej w łatwy sposób dostać, a utrzymanie jej jest jeszcze bardziej trudne. Czy Orick zginie w męczarniach, powyginany, miażdżony, palony, rażony mistyczną siłą? "Przecież tu będzie mnóstwo krwi.." otworzyła usta, aby uleciały z nich lekkie słowa. Nie mogła dłużej siedzieć. Zginie lub nie. Nie będzie jedyna. Aeriella wstała za Orickiem i skierowała się w kierunku lewitujących pierścieni. "Bogowie, sprawcie, abym zdążyła się jeszcze zestarzeć." pomyślała idąc, a gdy przyszła jej kolej... niepewnie, ale jednak sięgnęła po jeden z pierścieni, ten który wpadł jej w oko.
_________________
Aeriella
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-03-29, 17:01   

Orick i Aeriella zmierzali po swe pierścienie. Mag robił to wymownie idąc pierwszy i oznajmiając światu swój zamiar, a Czarodziejka czyniła to w sposób bardziej skryty. Te polityczne zawołania Srebrnego Elfa, nawołujące do patriotyzmu i poświęcenia, mówiące o odwadze. Bohater wymawiał je w lekkiej ekstazie i nie zauważył nawet kiedy na sali powstało zamieszanie. Uspokoił się on dopiero, gdy usłyszał krzyki. Drugi już elf sięgnął po pierścień i za jego sprawą stracił życie, kiedy niewidzialna siła rozerwała jego ciało na pół. A później trzeci i czwarty. Orick i Aeriella jednak nie zwolnili kroków. Im mocniej ich ziomkowie krzyczeli z bólu, tym tłum mocniej podrywał się ze swych miejsc i zbliżał do podium. Wszyscy stali pod niem, niektórzy coś mówili, lecz ich słowa niknęły gdzieś pośród gwaru. Mistrz Ceremonii na podium wpuszczał osoby pojedynczo. Nie pozwalał, aby tłum naraz rzucił się na pierścienie i wyrwał je sobie z rąk. Z każdą chwilą robiło się dość tłoczno. Elfy różnych stanów i tych niższych i wyższych ściśnięte razem, zaślepione wielką mocą magicznych pierścieni. Pierścienie Wieczności. Tak, one dawały moc... tylko ta moc wiele kosztowała. Ryzyko utraty życia nie odstraszało. Czym był marny los jednego z wielu elfów, gdy można było się stać jednym z nielicznych? Pokusa była zbyt wielka. Kobiety i mężczyźni, te pierwsze w mniejszej ilości, stłoczeni pod podium wchodzili i kolejno umierali po dotknięciu pierścienia. Niewidzialne moce rozrywały ich ciała, łamały kości, odcinały kończyny, by wreszcie pozbawić życia. Każda ofiara krzyczała, wyła wręcz z bólu, a podium było zraszane jej krwią, która tryskając z mordowanych ciał ochlapywała stojących pod podium. Po 10 ofierze krew zaczynała się przelewać i ci stojący najbliżej podium czuli jak ta brudzi ich torsy, a gdy dotykali podium dłońmi to i te były lepkie od ciepłej poskoki. Krew bliźnich na dłoniach, przelana przez chciwość. Na podium dostała się Shile. Pani ze szlachetnego rodu. Gwary lekko umilkły, gdy dotykała ona pierścienia, a całkowicie zamilkły, gdy bez słowa schodziła z podium. Minęła ona Oricka, a jej sługa pomógł jej zejść. Tłum się rozstąpił lekko a ci obok których przechodziła mogli ujrzeć na jej dłoni piękny przyciągający uwagę pierścień. Dlaczego jej się udało? Bo była oschła, bo miała takie poglądy jakie miała. Na podium pojawił się kolejny elf, a widząc go Orick niemal dostał ataku serca. Nie spodziewał się, że osoba ta pojawi się na wiecu, nie spodziewał się, że ją jeszcze ujrzy. Foen. Sięgnął po pierścień o przeżył. Stał chwilę na podium, a następnie ruszył tą samą drogą, którą szła Shile, a ślady ich kroków były znaczone krwią, która przylgnęła do nich, gdy byli na górze. Dwa pierścienie wydane jeden, po drugim. Później na podium dostała się kolejna osoba, jej Bohaterowie nie znali. Sięgnęła po pierścień, a jej ciało nienaturalnie wykrzywiło się i zapadło w sobie. Krew wylała się z zapadniętego ciała. Zwłok na podium było sporo, lecz co jakiś czas były one za pomocą magii podnoszone i zabierane gdzieś poza zasięg wzroku. Pozostawała krew, tylko krew, jako oznaka tego, że nie każdy może mieć pierścień. W końcu Orick dostał się na podium. Mag był spięty, a trema była większa niż przy przemówieniu. Ręce mu się spociły, a głos wewnętrzny podpowiadał: ,,nie... nie rób tego. " Ale on nie słuchał.
- Możesz. - Odpowiedział Bohaterowi Elimarion, a ten już wyciągnął dłoń. Przez ciało Oricka przetoczyła się fala mocy, serce poruszyło się w piersi, a oczy zmuszone do zaciśnięcia wydały łzę. Co czuł Orick, który umierał w jednej chwili, by po otworzeniu oczu odrodzić się na nowo. Żył. Tak, wciąż był na tym świecie, a pierścień idealnie pasował na jego palec. Ten pierścień teraz będzie nosił jego nazwę... ,,Orick, Pierścień Wieczności". Czy to był sen? Bohater zszedł z podium i ruszył w miejsce, które wskazał mu Elimarion. Bohater już nie widział jak na podium wdrapuje się zwinnie Aeriella, jak ona kroczy w kierunku lewitujących pierścieni. Już tylko trzech. Mnóstwo krwi przelało się w tym miejscu. Krew Elfów, palona Wiecznym Ogniem, a wszystko to nie było Fantasmagorią. Dreszcze przyszyły ciało Bohaterki, gdy wyciągała ona dłoń po metalową obręcz wykutą siłą magii i wolą duch. Tak splecionych wzorców nie było sposób nigdzie wcześniej poznać, nie było również wielkich szans, że będzie się je widziało kiedykolwiek. Impuls... Bohaterka włożyła pierścień na palec i poczuła. Aeriella nigdy wcześniej nie miała na jednym swym palcu takiej mocy. Nigdy wcześniej, nie poczuła takiej ulgi. Żyła, chociaż czuła, że zaraz zemdleje. Odczekała chwil dwie, aby upewnić się, że jest cała. Elimarion szepną jej na ucho gdzie ma iść, a ta poszła... tam gdzie poszła trójka poprzednich szczęśliwców.
Wszyscy czterej wyszli z atrium i stanęli w kręgu, wokół którego zebrała się zazdrosna gromadka gapiów z podziwem obserwująca tych, którym się udało. Stali tak w milczeniu przez kilka chwil, gdy doszedł do nich kolejny wybraniec. Może to ironia losu, ale był nim nie kto inny jak spotkany na wiecu Aerden. Milczeli. Emocje nie pozwalały na wyduszenie z siebie żadnego słowa. Słyszeli tylko kolejne krzyki z kryształowej sali, na podium której rozgrywał się dramat dziesiątków młodych elfów. Koncert krzyków trwał godzinę. A w jej czasie mogło zginąć do stu elfów. Ostatni pierścień widać był kapryśny. W końcu jednak Sae'lienor przemówił:
- Podium już widziało zbyt dużo krwi i łez tej nocy. Nie dokładajcie już proszę cegiełek do tego, zbyt wielu z was zginęło. Pierścień pozostanie w tym miejscu i weźmie go ten, kto na niego zasłuży. Rozejdźcie się i przyjdźcie następnej nocy. Tej niech już żaden ojciec i matka niech nie traci dziecka, a dzieci niech nie tracą rodziców.

Świt już zbliżał się wiec zakończył się dość płynnie, a zgromadzeni w kręgu wciąż stali jak wcześniej. Emocje powoli opadały, ale zmęczenie i przypływ adrenaliny powodowały, że wszyscy z nich czuli jakoś dziwnie. Może to sprawka magii, a może nie. W końcu do pięciu wybrańców przyszedł Sae'lienor i Elimarion. Obaj nie wyglądali na szczęśliwych, ale nie byli także smutni.
- Spotkała was łaska losu. Nie co dzień zdarza się, aby ktoś miał okazję zostać wybranych przez wysoką magię, której początek leży w księżycowym panteonie bóstw. Każde z was zostało wybrane do tego, aby dumnie reprezentować nasz lud. Pierścienie wiedziały kogo wybrać. Idźcie więc w świat i brońcie zawsze naszego ludu. Tylko tyle mam wam do powiedzenia. Resztę już poznacie sami.
Elimarion skończył mówić, a krąg się rozerwał. Każdy poszedł w swoją stronę nie zadając pytań. Były one zbyteczne, zwłaszcza, że samemu było się odpowiedzią.


Koniec.

. . . . . . . . . . . . .

Orick otrzymuje za sesję 1370 punktów doświadczenia.
Areialla otrzymuje za sesję 1050 punktów doświadczenia.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group